• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Greater London Bliskie Okolice Londynu v
« Wstecz 1 2 3 Dalej »
[1/2 maja 1972] Rachunek Sumienia - Śmierciożercy

[1/2 maja 1972] Rachunek Sumienia - Śmierciożercy
Widmo
wiek
sława
krew
genetyka
zawód

Noémie Delacour
#11
29.08.2023, 02:52  ✶  
Rozmowy między mężczyznami Noemie zostawiła bez komentarza ze swojej strony, wyglądało to bowiem jak część rozmowy, która początek miała jeszcze wcześniej. Zresztą wyglądało jak temat do rozmowy, który może być dosyć stresujący, a Francuzka nie lubiła się stresować bez potrzeby.
-Na zszargane nerwy zawsze dobrze działa rum albo seks. Zawsze uważałam, że najprostsze metody działają najlepiej. rzuciła z lekkim rozbawieniem, który objawił się delikatnym, przyjemnym dla ucha śmiechem.
-Mmm obietnica... Jesteś naprawdę słodki. taka obietnica należy do gatunku takich, które się jej naprawdę podobają, a gdyby się ziściła, to niewątpliwie by zamruczała i to dosłownie. Co tu dużo mówić, łatwo było zrobić kobiecie przyjemność. A głaskanie po głowie też lubiła, choć jedynie od tych, którzy zasługują na taki dostęp do niej, jak na przykład przez udowodnienie własnej siły wobec innych. A panna Delacour zdecydowanie należała do tych kobiet, które akurat lubią sobie poflirtować więc z przyjemnością odwzajemniała teksty, które mogłyby przez niektórych zostać uznane za tanie.
Noemie faktycznie była wyluzowana, uważała bowiem, że stresowanie się tym co jest poza jej kontrolą i na co nie ma wpływu nie ma większego sensu i poza straconymi nerwami nic pozytywnego się nie stanie. Jaki był więc tego sens?
Widząc, że Sauriel zbiera się do wyjścia, Noemie postapiła za nim by razem z nim się przenieść w odpowiednie miejsce.
Czarny Kot
Let me check my
-Giveashitometer-.
Nope, nothing.
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Wysoki, dobrze zbudowany, z mięśniami rysującymi się pod niezdrowo białą skórą z fioletowymi żyłami. Czarne, krótsze włosy roztrzepane w nieładzie, z opadającymi na oczy kosmykami. Czarne oczy - jak sama noc. Śmiertelna bladość skóry wpadająca w szarość, fioletowe żyły. Czarna skóra, czarne spodnie, czarna dusza, czarne życie.

Sauriel Rookwood
#12
01.10.2023, 17:20  ✶  

Do tej kryjówki miał prowadzić teleport. To było miejsce, w którym wszystkie znaki, ślady, które mogły się pojawić - miało ich tu nie być. Dlatego Sauriel czekał przy kominku spoglądając, jak jeden za drugim Śmierciożercom podnoszą się, żeby potem stawić się na zebraniu zorganizowanym już przez Chestera. I dzięki bogom. Ale gdzie był w tym wszystkim Robert? O ile Chestera mordy wcale nie chciał oglądać, o tyle Robercika chętnie by tutaj zobaczył. Ten potrafił ogarniać ludzi, przynajmniej w mniemaniu czarnowłosego, miał do nich podejście. Może to dlatego, że nie wzbudzał takiej antypatii swoją osobą? Nie był takim chamem? Stop, w zasadzie to Sauriel mógłby wymienić naprawdę dużo powodów, dla których Robert był przez niego samego bardziej doceniany i lubiany niż Chester. Wujeek-skrzynek chyba po prostu nie lubił kotów. Na pewno to był ten problem. Skoro ich nie lubił to nie miał do nich ręki, cholernie proste. Tak jak Sauriel uważał, że nie ma łap do ludzi, skoro ogólnie za nimi nie przepadał.

Poprosił (ładnie powiedziane - raczej rozkazał), żeby pozbierali ze sobą część rzeczy, żeby nic tu nie zostało i żeby nikt niczego czasem nie zostawił. To miejsce wydawało się dobrą bazą wypadową, a raczej schronem w razie jakichkolwiek wydarzeń, ale to, co podziało się na Beltane, na pewno przyciągnie sporo tropiących i węszących psów. Sam Sauriel by już tutaj nie wracał i liczył na to, że nikomu to też z tu obecnych do łba nie przyjdzie, skoro poszedł odgórny nakaz zabrania ze sobą swoich zabawek. Przywołał gestem dłoni leżącą różdżkę po aurorze, który podwinął kiecę i spierdolił, taki był dzielny. To było już jego prywatne trofeum, Chester na pewno miał wystarczająco środków, żeby kupić sobie nową. Ciekawe, swoją drogą, czy ktoś jego różdżkę znalazł, czy może nie było go dlatego, że jej szukał..?

- Dzięki. Dobra robota. - Zwrócił się bezpośrednio do Ezechiela, chociaż już mu dziękował - ale to stricte za Stanleya. Co prawda nie ściągał maski przez cały pobyt tutaj, bo jednak cenił sobie jak na razie swoją tożsamość, ale ludzi takich jak Ezechiel uważał za iście bezcennych wśród Śmierciożerców. On sam miał już raczej syndrom Sztokholmski, skoro myślał o tym, że przydałby się Robert, który by poklepał po główkach - co za bzdurne wyobrażenie. Biedny Stanley - stary go zostawił za młodu i teraz znowu miał go opuścić. Przynajmniej rodzina Sauriela przy nim była - niby marne to pocieszenie przy takich relacjach, ale najlepiej człowiekowi się robi, jak porównuje siebie do innych utrapień, prawda?

Poczekał, aż zielone płomienie przestaną lizać to otoczenie i odbijać się w posadzce i na buteleczkach. Nie, nie zamierzał tutaj niczego ruszać po chwili zastanowienia czy niszczyć. Nie poszedł taki rozkaz, a on w końcu był od ich wykonywania, a nie wymyślania sobie nowych, prawda? Może rzeczywiście jeszcze czemuś to miejsce miało służyć, może Chester, Robert albo Czarny Pan mieli wobec niego jakieś plany - nie jemu tym zajmować sobie głowę. Upewnił się jeszcze tylko, że wszystko było na swoim miejscu, zanim sam wkroczył w ogień, aby udać się do domu.


Koniec sesji


[Obrazek: klt4M5W.gif]
Pijak przy trzepaku czknął, równo z wybiciem północy. Zogniskował z trudem wzrok na przyglądającym mu się uważnie piwnicznym kocurze.
- Kisssi... kisssi - zabełkotał. - Ciiicha noooc... Powiesz coś, koteczku, luzkim goosem?
- Spierdalaj. - odparł beznamiętnie Kocur i oddalił się z godnością.
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek:
Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Ezechiel von Jundegingen (349), Noémie Delacour (703), Sauriel Rookwood (1954), Stanley Andrew Borgin (1515)


Strony (2): « Wstecz 1 2


  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Przydatne linki
Kolejeczka
Tryb normalny
Tryb drzewa