Grzebanie w głowie panny Black było trochę bardziej skomplikowane. Będąc jeszcze uczennicą Hogwartu poprosiła swojego ojca o to, aby załatwił jej nauczyciela, który pokaże jej tajniki magicznej sztuki jaką była oklumencja. Nie chciała, żeby ktokolwiek był w stanie poznać jej myśli. Szczególnie, że nie zawsze były najczystsze. Zależało jej na tym, aby nikt postronny nie mógł wejść do jej głowy. Musiała potrafić się bronić. Do Cygnusa dotarły jej argumenty i zrobił to, o co go prosiła. Dzięki czemu Trixie w młodym wieku opanowała tą umiejętność. Nie było to łatwe, ale kiedy na czymś jej zależało, to robiła wszystko, aby to osiągnąć. Było tak w każdej dziedzinie życia. Podążała do celu po trupach, w przenośni i dosłownie. Najważniejsze było tylko to, żeby dostać to na czym jej zależało. Nie miała problemu również z tym, żeby wymagać wiele od siebie. Wiedziała, że ma spory wpływ na to, co osiągnie. Siedziała godzinami przed książkami, aby doskonalić swoje umiejętności. Nie widziała w tym nic złego, nie kojarzyło jej się to z nudą. Robiła to wyłącznie po to, żeby dążyć do mitycznej doskonałości. Wiedziała, że nie może być perfekcyjna w każdej dziedzinie, jednak skoro znalazła już te, które szły jej najlepiej, to musiała zrobić wszystko, aby być w tym najlepsza. Było to dla niej ważne. Lubiła wygrywać, czuła się lepiej sama ze sobą, kiedy wiedziała, że nie każdy potrafi tyle, co ona. Podbudowywało ją to jeszcze bardziej. Dzięki temu miała duże poczucie własnej wartości i nawet nie do końca się z tym kryła, że czuła się jakby była lepsza od innych. Zresztą samo to, że pochodziła z rodziny czystokrwistej powodowało, że była lepsza, ale nawet wśród nich byli różni osobnicy. Chciała być najlepszą z najlepszych, zawsze narzucała sobie wysokie cele.
Bella nie do końca chciała, żeby wszyscy wiedzieli, jaka jest naprawdę. Lubiła ten dystans, świadomość, że dopuszczała blisko siebie tylko tych, których chciała. Sprawiało jej przyjemność to, że miała nad tym władzę. Zresztą uważała, że potrzeba czasu, żeby ktoś mógł ją poznać dogłębnie. Nie widziała w tym nic złego, a gra sama w sobie była całkiem zabawna. Jeśli tylko chciała potrafiła sobie owinąć wokół palca każdego swoimi słodkimi słówkami. Miała nienaganne maniery i miłą aparycję, dzięki czemu naprawdę wielu nie potrafiło się oprzeć jej urokowi.
- Może więc warto po prostu dać się zaskoczyć. Nie szukać go na siłę, może samo szczęście ma to do siebie, że przychodzi kiedy ma na to ochotę, a nikt się tego nie spodziewa. - Nadal nie odrywała od niego wzroku. Niby powiadali, że można pomóc szczęściu, jednak ona średnio w to wierzyła. - Trzeba znać swoją wartość, dobrze, że zdajesz sobie sprawę. Szczególnie, kiedy jest się kimś takim jak my. - Potwierdziła jedynie to, o czym mówił. I on i ona czuli się lepsi od większości społeczeństwa, podobało się jej to, że też uznał ją jako kogoś ponad i również dała mu znać o tym, że ma o nim podobne zdanie. Mimo, że rozmawiali ze sobą dopiero chwilę, to czuła, że faktycznie tak jest. - Frywolne przyjemności to sprawy dosyć przyziemne, jednak i tutaj warto mieć swoje standardy. - Może i była raczej niewinna jeśli chodzi o takie rzeczy, nie chciała jednak dać tego po sobie poznać. Nie znosiła czuć się niedoświadczoną, miała wrażenie, że to jej trochę odejmuje, a zdecydowanie tego nie chciała.
- Nie wyglądam, bo nim nie jestem. Wygląda na to, że nas to łączy. - Czuła, że może to być dopiero początek podobieństw. Miała wrażenie, że są do siebie bardziej podobni, niż mogłoby się wydawać, ale dopiero będzie jej się dane o tym przekonać. Oczywiście o ile ją do siebie na tyle blisko, żeby miała szansę faktycznie go poznać. Była ciekawa, naprawdę była ciekawa tego jaki jest. Trudno było rozgryźć człowieka po takiej krótkiej rozmowie, jednak zachęcił ją do tego, żeby to nie było ich ostatnie spotkanie.
- Zazwyczaj dostaję to, czego chcę. - Powiedziała bardzo spokojnie, nadal nie odrywając wzroku od jego twarzy. Wiedziała, że w tym przypadku może być trochę trudniej, bo Borgin wyglądał jej na takiego, który byłby w stanie się jej postawić i może to ją zaintrygowało, może to powodowało, że chciała zobaczyć, czy rzeczywiście jej się uda go sprowadzić na manowce, a może będzie zupełnie przeciwnie? Była ciekawa, jak to się zakończy, a napięcie, które pojawiło się między nimi tylko to podsycało. Prowadzili dziwną grę, która jej się spodobała. Miała nadzieję, że będzie trwać dalej.
Wiele pytań jej się nasuwało, kiedy opuszczała balkon. Miała nadzieję uzyskać na nie wszystkie odpowiedzi, jednak teraz, póki co wypadało pozabawiać przez chwilę swoich rodziców. Krótką chwilę, później miała dowiedzieć się, co dla niej naszykował. Przeżyć ogromne zaskoczenie i całą masę emocji.
Nie miała pojęcia, jak to wszystko załatwił. Szczególnie, że wydarzyło się to tak szybko. Liczył się efekt, który zdołał osiągnąć. Faktycznie ją zaskoczył. Jak dotąd chyba nikt jeszcze nie zrobił na niej takiego wrażenia, nikt nie spowodował, że poczuła się taka wyjątkowa. Nie zamierzała więc ukrywać tego, że udało mu się osiągnąć zamierzony cel. Zrobił na niej wrażenie. Ogromne. Wypadało, aby się o tym dowiedział, musiał zostać doceniony, a jego ego połechtane.
Podobało jej się to, że skupił na niej całą swoją uwagę. Jakby wszyscy wokół nie istnieli, a w tej sali była tylko ich dwójka. Nie patrzyła na swoich rodziców, nie zależało jej na opinii ojca, chociaż wiedziała, że i na nim musiał Tony zrobić wrażenie. Dobrze to rozegrał - tego była pewna.
- Spowodowałeś, że wszyscy na mnie patrzą, jak nigdy wcześniej. - Może i zdarzało się, że spoglądali na nią gdzieś ukradkiem, lecz nigdy jeszcze nie znalazła się w samym centrum zainteresowania. Skoro tak rozpoczął ich znajomość, czego jeszcze mogła się po nim spodziewać, nie wiedziała, ale coraz bardziej ją to ciekawiło. Wylądowali wreszcie na parkiecie, gdzie Anthony zaczął ją prowadzić, jak przystało na idealnie wychowanego kawalera. Podobało jej się to, jak pewnie to robił, wiedział dokładnie, jaki ma być następny ruch, nic nie działo się przypadkowo. Wszystko miał zaplanowane, było wręcz idealnie - czyli tak, jak panna Black lubiła. Dopięte na ostatni guzik.
Czuła, że jego dotyk się zmienia, że palce starają się poznać te jej jeszcze bardziej niżeli wypada. Robił to jednak subtelnie, na tyle, żeby nikt tego nie zauważył. Ten taniec mógłby się nie kończyć, bo dobrze jej było w jego ramionach, nawet gdy cała sala patrzyła tylko i wyłącznie na nich, chociaż miała ochotę, żeby się to zmieniło. Może i chciałaby od niego czegoś więcej, tyle, że nie mogli sobie na to pozwolić, gdy wszystkie spojrzenia kierowały się w ich kierunku. Właściwie to dodawało temu wszystkiemu nieco więcej nieprzyzwoitości. Czuła, że dotyk zmienia się czasem na nieprzyzwoity, wśród takiej ilości osób, a jednak nikt nic nie zauważał. Adrenalina była coraz większa, nie zamierzała oszukiwać siebie, że jest inaczej. - Nie jesteś tchórzem, wręcz przeciwnie. Chyba powinieneś dostać za to jakąś nagrodę, skoro tak bardzo się postarałeś. - Wyszeptała jeszcze cicho. Jej wzrok skupiony był tylko i wyłącznie na Tonym.