• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Greater London Aleja horyzontalna v
« Wstecz 1 … 7 8 9 10 11 Dalej »
[12.06.1972] Dziewczynka z zapałkami | Rodolphus, Bellatrix

[12.06.1972] Dziewczynka z zapałkami | Rodolphus, Bellatrix
Syn koleżanki twojej starej
We don't have to talk, We don't have to dance, We don't have to smile, We don't have to make friends
wiek
22
sława
IV
krew
czysta
genetyka
—
zawód
Niewymowny
Ma czarne jak smoła włosy, zwykle zaczesane do tyłu, i nienaturalnie jasnoszare, przenikliwe oczy. Wyróżnia go blada cera i uprzejmy uśmiech błąkający się na ustach, który jednak nigdy nie ma odzwierciedlenia w oczach, oraz wysoki wzrost (190 cm). Jest zawsze porządnie ubrany w ciuchy z najlepszego materiału - nieważne gdzie aktualnie się znajduje i co robi. Na palcu serdecznym prawej ręki nosi duży sygnet z głową węża.

Rodolphus Lestrange
#1
20.11.2023, 11:19  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 11.02.2024, 16:02 przez Morgana le Fay.)  
adnotacja moderatora
Rozliczono - Rodolphus Lestrange - osiągnięcie Piszę, więc jestem

Jedną z zalet posiadania bogatych rodziców i dobrego stanowiska w Ministerstwie był fakt, że można było sobie pozwolić na wynajem bądź zakup własnych czterech kątów. Jak mógł, to oczywiście korzystał z gościnności rodziców, lecz gdy nie musiał - wolał mieszkać z daleka od wszystkiego. I nie dlatego, że nie kochał rodziny, ale dlatego, że jego styl życia był... Wymagający. Praktycznie nie bywał ani w jednym domu, ani w drugim. A musiał przecież starać się wieść normalne życie i tańczyć na tej pajęczynie pozorów, żeby mógł robić to, co naprawdę było dla niego ważne.

Miłym dodatkiem była oczywiście możliwość przyjmowania Bellatrix u siebie, z dala od wścibskich oczu zarówno rodziców, jak i brata. Kochał go, chociaż nigdy by się do tego nie przyznał. Nie bywał o niego zazdrosny, chociaż widział, że Trix lubiła spędzać czas w jego towarzystwie. On traktował to jako wyzwanie - wyzwanie do tego, by być lepszą wersją siebie dla niej, żeby przy nim trwała.
- Chłodno dzisiaj - powiedział, zdejmując wełniany, czarny płaszcz. Okrył nim ramiona narzeczonej. Był miękki i ciepły. Pogoda w Londynie bywała kapryśna, mimo iż było lato to wieczory potrafiły zaskakiwać. Dobrze, że nie padało. Co prawda byli blisko jego mieszkania, ale na tyle daleko, że przy londyńskiej pogodzie na pewno by przemokli do suchej nitki. Uśmiechnął się lekko, muskając gładką szyję Bellatrix. Nigdy nie podejrzewał, że można kogoś tak mocno pokochać. Tak mocno, że spaliłby dla niej cały świat, gdyby tylko poprosiła. Gdyby skinęła głową, wymordowałby pół Ministerstwa. A może nawet i wybiłby rodzinę?

W alejce rozległ się trzask. Rolph instynktownie zasłonił Bellatrix własnym ciałem, lecz nic się nie stało. W ciemności paliło się małe światełko, jakby... zapałka. Wiedziony jakimś dziwnym przeczuciem Rodolphus wszedł do alejki. Ich oczom ukazała się brudna dziewczynka w łachmanach.
- Coś ostatnio mamy szczęście do zagubionych dzieci - mruknął do towarzyszki, chociaż wcale się z tego nie cieszył. Co tu robiło dziecko, i to samo, o tej porze? - Zgubiłaś się?
Starał się, żeby ton jego głosu był miły, jednak zdołał wykrzesać z siebie wyłącznie chłodną uprzejmość. Dziewczynka psuła mu plany na dzisiaj.
Sleeping Beauty
let it burn
wiek
21
sława
IV
krew
czysta
genetyka
—
zawód
Amnezjatorka
Bellatrix jest kobietą niewielkiego wzrostu, mierzy bowiem jakoś 157 centymetrów. Jest szczupła. Włosy ma ciemne, niemalże czarne, kręcone. Cerę jasną, praktycznie białą. Oczy duże, widać w nich pewne szaleństwo, koloru niebieskiego. Ubiera się głównie w czerń, dba o to, jak wygląda. Używa perfum o zapachu liczi i czerwonej porzeczki z nutą róży, wanilii i wetywerii.

Bellatrix Black
#2
20.11.2023, 13:19  ✶  

Bellatrix była bardzo blisko z mężczyznami z rodziny Lestrange. Wszak Rabastan i Rodolhpus nie byli jedyni, dużym wsparciem dla niej był zawsze Louvain, jej ukochany kuzyn, na którego mogła liczyć, kiedy tylko zaszła taka potrzeba. Jakoś tak już było od pokoleń, że te familie ze sobą współpracowały, jak widać przynosiło to same sukcesy. Często też odbywały się mariaże członków tych rodzin, sama Bellatrix miała teraz kontynuować tę tradycję, co napawało ją nawet optymizmem. Gdy była młodsza nie do końca rozumiała traktowanie kobiet niczym zwierząt, oddawanie ich po to, aby rodziły potomków i nic więcej, jednak miała wrażenie, że w jej przypadku będzie inaczej. Przynajmniej na to liczyła, wiedziała, że jest stworzona do większych rzeczy, niż bawienie dzieciaków. Często zastanawiała się, czy mogłaby lepiej trafić, ale chyba nie było takiej możliwości. Rolph dbał o nią, jak nikt inny, spełniał jej wszystkie zachcianki, a do tego razem służyli słusznej sprawie, ramię w ramię wykonując prośby Voldemorta, które miały pomóc ukształtować świat na nowo.

Nie spieszyło jej się do ślubu, odpowiadała jej sytuacja, w której byli z Rodolphusem. Wiedziała, że prędzej, czy później zostaną małżeństwem, jednak byli jeszcze młodzi, mieli czas na takie poważne deklaracje. Black mieszkała nadal z rodziną, nie czuła nawet potrzeby, aby znaleźć sobie nowe lokum. Jeśli wynikała taka potrzeba, to zawsze mogli schować się u Rolpha, co miało swoje zalety.

- Nie spodziewałam się, że jest, aż tak źle. - Pogoda w czerwcu była bardzo zmienna. Upały przeplatały się z tymi chłodnymi dniami, ciężko było przewidzieć, jakie warunki trafią się kolejnego dnia. No i nie miała szczęścia, wyszła z domu w dosyć lekkiej sukience, chociaż może miała trochę szczęścia? Przy jej boku był Rolph, który dbał o to, aby zawsze czuła się dobrze, nie musiała odezwać się ani słowem, a już narzucał jej na ramiona swój płaszcz. Zawsze się o nią troszczył. Uśmiechnęła się do niego serdecznie, i wpatrywała się oczarowana dłuższą chwilę w twarz mężczyzny.

Jego dotyk był ciepły i przyjemny, jak zawsze. Nie spodziewała się, gdy była młodsza, że jakikolwiek facet będzie tyle dla niej znaczył. Jak widać życie weryfikowało różne poglądy, nawet te bardzo drastyczne, jak to, że nie będzie na pewno z nikim z młości. Widać, że wystarczyła odrobina zainteresowania, a mogło się to zdecydowanie zmienić.

Wtedy w alejce roztrzegł się trzask, nim tylko zdążyła zareagować Rolph zasłonił ją własnym ciałem. Prawdziwy bohater. Na szczęście nic się nie wydarzyło, przynajmniej jak na razie. Weszli w głąb alejki, aby to sprawdzić.

- Nie wiem, czy można to nazwać szczęściem. - Skomentowała jeszcze słowa mężczyzny. Nie miała pojęcia dlaczego znowu spotkali na swej drodze jakieś dziwne dziecko.

Dziewczynka nie wyglądała zbyt schludnie, ubrania wołały o pomstę do Merlina. Stała za Rodolphusem, czekając na to, co odpowie dziecko. Tyle, że ona się nie odezwała. Zapaliła zapałkę, a Rolph mógł poczuć ból głowy, świat trochę zawirował, a rzeczywistość jakby się rozmyła, co to miało znaczyć?

Syn koleżanki twojej starej
We don't have to talk, We don't have to dance, We don't have to smile, We don't have to make friends
wiek
22
sława
IV
krew
czysta
genetyka
—
zawód
Niewymowny
Ma czarne jak smoła włosy, zwykle zaczesane do tyłu, i nienaturalnie jasnoszare, przenikliwe oczy. Wyróżnia go blada cera i uprzejmy uśmiech błąkający się na ustach, który jednak nigdy nie ma odzwierciedlenia w oczach, oraz wysoki wzrost (190 cm). Jest zawsze porządnie ubrany w ciuchy z najlepszego materiału - nieważne gdzie aktualnie się znajduje i co robi. Na palcu serdecznym prawej ręki nosi duży sygnet z głową węża.

Rodolphus Lestrange
#3
20.11.2023, 14:54  ✶  
Nie lubił być ignorowany. Nawet jeśli ktoś mu nie odpowiadał, to zwykle chociaż zaszczycał spojrzeniem, dając znak, że go zauważył. Teraz jednak dziewczynka nawet się nie poruszyła w jego stronę. Patrzyła na duże pudełko zapałek, a następnie drżącą ręką odpaliła kolejną.

Rodolphus warknął wściekle, czując przeszywający ból głowy. Odruchowo uniósł dłonie i przycisnął je do skroni mocno, próbując zniwelować przeszywające pulsowanie. Świat jakby nagle zawirował, kontury się rozmyły a rzeczywistość napięła jak struna, by potem coś pękło.

Już nie znajdowali się w alejce przy dziewczynce, która odpalała zapałkę, pocierając ją o draskę. Oboje stali teraz przed chatą, z zewnątrz zniszczoną i brzydką. Z komina sączył się gęsty czarny dym, a okna jarzyły się krwawym blaskiem. Rodolphus pobladł - jego blada zwykle skóra przypominała teraz odcieniem kredę lub kartkę papieru. Znał tę chatę, wiedział co to za moment, co oznaczał. Odwrócił głowę, by się rozejrzeć. Co tu robił? Nagle zobaczył obok siebie Bellatrix, która wpatrywała się w płonący dom. Nie powinno jej tu być. Nie, nie powinno ICH tu być. Ona nie mogła się dowiedzieć.

Rodolphus chciał otworzyć usta, żeby coś powiedzieć, ale z jego gardła nie wydobył się żaden dźwięk. Nagle jego ciało oblał zimny pot, gdy ujrzał swoją młodszą o prawie dwa lata wersję w otwartych drzwiach chaty. Pod pachą miał pergaminy i materiały. On sam stał w kręgu ognia i chował różdżkę. Jego alter-ego z przeszłości odwróciło się i wykonało gest pożegnania w niezidentyfikowaną stronę, zanim chwyciło zaklęte pióro z prostego biurka i zniknęło w akompaniamencie trzasku ognia oraz walącego się stropu. Bellatrix nie wiedziała, co to za chata. Była jednak zamieć, najpewniej grudzień. Okolica była ciemna, wydawało się że to było jakieś odludzie. Rolph nigdy nie mówił jej o tej przeszłości.

Nagle świat zawirował, a oni oboje znowu znajdowali się w alejce. Rodolphus klęczał na ziemi, ściskając mocno głowę. Paliła go żywym ogniem. Każdy ruch powodował ból, a mimo to podniósł wzrok na dziewczynkę, która wciąż była przed nimi.
- Przestań! - wrzasnął, gdy odpaliła kolejną zapałkę. W jego oczach odbijał się ogień, który tańczył też na zlanej potem twarzy. Nadawało mu to wygląd szaleńca.

Jego krzyk został momentalnie zagłuszony przez ryczące fale. Stali teraz na wybrzeżu, przy klifach. To była ta sama chata, którą widzieli przed chwilą. Teraz nie płonęła, nie było też śladu po zamieci. Była chyba jesień, bo deszcz zacinał niemiłosiernie, niemal raniąc ich skórę. Wokół poza rykiem fal było spokojnie. I tylko dym z komina świadczył o tym, że ktoś był w środku.
Sleeping Beauty
let it burn
wiek
21
sława
IV
krew
czysta
genetyka
—
zawód
Amnezjatorka
Bellatrix jest kobietą niewielkiego wzrostu, mierzy bowiem jakoś 157 centymetrów. Jest szczupła. Włosy ma ciemne, niemalże czarne, kręcone. Cerę jasną, praktycznie białą. Oczy duże, widać w nich pewne szaleństwo, koloru niebieskiego. Ubiera się głównie w czerń, dba o to, jak wygląda. Używa perfum o zapachu liczi i czerwonej porzeczki z nutą róży, wanilii i wetywerii.

Bellatrix Black
#4
20.11.2023, 15:24  ✶  

Nie miała pojęcia, gdzie się przenieśli. Nie wiedziała, czy to sen, czy jawa. Miało się to wyjaśnić za chwilę. Miejsce nie było znajome. Obskurna chata na którą teraz spoglądała nie znajdowała się na pewno przy Alei Horyzontalnej.

Próbowała rozpoznać to miejsce, jednak jej nie wyszło. Nigdy wcześniej tutaj nie była. Spojrzała na Rolpha, szukając jakiś wyjaśnień. Zauważyła, że zrobił się jeszcze bledszy niż normalnie, musiało to być dla niego niekomfortowe, tylko dlaczego?

Dopiero po dłuższej chwili dostrzegła znajomą sylwetkę, która znajdowała się przed chatą, odwróciła się ponownie w stronę narzeczonego, żeby sprawdzić, czy nadal znajduje się obok, przecież nie mógłby znaleźć się przed budynkiem tak szybko. To musiało być jakieś wspomnienie, bo Rolph nadal stał koło niej, a ten w oddali wydawał się być młodszy.

Nie opowiadał jej nigdy o tej sytuacji, dom płonął, czego tu szukał i dlaczego go zniszczył? Nie wiedziała, czy powinna pytać, może dobrze by było uzyskać odpowiedzi, tylko, czy chciał jej ich udzielić.

Nie miała zamiaru powodować u niego większego dyskomfortu, podeszła więc po prostu do niego i uścisnęła jego dłoń, aby wiedział, że ma jej wsparcie, że nie musi nic mówić, miała nadzieję, że to wystarczy, aby poczuł się lepiej. Jego tajemnice przy niej był bezpieczne, mógł mieć pewność, że nikomu nie piśnie ani słowa. Przecież też nie bardzo miałaby o czym powiedzieć, bo nie rozumiała tej całej sytuacji, nie wiedziała, co się właściwie wydarzyło.

Nim zdążyła zareagować jakoś bardziej na tę sytuację przenieśli się do Alei Horyzontalnej. Już po wszystkim? Spojrzała na Rodolphusa, który klęczał na ziemi. Chciała do niego podejść, tyle, że jej się to nie udało. Dziewczynka ponownie zapaliła zapałkę, a oni mieli ponownie stracić grunt pod nogami.

Znajdowali się na wybrzeżu, o czym świadczyło głośne uderzanie fal o klify. Deszcz padał, a raczej zacinał okropnie, bo czuła ostre krople, które uderzały jej w twarz. Zauważyła też chatę, wyglądała znajomo. Musiało być to to samo miejsce, co poprzednio. Teraz jednak nie mieniło się ogniem. - Gdzie my jesteśmy? - Zapytała cicho, bo nie miała pojęcia, gdzie się znajdowali.

Syn koleżanki twojej starej
We don't have to talk, We don't have to dance, We don't have to smile, We don't have to make friends
wiek
22
sława
IV
krew
czysta
genetyka
—
zawód
Niewymowny
Ma czarne jak smoła włosy, zwykle zaczesane do tyłu, i nienaturalnie jasnoszare, przenikliwe oczy. Wyróżnia go blada cera i uprzejmy uśmiech błąkający się na ustach, który jednak nigdy nie ma odzwierciedlenia w oczach, oraz wysoki wzrost (190 cm). Jest zawsze porządnie ubrany w ciuchy z najlepszego materiału - nieważne gdzie aktualnie się znajduje i co robi. Na palcu serdecznym prawej ręki nosi duży sygnet z głową węża.

Rodolphus Lestrange
#5
20.11.2023, 20:07  ✶  
Rodolphus stał na sztywnych nogach, niemal wyprostowany jak struna. Widać było, jak jest cholernie spięty. Wpatrywał się w chatę, nawet nie starając się mrużyć oczu w ochronie przed deszczem. Pozwalał, by słona woda wpadała do oczu, mając nadzieję, że zaraz obudzi się z tego koszmaru. Ale tak się nie stało - dotarło to do niego, gdy usłyszał głos Bellatrix.

To była jedna z tych tajemnic, o których wiedziała tylko jedna osoba poza nim. Jedna, jedyna, która i tak była spalona w Ministerstwie. Osoba, która miała do stracenia tak samo wiele jak i on... Nie - osoba, która już prawie straciła wszystko. I chciała to odzyskać. Tak się stało, że razem z tą osobą Rodolphus miał szansę na zdobycie prawdziwej potęgi, ona była w zasięgu ręki. Ale wystarczył jeden mały błąd, by oboje zostali złapani. Nie mógł narazić Bellatrix na coś takiego, nie wybaczyłby sobie, gdyby coś jej się stało. Lecz jednak, jakimś cudem, stała w jego wspomnieniach, obok niego. Stali ramię w ramię, przed chatą, przed spotkaniem z Robertem. Dobrych kilka miesięcy przed jego pierwszą wizytą.

Z wnętrza chaty wyleciała sowa Rolpha. Do nogi miała przywiązany list. Minęła Bellatrix i Rodolphusa tak, jakby ich nie zauważyła. W oknie zaś stał on sam. Wpatrywał się beznamiętnym wzrokiem w odlatujące zwierzę, a potem zamknął okno i wrócił do środka.
- Jesteśmy na obrzeżach Kingston upon Hull - powiedział cicho, wpatrując się w zamknięte drzwi. Czy mogli przez nie przejść, gdy byli we wspomnieniach? Czy on sam mógł to kontrolować? Manipulować myślami? Miał wrażenie, że to wszystko sprawka tego przeklętego dziecka. Dziewczynki z zapałkami. - W chacie, która już nie istnieje. W 1970 roku, dzień przed Wigilią, doszczętnie spłonęła. Co zresztą widziałaś przed chwilą.
Niezwykle starannie i ostrożnie dobierał każde słowo. Nigdy nie musiał aż tak się pilnować przy swojej narzeczonej, ale czuł że teraz nie ma wyjścia.

Naraz oboje poczuli, jak coś wciąga ich do środka. W ułamek sekundy znaleźli się w chacie. Na początku było tu przeraźliwie cicho. Tak cicho, że aż upiornie. Pomieszczenie było schludne, lecz puste, bez żadnych mebli. Znajdowało się tam tylko proste krzesło oraz duże biurko, na którym leżały poukładane zwoje, pergaminy i kilka piór. Jednak od razu w oczy rzucała się otwarta klapa, prowadząca do piwnicy.
- Nie, nie... Błagam, już dość - kobiecy głos przeciął ciszę niczym świst bicza. Rodolphus nawet nie drgnął, jakby spodziewał się tego głosu.
- Skończę, gdy uznam to za stosowne - głos młodego Lestrange był zimny jak lód. Bellatrix usłyszała charakterystyczne słowa cruciatus, a następnie piskliwy krzyk bólu. Pierwotnego, zwierzęcego niemal.

Naraz wszystko straciło sens - podłoga uciekła im spod nóg, a oni znowu byli w Alei Horyzontalnej. Dziewczynka siedziała tak, jak siedziała, wpatrując się w wypaloną zapałkę. Rodolphus poczuł, że robi mu się niedobrze. Wyciągnął rękę, by pochwycić dziecko, ale nie zdążył.

Znowu byli z Bellatrix w innym miejscu. Tym razem była wiosna. Trix doskonale znała to miejsce - wylądowali w pokoju Rodolphusa, w posiadłości jego rodziców. Po drugiej stronie domu swój pokój miał Rabastan. Wnętrza znacznie się różniły od siebie: pokój Rolpha od zawsze był uporządkowany, schludny. Jasny, tak jak teraz. W środku nikogo nie było.
- Co tu się, do cholery, dzieje? - Rolph wyglądał na skołowanego. I złego. Rzadko kiedy pokazywał prawdziwą wściekłość, która teraz wykrzywiała jego rysy twarzy tak, że zniekształcała cały jego obraz.
Sleeping Beauty
let it burn
wiek
21
sława
IV
krew
czysta
genetyka
—
zawód
Amnezjatorka
Bellatrix jest kobietą niewielkiego wzrostu, mierzy bowiem jakoś 157 centymetrów. Jest szczupła. Włosy ma ciemne, niemalże czarne, kręcone. Cerę jasną, praktycznie białą. Oczy duże, widać w nich pewne szaleństwo, koloru niebieskiego. Ubiera się głównie w czerń, dba o to, jak wygląda. Używa perfum o zapachu liczi i czerwonej porzeczki z nutą róży, wanilii i wetywerii.

Bellatrix Black
#6
20.11.2023, 20:53  ✶  

Nie wiedziała, czym jest spowodowane to dotąd nieznane jej napięcie Rolpha. Coś się stało, chciał coś przed nią ukryć, tylko dlaczego? Myślała, że mówią sobie o wszystkim. Najwyraźniej nie. Nie wiedziała w jaki sposób powinna do tego podejść. Nie chciała też wsadzać nosa w nieswoje sprawy, tyle, że los tak zadecydował.

Trafili nie wiedzieć czemu do jego wspomnień i to akurat do tych, których nie chciał jej pokazywać. Czuła się w tej sytuacji trochę, jak intruz, jednak nie miała wpływu na to, że to właśnie ona się tutaj znalazła. Dziewczynka z zapałkami płatała im umysłom figle, szkoda, że wysłała ich do miejsca, w którym zdaniem Rodolphusa nie powinna się tutaj znaleźć. Musiał się pogodzić z tym, że to wszystko zobaczyła. Zresztą i tak za bardzo nie wiedziała, na co właściwie patrzyła.

Udało jej się po raz kolejny dostrzec sylwetkę mężczyzny w oknie i jego sowę, którą tak dobrze znała. Musiało go łączyć coś z tym miejscem. Zdecydowanie nic dobrego, skoro w poprzednim wspomnieniu postanowił je zniszczyć. Wydawało jej się bowiem, że to on stał za tym pożarem.

Nie, żeby brzydziła się przemocą, nie miała nic przeciwko temu, jeśli ogień lśnił po to, aby zabrać życia kilku, obrzydliwym mugolakom.

- Dlaczego na to patrzymy? - Skoro wiedziała już, gdzie są wypadałoby się zorientować czemu znaleźli się właśnie tutaj. - Sama spłonęła? - Rzuciła jeszcze w eter, chociaż bardzo dobrze znała odpowiedź na to pytanie. Samo się zepsuło w tej sytuacji nie wystarczy jej na wytłumaczenie. Była ciekawa, do czego doszło w tej chacie, że Rolph chciał się pozbyć wszystkich dowodów.

Nim jednak zdążyła się rozgadać chata wciągnęła ich do środka. Nie była przygotowana na takie spontaniczne przeniesienie. Zachwiała się na nogach, jednak udało jej się złapać równowagę. Słyszała kobiecy głos, który błagał jej narzeczonego o litość, tyle, że on jej nie miał. Znajomy głos rzucił w jej stronę crucio, a następnie z jej gardła wyrwał się krzyk. Trixie uśmiechnęła się mimowolnie, bo uwielbiała ten dźwięk i świadomość, że inni nie mogą nic zrobić, kiedy spotykają się z tymi potężnymi zaklęciami.

Wtedy ponownie podłoga zadrżała, a oni wrócili do Alei Horyzontalnej. Dziewczynka znowu stała przed nimi, nim Bella zdążyła mrugnąć zapaliła kolejną zapałkę. Teraz jednak była przygotowana, wiedziała, co się wydarzy.

Bardzo dobrze znała miejsce, w którym się znaleźli. Był to pokój Rolpha, panował w nim idealny porządek. Zawsze ją dziwiło, jak to możliwe, że on i Rabastan tak bardzo różnili się od siebie pod tym względem. Jego brat żył w jaskini, ciemnej, w której najczęściej panował bałagan, to miejsce wyglądało jak jego zupełne przeciwieństwo. - Nic się nie dzieje, manipuluje nami, zapewne za chwilę to minie. Nie przejmuj się. - Łatwo było jej mówić, wszak to nie do jej wspomnień trafiali, inaczej zapewne zareagowałaby podobnie do narzeczonego.

Syn koleżanki twojej starej
We don't have to talk, We don't have to dance, We don't have to smile, We don't have to make friends
wiek
22
sława
IV
krew
czysta
genetyka
—
zawód
Niewymowny
Ma czarne jak smoła włosy, zwykle zaczesane do tyłu, i nienaturalnie jasnoszare, przenikliwe oczy. Wyróżnia go blada cera i uprzejmy uśmiech błąkający się na ustach, który jednak nigdy nie ma odzwierciedlenia w oczach, oraz wysoki wzrost (190 cm). Jest zawsze porządnie ubrany w ciuchy z najlepszego materiału - nieważne gdzie aktualnie się znajduje i co robi. Na palcu serdecznym prawej ręki nosi duży sygnet z głową węża.

Rodolphus Lestrange
#7
20.11.2023, 22:04  ✶  
Mimo iż trafili do z pozoru bezpiecznego miejsca, Rodolphus był spięty. Nie czuł się komfortowo w tej sytuacji, ale z drugiej strony - kto by się czuł dobrze na jego miejscu? Czy gdyby weszli do wspomnień Bellatrix, on tak samo by ją zapewniał, że będzie dobrze?

A nie będzie dobrze. Zobaczyła coś, czego tak zazdrośnie strzegł. Miał tylko szczęście, że tajemnicza dziewczynka nie pokazała Bellatrix wspomnień z Robertem. Wtedy musiałby ją wtajemniczyć, co było cholernie niebezpieczne. Rodolphus zamknął oczy i przygotował się na kolejny skok w Horyzontalną.

Tyle, że taki nie nastąpił.

Mężczyzna otworzył powoli oczy. Wciąż stali w jego pokoju, ramię w ramię. Z ogrodu dochodziły śmiechy. Śmiech jego matki i chyba głos ojca.
- Zdążyłem zauważyć. Nie powinnaś była tego widzieć, to niebezpieczne - powiedział, po raz pierwszy odkąd weszli do jego głowy patrząc na narzeczoną. Nie wyglądał na przerażonego, tylko skonfundowanego. Był też wyraźnie zaniepokojony, ale na pewno nie można było tego nazwać przerażeniem. - Nie wiem który teraz mamy rok.
Powiedział takim tonem, jakby właśnie relacjonował jej, co jadł na śniadanie. Rozejrzał się po pokoju, a potem z pewnym wahaniem podszedł do biurka. Zmarszczył brwi w zamyśleniu.
- To chyba przerwa w Hogwarcie - powiedział z wyczuwalną nutą wahania w głosie. Chciał przerzucić kilka kartek papieru, ale ze zdziwieniem odkrył, że nie jest w stanie ich złapać. Próbował kilka razy, ale nie mógł. Spojrzał na Bellatrix. - Mam dziwne wrażenie, że to był dzień, w którym nasi rodzice podjęli decyzję o zaręczynach.
Sleeping Beauty
let it burn
wiek
21
sława
IV
krew
czysta
genetyka
—
zawód
Amnezjatorka
Bellatrix jest kobietą niewielkiego wzrostu, mierzy bowiem jakoś 157 centymetrów. Jest szczupła. Włosy ma ciemne, niemalże czarne, kręcone. Cerę jasną, praktycznie białą. Oczy duże, widać w nich pewne szaleństwo, koloru niebieskiego. Ubiera się głównie w czerń, dba o to, jak wygląda. Używa perfum o zapachu liczi i czerwonej porzeczki z nutą róży, wanilii i wetywerii.

Bellatrix Black
#8
20.11.2023, 22:35  ✶  

Każdy miał swoje sekrety, którymi nie chciał się dzielić z innymi. Różnymi argumentami było to spowodowane, sama zapewne też miałaby wspomnienia, o których wolała nie wspominać. Nie bez powodu przecież nauczyła się oklumencji, nie chciała aby ktokolwiek miał dostęp do tego, co siedziało jej w głowie. Nawet ci najbliżsi. Starał się więc być wyrozumiała w stosunku do narzeczonego, nie komplikować sprawy i nie wypytywać o szczegóły, chociaż ją to korciło.

Aktualnie tkwili w pokoju Rolpha. Nie miała pojęcia, czego powinna się teraz spodziewać, czy był to kolejny etap tego, co zostało jej pokazane wcześniej? Wyglądało zdecydowanie zbyt spokojnie. Brakowało tu przemocy, a aura tego miejsca wydawała jej się być zupełnie inna.

- Nie musisz się martwić, jak bardzo by to było niebezpieczne to sobie poradzę. - Zawsze sobie radziła, bez względu na to, co się miało wydarzyć. Nie bała się niczego, może powinna zacząć? Nie pozna odpowiedzi na to pytanie, dopóki nie dowie się, co właściwie się wydarzyło, a pytać nie zamierzała. Jeśli będzie chciał, to sam opowie jej więcej.

Usłyszała śmiechy dochodzące z ogrodu. Z ciekawością podeszła do okna, zauważyła tam rodziców Rodolphusa w wyśmienitych nastrojach. - Nie wiedziałam, że tak to ich to ucieszyło. - Uśmiechnęła się do niego, mogli przestać myśleć o tym, co widzieli jeszcze chwilę temu i skupić się na tym, co zostało im pokazane obecnie. - Ciekawe, gdzie jesteś, schowałeś się w łazience i płakałeś nad swoim okropnym losem? - Musieli pogodzić się z decyzją rodziców, sama Trixie na początku była nieco przerażona wizją narzeczeństwa, jednak szybko jej przeszło. Ciekawa była w jaki sposób on zareagował na tę informację.

Syn koleżanki twojej starej
We don't have to talk, We don't have to dance, We don't have to smile, We don't have to make friends
wiek
22
sława
IV
krew
czysta
genetyka
—
zawód
Niewymowny
Ma czarne jak smoła włosy, zwykle zaczesane do tyłu, i nienaturalnie jasnoszare, przenikliwe oczy. Wyróżnia go blada cera i uprzejmy uśmiech błąkający się na ustach, który jednak nigdy nie ma odzwierciedlenia w oczach, oraz wysoki wzrost (190 cm). Jest zawsze porządnie ubrany w ciuchy z najlepszego materiału - nieważne gdzie aktualnie się znajduje i co robi. Na palcu serdecznym prawej ręki nosi duży sygnet z głową węża.

Rodolphus Lestrange
#9
21.11.2023, 13:31  ✶  
Rodolphus spojrzał na Bellatrix i ostrożnie wyciągnął w jej stronę rękę. Ujął jej dłoń, ciesząc się że chociaż jej może dotknąć, bo próba pochwycenia kartek ze wspomnień skończyła się fiaskiem.
- Wiem, że poradzisz sobie ze wszystkim, co rzuci ci los, ale nie chcę być tym, który wystawi cię na niebezpieczeństwo przez własną ambicję - doprecyzował, lekko ściskając jej rękę.

Gdy podeszła do okna i zobaczyła śmiejących się rodziców Rodolphusa, mogła poczuć, że naprawdę ich to ucieszyło. Z boku mignęli jej własni rodzice. Również wyglądali na zadowolonych - cała czwórka zachowywała się jak tłuste koty, które właśnie spijały śmietankę.

Rolph roześmiał się i ponownie chwycił Trix za rękę.
- Oczywiście, wiadomość że będę musiał poślubić piękną, dobrze urodzoną i świetnie wychowaną kobietę była dla mnie jak grom z jasnego nieba. Byłem załamany i chciałem ze sobą skończyć - w jego głosie pobrzmiewało rozbawienie. Przeszli przez drzwi, zamknięte (lecz nie tak, jak duchy - znów mieli wrażenie, że robią jakiś dziwny skok w czasoprzestrzeni), na korytarz. Rodolphus zaprowadził Bellatrix do salonu, w którym siedział on sam. Młodszy o wiele lat, z rysami twarzy jeszcze delikatnymi, ze spojrzeniem skupionym acz bez tego charakterystycznego chłodu. Ubrany był w luźne spodnie i koszulkę, aktualnie coś czytał.
- Paniczu Lestrange, pani matka nalega aby panicz zszedł - skrzat domowy, ubrany w szare od brudu łachy, trząsł się naprzeciwko młodego czarodzieja. Rodolphus jednak tylko przewrócił kolejną kartkę książki.
- Już mówiłem - najpierw porozmawiam z Bellatrix, a potem z rodzicami. To nie klacz na wystawie, żeby ją pomijać - w jego głosie pobrzmiewał absolutny spokój. Skrzat zagdakał, machając rękami.
- Ale paniczu! Panie, proszę, błagam… Pana matka!
Rolph uniósł wzrok znad książki. Skrzywił się, widząc w jakim stanie jest skrzat. Brzydził się nim.
- Jak potrzebują cyrkowca do zabawiania gości, niech idą po Rabastana. Ja wracam do siebie - z cichym trzaskiem zamknął książkę i wstał z kanapy. Przeszedł tuż obok teraźniejszych Bellatrix i Rodolphusa.

- A więc bystry umysł nie przyszedł z wiekiem, po prostu miałem go cały czas - takie właśnie wspomnienia powinna widzieć Bellatrix. Dotyczące jej, jego podejścia do całego małżeństwa, do samej idei aranżowania takich rzeczy. A nie to, co jej bezpośrednio nie dotyczyło. Zastanawiał go jednak powód wybrania tych konkretnych wspomnień, ale nagle poczuli, że ziemia ucieka im spod stóp.

Znowu byli na Horyzontalnej, tym razem oboje na ziemi. Dziewczynki nie było. Ktoś zajrzał do zaułka.
- Wszystko z wami w porządku? Najebani jacy pewnie…
Sleeping Beauty
let it burn
wiek
21
sława
IV
krew
czysta
genetyka
—
zawód
Amnezjatorka
Bellatrix jest kobietą niewielkiego wzrostu, mierzy bowiem jakoś 157 centymetrów. Jest szczupła. Włosy ma ciemne, niemalże czarne, kręcone. Cerę jasną, praktycznie białą. Oczy duże, widać w nich pewne szaleństwo, koloru niebieskiego. Ubiera się głównie w czerń, dba o to, jak wygląda. Używa perfum o zapachu liczi i czerwonej porzeczki z nutą róży, wanilii i wetywerii.

Bellatrix Black
#10
21.11.2023, 14:58  ✶  

Oczywiście nie zignorowała jego ręki i wyciągnęła swoją dłoń w kierunku mężczyzny. - Ambicja, to cecha, którą się ceni. Nie możesz czuć się odpowiedzialny za to, przynosi niebezpieczeństwo. Nie powinieneś się obwiniać, jeśli taka jest cena to będziemy musieli ją zapłacić. - Ważne było, żeby się rozwijał i spełniał swoje marzenia, jak wiele by to ich nie kosztowało. Zamierzała go wspierać w tym wszystkim, między innymi dlatego przecież trwała przy jego boku.

Cieplej jej się zrobiło na serduszku, gdy zauważyła swoich rodziców. Dzięki nim stała tu teraz z Rolphem, który stał się ogromną częścią jej świata. Coraz częściej łapała się na tym, że nie myśli już o sobie, a o nich, razem, jako spójnej całości. Nie spodziewała się, że tak szybko się to wydarzy.

- Tak mi się właśnie wydawało. - Ponownie znalazła się przy nim, aby znowu wsunąć swoją dłoń w jego. Szkoda, że jej tu wtedy nie było. Uważała, że rodzice dobrze wybrali, nie kazali jej spędzić życia z kimś obcym, przecież znali się od lat, udało im się nawet trwać w przyjacielskiej relacji, nie tak trudno było to zmienić w coś głębszego. Zastanawiała się czasem, czy jeszcze w czasach nauki w Hogwarcie nie czuła na jego widok lekkiego ściśnięcia w żołądku.

Udali się do salonu, gdzie dane jej było zobaczyć narzeczonego, kilka lat młodszego. Prawie się nie zmienił od tamtego momentu, chociaż miała wrażenie, że w oczach aktualnie było więcej chłodu. Uśmiechnęła się widząc jego reakcję na spanikowanego skrzata, cieszyło ją to, że faktycznie nawet wtedy już myślał o niej, o tym, jak się czuje. Było to naprawdę bardzo urocze.

- Nigdy w to nie wątpiłam mój drogi. - Zawsze uważała Rodolphusa za wyjątkowego, jeśli o to chodzi. Nie było jej dane jednak za bardzo się nad tym rozwodzić, bo salon zaczął się rozmywać, a oni wrócili do Alei Horyzontalnej.

Znaleźli się na ziemi, lądowanie nie było wcale takie proste. Nie spotkali tym razem jednak dziewczynki, która była odpowiedzialna za to, co im się przydarzyło. - To chyba koniec. - Szepnęła cicho, gdy podnosiła się na nogi. Zignorowała ten głos, który wspominał coś o najebanych ludziach, chociaż miała ochotę tego nie robić. Była jednak zmęczona, te skoki w przeszłość kosztowały ją sporo energii, wydawało jej się, że Rodolpha nawet więcej, w końcu pojawiali się w jego wspomnieniach. - Chdźmy stąd, należy nam się odpoczynek. - Złapała go po ramię, skierowali się w stronę mieszkania narzeczonego, powinni odetchnąć z dala od zainteresowanych nimi oczu.


Koniec sesji
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek:
Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Bellatrix Black (1940), Rodolphus Lestrange (1963)




  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Przydatne linki
Kolejeczka
Tryb normalny
Tryb drzewa