Ta ekipa, to było zbiorowisko indywiduów, każdy z nich był inny, a jednak łączył ich wspólny cel: poznanie pewnych tajemnic tego świata, które ukryte zostały gdzieś w przeszłości. Tak jak coś zostało ukryte w tym dziwacznym mechanizmie, który kobiety (a właściwie to tylko Pandora), próbowały właśnie rozpracować. Ginewra mogła pomóc jeśli w mechanizmie ukryty był jakiś dziwny szyfr, a nie była to tylko ręczna robótka. No i pilnowała, by z jej pięknymi, zadbanymi paluszkami nic złego się nie stało.
– Nie mam nikogo na oku obecnie – nie była z nikim związana, wyjazd z Egiptu nie był obarczony żadną wielką rozłąką, tęsknotą ani złamanym sercem, zaś tutaj była zbyt krótko, by mieć czas się kimś w ogóle zainteresować. Uśmiechnęła się do Pandory, gdy ta zareklamowała jej swojego brata – a największym żartem było to, jak bardzo ironiczna była to sytuacja, z czego obie panie kompletnie nie zdawały sobie sprawy. To był prztyczek od losu prosto w zgrabny nosek panny Guinevere.
– Symbol jest zawsze, ale to nie tak, że jest przypisany do danej osoby. Bardziej do sytuacji, więc się zmienia, w zależności, o co zapytasz. Moją rolą jest poprawnie to rozczytać i zinterpretować, co często jednak się różni w zależności od kontekstu całej sprawy – i tu nie chodziło wcale o szarlatańskie zgadywanki, a o cały ciąg. Symbole miały jedno, czasami dwa albo trzy znaczenia, ale można je było zamknąć najczęściej w jednym słowie, zaś jedno słowo to było za mało dla odpowiedzi na złożone pytanie. I tu już była rola wróżbity, by odpowiedzieć i dopasować ten symbol i jego znaczenie do pytania. To nie była wcale taka łatwa praca. Wymagała rozmowy z ludźmi, chociażby minimalnego poznania. – Tak, zgadza się. Może nie jestem magipsychiatrą, ale dobry i empatyczny wróżbita może z powodzeniem służyć jako wspomaganie przy zagadnieniach psychologicznych. W moim przypadku pomaga to, że faktycznie jestem dyplomowanym lekarzem, a nie babą z szałasu, która próbuje kogoś otumanić kadzidłem – powiedziała to jako żart… ale czy to rzeczywiście żart był? Chyba nie do końca. – Oczywiście – zgodziła się i uśmiechnęła pod nosem, doskonale rozumiejąc, o co chodzi Pandorze. Najpierw mechanizm, później wróżenie. – Nie mam lęku wysokości, kocham latać – na własnych skrzydłach, nie na paskudnie niewygodnej miotle, w Egipcie popularne były też latające dywany, te nie były takie złe, ale jednak własne ciało było najlepszym wyborem.
Przyglądała się w skupieniu na pracę Pandory, jak grzebie gdzieś, zmienia śrubokręty na inne narzędzia.
– Tak, mogę zmienić na przykład tylko oczy, albo uszy, albo dłonie i tak dalej. Ale to bardzo zaawansowana transmutacja, chyba łatwiej się po prostu przemienić w całości w zwierzę – bo z jakiegoś powodu to animagów było… powiedzmy, że więcej, a niewielki ich odsetek potrafił osiągać formy pośrednie, jak ona. Równie mało było tych, co potrafili zmieniać się w całości w dwa różne zwierzęta. Ale jak widać, nie było to niemożliwe.