• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Anglia Inne części Anglii Stonehenge [Stonehenge - Starucha] Esmé, Dagur, Hjalmar

[Stonehenge - Starucha] Esmé, Dagur, Hjalmar
Mistrz Dagur
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Dagur to mężczyzna obdarzony bardzo wysokim wzrostem (3 metry) i masywną budową ciała, przez co wyróżnia się na tle innych ludzi. Islandczyk ma rude, zwykle utrzymanie w nieładzie włosy, gęstą rudą brodę i zielone oczy. Ubiera się w wygodne, często mugolskie ubrania. Bardzo często można go zastać w narzuconym na codzienne ubrania skórzanym fartuchu i rękawicach ze smoczej skóry, wykorzystywanych podczas pracy w kuźni. Przez swój wzrost i budowę ciała może wywoływać mieszane uczucia u spotykanych na swojej drodze osób i może odstawać swoim zachowaniem od mieszkańców Anglii, jednak jest tak naprawdę serdecznym człowiekiem.

Dagur Nordgersim
#11
16.02.2024, 00:17  ✶  

Dagur, w przeciwieństwie do swojego syna, nie był w nastroju do uśmiechania się do kogokolwiek w obecnej sytuacji. Bez młodzieńca pouczającego go i jego syna w kwestii rozpalania ognia, przez zaistniałe okoliczności i obecność Staruchy, jego zdaniem sytuacja była wystarczająco poważna.

Nie zanegował tego w żaden sposób, że jego syn wyszedł z inicjatywą w kwestii przedstawienia ich nieznajomemu. W innych okolicznościach parsknąłby śmiechem, słysząc słowa swojego syna odnośnie powstrzymywania się od podawania komuś trochę uwalonej dłoni i tego, że z tego względu nie wypadało tego uczynić. Przez dwa lata pobytu w tym kraju zdążył się nauczyć, że Anglicy przywiązywali zbyt wielką wagę do tego typu rzeczy. Jak to mówią... kiedy wejdzie się między wrony, należało krakać jak one. Nie tego uczył swojego syna. Sam nie przepadał za wszelkimi wymówkami. Zdecydował się ucisnąć wyciągniętą ku niemu dłoń młodszego mężczyzny, o ile tak można powiedzieć przy różnicy w ich dłoniach. Poza tym, że również były to dłonie rzemieślnika, biegle operującego młotem i pozostałymi narzędziami, tak jego własne były ogromne. To, że zdecydował się uścisnąć jego dłoń wynikało to z tego, że Dagur potrafił dostrzec to, że ktoś trudni się ciężką, fizyczną pracą. I to właśnie nieunikanie pracy fizycznej miało dla niego znaczenie.

— Agatha podjęła decyzję, która również powinna zostać wzięta pod uwagę w kontekście podjętej przez was próby ocalenia życia, które zdecydowała się poświęcić. — Zwrócił się do nich po angielsku. Gdyby przemawiał w ich ojczystym języku to zrozumiałby go wyłącznie Hjalmar. Dagur nie zamierzał negować tego, że każde życie ma znaczenie i młoda dziewczyna mogła w przyszłości założyć rodzinę. Jednocześnie starał się akceptować podjętą przez młodą kapłankę decyzję dotyczącą poświęcenia swojego życia dla dopełnienia tego rytuału. Nawet nie będąc złym człowiekiem, chcącym śmierci młodej dziewczyny to doskonale wiedział, że istniała cienka granica między podejmowaniem słusznych decyzji a działaniem dla spokoju swojego sumienia. Na podstawie wszystkich słów wypowiedzianych przez Staruchę naprawdę to on mógł być w błędzie. Nie brakowało mu mądrości życiowej, jednak nie stał u kresu życia. Możliwe, że po tym wszystkim opuści to miejsce odrobinę mądrzejszy. To, co widział przez ułamek sekundy, było dla niego zbyt trudne do właściwego zinterpretowania. Nie było to jednoznaczne i niosło ze sobą poczucie konsternacji.

— Nie masz się o co martwić, chłopcze. — Zwrócił się do swojego pierworodnego, o ile w rzeczywistości mogli uwierzyć Starusze. Przekonają się o tym, czy ona mówiła prawdę, jak tylko powrócą do kamiennego kręgu. Mogła powiedzieć im to, co chcieli usłyszeć i pokazać dokładnie to, co chcieli zobaczyć.

Dagur cicho westchnął, widząc jak pod wpływem tajemniczego proszku w ogień jego języki przybrały błękitną barwę, a z nich wyłoniło się Stonehenge. Miejsce stworzone dla innych bogów. W ich ojczyźnie również nie brakowało tego rodzaju miejsc. Spoglądał na widoczny w płomieniach ołtarz z jaśniejącymi runami. Starucha potrzebowała nowego ołtarza, który powinni spróbować dla niej stworzyć.

— Jeśli sami mamy zbudować ołtarz to potrzebujemy w pierwszej kolejności odpowiedniego kamienia. Mogę się za takowym rozejrzeć, a jeśli go znajdę to go przenieść. Z was wszystkich jestem najsilniejszy. Potem moglibyśmy wykuć na nim runy. — Dagur mógł spekulować co do sposobu spełnienia oczekiwań Staruchy, ale dopóki nie dowiedzą się tego od niej to mogą jedynie gdybać. Za tym mogło kryć się znacznie więcej, niż podejrzewali. Nie wiedzieli do czego kobiecie ten ołtarz w kontekście rytuału do odprawienia.

Widmo
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
178cm, ciemne

Esmé Rowle
#12
16.02.2024, 03:15  ✶  

Przez ułamek sekundy, dosłownie na chwilę nie dłuższą niż mignięcie, Esmé poczuł się w potrzasku. Był to dokładnie moment, w którym dłoń Dagura z trudem zacisnęła się na jego. Z trudem, bo właściwie mógł mu podać dwa palce, a Rowle i tak miałby pełną garść. Wracając - kaletnik miał wrażenie, jakby właśnie wpadł w sidła. Jeżeli... wielkolud cokolwiek miał w planach to teraz, w tym momencie, Esmé był bez szans. Nie żeby w innych scenariuszach miał ich więcej, ale teraz było zupełnie beznadziejnie.

Aczkolwiek gigant nie zamierzał wyrywać mu rączek z sadyzmem dziecka znęcającego się nad muchą lub mrówką. Wszystkie kończyny zostały na miejscu, nienaruszone. Czarodziej nie wyobrażał sobie życia bez nich, bo to znacząco utrudniałoby paranie się rzemiosłem. A to właśnie to zajęcie w głównej mierze utrzymywało Rowle przy życiu. W podwójnie dosłownym znaczeniu.

- Zdecydowanie. - zaczął od zgadzania się ze słowami Dagura. - Nikt z nas nie powinien bawić się w Boga. Jakkolwiek kuszące by to nie było. - hipokryta, bo jeszcze niedawno w swojej pracowni mianował się właśnie bóstwem. I nawet miał swojego własnego Anioła. Ale mowa była o konkretnym miejscu, w którym rzeczywiście miał więcej do powiedzenia, zresztą on nigdy nie zamierzał decydować o cudzym życiu. - Brawura i pochopne decyzje to jednak domena młodych. Łatwo zadecydować, gdy nie zna się prawdziwej ceny. - i zadarł głowę. Nie dlatego, że był arogancki czy dumny, a po prostu po to, by spojrzeć w oczy Dagurowi. Agatha mogła się zabić przecież i po rytuale. I nikt by tego nie wiedział. Nie chodziło o samą śmierć a o to, co pchnęło ją do niej. Coś tak poważnego, jak przecięcie własnej linii życia powinno być okupione godzinami, nie, dniami? Nie. Latami rozmyślań. Paradoksalne, to u schyłku swego życia człowiek mógł być prawdziwie pewien czy chce żyć, czy nie. A kapłanka była młoda. Bardzo młoda. Nie tylko wiele lat doświadczeń przed nią, ale też jej życie wydawało się ograniczone. Jej świat... wydawał się zamykać w kulcie, do którego należała. Oddanie było chwalebne, mile widziane u ludzi, ale fanatyzm? Tego się wystrzegano. Zatem gdzie była Agatha? Po stronie oddania czy fanatyzmu? Rowle był w swej arogancji przekonany, że młoda kobieta nie zadała sobie nigdy tego pytania. A różnica była dla niego wręcz oczywista - fanatyzm był ślepy, a oddanie zawierało świadomość. Świadomość ceny i konsekwencji.

Starucha jawiła się jako dwie postacie - młodej kobiety i tą, którą już znali. Jak początek i koniec. Alfa i Omega. Życie i Śmierć. Esmé, ponownie, czuł niepokój obserwując te przedziwne zjawiska. Jasne, był Czarodziejem i widział wiele rzeczy, które nie mieściły się w głowie. Tutaj jednak obcował z... czymś ponad magię. Czymś, wobec czego był równie głupi, co mugole wobec magii.

Ambicje Isobell nie miały znaczenia dla rzemieślnika. Jego własne nie miały dla niego wielkiego, więc dlaczego miałyby cudze? Poczuł jednak odrobinę spokoju, gdy usłyszał, że Agatha przeżyje. Przeżyje kolejny dzień, by umrzeć innego. O ile tylko niczego się nie nauczy. Rowle miał nadzieję, że też przechodzi teraz przez lekcje tak, jak i oni. Jej przydałyby się najbardziej, bo na Isobell mogło być już za późno. Chociaż, podobno, człowiek uczył się całe życie.

Wciąż najbardziej wyrazistym uczuciem był niepokój. Cały czas. Teraz najbardziej podsycony tym poczuciem, że Starucha wie wszystko. Rowle starał się tę myśl odsuwać na bok, nie dać jej rozkwitnąć w swoim umyśle, jakby w obawie, że i to Starucha wie. Wie, że on boi się tej wiedzy. Że boi się... oh nie, nie mogła tego powiedzieć. Że boi się Prawdy.

Przez to wszystko przedarło się inne uczucie. Podejrzliwość. Isobell pochłonęły ambicje, mówiła o przywróceniu dawnej świetności Stonehenge, ale to miejsce służyło innym Bogom. Tym zapomnianym - jak wspomniała Starucha. Czy Arcykapłanka była tego świadoma? Czarodziej nie miał powodów, aby cokolwiek o niej wiedzieć, ale podejrzewał że... tak. Że wiedziała wszystko. Łącznie z tym, że ofiara z owieczki nie wystarczy. I że trzeba będzie poświęcić człowieka. I że Agatha zgłosi się na ochotniczkę. Nie wiedziała tylko, że ktoś będzie na tyle bezczelny, by jej przerwać. I że Agathcie bardzo śpieszyło się umrzeć.

Budowa nowego ołtarza wydawała się problematycznym zajęciem. Nie mieli narzędzi, nie mieli materiałów, nie mieli też czasu. A może mieli wszystko? A może nie mieli podstawowego? Podstawowego, czyli miejsca na ten ołtarz. Czy w ogóle gdzieś byli? Gdzie się znajdowali?

- Czy... to odpowiednie miejsce na ołtarz? - zapytał przenosząc wzrok na Staruchę, ale nie spoglądając jej w oczy. Nie drugi raz. - Wciąż nie wiem czy to iluzja, wspólna wizja, a może tylko moje własne urojenie. - przeniósł wzrok na towarzyszy, mówiąc te słowa jakby do siebie, szukając w nich jakiegoś... potwierdzenia że to rzeczywistość.

Dagur był zdecydowanie człowiekiem, który wolał działać, niż myśleć. Oddać się starym metodom, które przecież nie zawodziły, więc po co rozmyślać nad innymi. Takie wrażenie odnosił sam Rowle. Jego syn, z drugiej strony, podchodził do tematu zdecydowanie bardziej... ostrożnie. Nieśpiesznie, dając sobie i innym czas na przemyślenie całej sytuacji. Intrygującym było to, jak bardzo się różnili. Ich relacja wydawała się być ciepła, a jednak nie byli szczególnie do siebie podobni w tych kilku chwilach, które spędził z nimi Esmé. Spostrzeżenie na swój sposób pokrzepiające - wszak rzemieślnik nie miał kontaktu ze swym ojcem od lat. Ten był wiecznie nieobecny. I zawsze obawiał się, że mógłby być podobny do niego, tak po prostu.

- Zapał naprawdę godny podziwu. - mruknął do Dagura, bo aż nie mógł uwierzyć, że ten, tak po prostu, zasugerował że przeniesie jakiś wielki głaz, który miałby robić za ołtarz. Jedna sprawa, to sama siła niezbędna do takiego wyczynu. Jasne, był gigantem, ale... naprawdę miał aż tyle siły? Jeżeli tak, to po cholerę takim olbrzymom magia? Druga sprawa to... że łatwiej byłoby po prostu zostawić głaz i w tamtym miejscu zbudować ołtarz. - Podejrzewam, że to nie lokalizacja ma wielkie znaczenie, a sam... ołtarz i jego symbolika. Albo przeszłość. - miał na myśli to, że kamień mógł znajdować się gdziekolwiek, ale istotne było co z nim zrobią. I że może, ale tylko może, sami będą musieli złożyć ofiarę, by ze zwykłego głazu z runami powstał ołtarz. - Niestety, raczej na niewiele się zdam. Jestem kaletnikiem, chociaż param się rzemiosłem wszelakiej maści. Korzystam ze zwierzęcych materiałów. Skóra i kości w głównej mierze. - zatem sugerował, że nie jest dobry w rzeźbieniu w kamieniu. Co innego w drewnie, w kości, ale to zupełnie inny rodzaj sztuki. Nie znał się też na ołtarzach, toteż nie wiedział nawet jak mógłby wykorzystać swoje zdolności. Jasne, jakby tylko zamordowali tutaj jakieś zwierzę, a on miałby całą pracownię narzędzi, to mógłby stworzyć coś niesamowitego. Mógłby nawet stworzyć rytualny sztylet, chociaż może... może powinni odejść od ofiar. Mógł za to tworzyć dekorację, symbole, nawet szaty. Ale ołtarz? To chyba ponad jego możliwości.
- Mogę jednak być dla was pomocnikiem. - dodał na koniec jako ostateczność, z której mogli skorzystać. Nie chciał siedzieć bezczynnie, a szczególnie w momencie, w którym rzemiosło grało tak wielką rolę. Aż naprawdę było mu żal, że jego kaletnictwo wydawało się tutaj nie mieć zastosowania. To mogła być jego okazja, by jego dzieło zapisało się na kartach historii po wsze czasy.
Widmo
Wit Beyond Measure Is Man's Greatest Treasure.
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Czarownica czystej krwi; jedna z czworga legendarnych założycieli Hogwartu. Posiadaczka słynnego diademu, obdarzającego niezwykłą mądrością.

Rowena Ravenclaw
#13
19.02.2024, 22:44  ✶  
Oczy Staruchy zwróciły się w stronę Dagura, zaś bezzębne usta zacisnęły się w wąską kreskę wyrażającą dezaprobatę. Zaraz jednak przeniosła swe spojrzenie na Esmé, a jej umęczonych źrenicach na krótką sekundę zatańczyły pełne dumy płomyki. Oczywistym było, kto ma jej poparcie w tej słownej potyczce.

— Nie jesteście tu uwięzieni — zaprotestowała — Możecie odejść w każdej chwili.

Słysząc ich entuzjastyczne plany zbudowania ołtarza jedynie pokręciła głową.

— Tego gaju jeszcze nie ma — rzekła, dorzucając kolejną gałązkę chrustu do ogniska, a słup iskier ponownie wzbił się ku górze — Każda para rąk doZbudujcie go w kręgu i pobłogosławcie tymi runami.

W płomieniach jedna po drugiej ukazały się wspomniane znaki. Były to kolejno Uruz, Algiz, Hagalaz, Ehwaz, Tiwaz, Fehu, Mannaz, Sowelo, Gebo, Wunjo oraz Dagaz. Dagur i Hjalmar bez problemu mogli je odczytać oraz pojąć ich znaczenie. Nieco gorzej wypadał Esmé, dla którego były tylko zbiorem połamanych linii. Nie musieliście szukać skrawka papieru, aby je zanotować; runy same zapisały się w waszej pamięci, a kiedy zamykaliście oczy, byliście w stanie odtworzyć ich kolejność. Nawet Rowle je zapamiętał, choć nie znał ani ich nazw, ani znaczenia. Znał ich kształty i tylko to się liczyło.

adnotacja moderatora
Proszę o odpis do piątku (23.02) do godziny 12 ♥
Mała ściąga z runami.
Ulfhednar
a wolf will never be a pet
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Hjalmar mierzy koło metra osiemdziesięciu ośmiu wzrostu i jest dobrze zbudowany dzięki ciężkiej harówce w kuźni. Przeważnie nosi swoje jasne włosy spięte w wikiński warkocz z wygolonymi lub krótko obciętymi bokami. Ma zadbany zarost w postaci wąsa i brody, chyba że akurat złapie go chęć na powrót do Islandzkich korzeni i pozwoli mu żyć własnym życiem. Jak na nordyckiego człowieka przystało - ma niebieskie oczy. Mówi w sposób spokojny i powolny z północnym akcentem - jego głos jest dosyć donośny. Na pierwszy rzut oka wydaje się być przyjemnym rozmówcą, który nie wykazuje agresywnych zachowań chociaż jego aparycja może niektórych pomylić.

Hjalmar Nordgersim
#14
24.02.2024, 02:29  ✶  

Esme miał wokół siebie pewną aurę tajemniczości, ale nie zmieniało to faktu, że mówił dobrze. Ani Hjalmar, ani Dagur, ani nawet ich nowy kolega, nie mogli bawić się tego przysłowiowego Boga. Nie mieli prawa. Nie zostali wybrani do tego, aby dzierżyć tak potężne moce. Tylko czy tego potrzebowali? Młodszy z Nordgersimów na pewno nie - cieszył się z tego co miał. Nie mógł jednak odpowiedzieć za pozostałą dwójkę.

W głowie Islandczyka zrodziło się jedno pytanie. Skoro to miejsce służyło innym Bogom, co by było gdyby rytuał się jednak spełnił? Czy poczuliby się urażeni? Zaczęliby się mścić na nich wszystkich czy tylko może na arcykapłance? Zapewne istniał cień szansy na ziszczenie się ich najgorszych myśli, lecz wszystko zostało zatrzymane w odpowiednim czasie... Nachodziło więc jedno pytanie - czy powinni sobie zaprzątać głowę gdybaniem "co by było..."? Raczej nie.

Czy stawianie ołtarza na środku bliżej nieznanego sobie terenu, nie podchodziło pod samowolkę budowlaną? Nieznajomość Brytyjskiego prawa nie zwalniała z jego przestrzegania, a ostatnie na co miał ochotę, to były problemy z tutejszym wymiarem sprawiedliwości - Nie wiem... - odparł pod nosem, kręcąc przecząco głową w kierunku Rowle'a. Bardzo chciał mu pomóc, ale nie był w stanie. Sam miał problem z rozróżnieniem co jest faktem, a co złudzeniem czy ułudą. Jeżeli było to urojenie - to było to wspólne i wszyscy widzieli to samo. Cała ich trójka.

Siła Dagura była niepodważalna. Nawet połączone mięśnie Hjalmar i Esme, najpewniej to i tak by było za mało w starciu ze starszym Nordgersimem. Przez krótką chwilę przemknęła myśl, że może przy wsparciu Staruchy... ale też nie daliby rady. Tylko czy którykolwiek z nich chciał przenosić kamień? Dwójka młodszych mężczyzn była raczej cały czas na etapie rozmyślania i zastanawiania się nad jednym fundamentalnym pytaniu - co dalej?

- Nie przejmuj się Esme - zwrócił się do niego, chcąc dodać mu odrobinę otuchy - Nie chodzi tylko o jakieś wielkie umiejętności czy o to kto będzie w stanie przenieść więcej kamieni - tłumaczył jak on sam to widział - Patrząc na to, że już postawiłeś swój krok w kierunku tamtego ołtarza oraz to, że wyrażasz swoją chęć pomocy... to już bardzo wiele. Tylko tymi działaniami zrobiłeś więcej, niż wszyscy, którzy nie zrobili nic - kiwnął głową do Rowle'a, chcąc wybadać jego morale. Gest Hjalmar miał wydźwięk pytania się "ok". Nordgersim był przekonany o wartości ich kolegi kaletnika od samego początku. Od kiedy tylko ruszył do przodu, wiedział, że równy z niego gość i nie miał zamiaru pozwolić mu na to, aby się zamartwiał.

Kiedy Starucha odezwała się ponownie, Islandczyk się zdziwił. Nie jesteśmy tu uwięzieni? Teraz już nic nie rozumiał i z wielką checią skorzystałby z usług jakiegoś tłumacza.  Na twarzy miał wymaloną niepewność i odrobinę zagubienia. Możemy odejść... To nie był kolejny test? Któryś już z kolei?

Nie ruszył się, a jedynie przysłuchiwał się dalej - Gaju jeszcze nie ma... - powtórzył - Mamy poczekać, aż wyrośnie i wtedy zbudować ołtarz? - skierował swoja słowa do ich grupy. Z jednej strony brzmiało to logicznie. Z drugiej nadal pozostawało wiele pytań bez odpowiedzi - Albo... zbudować go po powrocie do rzeczywistości... - dodał, wszak też miało to jakiś sens. Może Starusze chodziło o zbudowanie tego w miejscu gdzie arcykapłanka chciała poświęcić Agathę? A może było to już zbyt przemyślanie i rozwiązanie było znacząco prostsze.

Wizja, która zagościła w myślach Hjalmara była jasna i klarowna. Znał te runy. Orientował się w nich i nie raz, ani nie dwa razy, wykorzystywał je w swoich rodzinnych stronach. Przymknął oczy, aby móc im się dokładnie przyjrzeć - Esme znasz runy? - zapytał, nadal nie otwierając oczu. Gdyby okazało się, że nie - był skłonny przygotować dla niego rozpiskę lub wytłumaczyć mu znaczenie tych znaków. W większej ilości osób najpewniej mogliby zrozumieć cały sens ukryty w tym przekazie.

Mistrz Dagur
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Dagur to mężczyzna obdarzony bardzo wysokim wzrostem (3 metry) i masywną budową ciała, przez co wyróżnia się na tle innych ludzi. Islandczyk ma rude, zwykle utrzymanie w nieładzie włosy, gęstą rudą brodę i zielone oczy. Ubiera się w wygodne, często mugolskie ubrania. Bardzo często można go zastać w narzuconym na codzienne ubrania skórzanym fartuchu i rękawicach ze smoczej skóry, wykorzystywanych podczas pracy w kuźni. Przez swój wzrost i budowę ciała może wywoływać mieszane uczucia u spotykanych na swojej drodze osób i może odstawać swoim zachowaniem od mieszkańców Anglii, jednak jest tak naprawdę serdecznym człowiekiem.

Dagur Nordgersim
#15
24.02.2024, 17:23  ✶  

W pierwszej kolejności chciał wyrazić swoje uznanie poprzez ledwie widoczne skinięcie głową, jednak się od tego powstrzymał. Nie zamierzał wypominać temu młodemu mężczyźnie wszystkich podjętych przez niego działań, które można było właśnie zrzucić na karb wypowiedzianych przez niego słów. Notabene one nawiązywały do jednej, niż więcej osoby. W tym do Agathy. Doskonale pamiętał jaki w czasach swojej młodości był on sam, a jaki był jego syn. Ile ten smarkacz krwi mu napsuł w czasach uczęszczania do Durmstrangu. Na całe szczęście zmądrzał po kilku latach.

— Do pewnego wieku za młodych odpowiadają dorośli, później można jedynie doradzać i liczyć, że posłuchają starszych od siebie - głównie rodziców. — Spojrzał z ukosa na swojego pierworodnego. Gdyby Agatha była jego córką to uszanowanie decyzji podjętej przez tę czarownicę byłoby poprzedzone odbyciem długiej rozmowy z nią o tym, co chciałaby zrobić. Ta rozmowa mogłaby zmienić wszystko w jej przypadku. Wyznający wiarę swoich przodków był w stanie zaakceptować tego rodzaju religijną gorliwość, poświęcenie swojego życia, nawet jak w ich stronach odchodziło się od tego typu praktyk.

— Mnie nie pytaj, chłopcze. Dotychczas doświadczałem odmiennych stanów świadomości, kiedy podczas biesiady wypiłem za dużo piwa. Raczej nic sobie nie uroiłeś, podobnie jak my sobie nie uroiliśmy. Pierwsza albo druga wersja mogą być prawdziwe. Albo żadna z nich nie ma w sobie odrobiny prawdy. — Będący prostym człowiekiem Dagur nie ma wielkiego pojęcia o tego typu sprawach. O ile w ich domu piwo było najczęściej pitym napojem, tak tylko podczas przyjęć pozwalali sobie na więcej w tej kwestii. Tylko konie piją wodę. Starał się wykluczyć dzielenie wspólnych urojeń. W jego prostolinijnym umyśle nie było na to miejsca. Dopuszczał to, że znajdowali się w iluzorycznym świecie albo doświadczali wspólnych wizji.

— Chcesz stąd odejść, synu? — Zwrócił się do swojego pierworodnego, za którego nie zamierzał decydować w tym momencie. Jeśli chciał zostać w tym miejscu to zostanie razem z nim. Jeśli zechce opuścić to miejsce to odejdzie razem z nim. Tak jak udali się tak wspólnie, tak też wrócą.

Starucha mogła spoglądać na niego z dezaprobatą, jednak taki właśnie był i się nie zmieni z dnia na dzień. Nie zamierzał konkurować z tym mężczyzną o jakąkolwiek przychylność bezzębnej kobiety. Nie miał jednak zamiaru odnosić się do niej z brakiem szacunku. Bogowie jak dotąd zdawali się być przychylni jemu i jego rodzinie.

— Widzisz, chłopcze... jest czas na myślenie i na działanie. Czasem jedno wymaga drugiego, ale ja nie jestem myślicielem. — Zdaniem Dagura lepiej było działać zamiast myśleć przez długie godziny. To nie sprawi, że praca sama się wykona. Nie było mu w głowie próżnowanie. Dagur przewyższał swoją siłą wszystkich znanych sobie mężczyzn. Jego samego przewyższały jedynie pełnokrwiści giganci. — Może tak być, jak mówisz. — Przyznanie racji Rowle'owi świadczyło o tym, że brał pod uwagę jego stanowisko. Nie potrafił jednak potwierdzić tego, czy to prawda.

— Tego akurat nie za bardzo rozumiem, nawet jak otrzymaliśmy wyraźne instrukcje. — Zwrócił się do swojego syna oraz ich towarzysza. Właściwa interpretacja wypowiedzianych przez Staruchę słów okazywała się znacznie trudniejsza, niż pierwotnie się wydawało. Prędzej czy później tego się dowiedzą, a przynajmniej na to mogli mieć nadzieję. Odtworzenie z pamięci tych run nie będzie stanowić dla niego najmniejszego problemu. Zwłaszcza, że mieli pobłogosławić nimi ten ołtarz.

Widmo
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
178cm, ciemne

Esmé Rowle
#16
24.02.2024, 17:35  ✶  

Specyficznie nieregularne ego Esmé pozostało w swoim nienaruszonym stanie. Nie miał ochoty patrzeć Starusze w zakryte bielmem oczy, więc uniknął dostrzeżenia iskier aprobaty, które zatliły się gdzieś za mgłą. Ale widział dezaprobatę jaka została wyrażona wobec słów Dagura. Tyle wystarczyło by domyślić się kogo stronę trzymała w tym... nie tyle sporze, bo przecież nikt tutaj nie walczył o rację. W tej wymianie. Mieli odmienne zdania i Rowle, tak naprawdę, miał daleko gdzieś jakiego rodzaju człowiekiem był Dagur. To nie od niego zależała ta decyzja, bo przecież jego racja zawsze będzie miała najwięcej racji. Gigant był po prostu lepiony z innej gliny, a Esmé to szanował. Cenił odmienność.

Został nieco zaskoczony słowami Hjalmara. Przeniósł na niego swe ciemne oczy i przyglądał mu się z beznamiętnym wyrazem twarzy, nawet przechylając nieco głowę niczym pies, który się przysłuchuje. Czy właśnie został pocieszony i pochwalony? Zamrugał zdezorientowany, lecz zaraz uśmiechnął się przyjaźnie. Prawdziwie łagodny gigant.

- Dziękuję. - nie potrzebował pocieszenia, że i tak odegrał wielką rolę samymi chęciami, bo... nie czuł się z tego powodu smutny. Jego brak umiejętności niezbędnych, aby stworzyć ołtarz w kamieniu to był po prostu fakt. Ale niesamowicie miłym gestem było to, że Hjalmar odebrał to w swój sposób, który popchnął go do wypowiedzenia takich słów. Esmé... cenił ciepło, jakie biło od ludzi. - A mawiają, że bezczelność to zawada. - dodał półżartem, bo rzeczywiście uważał, iż ta cecha, jak prawie każda inna, w odpowiedniej ilości potrafiła stać się pozytywną. Wystarczyło ją dawkować, wykorzystywać w odpowiednim momencie. Niczym rzemieślnik narzędzie. Nie wszystko dało się zrobić młotem, prawda?

Mogli odejść... ale czy chcieli odejść nim poznają wszystkie lekcje? Każda sekunda w tym przedziwnym miejscu była wypełniona po brzegi cenną wiedzą. Cennymi doświadczeniami. Albo, o ile to tylko paranoja, było to wszystko bzdurą. Bezużytecznymi majaczeniami umysłu. Tak czy inaczej, Rowle uznawał to wszystko za wielce ciekawe, toteż nie miał zamiaru szybko ucinać tej wizyty, a raczej... zostać wyproszonym.

Starucha zaś zaczęła mówić bardzo... enigmatycznie. Esmé aż spojrzał na swoich kompanów, jakby upewniając się że to nie jemu umysł płata figle, a wszyscy słyszeli... to samo. Tak samo niezrozumiałe. Część była jednak jasna - tego gaju jeszcze nie było. Hjalmar już zaczął snuć teorie, z których to ta druga wydawała się brzmieć według Czarodzieja najbardziej sensownie.

- Odnoszę wrażenie, że miejsce w którym się znajdujemy teraz... jakby to powiedzieć? Nie istnieje? - ale musiało istnieć skoro w nim byli. - Nie istnieje w świecie materialnym. - poprawił się. - Ołtarz najpewniej powinien powstać w świecie, w którym się ockniemy. - bo czy to była rzeczywistość? A teraz? To co doznawali teraz? To nie była rzeczywistość? Dla nich, w tym momencie właśnie, była. Inna, niż ta, której doświadczali zazwyczaj, ale rzeczywistość. Tak zakładał Rowle, chociaż pewności nie mógł mieć. To dopiero musiało się okazać.

Na tym świecie nie było przypadków. Bogowie nie popełniali przypadków. Dagur i Hjalmar specjalizowali się w runach, a zadaniem ich tercetu rzemieślniczego było właśnie stworzenie ołtarza w kamieniu i wyrycie w nim run. Dobrze, a zatem... jaką rolę miał pełnić w tym wszystkim Esmé? Zmrużył oczy, jak to miewał w zwyczaju podczas rozmyślań, by spróbować wymyślić sobie jakieś przeznaczenie w tym wszystkim. Minęły sekundy, ale czas ten wydawał się dłużyć wewnątrz pałacu myśli kaletnika. Cisza. Panowała w nim niespotykana cisza. Może... on po prostu trafił tutaj z braku laku? Dla kogoś takiego jak on nie było konkretnego przeznaczenia? Jego pasja do rzemieślnictwa była jedynym, co dało się dopasować? A może miał być tym głosem po stronie rozumowania Hjalmara, a nie Dagura? Westchnął lekko, pod nosem, wracając umysłem do obecnych.

- Nie. - odparł szybko, przenosząc wzrok na młodszego giganta. - Ale chyba nie jest to niezbędne, aby je wyryć. - nie to, że on miał rzeźbić w kamieniu, lecz miał w tym procesie przecież pomagać. I znajomość run nie była do tego, jego zdaniem, niezbędna. - Niemniej, ciekawi mnie co oznaczają. - dobrze byłoby wiedzieć co za formułkę wyryją. Albo co za efekt będzie miała. Albo jak bardzo mrocznie brzmi, żeby na podstawie tej absurdalnie subiektywnej skali ocenić czy Starucha nie jest zła. Bo dlaczego mieliby jej ufać? Bo pokazała w iskierkach trochę obrazków i mówiła, że Agatka nie powinna umrzeć? To... niczego nie udowadniało.
Widmo
Wit Beyond Measure Is Man's Greatest Treasure.
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Czarownica czystej krwi; jedna z czworga legendarnych założycieli Hogwartu. Posiadaczka słynnego diademu, obdarzającego niezwykłą mądrością.

Rowena Ravenclaw
#17
16.03.2024, 03:06  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 27.03.2024, 20:10 przez Rowena Ravenclaw.)  
Starucha zamilkła, przyglądając się każdemu z was ze skupieniem wymalowanym na twarzy. Zaraz potem odwróciła głowę i spojrzała w swoją lewą stronę; jej oczy rozszerzyły się w szerokim, tak niepodobnym do niej stuporze. Widziała coś, czego jeszcze wy nie byliście w stanie dostrzec, jednak tuż po chwili uderzył was podmuch silnego wiatru.

Tak potężnego, że rwał liście z drzew, łamał suche gałęzie oraz ugasił płomień ogniska. Tak silnego, że poczuliście ból, gdy uderzył w wasze ciała.

— Już czas — powiedziała Starucha niewzruszona niczym skała. W tej samej chwili zaczęliście zapadać się w ziemię - mogliście protestować, próbować walczyć, ale to tylko sprawiało, że zapadaliście się szybciej. Podmokła ziemia wdzierała się w wasze usta, w nosy, zatykała uszy i wdzierała się do oczu.

Aż zapanowała ciemność.

adnotacja moderatora
Dziękuję za sprawne odpisy ♥ Jak skończymy ostatnią kolejkę z Matką wrócimy do wątku głównego, czekajcie na pinga na discordzie  Słodziutki

Koniec sesji
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości
Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Dagur Nordgersim (1926), Esmé Rowle (4255), Hjalmar Nordgersim (1860), Rowena Ravenclaw (1212)


Strony (2): « Wstecz 1 2


  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Przydatne linki
Kolejeczka
Tryb normalny
Tryb drzewa