• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Poza schematem Retrospekcje v
« Wstecz 1 … 9 10 11 12 13 … 16 Dalej »
[listopad 1970] Nastał czas ciemności | Danielle & Avelina

[listopad 1970] Nastał czas ciemności | Danielle & Avelina
the kind one
don't confuse my kindness for weakness
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Mierząca trochę poniżej 160 cm, o okrągłej buzi i dużych, ciemnoniebieskich oczach. Jej włosy sięgają za ramiona, są lekko kręcone o ładnym, ciemnobrązowym odcieniu - najczęściej spina je w taki sposób, by nie przeszkadzały jej w pracy, choć zdarza się i to nie rzadko), by były starannie ułożone; niezależnie od fryzury, we włosy ma wpiętą charakterystyczną, żółtą spinkę w kształcie motyla. Dani ubiera się raczej schudnie, w stonowane barwy, nie wyróżniając się w tej kwestii od reszty społeczeństwa czarodziejów. Mówi z silnym, brytyjskim akcentem. Jej uśmiech, wcześniej szeroki i beztroski, stał się delikatny oraz sporadyczny, a śmiech, głośny i zaraźliwy słychać znacznie rzadziej (najczęściej zarezerwowany jest dla bliskich jej sercu). Pachnie malinami i piwoniami, jednak jest to bardzo subtelny i delikatny zapach.

Danielle Longbottom
#1
01.04.2023, 23:15  ✶  

Minęło kilka dni od manifestu człowieka nazwanego Voldemortem, a ona nie potrafiła ani na moment pomyśleć o czymś innym. Zdawała się być nieobecna, miała problem ze skupieniem się w pracy - dostrzegł to jej przełożony, który uznał, że przyda jej się kilka dni wolnego i choć protestowała zażarcie, wysłał ją na przymusowy odpoczynek. Krążąc po posiadłości Longbottomów i Dolinie Godryka, nie potrafiła uspokoić kotłujących się w głowie obaw. Oczywiście, pogarda dla mugolaków nie była wyjątkowym zjawiskiem; w społeczeństwie czarodziejów istniało wiele rodów, dla których czystość krwi miała największe znaczenie i nie liczyło się poza tym absolutnie nic. Mimo, że nie popierała takiego podejścia, miała świadomość, że nie jest to nic nowego. Obawiała się, że kwestia czasu, aż sprawy przybiorą bardzo niebezpieczny obrót.

Uznała, że dłużej nie wysiedzi w domu. Najlepszym sposobem na radzenie sobie z takim natłokiem myśli, była rozmowa z kimś. Kimś, kto nie zbagatelizuje twoich problemów. Dani uznawała się za szczęściarę - posiadanie lojalnych przyjaciół w dzisiejszych, niespokojnych czasach, było niczym balsam na spierzchnięte dłonie. Jej widok w Miksturach Raven'a nie był żadną nowością; odwiedzała Avelinę często, bo miała pewność solidnie zrobionych eliksirów, które znacznie ułatwiały jej pracę i życie. Tym razem nie planowała dokonywać zakupu.

- Cześć Ave. - przywitała stojącą za ladą, uroczą szatynkę. Posłała jej krótki uśmiech, który dosyć szybko zgasł. - Słyszałam, że właśnie nadszedł czas twojej przerwy i masz ochotę wyjść do Dziurawego Kotła na jakiś dobry obiad i gorącą herbatę - oznajmiła tonem, jakby faktycznie była pewna, że Paxton ma takie plany, a nie, że właśnie otrzymuje propozycję wyskoczenia gdzieś w towarzystwie Longbottom.

- Przyda Ci się towarzystwo. Oto jestem - oznajmiła, obracając się wokół własnej osi i prezentując własne jestestwo.



let everything happen to you
beauty and terror
just keep going
no feeling is final
Alchemiczny Kot
I cannot reach you
I'm on the other side
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Avelina mierzy 157 centymetrów wzrostu i waży około 43 kilogramów. Nie jest blada, wręcz zawsze opala się na brązowo. Ma ciepłe brązowe oczy, które podejrzliwie patrzą na obcych i radośnie na przyjaciół. Usta ma pełne i czasami pomalowane czerwoną szminką, gdy się uśmiecha pokazuje przy tym zęby nie mając nad tym kontroli. Włosy ma brązowe i zwykle proste. Czasami jak nie zadba o nie to puszą się jej od wilgoci. Ubiera się w szerokie, kolorowe spodnie i luźne bluzy. Czasami narzuci na siebie szatę. Na pierwszy rzut oka Avelina sprawia wrażenie osoby spokojnej i cichej. Wokół niej zawsze unosi się zapach palonego drewna, pod którymi tworzy swoje mikstury oraz suszonej nad kominkiem lawendy. Nie jest to zapach szczególnie mocny, ale wyczuwalny. Dopiero przy bliższym poznaniu można stwierdzić, że jest też wesoła i czasami zabawna. Jest osobą dosyć sprzeczną, ponieważ walczą w niej dwie osoby październikowy Skorpion i numerologiczny Filozof.

Avelina Paxton
#2
07.04.2023, 23:43  ✶  

Avelina czuła obawę z powodu ogłoszenia przez Voldemorta swojego manifestu. Nie podobało jej się to, a strachu nie lubiła czuć. Zatraciła się w swojej pracy jeszcze bardziej niż zwykle, brała na swoją głowę naprawdę sporo zamówień, a najwięcej wleciało na eliksiry leczące i niewidzialności. Sporo osób odczuwało ten sam strach, który czuła ona sama. Była też wściekła, że nie mogła nic poradzić na to, co ten człowiek robił. Obawiała się o zdrowie swoich rodziców i przyjaciół. Pracoholizm nie był w stanie ukoić gonitwy jej myśli, a wiła w swojej głowie wszystkie możliwe scenariusze w jakich mogłaby poradzić coś na zbliżające się niebezpieczeństwo.

Avelina niestety była człowiekiem skrytym, więc jak miała problemy zamykała się w swojej pracowni i uciekała od rozmów. Nie potrafiła zgłaszać się po pomoc do przyjaciół, których miała sporo. Sama z własnej woli urywała kontakty z bliskimi nawet na kilka tygodni i jeśli ktoś się do niej nie zgłosił taka znajomość mogła umrzeć z powodu ucieczki jaką dokonywała Paxton. Cieszyła się jednak z każdej wizyty bliskich jej osób w tym mieście, a listy od nich powodowały, że czuła się dobrze, przyjemnie, ciepło i kochana. Nie miała żadnych bliskich relacji z mężczyznami, chyba że były to zwykłe przyjaźnie. Nie szukała partnera. Jej partnerem był kociołek, w którym tworzyła eliksiry.

Usłyszała charakterystyczny dzwoneczek nad drzwiami sygnalizujący, że ktoś wszedł do środka. Uniosła głowę, a na widok Danielle jej uśmiech wręcz rozświetlił pomieszczenie. Widok przyjaciółki powodował, że wszystkie zmartwienia uciekały, ale zostawały w jej sercu, ponieważ realnie uświadamiała sobie, że są osoby, które można stracić, co spowoduje u niej wielki smutek i rozpacz. 

— Cześć! – w jej oczach Dani mogła dostrzec smutek, nieprzespaną noc i zamartwianie się nad tym wszystkim, co się ostatnio działo i przede wszystkim wielką wdzięczność, że dziewczyna pojawiła się akurat dzisiaj w tych progach. — Masz rację, ciepły posiłek to dobry pomysł. – nie miała zamiaru się sprzeciwiać jej słowom, wiedziała, że z Longbottom nie ma co dyskutować, więc bez żadnych oporów złapała swój płaszcz, zawiesiła informacje o przerwie na drzwiach sklepu. – Jak się czujesz, Danielle? – zapytała zerkając na przyjaciółkę uważnie.

the kind one
don't confuse my kindness for weakness
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Mierząca trochę poniżej 160 cm, o okrągłej buzi i dużych, ciemnoniebieskich oczach. Jej włosy sięgają za ramiona, są lekko kręcone o ładnym, ciemnobrązowym odcieniu - najczęściej spina je w taki sposób, by nie przeszkadzały jej w pracy, choć zdarza się i to nie rzadko), by były starannie ułożone; niezależnie od fryzury, we włosy ma wpiętą charakterystyczną, żółtą spinkę w kształcie motyla. Dani ubiera się raczej schudnie, w stonowane barwy, nie wyróżniając się w tej kwestii od reszty społeczeństwa czarodziejów. Mówi z silnym, brytyjskim akcentem. Jej uśmiech, wcześniej szeroki i beztroski, stał się delikatny oraz sporadyczny, a śmiech, głośny i zaraźliwy słychać znacznie rzadziej (najczęściej zarezerwowany jest dla bliskich jej sercu). Pachnie malinami i piwoniami, jednak jest to bardzo subtelny i delikatny zapach.

Danielle Longbottom
#3
12.04.2023, 17:38  ✶  

Choć wygłoszony manifest uderzał przede wszystkim w czarodziejów z rodzin mugolskich, każdy bardziej rozgarnięty człowiek wiedział, że jego skutki będą katastrofalne dla wszystkich, niezależnie od pochodzenia. Przede wszystkim martwiła się o swoich znajomych, którzy z przyczyn niezależnych od nich staną się celem nienawiści. Później, o swoich bliskich, bo to, że Longbottom nie pozostaną bierni i z narażeniem życia będą wpierać potrzebujących, było niemal jasne jak Słońce i nie podlegało żadnym wątpliwościom - dokładnie tak, jak przed laty udzielili schronienia rodzinie Crawley. Gdzieś na szarym końcu martwiła się o siebie, bo kwestią czasu było to, że po mugolakach przyjdzie czas na czarodziejów półkrwi, którzy również nie współgrali z wizją idealnego świata, jaką posiadał Voldemort. A tacy czarodzieje stanowili znaczną większość magicznej społeczności. Avelina, Nora, rodzeństwo Carrow, Alastor... no i ona sama.

Posłała stojącej za ladą Paxton uśmiech. Nie musiała korzystać z daru aurowidzenia by dostrzec, że i ona dręczona jest zmartwieniami, wszystko to wypisane było na jej zmęczonej, bladej twarzy. Dziewczyna na szczęście nie protestowała i niemal natychmiast przystała na propozycję Longbottom. Dobrze, zaoszczędziły sobie wyciągania na siłę z lokalu. Nie no, tyle to nie, Danielle nigdy by czegos tkaiego nie zrobila. 

- Too... Dziurawy? Wiem, że to niezbyt oryginalny pomysł, ale słyszałam, że wprowadzili menu sezonowe. A nie ma nic lepszego od jesiennego menu - mrugnęła do Aveliny porozumiewawczo. Chciała dodać, że nic nie poprawia nastroju tak, jak gorąca herbata przyprawiona anyżem, goździkami, odrobiną miodu i cytryną, jednak słowa te nie przeszły jej przez gardło. Czarnych chmur, jakie gromadziły się nad czarodziejskim światem nie dało się przegonić tak prozaicznymi rzeczami.

Odczekała cierpliwie, aż ta założy płaszcz i zamknie za sobą sklep, by bez większych oporów ująć przyjaciółkę pod ramię i ruszyć w konkretną stronę. Takie gesty w przypadku Dani nie były żadną nowością i Avelina powinna być do nich przyzwyczajona.
Obie kobiety zdawały się być przejęte ostatnimi wydarzeniami. Longbottom odpowiadała zdawkowo i nie uśmiechała się jak głupi do sera przez cały czas, natomiast Paxton była cichsza niż zazwyczaj. Kiedy tylko dotarły do wybranego lokalu, szybko okazało się, że nie były jedyne, które manifest poruszył. Zewsząd dochodziły rozmowy, przerażone szepty, podniesione dyskusje. Dani odcięła się od nich, całą swoją uwagę skupiając na przyjaciółce.

Jak się czujesz, Danielle? Dobre pytanie, Ave. Paxton jak zawsze zadawała celne pytania, zmuszające Longbottom.
- Nieźle. Chyba - odpowiedziała jej, po krótkim namyśle. Bywało lepiej, chciała rzec. Nie chciała jednak na dzień dobry częstować przyjaciółkę opowieściami o swoich obawach i zmartwieniach. Na moment drgnęła, a na jej twarzy pojawił się wyraz chwilowej ekscytacji. Zawsze pojawiał się, gdy przypomniała sobie coś, co według niej warte było wspomnienia.  - Oh, mówiłam Ci, jaki ciekawy przypadek ostatnio trafił nam się w Mungo? Ktoś wpadł na genialny pomysł, że eliksiry zadziałają znacznie szybciej i sprawniej, gdy zamiast zażyć je pojedynczo, zmiesza je wszystkie razem i w takiej postaci zażyje? Zgaduj jakie eliksiry zmieszał. I jak się do dla niego skończyło. - na jej twarzy pojawiło się krótkie, acz szczere rozbawienie. Była empatyczną uzdrowicielką, jednak w niektórych przypadkach nie sposób było zareagować inaczej, niż śmiechem i popukaniem się w głowę. A to był właśnie jeden z takich przypadków. Dani wiedziała, że Avelina jako twórczyni eliksirów doceni taką ciekawostkę i nie musiała mówić.
- Aż żałuję, że pracuję na oddziale urazowym, a nie na zatruciach. Wszyscy uzdrowiciele o tym mówili - dodała. W międzyczasie zamówiła potrawkę z dyni oraz rozgrzewającą herbatę. Z anyżem, miodem, cytryną. I malinami, rzecz jasna.
- A Ty, Ave? Jak się czujesz? - zagadnęła przyjaciółkę.



let everything happen to you
beauty and terror
just keep going
no feeling is final
Alchemiczny Kot
I cannot reach you
I'm on the other side
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Avelina mierzy 157 centymetrów wzrostu i waży około 43 kilogramów. Nie jest blada, wręcz zawsze opala się na brązowo. Ma ciepłe brązowe oczy, które podejrzliwie patrzą na obcych i radośnie na przyjaciół. Usta ma pełne i czasami pomalowane czerwoną szminką, gdy się uśmiecha pokazuje przy tym zęby nie mając nad tym kontroli. Włosy ma brązowe i zwykle proste. Czasami jak nie zadba o nie to puszą się jej od wilgoci. Ubiera się w szerokie, kolorowe spodnie i luźne bluzy. Czasami narzuci na siebie szatę. Na pierwszy rzut oka Avelina sprawia wrażenie osoby spokojnej i cichej. Wokół niej zawsze unosi się zapach palonego drewna, pod którymi tworzy swoje mikstury oraz suszonej nad kominkiem lawendy. Nie jest to zapach szczególnie mocny, ale wyczuwalny. Dopiero przy bliższym poznaniu można stwierdzić, że jest też wesoła i czasami zabawna. Jest osobą dosyć sprzeczną, ponieważ walczą w niej dwie osoby październikowy Skorpion i numerologiczny Filozof.

Avelina Paxton
#4
17.04.2023, 18:40  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 17.04.2023, 18:40 przez Avelina Paxton.)  

Avelina sama nie mogła pojąć jak można robić tak podłe rzeczy. Ludzie z niemagicznych rodzin nie są gorsi od tych, co wychowali się wśród magii. Ba!. Czasami czarodzieje mugolskiej krwi są potężniejsi niż nie jeden czarodziej z tego świata. Była z tego powodu bardzo rozdrażniona, wściekła, smutna, a nie znała żadnego dobrego sposobu na uwolnienie się od tych emocji jak praca, która nie szła jej najlepiej przez bycie rozproszoną. Jej szef przymykał na to oko i była mu ogromnie wdzięczna. Naprawdę bała się o swoich przyjaciół, o tych ludzi, którzy przychodzą realizować recepty lub po prostu składać zamówienia na eliksiry. Denerwowało ją to, że nie mogła nic na to poradzić. 

— Nie oryginalne, ale bardzo sprawdzone miejsce, więc nie będę narzekać. – odpowiedziała posyłając jej ciepły uśmiech.

Lubiła, gdy Danielle łapała ją pod ramię i mogły razem przemierzać ulice Londynu, czy nawet kiedyś Hogwartu. Było to dla niej przyjemne i podnoszące na duchu. Czuła, że wtedy należała do kogoś, że ktoś o nią dbał i, że ona mogła dbać o kogoś innego. Avelina nie należała do śmiałych osób, można się pokusić o stwierdzenie, że była przeciwieństwem odważnej i głośnej Danielle. Ave stojąca na uboczu, próbująca nie raz zlewać się ze ścianami była jej kontrastem, którym się zapewne dzięki temu uzupełniały. Paxton świetnie radziła sobie z analizowaniem trudnych sytuacji, a Longbottom potrafiła wykrzesać z byłej Krukonki niewielki pierwiastek szaleństwa.

Szepty w lokalu nie były czymś, czego chciała teraz słuchać, ale była też do tego przyzwyczajona. W aptece nic innego nie było na ustach, a ludzie w takich miejscach próbują rozmawiać, szukają wsparcia, więc Avelina nie raz czuła się jak psycholog niż sprzedawca eliksirów i leków. Widząc jej wyraz ekscytacji na twarzy automatycznie nie mogła powstrzymać się od delikatnego uśmiechu, ponieważ wiedziała, że Danielle zacznie opowiadać, a Ave lubiła tego słuchać. Było to poprawiające odrobinę humor. Uniosła brew słuchając z niedowierzaniem.

— Nie mam pojęcia jakie to mogłyby być eliksiry. Nie jestem sobie w stanie wyobrazić tego, że ktoś mógł pomyśleć, że to zadziała. W Hogwarcie przecież uczą, że każdy składnik ma magiczną funkcję i w połączeniu z różnymi innymi składnikami tworzą się różne efekty! – powiedziała czując się podekscytowana, ponieważ była ciekawa, co to były za eliksiry i jaki efekt mógł zostać złapany. – Ale spróbuję zgadnąć. Napój leczący czyraki i eliksir uspokajający. Mogły dać efekt, że czyraki zaczęły śpiewać kołysanki zamiast zniknąć? – zapytała. Słyszała kiedyś o takim przypadku, ale może Danielle ją zaskoczy? Lubiła takie historie, a Dani miała ich pełno dzięki temu, że pracowała w szpitalu.

— Nie dziwie się, sama czasami chciałabym z tobą pracować. Na pewno jest ciekawiej niż u mnie. – zauważyła i w sumie miała rację, ponieważ niewiele się działo w apteka, ale też wiedziała, że pracując w szpitalu ma się bardzo dużo zmartwień i odpowiedzialności. Avelina zamówiła to samo co jej przyjaciółka, ponieważ nie wiedziała na co miała ochotę, a w sumie takie danie brzmiało na aktualną pogodę bardzo dobrze.

— Jestem zmęczona. – westchęła wbijając wzrok w swoje dłonie z zamyśleniem w oczach. – Ludzie przychodzą tłumami i zamawiając mnóstwo leczniczych eliksirów, ale w sumie się im nie dziwie. Ostatnie wydarzenia są niepokojące, prawda? – głos przyciszyła, ale chciała wiedzieć, co Danielle o tym myśli i w sumie potrzebowała rozmowy o tym z nią, a nie obcą babcią, która przychodzi po eliksir wigoru, czy pieprzowy na przeziębienie.

the kind one
don't confuse my kindness for weakness
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Mierząca trochę poniżej 160 cm, o okrągłej buzi i dużych, ciemnoniebieskich oczach. Jej włosy sięgają za ramiona, są lekko kręcone o ładnym, ciemnobrązowym odcieniu - najczęściej spina je w taki sposób, by nie przeszkadzały jej w pracy, choć zdarza się i to nie rzadko), by były starannie ułożone; niezależnie od fryzury, we włosy ma wpiętą charakterystyczną, żółtą spinkę w kształcie motyla. Dani ubiera się raczej schudnie, w stonowane barwy, nie wyróżniając się w tej kwestii od reszty społeczeństwa czarodziejów. Mówi z silnym, brytyjskim akcentem. Jej uśmiech, wcześniej szeroki i beztroski, stał się delikatny oraz sporadyczny, a śmiech, głośny i zaraźliwy słychać znacznie rzadziej (najczęściej zarezerwowany jest dla bliskich jej sercu). Pachnie malinami i piwoniami, jednak jest to bardzo subtelny i delikatny zapach.

Danielle Longbottom
#5
07.05.2023, 15:46  ✶  

Bezsilność była chyba jednym z najgorszych uczuć, jakie mogły towarzyszyć człowiekowi. Świadomość, że dzieje się coś, co jest sprzeczne z twoimi wartościami, bezpieczeństwo twoich bliskich stoi pod znakiem zapytania, a niezależnie od tego, jak bardzo byś się nie starał, masz tylko niewielki wpływ na to, co się wydarzy.

Tak od czasu manifestu czuła się Dani. Bezsilna i słaba. Zdarzało jej się czuć na sobie krzywe spojrzenia innych czarodziejów, dla których oburzeniem było to, że ktoś o nazwisku Longbottom ma status półkrwi. Nie obchodziło ją to zupełnie, wszystko przyjmowała z uśmiechem i spokojem - małżeństwo jej ojca nie było ustawione, a z prawdziwej,  szczerej miłości, bez zważania na to co wypada i pasuje. Życzyła sobie dokładnie tego samego. Nie śmiała narzekać i użalać się nad sobą, podczas gdy Voldemort oficjalnie ogłosił, że osoby pochodzenia mugolskiego będą przeżywać piekło na ziemi.

Lubiła opowiadać o swojej pracy, zwłaszcza ludziom, którzy chcieli ją słuchać. W przypadku Aveliny doskonale wiedziała, że ta jest równie mocno zainteresowana wydarzeniami ze szpitala. Tym bardziej, gdy w grę wchodziły eliksiry.
Pokręciła lekko głową.

- Byłaś blisko, ale wyobraź sobie, że był jeszcze bardziej pomysłowy - zaczęła mówić. - Pacjent postanowił zmieszać dwa rodzaje eliksirów. Tłumaczył, że zawsze chciał być dobrze zbudowany, dlatego zakupił po promocyjnej cenie eliksir, który miał sprawić, że urosną mu mięśnie… zapytany gdzie i za jaką kwotę to kupił, za być w świecie nie chciał się przyznać. Okazało się jednak, że skutkiem ubocznym jest utrata włosów, o czym sprzedawca biedaka nie poinformował. Zakupił zatem kolejny eliksir, który miał spowodować porost włosów, a że oba eliksiry smakowały obrzydliwie, postanowił je zmieszać, tak żeby wypić jedną fiolkę, a nie dwie - nie dodała, jak bezsensowne było to działanie. - Był zaskoczony, gdy włosy zaczęły mu rosnąć…wszędzie, poza głową. A mięśnie zamiast rosnąć, zaczęły tracić na sile - zakończyła swoją opowieść lekkim wzruszeniem ramion. Za głupotę trzeba było płacić. Czy głupotą było mieszanie eliksirów niewiadomego pochodzenia, nie wiedząc o tym, w jaką interakcję mogą ze sobą wchodzić? Zdecydowanie tak.

Uniosła zaczepnie brwi.
- Wiesz, jeżeli chcesz pracować w Mungo, myślę że dla ekspertki w dziedzinie eliksirów  na pewno znajdzie się etat. Tym bardziej, gdy będzie to osoba z polecenia - uśmiechnęła się do niej, można rzec, że porozumiewawczo. To nie było nieuczciwe, w żadnym wypadku. Po prostu była pewna swojej przyjaciółki i śmiało mogła ją zarekomendować.

Zamilkła i spoważniała, dając możliwość wypowiedzenia na głos tego, co kłębiło się w jej głowie. Wychodziła z założenia, że lepiej było wyrzucić z siebie wszystko i nie pozostawić głowie pola na niedopowiedzenia, nawet jeżeli jej rola ograniczałaby się do "no, też tak mam".

- Przychodzą do Ciebie, bo są pewni jakości eliksirów, jakie wychodzą z twojego kociołka. Chcą mieć pewność, że nie zawiodą... gdy będą ich najbardziej potrzebować - zauważyła łagodnie. Ludzie nie powinni musieć się bać do tego stopnia, by w panice robić zapasy eliksirów leczących. Westchnęła. Zamilkła na moment, zastanawiając się w jakie słowa ubrać swoje myśli.
- Nasz świat nigdy nie był spokojny. To działo się już w szkole, w miejscu które powinno być rajem i spełnieniem marzeń. Zawsze znalazł się jakiś idiota, który znajdywał satysfakcję w męczeniu kogoś, kogo pochodzenie mu nie odpowiadało. Mogliśmy z tym walczyć, ale to pomagało tylko na chwilę. W wielu ludziach jest to tak silnie zakorzenione, że ta walka, sprzeciw, nic nie dawaly. I na dobrą sprawę, nie możesz ich za to winić. Tego uczyli się od rodziców, ich rodzice od swoich... i tak dalej i tak dalej - westchnęła. - Ale teraz... teraz boję się, że to zajdzie za daleko. Ci,
którzy ograniczali się do krzywego spojrzenia, poczują przypływ odwagi. A niepochlebny wzrok będzie najmniej szkodliwy, na co będzie ich stać
- dodała.


let everything happen to you
beauty and terror
just keep going
no feeling is final
Alchemiczny Kot
I cannot reach you
I'm on the other side
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Avelina mierzy 157 centymetrów wzrostu i waży około 43 kilogramów. Nie jest blada, wręcz zawsze opala się na brązowo. Ma ciepłe brązowe oczy, które podejrzliwie patrzą na obcych i radośnie na przyjaciół. Usta ma pełne i czasami pomalowane czerwoną szminką, gdy się uśmiecha pokazuje przy tym zęby nie mając nad tym kontroli. Włosy ma brązowe i zwykle proste. Czasami jak nie zadba o nie to puszą się jej od wilgoci. Ubiera się w szerokie, kolorowe spodnie i luźne bluzy. Czasami narzuci na siebie szatę. Na pierwszy rzut oka Avelina sprawia wrażenie osoby spokojnej i cichej. Wokół niej zawsze unosi się zapach palonego drewna, pod którymi tworzy swoje mikstury oraz suszonej nad kominkiem lawendy. Nie jest to zapach szczególnie mocny, ale wyczuwalny. Dopiero przy bliższym poznaniu można stwierdzić, że jest też wesoła i czasami zabawna. Jest osobą dosyć sprzeczną, ponieważ walczą w niej dwie osoby październikowy Skorpion i numerologiczny Filozof.

Avelina Paxton
#6
04.06.2023, 15:27  ✶  

Avelina miała ojca z domu mugolskiego, więc też czuła na sobie te spojrzenia. Nazwisko Paxton w tym świecie niewiele znaczyło, ale była dumna z tego kim była. Jej dziadkowie tak sobie świetnie radzili bez magii, że podziwiała ich za to.  Lubiła spędzać czas z mugolskimi dziećmi na wsi. Czuła czasami, że się jej boją, gdy jako dziecko za mocno się ekscytowała i jakieś przedmioty zaczynały się wokół niej poruszać, ale to szybko zostało zapominane w chwili zabawy.

Teraz jednak bezsilność towarzyszyła nie tylko jej, ale również jej rodzicom, którzy namawiali ją, aby razem z nimi opuściła Londyn i wyruszyła w świat na przygody. Avelina jednak nie chciała uciekać, nie chciała zostawiać swoich przyjaciół. Tu było jej miejsce, a podróże nie były dla niej czymś atrakcyjnym nawet jeśli byłaby bezpieczniejsza.

Uniosła brwi ku górze z uśmiechem i niedowierzaniem na twarzy. Było jej szkoda tego mężczyzny, ale jednocześnie sam sobie to zrobił. Nie powinno się mieszać eliksirów, ani kupować ich z jakichś nieznanych źródeł. Ktoś powinien się takimi ludźmi zająć.

— Ale głupota. – skomentowała krótko. – Poradziliście sobie z tym? – zapytała.

Propozycja Danielle była ciekawa i kusząca, ale z drugiej strony w aptece pracuje sama, nie musi za bardzo z nikim rozmawiać, może warzyć eliksiry kiedy chce i ile chce, ponieważ to zawsze schodzi. Może uczyć się nowych rzeczy. Wiedziała, że w Mungo też będzie mogła się uczyć, ale będzie musiała wchodzić cały czas w interakcje z ludźmi, a Ave tego nie lubiła za bardzo. Lubiła samotność.

— Brzmi kusząco, ale nie nadaję się do pracy, gdzie jest za dużo ludzi. – odpowiedziała zagryzając wargę jak miała w zwyczaju, gdy się zastanawiała lub denerwowała.

Słowa Danielle były cholernie trafne. Były też tym, co myślała Avelina. Nie lubiła tego w ludziach, że wtrącali się w życie innych osób, że musieli mieć ułożony świat po swojemu i chcieli go też układać innym.

— Najgorsze, że nie idzie tego zmienić, że zawsze będzie ktoś, kto będzie chciał naprawiać świat – zrobiła cudzysłów w powietrzu – to nie ma tak cholernie sensu i jest tak niesprawiedliwe, że nie wiem co mam myśleć i co robić ze swoim życiem. – dodała jeszcze. Wiedziała, że gdy wszystko ucichnie będzie mogła spokojnie wrócić do tego, co robiła wcześniej, ale teraz czuła się bezsilna.

the kind one
don't confuse my kindness for weakness
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Mierząca trochę poniżej 160 cm, o okrągłej buzi i dużych, ciemnoniebieskich oczach. Jej włosy sięgają za ramiona, są lekko kręcone o ładnym, ciemnobrązowym odcieniu - najczęściej spina je w taki sposób, by nie przeszkadzały jej w pracy, choć zdarza się i to nie rzadko), by były starannie ułożone; niezależnie od fryzury, we włosy ma wpiętą charakterystyczną, żółtą spinkę w kształcie motyla. Dani ubiera się raczej schudnie, w stonowane barwy, nie wyróżniając się w tej kwestii od reszty społeczeństwa czarodziejów. Mówi z silnym, brytyjskim akcentem. Jej uśmiech, wcześniej szeroki i beztroski, stał się delikatny oraz sporadyczny, a śmiech, głośny i zaraźliwy słychać znacznie rzadziej (najczęściej zarezerwowany jest dla bliskich jej sercu). Pachnie malinami i piwoniami, jednak jest to bardzo subtelny i delikatny zapach.

Danielle Longbottom
#7
22.06.2023, 16:18  ✶  

To nie tak, że nabijała się ze swoich pacjentów. Ciężko było jednak nie uśmiechać się pod nosem, gdy trafiał się taki przypadek i to z tak błahego i durnego powodu, jakim było pójście na łatwiznę i chęć wyrobienia masy mięśniowej w prosty i błyskawiczny sposób. I, żeby nie demonizować jej zbytnio, po swoim dyżurze poszła na oddział gdzie przebywał pacjent i spędziła z nim trochę czasu, rozmawiając zarówno o tym co się wydarzyło, jak i o sprawach zupełnie niezwiązanych z jego zdrowiem, ot, na odwrócenie uwagi. Jak się okazało, chciał przypaść do gustu pewnej dziewczynie, do której od długiego czasu robił maślane oczy, a ona zdawała się tego nie zauważać. Podświadomie czuła, że rozumie go lepiej niż by sobie tego życzyła, choć za żadne skarby świata, nie chciała się do tego przyznać przed samą sobą.

- Dałam znać o tym co się wydarzyło mojemu kuzynostwu, mają zwrócić uwagę na podejrzanie zachowujących się mężczyzn.A znając ich skuteczność, to tylko kwestia czasu, aż go znajdą - wzruszyła lekko ramionami, uśmiechając się. O ile ten wypadek nie skończył się tragicznie, istniało ryzyko, że następny szemrany eliksir pociągnie za sobą dużo gorsze konsekwencje. - Powoli wraca do zdrowia, choć odbudowanie tkanki mięśniowej to dosyć długotrwały proces. Niestety, będzie musiał zacząć budować od zera swoją kondycję... - dodała. Mniej więcej w tym samym momencie ich zamówienie zostało podane, a aromat pieczonej dyni sprawił, że na jej twarzy pojawił się uśmiech. Listopad na ogół był parszywym miesiącem, ale miał w sobie coś, za czym przepadała - sezonowe menu.

Kiwnęła głową. Rozumiała to i nie zamierzała namawiać Aveliny do zmiany decyzji. Wiedziała, że praca w niewielkim zakładzie produkującym eliksiry to coś wprost idealnego dla niej, a i podświadomie czuła, że w przyszłości, dzięki ciężkiej pracy oraz niebywałemu talentowi jaki posiadała Paxton, kwestią czasu jest to, aż samodzielnie będzie prowadzić podobne miejsce. W przeciwieństwie do niej, Danielle odnajdywała się dobrze pośród ludzi. Choć umiejętność odczytywania aur z początku wydawała jej się przytłaczająca, zwłaszcza w miejscu takim jak szpital, gdzie niestety przeważały aury bólu i cierpienia, nauczyła się sobie z tym radzić. Nic nie dawało jej większej satysfakcji niż stopniowe oczyszczanie aury na skutek tego, co robiła i w jaki sposób pomagała swoim pacjentom.

- Po prostu bądź sobą i rób to, co robiłaś zawsze - odezwała się w pierwszej chwili. Szybko zdała sobie sprawę, jak banalnie i lakonicznie mogły zabrzmieć jej słowa. - To ogromna odwaga, by w takich ciężkich czasach nie zmienić się i pozostać wiernym temu, w co się wierzy - dodała, sięgając po kubek. - A jak Twoi rodzice się trzymają? - zapytała, niby to bez większego podtekstu. Wiedziała, że ojciec Aveliny jest z pochodzenia mugolakiem, dlatego wygłoszony manifest dotykał go osobiście. Prawda była taka, że jako Longbottom była gotowa udzielić wsparcia bliskim swojej przyjaciółki, jeżeli tylko Ci go potrzebowali.



let everything happen to you
beauty and terror
just keep going
no feeling is final
Alchemiczny Kot
I cannot reach you
I'm on the other side
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Avelina mierzy 157 centymetrów wzrostu i waży około 43 kilogramów. Nie jest blada, wręcz zawsze opala się na brązowo. Ma ciepłe brązowe oczy, które podejrzliwie patrzą na obcych i radośnie na przyjaciół. Usta ma pełne i czasami pomalowane czerwoną szminką, gdy się uśmiecha pokazuje przy tym zęby nie mając nad tym kontroli. Włosy ma brązowe i zwykle proste. Czasami jak nie zadba o nie to puszą się jej od wilgoci. Ubiera się w szerokie, kolorowe spodnie i luźne bluzy. Czasami narzuci na siebie szatę. Na pierwszy rzut oka Avelina sprawia wrażenie osoby spokojnej i cichej. Wokół niej zawsze unosi się zapach palonego drewna, pod którymi tworzy swoje mikstury oraz suszonej nad kominkiem lawendy. Nie jest to zapach szczególnie mocny, ale wyczuwalny. Dopiero przy bliższym poznaniu można stwierdzić, że jest też wesoła i czasami zabawna. Jest osobą dosyć sprzeczną, ponieważ walczą w niej dwie osoby październikowy Skorpion i numerologiczny Filozof.

Avelina Paxton
#8
29.06.2023, 23:20  ✶  

Avelina nawet nie pomyślała o tym, że Danielle mogłaby się wyśmiewać ze swoich pacjentów. Znała tę dziewczynę dosyć dobrze i wiedziała, że Longbottom jest cholernie dobrym człowiekiem. Sama Avelina nie dorastała jej do pięt, zdawała sobie sprawę, że nie miałaby cierpliwości do bycia tak dobrą jak jej przyjaciółka. Paxton chowała w sobie dużo złości, sarkazmu i niechęci do poznawania ludzi. Wolała ukrywać się i bronić przed nimi, a nie zawierać z nimi nowe znajomości. Wiedziała, że nie było to dobre, ale może kiedyś to się zmieni. Bała się, że jak zacznie się bardziej otwierać to każdy naokoło będzie ją mocno ranić, a nie miała na to zbyt wiele siły.

– Wyślij go do mnie, nauczę go trochę o eliksirach – przewróciła oczami z delikatnym uśmiechem, ale mówiła szczerze. Chętnie przyjmie nowych klientów, a ludzie powinni kupować eliksiry z legalnych źródeł. Nie każdy potrafi je robić, więc rozumiała potrzebę kupowania ich.

Jedzenie, które się przed nimi pojawiło sprawiło, że Avelina poczuła głód. Lubiła jesień, lubiła ciepłe herbaty, dobre książki i zawsze był powód, aby nie wyjść z domu. Zima i jesień to czas izolacji, a Ave strasznie lubiła się izolować. Wiedziało to sporo osób, które próbowało się z nią przyjaźnić. Danielle na szczęście nie potrafiła pozwolić na to Avelinie, a dziewczyna była jej za to wdzięczna. Każdy potrzebował w swoim życiu człowieka i nawet taka osoba jak Paxton również tych ludzi potrzebowała. Była taki charakterem, że wokół niej utrzymywali się tylko natręci, a tych mimo sprzecznych charakterów Ave lubiła najbardziej.

Słowa dziewczyny były proste, łatwe i banalne, ale jednocześnie trudne do zrealizowania, gdy myślało się o wszystkim wokół. Jak nie stracić wiary w ludzi? Jak im nadal ufać? Przyjaciel może być wrogiem chowającym się pod maską.

– Mam wrażenie, że tobie to przychodzi znacznie łatwiej. Jesteś silniejsza – odpowiedziała jej, ale nie miała nic złego na myśli. Danielle rozsiewała wokół siebie aurę siły, dobra i ciepła, czego Avelinie często brakowało, o czym często zapominała. Gdy wspomniała o rodzicach uśmiechnęła się słabo. – Znowu w podróży. Chcieli mnie zabrać ze sobą, ale udało mi się odmówić. Powinnam w końcu znaleźć kiedyś mieszkanie i współlokatorów, bo często zostaje sama. – westchnęła ciężko. – Mam wrażenie, że oni nie zdają sobie sprawy z tego, co tu się dzieje. Są tak lekkomyślni. Boję się o nich. – przesunęła dłonią po swojej twarzy i z trudem zabrała się w końcu za jedzenie.

the kind one
don't confuse my kindness for weakness
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Mierząca trochę poniżej 160 cm, o okrągłej buzi i dużych, ciemnoniebieskich oczach. Jej włosy sięgają za ramiona, są lekko kręcone o ładnym, ciemnobrązowym odcieniu - najczęściej spina je w taki sposób, by nie przeszkadzały jej w pracy, choć zdarza się i to nie rzadko), by były starannie ułożone; niezależnie od fryzury, we włosy ma wpiętą charakterystyczną, żółtą spinkę w kształcie motyla. Dani ubiera się raczej schudnie, w stonowane barwy, nie wyróżniając się w tej kwestii od reszty społeczeństwa czarodziejów. Mówi z silnym, brytyjskim akcentem. Jej uśmiech, wcześniej szeroki i beztroski, stał się delikatny oraz sporadyczny, a śmiech, głośny i zaraźliwy słychać znacznie rzadziej (najczęściej zarezerwowany jest dla bliskich jej sercu). Pachnie malinami i piwoniami, jednak jest to bardzo subtelny i delikatny zapach.

Danielle Longbottom
#9
07.07.2023, 21:51  ✶  

W jej oczach Avelina była dobrą osobą. To, że nie lgnęła do każdego i w myśl zasady milczenie jest złotem odzywała się tylko wtedy, gdy faktycznie miała coś do powiedzenia, nie oznaczało, że jej serce nie jest we właściwym miejscu. Nigdy nie odmówiła jej wsparcia, była zawsze w zasięgu ręki, gdy tylko tego potrzebowała. Posłała jej pogodny uśmiech.

- Podsunę mu ulotkę Mikstur Ravena, myślę że po tym co przeszedł, zdecydowanie będzie wolał korzystać ze sprawdzonych, poleconych źródeł - odezwała się. Z rozmowy jaką z nim przeprowadziła wynikało, że mężczyzna nie spróbuje ponownie korzystać z szemranego dostawcy i eliksirów niewiadomego pochodzenia, a jeżeli ta dodatkowo podrzuci mu konkretny adres... eliksirów, jakie tworzyła Avelina była pewna.

Przymknęła oczy i wzięła głęboki wdech, rozkoszując się zapachem danń jakie podstawiono im pod nosy. To były drobnostki, ale takie miłe drobiazgi które gromadziły się w ciągu dnia sprawiały, że ten mógł zostać uznany za stosunkowo udany. Szybko pokręciła głową. Nie uważała się za silną. Silne było jej kuzynostwo, ona zawsze będzie stała z tyłu i nigdy nie odegra roli pierwszoplanowej.

- Mogę przychodzić do Ciebie, jeżeli chcesz. Możemy zrobić sobie pidżama party. Przyniosę ognistą, przekąski i będziemy plotkować całą noc. Albo milczeć, choć nie obiecuję, że mi się to uda - uniosła porozumiewawczo brwi. - Ewentualnie możesz wpadać do mnie, jeżeli tylko masz ochotę, ale ostrzegam, że tam jest masa ludzi, więc na pewno ktoś Cię dorwie i będzie próbował zamęczyć rozmową - w posiadłości Longbottomów mieszkał tabun ludzi i raczej nie zakładała, by Avelina odnalazła się tam. Zwłaszcza, że w stosunku do większości osób była raczej na dystans, a to słowo było obce jej kuzynostwu. Oczami wyobraźni widziała Erika, który próbując przygotować jej kawę omal nie doprowadza kuchni do ruiny, Brenna zagaduje ją na śmierć, a Dora szykuje naleśniki. Jeden wielki harmider. Avelina uciekłaby z krzykiem, całkowicie zrywając z nimi kontakt.

- Może... to dobrze, że są daleko od Wielkiej Brytanii. Nie muszą patrzeć na to, co się dzieje. W podróży będą bezpieczniejsi i szczęśliwsi. W razie gdyby... - nie mogła udawać, że ojciec Aveliny nie jest w bezpośrednim zagrożeniu. Paxton na pewno o tym wiedziała, jakiekolwiek udawanie, że "problem go nie dotyczy" był dobry dla naiwnych, nie dla niej. - W razie gdyby jednak zdecydowali się wrócić i czuliby się zagrożeni, w każdej chwili możesz się do mnie odezwać. Cała moja rodzina jest gotowa udzielić wam wsparcia, jeżeli tylko będzie taka potrzeba - zapewniła ją. Nie rozmawiała o tym z resztą Longbottomów, ale znała ich na tyle, że doskonale wiedziała, że nie odmówiliby wsparcia potrzebującym.

Rozmawiając, dokończyły podane na stół dania. Następnie zapłaciły, a Danielle odstawiła przyjaciółkę pod samo wejście do Eliksirów, by następnie z cichym pyknięciem aportować się do domu.


Koniec sesji


let everything happen to you
beauty and terror
just keep going
no feeling is final
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek:
Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Avelina Paxton (1674), Danielle Longbottom (2378)




  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Przydatne linki
Kolejeczka
Tryb normalny
Tryb drzewa