- No tak, tylko teraz trudno jest cokolwiek budować. - Czasy były, jakie były. Wiele się działo, można zginąć z dnia na dzień, co może też popychało ją do podejmowania decyzji bardziej spontanicznie, niż robiłaby to kiedyś, chociaż właściwie czy ona nie była narwana przez całe swoje życie? - Mogłabyś to dla mnie zrobić? Chociaż nie, to głupie. - Bardzo szybko zgasł entuzjazm, nie wypadałoby jeszcze Brenny w to mieszać. Była dużą dziewczynką, na pewno da radę sama sobie poradzić z tą sprawą.
- No nie wiem, czy faktycznie zamordować Brenn. - Spoglądała na partnerkę bardzo uważnie, próbując wyczytać cokolwiek z jej twarzy, szło jej to jednak bardzo średnio. Nie zamierzała też jej tutaj maglować, przecież nie o to chodziło, na pewno jednak jeszcze bardziej będzie skupiać się na obserwacji Bulstrode'a. Musiała poznać jego zamiary, szczególnie, że dotyczyły Longbottom, nie zamierzała pozwolić mu jej skrzywdzić, w żaden sposób. - Będę mieć go na oku. - Dodała jeszcze, żeby Brenna miała świadomośc, że Ruda nie zamierza odpuścić tematu.
- To bardzo cenna prawda życiowa. - Lepiej sprawiać pozory nieogarniętej osoby, bo nikt nie spodziewa się, że może mieć tam pod kopułą wszystko poukładane. Mogła zaskoczyć, w najmniej oczekiwanych momentach. Sama czasem nie do końca potrafiła uwierzyć w to, co robiła pod wpływem chwili, nie zawsze te spontaniczne decyzje okazywały się złe. Prowadziła ją intuicja, która nie myliła się zbyt często.
- Tak, chodźmy, czeka nas długi dzień. - Dopiła jeszcze jednym haustem swoją herbatkę, po czym uiściła opłatę za śniadanie. - Ja stawiam. - Powiedziała jeszcze do swojej towarzyszki i na pewno nie przyjęła odmowy. Później wstały od stołu i ruszyły dalej, w końcu czekał je jeszcze sabat.