• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Anglia Dolina Godryka v
« Wstecz 1 2 3 4 5 6
[wiosna 1972, Dom Carrowów] Po Beltane - Sekretów kres - Jackie & Samuel

[wiosna 1972, Dom Carrowów] Po Beltane - Sekretów kres - Jackie & Samuel
Wolf in sheep's clothing
"There are no strange creatures, only blinkered people."
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Szczupła, niewysoka młoda kobietka, o kędzierzawych, rudobrązowych włosach i zielono-niebieskich oczach oraz twarzy upstrzonej piegami. Ze swoim wyglądem może uchodzić za Weasleyównę. Wygląda na kilka lat młodszą, niż jest w rzeczywistości. Zwykle ma na sobie praktyczny i wygodny, ale znoszony strój podróżny oraz zielonkawą szatę czarodzeja. Mówi szybko, zwykle unikając kontaktu wzrokowego, lub przestępując z nogi na nogę. Na jej dłoniach i przedramionach można znaleźć liczne, mniej lub bardziej zagojone, blizny.

Jackie Carrow
#1
29.03.2023, 12:49  ✶  
Kiedy aportowali się przed domem, dziewczynę uderzyła fala mdłości. Wypuściła z płuc powietrze, które wstrzymywała w trakcie całego procesu i zgięła się wpół, opierając dłonie na kolanach. Ziemia wirowała jej przed oczami, a ona cieszyła się, że jednak nie przyjęła poczęstunku od Borgina, i żołądek miała praktycznie pusty. Dobre kilkadziesiąt sekund zajęło jej dojście do siebie, zanim była w stanie się wyprostować i blado uśmiechnąć się do brata.
— Mogliśmy się w sumie przejść. — wystękała, oddychając powoli.

W mroku wieczoru, ciężko było dokładnie rozpoznać okolicę wokół ich domu. Na pewno nie był to największy dom w Dolinie, usytuowany raczej na uboczu. Zarówno budynek mieszkalny jak i przylegający do niego warsztat, zbudowane zostały z szarej cegły na którą nikt nie położył tynku. Dom miał dwie kondygnacje - Jackie wiedziała, że na parterze znajduje się sień, kuchnia, salon i niewielka spiżarnia, na piętrze zaś była łazienka i trzy sypialnie. Jackie dawno nie była w domu i nie mogła nie zauważyć jak czas bardzo powoli nadgryza budynek - bluszcz piął się po północnej ścianie nieco wyżej niż ostatnio, przybyło też kilku nowych obkruszeń w cegłach - poza tym jednak, było to jedyne miejsce, które w swoim życiu mogła nazywać domem.

Spokojnym krokiem ruszyła po trawniku z bratem. W myślach wracając do po tysiąckroć już przemaglowanych w jej głowie słów, które musiał paść z jej ust w stronę Samuela. Zrobiłaby wszystko, żeby nie musieć o tym z nim rozmawiać, ale wiedziała, że byłoby to z jej strony samolubne - może nawet okrutne - gdyby nie dała mu znać co się z nią dzieje. Kiedy znaleźli się w domu, Jackie machnęła różdżką zapalając światła.
— Chcesz herbaty? — zapytała, zakrzątając się przy czajniku i otwierając szafki w poszukiwaniu czystych kubków.
Trickster
Come with me now,
I'm gonna take you down.
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Samuel mierzy jakieś 185 centymetrów wzrostu. Jest bardzo wysportowany, lubi wszelkie aktywności fizyczne. Włosy ma jasne, zawsze czesane wiatrem, często zbyt długie i roztrzepane, pojedyncze kosmyki nachodzą mu na jasnoniebieskie oczy. Na jego twarzy zazwyczaj maluje się beztroski uśmiech. Pachnie smarem i tytoniem.

Samuel Carrow
#2
29.03.2023, 14:03  ✶  

Samuel najchętniej zostałby jeszcze z Danielle na Beltane, tyle, że sama zainteresowana mówiła o tym, że lepiej, żeby już się rozeszli, do tego Jackie wspomniała o tym, że muszą porozmawiać. Ten wieczór miał się zakończyć mniej pozytywnie niż mu się wydawało, a szkoda. Miał bowiem wrażenie, że to jeden z najlepszych dni w jego życiu. Dawno się tak wyśmienicie nie bawił.

Na prośbę siostry zabrał ich z terenu na którym odbywał się sabat. Nie był to dla niego żaden problem, chociaż miał świadomość, jak Jackie reaguje na ten środek transportu, skoro jednak sama chciała udać się do domu, to wierzył, że jest na to gotowa. Jak widać, gdy aportowali się przed domem nie do końca tak było. Zachwiała się, podszedł do niej, aby ją przytrzymać, żeby przypadkiem nie zaliczyła spotkania z podłożem. Wiedział, że nie dla wszystkich teleportacja była czymś przyjemnym, szkoda, że tyczyło się to również jego młodszej siostry.

- Myślałem, że jesteś gotowa, jak widać, nigdy nie da się przewidzieć reakcji. Następnym razem możemy wybrać inny sposób tranpsortu. - Nie miał nic przeciwko temu. Spacer wiosennym wieczorem mógł być naprawdę przyjemny. W końcu też się nigdzie nie spieszyli.

Martwiło go trochę, że siostra wspomniała, że chce o czymś porozmawiać. Zazwyczaj nie wróżyło to nic dobrego. Zaschło mu w gardle, trochę bał się, czego sprawa dotyczyła. Spodziewał się, że może chodzić o klątwę, to okropne piętno, które odziedziczyła po swojej matce. Próbował znaleźć rozwiązanie, szukał lekarstwa, jak na razie jednak nic nie udało mu się osiągnąć. Był na siebie zły, że nie potrafił jej pomóc.

Samuel był tym dzieckiem, które zostało w domu. Jego siostra podróżowała po świecie, on trzymał się tego, co zostało na miejscu. Pilnował ojca, czuł się za niego odpowiedzialny, nie chciał, aby ten się zapił na śmierć. Zresztą Sam nie potrzebował nic więcej do szczęścia, no może chciałaby, żeby Jackie wyzdrowiała, ale to nie było takie proste.

Szedł do domu przodem, był tu bardziej gospodarzem niż jego siostra, chociaż tak naprawdę niespecjalnie się poczuwał. Był to ich wspólny dom, każde mogło zawsze tu wrócić. Wszedł po cichu do środka, nie chciał obudzić ojca, jednak kiedy usłyszał jego chrapanie dochodzące z piętra stwierdził, że to nie ma sensu, ten i tak spał jak kamień, zapewne wypił o dwa piwa za dużo.

Wszedł do kuchni, Jackie zapaliła światło. Samuel usiadł przy niewielkim stole, przy którym znajdowały się trzy krzesła. Przyglądał się siostrze, gdy krzątała się po kuchni. Dobrze było mieć ją obok. Nie powiedział o tym jednak na głos, nie musiała wiedzieć, że mu jej brakuje. - Chętnie. - Powiedział jeszcze. Chciałby od razu przejść do tematu, tego tematu który nie mógł zwlekać i chciała go jeszcze przed chwilą poruszyć, ale dobrze było chociaż chwilę, krótką chwilę jeszcze spędzić beztrosko, bez kolejnych problemów.

Wolf in sheep's clothing
"There are no strange creatures, only blinkered people."
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Szczupła, niewysoka młoda kobietka, o kędzierzawych, rudobrązowych włosach i zielono-niebieskich oczach oraz twarzy upstrzonej piegami. Ze swoim wyglądem może uchodzić za Weasleyównę. Wygląda na kilka lat młodszą, niż jest w rzeczywistości. Zwykle ma na sobie praktyczny i wygodny, ale znoszony strój podróżny oraz zielonkawą szatę czarodzeja. Mówi szybko, zwykle unikając kontaktu wzrokowego, lub przestępując z nogi na nogę. Na jej dłoniach i przedramionach można znaleźć liczne, mniej lub bardziej zagojone, blizny.

Jackie Carrow
#3
30.03.2023, 15:57  ✶  
Rudowłosa dziewczyna wyjęła z szafki dwa kubki - jeden z nich miał uszczerbaną porcelanę na brzegu, drugi stracił bardzo dawno temu uszko. Teraz każde z nich mogło łatwo je naprawić, ale wtedy byli jeszcze dziećmi i magia wciąż była poza zasięgiem ich rąk. Zaś ojciec… No tak, pan Carrow raczej nie należał do osób, które zaprzątały sobie głowę takimi drobnostkami. Następnie Jackie zajrzała do paleniska kuchni, dorzuciła do środa dwie szczapy drewna z niewielkiej kupki leżącej pod kuchnią, i machnęła różdżką, rozpalając ogień. Do emaliowanego imbryka nalała zimnej wody i postawiła go na kuchni.
Cieszyła się z tych prostych rzeczy, którymi mogła zająć ręce, bo pozwalały jej uspokoić myśli, które jak zwykle, kiedy musiała wysłowić się w odpowiedni sposób, skakały po jej głowie niczym ogniki, które pełgały po szczapach drewna w palenisku.
Jak mogła powiedzieć bratu, że być może już niedługo będą musieli się rozstać? Jak mogła odbierać mu nadzieję na wyleczenie jej, którą Samuel wciąż uparcie żywił? Co więcej, do tej pory nie rozmawiała o tym z nikim - Jackie nie była przesądna, ale czuła, że ubranie w słowa jej myśli w jakiś sposób doda im realizmu, uczyni je nieodwracalnymi.
— Przemiany są coraz częstsze. — oznajmiła w końcu, wciąż stojąc tyłem do Sama. Zacisnęła dłonie na brzegu blatu kuchennego, aż zbielały jej kłykcie. — W ciągu ostatniego miesiąca zmieniłam się trzy razy. W poprzednim dwa. A jeszcze w zeszłym roku o tej porze nie miałam ani jednej wpadki przez dwa miesiące. — nie wiedziała, jak inaczej ubrać to w słowa, niż tylko przedstawić mu suche fakty. Bała się odwrócić i spojrzeć na niego. Bała się tego, co mogła zobaczyć w jego oczach. Czy się bał? Czy zobaczyłaby ból, zwątpienie, a może gniew? Problem polegał na tym, że jej choroba nie była jak Stanley Borgin, któremu Sam mógł przylać w mordę, kiedy ten za bardzo jej się napraszał. Klątwa maledictusa była jak morze, które z każdą falą przypływu podmywało cząstkę stałego lądu, odbierając Jackie to kim była i to kim mogłaby zostać w przyszłości.
— Chciałam się z tobą zobaczyć, bo… Nie wiem czy kolejne Beltane będę mogła spędzić z tobą. — dodała w końcu, lekko zdławionym głosem, odwracając się w końcu przodem do Sama, gotowa zmierzyć się z jego emocjami.
Trickster
Come with me now,
I'm gonna take you down.
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Samuel mierzy jakieś 185 centymetrów wzrostu. Jest bardzo wysportowany, lubi wszelkie aktywności fizyczne. Włosy ma jasne, zawsze czesane wiatrem, często zbyt długie i roztrzepane, pojedyncze kosmyki nachodzą mu na jasnoniebieskie oczy. Na jego twarzy zazwyczaj maluje się beztroski uśmiech. Pachnie smarem i tytoniem.

Samuel Carrow
#4
31.03.2023, 12:30  ✶  

Nie ma się co oszukiwać, w ich domu widać było upływ czasu. Mężczyźni, którzy w nim mieszkali nie przywiązywali wagi do tego, aby wydawał się być choć trochę zadbany. Zdecydowanie brakowało tutaj kobiecej ręki. Jackie pojawiała się tu od czasu do czasu, nie mogła zmienić zbyt wiele, w szczególności nawyków, które wynikały z wieloletniego przyzwyczajenia.

Obserwował siostrę w milczeniu. Cieszył się, że się tutaj pojawiła, choć towarzyszył temu ogromny niepokój. Wiedział, że nie zjawiłaby się tutaj bez konkretnego powodu. Coś musiało ją trapić, najgorsze było to, że podejrzewał, czym jest ten problem. Zdawał sobie sprawę o tej okropnej klątwie, która już dawno pojawiła się w jej życiu. Gdyby tylko mógł zmienić cokolwiek, już dawno by to zrobił. Mógłby skończyć w Azkabanie, gdyby miał świadomość, że to pomoże jego siostrze.

Westchnął ciężko, kiedy powiedziała pierwsze słowa. Chociaż się tego spodziewał, to te słowa raniły jak najostrzejszy miecz. Problem się nasilił, Samuel nie do końca wiedział, jak działa jej klątwa, w końcu każdy przechodził to inaczej. Nie było dwóch identycznych przypadków. Będzie musiał porozmawiać o tym z Castielem, może jemu uda się coś wymyslić? Przecież świat brnął do przodu, może znajdą się nowe metody, które pomogą złagodzić klątwę.

Carrow wbił wzrok w stół. Jak miał jej spojrzeć w oczy? Jak miał patrzeć na swoją młodszą siostrę, która zmagała się z takim cierpieniem? On nie potrafił jej pomóc. To było w tym wszystkim najgorsze, nie umiał znaleźć sposobu. Czuł, że ją zawodzi, że nie może na niego liczyć. To było w tym wszystkim najgorsze. Miał do siebie ogromne wyrzuty sumienia.

- Nie mów tak nawet, nie możesz mnie tu zostawić. - Podniósł wzrok, aby na nią spojrzeć. Mogła dostrzec smutek w jego błękitnych oczach. - Zupełnie samego. - Nie, żeby miał do niej wyrzuty, w końcu nie miała wpływu na to, jak szybko klątwa postępowała. - Znajdziemy lekarstwo, pomogę Ci. - Co więcej mógł powiedzieć? Nie zamierzał pozwolić jej odejść, to było pewne. - Jackie, wszystko będzie dobrze. - Powiedział spokojnym tonem, chociaż sam wątpił w swoje słowa. Nie chciał jej dawać złudnej nadziei, jednak nie potrafił zareagować inaczej. Musiał być ostoją dla swojej młodszej siostry.

Wolf in sheep's clothing
"There are no strange creatures, only blinkered people."
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Szczupła, niewysoka młoda kobietka, o kędzierzawych, rudobrązowych włosach i zielono-niebieskich oczach oraz twarzy upstrzonej piegami. Ze swoim wyglądem może uchodzić za Weasleyównę. Wygląda na kilka lat młodszą, niż jest w rzeczywistości. Zwykle ma na sobie praktyczny i wygodny, ale znoszony strój podróżny oraz zielonkawą szatę czarodzeja. Mówi szybko, zwykle unikając kontaktu wzrokowego, lub przestępując z nogi na nogę. Na jej dłoniach i przedramionach można znaleźć liczne, mniej lub bardziej zagojone, blizny.

Jackie Carrow
#5
03.04.2023, 23:53  ✶  
Jackie właśnie takiej reakcji Samuela najbardziej się obawiała. Wiedziała, że będzie chciał ją chronić, pocieszyć i wesprzeć. Kiedy po raz pierwszy dowiedzieli się o klątwie, powtarzał jej „wszystko będzie dobrze” tak wiele razy, że jego głos odbijał się echem w jej głowie do późnych godzin nocnych. Mimo to klątwa nadal nad nią ciążyła, i tak naprawdę wsparcie Danielle i Nory Figg dużo bardziej pomogło jej zmierzyć się z rzeczywistością, niż pocieszenia brata. Mimo to wiedziała, że to co mówił i robił wynikało z miłości i doceniała to, że zawsze był gotów być przy niej - na dobre i złe.
— Nie jesteś sam... Przecież widziałam jak patrzyliście na siebie z Dani dzisiaj. — zaoponowała, częściowo dlatego, że nie chciała myśleć o tym, że Sam jest... sam. Częściowo zaś dlatego, że sama myśl o sympatii, która najwidoczniej pojawiła się między tym dwojgiem, kiedy ona była z dala od domu, przywoływała do jej serca ciepłe uczucie i uspokajała ją. W odruchu chwili podeszła do niego i kucnęła przed nim, opierając swoje ramiona na jego kolanach i spoglądając w górę w jego oczy. Jej własne częściowo przysłoniły niesforne kosmyki włosów.
— Sammy, zawsze będę twoją małą siostrzyczką. Przepraszam... Przepraszam, że jestem taka. Zasługujesz na kogoś kto będzie kiedyś zabawiał twoje dzieci... Komu będziesz dokuczał kiedy zmarszczki pokryją nasze ciała... Ale nie chcę stracić ostatnich lat, na czepianiu się złudnych nadziei. — mówiła szybko i nerwowo, jakby bała się, że słowa uciekną jej niczym stado spłoszonych nieśmiałków, kiedy tylko zamilknie. Głos lekko jej się łamał i widać było, że jest niedaleka od łez. Czuła w sercu rozdzierający ból na myśl o tym, że już niedługo te piękne, niebieskie oczy, blond czupryna i szczery uśmiech staną się dla niej na zawsze obce.
— Przytul mnie. — wydusiła jeszcze, zanim łzy pociekły po jej piegowatych policzkach, a łkanie zdławiło słowa w jej gardle.
Trickster
Come with me now,
I'm gonna take you down.
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Samuel mierzy jakieś 185 centymetrów wzrostu. Jest bardzo wysportowany, lubi wszelkie aktywności fizyczne. Włosy ma jasne, zawsze czesane wiatrem, często zbyt długie i roztrzepane, pojedyncze kosmyki nachodzą mu na jasnoniebieskie oczy. Na jego twarzy zazwyczaj maluje się beztroski uśmiech. Pachnie smarem i tytoniem.

Samuel Carrow
#6
04.04.2023, 10:02  ✶  

Samuel w ogóle nie dopuszczał do siebie informacji, że może być inaczej. Założył, że poradzą sobie z klątwą, jak z każdym innym problemem. Byli w tym razem. Musiał znaleźć rozwiązanie. Musiał pomóc siostrze. Nie przyjmował do siebie w ogóle wiadomości, że może ją stracić. Nie wybaczyłby sobie tego. Czuł się za nią odpowiedzialny, uważał, że to na nim leży odpowiedzialność za znalezienie rozwiązania. Tyle, że póki co, nie udało mu się znaleźć żadnego. Najgorsze było w tym wszystkim to, że nie posiadał umiejętności, które mogłyby jej pomóc. Szukał lekarstwa, jednak zbyt wolno. Wszystko zaczęło się sypać i wymykać mu z rąk. Nie znosił tego uczucia bezradności, od zawsze bowiem to na jego barkach leżała odpowiedzialność za nią. Ojciec nie był specjalnie zainteresowany tym wszystkim, walczył ze swoimi demonami. Samuel musiał radzić sobie z tym zupełnie sam.

- Och Jackie, dzisiaj, to wyjątkowy dzień, święto, przypadek. Ona jest dla mnie za dobra. Mogę na nią tylko patrzeć, to wszystko. - Nie uważał, że panna Longbottom powinna się nim interesować. Nie był dla niej odpowiednim kandydatem. Nie miał nic, co mógłby jej zaoferować. Na pewno znajdzie sobie kogoś, kto będzie w stanie zaoferować jej więcej niż on. Postawił sobie granice, których nie chciał przekraczać, bał się zaangażować, nie chciał, żeby Danielle później cierpiała. Zbyt wiele ich dzieliło, miał wrażenie, że są to różnice nie do przeskoczenia. W końcu ona pochodziła z szanowanej rodziny czystej krwi, a on... Cóż, nie warto nawet było tego komentować.

Kiedy Jackie podeszła do niego i przy nim przykucnęła coś w nim pękło. Poczuł, że zaczynają nim miotać różne emocje. Nie mógł jednak się rozkleić, powinien być jej ostoją. Spoglądał na nią uważnie. Brakowało mu jednak słów, jak w ogóle miał ubrać w słowa wszystkie swoje uczucia?

- Nie musisz mnie przepraszać. - Głos zaczął mu się łamać, jej słowa raniły go niczym ostry nóż. Jak mogła w ogóle tak mówić, dlaczego traciła nadzieję, że jeszcze będzie dobrze? - Wiesz, że Twoje życzenie jest moim rozkazem, jak zawsze? - Chociaż tego nie rozumiał, powinien spełnić prośbę siostry, jak zawsze, za każdym razem robił to, o co go prosiła. Zapewne nadal będzie szukał rozwiązania, tylko bardziej dyskretnie, aby ona nie czuła tej presji, którą sobie narzucił.

Nie mógł znieść jej płaczu, było to coś, co najbardziej go bolało. Powinien ją uratować przed całym złem tego świata, a nic nie poszło po jego myśli. Teraz jego siostra, stała przed nim i łkała. Dlaczego był w tym wszystkim taki beznadziejny? Nic mu się nigdy nie udawało, nieudacznik z niego - nic więcej. Przytulił ją mocno, chciał schować w swoich ramionach przed całym złem tego świata, chociaż wiedział, że za chwilę, gdy ją wypuści problemy wrócą i staną się jeszcze bardziej rzeczywiste.

Wolf in sheep's clothing
"There are no strange creatures, only blinkered people."
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Szczupła, niewysoka młoda kobietka, o kędzierzawych, rudobrązowych włosach i zielono-niebieskich oczach oraz twarzy upstrzonej piegami. Ze swoim wyglądem może uchodzić za Weasleyównę. Wygląda na kilka lat młodszą, niż jest w rzeczywistości. Zwykle ma na sobie praktyczny i wygodny, ale znoszony strój podróżny oraz zielonkawą szatę czarodzeja. Mówi szybko, zwykle unikając kontaktu wzrokowego, lub przestępując z nogi na nogę. Na jej dłoniach i przedramionach można znaleźć liczne, mniej lub bardziej zagojone, blizny.

Jackie Carrow
#7
12.04.2023, 14:31  ✶  
Jackie cieszyła się uściskiem brata, minęło wiele miesięcy odkąd ostatnio się widzieli, a jeszcze więcej odkąd ostatnio byli ze sobą tak blisko. Jak brat i siostra. Jego zapach, dotyk i dźwięk bicia jego serca uspokoiły ją, także emocje, które nią szargały jeszcze parę minut temu odsunęły się, niczym fala odpływu. Wiedziała, że tak jak morze nie opuszcza brzegu na zawsze, tak i jej emocje prawdopodobnie wrócą jeszcze, ale liczyła na to, że może nie będzie wtedy obok niej brata. Nie wybaczyłaby sobie, gdyby skrzywdziła go jako wilk.
Po dłuższej chwili z ich uścisku wyrwał ją gwizd czajnika, w którym zagotowała się właśnie woda na herbatę. Odsunęła się niechętnie od Samuela, nalała wrzątku do dwóch kubków w których zasypana już była fusiasta herbata. Wzięła je oba, uważając żeby nie poparzyć sobie dłoni tym bez ucha i postawiła je na stole. Usiadła przy jednym z nich, dmuchając na unoszącą się z naczynia parę, która wywijała się w różne strony, aby ostatecznie zniknąć gdzieś pod sufitem.
— Wiem, że Beltane rządzi się swoimi prawami, ale Danielle to dobra dziewczyna, a ty jesteś dobrym chłopakiem… Mężczyzną. Wiem, że z wielu powodów wydaje ci się to niemożliwe, ale naprawdę uważam, że do siebie pasujecie. W każdym razie, macie moje błogosławieństwo. — Jackie sama boleśnie wiedziała, jak ważne w życiu czarodziejów były klasy i kasty społeczne i jak wielkim ryzykiem było wiązanie się z członkiem klasy innej od swojej własnej. Sama miała jednak dość progresywne poglądy i uważała, że przede wszystkim jeśli dwie osoby były w sobie zakochane, to powinny mieć możliwość być razem.
— Co u ojca? — zapytała, chociaż właściwie znała odpowiedź. Nadal pije, nadal klnie, nadal nie przebolał straty kobiet, które kochał i nie pokochał bachorów, które po sobie zostawiły. Pomyślała, boleśnie świadoma tego, że tak naprawdę większość ojcowskich problemów spadało przez ostatnie kilka lat na Samuela, podczas gdy ona wesoło podróżowała po świecie.
— Wybacz, że zostawiłam cię z nim samego. Teraz wróciłam już na dłużej. Poszukam pracy, może tu w okolicy, albo w Londynie. Nie będę znikać na tak długo. — mówiła, nie patrząc w oczy bratu, jak gdyby czuła się winna temu, że nie było jej obok. Kiedy skończyła mówić pociągnęła łyk herbaty i syknęła, czując jak gorący jeszcze napój parzy jej usta i gardło.
Trickster
Come with me now,
I'm gonna take you down.
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Samuel mierzy jakieś 185 centymetrów wzrostu. Jest bardzo wysportowany, lubi wszelkie aktywności fizyczne. Włosy ma jasne, zawsze czesane wiatrem, często zbyt długie i roztrzepane, pojedyncze kosmyki nachodzą mu na jasnoniebieskie oczy. Na jego twarzy zazwyczaj maluje się beztroski uśmiech. Pachnie smarem i tytoniem.

Samuel Carrow
#8
17.04.2023, 13:26  ✶  

Mieli chwilę, aby zapomnieć. Oderwać się od tego, co przytłaczało, chociaż na krótki moment. Bliskość siostry go uspokajała - od zawsze. Odetchnął głęboko, czuł jej zapach, nie potrafił sobie wyobrazić, że mogłoby jej kiedyś zabraknąć. Wiedział, że klątwa, która przejmowała władzę nad jej ciałem nie należała do łatwych do pokonania, jednak nie tracił nadziei - nigdy. Jakoś sobie poradzą, z tym, jak ze wszystkim. Musieli. On musiał - nie widział innej możliwości. Nie zamierzał niepokoić Jackie swoimi przemyśleniami, powie jej o wszystkim kiedy faktycznie znajdzie wyjście z tej sytuacji, musiało się to zdarzyć jak najszybciej. Poruszy niebo i ziemię, żeby znaleźć rozwiązanie.

Rozluźnił uścisk, gdy usłyszał dźwięk czajnika, choć nie chciał. Wiedział jednak, że nie mogą tak trwać w nieskończoność. Obudzą ojca, właściwie pewnie nie, jak pochlał to nic nie było w stanie go obudzić. Obserwował siostrę, kiedy odwróciła się do niego, aby podejść do kuchenki i zająć się herbatą. Brakowało mu jej, miał jednak świadomość, że nie może jej tu trzymać, zdecydowanie lepiej dla Jackie, że wyrwała się z tego domu, podróżowała. Nie wybaczyłby sobie gdyby jak on utknęła w tym świecie, który mu pozostał. Ona musiała osiagnąć więcej.

Sięgnął po kubek, ten bez ucha i przysunął do siebie. Przez krótką chwilę przyglądał się jak para wodna unosi się w powietrzu, przewrócił oczami, kiedy usłyszał kolejne słowa wypowiedziane przez siostrę. - Danielle jest dobra, to cudowna dziewczyna zgadzam się, ale nie dla mnie. - Nie zamierzał się z tego tłumaczyć. Longbottom była dla niego ważna, jednak uważał, że zasługuje na kogoś lepszego, kogoś kto będzie jej w stanie zapewnić godne życie, a on nie był taką osobą. Nie mógł jej zaoferować nic, powinna znaleźć mężczyznę, który będzie mógł jej dać wszystko, czego zapragnie. - Dzięki za błogosławieństwo chociaż się nie przyda. - Bardzo dobrze znał swoje miejsce w hierarchii, nie zamierzał przekraczać granic, komplikować życia Danielle. Wiedział, że na to nie zasługuje.

- Niewiele się zmieniło. - Właściwie co mógł jej powiedzieć? Nadal przepijał całe pieniądze, nadal Samuel robił co mógł, aby ich utrzymać, jednak to co zarabiał znikało. Powoli jednak już godził się z tym, że Ojcu nie pomoże. Żal, który zbierał się w nim przez te wszystkie lata wypełniał go do cna. Nie mogli nic na to poradzić. Przyzwyczaił się do tego, że wygląda to w ten sposób.

- Nie masz mnie za co przepraszać. Lepiej dla Ciebie. Nie czuj się zobowiązana, korzystaj, podróżuj, rozwijaj się. To Ty zawsze miałaś zostać kimś. - Powtarzał sobie całe życie, że musi zapewnić jej godny byt. Cieszył się ogromnie z tego, że wyfrunęła z gniazda, chociaż brakowało mu jej obecności. Był jednak świadom, że zdecydowanie lepszą opcją dla siostry będzie kolejny wyjazd. - Oczywiście to nie to, że Cię wyganiam. - Postanowił się wytłumaczyć. Nerwowo wyciągnął paczkę fajek, którą miał w tylnej kieszeni spodni. Nieco zmięta była, ale nic się nie stało z papierosami. Wyciągnął jednego i wsadził sobie w usta. Odpalił go i zaciągnął się dymem, głęboko. - Po prostu zasługujesz na więcej. - Rzekł starając się spojrzeć jej w oczy, jednak siostra uciekła wzrokiem.

Wolf in sheep's clothing
"There are no strange creatures, only blinkered people."
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Szczupła, niewysoka młoda kobietka, o kędzierzawych, rudobrązowych włosach i zielono-niebieskich oczach oraz twarzy upstrzonej piegami. Ze swoim wyglądem może uchodzić za Weasleyównę. Wygląda na kilka lat młodszą, niż jest w rzeczywistości. Zwykle ma na sobie praktyczny i wygodny, ale znoszony strój podróżny oraz zielonkawą szatę czarodzeja. Mówi szybko, zwykle unikając kontaktu wzrokowego, lub przestępując z nogi na nogę. Na jej dłoniach i przedramionach można znaleźć liczne, mniej lub bardziej zagojone, blizny.

Jackie Carrow
#9
21.06.2023, 18:52  ✶  
Jackie zamyśliła się na chwilę. Rozumiała że Sam zawsze chciał dla niej tego co najlepsze, ale sama uważała, że jej rozwój, kosztem jego stagnacji, był marnowaniem potencjału. W końcu jej na tym świecie nie pozostało już wiele czasu, a Sam mógł dożyć sędziwego wieku i wiele w życiu osiągnąć. Wbrew pozorom, kiedy opuszczała dom, żeby włóczyć się po świecie, nie uciekała przed bratem, a przed ojcem. Czuła, że egzystencja jego dzieci, jest dla niego wiecznym rozczarowaniem. Nie znała uczuć brata w tej kwestii, ale sama od zawsze potrzebowała walidacji, której starszy Carriow nie był jej w stanie - lub też po prostu nie chciał - zaoferować.
Kiedy podniosła wzrok znad herbaty, miała wrażenie że minął miesiąc, choć przecież siedzieli przy stole dopiero od kilku minut.
— Za szybko siebie przekreślasz. — oznajmiła, choć sama nie wiedziała, czy komentarz ten dotyczył bardziej Danielle, czy może jego zapewnień że to ona z ich dwójki miała się rozwijać i podróżować, podczas gdy on będzie zajmował się ogniskiem domowym.
Wypiła jeszcze trochę herbaty, czując jak znużenie intensywnymi emocjami dnia daje o sobie znać.
— Od jutra zajmę się szukaniem pracy. Nie będę darmozjadem.— dodała. Myślała też o tym, żeby znaleźć jakieś lokum, gdzieś niedaleko ale osobno bo sama świadomość, że w sypialni na piętrze spał ojciec, z którym będzie się musiała mijać mieszkając w tym domu, przyprawiała ją o mdłości. Nie chciała jednak znów zostawiać Sama, więc przemilczała tą kwestię.
Kiedy dopiła herbatę, ziewnęła lekko. Czuła się jakby ten wieczór trwał okropnie długo, adrenalina, która zasilała ją przed rozmową z Samem, gdzieś się ulotniła i teraz marzyła już tylko, żeby zwinąć się w łóżku i zasnąć.
Trickster
Come with me now,
I'm gonna take you down.
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Samuel mierzy jakieś 185 centymetrów wzrostu. Jest bardzo wysportowany, lubi wszelkie aktywności fizyczne. Włosy ma jasne, zawsze czesane wiatrem, często zbyt długie i roztrzepane, pojedyncze kosmyki nachodzą mu na jasnoniebieskie oczy. Na jego twarzy zazwyczaj maluje się beztroski uśmiech. Pachnie smarem i tytoniem.

Samuel Carrow
#10
26.06.2023, 22:51  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 17.09.2023, 22:09 przez Samuel Carrow.)  

Samuel nie potrzebował wiele do szczęścia, chociaż w tej chwili może faktycznie było to wiele? Najważniejsze dla niego było to, aby Jackie wyzdrowiała. Nie miałby najmniejszego problemu z tym, żeby przejąć od niej tę klątwę. Zrobiłby to bez zawahania, najmniejszego, gdyby tylko była taka możliwość. Jego siostra była dla niego najważniejsza, a on nie był w stanie jej pomóc. To go najbardziej dobijało - to, że próbował, a nadal nie mógł znaleźć lekarstwa na jej przypadłość.

- Za szybko? - Spoglądał na Jackie swoimi szarymi oczami. - Tutaj nie ma co przekreślać. Już dawno podjąłem decyzję, teraz pozostaje tylko kontynuować tę drogę. - W pewien sposób został na to skazany. Na swoje nieszczęście bez najmniejszego problemu odnalazł się w profesji ojca, mógł przejąć po nim warsztat, gdy ten niedomagał, a że zdarzało się to coraz częściej to własnie Sam wziął na swoje barki prowadzenie rodzinnego interesu. Nie miał innego wyjścia, nie zostawiłby ojca. Mimo tego, że nie był może wymarzonym rodzicem, to jednak łączyła ich krew, a Samuel należał do tych oddanych, wiedział, że to jego obowiązek. Nie zamierzał też zakładać rodziny, nie chciał być takim rozczarowaniem jak Flynn - strach przed tym, że mógłby tak skończyć skutecznie go powstrzymywał od marzeń o własnej rodzinie.

- Nawet nie waż się tak o sobie myśleć. - Uniósł głos, na chwilę, opamiętał się jednak po tym, jak zauważył, że się zdenerwował, kontynuował ciszej. - Nie jesteś i nigdy nie będziesz darmozjadem. - Ojciec nim jest Pomyślał, jednak nie powiedział tego w głos. - Jesteś pewna, że chcesz tu zostać? - Wolał mimo wszystko spytać ją o to ponownie, jakoś nie potrafił jej sobie wyobrazić na miejscu, nie, żeby nie była to pozytywna wiadomość, bo naprawde ciszył się z tego, że znowu będzie miał ją tuż obok siebie.

Nie umknęło mu ziewnięcie. Dotarło do niego, że dla niej ten dzień też musiał być długi. - Może pójdziesz się położyć, wyglądasz na zmęczoną? - Zasugerował jedynie. Jackie nie dyskutowała z nim, przyznała mu rację, po czym zniknęła na schodach, a on został sam ze swoimi myślami, które nie były kolorowe.


Koniec sesji
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek:
Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Jackie Carrow (1612), Samuel Carrow (2111)




  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Przydatne linki
Kolejeczka
Tryb normalny
Tryb drzewa