• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Greater London Aleja horyzontalna v
« Wstecz 1 … 4 5 6 7 8 … 11 Dalej »
[08/1972] Herbatka - Desmond & Baldwin

[08/1972] Herbatka - Desmond & Baldwin
Cień Prokrusta
the stronger becomes
master of the weaker
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
187 cm wzrostu, blond włosy i niebieskie oczy. Ubrany elegancko, od linijki, głównie w beże, brązy i błękity. Pachnie subtelnymi, cytrusowymi perfumami. Rzadko pokazuje emocje, mówi szybkim, oschłym monotonem. Porusza się spokojnie, dumnie i sztywno.

Desmond Malfoy
#1
23.07.2024, 19:12  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 23.07.2024, 19:13 przez Desmond Malfoy.)  
Mieszkanie Desmonda Malfoya
Desmond Malfoy & Baldwin Malfoy

Gdy Baldwin zapukał do drzwi mieszkania Desmonda, otworzyły się one zaskakująco szybko, niemal natychmiastowo; zupełnie, jakby kuzyn czekał na niego w holu. Sądząc po tym, z jak beznamiętnym wyrazem twarzy go powitał, faktycznie mogła być to prawda. Nie mógł mu jednak otwarcie wypomnieć spóźnienia, bo w liście określił czas rozpoczęcia spotkania jako "bliżej siódmej", nie "punkt siódma".
– Cieszę się że tu. Jesteś – powiedział sucho, po sekundzie zawahania podając mu rękę. – Przygotowałem deser żebyś. Nie był głodny później możemy zająć się obrazem.
Pomimo gorliwej artykulacji wszystkich głosek zgodnie z przesadnie wyraźnym akcentem stosownym dla jego niemal arystokratycznego pochodzenia, coś w jego głosie prędko zdradziło Baldwinowi, że nie był trzeźwy. Z wyjątkiem tego detalu, Desmond prezentował się całkowicie schludnie i formalnie, nie odbiegając nawet odcieniem paska od reguł mody męskiej.

Skinieniem głowy zaprosił kuzyna wgłąb cuchnącego terpentyną korytarza, przez który poprowadził go do niewielkiej, bogato udekorowanej jadalni. Intensywny zapach czarnej herbaty z bergamotką wypełniał całe pomieszczenie, dominując na brzoskwiniową słodyczą ciasta truskawkowego z tłustym, gorzkawym akcentem orzechów włoskich. Na środku stołu okrytego haftowanym w lilie obrusem zaraz obok ciasta stała porzucona butelka z resztką rumu, odcinająca się ostro na tle porozkładanej z pietyzmem srebrnej zastawy i delikatnych naczyń z malowanej porcelany.
– Chciałbyś odwiedzić łazienkę żeby się odświeżyć czy możemy już siadać do posiłku – zapytał, znudzony wzrok zawieszając obrazie okupującym zaszczytne miejsce na ścianie. Przedstawiał dwa złote borzoje przechadzające się po ogrodzie posiadłości Malfoyów w Wiltshire. Był to pierwszy utwór z serii animalistycznych scen malowanych post-mortem, z których większość podarował właścicielowi zmarłych chartów, swojemu wujowi Fortinbrasowi.

Absolutnie nie ufał standardom czystości przesiąkniętego smrodem Nokturnu Baldwina. Jakiejkolwiek sympatii by do niego nie żywił ze względu na ich zażyłość z czasów szkolnych, był boleśnie świadomy tego, że jego rodzina musiała mieć dobre powody, aby unikać pokazywania się publicznie w towarzystwie członków tej gałęzi rodziny.
The Nocturn's Delight
When I grow up,
I wanna be a heretic.
wiek
20
sława
III
krew
czysta
genetyka
—
zawód
malarz i aktor
Normalnie skóra zdjęta z ojca! 177 cm wzrostu, waży koło 70 kg. Szczupły młodzieniec, chodzi wyprostowany emanując pewnością siebie. Ma wyjątkowo jasne włosy, które od razu zdradzają jego pochodzenie od Malfoyów. Oczy jasne w szarym odcieniu. Można odnieść wrażenie, że jest wiecznie z czegoś niezadowolony, ale wrażenie to umyka, gdy otwiera usta - charyzmatyczny chłopiec z łagodnym, może nieco chrapliwym głosem.

Baldwin Malfoy
#2
23.07.2024, 22:14  ✶  
Drugi list od kuzyna może rzeczywiście nie zastał go… w najlepszym stanie. To trzeba było przyznać.
Tkwił od wielu godzin nad kolejnym obrazem, marnując kolejne minuty na wpatrywaniu się w martwe oczy swojej siostry. Kolejna niedoskonała praca. Niewarta wszywania w nią wspomnień. Kopnął w złości sztalugę, pozwalając, aby płótno spadło z hukiem na ziemię. Jak na zawołanie jego myśli odciągnęła sowa siedząca na parapecie.
Już chciał odgonić ptaszysko jakąś solidną klątwą (już on kurwa da Ministerstwu śledzić się we własnym domu! Po jego trupie!), ale dostrzegł znajomą papeterię przywiązanej do nóżki ptaka. Niechętnie wpuścił ptasiego szpiega do środka.

Blah bla blah… dziękuję za troskę. blah blah… sam wybrałem zawód… Dlaczego? I jestem szczęśliwy. Martwi też są, bo nie wiedzą że są martwi. Nie przypominał sobie, żeby prosił kuzyna o streszczenie historii życia. Przewrócił oczami odnajdując w liście o wiele bardziej interesujące go informacje. U niego.
W porządku, nie miał z tym najmniejszego problemu. Przynajmniej nie musiał się przejmować stanem swojego mieszkania. Spojrzał znad listu na porzucony na ziemi obraz jakby oceniał czy warto go podnieść zanim farba wsiąknie na dobre w pstrokaty dywan. Najwyraźniej odpowiedź była przecząca, bo Baldwin wrócił do czytania listu.
Uszanowanie porządku. Znów zerknął na dywan. Jakby mu Desmond w myślach czytał. Włącznie z zachowaniem czystości.
- Czy ty to widzisz Linda?- Zapytał oburzony, ocierając w szatę brudne od farby ręce. Szczurzyca, która dotychczas grzecznie siedziała na głowie swojego właściciela moszcząc się w gęstwinie jasnych, splątanych włosów, co prawda niewiele zapewne widziała, ale zapiszczała wyraźnie poruszona.
Herbatka u kuzyna. Może powinien wyciągnąć wyjściową szatę? Albo pożyczyć kostium króla Leara z garderoby? Przeklął się w myślach, pocierając twarz dłonią i rozsmarowując po policzku przepiękny odcień błękitu. No i po co się zgadzał? Teraz miał problemy gorsze niż przed pierwszą randką.

- * -

Baldwin stanął na progu mieszkania Desmonda dokładnie o ustalonej godzinie jaką była “bliżej siódmej”.
To czy był tam za kwadrans czy kilka minut po, to był tylko drobiazg. Nie zapytał kuzyna jak długo czekał w holu, ale podał mu rękę do uściśnięcia. Szczerze mówiąc Malfoy zrobił wszystko, żeby dostosować się do tego całego “uszanowania czystości”.
Czysta, świeżo wyprasowana czarna szata, żadnych widocznych plam po farbach, nawet dłonie miał czyste. Co więcej, ta blond cholera pachniała aktualnie jak kwietna łąka albo co tam było w tym eliksirze do kąpieli, który ukradł z szafki jednej z aktorek.
Siedząca na jego ramieniu Rozalinda nie dość, że była świeżutko wykąpana (w tym samym zresztą eliksirze) to prezentowała się wyjątkowo gustownie z różową wstążką przewiązaną na ogonie Prawdopodobnie najczystszy gryzoń w całym Londynie.

- Cieszę się, że mnie zaprosiłeś.- Odparł tylko, nie kryjąc uśmieszku. Więc potrzebował jego pomocy? Towarzystwa?
Uniósł lekko brew słysząc o deserze. Może powinni obaj odziać się w suknie po matkach, gorsety i jak pierwsze lepsze dziewki porozmawiać o sztuce przy herbatce i ciasteczkach? Stojąc blisko kuzyna wyczuł słodki zapach rumu, a z piersi Baldwina wyrwało się ciche:
- Och...
Nie mógł się doczekać? Czy potrzebował chapnąć kielonek na odwagę?

Z początku chłopak zignorował nawet wszelkie słodkości leżące na stole. Nie był tu po ciastka. Nawet herbata była tylko pretekstem, by spotkać się z kuzynem. Poza tym o wiele bardziej interesowało Baldwina to co znajdowało się w honorowym miejscu na ścianie. Kundle szanownego seniora rodu, jego wszechświętości Fortnibasa.
Prychnął, niekoniecznie nad samym obrazem ale nad wspomnieniem tych spętanych, ograniczonych umysłów niektórych z ludzi, których musiał nazywać swoją rodziną.
- Chciałeś porozmawiać o swoich obrazach?- Zapytał, wreszcie odrywając wzrok od namalowanej scenki. Zrobił krok w stronę stołu, pozwalając gospodarzowi gospodarzyć. Bez względu na to czy ten postanowił do tych fikuśnych filiżanek wlać herbaty czy rumu.
Cień Prokrusta
the stronger becomes
master of the weaker
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
187 cm wzrostu, blond włosy i niebieskie oczy. Ubrany elegancko, od linijki, głównie w beże, brązy i błękity. Pachnie subtelnymi, cytrusowymi perfumami. Rzadko pokazuje emocje, mówi szybkim, oschłym monotonem. Porusza się spokojnie, dumnie i sztywno.

Desmond Malfoy
#3
25.07.2024, 23:29  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 06.08.2024, 23:06 przez Desmond Malfoy.)  
Docenił niemal śliską czystość dłoni Baldwina, acz w jego oczach, mimo uśmiechu, dało się zauważyć cień pogardliwej protekcjonalności. Nie umknęła mu osobliwość perfum, którymi emanował kuzyn. Nie spodziewałby się po nim umiłowania do kwiatowych, typowo kobiecych zapachów, acz ich kiczowata ostrość przypominająca toaletowe odświeżacze powietrza w pewien sposób pasowała do niego, dopełniała jego dziwacznej aury.

Wzdrygnął się, gdy prychnięcie Baldwina nagle uderzyło go w uszy. Oderwał wzrok od chartów, żeby zmierzyć go chłodnym wzrokiem. Jego uwagę natychmiast przyciągnął idiotycznie przystrojony szczur, który siedział na jego ramieniu. Nie mógł zrozumieć, dlaczego wciąż trzymał go przy życiu po tylu latach; wszakże nie był już dzieckiem, żeby zyskiwał cokolwiek z posiadania pupila. Chciał jednak pozostać nieskazitelnie uprzejmym, dlatego starał się zignorować gryzonia i przejść do tego, co mogło pozytywnie wpłynąć na jego strategiczną pozycję w tej rozmowie.
– Oczywiście – odparł sucho, zaklęciem odsuwając krzesło dla kuzyna. Później, z cichym westchnieniem, przestawił butelkę rumu bliżej siebie i sam zasiadł do stołu. – Ale nie powinniśmy. Tak się. Śpieszyć. Przecież jesteśmy tutaj po. To. Żeby cieszyć się swoim towarzystwem jestem bardzo ciekawy jak życie ci płynie ostatnimi czasy.
Omijał kwestię tego, że sam zapadł się pod ziemię na niemal trzy miesiące. Przynajmniej nie musiał kłamać na temat swojej ciekawości, bo faktycznie intrygowało go, w jak absurdalne sytuacje Baldwin zdążył się wplątać przez ten czas. Co jak co, porzucenie dumy i jakiejkolwiek godności pozytywnie wpływało na różnorodność przeżyć.

Półświadomie odwlekał rozmowę o tym, o czym rzeczywiście zamierzał z nim porozmawiać. Gdy słał wczoraj do niego list, palący go teraz jak rozgrzane żelazo wstyd nie był jeszcze aż tak dotkliwy.

Spojrzał Baldwinowi w oczy, próbując przypomnieć sobie, że jest on ostatnią osobą, która mogłaby oceniać go za to, jaki tak naprawdę był. Przecież to właśnie on, na przestrzeni lat, mógł obserwować każdy etap tego, jak to wszystko w nim dojrzewało. Fakt, że mieli ze sobą niekomfortowo dużo wspólnego, przede wszystkim obrzydzał go, oczywiście, ale dawał mu też pewne poczucie bezpieczeństwa, którego nie był w stanie wynieść z żadnej innej relacji w swoim życiu, nawet tej z Oleandrem, który, cóż, posiadał zupełnie inny repertuar słabości i przywar.
– Zainteresowałeś się już może – Uśmiechnął się z bólem, nalewając ostrożnie herbaty do obu filiżanek. – Walką o naszą przyszłość o przyszłość naszej rasy czy dalej. Czy dalej szukasz. Uh. Sławy.
The Nocturn's Delight
When I grow up,
I wanna be a heretic.
wiek
20
sława
III
krew
czysta
genetyka
—
zawód
malarz i aktor
Normalnie skóra zdjęta z ojca! 177 cm wzrostu, waży koło 70 kg. Szczupły młodzieniec, chodzi wyprostowany emanując pewnością siebie. Ma wyjątkowo jasne włosy, które od razu zdradzają jego pochodzenie od Malfoyów. Oczy jasne w szarym odcieniu. Można odnieść wrażenie, że jest wiecznie z czegoś niezadowolony, ale wrażenie to umyka, gdy otwiera usta - charyzmatyczny chłopiec z łagodnym, może nieco chrapliwym głosem.

Baldwin Malfoy
#4
02.08.2024, 08:54  ✶  
Tylko kretyn mógłby założyć, że Baldwin nie dostrzeże cienia pogardy, która odbiła się na twarzy kuzyna jak krzywo przybita pieczątka. Czy to dlatego przytrzymał jego dłoń dłużej? Zacisnął palce nieco mocniej? Przysunął się na ułamek sekundy nieco bliżej?

Nie musieli się śpieszyć. Oczywiście. Mieli jeszcze czas. Gdyby się zastanowić mieli dla siebie tyle czasu ile tylko chcieli. Blondyn przechylił głowę wpatrując w się w bladą twarz gospodarza. W te piękne, tak typowo Malfoy’owe rysy, głębokie błękitne oczy. Czy ktokolwiek w tej jego pożerającej duszę pracy zauważyłby spóźnienie? Zniknięcie na parę dni? Na moment (nieszczególnie zresztą długi) przestał fantazjować o zatrzymaniu Desmonda tylko dla siebie, a zamiast tego, wyjątkowo grzecznie usiadł na krześle. Ściągnął ostatecznie Rozalindę ze swojego ramienia na podłogę, wręczył szczurzycy jakieś ciasteczko cytrynowe z talerza. Powąchała je i porwała, natychmiast znikając gdzieś za kanapą.
Usłyszeli stłumione chrup chrup chrup. Dźwięk niewątpliwie rosnącej sterty okruszków.

- Jak to w teatrze.- Odparł tonem jakby praca u Selwynów była co najmniej drogą przez mękę. A przecież dawała mu to co Baldwin kochał najbardziej. Posmak chwały, zdrady, bólu, geniuszu. Wszystko było na wyciągnięcie ręki, gdy trzymał w objęciach konającą Julię lub wpatrywał się w morze pustych twarzy wygłaszając nabożnym szeptem kolejne monologi. A potem gasły światła i cichły ostatnie oklaski, a on uciekał w noc.- Za dnia Malfoy, wieczorami Tybalt. Niedługo będziemy ponownie wystawiać Szekspirowskie tragedie. Chcesz wpaść na jakieś przedstawienie. Nasza Ofelia jest po prostu... mmm.- Cmoknął rozbawiony, wspominając słodką, blondwłosą czarownicę, z którą dzielił ostatnio nie tylko scenę.- W dodatku tuż po szkole. Głupia i naiwna, myśli, że zostanie wielką aktorką jeśli rozłoży nogi jak dziwka z Nokturnu.- Prychnął rozbawiony.

Kolejne pytanie nieco szanownego pana Malfoy'a zbiło z tropu.
Zamrugał parokrotnie zupełnie jakby się go nie spodziewał. Albo po prostu Baldwin kompletnie źle zrozumiał o co kuzynowi chodzi. A jednak nie krył się z odpowiedzią.
- Wyobraź sobie, że ojciec jest wyjątkowo oporny.- Rzucił wyjątkowo niezadowolony z wiecznie opierającego się przed tym co nieuniknione ojcem. Ona należała do niego. Od zawsze, na zawsze. Odwlekanie wesela było żałosną próbą odebrania młodszemu synowi tego co mu się po prostu należało.- Stary kretyn nie rozumie, że to jedyny sposób, żebyśmy odzyskali wielkość prawdziwie czystokrwistych rodzin.
Westchnął niemal rozgoryczony, osuwając się na krześle, jakby siedział w pierwszym lepszym barze na Nokturnie, a nie na herbatce u pretensjonalnego kuzyna. Zanim jednak oddał się w całości opowieściom o swojej pięknej siostrze, doskonałej bieli jej włosów i tych pięknych, przepełnionych tęsknotą oczach… zamarł na moment. Zmrużył podejrzliwie oczy, starając się wywęszyć w tym jakikolwiek spisek.
- A po co ci to wiedzieć?
Cień Prokrusta
the stronger becomes
master of the weaker
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
187 cm wzrostu, blond włosy i niebieskie oczy. Ubrany elegancko, od linijki, głównie w beże, brązy i błękity. Pachnie subtelnymi, cytrusowymi perfumami. Rzadko pokazuje emocje, mówi szybkim, oschłym monotonem. Porusza się spokojnie, dumnie i sztywno.

Desmond Malfoy
#5
07.08.2024, 09:54  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 07.08.2024, 10:52 przez Desmond Malfoy.)  
Z całych sił powstrzymał impuls rozerwania zaklęciem na pół czmychającego za kanapę szczura. Próbował nie wyglądać na szczególnie wzburzonego perspektywą szukania okruszków za meblami, wszakże to nie on będzie je sprzątał. Fakt, że Baldwin poczęstował smakołykiem swoje zwierzę zanim sami zaczęli jeść, był bezczelny, ale też w pewien sposób ujmujący.

Gdy przeniósł wzrok z powrotem na Baldwina, dostrzegł, że wpatruje się on w niego w ten sam charakterystyczny, niepokojący sposób, który z wiekiem widywał u niego coraz częściej i który wydawał się tylko nabierać coraz większej intensywności. Niezręcznie spuścił oczy i skupił się na krojeniu ciasta.

– Oh – Przez chwilę wpatrywał się w jego twarz w czystym szoku. – Z chęcią przyjdę. Na spektakl. Ale nie dla ofelii tylko. Dla ciebie.
Wiedział, że do samego końca sezonu szekspirowskich tragedii nie znajdzie czasu na ani jedną wizytę w teatrze. Nie zamierzał oglądać dziewcząt, które jego własna krew obdzierała z godności pod pretekstem uchylenia im rąbka tajemnicy sławy. Ze zdystansowanym, uprzejmym uśmiechem na ustach zaczynał planować w myślach list, który wyśle do Elliotta... do Lorraine? Możliwe, że kobieta lepiej będzie wiedziała, co zrobić w sprawie kobiet.
– Mam nadzieję że masz. Ochotę. Sam piekłem – dodał po chwili, wskazując na marchewkowe ciasto, którego kawałek przeniósł na swój talerzyk.

Gdy kuzyn był zajęty odpowiadaniem na jego pytanie, bezceremonialnie dolał sobie do herbaty sutego szota rumu i pośpiesznie napił się z filiżanki. Widać było, jak nagła fala ulgi rozluźnia jego sztywną, pustą twarz.

Pokiwał głową ze zrozumieniem, widząc niezadowolenie Baldwina centrystycznym anemizmem swojego ojca. Ojciec Paullus również nie rwał się do dołączenia do ekstremistycznej walki politycznej, ale Desmond nie potrafił mieć mu tego za złe - wszakże ktoś na jego pozycji miał znacznie więcej do stracenia, niż młodzi ludzie, tacy jak on.
– Szczerze mówiąc. Jestem zdziwiony że. Zapytałeś ojca o opinię w tym temacie – mówił sucho. – Ja nie pytałbym. Swojego. Oczywistym jest że ludzie starszej. Daty będą. Mieli pewne opory ale to. Jest nasza przyszłość. Musimy zrobić co musi być zrobione.

Spojrzał Baldwinowi w zmrużone oczy ze znudzeniem, które stało w wyraźnej sprzeczności z buntowniczą treścią słów wypowiedzianych przez niego przed chwilą.
– Przecież to oczywiste jesteśmy rodziną czyż nie – wyjaśnił sucho. – Dlatego powinniśmy. Wspierać się. Wzajemnie.
The Nocturn's Delight
When I grow up,
I wanna be a heretic.
wiek
20
sława
III
krew
czysta
genetyka
—
zawód
malarz i aktor
Normalnie skóra zdjęta z ojca! 177 cm wzrostu, waży koło 70 kg. Szczupły młodzieniec, chodzi wyprostowany emanując pewnością siebie. Ma wyjątkowo jasne włosy, które od razu zdradzają jego pochodzenie od Malfoyów. Oczy jasne w szarym odcieniu. Można odnieść wrażenie, że jest wiecznie z czegoś niezadowolony, ale wrażenie to umyka, gdy otwiera usta - charyzmatyczny chłopiec z łagodnym, może nieco chrapliwym głosem.

Baldwin Malfoy
#6
25.08.2024, 19:03  ✶  
Baldwin uśmiechnął się na zapewnienie, że nikt inny się nie będzie liczył, jakby kuzyn deklarował tym samym dziwaczny akt wierności, o którą go nie prosił. Przechylił się przez stół, pozwalając sobie zacisnąć na moment palce na szczupłym nadgarstku Desmonda, gdy ten kroił ciasto. Jakby to miało teraz jakiekolwiek znaczenie.
- Więc zapewniam cię, że zapewnię ci najlepsze miejsce do podziwiania spektaklu jakie tylko są dostępne.- Powiedział łagodnie, choć więcej w tym było niewypowiedzianego zapewnienia, że żadna głupia aktorka nie mogła się równać komuś w czyich żyłach płynęła krew Malfoyów.
Ich piękna, czysta krew.
Umysły tych wszystkich dziewcząt były czymś zachwycającym. Wystarczyło jedno skinięcie dłonią, jeden czy dwa drinki, by jak posłuszne owieczki prowadzone na rzeź szły za nim. Z tą nie było inaczej. Gwiazdka scenicznych desek. Teraz była nietykalna, jak laleczka, którą cieszył się teatr i on sam. Ale gdy przyjdzie koniec sezonu… Och jakaż to była piękna myśl. Wystarczyło wprawić w ruch wahadełko, by uwierzyła, że jest prawdziwą Ofelią. Odtrąconą, samotną. Porzuconą. A potem znajdą ją w kanałach Podziemnych Ścieżek z świeżo ściętymi kwiatami we włosach.

A potem moment prysnął jak bańka mydlana i obaj najwyraźniej skupili się na deserze i herbaty. Jakby byli na pieprzonym wieczorku herbacianym u kapelusznika z Alicji w Krainie Czarów. Tylko jakie role tym razem im przydzielono?
Wzruszył lekko ramionami, nie oponując jakoś szczególnie przed zjedzeniem ciasta. Wszystko było lepsze niż paskudne potrawki serwowane w Wiwernie. Nic dziwnego, że na Nokturnie wszyscy chlali. Tam nie szło przetrwać dnia bez dezynfekcji spirytusem całego układu pokarmowego.
- Jestem zdziwiony że. Zapytałeś ojca o opinię w tym temacie.
Mimo wszystko chodziło o jego siostrę, więc chcąc nie chcąc córkę swego… czyli również i jego ojca. A skoro zwykło się prosić o błogosławieństwo starych panny młodej, to Baldwin chcąc nie chcąc musiał iść do jej ojca czyli… w sumie swojego ojca i zagadać o sprawie. Prosta sprawa, która się nieco skomplikowała, gdy się okazało, że przyszły teść nie widzi przyszłości w tym pięknym związku. Ciężkie jest życie brata-męża, ale czego się nie robi dla własnej rodziny!
- I to mnie dziwi najbardziej, wiesz?- Westchnął cierpiętniczo, wbijając parokrotnie w zamyśleniu widelczyk w kawałek tego całego ciasta marchewkowego.- Przecież tak robili nasi przodkowie! Poświęcali wszystko w imię idei i naszych, rodzinnych wartości! Spójrz jak wielu wielkich czarnoksiężników zrodziła nasza rodzina! A teraz? Rozcieńczenie krwi, zepsucie. Ugh.- Ostatecznie chyba uznał, że ciasto jest odpowiednio zadziobane, bo spróbował trochę. Zamarł na moment, próbując zrozumieć co właśnie je. Niby marchewka. Ale jednak ciasto. Czyli fałszywa surówka czy jednak trochę zakłamany deser? Nieważne. - Cholera, Des.- Wymamrotał zjadając jeszcze trochę.- Tfo jeft zayebisfte.- Stwierdził, po czym przypomniał sobie, że to niegrzeczne gadać z pełną buzią, więc przełknął nieco za duży kawałek na raz. Ouch.
Przez parę sekund miał problem ze złapaniem oddechu, fakt może musiał parokrotnie poklepać się dłonią w okolicach mostka jakby miało to cokolwiek pomóc, ale wcale nie przeszkodziło mu to na nabicie na widelczyk kolejnego kawałka sekundę później- Może ty w poprzednim życiu byłeś jakąś kurą domową albo coś? Damn. Zapakujesz mi trochę tego? Podrzucę do Necronomiconu jak będę wracać.
Zamarł na moment z ciastem parę centymetrów od ust, jakby dopiero teraz dotarł do niego sens ostatnich słów Desmonda.
Jesteśmy rodziną. Powinniśmy się wzajemnie wspierać.
Hmm. Interesujące.
Nie przeszkodziło mu to w zjedzeniu kolejnego kawałka. Nic nie stanęło mu w gardle, nie stracił nagle apetytu. Zamiast tego przełknął spokojnie i oblizał leniwie sztuciec. Powoli. Zyskując parę sekund. Odłożył widelczyk na pusty już talerzyk i odsunął go od siebie.
- Więc powiedz mi, jak twój kuzyn może ci służyć.
Cień Prokrusta
the stronger becomes
master of the weaker
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
187 cm wzrostu, blond włosy i niebieskie oczy. Ubrany elegancko, od linijki, głównie w beże, brązy i błękity. Pachnie subtelnymi, cytrusowymi perfumami. Rzadko pokazuje emocje, mówi szybkim, oschłym monotonem. Porusza się spokojnie, dumnie i sztywno.

Desmond Malfoy
#7
09.10.2024, 22:55  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 09.10.2024, 23:00 przez Desmond Malfoy.)  
Zmarszczył brwi, wbijając spojrzenie w dłoń Baldwina, która właśnie zacisnęła się na jego nadgarstku. Kontakt był tak nagły i tak intensywny, że nie zdołał zamaskować ogarniającej go paniki. Podniósł wzrok ma twarz kuzyna, jednak odpowiedział mu jedynie chłodny, drapieżny błękit jego niepomnych oczu. Dewiant. Tylko mocniej zacisnął palce na rączce noża i w bezruchu, z zapartym tchem, czekał, aż chłopak nareszcie przestanie go dotykać.
– Świetnie.
O ile o wykorzystywanych przez Baldwina aktorkach z łatwością mógł donieść Lorraine, o tyle ta sytuacja, która właśnie się wydarzyła, musiała pozostać między nimi. Nie miał najbledszego pojęcia, jak mógłby ją jej opisać.

Nieskory do jedzenia po tym, co przed momentem zaszło, po raz drugi dolał rumu do niemal pustej filiżanki i jednym haustem opróżnił ją do połowy. Równie dobrze mógłby napić się bezpośrednio z butelki, ale pewien komfort sprawiało mu oszukiwanie się, że to wciąż jest herbata. W myślach ważył słowa kuzyna, starając się nie patrzeć, jak torturuje podarowany mu kawałek ciasta. Byłby uznał go za niewdzięcznego, ale prędko zaskoczył go wyjątkowo bezpośrednimi komplementami.
– To przepis Cornelii z. Lekkimi zmianami. Krem mascarpone. Jak ci smakował – powiedział beznamiętnie, choć z grzecznym uśmiechem na twarzy. Jakkolwiek cieszyło go to, że ciasto zostało docenione, jego radość skwasiło wspomnienie kury domowej. Nie lubił myśleć o tym, że pieczenie było postrzegane jako typowo kobiece zajęcie. Starał się rozumieć je jako pewną formę sztuki, wszakże również wymagała rygorystycznego przestrzegania zasad i znajomości praktyk doskonalonych na przestrzeni pokoleń.
– Jeśli. Tak ci smakuje. Możesz zabrać je całe tylko dla siebie nie. Zanoś. Go. Nigdzie jeśli będę chciał sprawić prezent Lorraine. Zrobię coś co lepiej się. Prezentuje.
Nie mógł powstrzymać się przed zasugerowaniem, że w rodzinie Malfoyów istnieje pewna hierarchia i że Baldwin nie okupuje w niej zbyt wysokiej pozycji.

Odwrócił wzrok, kiedy kuzyn zaczął... oblizywać sztućce. Pierwsze kilka sekund patrzył w przysłonięte zasłoną okno, starając się ukryć lekki szok. Później westchnął cicho i przesunął palcami po nadgarstku w miejscu, gdzie wcześniej dotknął go Baldwin. Nie czuł pod opuszkami żadnego brudu, jego dłoń nie zostawiła na nim żadnego ostrego zapachu, ale w jakiś nieracjonalny sposób wciąż czuł na sobie jego mierżący dotyk. Nie mógł uwolnić się od narastającego dyskomfortu.
–  Tak jak. Wspomniałem. W liście mam problem z obrazem. Portretem. Jej portretem. – Baldwin musiał wiedzieć kim była ona. Po tylu latach musiał znać jej twarz na pamięć, tak samo dobrze jak i twarz Desmonda. – Jest obrzydliwy. Po raz trzeci jest obrzydliwy nie wiem co z tym zrobić.

Trigger Warning: opis uszkodzeń ciała, oczu ig, parafilia (Odkryj)
Zawahał się, lekko czerwieniejąc na policzkach. Raz jeszcze musiał powtórzyć sobie, że Baldwin nie był osobą, która mogłaby go oceniać.
– Wiesz jaki powinien być. Wiesz jaki to typ portretu. – Wypił resztę rumu z herbatą, ale nie odważył się nalać sobie następnej kolejki. – Chciałem żeby jej oczy. Jej oczy były wyłupane. Puste oczodoły. Z powiekami. Spuchnięte. Świeże. Tydzień po procedurze. Powinny wyglądać...
Tak miękko, tak ślisko, wilgotno, rumiano. Przekrwione plamy, ciemne wybroczyny, te brązowiejące sińce. Nabrzmiałe tkanki, drastycznie zniekształcone rysy delikatnej twarzy, ta jej gładka, cienka skóra pulsująca bólem. Oh, to miała być uczta. Coś, co chciałby poczuć pod wargami i coś, czego najdosłowniej chciałby posmakować.

Złamał się i w końcu nalał sobie rumu. Tym razem czystego.
– Chciałem poczuć jej rozpacz. Nieodwracalną stratę. Żal. Chciałem zobaczyć ją na skraju. I widzę. Teoretycznie ale to wcale nie jest. Ekscytujące jest nijakie. Nudne. Nie rozumiem. – Kiwnął głową i wstał chwiejnie. – Czemu czy chciałbyś zobaczyć go teraz.
The Nocturn's Delight
When I grow up,
I wanna be a heretic.
wiek
20
sława
III
krew
czysta
genetyka
—
zawód
malarz i aktor
Normalnie skóra zdjęta z ojca! 177 cm wzrostu, waży koło 70 kg. Szczupły młodzieniec, chodzi wyprostowany emanując pewnością siebie. Ma wyjątkowo jasne włosy, które od razu zdradzają jego pochodzenie od Malfoyów. Oczy jasne w szarym odcieniu. Można odnieść wrażenie, że jest wiecznie z czegoś niezadowolony, ale wrażenie to umyka, gdy otwiera usta - charyzmatyczny chłopiec z łagodnym, może nieco chrapliwym głosem.

Baldwin Malfoy
#8
19.10.2024, 11:11  ✶  
Czy Baldwin zdawał sobie sprawę, że z każdym kolejnym ruchem przesuwa niewidzialną granicę? Absolutnie nie. Robił to żyjąc w błogiej nieświadomości targających chłopakiem emocji. A jednak ten błysk paniki na twarzy Desmonda był czymś co łagodnie połechtało mu ego. Przeniósł odruchowo wzrok na nóż, obserwując jak kuzynowi bieleją knykcie.
Dźgnąłbyś mnie? Byłbyś w stanie?
To była interesująca myśl. Czerwona jucha brudząca cały ten herbaciany podwieczorek. Kapiąca na zastawę, rozcieńczając skryty w filiżankach rum. Słodka groźba skryta pod kruchym lodem kurtuazji i doskonałego wychowania.

- Wyjątkowe.- Skomentował krótko kwestię ciasta. Ciasta, herbatki, fikuśne małe przekąski…To wszystko było tylko miłym wspomnieniem rzeczy, które musiał poświęcić. Kiedy jeszcze świat był dużo prostszy. Rosnąca gula w gardle skutecznie obrzydziła mu wzięcie kolejnego kęsa. Sam z tego zrezygnował w imię rzeczy większych i ważniejszych, nie miał prawa tęsknić za czymś tak trywialnym jak deserki.
- Nie zanoś go nigdzie.
- Obiecuję.- Odparł, dusząc w sobie parsknięcie śmiechem. Widelczykiem machnął gdzieś na wysokości swojego serca, robiąc nim krzyżyk w powietrzu. Obietnica, którą planował złamać natychmiast po wyjściu od kuzyna.
Lorraine och słodka Lorraine. Przecież zasługiwała na wszystko co najlepsze prawda? Ich piękna, czysta, biała dama. Cuchnąca eliksirami konserwującymi, Nokturnem i czarną magią, która lepiła się do niej jak muszki do zgnilizny. Uniósł kąciki ust - nie było chwili, gdy Lorraine byłaby piękniejsza. Ale nie odezwał się ani słowem, wpychając gdzieś w odmęty podświadomości fantazję o otarciu resztek tego gęstego, lepkiego kremu mascarpone ze spękanych, bladych ust czarownicy.

Jeśli istniała jakakolwiek hierarchia, Baldwinowi nie przeszkadzało być na samym jej dnie. Będąc tak daleko od słońca nie istniała obawa, że jego papierowe skrzydła stopi wosk.
W końcu każde jedno musiało popełnić błąd. A wtedy czekało ich odtrącenie - rodzina, w którą tak wierzyli, której służyli całe życie, stanie się ich największym oprawcą.
Spadną. Do niego. Do rodzinnych katakumb, jak ślepe szczury wyczekujące ratunku; lub śmierci - w zależności od tego co okaże się większą łaską. Pozbawieni swoich drogich fatałaszków od Rosierów, dostępu do skrytek bankowych rodziców, milutkiej posady, mieszkań. Tożsamości. Ogołoceni ze wszystkiego co czyniło ich życia jakkolwiek wartościowymi.
- Więcej dla mnie. - Odparł tylko rozbawiony, odkładając wreszcie widelczyk na talerzyk. Dopił herbatę i bez większej krępacji nalał sobie do filiżanki czystego rumu. Skoro już musieli udawać i bawić się w dobrze wychowane panienki, mógł paradować i z filiżanką.

Odchylił się lekko na krześle, pijąc swój alkohol. Powoli. Delektując się każdym kolejnym łykiem. Gdzieś w tak zwanym  międzyczasie odłożył widelczyk z powrotem na talerz. Obraz. To było interesujące. To było to, po co w ogóle przyszedł.
W jednym Desmond miał absolutną rację. Baldwin nie oceniał. Nie krytykował. Jego uniesiona brew nie oznacza niczego więcej jak żywą ciekawość, gdy wsłuchiwał się z uwagą w słowa kuzyna, pozwalając obrazom rozkwitać w wyobraźni jak świeży bukiet kwiatów.
- Chcesz ją… zbezcześcić. - Powiedział wreszcie, poświęcając kilka ciągnących się w nieskończoność sekund na dobranie odpowiedniego słowa. Poczuł dreszcz ekscytacji, lekkie świerzbienie w opuszkach palców. Dopił rum. Miłość i nienawiść były niebezpieczną bronią w dłoniach artysty. Zwłaszcza, gdy mieszały się z obsesją. Te same emocje widział w twarzy szepczącego ojcOrfeusza. Podziemne Ścieżki wstrzymywały na moment oddech, pokornie spuszczając wzrok, ale Baldwin obserwował. Turpizm w najczystszej postaci. W tej jednej chwili Desmond był tak do niego podobny, a jednak ten uroczy, dziewiczy rumieniec na policzkach boleśnie przypominał, że kuzyn jeszcze nie jest gotowy, Jeszcze nie utonął w sztuce, by ją w pełni zrozumieć. Bezwiednie podniósł się ze swojego krzesła, niemal zauroczony całym tym obrazkiem.
- Pokaż mi ją.
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek:
Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Baldwin Malfoy (2184), Desmond Malfoy (1628)




  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Przydatne linki
Kolejeczka
Tryb normalny
Tryb drzewa