Rozliczono - Florence Bulstrode - osiągnięcie Badacz Tajemnic
Chester był jednym z Aurorów zaangażowanych w ujęcie czarodzieja ze wpisanym w dokumentach nazwiskiem Fletcher mającego swój kram tym razem z czarnomagicznymi artefaktami w cieniu jednego z zaułków na Śmiertelnym Nokturnie. Nie było mu to w smak, ponieważ takie przedmioty w odpowiednich, jak i nieostrożnych rękach mogły wyrządzić wiele zła. To nie odbiegało tak bardzo od interesów zwolenników Czarnego Pana, jeśli takowe nieszczęścia miałyby dotykać mugoli, mugolaków i zdrajców krwi.
Dopóki pieprzona Harper Moody stała na czele Biura Aurorów i nie zostanie zastąpiona przez kogoś kierującego się konserwatywnymi wartościami i, najlepiej, wyrażającego swoje poparcie dla rządów Czarnego Pana, tak będzie musiał wymiatać takie łajno z ulic magicznego Londynu. Najlepiej byłoby, gdyby to stanowisko trafiło w jego ręce. Od lat ostrzył sobie na nie zęby i nie był mniej doświadczony ani mniej kompetentny od tamtej czarownicy.
Jedyną zaletą zgarnięcia kolejnego Fletchera z ulicy było utrzymywanie tego typu działalności w dużej mierze w rękach Borginów, których przez wzgląd na ich specjalizację wolał mieć w tym sklepie niż za kratami. Dokonana raz na czas konfiskata sprzedawanych w ich sklepie czarnomagicznych artefaktów wydawała się bardziej dogodna dla obu stron. On przymykał oko na ich działalność i czerpał z tego pewne korzyści. Borginów lepiej było mieć po swojej stronie, niż zrobić sobie z nich wrogów.
Właściciel tego straganu na ich widok porzucił cały swój towar i rzucił się do ucieczki. Gdy został zapędzony w kozi róg wywiązała się walka. Ostatecznie został spacyfikowany i zaprowadzony do aresztu, jednak jeden z Aurorów, Dawlish, został trafiony przez zbiega zaklęciem oślepiającym i nie widział całkowicie na prawe oko oraz dość obficie krwawił z rozoranych łuku brwiowego i skroni.
— Uzdrowiciele powinni być już w drodze, Dawlish. Będziesz żył — Poinformował go z dozą sarkazmu w głosie nawiązując do wcześniejszego panikowania tego czarodzieja. Przyciskał on do skroni i łuku brwiowego materiałową chustkę. Chester palił trzymanego w lewej dłoni papierosa, stojąc z opuszczoną wzdłuż ciała prawą ręką. Na niej powyżej łokcia spod rozciętego materiału umundurowania widniało jeszcze krwawiące rozcięcie. Bywało gorzej.