• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Greater London Bliskie Okolice Londynu v
1 2 3 Dalej »
[30.07.72, wieczór] Uzdrowiciele na wakacjach

[30.07.72, wieczór] Uzdrowiciele na wakacjach
Dama z Lumos
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Kasztanowe włosy zwykle ma ciasno spięte, odsłaniając bladą, trochę piegowatą twarz. Oczy ma jasne, o uważnym spojrzeniu. Około metr sześćdziesiąt dziewięć wzrostu.

Florence Bulstrode
#11
05.06.2024, 10:14  ✶  
Z pewnym zamyśleniem sięgnęła po łupinę kukurydzy w kolorze słomy i zgięła ją w palcach. Może w odruchu, może wiedziona wspomnieniem dawnego Lammas, gdy włożono jej w ręce te łupiny i kazano robić lalki – robiła to nawet, aż do tego momentu, kiedy poderwała się i pobiegła za Laurentem i Atreusem, wcale nie po to, by dołączyć go ich gonitwy, a zebrać z ziemi przewróconego kuzyna. A może chcąc zyskać nieco na czasie, zanim odpowie na pytanie Basiliusa.
Wszystko w porządku, byłoby kłamstwem, a Florence jakby na przekór Prewettowskiej naturze kłamała rzadko. Nie chciała go okłamywać: zawsze ją drażniło, gdy bracia, ojciec, kuzyni, zapewniali, że jest dobrze, a ona widziała przecież i oczyma siostry oraz córki, i tym trzecim okiem, że to nieprawda.
– Nie chodzi o mnie – powiedziała w końcu, a jej dłonie machinalnie poruszały się, tkając nieco krzywą laleczkę ze słomianych łupin. – Martwię o Atreusa i Laurenta. Obaj mają wiele problemów, a ten pierwszy niezbyt chce o nich mówić. Patrick też trafił do Limbo i… – zawahała się.
Jest zaangażowany w konflikt z Voldemortem nie tylko w Biurze Aurorów.
To była myśl, której nigdy nie będzie mogła wypowiedzieć na głos.
– To aurorzy, tak samo jak Orion. Wszyscy dobrze wiemy, co dzieje się w kraju, ale do Beltane chyba nie pojmowałam tego w pełni. – Do Munga trafiali ranni, czytało się o napaściach, ale Florence funkcjonowała głównie w środowisku czystej krwi. Nikt z naprawdę jej bliskich osób nie ucierpiał aż do Święta Ognia. A teraz jej bracia i przyjaciel znaleźli się w samym oku cyklonu, Atreusa i Patricka wypełniał chłód zaświatów, a ona złożyła od dawna zbierane elementy puzzli i wyłoniła się z nich obraz pokazujący, że Ministerstwo nie mogło poradzić sobie z problemem, jej bratnia dusza zaś narażała się na dwóch frontach. – I nie wierzę już, że Ministerstwo zaradzi na ten problem. Zwolennicy Voldemorta to głównie rody czystej krwi. A w Ministerstwie Magii i wszystkich najważniejszych instytucjach czarodziejskiego świata roi się od czystokrwistych – westchnęła, a potem odłożyła laleczkę na stół i cofnęła plecy, na moment zapadając się w fotelu, chociaż zwykle odruchowo siadała na baczność, przyjmując w każdych okolicznościach taką postawę, jakby właśnie popijała herbatkę z królową angielską. Jej spojrzenie powędrowało w ślad za wzrokiem Basiliusa, ku wieczornej mgle i igrających w niej promieniach zachodzącego słońca.
– Ale nie mówmy może o przykrych sprawach. O Nottcie też nie, wolałam jedynie uprzedzić, bo gdybyś na przykład zaprosił nas oboje na urodziny, mogłabym zrobić coś gwałtownego. Kambodża? Jedziesz na wakacje? Popieram, ale dlaczego akurat tam?
Gdzie w ogóle leżał ten kraj? W Azji oczywiście, ale Florence do głowy przyszła najpierw Afryka. Bardziej oczywistymi celami turystyki zdawały się jej Włochy albo Francja.
Czarodziej
*sigh*
wiek
30
sława
III
krew
czysta
genetyka
—
zawód
Uzdrowiciel
Szczupły i dość wysoki (183 cm) mężczyzna o czarnych lokach i brązowych oczach. Często wydaje się być blady i zmęczony, a jego dłonie są niemal zawsze zimne. Na codzień stara się ubierać w miarę elegancko.

Basilius Prewett
#12
05.06.2024, 15:11  ✶  
Prewett na chwilę odłożył niedokończoną lalkę i utkwił wzrok w kuzynce. Nie mógł jej powiedzieć nie martw się, bo to tak, jakby powiedzieć rozczepionemu czarodziejowi nie krzyw się z bólu. Sam się przecież martwił. Jego rodzina była w Departamencie Sprawiedliwości. Jego przyjaciele tam pracowali. Gdzieś podświadomie, za każdym razem, gdy do Munga wpadał ranny pacjent w krytycznym stanie, bał się, że to będzie ktoś z nich. Albo że znowu pewnego dnia usłyszy, że osoba, z którą spędził ostatnie miesiące gadając o wszystkim i niczym w podrzędnej piekarni i o którą naprawdę się troszczył, nawet jeśli wywracał oczami na każde jej słowo, wylądowała w Lecznicy Dusz i w sumie to nie wiadomo, czy i kiedy się obudzi.
Otworzył usta i je zamknął. Nie, że narzekał, ale to byłby dobry moment, aby z jego nosa zaczęła lecieć krew. Tak dla zmiany tematu, bo nie miał pojęcia co jej powiedzieć. Wyciągnął więc rękę w stronę kuzyni i delikatnie uścisnął jej ramię.
– Nie jesteś sama w tych zmartwieniach, naprawdę, ale samo zamartwianie się nic ci nie da. – Gdyby spędził całe swoje życie jedynie zamartwiając się o swoje problemy, to skończyłby jak swoja matka i w ogóle nie miałby życia. Metaforycznie to znaczy. – Chodzi mi po prostu o to, że rozumiem, też się o nich martwię. – Laurent przecież na przykład wpadł do niego ostatnio w czerwcu z rozwaloną nogą, ledwo żywy. – I też mi się nie podoba co Ministerstwo robi, a raczej czego nie robi, ale niestety czasem najwięcej co możemy wskórać to po prostu robić swoje. – Nawet jeśli w ich przypadku było to również ratowanie ofiar ataków, których w ogóle nie powinno być. – A zamartwianie się jedynie sprawi, że nie zareagujemy ze spokojem z jakim powinniśmy, gdy naprawdę coś się wydarzy. Lub przegapimy problem, bo będzemy spodziewać się go wszędzie – Uśmiechnął się pocieszająco i zawahał się na chwilę. – Nie wiem, czy ci to pomoże, ale z mojej strony mogę obiecać, że przez cały sierpień będę grzecznie odpoczywać.
Basilius mówiąc te słowa nie miał pojęcia, że za kilka dni skończy wciągnięty przez dzikie korzenie pod ziemię w przeklętym ośrodku, w którym został, a nawet zgłosił się do ekipy poszukiwaczej, po tym jak każdy kto miał chociaż trochę oleju w głowie postanowił się z niego ulotnić.
Ponownie sięgnął po nagiętą łupinę. Jak to się robiło? Chyba potrzebował jakiejś nitki. Abo drugiej łupiny.
No dobrze. A więc nie zapraszać nieznanej mu prywatnie gwiazdy Quidditcha na swoją trzydziestkę. Dało się zrobić. Pokręcił głową. Dobrze, że powiedział jej, że będzie odpoczywał w sierpniu, a nie wrześniu.
– Nie, nie na wakacje. Chociaż jeśli chodzi o tego typu wyjazdy to nie wiem, czy Pandora nie zaciągnie mnie siłą do Norwegii, bo już mi tym groziła. Ale to też raczej będzie powolne umieranie w zimnie, niż wypoczynek. – Zerknął na swoją łupinę, która powoli przybierała humanoidalny kształt... Z trzema rękami. – Anthony Shafiq jedzie tam służbowo i bierze mnie jako swojego lekarza rodzinnego. – Rodzina Shafiqa obejmowała całą jedną osobę, ale oczywiście nie narzekał. – Nie powinniśmy być długo. Wątpię też, bym miał się tam za bardzo przemęczać. Politycy raczej tylko siedzą i gadają. A sam Shafiq nie wygląda na takiego, który nagle zarządałby ekstremalnych wspinaczek po kambodżańskich górach.
Dama z Lumos
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Kasztanowe włosy zwykle ma ciasno spięte, odsłaniając bladą, trochę piegowatą twarz. Oczy ma jasne, o uważnym spojrzeniu. Około metr sześćdziesiąt dziewięć wzrostu.

Florence Bulstrode
#13
06.06.2024, 15:42  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 06.06.2024, 15:48 przez Florence Bulstrode.)  
– Doskonale zdaję sobie z tego sprawę – zapewniła Florence. Bulstrode tak naprawdę nie miała skłonności do nadmiernego zamartwiania się. Nie bez powodu jej Trzecie Oko zwracało się ku przyszłości: Florence też zawsze patrzyła do przodu, starając się nie pozwalać sobie na skupienie na sprawach błahych (chyba że chodziło o to, aby szata była należycie czysta, ale to nie była jej zdaniem sprawa błaha), nie przeżywać przeszłych błędów.
Nie martwiła się więc dniami i nocami, ale nie mogła nie martwić się wcale. Nie gdy dłonie Atreusa i Patricka były tak zimne, nie gdy do szpitala nagle docierał ciężko ranny Laurent, nie gdy płakał jej w spódnicę, nie gdy spoglądając w przyszłość brata dostrzegała dziwne rzeczy, a kiedy patrzyła na Oriona widziała, jak ten staje się coraz bardziej podejrzliwy wobec świata.
– Mam zamiar robić to samo, co dotychczas. Wszystko w mojej mocy – dodała, uśmiech przemknął przez jej wargi, choć zgasł szybko. Dziwnie było teraz rozmawiać z Basiliusem, kiedy miała tajemnicę, sekret nie należący do końca do niej. Coś, co kryła przed całą rodziną, bodaj chyba pierwszy raz w życiu – bo nigdy nie mówiła im wiele o swoich problemach, ale też nie miała żadnych wielkich tajemnic, które mogłyby stanąć pomiędzy nią a krewnymi.
Teraz to się zmieniło.
– To obietnica – powiedziała, odrzucając niezbyt udaną laleczkę na stół i unosząc swój kubek z winem, jakby dopełnienie toastu miało przypieczętować ich umowę: że Basilius w sierpniu będzie grzecznie odpoczywać.
Dobrze dla niej, że tym razem nie próbowała spojrzeć w jego przyszłość. Jeszcze, nie daj bogini, dostrzegłaby coś więcej niż tylko jego plany i martwiła się jeszcze bardziej.
– Nie pojmuję miłości Pandory akurat do Norwegii. Można by pomyśleć, że powinna chcieć porywać do Turcji – stwierdziła, nie do końca świadoma, jak głębokie więzy łączyły kuzynkę z pewnym wikingiem z północy. – Anthony Shafiq? Chyba zaczynam ci współczuć, mój drogi. Mam wrażenie, że politycy są znacznie gorsi niż wyprawy przez kambodżańskie góry. Mam chociaż nadzieję, że dobrze ci za to zapłaci, ale obyś miał sporo czasu wolnego i szansę na odrobinę wypoczynku.
Tak, Florence nie miała najlepszego zdania o politykach. Gdyby byli skuteczniejsi, może sytuacja w Anglii nie wyglądałaby aż tak źle, jak prezentowała się w tej chwili.
Czarodziej
*sigh*
wiek
30
sława
III
krew
czysta
genetyka
—
zawód
Uzdrowiciel
Szczupły i dość wysoki (183 cm) mężczyzna o czarnych lokach i brązowych oczach. Często wydaje się być blady i zmęczony, a jego dłonie są niemal zawsze zimne. Na codzień stara się ubierać w miarę elegancko.

Basilius Prewett
#14
06.06.2024, 16:41  ✶  
– To dobrze – powiedział z uśmiechem, który chociaż miał być pocieszający wyszedł mu dziwnie smutny. Ścisnął jej ramię. – Wszystko co w naszej mocy.
Brzmiało to licho, ale przynajmniej zajmował się czymś, co naprawdę pomagało ludziom, nawet jeśli jeszcze dwa lata temu ci ludzie nie musieliby w ogóle się martwić, że zostaną ranni. Nie godził się z tym stanem rzeczy, oczywiście, że nie. Był uzdrowicielem, chciał nim być od zawsze, pogodzenie się z taką rzeczywistością, lub co gorsza, zgadzanie się z nią byłoby zaprzeczeniem wszystkiego czego się przez te wszystkie lata uczył i czemu służył. Równie dobrze mógłby po prostu podrzeć wszystkie dokumenty zaświadczające, że jest magimedykiem. Ludzi się ogrywało z pieniędzy, a nie zdrowia i życia.
Mgła, jakby chciała podkreślić przyjemny nastrój ich rozmowy, przytłumiła ostatnie różowe promienie Słońca. Zaraz powinni wracać do środka.
– Obietnica. – Bliźniaczym gestem uniósł swój kubek i wziął łyk jagodowego wina. Wtedy, gdy robili te laleczki jako dzieci też próbował je pić. Wkurzony na matkę i wszystko, ukradł stojącą na stole butelkę, gdy Florence pobiegła ogarniać Laurenta. Chyba chciał pokazać reszcie kuzynostwa, że też potrafi się bawić. Butelka wyślizgnęła mu się jednak z rąk, zanim zdążył z nią odbiec i ciemne wino rozlało się po całej werandzie, a ktoś chyba niemal dostał zawału, myśląć, że nagle polała się krew. Najgorsze, że nie było w pobliżu żadnego psa, na którego można by było zrzucić całą winę. A Laurent o Atreus bawili się za daleko, by wmówić dorosłym, że to oni.
– Też tego nie rozumiem. Twierdzi, że ludzie i przyroda są tam wspaniali, ale ja chyba wolę miejsca, gdzie nie muszę nosić dwóch par rękawiczek. Chociaż powiedziała, że kogoś by mi tak przedstawiła. Może więc o to chodzi – powiedział już pogodniej, jakby poprzednia rozmowa nie miała miejsca. – Jak mówię to tylko wyjazd służbowy. Będzie dobrze. Spokojnie. Przywiozę ci coś.
Nie mógł jej powiedzieć przecież, że nawet gdyby szalenie nie chciał tam jechać, a Anthony Shafiq byłby najbardziej upierdliwym czarodziejem na świecie, to nie za bardzo miał wybór. Nie gdy ten konkretny polityk spłacił jego długi w kartach, gdy ten jeden raz znacząco przesadził, a sam próbując naprawić sytuację jedynie bardziej się pogrążył. Tego jednak nie planował nigdy mówić kuzynce. Było mu zbyt głupio.
Odłożył skończoną laleczkę. Była pokraczna, ale miała swój urok.
– Dziękuję, że mnie tu wyciągnęłaś, Flo. To co? Zagramy w karty?
Koniec sesji
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek:
Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Basilius Prewett (3016), Florence Bulstrode (2791)


Strony (2): « Wstecz 1 2


  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Przydatne linki
Kolejeczka
Tryb normalny
Tryb drzewa