27.06.1972, wczesny wieczór
Mieszkanie Nicholasa, Robert & Nicholas
Koniec miesiąca zbliżał się wielkimi krokami, co za tym idzie – pewne sprawy należało wreszcie załatwić. Odpowiednio się nimi zająć. Zanim zabraknie czasu. Zanim człowiek obudzi się z tą przysłowiową ręką w nocniku. Nad tym konkretnym problemem Robert długo myślał. Rozważał różne opcje. Różne rozwiązania brał pod uwagę. Wreszcie musiał zdecydować się jednak na to jedno. Być może tymczasowe, być może na stałe. Tego wciąż nie był pewnym.
Nicholasa postanowił, tak dla odmiany odwiedzić w jego własnym mieszkaniu. Pierw się zapowiadając, zarazem jednak nie czekając na wiadomość zwrotną. Nie zakładał odmowy. Nie myślał, że ten konkretny termin nie będzie mu pasował. I może tak, po trochu, nachodził go również celowo. Podyktowane było to pewnymi względami, o których nie mówił. Mówić nie zamierzał.
Zjawił się wczesnym wieczorem. Teleportował się pod odpowiedni adres. Zapukał do drzwi. Zaczekał, aż te zostaną otwarte. Jeśli wpuszczenie go do środka miało zająć Nicholasowi więcej czasu, czekając najpewniej zerknął na swój zegarek. Upewniając się odnośnie tego czy ten wskazywał odpowiednią godzinę. Tak jakby on, Robert Mulciber, kiedykolwiek się w tych kwestiach pomylił. Przypadkiem zjawił zbyt późno bądź zbyt wcześnie.
Jeśli do czegoś takiego doszło, zawsze było to świadome. Celowe. Odpowiednio wcześniej zaplanowane. Bo przecież był z tych ludzi, którzy mieli zaplanowane co konkretnie ubiorą w każdy kolejny dzień tygodnia.
- Nicholasie, wybacz że tak Ciebie nachodzę. – odezwał się, kiedy wreszcie znaleźli się ze sobą twarzą w twarz. Nie była to jednak szczera prośba, przeprosiny, a jedynie wyuczona formuła. Typowy, grzecznościowy zwrot. Wiele takich zdołał przez lata opanować do perfekcji. Niezbyt często jednak po nie sięgał. Zwłaszcza w ostatnich latach. – Mam nadzieję, że ta krótka rozmowa nie zaburzyła Twoich planów. Postaram się szybko wszystko wytłumaczyć i nie zajmować Tobie zbyt dużej ilości czasu.
Zapewnienie, które mogło być szczere. Bo przecież nie przywiodło go tutaj nic, co miało zająć im wiele czasu. Gdyby mieli omawiać coś bardziej szczegółowo, w ten drobiazgowy sposób, spotkanie odbyłoby się w innym miejscu. Bardziej adekwatnym. Odpowiednim. Bezpieczniejszym? Dokładnie tak. Bo swój gabinet uznawał za znacznie bezpieczniejszy. Dbał przecież o to, aby otoczony był odpowiednimi zabezpieczeniami.