Godne podziwu było to, że nie wykazywał tego, że go to przytłaczało. Nie załamywał rąk, nie wzdychał ciężko, nie miał nosa na kwintę. Philip przyjmował to tak, jakby miał przed sobą sportowe wyzwania do wykonania. Odhaczenie ich na swojej liście "to do" sprawi, że stanie się lepszą wersją siebie, lepszym zawodnikiem, a więc przyniesie jemu samemu niepomierne korzyści! Oczywiście zakładając, że w ogóle mógł być jeszcze lepszy, bo to swoją drogą przy rozbuchanym ego Notta. Więc to nie był problem, który zetrze mu sen z powiek. To było wyzwanie, które podjął i zamierzał je w swoim tempie i ze swoimi siłami rozwiązać. Mogło to pójść w różnych kierunkach i to bardzo dziwnych. Nie powinien tego samemu procesować, tylko powinien mu ktoś z tym pomóc, skoro już chciał się otworzyć i... poszerzyć swoje pole widzenia, ładnie to nazywając. Najlepiej ktoś, kto to potrafi i się na tym zna. Laurent się za taką osobę nie uważał i gdyby mu Philip powiedział, że jest lepszy od jego terapeuty to by się ośmielił zaprzeczyć.
- Zastanawiałem się nad tym... - I skoro o terapiach mowa to Laurent zrobił trochę dziwną minę. Trochę speszoną, trochę zmartwioną, trochę... chyba trochę wszystko. Ostatnia osoba chyba, po której spodziewałby się takiego pytania to właśnie Philip. Co było jednak faktem - zastanawiał się nad tym. - Myślałem, żeby udać się do Lecznicy Dusz. - Potrafili tam nawet usunąć traumatyczne wspomnienia. Ale usunięcie części ciebie samego brzmiało... strasznie. Przecież to były te elementy, które cię kreowały. Czy to tyczy się tego, co wpływało na ciebie tylko źle? To nie była decyzja, którą się podejmuje ot tak. Ale w zasadzie powinno. Nie samo usunięcie wspomnienia, ale pójście do medyka, który będzie w stanie naprawić cię duchowo, mentalnie. Który pomoże ci przejść przez syf - tak jak uważał, że Philipowi powinien pomóc ktoś taki. - Tak... to jest pole do polemiki... - Uśmiechnął się z kroplą smutku w tym zamyśleniu i potwierdzeniu, że kiedy ktoś ma napady paniki to raczej ciężko mówić o tym, żeby sobie świetnie radził. Laurent to wiedział. I teraz pozostawało pytanie co zamierzał z tym zrobić. Syndrom wyparcia powoli mu mijał i pogodził się z tym, że to się po prostu stało.
- T-tak. Znamy się... - Nie dało się nie usłyszeć małego zawahania w głosie Laurenta. - Trochę... niepoprawnie... biorąc pod uwagę... hm... naszą znajomość również. - Właściwie nie wiedział nawet jak to ująć w słowa, ale było w tym coś naprawdę niepoprawnego. Na tyle, że Laurent odrobinkę spanikował. Na szczęście nie dosłownie. - Ludzie nie robiliby wielu rzeczy, gdyby znali konsekwencję. - Niby oczywiste, A JEDNAK. Ludzie chcieli zrobić coś inaczej, kiedy wiedzieli, jaką cenę przychodziło im zapłacić. Niestety - tak się nie dało. - Cieszę się, że już cię to tak nie męczy. - Pozbierał po drodze swoje rzeczy z odrobiną zażenowania, że w ogóle musi to robić i spoglądając po pracowników, bo pewnie niejeden zapuścił żurawia za tą akcją. Miał tylko nadzieję, że nie będzie niewygodnych komentarzy. Kiedy już przeszli tę odległość do stajni, a Laurent upewnił się, że jego twarz wygląda W MIARĘ, na tyle, żeby tu się w ogóle pokazać, odezwał się w jeszcze jednej... albo właściwie tej samej kwestii. - Posłuchaj, Philipie... to, że nasz układ nie jest już w mocy nie znaczy to, że straciłeś moją sympatię. Zawsze będziesz przeze mnie mile widziany.