01.04.2024, 22:57 ✶
Może i głupi żart, Viorica potrzebowała jednak choć odrobiny jakiejś względnej normalności w tym całym pierdolniku, który na siebie zwaliła. Dlatego nawet się lekko zaśmiała wiedziona pewnie czystą desperacją. Albo miała równie zryte poczucie humoru co Crow. Sama nie była w tej chwili pewna.
- Jak się ostatecznie poddam, to pójdę na największą imprezę swojego życia, wydam tyle pieniędzy ile będę mogła, kupię prawdziwego szampana, przeliżę się z każdym kto będzie miał ochotę, a potem, o ile przeżyję te kilka godzin, mogę się do ciebie zgłosić. Na razie jednak jeszcze próbuję coś nie wiem, wymyślić? Także nie mam po prostu humoru, ale dzięki za propozycję, doceniam, że nie chcesz mi dać zdechnąć samotnie - przymknęła oczy. Takie wsparcie lepsze niż żadne. Nawet, jeśli miała wyjść na łatwą. W końcu umiera się raz, chociaż można spróbować to… No może nie uczcić, ale sprawić, że mało się w życiu żałowało.
Dobra, miała chyba jednak dość słuchania o własnej śmierci.
Życie wydawało się o wiele bardziej w tej chwili korzystne, szczególnie, gdy zaczęto w to wciągać jej dwuosobową rodzinę. Pal licho ją, jeśli miała wyobrazić sobie swoją matkę, która straciła swoje jedyne dziecko… Jeszcze gorzej, jeśli mieliby w końcu zmienić cel. Wiedziała, że jeśli ktokolwiek tknie Ralitse, Viorica sama pójdzie, nakopie komuś obcasem, po czym pewnie da się w końcu zabić. Nie, wolała opcję ze znalezieniem jednak rozwiązania.
Nie wiedziała, że było ono tak bliskie.
No dobra, inaczej. Nie wierzyła, że ktokolwiek byłby w stanie w ten sposób zapewnić jej ochronę.
Na początku z powątpiewaniem spoglądała na Crowa, zastanawiając się, czy jego zamyślenie to zwiastun genialnego planu, czy kolejnego wyszukanego żartu.
Ku jej uldze, padło na to pierwsze.
- Jak pszczoła bez ula? - zapytała, lekko unosząc wargi, widząc lekkie zakłopotanie mężczyzny, po którym się tego nie spodziewała. Wyglądał w tej chwili wręcz uroczo, nie miała jednak teraz odwagi się z nim droczyć. Zamilkła więc na chwilę, patrząc na powoli wypalającego się papierosa, z którego kawałek popiołu spadł na grunt. Podniosła się, wspierając się tylko na jednej ręce, przeszła kawałek, stając tyłem do Crowa i przygryzając znów resztki paznokcia na kciuku, po czym się odwróciła. W jej oczach błysnęła nadzieja.
- To może się udać. Nie wiem co to za robota, mam jednak spory wachlarz umiejętności, więc mogę na coś się przydać. - Spróbowała zacisnąć pięść na uszkodzonej ręce. Bolała jak diabli, ale jeśli by się postarała, mogłaby jej używać. Nie chciała być balastem. Balast się wyrzucało. - Dante na pewno dwa razy by się zastanowił, gdyby próbował zadrzeć z Fontaine. I tak w końcu jestem u niego spalona, więc nic mi po neutralności. - Kolejne przygryzienie, tym razem już samego palca. Mimo to czuła na języku metaliczny posmak.
Myślała znów chwilę, po czym spojrzała Krukowi prosto w oczy.
- Nie będziesz miał przez to kłopotów? - była kompletną idiotką martwiąc się w takiej sytuacji o innych. Nie chciała jednak nikogo pociągnąć na dno, gdy sprawa była całkowicie jej winą.
- Jak się ostatecznie poddam, to pójdę na największą imprezę swojego życia, wydam tyle pieniędzy ile będę mogła, kupię prawdziwego szampana, przeliżę się z każdym kto będzie miał ochotę, a potem, o ile przeżyję te kilka godzin, mogę się do ciebie zgłosić. Na razie jednak jeszcze próbuję coś nie wiem, wymyślić? Także nie mam po prostu humoru, ale dzięki za propozycję, doceniam, że nie chcesz mi dać zdechnąć samotnie - przymknęła oczy. Takie wsparcie lepsze niż żadne. Nawet, jeśli miała wyjść na łatwą. W końcu umiera się raz, chociaż można spróbować to… No może nie uczcić, ale sprawić, że mało się w życiu żałowało.
Dobra, miała chyba jednak dość słuchania o własnej śmierci.
Życie wydawało się o wiele bardziej w tej chwili korzystne, szczególnie, gdy zaczęto w to wciągać jej dwuosobową rodzinę. Pal licho ją, jeśli miała wyobrazić sobie swoją matkę, która straciła swoje jedyne dziecko… Jeszcze gorzej, jeśli mieliby w końcu zmienić cel. Wiedziała, że jeśli ktokolwiek tknie Ralitse, Viorica sama pójdzie, nakopie komuś obcasem, po czym pewnie da się w końcu zabić. Nie, wolała opcję ze znalezieniem jednak rozwiązania.
Nie wiedziała, że było ono tak bliskie.
No dobra, inaczej. Nie wierzyła, że ktokolwiek byłby w stanie w ten sposób zapewnić jej ochronę.
Na początku z powątpiewaniem spoglądała na Crowa, zastanawiając się, czy jego zamyślenie to zwiastun genialnego planu, czy kolejnego wyszukanego żartu.
Ku jej uldze, padło na to pierwsze.
- Jak pszczoła bez ula? - zapytała, lekko unosząc wargi, widząc lekkie zakłopotanie mężczyzny, po którym się tego nie spodziewała. Wyglądał w tej chwili wręcz uroczo, nie miała jednak teraz odwagi się z nim droczyć. Zamilkła więc na chwilę, patrząc na powoli wypalającego się papierosa, z którego kawałek popiołu spadł na grunt. Podniosła się, wspierając się tylko na jednej ręce, przeszła kawałek, stając tyłem do Crowa i przygryzając znów resztki paznokcia na kciuku, po czym się odwróciła. W jej oczach błysnęła nadzieja.
- To może się udać. Nie wiem co to za robota, mam jednak spory wachlarz umiejętności, więc mogę na coś się przydać. - Spróbowała zacisnąć pięść na uszkodzonej ręce. Bolała jak diabli, ale jeśli by się postarała, mogłaby jej używać. Nie chciała być balastem. Balast się wyrzucało. - Dante na pewno dwa razy by się zastanowił, gdyby próbował zadrzeć z Fontaine. I tak w końcu jestem u niego spalona, więc nic mi po neutralności. - Kolejne przygryzienie, tym razem już samego palca. Mimo to czuła na języku metaliczny posmak.
Myślała znów chwilę, po czym spojrzała Krukowi prosto w oczy.
- Nie będziesz miał przez to kłopotów? - była kompletną idiotką martwiąc się w takiej sytuacji o innych. Nie chciała jednak nikogo pociągnąć na dno, gdy sprawa była całkowicie jej winą.