Podbiegła więc po prostu do mamy, która usiadła na krześle i ją przytuliła, bo na jej oko w głowie czarownicy działo się właśnie bardzo dużo rzeczy na raz.
A potem nagle do kuchni i wpadł jakiś ptak i Mabel pomyślała, że chyba jednak nie zamknęła tego okna w swoim pokoju, co miała zrobić przed wyjściem. Dobrze, że nie padało.
Pozostawał też jeszcze problem Leo, który z jakiegoś powodu chciał chyba dopaść pana Sama, a ona na to pozwolić nie mogła! A co gorsza kot mógł teraz dorwać też ptaka, bo w sumie to nie miała pojęcia, czy animagowie w zwierzęcej formie chcą polować na ptaki, czy też nie, a Leo już i tak na niego syczał. Karl w tym czasie jedynie spojrzał się na drugiego kota z pewną wyższością, zerknął na ptaka, a potem ponownie na Leo.
– Zmień swoje życie chłopcze, bo to jest naprawdę smutne – odmruknął tylko i następnie zwrócił się do Thomasa. – Wydaje mi się, że jak na mrówki w wielkim mrowisku gatunki kocie i ludzkie są za bardzo chaotyczne. Może ten gigant po prostu przesuwa nas za pomocą swojej woli, a my myślimy, że się poruszamy? – zasugerował, jak gdyby nigdy nic.
Mabel z kolei szybko podbiegła do okna I otworzyła je, aby chociaż jedna istota wydostała się z tego chaosu. Gorzej, że Leo dalej chyba chciał dorwać pana Sama, który był teraz na górze. Mabel bez chwili namysłu rzuciła w Leo-kota różowym flamingiem dla rozproszenia przeciwnika.
– Przepraszam, ale mama za rzadko ma chłopaka, abyś ją przed nim bronił – krzyknęła, biegnąc w kierunku schodów na wypadek, gdyby pan Sam potrzebował jakiejś pomocy.