— W takim razie niech będzie menu degustacyjne — uśmiechnął się i chwycił za maleńki dzwoneczek, który stał na ich stoliku. Rozbrzmiał słodki dźwięk, a zaraz potem zjawił się kelner; jego twarz spowita była mrokiem, jednak po sylwetce można było się domyślić, że był to mężczyzna. Przyjął od Blacka zamówienie i zaraz zniknął równie prędko, jak się pojawił.
Tymczasem magipsychiatra postanowił kontynuować przerwaną dyskusję.
— Zdaję sobie sprawę z tego, że może to zabrzmieć szokująco, lecz nauczyłem się tego od jednego moich pacjentów jeszcze podczas pobytu w Paryżu — powiedział cicho, jakby w zadumie — Mieliśmy kiedyś starszego człowieka z zaburzeniem pamięci... Nie była to zwykła starcza demencja, ale inne schorzenie, o którym nie chcę i nie powinienem mówić — zerknął pośpiesznie na Longbottoma, szukając na jego twarzy oznak wyrozumiałości — Choroba nie uczyniła go człowiekiem łatwym w obyciu, a postępujące delirium sprawiło, że wkrótce przestał rozpoznawać swoją rodzinę. Ale jego żona... Cóż, odwiedzała go niemalże codziennie, a on codziennie zakochiwał się w jej na nowo i prosił o jej rękę. A jak jego twarz rozjaśniała się, gdy mówiła mu, że już są małżeństwem! Postanowiłem sobie wówczas, że właśnie tak chciałbym przejść przez życie - podchodząc do znanych mi rzeczy z radosnym poruszeniem odkrywcy, który ma z nimi do czynienia po raz pierwszy. Dlatego, mimo, że znam tutejszą kartę dań na pamięć, jestem poruszony tak, jakbym był tu po raz pierwszy.
Zjawił się sommelier i napełnił ich kieliszki białym winem. Perseus go nie powstrzymywał, zupełnie tak, jakby zapomniał, że jego towarzysz był na służbie. Och, ale przecież nie zamierza go upić - odprowadzi go do Ministerstwa w stanie na nic niewskazującym. Zanim wróci do biura Brygady Uderzeniowej wszystkie te procenty zdążą się ulotnić!
— W takim razie oboje jesteśmy beznadziejnymi przypadkami — odpowiedział. Nie zdążył jednak wznieść toastu; oto zaczęły przed nimi pojawiać się talerze pełne pyszności - kawior i trufle, pierś perliczki, krewetki, sarnina, a na deser sernik. Bez rodzynek, oczywiście. Gdyby Perseus żył w XXI wieku zapewne sfotografowałby wszystkie z podanych im dań z każdej strony i wrzucił do sieci, ale w 1972 roku musiał tylko zadowolić się wspomnieniami. Trzeba było jednak oddać szefowi kuchni to, że każdy talerz wyglądał jak dzieło sztuki.
Kiedy wreszcie puste naczynia zniknęły ze stołu, zaś ich kieliszki ponownie napełniły się winem, Perseus wreszcie postanowił przejść do sedna. Wyjął białą teczkę i podsunął ją detektywowi. W środku znajdowała się fotografia młodej dziewczyny, niemającej więcej niż dwadzieścia lat, która uśmiechała się smutno, kopia karty pacjenta z Lecznicy Dusz oraz dokładne opisy ran, z jakimi trafiła do Doliny. Widoku tych ostatnich postanowił oszczędzić Longbottomowi, zatem musiał zdać się na swoją wyobraźnię w tej ostatniej kwestii. Oprócz tego w teczce znajdowały się notatki, niezliczona ilość zapisków z terapii starannie sporządzonych przez Perseusa i kilka wycinków z gazet, Proroka Codziennego, jak miało się okazać.
— Nazywa się Eurydice Watts — powiedział, upijając łyk wina — Ma 22 lata i jest pacjentką Lecznicy od pół roku. Trafiła do nas z podejrzeniem neurastenii pozaklęciowej i innych zaburzeń lękowych, ale... — urwał i pochylił się do przodu — Jej dolegliwości nie wymagają leczenia w placówce. Mój przełożony jednak nie widzi w tym żadnych nieprawidłowości i zasugerował mi, że mam więcej tego tematu nie poruszać. Rozumiesz zatem, że to delikatna sprawa? Oczywiście, nie podejrzewam go o nic nieodpowiedniego. Mało tego, uważam, że obaj kierujemy się tymi samymi intencjami — utrzymaniem stołka, co?, zakpił z niego głos z tyłu głowy — To znaczy, dobrem tej dziewczyny. Gdy znalazła się w Dolinie Godryka wykazywała objawy charakterystyczne dla osób potraktowanych zaklęciem Cruciatus. Kopie wszystkich dokumentów dotyczących tej stanu zdrowia znajdziesz w teczce. A teraz najważniejsze...
Zniżył głos do szeptu, choć przecież w magicznie wygłuszonej restauracji mógł mieć pewność, że nikt ich nie usłyszy.
— Jest nieślubną córką właściciela pewnego... domu uciech, oficjalnie kasyna w niemagicznej części Londynu. Jeśli przejrzysz wycinki z "Proroka", dowiesz się o kogo chodzi; sam nie mam odwagi wypowiedzieć na głos tego nazwiska i nie potrafię pojąć dlaczego. W każdym razie, niedługo przed jej pojawieniem się w Lecznicy, media obiegła wiadomość, jakoby człowiek ten brał udział w handlu ludźmi. Nie jest to szczególnie znana osoba, a informacje nie były pewne, dlatego nie pojawił się na ten temat żaden obszerny artykuł, a jedynie wzmianka o wizycie Brygady Uderzeniowej w tamtym miejscu. Na pewno ktoś z twoich współpracowników brał udział w przeprowadzonej kontroli, ale nie chcę, abyś kogokolwiek angażował... A przynajmniej nie z funkcjonariuszy bezpośrednio powiązanych ze sprawą — nie ufał im? Nie, nie chciał narażać Erika na problemy w pracy — Oczywiście kontrola nie wykazała niczego niezgodnego z prawem. Podejrzewam jednak, że Eurydice o czymś wie. Wielokrotnie krążyła wokół tego tematu i sprawiała wrażenie, jakby chciała mi coś przekazać. Niestety, kiedy próbuję pociągnąć ją za język, ona zamyka się w sobie. Chciałbym, abyś przyjrzał się tej sprawie. Dyskretnie, bez rzucania się w oczy — ha! trzeba było zatrudnić do tego zadania olbrzyma, znów odezwał się złośliwy głos w głowie Perseusa — Czy chciałbyś się tego podjąć?
Spojrzał na niego wyczekująco.
![[Obrazek: 2eLtgy5.png]](https://secretsoflondon.pl/imgproxy.php?id=2eLtgy5.png)
if i can't find peace, give me a bitter glory