– Tak. Chyba tego najbardziej mi brakuje – Cathal kiedyś zapytał ją, jak podoba jej się Anglia po tych paru miesiącach. Całą przeprowadzkę znosiła w miarę dobrze może dlatego, ze było lato; zgoda, nie było tak ciepło jak w Egipcie, powietrze było dużo bardziej wilgotne i ciężkie, potrawy były inne i mentalność ludzi strasznie się różniła, to nie było dla niej łatwe nawet, jeśli wychowywana była przez Anglika i miała z Brytyjczykami kontakt całe swoje życie. Było tutaj niemalże wszystko, czego zawsze pragnęła, przyjechała tu w konkretnym celu, ale były też takie rzeczy, za którymi tęskniła. I człowiek sobie to uświadamiał dopiero po jakimś czasie. Nie bez powodu wstała tak wcześnie i siedziała na tym brzegu, wpatrując się w niebo. Lubiła w nie patrzeć, nieważne, czy był dzień, czy noc – po prostu niebo kojarzyło jej się w wolnością, z lotem… Lubiła gwiazdy, chociaż nigdy nie miała cierpliwości, by się uczyć astrologii. Pamiętała też, jak kiedyś poszła z Cathalem na spacer brzegiem Nilu, a drogę rozświetlały im gwiazdy.
– Ach… Myślałam już, że mugole uznali, że te kaczki to ma być jakaś atrakcja i że traktują je za święte niemal tak, jak u nas czci się koty – „u nas” w sensie w Egipcie. To nadal był jej dom i o nim myślała, gdy w ten sposób mówiła. Ale była pewna, ze Cathal zrozumie jej intencję, zresztą niewiele nad tym myślała, po prostu mówiła. – W kaczkach nie ma nic… majestatycznego – dodała. No kaczka jak kaczka… A jak się wie jakie kaczory są pojebane, jakie mają… narządy i co robią innym kaczkom… brr.
To nawet nie tak, że zaczęła się orientować – bo absolutnie nie! Nie wiedziała zwyczajnie o co Cathalowi chodzi, o nic go nie podejrzewała, bo jak mogłaby? Kochała go, o na bogów, na słodką Bastet, to było całe morze miłości i wzrok lekko jej się rozjeżdżał, a oczy niemalże iskrzyły, gdy na Shafiqa zerkała. Tak dobrze jej było w jego obecności, przy nim…
– Mooże. A może po prostu im się inne miejsca znudziły? Wiesz, że biegną za modą. Zupełnie nie wiem czemu niektóre miejsca są takie popularne wśród turystów, zresztą przez ich ilość czasami się bardzo psują… Ale to jezioro jest bardzo ładne – stwierdziła, mimo uszu puszczając informację na temat Nell, bo jej nie obchodziła. Obchodził ją Cathal, nikt inny. Cholera, tak bardzo chciała, że spojrzał na nią tak miękko, żeby zobaczył w niej nieco więcej, wszystko co miała do zaaferowania.
Leta była jaka była, uważała, że kłótnia z nią jest tak bardzo bezcelowa, zwłaszcza jej gwałtowana reakcja, że aż wyjechała… Ginny jednak mocno chłonęła takie emocje, chciała pomóc wszystkim, którzy byli jej w jakiś sposób bliscy, których lubiła, a z Alatheą przecież trochę już pracowała i szanowała ją bardzo, nawet jeśli ona nie szanowała jej podejścia do wróżb czy przepowiedni… Szkoda. Zawsze było szkoda. I nie chodziło nawet o jej umiejętności, zdolności – tylko o jej osobę.
– Na pewno chcesz? W sensie… Po prostu chyba się nie zrozumieliśmy – uśmiechnęła się do niego leciutko i podparła dłonią o piasek, by pomóc sobie wstać. Zaraz też wytrzepała dłonie, tyłek i nogi, i mocniej owinęła się swoim szerokim szalem. – Trochę chłodno, ale nie umiałam sobie odmówić widoków, wiesz. A jak tobie się tutaj podoba? – zagaiła, gdy już wybrała kierunek podróży – i to wcale nie było do lasu, a wzdłuż brzegu, ale bardziej w stronę wschodu słońca, niż zachodu. Naprawdę nie chciała, by Cathal sobie coś zrobił. Nie wybaczyłaby sobie tego.