• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Greater London Ulica Pokątna v
« Wstecz 1 … 5 6 7 8 9 Dalej »
[15.03.72, sklep Ollivanderów] Skarby znad Nilu

[15.03.72, sklep Ollivanderów] Skarby znad Nilu
Syn czarnoksiężnika
wiek
35
sława
IV
krew
czysta
genetyka
dziedzic Slytherina
zawód
Archeolog
Cathal wdał się w dużej mierze w matkę z Gauntów: po niej ma dość jasne włosy i jasne oczy. Mężczyzna bardzo wysoki, około 192 cm wzrostu, któremu wyraźnie nie był w życiu obcy wysiłek fizyczny. Gdzieś pomiędzy trzydziestką a czterdziestką.

Cathal Shafiq
#1
08.02.2023, 22:43  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 14.06.2023, 21:34 przez Morgana le Fay.)  
adnotacja moderatora
Rozliczono - Cathal Shafiq - osiągnięcie Piszę, więc jestem

Anglia przywitała go w ten sam sposób, w jaki pożegnała: najpierw mgłą, snującą się po pogrążonych w mroku ulicach, a kolejnego ranka chłodnym wiatrem i ciemnym niebem, przysłoniętym chmurami. W zimny, szary poranek, gdy czekało się na deszcz, który jednak nie nadchodził, Cathal miał wrażenie, że trafił do zupełnie innej rzeczywistości niż ta, w jakiej przebywał jeszcze przez paroma dniami.
Gdy był w Egipcie, tęsknił za deszczem, angielską herbatą, Dziurawym Kotłem i spacerami po zielonym, mugolskim Londynie.
Teraz, gdy wrócił, już po paru godzinach zaczynało brakować mu słońca, pustyni i egzotycznych zapachów.
To było jednak zamkniętym rozdziałem: prace zakończone, nadchodziła najmniej przez niego lubiana część, czyli zajmowanie się dokumentacją i masą formalności z miejscowym muzeum. Czekało go minimum parę tygodni w Anglii, a kolejna praca miała mieć miejsce również w Wielkiej Brytanii.
Shafiq pchnął drzwi sklepu Ollivanderów. Miejsce, doskonale znane chyba niemal każdemu brytyjskiemu czarodziejowi, dla niego było doskonale obce, rozejrzał się więc po nim z ciekawością, porównując go do zakładów różdżkarskich, które odwiedził do tej pory. Była w tym pewna ironia, że wpadał do nich chętnie, ilekroć był w innych krajach, zafascynowany odmiennymi rdzeniami i klimatem, a choć w Londynie spędzał całkiem sporo czasu, nigdy nie przekroczył progu tutejszego sklepu z różdżkami.
Był wysokim mężczyzną. Z tłumu wyróżniał go głównie ten wzrost – choć też pewnie nieprzesadnie, w świecie czarodziejów w końcu zdarzały się rzeczy bardziej zwracające uwagę. Twarz miał mocno opaloną, od razu sugerującą albo obce pochodzenie, albo niedawny pobyt w ciepłych krajach. Jasny zarost i rozczochrane, blond włosy, sprawiały, że można było stawiać raczej na to drugie. Szary, luźny płaszcz krył nieco sylwetkę, przez ramię miał przerzuconą torbę.
- Dzień dobry – przywitał się z nienagannym, angielskim akcentem. Spojrzenie jasnych oczu przebiegło po pudełkach, ustawionych na półkach, a potem skupiło się na sprzedawcy za ladą. – Szukam kogoś, kto zna się na różdżkarstwie do konsultacji w sprawie pewnej bardzo starej różdżki. Słyszałem, że w Anglii w tej dziedzinie najlepsi są Ollivanderowie. Zapłacę za usługę.
"Toby"
There's a starman waiting in the sky
He'd like to come and meet us
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Fergus jest dość wysoki, bo mierzy metr osiemdziesiąt wzrostu, a do tego dość chudy. Patrząc na niego, ma się wrażenie, że może się złamać na pół. Ma długie, wiecznie rozczochrane włosy, które związuje, kiedy musi się skupić lub nad czymś pracuje i brązowe oczy w odcieniu czekolady. Zazwyczaj jest dosyć nerwowy i intensywnie gestykuluje, kiedy mówi. Jest leworęczny.

Fergus Ollivander
#2
11.02.2023, 22:24  ✶  
Pustynia, egipskie słońce i suche powietrze były Fergusowi zupełnie obce. Nie miał więc za czym tęsknić, znając jedynie deszczową atmosferę Anglii i zakurzone regały w sklepie należącym do ojca. Nie był pewien, czy zapowiadało się na deszcz, czy to jedynie przybrudzone szyby dawały złudne wrażenie zachmurzenia. Musiał jednak przyznać że było duszno i ta duchota doskwierała mu nawet wewnątrz, gdy siedział za ladą, bazgrząc coś w notatniku. Szkic różdżki, która nigdy nie wyjdzie taka, jakby oczekiwał. Nie dlatego, że nie potrafił – po tylu latach miał już jakieś doświadczenie, nawet jeśli nie każdy chciał to przyznać. Po prostu wszystkie jego projekty znacznie się różniły od pierwowzoru, gdy idee w jego głowie przybierały zupełnie inny obrót. Pierwotny plan stawał się nudny i nie miał żadnego znaczenia, zmieniając się jedynie w sugestię, w jaki sposób ukształtować drewno. Na przestrzeni lat tworzenie tych magicznych artefaktów zmieniło się w artyzm. Nijak nie przypominały gałęzi wycinanych przez druidów wyłącznie po to, by łatwiej im było ukierunkować magię. Każda różdżka była swego rodzaju dziełem sztuki, przypisanym do danego właściciela i wyróżniającym się tak jak charakter każdego człowieka.
Gdy zabrzęczał dzwonek umieszczony tuż przy drzwiach, uniósł wzrok na przybysza. Mężczyzna wydawał się turystą w swoim własnym kraju, bo sądząc po akcencie, musiał być Brytyjczykiem. Wysoki, opalony, z włosami rozjaśnionymi słońcem wyglądał na kogoś, kto dopiero co wrócił z podróży. Fergus wątpił, by to ledwo przebijające się przez chmury słońce mogło dać taki efekt.
- Dzień dobry – odpowiedział na przywitanie i zamknął szkicownik, chowając go w szufladzie pod ladą. Przyglądał się blondynowi z wyraźnym zainteresowaniem, gdy ten zaczął mówić o celu swojej wizyty, nim Ollivander w ogóle spytał. Tym lepiej dla niego, że klient zdawał się być konkretną osobą i wiedzieć, czego potrzebuje bez zbędnych pytań i podpowiedzi ze strony właścicieli sklepu. Ci niezdecydowani i niepewni irytowali najbardziej. Przez chwilę przemknęło mu na myśl, by odesłać przybysza z kwitkiem, skoro jego ojciec był gdzieś w terenie, zapewne naprawiając nieudane negocjacje z Meadowsem, które Fergus skopał po całości, zbyt zdenerwowany użeraniem się ze starym dziadem. Z drugiej strony widział w tym szansę dla siebie, by zająć się czymś niecodziennym i być może wykazać wiedzą, którą de facto posiadał. – Co to za różdżka? – dopytał, coraz bardziej zaintrygowany tematem. A sądząc po tym, że mężczyzna ledwie „słyszał” o Ollivanderach, może jednak nie był tak bardzo tutejszy, jak się Fergusowi wydawało? – Prawdopodobnie będę umiał panu pomóc, a cenę uzgodnimy, kiedy poznam szczegóły – dodał jeszcze, opierając się o ladę i czekając na decyzję klienta. Szczerze liczył na to, że to nie jakiś bubel. Ciągnęło do go historycznych faktów, a jeszcze bardziej do rzeczywistych przedmiotów, które miały w sobie jakieś tajemnice.
Syn czarnoksiężnika
wiek
35
sława
IV
krew
czysta
genetyka
dziedzic Slytherina
zawód
Archeolog
Cathal wdał się w dużej mierze w matkę z Gauntów: po niej ma dość jasne włosy i jasne oczy. Mężczyzna bardzo wysoki, około 192 cm wzrostu, któremu wyraźnie nie był w życiu obcy wysiłek fizyczny. Gdzieś pomiędzy trzydziestką a czterdziestką.

Cathal Shafiq
#3
12.02.2023, 01:41  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 12.02.2023, 01:43 przez Cathal Shafiq.)  
Cathal Shafiq wszędzie był obcy i wszędzie był u siebie zarazem. Nie istniało miejsce, które nazwałby domem, zawsze oglądał się na horyzont, a jednocześnie łatwo wtapiał się w nowe miejsca, nieważne, jak początkowo byłyby obce. Każdy język był dla niego równie znajomy, jak angielski, a obce miejsca szybko stawały się znajome, bo naznaczona chorobą pamięć przechowywała wszystkie informacje o nich.
Urodził się w Anglii, ale jednocześnie szybko ją opuścił, a gdy potem powrócił, to tylko po to, by później wciąż i wciąż wyjeżdżać.
Zmierzył Fergusa spojrzeniem. Chłopak zdawał się mu młody - może nawet zbyt młody, aby być ekspertem, ale opinia Ollivanderów nie mogła być chyba aż tak bardzo na wyrost, a dwóch specjalistów poleciło Cathalowi właśnie to miejsce. Shafiq wyciągnął więc ze spłowiałej torby wąską skrzyneczkę z ciemnego drewna i uniósł wieko, ujawniając leżącą w niej różdżkę. Fergus na pierwszy rzut oka mógł stwierdzić, że była bardzo stara. Nieomal pozbawiona zdobień, poza symbolem oka, wyrytym przy rączce i paroma znakami, zatartymi już przez czas. Nie wykonano jej także na pewno z żadnego drzewa, jakie powszechnie stosowano w Anglii.
- Znaleziono ją w Egipcie. Ten symbol mój znajomy interpretuje jako znak Insygniów Śmierci, ale moim zdaniem to Oko Horusa - wyjaśnił Cathal, wskazując na oko w trójkącie, również nieco zamazane. Fergus miał rację też pod tym względem, że mężczyzna doskonale wiedział, czego tu chciał i po co tu przyszedł. Dlatego dzielił się uzyskanymi już informacjami metodycznie, rzeczowo przedstawiając pozyskane dotąd dane. - Symbol odrodzenia. Wygląda mi na lewe, oko księżycowe, odpowiedzialne za przeszłość. To wszystko, co udało mi się ustalić na jej temat.
Puścił skrzyneczkę, pozwalając Ollivanderowi przyjrzeć się różdżce. A przynajmniej miał nadzieję, że ma do czynienia z Ollivanderem.
- Została zabrana z korytarza w grobowcu, nie w żadnej z głównych komnat. Równie dobrze może więc być jedną z pierwszych różdżek… i w takim wypadku chyba ktoś dokonał cudów przy jej zabezpieczaniu, skoro przetrwała... jak należeć do jakiegoś złodzieja grobowców. Znaleźliśmy tam trochę kości - zrelacjonował Shafiq. Historyk ich wyprawy przychylał się do tej drugiej teorii i głównie dlatego Cathalowi udało się bez większych problemów zagarnąć różdżkę dla siebie. Inaczej pewnie albo pozostałaby w grobowcu, albo z częścią eksponatów trafiła do muzeum. Shafiq chciał ją zdobyć, bo… po prostu miał przeczucie, że to może być coś więcej.
Inna sprawa, że choć w czterech przypadkach na pięć takie przeczucia go nie myliły, o tyle przy tym piątym zwykle okazywało się, że nie mógł bardziej przestrzelić.
- Próbowałem jej używać. Zamiast zgasić ogień, wywołałem niewielką ulewę nad ogniskiem – dorzucił jeszcze. Albo różdżka była z nim wybitnie niekompatybilna, albo starość i prawdopodobnie jakieś uszkodzenie albo niedoskonałość rdzenia zrobiły swoje.
"Toby"
There's a starman waiting in the sky
He'd like to come and meet us
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Fergus jest dość wysoki, bo mierzy metr osiemdziesiąt wzrostu, a do tego dość chudy. Patrząc na niego, ma się wrażenie, że może się złamać na pół. Ma długie, wiecznie rozczochrane włosy, które związuje, kiedy musi się skupić lub nad czymś pracuje i brązowe oczy w odcieniu czekolady. Zazwyczaj jest dosyć nerwowy i intensywnie gestykuluje, kiedy mówi. Jest leworęczny.

Fergus Ollivander
#4
16.02.2023, 14:08  ✶  
Kiedy inni słuchali opowieści o rycerzach czy piratach, dzieci Ollivanderów zaznajamiały się z Opowieścią o trzech braciach. Fergusa zawsze nudziła ta baśń, zwłaszcza że gdy jego fascynowała peleryna-niewidka, ojciec skupiał się na czarnej różdżce jako tej wyjątkowej i wartej uwagi. Dzięki temu znał jednak symbolikę czegoś, co czarodzieje uznawali za realne w swoim istnieniu, choć jeszcze nikt nie zdołał tego udowodnić i raczej się na to nie zapowiadało.
- Jeśli to miałyby być Insygnia Śmierci, to brakowałoby w tym symbolu różdżki. Chyba że ktoś zinterpretował to w ten sposób, że ta realna jest Czarną Różdżką, a peleryna-niewidka i kamień wskrzeszenia zostały dorysowane. Kamień byłby jednak bardziej okrągły, a nie podłużny i nie miałby źrenicy, więc myślę, że to pan może mieć rację – odpowiedział Cathalowi Fergus, przyglądając się z uwagą wskazanemu symbolowi. Oko Horusa widział jedynie jako rysunek w podręcznikach historii magii albo przy okazji jakichś dawnych, starożytnych przekleństw na początku kursu klątwołamacza, z którego i tak po chwili zrezygnował. – Ma pan na myśli Księżyc i Słońce? – dopytał, bo coś mu grało w głowie, ale nie do końca wiedział, co. O Egipcie wiedział tak naprawdę niewiele, choć wzmianki o nim, a zwłaszcza o ówczesnej magii przewijały się często w najróżniejszych książkach, również tych przygodowych. Z całą pewnością nie uważał się za specjalistę w tej dziedzinie, ale chociaż rozumiał co nieco z tego, co mówił ten mężczyzna.
- Jak stary był ten grobowiec? – zapytał z niewielką nutą sceptycyzmu w głosie. – Pierwsze różdżki w formie, jaką znamy, powstały jakoś w IV wieku p.n.e., wcześniej posługiwano się w głównej mierze magią bezróżdżkową lub wspomagano się eliksirami i magicznymi artefaktami. Ta mogłaby najprędzej pochodzić z czasów rzymskich, Kleopatry VII albo ostatnich Ptolemeuszy, jeśli nie jeszcze później. Nadal może być w tym dużo racji, że to własność jakiegoś zmarłego złodzieja. Klimat Egiptu sprzyja zachowaniu się w dobrym stanie tego rodzaju przedmiotów. Jeśli nie miała dostępu do słońca, mogła tam leżeć setki lat.
Pochylił się nad skrzynką, próbując jakkolwiek zinterpretować pochodzenie różdżki. Na oko jednak ciężko było cokolwiek stwierdził. Musiałby zrobić pomiary, przyjrzeć się dokładniej rękojeści i drewnu. Sprawdzić, jaki rdzeń znajdował się w środku, jeśli w ogóle przetrwał. Same materiały użyte do jej powstania mogły naprawdę wiele powiedzieć o jej pochodzeniu, chociaż jeśli leżała w Egipcie przez setki, jeśli nie tysiące lat, gatunek drzewa mógł już dawno wymrzeć, tak samo jak stworzenie, którego część wykorzystano do uzyskania stabilizatora magii.
- Mogę? – zapytał, wskazując na różdżkę wciąż ułożoną w skrzynce, mając oczywiście na myśli to, że chciałby ją podnieść. Nie była jego własnością, więc mimo wszystko wolał dopytać, choć oczywistym zdawało się, że bez podniesienia patyka niewiele zdziała. – Inny efekt zaklęcia może mieć wiele przyczyn, od uszkodzenia po przedmiot destabilizujący magię. Niektóry różdżki źle działają też na obcych i przez to mogą się buntować. Ktoś mógł też rzucić na nią urok, który nie jest niebezpieczny, ale sprawia problemy w rzucaniu zaklęć – mówił, spoglądając na przybysza. Coraz bardziej podobała mu się ta wizyta i fakt, że mógł się czymkolwiek wykazać. – Postaram się sam cokolwiek stwierdzić, ale jeśli zajdzie taka potrzeba, mogę poprosić o konsultację ojca albo wuja. Niespecjalnie jednak interesują się historią, więc w tym wypadku chyba przydam się panu bardziej niż oni. Swoją drogą, Fergus Ollivander – ciągnął dalej, aż w końcu wyciągnął rękę w kierunku mężczyzny, przedstawiając mu się, by samemu poznać jego nazwisko. Mogło się okazać, że był jednym z tych słynnych archeologów, o których Fergus czytał, a po prostu nie kojarzył jego twarzy. Różnie w życiu bywało, prawda?
Syn czarnoksiężnika
wiek
35
sława
IV
krew
czysta
genetyka
dziedzic Slytherina
zawód
Archeolog
Cathal wdał się w dużej mierze w matkę z Gauntów: po niej ma dość jasne włosy i jasne oczy. Mężczyzna bardzo wysoki, około 192 cm wzrostu, któremu wyraźnie nie był w życiu obcy wysiłek fizyczny. Gdzieś pomiędzy trzydziestką a czterdziestką.

Cathal Shafiq
#5
16.02.2023, 15:03  ✶  
- Ta część mogła być zamazana, ale nie dopatrywałbym się tutaj Insygniów - zgodził się Cathal. - Choć jeśli Czarna Różdżka istniała, przeszła daleką drogę, to źródła tej opowieści leżą w Anglii, nie w Egipcie.
On sam nie dopatrywał się tu Insygniów. Jego znajomy był ich zapalonym poszukiwaczem i Shafiq podejrzewał, że stąd jego osąd.
- Jego zdaniem to mogła być jej kopia, ale ja w to powątpiewam... I tak, mam na myśli Słońce i Księżyc.
Sceptycyzm w głosie Fergusa mu nie przeszkadzał. Wręcz przeciwnie, Cathal nawet uśmiechnął się półgębkiem, bo Ollivander sprawiał wrażenie, że nie tylko faktycznie wie co nieco o różdżkach, ale też o historii. A Shafiq dokładnie tego poszukiwał. Kogoś, kto da mu odpowiedzi na parę pytań, jakie dręczyły go odnośnie tego znaleziska. Nie miał cierpliwości do osób, które tylko udawały kompetencję.
- To zależy, która jego część. Nie mówię tu o piramidach, a podziemnej strukturze, wzniesionej zapewne przez egipskich czarodziejów, za dwudziestej szóstej dynastii... pomiędzy piątym a trzecim wiekiem przed naszą erą. Ciężko to oszacować, ponieważ była prawdopodobnie przebudowywana, część uległa zawaleniu i do środka dostali się rabusie... albo przynajmniej próbowali się dostać. Komnaty, w pobliżu których znaleziono tę różdżkę, zostały częściowo uszkodzone i zrabowane, ale sami rabusie prawdopodobnie zginęli, próbując się wydostać.
Historia różdżki mogła więc być różna - ale nawet jeśli należała do jakiegoś rabusia, który dostał się tam dwa tysiące lat temu, była ciekawy elementem do jego kolekcji. Rzecz w tym, że Shafiq chciał najpierw wiedzieć, co takiego do tej kolekcji włącza. Nie potrafił znieść braku odpowiedzi w takich kwestiach.
Nie znał się na rodzaj drewna. Nie miał pojęcia, jakich rdzeni używano. Celowo nie próbował nawet zgłębiać tych dziedzin - i tak czasem nadmiar informacji, gromadzonych przez nazbyt dobrą pamięć, czasem utrudniał mu funkcjonowanie. Unikał więc celowo tematyki, która go nie interesowała, z obawy, że za dziesięć, dwadzieścia lat, jego umysł po prostu się załamie.
Kiwnął głową, gdy Fergus spytał, czy może podnieść różdżkę.
- Nie ciąży na niej żadna klątwa. Została sprawdzona przez klątwołamaczkę - zapewnił. - Cathal Shafiq.
Czy Fergus mógł kojarzyć jego nazwisko? Tak. Imię? To już zależało od tego, na ile interesowały go historia i sprawy bieżące. Cathal brał udział w wielu wyprawach, nie był więc całkiem anonimowy, zwłaszcza dla fanów tematyki archeologicznej. Ci, którzy czytywali regularnie nagłówki, mogli zapewne kojarzyć głównie wypadek w Irlandii sprzed paru lat, z którego cało cudem wyszedł Cathal, czego nie dało się powiedzieć o czterech innych osobach.
"Toby"
There's a starman waiting in the sky
He'd like to come and meet us
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Fergus jest dość wysoki, bo mierzy metr osiemdziesiąt wzrostu, a do tego dość chudy. Patrząc na niego, ma się wrażenie, że może się złamać na pół. Ma długie, wiecznie rozczochrane włosy, które związuje, kiedy musi się skupić lub nad czymś pracuje i brązowe oczy w odcieniu czekolady. Zazwyczaj jest dosyć nerwowy i intensywnie gestykuluje, kiedy mówi. Jest leworęczny.

Fergus Ollivander
#6
19.02.2023, 22:43  ✶  
- Żeby mówić tu o Insygniach, musielibyśmy w sumie mieć pewność, że różdżka pochodziła z Wielkiej Brytanii, a tej pewności tu nie ma, prawda? – dopytał jeszcze, dla dobra sprawy starając się zapomnieć o tych baśniowych reliktach. Stara legenda Barda Beedle’a nie miała nic wspólnego z hieroglifami i piramidami. Po co więc drążyć temat? – W takim razie to całkiem zabawne, że księżycowe oko leżało przez tyle lat ukryte przed słońcem – dodał jeszcze, uśmiechając się pod nosem. Sam nie wiedział, skąd mu to wpadło do głowy i czemu nie ugryzł się w język, nim to powiedział. Sprawa jednak coraz bardziej go ciekawiła. Niecodziennie mógł zajmować się zagwozdkami historycznymi. Jego ojciec wręcz uważał to za marnotrawstwo czasu, nawet jeśli było tylko hobby Fergusa dzielonym ze starym przyjacielem rodziny.
- Różdżki w takiej formie pochodzą właściwie od druidów – zaczął, drapiąc się przy tym po głowie, jak gdyby miało mu to pomóc w ułożeniu wszystkich faktów, które wiedział. – Musiała zatem trafić do Egiptu w chwili, kiedy Rzym podbił Brytanię, bo dopiero wtedy zaczęły się intensywniejsze kontakty między tymi państwami, głównie handel. W innym wypadku czarodzieje musieliby podróżować we własnym zakresie, a wątpię, by w tamtych czasach było to na tyle powszechne, zwłaszcza że kraje śródziemnomorskie niezwykle mocno tępiły wszelkie czary. Jednocześnie uważali część magów za bogów, ale to temat na inną rozmowę. O ile dobrze kojarzę, w krajach afrykańskich rzadziej używa się różdżek, prawda? Ewentualny rabuś musiał pochodzić z Europy lub Ameryki.
Im dalej się w to zagłębiał, tym bardziej miał wrażenie, że coraz mniej wiedział. Różdżka skrywała naprawdę wiele tajemnic. Nawet jeśli ktoś sam dorysował sobie to oko Horusa na rękojeści, wciąż pozostawało zagadką, z jakiego okresu pochodził ten artefakt. I jak znalazł się w starożytnym, egipskim grobowcu? W przeciwieństwie do Shafiqa znał się zarówno na drewnie, jak i na zwierzętach, których części do produkcji różdżek używano. Pod warunkiem, że sam z nich korzystał. Te zagraniczne często pozostawały dla niego zagadką. O ile drewno dało się dość łatwo sprowadzić, nawet na życzenie bogatszych klientów, tak ze stworzeniami było o wiele gorzej. Przede wszystkim to kosztowało, całkiem dużo, jeśli miał być szczery. Łatwiej było się dogadać z miejscowymi hodowcami.
- Miło mi – powiedział, ściskając dłoń mężczyzny. Kojarzył nazwisko, ale Shafiqowie ogólnie byli znani wśród czarodziejów, głównie ze względu na to, że często tłumaczyli różne teksty. Miał jednak wrażenie, że nazwisko gdzieś mu się przewinęło. A może to była Catherine Shafiq, o ile jakaś istniała? Nie drążył, uznając, że mógłby tym zrazić przybysza.
Sięgnął po różdżkę, unosząc ją na wysokość oczu i doszukując się ewentualnych rys lub uszkodzeń. Tylko czujne oko mogło dostrzec wyżłobienia spowodowane piaskiem. Dla laika mógł to być jedynie detal artystyczny, jednak Fergus już wiedział, że różdżka ta nie miała mieć żadnych zdobień. Zamysłem wykonawcy była prostota, ktoś dopiero uczył się fachu, skupiając na praktyczności, a nie wyglądzie.
- Oko musiało być wyryte przez właściciela różdżki, a nie różdżkarza – powiedział, obracając patyk w dłoniach tak, by lepiej przyjrzeć się rysunkowi. – Żłobienia są zbyt głębokie, co mogło naruszyć nieco rdzeń i wyjaśniałoby, dlaczego efekty zaklęć były nieudane. Równie dobrze mogła być nawet przyczyną śmierci tego człowieka. Nie mam pojęcia, co to za drewno, raczej nietutejsze. Przypomina nieco klon. Może to platan?
Syn czarnoksiężnika
wiek
35
sława
IV
krew
czysta
genetyka
dziedzic Slytherina
zawód
Archeolog
Cathal wdał się w dużej mierze w matkę z Gauntów: po niej ma dość jasne włosy i jasne oczy. Mężczyzna bardzo wysoki, około 192 cm wzrostu, któremu wyraźnie nie był w życiu obcy wysiłek fizyczny. Gdzieś pomiędzy trzydziestką a czterdziestką.

Cathal Shafiq
#7
19.02.2023, 23:26  ✶  
Również nie drążył tematu Insygniów. Fascynowały go, jak wszystkie artefakty, ale były dla niego tylko jednymi z wielu. I w tym akurat przypadku ani przez moment nie sądził, że faktycznie ma do czynienia choćby z próbą wykonania kopii.
- W Uagadou powszechnie uczy się magii bezróżdkowej – przyznał Cathal. Była to jedna z rzeczy, do której musiał przywyknąć w Egipcie. Otaczali go magowie, którzy nie potrzebowali różdżek oraz na każdym kroku mogłeś wpaść na animaga. Co gorsza niektórzy zamieniali się w gepardy czy słonie. Z drugiej strony Cathalowi wydawali się znacznie mniej wprawieni w pojedynkach czy zaklęciach użytkowych. – Zwykle tamtejsi czarodzieje rzucają zaklęcia za pomocą gestów. To wygodne, choć mniej precyzyjne rozwiązanie.
Shafiq był specjalistą od historii, ale na pewno nie od historii różdżek. Wiedział mniej więcej, skąd pochodzą, znał jakieś podstawy, wiedza Fergusa na ten temat była jednak wyraźnie szersza. I dobrze, bo mniej więcej z takiego powodu przyszedł do Ollivanderów.
- Ale różdżki mogły trafić do Egiptu choćby za czasów dominacji Greckiej. Tam stykały się obie kultury. Mam wrażenie, że w dużej mierze mierze obecny brak różdżek to specyfika tego, że mają tam jedną szkołę magii, która przyjęła taką politykę… i pewnie ma to sporo wspólnego z tym, że większość uczniów w Afryce w przeszłości nie mogła sobie pozwolić na różdżki, a przez słabą kontrolę odgórną nad czarodziejami brak różdżek ułatwiał ukrywanie.
Były to rzecz jasna spekulacje, przynajmniej po części. Niemniej sama historia tej konkretnej różdżki zdaniem Cathala mogła sięgać bardzo różnych czasów i miejsc. I irytowało go, że nie potrafił rozwiązać jej tajemnicy. Nawet jeśli – niestety, bo chyba jednak liczył na więcej – okazywało się, że przedmiot prawdopodobnie faktycznie należał do kogoś, kto starał się okraść podziemia, i niekoniecznie miał jakąkolwiek wartość oprócz historycznej.
Tyle że dla Shafiqa wartość historyczna to było już całkiem sporo. A od Ollivandera dowiedział się całkiem sporo, choćby że z jakichś powodów człowiek, który wszedł do grobowca, sam wyrył na nim Oko.
- Obawiam się, że rodzaje drewna nie są mi zbyt bliskie. Właściwie to potrafię rozpoznać dąb, brzozę i wierzbę. I tylko wtedy, kiedy rosną na nich liście – stwierdził. Może trochę wyolbrzymiał, ale akurat wiedzy przyrodniczej dość uparcie unikał, a nauczycielka zielarstwa w Hogwarcie załamywała nad nim ręce. – Jeżeli potrzebujecie więcej czasu lub konsultacji, mogę ją tu zostawić za pokwitowaniem – stwierdził. Niechętnie rozstawał się z takimi przedmiotami, ale o ile na Nokturnie nigdy by ich nie zostawił, o tyle wątpił, by Ollivanderowie chcieli narażać swoją reputację. W dodatku nazwisko Shafiq miało swoje znaczenie, przynajmniej w Anglii, ostatecznie był więc skłonny zaryzykować, by rozwiązać zagadkę. – Ile będzie kosztować taka konsultacja? – spytał. Jak na czystokrwistego nie był może bogaczem, ale głównie z jednego powodu. Swoje wpływy wydawał na ogół na bieżąco, na przygotowania do wypraw albo właśnie tego typu konsultacje, nie było więc dla niego problemem wyłożenie kilkunastu galeonów.
"Toby"
There's a starman waiting in the sky
He'd like to come and meet us
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Fergus jest dość wysoki, bo mierzy metr osiemdziesiąt wzrostu, a do tego dość chudy. Patrząc na niego, ma się wrażenie, że może się złamać na pół. Ma długie, wiecznie rozczochrane włosy, które związuje, kiedy musi się skupić lub nad czymś pracuje i brązowe oczy w odcieniu czekolady. Zazwyczaj jest dosyć nerwowy i intensywnie gestykuluje, kiedy mówi. Jest leworęczny.

Fergus Ollivander
#8
21.02.2023, 23:55  ✶  
- Dla nich wygodne, my nie mielibyśmy tam pracy – zażartował, choć było w tych słowach sporo prawdy. Podejrzewał, że w krajach, w których mieszkali absolwenci Uagadou, różdżki były jedynie ciekawostką albo zachcianką bogaczy. Słowa Cathala tylko to potwierdziły. Wiedział też, że pojedynkowanie się na gesty mogło być dość trudne – przy pomocy przedmiotu o wiele łatwiej ukierunkować magię. A może to zwykłe podejście różdżkarza, który wszędzie dopatrywał się samych zalet posiadania artefaktu w dłoni? – Zawsze mi się wydawało, że w starożytnej Grecji też używali magii bezróżdżkowej i stąd wzięło się przekonanie, że bogowie byli cudotwórcami wyczarowującymi cuda z dłoni.
Nie znał się na historii tak bardzo, jak Shafiq. Nawet nie chciał tego kwestionować i pewnie nawet by mu uwierzył w to, że różdżki przyszły do Egiptu z Grecji. Gdyby nie to, że coś mu tam w głowie grało, choć nie miał pojęcia, w jakiej dzwonnicy i po prostu coraz bardziej wciągał się w dyskusję z tym mężczyzną na temat dawnych faktów.
Im bardziej się w to zagłębiali, tym mniej Fergus był pewien pochodzenia tej różdżki. Nie żeby wpadł na jakikolwiek trop poza faktem, że ktoś samodzielnie wydrapał Oko Horusa, zapewne dla ukazania swoich prywatnych zainteresowań na przedmiocie codziennego użytku. Szkoda tylko, że przy okazji prawdopodobnie uszkodził rdzeń, doprowadzając się do śmierci z powodu jakiegoś rykoszetu. To wciąż jednak pozostawało domysłami, bo równie dobrze po prostu mógł utknąć w grobowcu i umrzeć z głodu. Z dwojga złego Ollivander chyba wolałby tę pierwszą opcję – nawet jeśli bolesną, to szybką i nie powodującą wielodniowego cierpienia.
- To i tak całkiem sporo – uspokoił go, uśmiechając się pokrzepiająco. – Większość ludzi nie potrafi rozpoznać ich nawet po liściach.
Nie żeby sam się określał specjalistą od drewna. Nauczył się je rozróżniać dopiero po wielu lat pracy z codzienną jego obróbką. Dla zwykłego laika gałąź pozostawała gałęzią. Póki nie miała liści lub owoców, była jedną wielką niewiadomą. W równym stopniu gatunki drzew rozpoznawali chyba tylko stolarze.
- Przyznam szczerze, że pozostawienie jej tutaj będzie lepszym pomysłem, jeśli mamy uzgodnić z czego jest zbudowana, co pomoże w określeniu czasu i miejsca jej pochodzenia – zaczął, nim odłożył różdżkę do drewnianego pojemnika, w którym przyniósł ją Cathal. – Mój ojciec zna zaklęcie diagnozujące rdzeń bez zbędnego rozcinania drewna, tyle że zajmuje ono sporo czasu, nim da jakieś efekty. Sam jeszcze tego nie opanowałem…
Zastanowił się przez moment, przyglądając różdżce. Nie chciał prosić ojca o pomoc, zwłaszcza w takiej sprawie, ale wiedział już, że bez niego sobie nie poradzi. Zbadanie tak starego artefaktu wiązało się z ryzykiem uszkodzenia, a na to nie mógł sobie pozwolić. Podejrzewał też, że i Shafiq wolał nie utracić swojego znaleziska.
Ile powinien wziąć za tego typu konsultację? Zazwyczaj nie kosztowały dużo, o wiele mniej niż sama różdżka. Tyle że ludzie, którzy znaleźli czyjąś różdżkę, przychodzili do nich z czymś, co oni sami stworzyli, na dodatek całkiem niedawno. Interpretacja czegoś być może starożytnego przynosiła trudności… Ale wzbudzało to też ciekawość Fergusa na tyle, że nie zawyżał ceny, choćby dlatego, że dobrze się przy tym bawił. Podał więc Cathalowi standardową sumę, jednocześnie sięgając do szuflady biurka po plik kwitów, spośród których wybrał jeden i zaczął wypisywać stosowne informacje potwierdzające to, że różdżka zostanie przebadana i zwrócona właścicielowi w odpowiednim terminie.
Syn czarnoksiężnika
wiek
35
sława
IV
krew
czysta
genetyka
dziedzic Slytherina
zawód
Archeolog
Cathal wdał się w dużej mierze w matkę z Gauntów: po niej ma dość jasne włosy i jasne oczy. Mężczyzna bardzo wysoki, około 192 cm wzrostu, któremu wyraźnie nie był w życiu obcy wysiłek fizyczny. Gdzieś pomiędzy trzydziestką a czterdziestką.

Cathal Shafiq
#9
22.02.2023, 02:13  ✶  
Cathal nie od razu odpowiedział. Mogłoby się wydawać, że doszło do jakiegoś zawieszenia – a ot rozważał zagadnienie możliwości przedostania się do Egiptu różdżek z Grecji, nie Rzymu. Wyciągał z pamięci odkrycia, o których słyszał, to, co sam tam zobaczył, to, co wyczytał. Malowidła i posągi czarodziejów. Odezwał się więc dopiero po jakiejś minucie milczenia.
- To już kwestia okresu i obszaru, ale przyznaję, historia różdżek nie jest moją specjalnością. Gdyby patrzeć na to z tej strony, na każdym obszarze pojawiają się wierzenia w bogów, dokonujących cuda. Także w Europie, która jest ojczyzną różdżek. Ta konkretna… być może jest rzymska. Po prostu nie zakładałbym tego z góry – powiedział. Miał nadzieję, że sprawdzenie rdzenia albo określenie rodzaju drewna pozwoli ustalić coś więcej. Sam jednak rdzeń mógłby sprawdzić tylko ordynarnie przełamując różdżkę, a nawet jeśli należała do jakiegoś rabusia, prawdopodobnie miała kilkaset lat. Wzdrygał się tak przed potraktowaniem czegoś tak starego w ten sposób. Zwłaszcza, że mogła być na swój sposób cenna, jeśli była na przykład jedną z pierwszych różdżek na danym obszarze albo wykonano ją z rdzeniem rzadkiego obecnie zwierzęcia.
- W takim razie poproszę o wiadomość, gdy będzie coś wiadomo. Zostawię wam adres – stwierdził Cathal, zabierając się za uzupełnianie kwitów. Jako kontakt podał swoje londyńskie mieszkanie, małe lokum, położone niemal na styku Horyzontalnej i Nokturna. Dom po matce był miejscem, którego posiadaniem raczej się nie chwalił.
Nie targował się o cenę. Shafiq nie był może bogaczem, ale nie był też biedakiem, a jego przeciętny stan majątkowy wynikał po części właśnie z takich wydatków. Odliczył monety, a potem przesunął pudełeczko w stronę Ollivandera. Zostawiał tu różdżkę z pewnymi oporami, zdecydowany choćby spalić zakład, gdyby doszło do kradzieży… ale to nie był Egipt: chyba za bardzo nasiąkł tamtym krajem.
Kiwnął głową na pożegnanie, a potem wyszedł w szary, londyński dzień, tak inny od egipskich.

Koniec sesji
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek:
Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Cathal Shafiq (1955), Fergus Ollivander (2097)




  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Przydatne linki
Kolejeczka
Tryb normalny
Tryb drzewa