• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Anglia Inne części Anglii v
« Wstecz 1 2 3 4 5 6 Dalej »
[ 20 Lipca 1972] Szaleństwo i głupota Laurenta Prewetta | B, V, L, P

[ 20 Lipca 1972] Szaleństwo i głupota Laurenta Prewetta | B, V, L, P
Czarodziej
“People will forget what you said and what you did, but people will never forget how you made them feel.”
wiek
sława
—
krew
—
genetyka
—
zawód
Wiecznie uśmiechnięta dziewczyna o dużych, czekoladowych oczach i dołeczkach w polikach. Ma niecały metr siedemdziesiąt wzrostu oraz szczupłą, względnie wysportowaną sylwetkę. Wyróżnia się charakterystyczną dla Turcji urodą na Londyńskich ulicach — ciemniejszą karnacją, długimi i gęstymi włosami, ciemnymi rzęsami. Zwykle odstaje ubiorem i zachowaniem od typowo angielskich dziewcząt. Mówi dużo i wyraźnie, ale gdy wpada w słowotoki, czasem przebija się odrobina akcentu. Jest bardzo bezpośrednia, uwielbia się śmiać.

Pandora Prewett
#11
14.10.2023, 14:16  ✶  
Brenna miała rację, lepiej było być szurniętym w dobrym towarzystwie niż w osamotnieniu, dzięki tej grupce Laurie też nie będzie czepiał się tylko jej, bo przecież wcale nie kazała akurat tej dwójce tutaj przyjść. Co innego Atreus, jego faktycznie poprosiła, ale brat był chyba pogodzony z jej nadopiekuńczością, a przynajmniej taką miała nadzieję. Słowa Longbottomówny sprawiły, że mimo całej sytuacji roześmiała się lekko i kiwnęła głową, jakby naprawdę była to otucha i pewnego rodzaju sposób na rozładowane napięcia. Spojrzała też na Lestrange, kiwając głową.
- On czasem za dużo gada, ale też nie wydaje mi się, żeby ubrał to tak ryzykownie w słowa. To mądry chłopak, chociaż czasem o tym zapominam przez jego niezdarność. - odpowiedziała, przyznając jej rację. Był może małym, słodkim aniołkiem w jej oczach, ale wbrew jej reakcji pełnej nerw, emocji i wyrzucania z siebie, co popadnie, nie wątpiła w jego inteligencję. Zwłaszcza do biznesów. Miał też dobre serce, zwierzęta go uwielbiały.
- Czy wszyscy razem pracujecie? - zapytała z zaciekawieniem, bo chociaż wiedziała, co robił kuzyn i Brenna, nie miała pojęcia o zawodzie Tori. Wyglądali jednak, jakby się znali. Nic dziwnego, że Bulstrode był babiarzem, jak miał takie ładne koleżanki i aż dziw brał, że żadnej jeszcze nie wetknął pierścionka na palec.
- Czasem ja łamie Ci, czasem Ty mnie, ale i tak jesteś moim ulubionym, niezastąpionym kuzynem. - odpowiedziała ze wzruszeniem ramion, obdarzając sylwetkę mężczyzny pociągłym spojrzeniem, wciąż wzruszona, że rzucił wszystko po jej dramatycznym liście i tu przyszedł.
Naprawdę miło jej było widzieć, że gdy ona szlajała się po świecie-zarówno na jego powierzchni, jak i pod on był bezpieczny. I gdyby słowa czarnowidzącego Cathala okazały się prawdziwe i w końcu faktycznie umrą, nie będzie sam. Mimowolnie jej twarz złagodniała, chociaż nadal była bliska ataku omdlenia lub palpitacji serca. Pandora nigdy nie była człowiekiem kłótliwym, nie była też kimś, kto umiał długo się złościć. Skoro już wiedziała, że go żaden psychopata z przesadnym zamiłowaniem do władzy nie potraktował brzydkim zaklęciem, pojawiło się miejsce na trochę rozsądku. Przetarła oczy, wzdychając bezgłośnie. Całe szczęście, że była na swoich eliksirach, bo w innym przypadku, zwyczajnie skończyłaby się jej energia po takiej dawce stresu. Bardzo też odpowiadało jej, że miał taką rozsądną przyjaciółkę, jak Victoria i oby nie popsuł tego przez seks czy coś, bo takich ludzi należało trzymać blisko siebie. Mogła czasem ostudzić jego zapał.
Siedziała na kanapie, słuchając brygadzistki. Przynajmniej zgadzały się, że nie powinien być sam. Ciemne oczy przeniosły spojrzenie na Laurenta.
- Jak mnie nie będziesz chciał posłuchać, to powinieneś, chociaż swoich przyjaciół i kuzyna. Oni na co dzień mają styczność z tym, jacy to niebezpieczni ludzie. - mruknęła troskliwie, czując, jak palce się jej zaciskają i wbija sobie paznokcie w skórę. Bo co zrobią, jak się nie zgodzi? Wtedy będzie musiała napisać do ojca. Ona sama mogła też spać na podłodze, nie potrzebowała żadnych udogodnień, była przyzwyczajona do namiotów i leżenia na ziemi. Chciała mieć pewność, że nic mu nie będzie. Nie była może ekspertem magii bojowej, ale jej wynalazki potrafiły być naprawdę upierdliwie i niebezpieczne, jeśli tego chciała. Zastosowane w nich mechanizmy często były na tyle nieprzewidywalne, że ich potencjalna ofiara nie była w stanie domyślić się, co zrobi mały żuczek lub wężowa bransoletka.
Uniosła brwi na jej słowa, kręcąc głową.
- Nie zostawimy Cię tutaj przecież samej. - oznajmiła, jakby Brenna przynajmniej upadła na głowę. I co zamierzała zrobić, jak przyjdą w pięciu? Zachwycić ich tańcem brzucha? Niedorzeczne. Nie chciała też przyznawać racji sensownej Tori, bo przecież Brennie mogłoby być przykro. Wierzyła, że mimo bycia brygadzistką, ta miała już doświadczenie większe od niejednego aurora, który unikał pracy w terenie i tkwił za biurkiem. - Rozumiem, dlaczego warto byłoby tutaj zostawić odpowiednie powitanie, gdyby ktoś się pojawił, ale na Merlina, nie sama. I widzisz? Atreus jest dżentelmenem, nie zostawi Cię tu samej też.
Dodała jeszcze, jakby potrzebowała jej wyjaśnić, że faktycznie rozumiała. Uśmiechnęła się słodko do kuzyna, który tylko zyskiwał w jej oczach, nie pozwalając, aby Brennie stała się krzywda. - Kanapa się chyba rozkłada, możecie się zdrzemnąć razem, jest dość duża. Atre bądź tak dobry i zrób mi, proszę, kawy, jak możesz. Mocnej i bez cukru.
Zatopiła spojrzenie w Laurencie, bo zawsze, gdy go widziała całego i zdrowego, łagodniała i uspokajała się całkiem. Miał ją owiniętą dookoła swojego palca, chociaż nigdy nie przyznałaby się do tego publicznie, bo była silną i niezależną kobietą.
- Musisz być zmęczony, usiądź i odetchnij Laurie. Rozgościmy się sami, jak widzisz. - klepnęła z troską miejsce na kanapie, a sama złapała kolejny, głębszy oddech. Kręciło się jej w głowie coraz mniej, cały wewnętrzny chaos odpływał i wizja wywalenia się tu, jak kłoda również, wcale nie było potrzebne, aby dodała dramaturgii. - Przepraszam, że tak na Ciebie naskoczyłam, źle sobie radzę, jak coś ma się stać. Musiałeś być przerażony, jak zobaczyłeś, jak przekręcili ten artykuł.Jesteś zbyt inteligentny, żeby tak się wypowiadać w czasach, które nadeszły.
Nie wspomniała, że zamierzała złożyć wizytę w Proroku i odpowiednio porozmawiać z jełopami, którzy narazili życie jej ukochanego brata. Może złamać im nos? Uścisk chłopaka, który odwzajemnił wcześniej i jego zapach, wciąż tkwił na jej ciele, dając nową porcję siły.
- Ciesze się, że skorzystasz z propozycji kuzyna. Lepsze to, niż żeby ojciec zamknął Cię w domu.. Wzięłam ze sobą koliberki, mogę je wypuścić. Dadzą nam podgląd na okolice domku, można też zaczarować zaklęciem kameleona, to nie będą widoczne. - ostatnie zdanie kierowała bardziej do doświadczonych w walce ze Śmierciożercami Czarodziejów, ruchem głowy wskazując na porzucony plecak. Małe ptaszki były niezwykle użytecznym mechanizmem, zarówno do badania podziemi, jak i do patrolowania okolicy, gdy czegoś lub kogoś chciało się pilnować, ewentualnie uniknąć ataku z zaskoczenia.
Chichot losu
I’m not looking for the knight
I’m looking for the sword
wiek
27
sława
V
krew
czysta
genetyka
widmowidz
zawód
detektyw BUM
Brązowe włosy, ciemne oczy, wzrost wysoki jak na kobietę, bo mierzy sobie około 179 centymetrów wzrostu. Twarz raczej sympatycznie ładna niż piękna, nie wyróżniająca się przesadnie i rzadko umalowana. Brenna porusza się szybko, energicznie, głos ma miły i rzadko go podnosi. Ubiera się różnie, właściwie to okazji - w ministerstwie widuje się ją w umundurowaniu albo w koszuli i garniturowych spodniach, kiedy trzeba iść gdzieś, gdzie będą mugole, w Dolinie w ubraniach, które ujdą wśród mugoli, a na przyjęcia i bale zakłada typowe dla tej sfery zdobione szaty lub suknie. W tłumie łatwo może zniknąć. Jeżeli używa perfum, to zwykle to jedna z mieszanek Potterów, zawierająca nutę bzu, porzeczki i cedru, a szamponu najczęściej jabłkowego, rzecz jasna też potterowskiego.

Brenna Longbottom
#12
14.10.2023, 14:29  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 14.10.2023, 16:39 przez Brenna Longbottom.)  
– Ja nie wiem. Ale nawet jeżeli sam to powiedział, to trudno byłoby mi się na to o niego złościć – przyznała jeszcze Brenna, nim weszły do domu. Nie miała pojęcia, ile byłby skłonny powiedzieć Prewett, a ile pismak wymyślił, ale też tak naprawdę: nie miało to większego znaczenia. A jeżeli szło o to, że Victoria nie uważała tego za paranoję, a Brenna trochę tak… cóż, od rodziny stale słyszała, że przesadza w takich sprawach i na pewno się myli. – Ten sam Departament, różne Biura.

Atreusowi nawet nie odpowiedziała – bo raz, nie potrzebowała kanapy z tej prostej przyczyny, że mogła się przemienić, a jako wilk nie miała nic przeciwko podłodze, dwa, jeśli Laurent się stąd zabierał, nie było i potrzeby do takich środków. Tyle że Brenna wciąż trwała uparcie przy myśli o tym, że przecież nie tylko Prewett był w niebezpieczeństwie.
- Chcę tu przecież zostać jakiś czas po pracy, nie jako Brygadzistka, a zaniepokojona koleżanka. Jeśli uważasz, że warto się z tym zgłosić i Moody przyzna ochronę... lepiej znasz Biuro Aurorów. W Brygadzie pewnie usłyszałabym nie tyle, że to nie nasza działka, a że nie ma dość ludzi - powiedziała Brenna po prostu.
Sama nie sądziła, że ochrona aurorska zostanie przyznana tylko dlatego, że ktoś udzielił wywiadu do Proroka Codziennego, a jeżeli nawet, to że zrobią to natychmiast. Mogła się mylić, ale też wiedziała, że wtedy stracą szansę na faktyczne dorwanie kogoś - informacja natychmiast przejdzie na drugą stronę, i tamci po prostu poczekają parę dni albo uderzą gdzieś indziej.
Ministerstwo Magii było nieskuteczne, bo zostało zinfiltrowane. W konsekwencji mogli tylko reagować, a tu mieli szansę zrobić coś więcej. Dla Brenny liczył się efekt, dorwanie śmierciożerców, ograniczenie liczby ofiar, a łatkę zdrajczyni krwi nosiła od dawna. Po Beltane była tylko jeszcze mocniej zdeterminowana, aby podkładać im nogę, gdzie się to da. Dla Victorii to mogła być praca, która zapewniała pozycję i pewną autonomię od rodziny - dla Brenny liczyło się wyłącznie powstrzymanie kolejnych tego typu katastrof. Tak samo byłoby, nawet gdyby Zakon nie istniał.
Tyle że nie zamierzała też wypunktowywać tego tutaj ani się sprzeczać. Wiedziała, że wykłócanie się nie było dobrym pomysłem. Nie mogła powstrzymać Victorii, jeżeli ta chciała skontaktować się z Harper i nawet nie chciała próbować. Przyznają ochronę? Szansa umknie, ale New Forest będzie bezpieczne. Nie przyznają? Mogła próbować na upartego na własną rękę.
- Tak - przyznała wprost Laurentowi. Akurat z wyjaśnieniem tego ruchu nie miała żadnych problemów, skoro go nie rozumiał. - Jestem po służbie, nie mam planów, a nie chciałabym, żeby Alexander i Vinnie zostali w New Forest sami. Jeśli odpowiedź brzmi nie, w porządku. I… Laurent, chciałam tylko powiedzieć, że nawet jeżeli to przekręcili, to nie uważam, że powiedziałeś w tym wywiadzie cokolwiek złego
Wtedy mogła iść po prostu do lasu. Albo pogadać z drugim Prewettem.
Jakby nie było… Laurent miał tutaj dwóch innych ludzi, feniksa i całe połacie lasu do potencjalnego podpalenia. A Brenna po prostu nie umiała się tym n i e p r z e j m o w a ć. Już taką miała naturę.
Za to na kolejne zachowanie Pandory… Brenna trochę ogłupiała i podniosła w końcu nieco nieśmiało rękę, jakby zgłaszała się do odpowiedzi w szkole. Prewettówna bywała odrobinę przytłaczająca nawet dla niej.
– Panda? Lauri chyba właśnie powiedział, że pójdzie dziś na noc do Bulstrodów? Czy ja źle zrozumiałam? – przypomniała. Tak było najlepiej, bo wtedy nie byłby narażony na niebezpieczeństwo, a i pewnie czułby się lepiej mogąc zostać w towarzystwie jednego i dwóch krewnych, a nie całej ich bandy... – A ja nie muszę być sama. Mogę ściągnąć tutaj mojego brata albo Lucy, jeżeli wyjaśnię, o co chodzi, pewnie się zgodzą. I tak jakby…
Tu wskazała palcem na swoją własną głowę.
– Animag. Nie muszę trzymać straży jako człowiek.
Była zarejestrowana, Laurent wiedział, Victoria też, podobnie jak Pandora, bo widziała ją po przemianie. Atreus… w sumie to jeśli nie czytał rejestru, niekoniecznie, bo w Biurze nie była to żadna tajemnica, ale przecież nikt nie opowiadał codziennie, że Brenna była wilczycą. Było coś niemal ironicznego w tym, jak bardzo całe lata nie mieli ze sobą kontaktu, kiedy jednocześnie przyjaźniła się z jego kuzynką, miała niezłą relację z bratem, w szkole uwielbiała kuzyna, zadręczała drugą kuzynkę, a wuja znała, odkąd pobili się jakieś czternaście lat temu na szkolnym korytarzu. Ale Brenna po prostu wbrew pozorom rzadko narzucała swoje towarzystwo komuś, kto sobie tego nie życzył, a on był trochę z innej bajki niż ona.


Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.
hold me like a grudge
and what an ugly thing
– to have someone see you.
wiek
26
sława
V
krew
czysta
genetyka
aurowidz
zawód
auror
Stosunkowo wysoki mężczyzna, mierzący sobie 183 centymetry wzrostu. Posiada włosy barwy ciemnego blondu i jasne, błękitne oczy. Budowa jego ciała jest atletyczna, a na twarzy często widnieje lekki, szelmowski uśmieszek. Porusza się z nonszalancją i pewną niedbałością. Jest nienaturalnie zimny w dotyku.

Atreus Bulstrode
#13
15.10.2023, 05:19  ✶  
- Nie omieszkam powtórzyć tego Orionowi. Szczególnie tę ostatnią część - parsknął rozbawiony na słowa Pandory, chociaż nawet jeśli mogło to brzmieć jako taki sobie żarcik tylko, to absolutnie nie zamierzał przepuścić tej okazji w wyścigu o tym, kto zasługiwał na miano ulubionego, niezastąpionego kuzyna.
Atreus posłał Laurentowi bardzo długie i bardzo pozbawione jakiegokolwiek wyrazu spojrzenie, kiedy ten obiecał mu (!), że nie będzie tyle paplał. Jakaś część aurora mimowolnie krzyknęła w duchu, żeby kuzyn zamknął mordę, ale na twarzy pojawił się lekki, nieco niezręczny uśmiech, zamiast obrócił się do blatu znajdującego pod ścianą i postarał się, żeby nie pierdolnąć w niego z całej siły głową. Może faktycznie lepiej było, żeby sobie stąd poszedł i zostawił ich wszystkich samych, bo jak Prewett będzie tak sobie żartował, to w końcu wyżartuje też cały kontekst ich niefortunnego spotkania i to nie śmierciożercy zrobią komuś krzywdę, ale te trzy siedzące w saloniku kobiety, które wtedy zmienią się w harpie i rzucą się na niego.
Bulstrode obejrzał się na Migotka i najpierw wzruszył ramionami, a potem machnął na niego ręką, że w sumie jak był taki chętny, to niech robi swoje. Kusiło go też wybitnie, żeby skrzata poprosić, żeby mu podrzucił jakąś butelkę czegoś mocniejszego, bo zaczął odnosić jakieś nieprzyjemne wrażenie, że sobie na trzeźwo z tą całą sytuacją nie poradzi, szczególnie w momencie, kiedy Pandora nieco odjechała i zaczęła paplać o nim i Brennie śpiących razem na tej kanapie. Wyobraźnię potrafił mieć bujną, a do tego rozbujaną ostatnimi dwoma miesiącami na rytuale Beltane, ale jednocześnie ta wizja była wręcz bolesna. Pełna zwyczajowego zastanawiania się nad tym, że to na pewno wina magii i udawania, że wszystko jest w porządku. Ale gdyby byli tu sami, to przynajmniej nie biliby się o podłogę. Zacisnął palce na krawędzi blatu, ale ten na całe szczęście ani drgnął, kiedy się zaparł i knukcie aż mu pobielały od tego jak mocno zaciskał na nim ręce. Jak dobrze, że przynajmniej mógł sobie chociaż chwilę postać do całego zgromadzenia tyłem, bo minę miał aktualnie nietęgą. Tylko Migotek patrzył na niego tak trochę podejrzliwie.
Bardzo doceniał to, co powiedziała Victoria odnośnie tego, kto w ogóle powinien się tą sprawą zająć, ale był zbytnio zajęty zaciskaniem zębów, żeby tak zwyczajnie obrócić się i zacząć jej bić brawo. W końcu jednak wziął głęboki oddech, odchrząknął i odwrócił się przodem do zebranych, opierając nonszalancko o wysepkę dzielącą kuchnię i salon.
- Skoro nie tak dawno biegał tutaj jakiś śmierciożerca polujący na mugolaka to mam wrażenie, że taka ochrona zostałaby tu przysłana całkiem chętnie - rzucił jak gdyby nigdy nic, absolutnie nie patrząc na Brennę i pijąc do wydarzenia, które miało miejsce jakiś miesiąc temu.
- Mam wrażenie, że Pandorze chodziło o to, że skoro się zgłosiłaś na męczennika, ja mogę zostać z tobą. Upieklibyśmy dwie pieczenie na jednym ogniu, bo i nie próbowałabyś się bić z nami o to, żeby trzymać straż i my nie bilibyśmy się z tobą o to, że powinni się tym zająć aurorzy - uśmiechnął się płytko, wlepiając w nią nie do końca przekonane spojrzenie. Z wymienionych przez nią osób już Lucy była lepsza, bo przynajmniej była aurorem. - A co do bycia w moim domu, to tam zawsze też jest mój brat i siostra, która absolutnie nigdzie go nie puści, jak Laurent się już tam znajdzie. Pewnie też odłączy kominek, tak na wszelki wypadek. Nasz drogi przyjaciel więc - wskazał niedbale na Laurenta - Nie ruszy się tam przez noc nawet gdyby bardzo tego chciał.
królowa nocy
some women are lost in the fire
some women are built from it
wiek
27
sława
V
krew
czysta
genetyka
—
zawód
auror, twórca eliksirów
Ma długie do pasa, bardzo ciemnobrązowe, wpadające w czerń włosy. Te, zwykle rozpuszczone lub spięte jakąś spinką, okalają owalną twarz o oliwkowej karnacji, skąd spoglądają spokojne, brązowe oczy. Nie jest przesadnie wysoka, mierzy 167 cm wzrostu i jest stosunkowo szczupła. Swoje bardzo kobiece kształty lubi podkreślać ubiorem. Nosi się najczęściej w czerni. Ciągnie się za nią mgiełka delikatnych perfum – o ciepłej nucie drzewa sandałowego, wanilii, jaśminu, konwalii i pomarańczy.

Victoria Lestrange
#14
15.10.2023, 13:50  ✶  

Czy Laurent za dużo gada… Nie powiedziałaby. Ani, że jest niezdarny – natomiast nie skomentowała już słów Pandory, zachowując zdanie dla siebie. Nie znały się wcale, no tyle co z opowieści Laurenta mówionych tak Victorii jak i Pandorze najwyraźniej.

Brenna wyjaśniła już gdzie pracują, chociaż zawód Victorii widoczny był jak na dłoni – była w charakterystycznym, czarnym mundurze aurorów, wiązanych, czarnych butach, na pasku miała srebrną klamrę w kształcie litery M.

– Nie przepraszaj – powiedziała miękko Laurentowi, bo tak naprawdę to nie miał za co przepraszać. To musiał być dla niego szok, tak sądziła, patrząc na to jak się teraz prezentował, jaką miał minę. Nie był też chyba przyzwyczajony do działania pod aż taką presją. Ale dlatego miał ich – ludzi, którzy mogli i przede wszystkim chcieli go wesprzeć, niezależnie od tego, co działo się w ich własnym życiu.

Odetchnęła trochę, choć może niewidocznie, kiedy Laurent stwierdził, że przeniesie się do Bulstrode’ów – dobrze. Wszystko byłoby dobre, byle tu nie zostawał sam. Później musiała natomiast zmarszczyć brwi, by nadążyć za Pandorą i jej tokiem myślenia. Zupełnie nie rozumiała tego pomysłu dlaczego Brenna miałaby tutaj zostawać, a już w ogóle sama. Przecież to było niedorzeczne.

– Oczywiście, że warto się z tym zgłosić – odpowiedziała Brennie i wtedy wtrącił się Atreus, na co Victoria wskazała w jego kierunku dłonią. – Właśnie dlatego. To już nie jest tylko czyste przypuszczenie i jednorazowa sytuacja. Poza tym chyba nie sądzicie, że tylko dzisiejsza noc jest zagrożeniem. Niestety, ale uważam, Laurent, tak jak ci pisałam, że powinieneś się na jakiś czas przyczaić, nie tylko na dzisiaj. Co najmniej na kilka dni – nie wiedziała co jej na to odpisał, o ile cokolwiek, ale nie zmieniało to faktu, że ucieczka dzisiaj, by w kolejne dni sobie beztrosko hasać po świecie, była skrajnie nieodpowiedzialna i niebezpieczna. – A niezależnie od tego, czy zgłoszenie zostanie potraktowane poważnie czy nie, to sama też tu zostanę, skoro Laurenta tu nie będzie – nie rozumiała, dlaczego Brenna w ogóle wyrzuciła ją z tego równania. Czemu miałaby tu ściągać swojego brata albo Lucy, skoro miała na miejscu Atreusa i ją? Dlaczego Victoria miałaby zgłosić sprawę aurorom, a potem umyć rączki i pójść spać? Przecież to był też jej przyjaciel. Jedna z ważniejszych osób w jej życiu, chociaż być może Longbottom nie zdawała sobie z tego sprawy, bo długi czas z Laurentem zachowywali się tylko tak, jakby po prostu się jedynie znali ze szkoły. Ale z drugiej strony – to by się tutaj teraz nie fatygowała. – Nie rozumiem czemu chcesz tutaj ściągać swoją rodzinę, skoro my tutaj jesteśmy – była tu ona, był Atreus. Pandory nie znała, nie wiedziała na co ją stać, ale była cywilem, natomiast rozumiała, że chciała pomóc bratu. Victoria nie wiedziała, czy w jakikolwiek sposób była przeszkolona w magii bojowej, czy nie.

Pandora usiadła, zaprosiła Laurenta by i on usiadł i wtedy Victoria westchnęła i jeśli blondyn dał się namówić siostrze, to i Lestrange wepchnęła się na kanapę, z drugiej strony Prewetta.

– Nie martw się, wszystko się poukłada. Tylko może dla bezpieczeństwa nie otwieraj listów póki nie będziesz mieć pewności, że nie są obłożone jakąś magią – powiedziała ciszej. Nie po to, żeby reszta nie mogła słyszeć jej słów, a po prostu nie było sensu mówić jakoś strasznie głośno.

Lukrecja
Are you here looking for love
Or do you love being looked at?
wiek
sława
V
krew
czysta
genetyka
selkie
zawód
magizoolog
Wygląda jak aniołek. Jasnowłosy, wysoki (180cm), niezdrowo chudy blondyn o nieludzko niebieskich jak morze oczach. Zadbany, uczesany, elegancko ubrany i z uśmiechem firmowym numer sześć na ustach. Na prawym uchu nosi jeden kolczyk z perłą.

Laurent Prewett
#15
15.10.2023, 15:32  ✶  

Zdania o tym, czy mówi za dużo czy nie były podzielone. Zdaniem Laurenta - mówił zdecydowanie za mało. Niestety świat nie był kolorowy i czasem należało pogodzić się z tym, że nigdy nie będzie sytuacji idealnych, w których możesz powiedzieć wszystko, a w innych wypadkach należy uszanować to, że nie każdy chce o wszystkim słuchać. Rozumiał swoje winy i przewinienia, rozumiał, dlaczego Pandora mogła być na niego zła, czemu Atreus się gniewał, ale nie potrafił, niestety, powiedzieć, że żałuje faktu, że te słowa wypowiedział. Choć... nie, w przypadku Pandory rzeczywiście żałował - tego, że nie potoczyło się to trochę inaczej, że ten nabudowany sekret doprowadził do takiego stanu rzeczy, do takiej rozmowy, do takiego zamieszania... musiał się kiedyś dowiedzieć, jasne, że tak. Ale powinna Edwardowi to powiedzieć Pandora... ach. Laurent o tym teraz nie myślał, nie miał do tego głowy. Nawet jeśli kochana siostra tak pięknie go opisywała. Trudno.

- Posłucham... posłucham. - Powtórzył, starając się nie tracić cierpliwości - zazwyczaj miał jej aż nadto. Dzisiaj miał jej aż za mało. Stał na krawędzi, której przekroczenie spowodowałoby się wylewaniem rzeczy, które już rzeczywiście byłyby oznaczeniem gadania za dużo. W żalu, w złości. Rzeczy takich jak te, które chociażby Atreus mu powiedział. Moja wielka wina. Pokręcił lekko głową w kierunku kuzyna, chcąc mu powiedzieć, żeby odpuścił. Przecież to w tym gronie nic nie znaczyło - te konkretne słowa. A może dając znać, że nie zamierza niczego więcej mówić? To też. Zaraz wrócił spojrzeniem do kobiet, które się zaczęły rozsiadać w salonie - tam było tyle miejsca, żeby pomieścić 4 osoby. Może nawet pięć. Trzyosobowa sofa ze skóry i dwa fotele naprzeciwko kominka. A na kominku przepiękny obraz w pozłacanej ramie przedstawiający kilka syren wynurzających się ze wzburzonego morza - wszystkie ciemnowłose oprócz jednej, której włosy były jak platyna. Nabytek jego ojca, który zamarzył sobie obraz jego matki. A potem jego żona wywaliła go razem z tym obrazem, więc ojciec wcisnął go Laurentowi. Stał i patrzył. Tak, miał nadzieję, że wszystkie w końcu usiądą. Że WSZYSCY usiądą. To nada jakiegoś pozoru... spokoju w całym tym chaosie? - Usiądźcie, proszę. - Zachęcił, tak dla pewności, żeby jednak nie chciały się kręcić po jego domu. Nie dlatego, że im żałował, że się czegoś wstydził. Potrzebował teraz stabilizacji otoczenia, żeby mieć stabilną głowę. Pomijając ten cholerny szum listów, które ciągle przybywały.

- Dziękuję, ale chcę odpowiedzieć na resztki istotnych korespondencji. I owszem, nie powiedziałem takich słów. - Zwrócił się do Pandory, która zaczęła go przepraszać za to wtargnięcie - nie musiała, było naprawdę spokojnie. Ale w jej ustach "jesteś zbyt inteligentny" w tym zdaniu wcale nie zabrzmiało jak pochwała. Raczej, w obliczu jej słów, zanim weszły, brzmiało jak "jesteś WYSTARCZAJĄCO inteligentny". Ale był teraz zły, załamany i rozgoryczony. Więc nie chciał na tym skupiać swojej myśli. - Ale dobrze się stało. Ktoś musi najwyraźniej nazywać rzeczy po imieniu. - Dodał dość cierpko. Jego głos cały czas był spięty, pozbawiony tej naturalnej sympatii, tego ciepła. Tak samo zresztą jak jego twarz i spojrzenie. Jak całe jego ciało.

- Odwołałem już wszystkich gości zaplanowanych do New Forest. Zamierzam odesłać też dzisiaj pracowników do domu, jutro sam tu przyjdę dopilnować, czy wszystko gra. - Czy im się to podobało, czy nie. - Nie zamierzam nigdzie znikać na kilka dni. Potrzebuję chwili poczucia bezpieczeństwa, ale nie zamierzam się chować. - Owszem, to było niebezpieczne, ale może świat czarodziei potrzebował kolejnych ofiar za nazywanie terrorystów terrorystami, żeby się ocknąć? Prawie powiedział: "jeśli zginę - trudno", powstrzymał się jednak przed tym. Za łatwo przyszło mu to zdanie do głowy. Za łatwo było je wypowiedzieć. To przez te emocje... - Powiedz jeszcze jedno zdanie, a znajdę się gdziekolwiek, byle nie u Bulstrodów i z dala od was wszystkich. - Spojrzał na Atreusa na moment, ale zaraz spojrzenie odwrócił. - Mogę wam zostawić klucze, nie ma problemu. - Ach, ach... nie miał tego na myśli, ale naprawdę te nerwy brały górę. Całego siebie obrócił, machnął rękoma nerwowo, jakby chciał rzucić to wszystko w cholerę i skierował się do swojego gabinetu, z którego otwartych drzwi był widok częściowo na salon. Nie zamykał drzwi. Dotknął dłonią skroni i przymknął na kilka chwil oczy, przetarł je, poprawił okulary. I zaczął wyławiać pojedyncze listy, na które chciał odpisać, albo przynajmniej zamierzał na dany moment. Dając im czas na zastanowienie się, kto gdzie zostaje z kim i dlaczego. Resztę listów pozbierał - tyle, ile zmieścił w ramiona i wyszedł z nimi do salonu, żeby wrzucić je do kominka i machnięciem różdżki rozpalić ogień.

- Nie zamierzam niczego otwierać, czytać ani odpisywać. - Zapewnił Victorię, patrząc z odrobiną złości na te koperty, kiedy ogień w błyskawicznym tempie pożerał pergaminy. i Wrócił po tych parę kopert, które zamierzał ze sobą zabrać do Bulstrodów. - Zabieram ze sobą jednego kurczaka do was. - Zwrócił się tutaj do Atreusa. - Muszę po niego pójść do lasu.



○ • ○
his voice could calm the oceans.
Czarodziej
“People will forget what you said and what you did, but people will never forget how you made them feel.”
wiek
sława
—
krew
—
genetyka
—
zawód
Wiecznie uśmiechnięta dziewczyna o dużych, czekoladowych oczach i dołeczkach w polikach. Ma niecały metr siedemdziesiąt wzrostu oraz szczupłą, względnie wysportowaną sylwetkę. Wyróżnia się charakterystyczną dla Turcji urodą na Londyńskich ulicach — ciemniejszą karnacją, długimi i gęstymi włosami, ciemnymi rzęsami. Zwykle odstaje ubiorem i zachowaniem od typowo angielskich dziewcząt. Mówi dużo i wyraźnie, ale gdy wpada w słowotoki, czasem przebija się odrobina akcentu. Jest bardzo bezpośrednia, uwielbia się śmiać.

Pandora Prewett
#16
18.10.2023, 01:22  ✶  
Na Laurenta trudno było się złościć, poziom jego uroku osobistego wykraczał poza skalę. Byłaby skłonna wybaczyć mu wszystko, zwłaszcza jeśli robią swoją niewinną minę. Rozumiała, co Brenna miała na myśli. Ciemne oczy ponownie przesunęły po twarzach pracownic Ministerstwa, a sama Pandora kiwnęła głową.
- Wtedy się na mnie pogniewa Atre.. Niech to będzie nasz mały sekret? - poprosiła go z uroczą miną, ciesząc się, że twarz mu złagodniała nieco i udało się jej rozbawić. Wiedziała, że też się martwił, a do tego jako auror, miał pewnie tysiące rzeczy i paskudnych morderstw na głowie. Prawda była taka, że był jej ulubionym kuzynem, głównie przez to, jaki był pozytywny i jak łatwo wywoływał u ludzi uśmiech.
Nie myślała o jej animagii, chciała po prostu, aby Brenna się wyspała, a Atreus pomimo bycia kobieciarzem, nie tknąłby żadnej Pani bez jej zgody, więc o to była spokojna. Zresztą, cóż za przyjemność spać na dworze? Znając ją, całą noc by czuwała i biegała dookoła Laurentowego domku, towarzysząc mechanicznym świetlikom, które chciała wypuścić.
- Brenna, jesteś takim dobrym człowiekiem. - mruknęła pod nosem, szeptem praktycznie, pełnym wdzięczności. Gdyby miała wskazać osobę najbardziej bezinteresowną i pomocną, byłaby to właśnie Longbottomówna z duetem z Hjalmarem. Nie wtrąciła się jednak w rozmowę, nie miała pojęcia o procedurach i innych rzeczach związanych z ich pracą, a swoją opinię wyraziła chwilę wcześniej. Nie mogła przecież zostać tu sama, to było zbyt ryzykowne. A poczciwa Gryfonka chciałaby zbawić cały świat, były w tym zresztą podobne. I niby Panda wiedziała, że to niemożliwe, ale nie chciała odczepić się od myśli, że trzeba walczyć z bandą psychicznych wyznawców zakompleksionego Czarnoksiężnika o lepsze jutro dla każdego w świecie magii, jak i tym mugolskim. - A biegał? - spojrzała na kuzyna, przenosząc na niego wzrok, nieco zaskoczony. Przebywała niemalże ciągle poza Wielką Brytanią, nie była specjalnie na bieżąco. Stuknęła palcami o swoje kolano, nieświadoma perypetii Atreusa dotyczących Brenny i tego, że Beltane ich połączyło. I że zaproponowała im wspólną kanapę, która faktycznie, u normalnych ludzi mogła wzbudzać jakieś nieprzyzwoite podszepty. Dla niej jednak spanie z kimś było po prostu spaniem, nijak miało się do seksu. - Może to nie taki zły pomysł, na pewno byłoby bezpieczniej.
Gdy ta podniosła dłoń, posłała jej pytające spojrzenie i serdeczny uśmiech. Oj brunetka bywała przytłaczająca, brutalnie bezpośrednia i naiwna w swojej niewinności.
- Tak tylko mówię, nawet jak go tu nie będzie, chcesz tu zostać, nie? Najwyżej młody go weźmie, ja zostanę z Tobą. Lub też poprosisz swoich przyjaciół, jak wolisz. Zresztą, czy Victoria i Atre nie są aurorami, przeszkolonymi w boju? O widzisz? Dlatego on jest moim ulubionym kuzynem!- zakończyła z entuzjazmem, patrząc na niego z wdzięcznością, bo może faktycznie z tych emocji, nieco zagubiła się w wątku i w rozmowie. Wciąż miała szybko bijące nerwy i po wyobraźni latały jej niezbyt ładne obrazy tłumaczenia reporterce, co było nie tak z tym wywiadem. - Po prostu nie chciałabym, ba, nie zniosłabym, gdyby coś Ci się stało i nie mogła znieść myśli, że tkwisz tu sama po tym Proroku. To prawda, Florence jest niezastąpiona w takich sytuacjach. I umie usadzić każdego na tyłku.
Dodała jeszcze, palcami przesuwając po szyi, a potem zgarniając za ucho kosmyk włosów, jakby trochę się tłumaczyła. Ciągle zapominała, jak silną była czarownicą brunetką, jak duże miała doświadczenie. A Panna Bulstrode była w stanie nawet doprowadzić do trzeźwości umysłu jej ojca, którego wcześniej doprowadzili do szału. Był to wyczyn. I Pandorę też umiała, gdy już zdarzało się, że wybuchła. Wbiła spojrzenie w Victorie, zastanawiając się nad jej rozsądnymi, jak zwykle zresztą, słowami. Nie znała jej wcale, ale wyglądała na kogoś, na kim Laurie mógł polegać. - Masz rację, jedna noc to za mało. - przyznała jej cicho, spoglądając na Migotka, któremu podziękowała za kawę, o którą prosiła wcześniej. Gorący napar ożywiał, sam jego zapach wywoływał przyjazny dreszcz, a krótka myśl o pewnej czarownicy przemknęła przez jej umysł, malując przed oczami jej wizerunek. Zawsze już będzie kojarzyła się jej z kawą. Spojrzała na swój plecak, potem na Laurenta i Victorie, a potem zrobiła łyka kawy. O listach ona sama nie pomyślała, więc była pod wrażeniem tego, że Tori na to wpadła, uśmiechając się jedynie ciepło pod nosem. Laurent nie wyglądał wcale dobrze, a ona miała coraz większe wyrzuty sumienia za swój temperament. Wcale nie miała na myśli tego, że nie był TYLKO WYSTARCZAJĄCO inteligentny, a zwyczajnie inteligentny, bardziej niż ona, bo jej wiedza była głównie mechaniczna lub z książek. Kolejny łyk kawy parzący w usta, paznokcie uderzyły w kubek, ale nie odezwała się słowem, jedynie spoglądając w tlący się w kominku ogień. Nieco zdziwiła ją chęć zabrania akurat kurczaka. - Twój Abraskan tu też jest, czy w rodzinnej stajni? - zapytała tylko, nie przenosząc jednak spojrzenia na brata. Wiedziała, że więź Prewetta z magicznym koniem, którego sobie oswoił, była wyjątkowa. Mara była wściekła, że jej tu nie zabrała. - Mam kilka zabawek, jeśli się wam przydadzą, poza tymi koliberkami- wyjęła różdżkę z kieszeni, przywołując plecak. Wyjęła z niego wspomniane ptaszki i napędziła magią, a te zaczęły krążyć nad głową, rozglądając się nerwowo. Chwilę potem skierowały się jednak w stronę okien, szukając uchylonego, aby wylecieć na dwór. Wyjęła lustereczko z bocznej kieszeni, które otworzyła i położyła na swoich kolanach, spoglądając na to, co widziały jej mechaniczne zwierzęta. Nie chciała, aby poszedł do domu kuzynów tylko na jedną noc, ale przecież ostateczna decyzja należała do niego samego, nawet jeśli by się z nią nie zgodziła. Podniosła na niego zmartwione spojrzenie.
Chichot losu
I’m not looking for the knight
I’m looking for the sword
wiek
27
sława
V
krew
czysta
genetyka
widmowidz
zawód
detektyw BUM
Brązowe włosy, ciemne oczy, wzrost wysoki jak na kobietę, bo mierzy sobie około 179 centymetrów wzrostu. Twarz raczej sympatycznie ładna niż piękna, nie wyróżniająca się przesadnie i rzadko umalowana. Brenna porusza się szybko, energicznie, głos ma miły i rzadko go podnosi. Ubiera się różnie, właściwie to okazji - w ministerstwie widuje się ją w umundurowaniu albo w koszuli i garniturowych spodniach, kiedy trzeba iść gdzieś, gdzie będą mugole, w Dolinie w ubraniach, które ujdą wśród mugoli, a na przyjęcia i bale zakłada typowe dla tej sfery zdobione szaty lub suknie. W tłumie łatwo może zniknąć. Jeżeli używa perfum, to zwykle to jedna z mieszanek Potterów, zawierająca nutę bzu, porzeczki i cedru, a szamponu najczęściej jabłkowego, rzecz jasna też potterowskiego.

Brenna Longbottom
#17
18.10.2023, 07:15  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 18.10.2023, 08:20 przez Brenna Longbottom.)  
Spotkanie z dwoma śmierciożercami w pojedynkę brzmiała lepiej niż zostawanie tu samą z Atreusem. Już pomijając, że to psuło jej plany - czego nie mogła pokazać, bo jak wyjaśnić, że byłaby w stanie ściągnąć tutaj całą masę osób? - było to po prostu... trudniejsze niż nawalanie się z kimś na zaklęcia. I o ile wspólna kanapa z każdym na świecie byłaby dla niej tylko kanapą i nijak nie przyjęłaby się taką sugestią, tak Pandora zdołała trafić w jedyną osobę na całym świecie, z którą tej dzielić nie chciała. (No dobrze, z takich powodów przynajmniej, bo istnieli przecież na przykład Borginowie czy Rookwoodowie, ale tu szlo o coś zupełnie innego...) Przez Beltane nawet taki tłuk jak ona wiedział, że między nimi nic nie jest i szybko nie będzie przyjacielskie. A to byłby zły pomysł z jakiegoś miliona powodów, spośród których "nawet jego kumple przychodzą mi powiedzieć, że to babiarz" nie byłby nawet najważniejszym.
A jeśli szło o Lucy i Erika... Plakietka aurora czasem niewiele znaczyła. Brenna widziała ich oboje w walce i w każdej z nich - treningowej, prawdziwej, przeciwko innym przeciwnikom - postawiłaby każde pieniądze na swojego brata.
- Nie mieli masek - mruknęła odnośnie zeszłego miesiąca. Była pewna, że to nie byli śmierciożercy. Naśladowcy? Cóż... tu sprawa zaczynała się komplikować. - Przysięgam, Laurent nie został choćby draśnięty. Nawet nie zepsuli mu fryzury - zapewniła pośpiesznie, kiedy okazało się, że Pandora nie wiedziała. Brenna zresztą wciąż czuła się winna, że wtedy ściągnęli kłopoty na Laurenta.
- I przecież nikogo nie biję, jeśli uważacie, że załatwicie tę ochronę, nie będę wam zagradzać drogi.
W tej chwili Brenna została zresztą bardzo entuzjastyczną wielbicielką właśnie tego rozwiązania. A że Victoria oświadczyła, że też zostaje? To... absolutnie nie miała nic przeciwko.
- Mówiąc szczerze... myślałam, że jeśli Laurent znika, to Atreus idzie z Laurentem, ty w takim razie nie będziesz chciała zrobić czegoś takiego po pracy - powiedziała Brenna z pewnym wahaniem.
Wiedziała, że Victoria i Laurent się lubią, ale nie miała pojęcia, jak bardzo są blisko. Łatwo było zobaczyć, że Tori się o niego troszczy - i tutaj, i w Kniei - ale jak daleko to sięgało? Brenna nigdy nie pytała. Zwłaszcza, że sama na pewnym etapie życia widywała Laurenta stosunkowo rzadko. A z nich dwóch to Brenna zawsze po godzinach w coś się pakowała i nawet nie ukrywała, że w minucie skończenia dyżuru na przykład wybiega z Ministerstwa, ale wcale nie do domu, a na miejsce zabójstwa Cody'ego Brandona. Nie wątpiła, że Victoria zrobi wiele dla swoich najbliższych, ale też zawsze mocno kierowała się procedurami i Brenna odnosiła wrażenie, że kobieta pracę woli zostawiać w biurze. A jeśli Laurent by stąd znikał, to zagrożeni byli tylko Vincent i Alexander. A Brenna nawet nie wiedziała, czy Lestrange ich znała.
- Jeśli chcesz zostać, to świetnie - dodała szczerze. Bardzo, bardzo szczerze, bo już pomijając, że ufała umiejętnościom walki Victorii, a to nie tak, że chciała tu popełnić samobójstwo, to po prostu przy niej łatwiej było zachowywać się jak na dorosłą, odpowiedzialną osobę przystało. To znaczy, na tyle, na ile ktoś taki jak Brenna w ogóle to potrafi. – Daj spokój, Panda. Po prostu jeśli nic przez tydzień nie próbuje mnie zabić, zaczynam się nudzić – rzuciła lekkim tonem, opadając po prostu na podłokietnik jednego z foteli, skoro Laurent o to poprosił.
Nie skomentowała słów o tym, że dobrze się stało i ktoś musi nazwać rzeczy po imieniu. W końcu… już powiedziała, że nie uważa, że zrobił coś złego. Co do pracowników, nie była sama pewna, czy to dobre, czy złe rozwiązanie. Nie chciała, by coś złego spotkało tych ludzi, ale i wtedy wszystko w New Forest stanie się bezbronne.
Nie zamierzam się chować…
Z trudem powstrzymała westchnienie.
– Laurent? Jeśli ktoś cię w nich lży… to może oddasz je nam? – zaproponowała cicho, kiedy zabrał się do niszczenia listów. – Śmierciożercy pewnie nie są na tyle głupi, by pisać takie listy, ale ich zwolennicy być może już tak.
A wtedy warto wiedzieć, na kogo uważać.
A że nie będą podpisane?
Istniały sposoby, by te podpisy wyciągnąć.
- Mogę iść z tobą - mruknęła jeszcze odnośnie lasu (ale nie zamierzała też przy tym obstawać, gdyby cała reszta planowała to samo - nie mogli w końcu otaczać Prewetta na każdym kroku całą grupą).


Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.
hold me like a grudge
and what an ugly thing
– to have someone see you.
wiek
26
sława
V
krew
czysta
genetyka
aurowidz
zawód
auror
Stosunkowo wysoki mężczyzna, mierzący sobie 183 centymetry wzrostu. Posiada włosy barwy ciemnego blondu i jasne, błękitne oczy. Budowa jego ciała jest atletyczna, a na twarzy często widnieje lekki, szelmowski uśmieszek. Porusza się z nonszalancją i pewną niedbałością. Jest nienaturalnie zimny w dotyku.

Atreus Bulstrode
#18
20.10.2023, 04:11  ✶  
Wyglądał, jakby przez moment jeszcze rozważał jej propozycję, zwyczajnie się z nią w ten sposób drocząc, jednak wreszcie przechylił głowę z bok, jakby ostatecznie ulegając jej prośbie i uśmiechnął się do Pandory polubownie.
- Było zgłoszenie... - powiedział nieco wymijająco, wzruszając ramionami do kuzynki. Nie sądził trochę, że zwyczajnie nie była tego świadoma. Z drugiej jednak strony nie dziwił się Laurentowi, że postanowił przed resztą rodziny zataić tę sprawę, a on sam wiedział o niej chyba tylko dlatego, że sprawa została zgłoszona do Ministerstwa. I nawet się nie zdziwił, jak Brenna zaraz zaczęła tłumaczyć, że przecież Prewettowi nic się nie stało. Po prawdzie to chyba bardziej by się zdziwił gdyby okazało się, że wcale w tym palców nie maczała.
Migotek zebrał od wszystkich zamówienia i dokończył robienie napojów. Tak więc przed Pandorą stanęła jej czarna kawa, a Atreus akurat w ręce coś, czym mógł się zachłysnąć, słysząc to co Brenna miała dalej do powiedzenia. Zakaszlał, zakrywając dłonią usta i spoglądając Longbottom prosto w oczy, samemu nie wiedząc co myśleć o tym, z jaką lekkością to właśnie powiedziała. Zżuł jednak cisnące się na usta słowa bo po pierwsze, co jej miał w tym momencie powiedzieć? Proszę przestań? A po drugie, takie prośby wydałyby się co najmniej podejrzane, bo nie miał żadnego biznesu w tym, żeby jej mówić co miała robić, o ile ktoś nie wiedział jak bardzo go torturowała swoimi wypadami.
- Ja pójdę - oznajmił pewnie, wymijając kontuar i tym samym dając znać, że był najbardziej gotowy ze wszystkich, żeby się z nim przejść po jego przerośniętą kurę. Czuł trochę, że jeszcze jedno zdanie Brenny na temat tego, jak bardzo chce tu na wszelki wypadek zostać, albo jak bardzo jej się nudzi bez dziennej dawki adrenaliny to ją tu zaraz na miejscu udusi i będą go sądzić, jakby nie miał powodu. - Możesz mi po drodze powiedzieć, jak tam Pałkarz. Victoria, pykniesz sowę do biura? - dodał jeszcze, przesuwając się przez salon w stronę drzwi, ale ostatecznie oparł się o framugę, czekając aż Laurent będzie na pewno gotowy żeby wstać i iść.
królowa nocy
some women are lost in the fire
some women are built from it
wiek
27
sława
V
krew
czysta
genetyka
—
zawód
auror, twórca eliksirów
Ma długie do pasa, bardzo ciemnobrązowe, wpadające w czerń włosy. Te, zwykle rozpuszczone lub spięte jakąś spinką, okalają owalną twarz o oliwkowej karnacji, skąd spoglądają spokojne, brązowe oczy. Nie jest przesadnie wysoka, mierzy 167 cm wzrostu i jest stosunkowo szczupła. Swoje bardzo kobiece kształty lubi podkreślać ubiorem. Nosi się najczęściej w czerni. Ciągnie się za nią mgiełka delikatnych perfum – o ciepłej nucie drzewa sandałowego, wanilii, jaśminu, konwalii i pomarańczy.

Victoria Lestrange
#19
20.10.2023, 19:09  ✶  

Może jej się tylko wydawało, ale czuła się tutaj trochę jak takie piąte koło u wozu. Może źle na to patrzyła, może to nieodpowiednia perspektywa ostatnich tygodni, w których właściwie ciągle doznawała odrzucenia i tego, że jest gdzieś niechciana. Trudno zmienić perspektywę, a tutaj trochę tak się czuła. Gdzieś tam z boku, bo co miała tutaj do powiedzenia – nic. Chciała pomóc, chciała dla Laurenta dobrze, i to wcale nie tak, że wiedziała najlepiej, ale uważała, że popełniał ogromny błąd przez to, że nie chciał dać sobie kilku dni, żeby w spokoju przeanalizować sytuację i wymyślić plan działania. Czasami działanie pod wpływem emocji było naprawdę złe, bo te emocje potrafiły być tak złym doradcą… Więc nie, nie podobało jej się, że Laurent zgadzał się na „chwilę poczucia bezpieczeństwa”, by od następnego dnia działać, gdzie to następne dni będą dużo trudniejsze niż dzisiejszy, bo ludzie się otrząsną… i ten, kto ma potencjalne złe zamiary dla Laurenta zdąży przemyśleć sprawę, by uderzyć… O ile ktokolwiek w ogóle uderzy. Dzisiaj, jak podejrzewała Victoria, będzie najspokojniej. Ale tym bardziej dlatego trzeba było spróbować załatwić aurorów… Żeby ktoś miał oko, skoro Laurent nie zamierzał być ostrożny.

Zachowywał się według niej bardzo głupio.

– Jak chcesz. Dlatego tym bardziej uważam, że trzeba to zgłosić – powiedziała, bo nie zamierzała się z nim wykłócać, nie miała na to siły ani ochoty, niezależnie od jej poziomu zmartwienia. I zdenerwowania – bo kiedy Laurent powiedział, że jeszcze słowo od Atreusa, to znajdzie się daleko od nich wszystkich, to to było… Cóż. Było niemiłe, kiedy oni chcieli pomóc. A przynajmniej Victoria była daleka od dyktowania Laurentowi co ma krok po kroczku robić. Był niemądry, ale nie powiedziała mu tego na głos.

– Nie wiem skąd taki pomysł – zwróciła się do Brenny, i mówiła całkiem szczerze: bo nie wiedziała skąd Longbottom to się brało, że nie chciałaby pomóc przyjacielowi. I chronić czegoś, na co tyle pracował, i co sprawiało mu tyle szczęścia. Więc tak, chciała zostać, oczywiście o ile Laurent nie miał nic przeciwko.

– Weź też Nieve, o ile gdzieś tu jest – powiedziała do Laurenta, kiedy oznajmił, że musi iść po kurczaka – i nie dziwiła się, ten feniks był zbyt cenny. Zanim zdołała otworzyć buzię, to Brenna i Atreus już się zaoferowali, że z nim pójdą, i wyglądało na to, że padnie na Atreusa. – Tak, napiszę. Laurent? Mogę skorzystać z papieru i pióra? – zapytała jeszcze, chociaż doskonale wiedziała gdzie je w tym domu trzyma. Znała to mieszkanie bardzo dobrze i nie musiała kluczyć po omacku, jeśli Laurent jej na to pozwolił. Chciała napisać list, ale uważała, że wysyłanie go sową to totalna strata czasu. Najbezpieczniej byłoby wrócić się do Ministerstwa i zostawić go na biurku Moody, albo wręcz wcisną jej go w ręce. Wtedy miałaby chociaż pewność, że szefowa biura aurorów go przynajmniej dostała.

Tak czy siak przyniosła papier i pióro do salonu, żeby przy Brennie i Pandorze napisać list do Moody. Zaczynał się on tak: „Szanowna Pani Moody…”.

Lukrecja
Are you here looking for love
Or do you love being looked at?
wiek
sława
V
krew
czysta
genetyka
selkie
zawód
magizoolog
Wygląda jak aniołek. Jasnowłosy, wysoki (180cm), niezdrowo chudy blondyn o nieludzko niebieskich jak morze oczach. Zadbany, uczesany, elegancko ubrany i z uśmiechem firmowym numer sześć na ustach. Na prawym uchu nosi jeden kolczyk z perłą.

Laurent Prewett
#20
20.10.2023, 20:22  ✶  

Zgadza się, jego słowa nie były miłe i zdawał sobie z tego sprawę. Ledwo je wypowiedział i już poczuł wyrzuty wobec siebie samego i winę. Ponieważ nie powinien, ponieważ powinien być sympatyczniejszy, bo przecież powinien trzymać język za zębami. Całe to życie układające się wokół tego, co powinieneś robić i mówić, a co musiało zostać za zasłoniętymi firankami w kuchni. Mógłby chyba to życie... znienawidzić. Mogło się w końcu nazbierać tego tyle wszystkiego, żeby wykoleił się w końcu ze swojej drogi i opadł na bok. Mogło. Nie musiało. I Laurent nie planował do tego doprowadzać.

- Pójdęę z Atreusem. - Pokiwał lekko głową na znak, że wie, że nie chcą, żeby coś się stało i... przecież wiedział. Byli tutaj z dobrej woli, z poczucia... to chyba w końcu była miłość, prawda? Nawet jeśli daleko jej było do tej romantycznej. - Oczywiście, że Michael tutaj jest. Pałkarz zresztą też. - Nawiązywał tutaj do abraksana Atreusa, który został tak nazwany na cześć quidditcha. Chociaż Laurent miał z tym imieniem trochę inne skojarzenia. Znając żarty Atreusa - on też. Ale przecież nie będzie mu mówił jak ma nazywać swojego... konia. I to podarowanego w prezencie. - Muszę większość i tak posortować... dobrze. - Zgodził się po prostu odnośnie tych listów, spoglądając na Brennę, to na Victorię, to na Pandorę... naprawdę chcieli to czytać? W zasadzie było w tym coś racji. Rzeczywiście mogło nadejść coś, co może ich naprowadzi? Albo przesunie się jakieś oczywiste nazwisko? Więc sypnął całą resztę, której nie spalił, na stolik. Zsunęły się na podłogę w części. - Jest ich jeszcze sporo, poprzekładam je i zostawię je tam... Migotek wam je przyniesie. Proszę, nie wchodźcie do mojego gabinetu pod moją nieobecność. - Były pewne miejsca w jego domu uświęcone. Nie to, że nikt tam nie miał wstępu, bo przecież w jego gabinecie każdy z tu obecnych był nie raz. Natomiast to było kontrolowane. Laurent miał trochę rzeczy, które nie chciał, żeby rzucały się w oczy. Takie rzeczy, które nie chciał, żeby zostały odkryte przez kogokolwiek. No i przede wszystkim była to jakaś strefa prywatna. Tak, o dziwo (albo i nie) gabinet bardziej niż sypialnia, bo tam zamierzał wpuścić swoją kochaną siostrę i Victorię, jeśli zamierzały tu zostawać. Na tym łóżku to pewnie by się wyspali we czwórkę...

- Czy mam to zgłosić osobiście? - Zwrócił się tutaj z pytaniem do Victorii, bo nie wiedział, czy to było istotne czy też nie. Miał na myśli prośbę o ochronę, rzecz jasna. Pewnie jeszcze powinien skontaktować się z ojcem, ale na samą myśl zrobiło mu się niedobrze i położył dłoń na brzuchu. - Oczywiście, Victorio. - Tutaj nawet się uśmiechnął do niej czule, kiedy zapytała. I sam zresztą poszedł do gabinetu, żeby tam posortować listy, zrobił jej miejsce i odstawił Regalo na jego podest, który przytulił się do Nieve. Bo ta tu była. A listy nadal przychodziły... Neew Forest właśnie stało się sławne. Fantastycznie. - Skorzystaj proszę z Nieve, jest o wiele bardziej obeznana i sama trafi do domu Bulstrodów. Zresztą ona dobrze cię zna, więc posłucha. Regalo... jest jest młodziutki. - Wyciągnął dłoń do maluteńkiej sówki, która przymrużyła oczy w rozkoszy, a zazdrosna Nieve nakryła go skrzydłem, patrząc na niego niemalże osądzająco. Odetchnął i zabrał się do przekładania tych listów zgodnie z obietnicą, zostawiając wszystkie te, które nie były mu potrzebne i w innym wypadku by je zniszczył. Victoria mogła usiąść i spokojnie napisać list.

Ta żmudna praca trochę potrwała. Migotek, skrzat Laurenta, rzeczywiście wszystkich obsłużył i zapewnił, że będzie tu cały czas do pomocy. Wiedział zresztą lepiej, gdzie pochowane są chociażby garnki od Laurenta, który w kuchni potrafił zrobić kawę i herbatę. Ewentualnie jak obrać jabłko. Blondyn spakował się, tak na... kilka dni. Bo mieli rację. Nie musiał tutaj spać. Bezpieczniej byłoby, gdyby tu nie spał. Ale nie chciał się chować i znikać. Kiedy już spakował swoją torbę zawołał Atreusa i razem z Dumą weszli w las. Fuego - feniks - tym razem nie protestował wcale. Zupełnie jakby dobrze rozumiał tłumaczenie Laurenta, kiedy mówił mu, że to niebezpieczne, żeby zostawali, że muszą zniknąć tylko na kilka nocy, ale wrócę do ukochanego lasu. Że ci, którzy już stworzyli tu chaos mogą wrócić i zrobić złe rzeczy. Fuego wdzięcznie osiadł na jego ramieniu, kiedy wrócili i zajrzeli najpierw do stajni, do ogiera Atreusa.

- Powinieneś częściej go odwiedzać. Tęskni za tobą. - Nie mówił tego z przyganą ani nic w tym stylu. Ot... taki był fakt. Choć mówiąc to w zasadzie... miał na myśli siebie też. W końcu obaj panowie wrócili do domu. - Poznajcie proszę... Fuego. - Wskazał na feniksa na ramieniu, bo w zasadzie oprócz Victorii... Brenna go widziała. Siłą rzeczy, tamtej nocy... - Proszę. To jest klucz. - Położył go na blacie kuchni. - Są tu klucze do domu, do stajni, do lecznicy i budynku administracyjnego. - Innymi słowy: tak, było tego dużo. Bo New Forest było duże, nawet gdyby pominąć samą stajnię. - Duma będzie pilnował domu. Jeśli coś się będzie działo... zareaguje na komendę "bierz go". - Spojrzał na wszystkich bardzo, ale to BARDZO poważnie. - Żebyśmy mieli jasność... uważajcie, zanim wydacie tę komendę. Wytresowałem go do polowania na ludzi. Nie magiczne istotny. - Brzmiało upiornie? Ha... Laurent nie bał się magicznych stworzeń. Ludzi? Ludzi już tak. I wiedział, że tutaj nikt nie zatrzyma Dumy inaczej niż zaklęciem, jeśli coś pójdzie nie tak. Ale Brenna już widziała tę bestię w akcji. - Pandoro, Victorio - możecie skorzystać z mojej sypialni. Przygotowałem wam wszystkim pościele, są poskładane na łóżku... wszystkim innym zajmie się Migotek.- Odetchnął. To było... dziwne. Bardzo dziwne. Zostawiać tutaj ludzi... TYLE OSÓB! Chyba nigdy w jego domu nie było tylu osób na raz! -Przepraszam za moje... zachowanie. - Zawahał się odrobinkę. - Spakowałem się na kilka dni, ale wrócę tu chociażby jutro tak czy siak. Nie mogę zamknąć całego rezerwatu i go zamrozić. Nawet jeśli jest to możliwe, żeby wymusić wolne na pracownikach to... nie sądzę, żeby to dobrze wpłynęło na wizerunek tego miejsca. - Zabawne, co? Że są na tym świecie rzeczy, dla których można ryzykować życiem. Nadzieja. Bo jeśli jedna osoba może pokazać, że da się walczyć z tymi ludźmi to... przecież to daje nadzieję. - Dziękuję. Bardzo wam dziękuję. - Uśmiechnął się ze wzruszeniem, polotem serca, że miał ich wszystkich tutaj... i to po tym tragicznym, wczorajszym dniu, który zgniótł jego serce bardzo boleśnie. Przytulił każdą z kobiet po kolei i Atreusa na końcu. - Widzimy się jutro. - Przyobiecał i zniknął w płomieniach fiuu.

W New Forest jednak nie zapadła pełna cisza.


Koniec sesji


○ • ○
his voice could calm the oceans.
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek:
Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Atreus Bulstrode (1632), Brenna Longbottom (2357), Laurent Prewett (3353), Pandora Prewett (2728), Victoria Lestrange (1961)


Strony (2): « Wstecz 1 2


  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Przydatne linki
Kolejeczka
Tryb normalny
Tryb drzewa