Dagur, w przeciwieństwie do swojego syna, nie był w nastroju do uśmiechania się do kogokolwiek w obecnej sytuacji. Bez młodzieńca pouczającego go i jego syna w kwestii rozpalania ognia, przez zaistniałe okoliczności i obecność Staruchy, jego zdaniem sytuacja była wystarczająco poważna.
Nie zanegował tego w żaden sposób, że jego syn wyszedł z inicjatywą w kwestii przedstawienia ich nieznajomemu. W innych okolicznościach parsknąłby śmiechem, słysząc słowa swojego syna odnośnie powstrzymywania się od podawania komuś trochę uwalonej dłoni i tego, że z tego względu nie wypadało tego uczynić. Przez dwa lata pobytu w tym kraju zdążył się nauczyć, że Anglicy przywiązywali zbyt wielką wagę do tego typu rzeczy. Jak to mówią... kiedy wejdzie się między wrony, należało krakać jak one. Nie tego uczył swojego syna. Sam nie przepadał za wszelkimi wymówkami. Zdecydował się ucisnąć wyciągniętą ku niemu dłoń młodszego mężczyzny, o ile tak można powiedzieć przy różnicy w ich dłoniach. Poza tym, że również były to dłonie rzemieślnika, biegle operującego młotem i pozostałymi narzędziami, tak jego własne były ogromne. To, że zdecydował się uścisnąć jego dłoń wynikało to z tego, że Dagur potrafił dostrzec to, że ktoś trudni się ciężką, fizyczną pracą. I to właśnie nieunikanie pracy fizycznej miało dla niego znaczenie.
— Agatha podjęła decyzję, która również powinna zostać wzięta pod uwagę w kontekście podjętej przez was próby ocalenia życia, które zdecydowała się poświęcić. — Zwrócił się do nich po angielsku. Gdyby przemawiał w ich ojczystym języku to zrozumiałby go wyłącznie Hjalmar. Dagur nie zamierzał negować tego, że każde życie ma znaczenie i młoda dziewczyna mogła w przyszłości założyć rodzinę. Jednocześnie starał się akceptować podjętą przez młodą kapłankę decyzję dotyczącą poświęcenia swojego życia dla dopełnienia tego rytuału. Nawet nie będąc złym człowiekiem, chcącym śmierci młodej dziewczyny to doskonale wiedział, że istniała cienka granica między podejmowaniem słusznych decyzji a działaniem dla spokoju swojego sumienia. Na podstawie wszystkich słów wypowiedzianych przez Staruchę naprawdę to on mógł być w błędzie. Nie brakowało mu mądrości życiowej, jednak nie stał u kresu życia. Możliwe, że po tym wszystkim opuści to miejsce odrobinę mądrzejszy. To, co widział przez ułamek sekundy, było dla niego zbyt trudne do właściwego zinterpretowania. Nie było to jednoznaczne i niosło ze sobą poczucie konsternacji.
— Nie masz się o co martwić, chłopcze. — Zwrócił się do swojego pierworodnego, o ile w rzeczywistości mogli uwierzyć Starusze. Przekonają się o tym, czy ona mówiła prawdę, jak tylko powrócą do kamiennego kręgu. Mogła powiedzieć im to, co chcieli usłyszeć i pokazać dokładnie to, co chcieli zobaczyć.
Dagur cicho westchnął, widząc jak pod wpływem tajemniczego proszku w ogień jego języki przybrały błękitną barwę, a z nich wyłoniło się Stonehenge. Miejsce stworzone dla innych bogów. W ich ojczyźnie również nie brakowało tego rodzaju miejsc. Spoglądał na widoczny w płomieniach ołtarz z jaśniejącymi runami. Starucha potrzebowała nowego ołtarza, który powinni spróbować dla niej stworzyć.
— Jeśli sami mamy zbudować ołtarz to potrzebujemy w pierwszej kolejności odpowiedniego kamienia. Mogę się za takowym rozejrzeć, a jeśli go znajdę to go przenieść. Z was wszystkich jestem najsilniejszy. Potem moglibyśmy wykuć na nim runy. — Dagur mógł spekulować co do sposobu spełnienia oczekiwań Staruchy, ale dopóki nie dowiedzą się tego od niej to mogą jedynie gdybać. Za tym mogło kryć się znacznie więcej, niż podejrzewali. Nie wiedzieli do czego kobiecie ten ołtarz w kontekście rytuału do odprawienia.
