- Jasne, specjaliści, to ma sens.- W końcu taki prosty czarodziej jak on nie miał o tym pojęcia. Musieli znaleźć się tutaj bardziej wykwalifikowani czarodzieje. Sprawa wyglądała na dosyć poważną. Ciekawe ile dziewczyna tkwiła tutaj w posągowej wersji. Zapewne jej rodzina nie miała już nadziei.
Słuchał uważnie przypuszczeń Longbottom. Kiwał jedynie twierdząco głową. - Tak, mogło się tak zdarzyć, że to tutaj ją złapał, albo to zadziałało z opóźnieniem, masz rację.- Sam nie do końca znał się na takich zaklęciach, dlatego też nie stawiał żadnej hipotezy. Ciekawiło go to, co się tutaj właściwie wydarzyło, ale nie na tyle, żeby samemu się w to angażować. Może, gdyby Brenna się tutaj nie pojawiła, to podpytał by kolegów i razem by coś wykombinowali, jednak pojawił się pracownik brygady, a to powodowało, że jego przygoda z tą rzeźbą właśnie się kończyła. Trochę szkoda, ale wolał się nie wychylać.
- Skoro ktoś już ją tutaj spotkał, to dlaczego nie powiadomił odpowiednich służb?- Może ta osoba się bała, że jak on zostanie oskarżona o to, że jest sprawcą. Wiele mogło być powodów. Trochę jednak śmierdziało mu to znieczulicą, w końcu zostawili ją tak, jak stała. Nie mógł uwierzyć, że spędziła tak kilka lat. Sama świadomość, że ktoś mógłby się tak zachować w przypadku jego osoby powodowała, że robiło mu się gorąco.
- Jeszcze nie ma, jednak jakoś tak głupio się odzywać w ten sposób w towarzystwie pięknej pani.- Posłał Brennie promienny uśmiech. Zdecydowanie nie chciał się wpakować w żadne kłopoty.
- Odechciało mi się już spacerowania. Szkoda, że nie mogłem się przydać do niczego więcej, jakby coś, to chętnie się dowiem o co tutaj chodziło. Dasz mi znać, jak ją odczarujecie?- Chętnie by poznał historię dziewczyny, którą znalazł w lesie. W końcu w pewien sposób uratował jej życie. - Miło był Cię zobaczyć, powodzenia ze sprawą.- Powiedział jeszcze nim się teleportował.