Na całe szczęście żadnych koni kraść nie musieli, a przynajmniej nie teraz. Te 40% to będą mieli w alkoholu do spożycia kiedy już zakończą swoje ogórkowe przygody - wtedy polecą w melanż stulecia, a wóda zryje banie i będzie świnio branie, ponieważ jak to mawiał klasyk... teraz po wódzie wszystko mi jedno... Czy coś takiego.
Nie rozumiał zdziwienia. Specjalnością Stanleya było siedzenie po X godzin w jednym miejscu i wypełnianie raportów, co było idealnym przygotowaniem do godzinnych oględzin ogórków w doniczkach. Czy dorabiał w szklarni na wakacjach? Jeżeli bycie darmową siłą roboczą swojej matki zalicza się do tego kręgu - to oczywiście, a jeżeli nie, no to cóż - No... Powiedzmy - przyznał, spoglądając niemal spod byka jak drugi cieszy się niczym głupi do sera. Problem był jeden - nie było sera. Gdyby nie rozchodziło się o tą ważną sprawę to mógłby to puścić mimo woli. Udać, że nic się nie stało. A tak? Musiał mieć na niego oko... Ale tylko jedno, ponieważ drugim musiał doglądać zielonych roślinek.
Sauriel słodził mu jak nikt inny. Ciągle obsypywał go komplementami, chwalił, doceniał. Kiedy tylko otwierał swoją jadaczkę serce się radowało, a jeszcze bardziej gdy ją przymykał. Czasy dosiadania się do fajnych dup były dawno za Borginem. Teraz pozostały mu tylko grubo zakrapiane libacje alkoholowe w towarzystwie samych samców - to było najbardziej męska rzecz jaką mógł zrobić. Nie zmieniało to faktu, że czasami, w latach świetności, sprawdzało się pełnoletność... Chociaż Rookwood miał nikomu o tym nie wspominać.
Dla Stanleya, przyjaciel mógł robić w jego mieszkaniu niemal wszystko. Gdyby tylko chciał położyć swoje giry na stole - proszę bardzo ale żeby tylko nie śmierdziały. Jeszcze by to wpłynęło negatywnie na uprawę roślin, a tego bardzo by nie chcieli. W głębi duszy wierzył w oddanie sprawie ich dwójki. Widząc jednak jak poważnie podchodził do tej sprawy, wierzył, że Sauriel nie pokusi się i nie zaryzykuje wyłożenia swoich syrek na blat.
No jak to jak? Głuchy jesteś czy udajesz? Może od tej rudej Ci słuch odebrało? Zastanawiał się słysząc komentarz wspólnika - Sprawdź. Musi być - zachęcał, upierając się, że nie mogli zostać przecież oszukani. Napisał do jedynego eksperta, którego znał w tej kwestii. W końcu Longbottom pomogła mu zdać pszyrkę w szkole - musiała wiedzieć co jest 5 z tymi roślinami - Po pierwsze to nie do debila jakiegoś... - uniósł palec do góry chcąc dopowiedzieć, że musiałbym do Ciebie napisać, hehe. Taki przyjacielski żarcik by był ale jednak nie - Tylko do Danielle. Puchonka taka. Pewnie nie znasz, chociaż powinieneś. Na pewno byście się dogadali - przyznał znak listu. W końcu Sauriel lubił ciekawostki i różne mniej lub bardziej mądre rzeczy, a Puchoni chyba też... A może nie? Nie wiedział już teraz ale w sumie nie obchodziło go to za bardzo - A to nie tak, że ogr zje wszystko? - dopytał. Stanley nie spotkał nigdy żadnego ogra aby móc go o to zapytać. Może więc Rookwood jednego takiego spotkał i to wiedział? - Widzisz. Mówiłem, że to stara książka i dziurawa... - rzucił tak jakby to co mówił było prawdą. Co by nie mówić - było. Gdyby tylko ktoś wyszukał w indeksie "dalie", zobaczyłby że ta strona jest wyrwana. Borgin chcąc kiedyś zakupić takie kwiaty, wyrwał jedną stronę i pokazał sklepikarce. Dzięki temu zabiegowi miał pewność, że dostanie te kwiaty, których potrzebuje.
Jak powiedział tak zrobił... Stary wstał. Brakowało tylko, żeby po mleko poszedł jak Robercik... Ale w sumie to Sauriel syna nie miał. Po mleko iść nie musiał, zresztą go nawet pewnie nie pił. Co innego gdyby miał iść po rudą - ojojoj, pierwszy byłby w sklepie aby zakupić buteleczkę tego trunku - Jak chujowe łopatki? Łopatka to łopatka! Ciesz się, że łopaty nie przyniosłem! - odparł we własnej obronie, a następnie skierował się do komody z której wyciągnął drewnianą linijkę - Tym zmierzymy 1.5cm - oznajmił, unosząc w triumfalnym geście swoją zdobycz.
Powrócił do stołu, założył gumowe rękawiczki i wziął pierwszą doniczkę do której nasypał do niej ziemi, a następnie jakby nigdy nic wepchnął tam linijkę aby odmierzyć odpowiednią długość. Z boku musiało wyglądać to przekomicznie - zwłaszcza, że Stanley wyciągnął do tego język jakby to zadanie wymagało nadprogramowego skupienia. Bez słowa operował w ziemi. Widząc, że wepchnął wystarczająco głęboko, podebrał łopatką trochę ziemi i sięgnął do woreczka. Z chirurgiczną precyzją wyciągnął dokładnie dwa nasionka - nie jedno, nie trzy, a tym bardziej nie cztery. DWA. Po prostu dwa. Przeliczył je jeszcze 8io krotnie zanim włożył do doniczki i przysypał ziemią - Uff... Ciężka ta robota z tą glebom - przyznał, przecierając pot ze swojej skroni. Tak bardzo skupiony na jakimś zadaniu nie był od bardzo dawna... Ostatnio chyba za czasów Hogwartu albo i nawet wcześniej.
"Riddikulus!"
- Danielle Longbottom na widok Stanleya Bo[r]gina
"Jestem dumna, że pomagałeś podczas zamachu."
- Stella Avery na wieści o udziale Stanley w walkach podczas Beltane 1972
![[Obrazek: klt4M5W.gif]](https://secretsoflondon.pl/imgproxy.php?id=klt4M5W.gif)