• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Greater London Ulica Pokątna v
« Wstecz 1 … 5 6 7 8 9 Dalej »
[2 maja 1972, mieszkanie Stelli] Chyba powinniśmy porozmawiać || Stanley & Stella

[2 maja 1972, mieszkanie Stelli] Chyba powinniśmy porozmawiać || Stanley & Stella
Ogórkowy Baron
Świat nie ma sensu. Trzeba mu go nadać samemu
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Stanley mierzy około metra dziewięćdziesięciu wzrostu i jest atletycznej budowy ciała. Jego krótko ścięte, zaczesane na bok ciemnobrązowe włosy okalają owalną twarz, która zrobią piwne oczy. Zawsze ma lekki, kilkudniowy zarost w postaci wąsa i brody. Na co dzień można go spotkać noszącego mundur brygadzisty. Jeżeli jednak uda się komuś go wyciągnąć na jakąś aktywność niedotyczącą pracy to przybędzie w długim, ciemnym płaszczu, a pod spodem będzie miał koszulę i najprawdopodobniej krawat. Wypowiada się w sposób spokojny dopóki nie zostanie wyprowadzony z równowagi.

Stanley Andrew Borgin
#11
29.08.2023, 16:50  ✶  

Dużo prościej było coś założyć, niż dowiedzieć się jak to było naprawdę, a już na pewno kiedy beczka z prochem miała za moment eksplodować. Sami się jednak wzajemnie napędzali w tej spirali złości i gniewu, nie potrzebowali nikogo więcej do tego. Potrafili się dobrze dogadywać, współpracować ale jak widać byli w stanie też się porządnie pokłócić. Avery miała swój charakterek, który teraz wychodził na wierzch pod wpływem emocji - Borgin też go oczywiście miał, wszak nie był świętym w tym pomieszczeniu, niestety też pozwolić mu wziąć górę nad sobą.

Stanley nie potrafił tego zrobić. Był skłonny na wiele ale nie na to aby się nie martwić. Z drugiej strony, skoro tak bardzo chciała aby tego nie robić, to kim on był by się sprzeciwić? Miał jeden problem - nie wiedział na ile te słowa są teraz prawdą, a na ile zostały wypowiedziane w przypływie chwili. I czy na pewno były tym co chciała?

Borgin mrugnął kilka razy szybciej na to co usłyszał. Lubimy uciekać przed problemami... Zatkało go bo po prostu... miała rację. Zdał sobie sprawę, wręcz uświadomił sobie, że to prawda. Może nie całkowita, ponieważ starał się walczyć i próbować ale częściowa na pewno. Była to jedna z alternatywnych dróg, które był w stanie podjąć aby uniknąć odpowiedzialności - Prawda... To chciałaś usłyszeć? - zgodził się, przytakując głową. Gdyby wąchał kwiatki od dołu to nie byłoby tej sytuacji, kłótni, tych wszystkich złych emocji. Ciężko mu to przeszło przez usta ale skłamałby, nie zgadzając się z jej słowami. To było jak gorzka prawda, której wolał nie poznawać o sobie ale może tak było łatwiej?

On sam nie rozpatrywał tego w kwestii przekroczenia pewnej granicy, a miał jedynie nadzieję, że odwoła swoje słowa, wszak po to też się o to przecież dopytał. Wiedział, że przesadzili - on i ona - w tym naskakiwaniu na siebie. Winnych tej sytuacji była dwójka - Stanley Borgin i Stella Avery. Kiedy tylko odwołała swoje słowa, wiedział, że dostali drugą szansę na wyjaśnienie wszystkiego.

Próbował ją uspokoić, sprawić aby poczuła się choć trochę lepiej i może przestała płakać. Nic się jednak nie nauczył się na przestrzeni tego półtora roku od śmierci Kordelii - zamiast powstrzymać jej łzy to sprawił, że było ich jeszcze więcej. Brawo Stanley, jesteś ekspertem w wywoływaniu płaczu... Gratulował sam sobie, ponieważ nie był to największy powód do dumy aby chwalić się nim na lewo czy prawo. Z tego wszystkiego, patrząc na stan Stelli, obawiał się, że ta nie będzie w stanie się odezwać. Ciężko jednak było prowadzić dyskusję czy rozmowę w pojedynkę, dlatego postanowił dać jej tyle czasu ile tylko będzie potrzebowała - nawet jeżeli mieliby tutaj tak siedzieć, aż do ranka.

Nie wiedział czy się cieszyć czy smucić kiedy na niego spojrzała. Z jednej strony to był dobry znak, z drugiej ten widok powodował ból. Naprawdę widział ją w dużo lepszym stanie, niż dzisiaj... No ale sam, niestety, miał wpływ na ten stan. Nie odezwał się ani słowem, dał swobodę. Jeżeli potrzebowała się jeszcze wypłakać - miała drogę wolną. Na całe szczęście zaczęła mówić i tym samym obawy Stanleya okazały się bezpodstawne.

Wysłuchał uważnie co chciała powiedzieć, a następnie zachęcił ją gestem głowy aby się zbliżyła i przytuliła - Chodź. Weź wdech i wydech... Wszystko będzie dobrze - powiedział, zaczynając trochę od jej ostatnich słów - Nie chciałem aby to tak zabrzmiało przecież... Wiem, że nigdy byś tego nie wykorzystała na mnie aby coś ugrać czy zyskać - dodał, bardzo w to wierząc, tym bardziej, że Avery nigdy mu nie dała podstaw aby twierdzić inaczej - Nic się nie stało... Mnie też trochę poniosło. Nigdy nie powinienem był się odzywać do Ciebie takim tonem po tym wszystkim... Bardzo mi z tym źle, że podniosłem na Ciebie głos. Przepraszam - zapewnił - Co planujesz zrobić... No wiesz... - zapytał, nie chcąc wypowiedzieć tego imienia na głos. Borgin liczył, że dziewczyna domyśli się o co mu chodzi.

Po tym pytaniu zamilkł na dobre dwie, a może nawet trzy minuty. W końcu ciężko westchnął, spuszczając lekko głowę. Bez trudu dało się zauważyć, że coś go ewidentnie trapi - zupełnie jakby odbywał jakąś wewnętrzną walkę z samym sobą o to czy o czymś wspomnieć czy nie - Stella... Ja.. Zrobiłem coś złego. Coś głupiego. Nieodpowiedzialnego. Dałem się wrobić jak małe dziecko - zaczął powoli, zginając lewą dłoń w pięść - Podczas Beltane wypiłem jakąś herbatę od kapłanek i trafiła mi się ta z amortencją... - przyłożył wcześniej zgiętą pięść do czoła, kręcąc przecząco głową - Ruszyłem później w kierunku tych całych pali i zaślepiony tą całą amortencją, zaczepiłem jakąś Merlinowi ducha winną dziewczynę... Wszystko się kurwa zgadzało z tymi całymi losami... Miała mieć wianek z róż, miała... - zamknął oczy - No i ją zaczepiłem... Wiesz jak to jest pod wpływem amortencji, pragnąłem jej towarzystwa i zrozumienia... Z innego losu wynikało, że miała mieć na imię Lucy. Gdyby nie ta cała herbata to nigdy bym nie brał tych losów pod uwagę, wiesz przecież jaką mam opinię o tych wszystkich przepowiedniach i wróżbach... Niestety tym razem dałem się temu ponieść... Zaczepiłem ją i zauważył to jej brat, o mały włos nie doszło do bójki między nami ale rozdzieliła nas moja znajoma z czasów Hogwartu - otworzył oczy, wpatrując się w podłogę, zupełnie tak jak Stella wcześniej w swoje skarpetki. Ta podłoga musiała być bardzo ciekawa, bo za nic w świecie nie chciał się od niej oderwać - Po chwili to wszystko minęło i okazało się, że to nie jest żadna Lucy tylko Jackie... W ramach odkupienia win dostałem jej wianek i miałem go wrzucić na ten przeklęty pal, na co się zgodziłem aby załagodzić sytuację. Zszedłem z niego i dałem nogę z sabatu, uciekłem. Nie chciałem aby doszło do czegoś więcej, chociaż coś mnie pchało w jej kierunku to wiedziałem, że to nie jest to. Że to nic prawdziwego bo mam przecież Ciebie - zacisnął na moment usta aby przełknął ślinę przez wielką gulę, którą miał teraz w gardle - No i tu się pojawia problem... Pierwszy raz ją w życiu widziałem. Nie miałem z nią żadnej styczności, a czuję się dziwnie. Przygnębienie, pustkę... Jakby nie wiem, czegoś mi brakowało w życiu - skończył tłumaczyć, a następnie zamilkł, zwalniając maszynę losując, wszak nie miał pojęcia jak Stella może na to zareagować. Stanley chciał jednak jej o tym powiedzieć od razu po tym kiedy tylko zawiesił ten cholerny wianek na palu. Musiał być chociaż z tą informacją szczery z Avery.



"Riddikulus!"
- Danielle Longbottom na widok Stanleya Bo[r]gina

"Jestem dumna, że pomagałeś podczas zamachu."
- Stella Avery na wieści o udziale Stanley w walkach podczas Beltane 1972
Urokliwa wiolonczelistka
to piekło - nie raj, to tutaj się kończy świat
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Stella mierzy 165 centymetrów wzrostu, należy raczej do szczupłych kobiet. Buzię ma okrągłą, posiada pucułowate policzki, które dodają jej uroku. Oczy ma w kolorze orzechowym, włosy długie, jasne, najczęściej nosi je rozpuszczone. Ubiera się bardzo starannie, dba o to, aby zawsze wyglądać nienagannie. Pachnie cytrusami.

Stella Avery
#12
31.08.2023, 08:57  ✶  

Kiedy coś jest zamiatane pod dywan od dawna trudno to odkopać. Temat był bardzo niewygodny dla panny Avery, dlatego też tak mocno przeżywała. Sama nie wiedziała, który był gorszy. To nieszczęsne Beltane z Theonem, czy informacje na temat jej pochodzenia i tych niesamowitych umiejętności. Zdenerwowała się bardzo, najgorsze, że nie potrafiła panować nad swoimi emocjami. Stanley znał ją na tyle, że wiedział, że czasem reagowała przesadnie. Tak było i tym razem. Miała nadzieję, że nie przekreśli to niczego.

Po tej całej eskalacji bardzo szybko dotarło do niej, że nie chce tego. Nie chciała się kłócić. Miała tak niewiele radości w swoim życiu, że naprawdę było to zupełnie zbędne. Dużo prościej byłoby to wyjaśnić na spokojnie, może i się uda, jak dojdzie do siebie. Musiała się uspokoić, co wcale nie było takie proste. Potrzebowała dłuższej chwili. Grunt, że udało jej zatrzymać Borgina tutaj. Dał jej szansę, po raz kolejny. Nie wyszedł, nie trzasnął drzwiami, pomimo tych nieprzyjemnych słów, które zostały wypowiedziane w jego kierunku. Miała jednak szczęście, że to właśnie on był przy niej. Nie sądziła, że wielu było takich, którzy nie mieliby problemu z tym, żeby tu zostać po tym wszystkim, co zostało wypowiedziane.

Zupełnie niepotrzebnie dolewała oliwy do ognia, przez co i Stanley reagował dosyć mocno. Nie dziwiła się, wszak też miał prawo to przeżywać. Stella miała świadomość, że potrafiła być podła, zresztą teraz był tego przykład. Jeśli coś było dla niej niewygodne, to robiła się niemiła. Nie znosiła rozmawiać o problemach, wolała przed nimi uciekać. Tym razem jednak nie wyszło. Wypadałoby, aby to wszystko wyjaśnili tu i teraz i mieli już za sobą.

Skoro została zachęcona do tego, żeby się zbliżyć, to nie miała oporów przed tym, żeby to zrobić. Przesunęła się na tej kanapie do Stanleya i pozwoliła sobie wtulić się w niego. Bliskość Borgina spowodowała, że łzy ponownie popłynęły jej po policzkach. W ten sposób pozbywała się negatywnych emocji. Najwyraźniej. Czuła, że jeszcze chwila, jeszcze moment, a wszystko wróci do normy. Poradzą sobie z tym, tak, jak radzili sobie z wszystkimi innymi problemami. Musieli, nie wyobrażała sobie, że mogłoby być inaczej. - To dobrze, że wiesz. - Miała nadzieję, że mówi szczerze i faktycznie zdaje sobie sprawę, że nie wykorzystywała go w żaden sposób, kiedy był nieświadomy. Naprawdę dla niej też było bardzo istotne to, że patrzył na nią w ten sposób bez tych wiłych umiejętności. Odsunęła się też od niego, przestała już płakać, udało się jej uspokoić.

- Nie przepraszaj, ja też przesadziłam. Myślę, że wina leży po obu stronach. - Nie zamierzała wyjątkowo nawet udawać, że jest inaczej, bo jej też było głupio, że dała się ponieść emocjom. - Nie mam pojęcia, to coś dziwnego, muszę to zrobić jak najszybciej, nie chce tego uczucia. To jest dziwne i nienaturalne, bo jak to możliwe, że wczoraj kochałam kogoś innego, a dzisiaj, dzisiaj ta jedna osoba przysłoniła mi wszystkie inne. - Próbowała zrozumieć mechanizm, ale nie szło jej to jakoś specjalnie dobrze. Uważała, że jest to niemożliwe i coś musiało mieć na to wpływ, bo na pewno nie było to naturalne.

Widziała zawahanie na jego twarzy, jakby coś jeszcze go trapiło. Najwyraźniej naprawdę mieli dzisiaj o czym rozmawiać. Niby jeden wieczór, a jak namieszał. Kto by się spodziewał, że to się tak skończy. Słuchała uważnie tego, co miał jej do powiedzenia. Trzymała emocje na wodzy, nie dawała po sobie poznać, co o tym wszystkim myśli. Było tego sporo. Cóż, mimo wszystko sytuacja Borgina wyglądała zdecydowanie lepiej od tego, co zrobiła ona. Był pod wpływem amortencji, nie miał wpływu na to, co robił. Ten eliksir był bardzo silny. Może i powinien być bardziej uważny... Jednak wiadomo, jak to jest podczas sabatów, różne rzeczy się dzieją, tu zjesz ciastko, tam wypijesz herbatkę i klops.

Wyciągnęła dłoń, żeby złapać go za rękę. - Nic się nie stało, przecież to nie twoja wina. Na tych sabatach często sprzedają wątpliwe produkty. Zdarza się, że doleją za dużo tego, czy owego. Dziwne jest tylko to, że za nią tęsknisz, ale to jest trochę podobne do tego, co mi się przydarzyło. - Tyle, że ona w przeciwieństwie do Borgina nie czuła tęsknoty, a ogromną miłość skierowaną ku Yaxleyowi.

Ogórkowy Baron
Świat nie ma sensu. Trzeba mu go nadać samemu
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Stanley mierzy około metra dziewięćdziesięciu wzrostu i jest atletycznej budowy ciała. Jego krótko ścięte, zaczesane na bok ciemnobrązowe włosy okalają owalną twarz, która zrobią piwne oczy. Zawsze ma lekki, kilkudniowy zarost w postaci wąsa i brody. Na co dzień można go spotkać noszącego mundur brygadzisty. Jeżeli jednak uda się komuś go wyciągnąć na jakąś aktywność niedotyczącą pracy to przybędzie w długim, ciemnym płaszczu, a pod spodem będzie miał koszulę i najprawdopodobniej krawat. Wypowiada się w sposób spokojny dopóki nie zostanie wyprowadzony z równowagi.

Stanley Andrew Borgin
#13
02.09.2023, 23:23  ✶  

Kiedy Stella się zbliżyła, a następnie przytuliła, zrobiło mu się od razu przyjemniej. Jakoś lepiej, tak jak to było kiedyś - za starych, dobrych czasów. Zupełnie jakby znowu cofnęli się do 1969 czy początków 1970. Bez zająknięcia mógł przyznać, że to było to czego potrzebował po tych ostatnich, ciężkich kilkudziesięciu godzinach. Po za tym ogarnęła go ulga, a wszystkie negatywne emocje odeszły w siną dal - w niepamięć.

Kiedy zaś się odsunęła, ciężko westchnął - Stanley rozumiał, że wracają do trapiącego ich tematu. Że to jeszcze nie koniec tej przeprawy. Mimo wszystko czuł, że musiał ją przeprosić, nawet jeżeli tego nie chciała. Był jej to dłużny i nie miał z tym najmniejszego problemu, aby wypowiedzieć te słowa. Już nawet nie chodziło o to gdzie leżała wina, kto bardziej zawinił, a komu duma nie pozwalała, aby coś zadziałać. To już nie miało teraz żadnego znaczenia. Po raz kolejny musieli po prostu przez to przejść - nie ważne jak wielka to była przeszkoda, o ile nie największa na jaką do tej pory trafili.

- To... Na pewno można jakoś wyjaśnić, coś znaleźć. Jakieś remedium, lekarstwo, rozwiązanie - stwierdził, głośno myśląc. Borginowi bardzo zależało, aby pomóc, zwłaszcza jeżeli Avery nie chciała tego uczucia. Z drugiej strony on sam musiał się pozbyć swojej "tęsknoty" - Mogę podpytać w Ministerstwie. Tam jest przecież dużo utalentowanych osób. Może ktoś będzie coś wiedział albo kojarzył? - zaproponował, próbując znaleźć rozwiązanie dla ich problemu - Albo w świętym Mungu? Mam tam też kilka znajomości... - przyznał, co wcale nie było jakimś wielkim odkryciem. Chyba każdy z absolwentów Hogwartu znał swoich rówieśników, którzy pracowali w szerokiej gamie zawodów - od rzemieślników, artystów przez lekarzy, a na funkcjonariuszach Ministerstwa kończąc - Zresztą nie ważne. Zapytam wszędzie. Będę drążył temat tak długo, aż nie odnajdę na te przypadłość rozwiązania. Masz moje słowo - przysiągł. Stanley zdawał sobie sprawę, że może nie zawsze dotrzymywał słowa, zwłaszcza na początku ich znajomości... Ale z biegiem czasu zaczął wychodzić na prostą i rzeczywiście robił to co mówił.

Może i jego sytuacja wyglądała zdecydowanie lepiej, ale na pewno nie był to powód do dumy. Z jednej strony nie miał przecież większego wpływu na to co wyrabiał pod wpływem amortencji. Z drugiej zaś miał kilkuletnie doświadczenie w brygadzie i powinien był przewidzieć, że coś takiego może mieć miejsce. Nie tak, że nie wierzył w dobre intencje ludzi na sabacie, ale ci ewidentnie chcieli wesprzeć starania innych w poszukiwaniu prawdziwego szczęścia czy miłości. Prawdziwa loteria, które nie brała jeńców, a każdy z biorących w niej udział mógł być główną nagrodą dla kogoś innego.

Podniósł lekko wzrok, mniej więcej na wysokość dłoni Stelli, pozwalając sobie lekko zacisnąć swoją dłoń - Może nie moja. Może moja... Po prostu strasznie mi głupio, że coś takiego miało miejsce i że czuje jakbym dawał oszukiwać samego siebie... - przyznał, spoglądając na Avery - Stella. Dziękuje, że mi powiedziałaś. Doceniam, że mogłaś to po prostu przede mną ukryć, a jednak byłaś szczera mimo, że to ciężki temat - przyznał - Przejdziemy przez to razem, tak jak zawsze i wszystko wróci do normy. Będzie w porządku. Wierzę w to w głębi serca - stwierdził z przekonaniem w głosie. Stanley chciał mieć pewność, że jego przekaz był jasny - nigdzie się nie wybierał. Zamierzał stać przy jej boku, nie ważne jak ciężko by było. Tymi słowami chciał też jej zakomunikować, że nie żywi do niej żadnej urazy o to co się stało podczas Beltane.



"Riddikulus!"
- Danielle Longbottom na widok Stanleya Bo[r]gina

"Jestem dumna, że pomagałeś podczas zamachu."
- Stella Avery na wieści o udziale Stanley w walkach podczas Beltane 1972
Urokliwa wiolonczelistka
to piekło - nie raj, to tutaj się kończy świat
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Stella mierzy 165 centymetrów wzrostu, należy raczej do szczupłych kobiet. Buzię ma okrągłą, posiada pucułowate policzki, które dodają jej uroku. Oczy ma w kolorze orzechowym, włosy długie, jasne, najczęściej nosi je rozpuszczone. Ubiera się bardzo starannie, dba o to, aby zawsze wyglądać nienagannie. Pachnie cytrusami.

Stella Avery
#14
03.09.2023, 23:33  ✶  

Zdecydowanie nie służyły im kłótnie. Całe napięcie zniknęło, kiedy po prostu się do niego przytuliła. Czuła, że wszystko będzie dobrze, że jak zawsze uda im się to naprawić. Tyle już razem przeszli, że nie było rzeczy których nie mogliby przeskoczyć. Opanował ją spokój najwyraźniej tak kojąco działał na nią dotyk Stanleya. Tego potrzebowała. Mogłaby przysiąc, że ta kłótnia, do której doszło przed chwilą wydarzyła się dawno temu.

Niestety musieli wrócić do tego, co dzisiaj było istotne. Nie, żeby jej to sprawiło przyjemność. Ważne jednak było to, żeby dokończyć ten niewygodny temat. Nie mogli przed nim uciec, szczególnie, że wydawał się być dosyć poważny. Wypadałoby, aby to wszystko przegadali. Tyle, że teraz na spokojnie, bez zbędnych nieprzyjemności. Miała wrażenie, że teraz będzie prościej, bo się uspokoili. Nie byli już pełni negatywnych emocji, wszystko powoli zaczęło z nich schodzić. Na całe szczęście, bo przez te ich temperamenty ta cała sytuacja mogła się skończyć dosyć dramatycznie, a pewnie żadne z nich tego wcale nie chciało. Szkoda więc było wypowiadać te wszystkie nieprzyjemne słowa, bo raniły one równie mocno co nóż.

- Tak, masz rację. Zawsze jest jakieś rozwiązanie. Musi być. - Szczerze wierzyła w to, że ma rację. Nie słyszała o takiej sytuacji wcześniej, ale to przecież nic nie znaczyło. Na pewno nic nie znaczyło. Prędzej, czy później uda im się znaleźć rozwiązanie, oby wcześniej, zdecydowanie chciałaby już mieć ten niewygodny problem z głowy. - Może też podpytam, ktoś powinien coś wiedzieć. - Wypadałoby, żeby ona również zainteresowała się tematem. W końcu mieli różne grona znajomych, dzięki czemu mogli podpytać o to więcej osób.

- Poradzimy sobie z tym, na pewno. - Mówiła bardzo pewnie, bo nie wierzyła, że może być inaczej. Na pewno im się uda przezwyciężyć i tę kłodę rzuconą pod nogi. Nie miała pojęcia ile jeszcze przeszkód pojawi się na ich drodze do szczęścia, była jednak gotowa je wszystkie pokonać. Naprawdę zależało jej na Borginie.

Widziała, że Stanley bardzo przejął się tym, co wydarzyło się na sabacie. Jej zdaniem zupełnie niepotrzebnie, amortencja lała się tam litrami, każdy miał prawo zupełnie przypadkiem się przez nią zatracić. Co najważniejsze, on uciekł, udało mu się jakoś z tym wszystkim wygrać. Świadczyło to o jego silnej woli. - Cieszę się, że zostałeś. - Powiedziała jeszcze, bo naprawdę nie wyobrażała sobie, że mógłby stąd wyjść i nie wrócić. - Przepraszam jeszcze raz, obiecuję, że nie będę miała więcej przed tobą żadnych sekretów. - Trochę żałowała, że nie wspomniała mu o pochodzeniu swojej babki wcześniej, prędzej, czy później by to przecież wyszło. Nie wyglądało to faktycznie najlepiej, że zwlekała z tym tyle czasu, miała jednak nadzieję, że zrozumie dlaczego. Wydawało jej się, że już trochę ochłonął i nie miał do niej o to aż takich pretensji.

Skoro już sobie wszystko wyjaśnili, to mogli na spokojnie spędzić razem czas. Oczywiście tyle, ile znalazł go dla niej Stanley. Miała świadomość, że przez te wszystkie wydarzenia na pewno musiał więcej pracować. Nie zamierzała go zatrzymywać przed wykonywaniem swoich obowiązków.



Koniec sesji
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek:
Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Stanley Andrew Borgin (5964), Stella Avery (5302)


Strony (2): « Wstecz 1 2


  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Przydatne linki
Kolejeczka
Tryb normalny
Tryb drzewa