• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Greater London Bliskie Okolice Londynu v
1 2 3 Dalej »
[26 sierpnia 1972] Jeden wieczór pod Londynem - stół do pokera #1

[26 sierpnia 1972] Jeden wieczór pod Londynem - stół do pokera #1
prodigal daughter
I knew one day I'd have to watch powerful men burn the world down
I just didn't expect them to be
such losers
wiek
31
sława
IV
krew
czysta
genetyka
—
zawód
landlord, ex-auror
Wysoka na 175cm, jasnowłosa zjawa. Jest niezwykle szczupła, wręcz na granicy chorobliwości; lekko zapadnięte policzki ukrywa dobrze dobranym makijażem, którego nieodłączną częścią są usta pomalowane czerwoną szminką. Włosy ma proste i długie, sięgające lędźwi, zwykle nosi je rozpuszczone. Zawsze bardzo elegancko ubrana, najczęściej w stonowane barwy - nie jest zwolenniczką jaskrawych odcieni i mieszania kolorów. Nie lubi też przepychu; widać, że nie szczędzi pieniędzy na dobrej jakości ubiór, lecz nie obwiesza się biżuterią i tym podobnym. Porusza się bardzo zgrabnie, ale pewnie. Zawsze patrzy ludziom prosto w oczy podczas rozmowy, mając przy tym ciemne, przenikliwe spojrzenie. Zwykle mówi w bardzo spokojnym, niskim, nieco zachrypniętym tonie. Ma bardzo przejrzysty akcent, wyraźnie wymawia słowa, po sposobie mowy słychać, że to ktoś z dobrego domu, ktoś świetnie wykształcony.

Eden Lestrange
#31
27.07.2024, 01:52  ✶  
Fantastycznie.
Prychnęła pod nosem, słysząc komentarz o dużej ilości szczęścia w kartach. Nie mogła się nie zgodzić, miała go w nadmiarze, ale chyba Mulciber ostatnio rzucił się jej na łeb i chyba zaczynała wierzyć w zabobony oraz opowieści z mchu i paproci, bo bardziej martwiła się brakiem szczęścia gdzie indziej.
Uśmiechnęła się jednak wreszcie, kiedy krupier wspomniał o drugim miejscu Lorraine. Spojrzała na kuzynkę z uznaniem; jeśli ktoś z tu zebranych miał jej deptać po piętach, cieszyła się, że była to ona. Miała tylko nadzieję, że akurat krewniaczce w miłości się wiedzie nieco lepiej.
- Dziękuję za grę, moi drodzy - odezwała się do pozostałych, zbierając z wolna wszystkie swoje żetony. Nie chciała im obiecywać możliwości rewanżu, bo im dłużej patrzyła na ogrom wygranych środków, tym bardziej traciła ochotę na dalsze granie.
Zmierziły ją do tego stopnia, że przesunęła wszystkie w kierunku Lorraine.
- Są twoje - szepnęła nad uchem kuzynki, odsuwając się od stołu. Odgarnęła jeden niesforny kosmyk włosów Lorraine za jej ucho, delikatnie i troskliwie, zatrzymując się chwilę przy dziewczynie. Aż w końcu puściła jej oczko, ruszyła w kierunku salonu, a uśmiech, który wyciągnęła z szafy specjalnie dla Lori, spadł błyskawicznie z twarzy.
Nie chciała wiedzieć, co przygotowała Agnes, ale nie przystoiło odmówić; bardziej niż wygranych w pokera nienawidziła niespodzianek.

Postać opuszcza sesję


I was never as good as I always thought I was
— but I knew how to dress it up —
I was never satisfied, it never let me go
just dragged me by my hair and back on with the show

~♦~
Our Lady of Sorrows
and you don't seem the lying kind
a shame that I can read your mind
and all the things that I read there
candlelit smile that we both share
wiek
25
sława
IV
krew
czysta
genetyka
wila
zawód
Infobrokerka, właścicielka zakładu pogrzebowego, pianistka
Spowita nimbem wyższości i aureolą sięgających niemal do ziemi srebrzystoblond włosów, Lorraine wygląda dokładnie tak, jak powinien wyglądać Malfoy z krwi i kości. A jednak... Coś hipnotyzującego jest w jej czystym, wysokim głosie, w sposobie, w jaki intonuje słowa. Coś w pełnych gracji ruchach, w przenikliwym spojrzeniu jasnoniebieskich oczu, skrytych pod ciężkimi od niewyspania powiekami. Przedziwny czar półwili, który wyróżnia Lorraine z tłumu mimo raczej przeciętnej postury (1,67 m), długo nie pozwalając ludziom zapomnieć o jej uśmiechu. Wygląda na istotę słabą, wątłego zdrowia. W przeszłości, Lorraine zmagała się z zaburzeniami odżywania, przez co teraz cechuje ją nienaturalna wręcz kruchość. Chorobliwie chuda, kości zdają się niemal przebijać delikatną, bladą skórę. Uwagę zwracają zwłaszcza wydelikacone dłonie o długich, smukłych palcach, w których często obraca w zamyśleniu srebrny pierścionek z emblematem rodu Malfoy. Obyta towarzysko, zawsze wie, co powiedzieć, i jak się zachować. Bez względu na okoliczności dba o zachowanie nienagannej postawy. Ubiera się w otrzymane w spadku po bogatszych kuzynkach, klasyczne, mocno zabudowane suknie, na których wprawne oko dostrzeże ślady poprawek krawieckich. W naturze półwili leży przyciągać cudze spojrzenia, może dlatego Lorraine nosi się bardzo konserwatywnie, nigdy niemal nie odsłaniając ciała. Najczęściej spowita jest od stóp do głów w biel, choć chętnie stroi się również w odcienie zieleni i błękitu. Zawsze otula ją mgiełka ciężkich perfum, których nieznośnie wręcz słodki zapach służy tuszowaniu klejącej się do Lorraine mdłej woni śmierci.

Lorraine Malfoy
#32
27.07.2024, 16:08  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 07.07.2025, 22:17 przez Lorraine Malfoy.)  
Eden tylko prychnęła na wieść o wygranej, ale Lorraine uśmiechnęła się triumfalnie, a jej oczy zalśniły dumą: ani przez chwilę nie wątpiła w wygraną kuzynki. Niektórzy nazwaliby to ślepą wiarą, niektórzy stwierdziliby natomiast, że to duma zaślepia Lorraine, ale prawda jak zwykle leżała gdzieś pośrodku, w szybkim mignięciu ręki okazującej komplet kart, w szeptach zwieszających się koło uszu niby drogocenne kolczyki, w uśmiechu, który – wyjątkowo – sięgał oczu. Znała Eden całe swoje życie i tyle też ją podziwiała. Nie wierzyła w stare porzekadła o tym, że kto ma szczęście w kartach, cierpi na jego niedostatek w miłości – ”zależy mi, żebyś oswoiła się z finansowym ryzykiem”, powiedziała kuzynka, ale Lorraine tylko uśmiechnęła się słodko – być może myliła się cały ten czas, być może Koło fortuny, które wywróżyła jej Ambrosia, znaczyło rzeczywiście coś kompletnie innego niż myślała dotychczas. Dlaczegóżby miała grać przeciwko własnej rodzinie? 

W ciemnych oczach Eden mieszkała ciemność nocy, ale Lorraine była nawykła do mroku – była nocnym kwiatem ucałowanym przez ten sam mróz, który skuł jej spojrzenie lodem, ale teraz, pod czułą opieką Eden, zdawał się rozkwitać. Była kwiatem, który zwracał białą główkę w stronę kuzynki, jak gdyby ta była słońcem – choć ciemność jej spojrzenia otulała ją niczym żyzna czarnoziem – kwiatem rozchylającym swe płatki pod wpływem najmniejszej choćby pieszczoty. Popatrzyła na Eden wielkimi oczami – powiodła za nią spojrzeniem, kiedy ta podniosła się z miejsca – zdradzając się ze swoim desperackim złaknieniem aprobaty, tym samym, które towarzyszyło jej od najmłodszych lat dziecinnych, kiedy posłusznie dreptała za starszą kuzynką, starając się ją ukradkiem naśladować. Kiedy odwróciła z powrotem twarz w stronę reszty graczy przy stoliku, była niemalże obojętna. Ona dostała już swoją nagrodę, i nie były to galeony, nie: jej nagrody nie było już przy pokerowym stoliku – Lorraine patrzyła jak odchodzi, strapiona, że powiedziała coś nie tak. 

– Dziękuję za wspólną grę – zwróciła się do wszystkich, ale najbardziej do Geraldine, doceniając ich rywalizację w ostatnim rozdaniu. Spojrzenie Lorraine nie bez powodu najdłużej zatrzymało się na twarzy kobiety, która odzywała się tego wieczoru najmniej. Uśmiechnęła się delikatnie do blondynki. Ludzie potrafili wyczytać z jej uśmiechu wiele rzeczy: pozwalała im na to, zadowolona z takiego obrotu spraw. Także i to “dziękuję” w wydaniu Lorraine miało wiele znaczeń. Nie tyle dziękowała za grę, co za dochowanie sekretu jej pochodzenia. Yaxleyowie od pokoleń znani byli jako łowcy magicznych stworzeń, a plotka głosiła, że po samym tylko ryku dzikiego zwierzęcia są w stanie rozpoznać, z jakim gatunkiem mają do czynienia i wymienić dziesięć sposobów na jego schwytanie. Geraldine musiała wiedzieć, że ma do czynienia z wiłą, a jednak – solidarnie milczała. Może to była część taktyki – może wiedziała, że wiłę najłatwiej zwabić, prowokując jej ciekawość – nieważne: Lorraine była wdzięczna łowczyni za jej dyskrecję. Armand Malfoy lubił mieć córkę przy sobie, kiedy grywał w nowym towarzystwie – czasem wystarczyło tylko sugestywne mrugnięcie wiły, aby zdekoncentrować otumanionego jej czarem przeciwnika – jeden błąd mógł wiele kosztować, ale czym były sykle wobec srebra jej włosów, czym były galeony wobec obietnicy złotych ust? Gorzej, kiedy ktoś wyrywał się spod uroku i zaczynał sypać groźbami. Atmosfera przy stoliku bardzo szybko stawała się wtedy nieprzyjemna. Lorraine cieszyła się, że tego wieczoru udało się tego uniknąć. 

Spuściła oczy, mierząc się ze świadomością, że musi coś zrobić z dwoma tysiącami galeonów, które leżały przed nią na stole. Rzuciła Anthony'emu znaczące spojrzenie spod opuszczonych rzęs. 

– Byłabym niezmiernie wdzięczna, gdybyś zechciał dotrzymać towarzystwa mojej drogiej kuzynce – zwróciła się  z cichą prośbą w stronę mężczyzny, obdarzając go uśmiechem tchnącym rozbawionym zakłopotaniem: absurdalnie duży stos żetonów piętrzył się przed Lorraine na stole, przesłaniając szczęśliwie widok na jej drobne, teraz nieco drżące dłonie  – choć to miała być moja rola tego wieczoru, proszę, przeistocz się w finezyjną Afrodytę-Wenus – ja muszę zadbać o sprawy z domeny Hadesa-Plutona – westchnęła teatralnie, nawiązując żartobliwie do dyskusji z początków rozgrywki.

W bogactwie mitologicznych zawirowań nie spodziewała się, że to właśnie ją czeka los Midasa. 
Postać opuszcza sesję


Yes, I am a master
Little love caster
the web
Il n'y a qu'un bonheur
dans la vie,
c'est d'aimer et d'être aimé
wiek
43
sława
VI
krew
czysta
genetyka
—
zawód
Szef OMSHM-u
187 cm | 75 kg | oczy szare | włosy płowo brązowe Wysoki. Zazwyczaj rozsądny. Poliglota. Przystojna twarz, która okazjonalnie cierpi na bycie przymocowana do osoby, która myśli, że pozjadała wszelkie rozumy.

Anthony Shafiq
#33
28.07.2024, 00:00  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 28.07.2024, 00:04 przez Anthony Shafiq.)  
Nastrój płynął przy stole, rozlewając się niczym rzeka pozbawiona koryta i celu. Nie odpowiadało mu to, jakby realnie woń nadgnitej wody wgryzała się we wrażliwe nozdrza. Ekscytacja z wyjścia, z maskarady, ze spotkania z rodem Delacour, czy choćby z szansy wyrwania dla siebie kilku chwil więcej z Erikiem, dogasała szybciej niż zakładał. Gra nie bawiła go, Morpheus drażnił manierą, rozmowa nie kleiła się w tak różnorodnym towarzystwie, a on nie miał ochoty być tego dnia klejem, który zabawiałby wszystkich.

Może to kwestia zmęczenia, minęło ledwie trzy dni od incydentu w teatrze i nawet jeśli eliksiry działały swoje cuda, na twarzy próżno było szukać siniaków, to był wciąż osłabiony. Był wciąż w procesie regeneracji.

Może to kwestia tego, że wolałby, o zgrozo! pić paskudne piwo w innych okolicznościach, niż raczyć się wybornym francuskim winem tutaj.

Skrzywił się na słowa Lorraine i odruchowo przejechał dłonią po swojej głowie.
– Może słońce zbyt mocno rozjaśniło mi włosy, ale błagam... ja i morskie fale? To po prostu ze sobą nie współgra. Idź jednak i pamiętaj, że bez dwóch oboli nie ma przejścia – dodał w roztargnieniu, po czym różdżkom transmutował tacę w srebrzystą sakiewkę, w której łatwiej mu było przemieszczać się z drobnicą.

– Chyba przed tymi atrakcjami muszę jeszcze zaczerpnąć powietrza. Wybaczcie proszę, widzimy się za moment. – Pożegnał się dziwnie nieobecnym tonem z pozostałą dwójką i wyszedł z pokoju do gry, kierując się na moment ku balkonom.

Postać opuszcza sesję
viscount of empathy
show me the most damaged
parts of your soul,
and I will show you
how it still shines like gold
wiek
30
sława
VI
krew
czysta
genetyka
wilkołak
zawód
detektyw w BUM
wiecznie zamyślony wyraz twarzy; złote obwódki wokół źrenic; zielone oczy; ciemnobrązowe włosy; gęste brwi; parodniowy zarost; słuszny wzrost 192 cm; wyraźnie zarysowana muskulatura; blizna na lewym boku po oparzeniu; dźwięczny głos; dobra dykcja; praworęczny

Erik Longbottom
#34
28.07.2024, 02:00  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 28.07.2024, 02:00 przez Erik Longbottom.)  
Nie dostrzegał, a może raczej nie chciał dostrzegać rozdrażnienia Anthony'ego. Czy wynikało to z frustracji? Braku humoru? A może tego, że w niezobowiązującej rozmowie padło nazwisko Malfoy w powiązaniu z jego własnym? Erik wypuścił powoli powietrze z ust, obserwując, jak kolejne osoby podnoszą się z miejsc, zgodnie z sugestią krupiera. Obrócił głowę, aby wbić na moment spojrzenie w plecy Shafiqa.

Wiedział, że tego rodzaju wyjścia nie będą łatwe. Przed paroma tygodniami złożyli sobie dosyć poważną obietnicę i chociaż początek miesiąca ułożył się dla nich zaskakująco dobrze, biorąc pod uwagę wspólne obchody Lammas, tak... Reszta miesiąca już tak dobrze się nie układała. Nawet ostatnie wyjście do teatru okazało się skalane interwencją porywaczy. Erik wypuścił głośno powietrze z ust. Nie, to nie była odpowiednia pora, aby to roztrząsnąć. Pokręcił głową i zerknął na swoją opokę.

— Zapraszam panno Yaxley — odezwał się do Geraldine, kiedy reszta zebranych zaczęła zmierzać z powrotem do głównej sali. — Zobaczymy, co też przygotowała dla nas gospodyni... Może chwila rozrywki nam się przysłuży. Czuję się oskubany przez Eden, wiesz?

Po tych słowach wstał od stolika, biorąc przyjaciółkę pod rękę i prowadząc w stronę tego całego zbiegowiska. Kompletnie nie rozumiał idei nagłego przerwania rozgrywki, skoro ledwo zostali powitani i zaproszeni do gry. Z drugiej strony, rzadko kiedy angażował się tak mocno w przyjęcia organizowane przez Agnes. Może to była jakaś tutejsza tradycja? A może kobieta tak się ucieszyła z tego, jakie grono zdołała zgromadzić tej nocy pod swoim dachem, że chciała im podziękować i... Znowu życzyć owocnej gry?

Erik Longbottom & Geraldine Yaxley
Postacie opuszczają sesję


the he-wolf of godric's hollow
❝On some nights, the moon thinks about ramming into Earth,
slamming into civilization like some kind of intergalactic wrecking ball.
On other nights, it's pretty content just to make werewolves.
❞
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek:
Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Anthony Shafiq (1548), Bard Beedle (1992), Eden Lestrange (1400), Erik Longbottom (1578), Geraldine Greengrass-Yaxley (973), Lorraine Malfoy (1844), Morpheus Longbottom (788)


Strony (4): « Wstecz 1 2 3 4


  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Przydatne linki
Kolejeczka
Tryb normalny
Tryb drzewa