- Taaak, zdecydowanie potrzebowałam wolności, trafiłam do szkoły i zachłysnęłam się nią okropnie. - Ciągnęła temat, bo wydawało jej się to zabawne. Tak naprawdę, to Ruda nigdy nie mogła narzekać na swoich rodziców. Dawali jej sporą przestrzeń, mogła robić to, na co miała ochotę, do tego dosyć wcześnie uzyskała dostęp do rodzinnego skarbca. Nie ma to jak bycie rozkapryszoną jedynaczką, walczyła z tymi cechami do dzisiaj, bo wiedziała, że są bardzo trudne w odbiorze dla innych. Na przestrzeni lat dosyć mocno się zmieniła, kiedyś jeszcze bardziej zadzierała nosa i prowokowała.
- Mocne kości to chyba efekt uboczny eliksirów, które we mnie wlewałeś od lat. - Dobrze, że rozmowa zeszła na nieco bardziej przyjemny ton, bała się, że znowu się pokłócą, bo temat jej pracy i obowiązków był dosyć drażliwy, może udało już im się dotrzeć w tym temacie? Mieli szanse o tym dyskutować naprawdę wiele razy i każde najwyraźniej miało swoje zdanie, którego nie zamierzało zmienić. Pozostawało się pogodzić z tym, że tak już musi być, postawić kropkę, i nie wracać do tego bez potrzeby.
Ukuło ją to odrobinę, Cameron wiedział gdzie ją uszczypnąć. - W ten sposób najbardziej lubię pozbywać się negatywnych emocji, uważaj, bo jeszcze zaleję twój pokój. - Przekomarzała się z nim nadal, miała wrażenie, że z jej klątwą ostatnio jest lepiej. Jej efekty nie pojawiały się zbyt często, potrafiła wyczuć nadchodzące niebezpieczeństwo i je zwalczyć, bo było naprawdę sporym postępem, bo kiedyś zdarzało jej się co chwila wybuchać, przy okazji mocząc wszystko w koło. Było to dla niej mocno niekomfortowe, bo nie chciała nikomu zrobić krzywdy, a sama nigdy nie wiedziała jak silny będzie atak.
Cameron nie sztachnął się tym wspaniałym specyfikiem, co nie umknęło jej czujnemu oku. Nie skomentowała tego jednak, pewnie po takiej reakcji sama też wolałaby uniknąć podobnych wrażeń. Podniosła teraz tyłek z podłogi i stanęła za chłopakiem z Domestosem w ręku, przyglądała się temu co robi z ogromną ciekawością. Pralka okazała się być ogromnie interesującym okazem, nigdy chyba nie widziała żadnej, aż z tak bliska. Niby mieli jakąś w domu, ale Ruda nie zajmowała się takimi przyziemnymi rzeczami jak pranie. - Wiesz co robisz, prawda. - Próbowała jakoś się pocieszyć, chociaż znała odpowiedź na to pytanie, Lupin również nie był specjalistą. To nie mogło być jednak takie trudne, szczególnie, że radziły sobie z tym skrzaty domowe. - Weź może dorzuć jeszcze tego proszku, co jeśli jest go za mało? - Więcej znaczy lepiej, prawda? Przynajmniej zdaniem Heather. - Już nalewam. - Przesunęła się przed niego i odkręciła butelkę, odsunęła głowę do tyłu, aby przypadkiem nie zaciągnąć się ponowne tym zapachem, bo nie wytrzymałaby tego po raz kolejny. Nalała jakieś pół butelki do środka, wierząc, że dzięki temu pranie będzie lepiej pachniało. Później zamknęła pralką. Wpatrywała się w to ustrojstwo dłuższą chwilę i zaczęła naciskać wszystkie guziki, które się na nim znajdowały. Tyle, że to nie zadziałało. - Nie umiem chyba. - Odwróciła się do Camerona, dawno nie widział jej takiej bezradnej, zdecydowanie nie była to jej dziedzina.