• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Anglia Inne części Anglii v
« Wstecz 1 2 3 4 5 6 Dalej »
[25.08.72, plaża w Devon] Dance with me

[25.08.72, plaża w Devon] Dance with me
hold me like a grudge
and what an ugly thing
– to have someone see you.
wiek
26
sława
V
krew
czysta
genetyka
aurowidz
zawód
auror
Stosunkowo wysoki mężczyzna, mierzący sobie 183 centymetry wzrostu. Posiada włosy barwy ciemnego blondu i jasne, błękitne oczy. Budowa jego ciała jest atletyczna, a na twarzy często widnieje lekki, szelmowski uśmieszek. Porusza się z nonszalancją i pewną niedbałością. Jest nienaturalnie zimny w dotyku.

Atreus Bulstrode
#321
16.08.2024, 11:43  ✶  
Przy rysunkach

Atreus jeszcze przez moment przyglądał się rozłożonym na stoliku rysunkom, ale stracił wobec nich większość zainteresowania, kiedy wreszcie podniósł ten przedstawiający jego i Basiliusa grających w karty i schował do kieszeni. Panna ci to rysowała ewidentnie była utalentowana, ale czego jej brakowało to chyba poczucie humoru bo Bulstrode z chęcią wyciągnąłby stąd szkic przedstawiający dokładny moment upadku Camerona, kiedy zarył w piasek niczym szmaciana laleczka. Oprawiłby go potem ładnie i wręczył mu jako prezent ślubny, żeby pamiętał że jego dziewczyna miała w życiu priorytety i Priorytety.

Doskonale też zdawał sobie sprawę, że trzymana pod pachą miotła mogła niektórym niekoniecznie się podobać i wzbudzać podejrzliwość. Brenna już wcześniej wykonała jej konfiskatę, Basilius mówił mu, żeby na nią ranem nie wsiadał, a Florence... Florence patrzyła. Atreus uśmiechnął się do niej w którymś momencie, całkiem niewinnie, a potem zwyczajnie odwrócił. Tak naprawdę to czekał na nią, ale wciąż rozmawiała z Patrickiem i nie chciał im zwyczajnie przeszkadzać.

Spojrzał jeszcze raz na morze, barwiące się odcieniami czerwienią i fioletów, jednocześnie nieśmiało zapraszając błękit powoli jaśniejącego nim nieba. To była całkiem miła zabawa i nie spodziewał się przychodząc tutaj, ze będzie z sympatią wspominał wysypaną piaskiem plażę.
Zapatrzył się, obserwując nierówna powierzchnię plaży, rozrzucone na niej skarby morza wyrzucone na brzeg czy górki i osuwiska większych fałd piachu. Bawił się tak dobrze, więc czemu nagle czuł się taki... samotny? Miał wrażenie jakby to uczucie obmyło go niczym fala, której ani nie widział, ani tym bardziej się w tym momencie nie spodziewał. Zaintrygowało go, ale tylko trochę, bo ciekawość nie mogła konkurować z pustką, która powoli rosła w nim, kiedy patrzył na barwne łachy piasku.

Wzdrygnął się, słysząc swoje nazwisko, trochę zagubionym spojrzeniem oglądając się na Brennę, ale zaraz na twarzy zagościł zaczepny uśmiech, kiedy w pełni dotarło do niego o co jej chodziło.
- Jak mnie tak teraz do tego zachęcasz, Longbottom, to się wręcz nie mogę powstrzymać! - oznajmił, teatralnie zamaszystym gestem wyciągając te miotłę spod pachy i przerzucając przez nią nogę.

Wspomnienie uciekło, pozostawiając go w dziwnym miejscu, gdzieś pomiędzy wszystkim tym co czuł do tej pory, a nagłą zmianą emocji i nawet nie wiedział jaka historia się za tym kryła. Czemu akurat piasek, a może chodziło o całą plażę? I czemu akurat teraz, po całej nocy spędzonej tutaj? Ale skoro wszystko związane z tą samotnością uciekło, to może nie było to nic ważnego.
Czarodziej
*sigh*
wiek
30
sława
III
krew
czysta
genetyka
—
zawód
Uzdrowiciel
Szczupły i dość wysoki (183 cm) mężczyzna o czarnych lokach i brązowych oczach. Często wydaje się być blady i zmęczony, a jego dłonie są niemal zawsze zimne. Na codzień stara się ubierać w miarę elegancko.

Basilius Prewett
#322
17.08.2024, 14:57  ✶  
Siedzę na kocu -> pomagam sprzątać imprezę

Po powrocie z dość wątpliwie przyjemnej przygody z podwodnym ogrodem w roli głównej, Basilius głównie siedział na kocu i rozmawiał jeśli ktoś akurat chciał do niego zagadać, ale raczej nie wykazywał już dalszej inicjatywy do tańców i zabaw, chyba że ktoś zaciągnął go do gry w karty. Co prawda ta chwila wyciszenia się na plaży wraz z Moody zdecydowanie pomogła poukładać mu w głowie parę rzeczy, ale chyba potrzebował jeszcze kilku godzin, by być w stanie machnąć ręką na tę całą akcję z omamami. Na całe szczęście mógł po prostu wszystkim mówić, że jest już trochę zmęczony, co nawet nie było kłamstwem, bo coraz to mocniej zaczynał marzyć o poduszce i długim śnie. Z jakiś plusów, przynajmniej Florence nie dowiedziała się o jego (kolejnym) udziale w wypadku miotlarskim, więc wraz z Atreusem byli względnie bezpieczni.
– Hm? – uniósł głowę, słysząc swoje imię, gdy akurat nieco bezmyślnie przekładał karty z ręki do ręki i zmarszczył nieco brwi, nie będąc pewnym, czy nocowanie w legowisku Longbottomów było dla niego najbezpieczniejszą opcją. Ale to przecież chyba nie było tak, że Brenna miała u siebie przeklętej poduszki, czy łóżka, prawda? Tylko te klify. Skinął głową, ostrożnie włożył karty do pudełka i wstał z koca. – Zostanę u was jeśli to nie problem.
Szybko obrzucił jeszcze, żartującego z latania na miotle, kuzyna spojrzeniem pod tytułem Nawet nie żartuj, bo wrzucę tę miotłę do morza, a potem pomógł reszcie ze sprzątaniem imprezy, wciąż nieco pogrążony we własnych myślach.
Dama z Lumos
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Kasztanowe włosy zwykle ma ciasno spięte, odsłaniając bladą, trochę piegowatą twarz. Oczy ma jasne, o uważnym spojrzeniu. Około metr sześćdziesiąt dziewięć wzrostu.

Florence Bulstrode
#323
17.08.2024, 23:59  ✶  
– Niepotrzebnie. Mam dość łatwy dostęp do eliksirów, a te konkretne wygrałam na loterii na Lammas. Podobne lusterka mamy też ja i Geraldine – powiedziała Florence. Nie była osobą, która pozwoliłaby się wykorzystywać ludziom, ale nie patrzyła na to zupełnie w tej kategorii. Patrick był jej przyjacielem, jednym z bardzo niewielu – może poza rodziną takich było dwoje? Nigdy nie nadużywał jej lojalności, i zawsze uważała, że każde z nich ofiarowuje dokładnie tyle, ile może i chce, na rożnych polach. Lusterko mogło się przydać do szybkiej komunikacji, i nie był jedyną osobą, która mogła na tym skorzystać. A choć przez ułamek sekundy zastanawiała się, czy nie zaoferować zwierciadła młodszemu bratu, doszła do wniosku, że ten niekoniecznie chciałby pewnie, by siostra tak łatwo mogła zawsze nawiązać kontakt, a poza tym… on nie działał w podziemnej organizacji. – Tak, będę się już zbierać. Dziękuję za miły wieczór – stwierdziła, pochylając się, by musnąć ustami jego policzek. Szczerze: bo to był miły wieczór, nawet jeżeli była pewnie mniej rozrywkowa od większości osób na tej plaży i znała zaledwie kilka z nich. Nie zamierzała jednak udawać się teraz do Warowni.
Florence podniosła się z koca i odruchowo poprawiła ubranie, upewniając się, że na jasnej tunice nie został piasek. Odgarnęła z twarzy włosy – morski wiatr, taniec i godziny spędzone na plaży sprawiły, że wprawdzie Bulstrode nie była rozczochrana, ale jej fryzura była nieco mniej idealna niż zwykle. A potem ruszyła w stronę brata, ani myśląc poprzestać na ostrzeżeniach czy spoglądaniu potępiająco. Nie śledziła go może czujnym wzrokiem przez całą zabawę, ale widziała go przy barze przynajmniej parę dwa czy trzy razy.
Nie powiedziała jednak ani słowa na temat tej miotły. Może po części z obawy, że jeżeli zacznie go obsztorcowywać, wsiądzie na nią tylko po to, by pokazać, że może.
O Geraldine, z którą przy tym barze stał, też nie powiedziała słowa. Postanowiła odłożyć to na później.
– Chyba pora wracać do domu? – spytała, bardzo wymownym gestem unosząc dłoń, gotowa schwycić go pod ramię, by aportować ich oboje do punktu aportacyjnego na Horyzontalnej, w pobliżu ich kamienicy.

Postać opuszcza sesję
Pies policyjny
Live fast,
pet dogs
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Tomasz przede wszystkim jest wysoki, nawet bardzo. Ma 192 centymetry wzrostu więc nietrudno go zauważyć w tłumie. Nie mówiąc już o tym, że prawie zawsze oślepia uśmiechem. Jego włosy przyjmują barwę bardzo ciemnego blondu, jego oczy są niebieskie, na twarzy często widnieje zarost - uważa, że tak wygląda przystojniej. Jest dość dobrze zbudowany. Zwykle ubiera się w stonowane kolory, jeansom często towarzyszy sweter lub koszulka z kołnierzykiem, rzadko sięga po koszule, które według niego są strasznie niewygodne. Podczas słonecznych dni towarzyszą mu jego ulubione okulary przeciwsłoneczne, w te chłodniejsze ukochana skórzana kurtka z brązowej skóry. Można czasem wyczuć od niego dym papierosowy, znacznie częściej jednak przesiąka zapachem kawy oraz swojej wody kolońskiej o nucie lawendy i cedru.

Thomas Hardwick
#324
19.08.2024, 18:29  ✶  
Spaceruje z Gerry -> Rano pomagam pakować graty i wracam do Warowni

Spacer zdecydowanie był dobrym pomysłem. Czuł ciepło dłoni Gerry zamkniętej w swojej własnej, coraz wyraźniej widział rozgwieżdżone niebo oraz czuł przyjemną morską bryzę, która przyjemnie chłodziła jego ciało, która nadal było lekko rozgrzane po tańcu. Było mu lekko na duchu, nawet wtedy, gdy Morpheus dość nieoczekiwanie postanowił oznajmić im ich przyszłość. A potem zaczął krwawić.
- Rozumiem, że mam znaleźć miejsce w kalendarzu na morską przygodę? - Spojrzał na Ger, choć w nawet muszla nie potrafiła stłumić jego zmartwienia. - Myślisz, że wszystko z nim w porządku? - zapytał towarzyszki, zaraz po tym jak mężczyzna się teleportował. Zapewne jutro znajdzie go bezpiecznego w Warowni, nie krwawiło się jednak z nosa bez powodu.
Nie mógł jednak w tej chwili przepytać Morpheusa, skoro zniknął, skupił się więc na tym, by przyjemny wieczór dalej trwał w najlepsze. Nie było to trudne, szczególnie gdy spoglądał na idącą obok niego blondynkę.
Zaśmiał się, gdy nie zdradziła mu swojego życzenia, rozumiał jednak. Sam nie zrobiłby niczego, by zapeszyć i stracić możliwość jego spełnienia. Szczególnie, gdy czuł jego przedsmak.
- Mam nadzieję, że oba, moje i twoje się ziszczą. - Ścisnął jej rękę, idąc dalej, w stronę cichej i beztroskiej nocy, która miała przynieść jeszcze wiele.

~*~

Nawet nie wiedział kiedy zaczęło świtać. Kolory zabarwiły niebo, które obserwował leniwym spojrzeniem, nadal trzymając za rękę Gerry. Uśmiechał się lekko sennie, wyraźnie zmęczony, trochę podrapany, wyraźnie przy tym szczęśliwy.
Zebrał się z koca na którym siedział z Yaxley, po czym przeciągnął.
Spojrzał na Brennę, która zaczęła pakować przedmioty, samemu pomagając za pomocą różdżki schować kilka dekoracji do skrzynek.
A potem szeroko się uśmiechnął do Gerry, słysząc propozycję Longbottom.
- Miło by było spędzić więcej czasu i potem zjeść wspólne śniadanie. Robię dobre tosty. - Wyszczerzył się, znów wyciągając do Ger rękę w geście, który zaczął się dla niego robić naturalny. Uwielbiał mieć ją blisko siebie.
Nie wiedział, jak bardzo musiał być kiedyś głupi, gdy to negował.
Nie miał jednak zamiar popełniać już tego błędu. Nie teraz, gdy puzzle wskoczyły na swoje miejsce układając się w całkiem ładny obrazek. Który stał się nagle pełniejszy i bardziej kolorowy. Tak samo jak niebo, które powoli rozmywało się w błękicie dnia. Którego jak i wszytskich następnych nie zamierzał marnować.
Szelma
Yes, it's dangerous.
That's why it's fun.
wiek
29
sława
V
krew
czysta
genetyka
—
zawód
Łowczyni
Od czego warto zacząć? Ród Yaxley ma w swoich genach olbrzymią krew. Przez to właśnie Geraldine jest dosyć wysoka jak na kobietę, mierzy bowiem 188 cm wzrostu. Dba o swoją sylwetkę, jest wysportowana głównie przez to, że trenuje szermierkę, lata na miotle, biega po lasach. Przez niemalże całe plecy ciągnie się jej blizna - pamiątka po próbie złapania kelpie. Rysy twarzy dość ostre. Oczy błękitne, usta różane, diastema to jej znak rozpoznawczy. Buzię ma obsypaną piegami. Włosy w kolorze ciemnego blondu, gdy muska je słońce pojawiają się na nich jasne pasma, sięgają jej za ramiona, najczęściej zaplecione w warkocz, niedbale związane - nie lubi gdy wpadają jej do oczu. Na lewym nadgarstku nosi bransoletkę z zębów błotoryja, która wygląda jakby lewitowały. Porusza się szybko, pewnie. Głos ma zachrypnięty, co jest pewnie zasługą papierosa, którego ciągle ma w ustach. Pachnie papierosami, ziemią i wiatrem, a jak wychodzi z lasu do ludzi to agrestem i bzem jak jej matka. Jest leworęczna.

Geraldine Greengrass-Yaxley
#325
19.08.2024, 19:43  ✶  

Wracamy ze spaceru, ogarniamy plażę i idziemy do Warowni

Wieczór i noc minęła bardzo szybko, nie wiedzieć kiedy. Spacerowała z Thomasem po plaży, później zajęli jeden z koców, minęła niby chwila, a już można było zauważyć, że rozpoczyna się kolejny dzień. Szkoda, bo całkiem przyjemnie by było gdyby ten mógł trwać jeszcze dłużej, gdyby na chwilę można było zatrzymać czas i przeżywać te przyjemne chwile bez końca. Niestety nie było to możliwe.

Uniosła wzrok w stronę Brenny, gdy ta zapytała, czy idzie do nich. Nawet rozbawiła ją ta propozycja szczególnie, że padła z ust Longbottomówny. Nie, żeby miała coś przeciwko temu. Mogła spędzić więcej czasu z Thomasem. Nawet miłe, że Brenna o niej pomyślała.

- Jestem cholernie zmęczona, ale nie odmówię sobie tej przyjemności. Tosty brzmią bardzo przekonująco. - Powiedziała jeszcze z uśmiechem do Hardwicka.

Złapała Thomasa z rękę, mogli razem oddalić się z plaży wraz z resztą niedobitków. Sporo osób już opuściło to miejsce. Była ciekawa, czy w Warowni odbędzie się jakieś afterparty, czy będą mogli zdrzemnąć się choć na chwilę, bo oczy powoli jej się zamykały.

Przyciągnęła Thomasa do siebie i wtuliła się w jego ramię. Dobrze było go mieć obok siebie, tak blisko. Wreszcie, po tylu latach zdecydować się przyznać do tego, że coś wisiało w powietrzu. Była szczęśliwa, tak zwyczajnie, nie myślała w tej chwili o tym, co ciągnęło się za nią przez całe lato. Po prostu cieszyła się tym porankiem, który mogła spędzić w jego towarzystwie. Miała nadzieję, że będzie się to zdarzało częściej.

hold me like a grudge
and what an ugly thing
– to have someone see you.
wiek
26
sława
V
krew
czysta
genetyka
aurowidz
zawód
auror
Stosunkowo wysoki mężczyzna, mierzący sobie 183 centymetry wzrostu. Posiada włosy barwy ciemnego blondu i jasne, błękitne oczy. Budowa jego ciała jest atletyczna, a na twarzy często widnieje lekki, szelmowski uśmieszek. Porusza się z nonszalancją i pewną niedbałością. Jest nienaturalnie zimny w dotyku.

Atreus Bulstrode
#326
20.08.2024, 13:40  ✶  
Przez dłuższy moment spoglądał rozbawiony w kierunku Brenny, ale szybko uciekł spojrzeniem gdzieś w bok, jakby czując na sobie wzrok Basiliusa. A może zwyczajnie spodziewając się, że kuzyn słysząc jego słowa zwróci na niego uwagę. Oczywiście, Prewettowi daleko było do Florence, która swoje oceniające spojrzenie wyćwiczyła przez lata niemal do perfekcji. Bulstrode zawsze miał wrażenie, że to akurat jego siostra odziedziczyła po matce. Enida potrafiła być niezwykle żywiołową kobietą, która do większości rzeczy miała niezwykle lekkie podejście, ale kiedy trzeba było umiała patrzeć. W ten znaczący, ciążący na duszy sposób, którym tak często posługiwały się matki kiedy nie mogły zagrozić swoim pociechom wprost, bo nie wypadało przy ludziach. Florence co prawda nie mówiła swoimi oczami, że policzymy się w domu, ale efekt był ten sam. Człowiek czuł się zwyczajnie niezręcznie, jakby nagle wszystkie podjęte przed niego życiowe decyzje miały zostać zakwestionowane, ale nie przez nią, a przez niego samego. I zazwyczaj, kiedy napotykał to twarde spojrzenie niebieskich oczu, Atreus odbębniał jakiś rachunek sumienia, nawet jeśli pobieżny. Rzadko też się zdarzyło, żeby potem kontynuował to, czego siostra nie aprobowała, ale to że zwyczajnie ograniczał się do nie robienia tego na jej oczach, to była już zupełnie inna kwestia. Ale Florence przecież doskonale zdawała sobie z tego sprawę.

Po tym jak dowiedział się, kto właściwie oświadczył się jej na Beltane, i że w ogóle, zastanawiał się czy na Patricka też tak patrzyła i jak on to w ogóle znosił, nieprzyzwyczajona do podobnego wyrażania opinii na czyjś temat bez słów. Ale po zastanowieniu doszedł do wniosku, że może właśnie o to w tym wszystkim chodziło, w tej całej sympatii, jaką przez lata jego siostra darzyła Stewarda - że nie musiała tak na niego patrzeć. Było to trochę frustrujące, bo Atreus był zdania że każdy powinien przynajmniej raz w życiu doświadczyć tego, jak Florence była w stanie na kogoś spoglądać, a najlepiej to żeby doświadczał tego z taką częstotliwością jak on, ale no nie można było mieć wszystkiego w życiu.

W sumie, teraz kiedy przesunął znowu spojrzenie obok swojej siostry, żeby przyjrzeć się jej przyjacielowi, zaczął sie zastanawiać czy faktycznie spełniła jego prośbę i podesłała mu eliksiry, które wcześniej poprosił ją o uzupełnienie dla siebie. Wciąż nie mógł z pewnym rozbawieniem nie wyobrażać sobie aurora w ręcznie wydzierganych sweterkach od babci, czy kto tam miał mu je robić. Powinny być jeszcze podpisane na metce, żeby na pewno nikt inny mu ich nie zabrał i się nie pomylił, albo lepiej - powinny mieć dużą literkę 'P' na samym przodzie, żeby nikt nie zapomniał jak się zaczyna jego imię. Dla niego aż taki poziom wylewnej troski był wręcz pocieszny, chociaż nie mógł powiedzieć że w tym złym, niewłaściwym sensie, który zmusiłby go do zwyczajnego szydzenia z tego. Dobrze było wiedzieć, że ktoś się o nich troszczy i nie chodziło tutaj o samego Patricka, a o wszystkich zimnych, którzy na różne sposoby próbowali przez całe lato dojść do tego, co właściwie z nimi dalej. Tak samo dobrze było zauważać te wszystkie drobne gesty innych ludzi, ich bliskich, którzy chyba trochę rozpaczliwie próbowali im pomóc na wszelkie dostępne dla nich sposoby.

Może jego właśni rodzice nie byli aż tak wylewni, ale Atreus doskonale widział to zmartwione spojrzenie matki, kiedy spoglądała na niego znad kart, myśląc może że on sam był pochłonięty swoimi. Wiedział też, jak ojciec z pewnym zniecierpliwieniem rozmawia z bratem, próbując w ten sposób pomóc sprawie syna. To nie tak, że Gregory nie chciał pomóc, ale Atreus w pewnym momencie doszedł do wniosku, że akurat na tę zagadkę Departament Tajemnic nie ma gdzieś ukrytej odpowiedzi. Do wszystkiego musieli dojść sami, wymieniając się tymi strzępkami informacji, kiedy tylko jakąś zdobyli. Wszystko jeszcze podsyłały wizje, które przyszły wraz z zapaleniem świecy podczas Lammas, kiedy prosili o ochronę. Wszystko zaczęło się w ogniu Beltane, kiedy Voldemort wkroczył do ogniska, a oni wskoczyli w nie za nim. I wszystko miało znowu wrócić do ognia w nadchodzącym czasie. Atreus podejrzewał, że to co mówiła mu Florence wiązało się akurat z Samhain - tym konkretnym momentem kiedy mieli możliwość zrobić cokolwiek z nałożonym na nich brzemieniem. Tak samo domyślał się że znowu chodziło o kobietę skrytą w Limbo, z którą rozmawiał kiedy sam do niego wpadł. Wtedy wydawała się umierać - czyżby teraz śmierciożercy mieli chcieć dokończyć dzieła?

Wreszcie Florence podniosła z piasku i przez moment Atreus faktycznie rozważał to, żeby odepchnąć się od ziemi i odlecieć w siną dal. Nie odwrócił jednak pośpiesznie spojrzenia i nie zrealizował swojego planu, z głupim uśmiechem ale i też pewną rezygnacją. Zmęczenie dawało mu się we znaki, a wbrew pozorom, nie zawsze musiał robić rzeczy na przekór innym czy samemu sobie. Longbottom mogła mu grozić mandatem, ale były to tylko żarty bez pokrycia - wątpił też, żeby zaraz ktoś miał mu tu rzucić zaklęciem, które by go od całej podróży powstrzymało. Ale mimo poddania się losowi w całości, zsiadł z tej miotły z całą nonszalancją, na jaką mógł się w tym momencie zdobyć, trochę jakby robił siostrze łaskę, że jednak nie postanowił sobie skręcić po pijaku karku albo przynajmniej stłuc się mocno podczas spadania z wysokości.
- Idealnie. Latanie po całonocnej zabawie i paru głębszych jest strasznie uciążliwe, szczególnie jak się człowiek chwieje na miotle - rzucił, uśmiechając się do niej grzecznie, a następnie wyciągnął w jej stronę ramię.

Spojrzał jeszcze raz na Brenne, uśmiechając się do niej lekko i puszczając jej oczko. Kiedy na nią patrzył, w głowie grała mu usłyszana tego wieczora melodia, która zamknęła go w tym dziwnym śnie, gdzie mógł oglądać te wszystkie znajome twarze. W sumie jak sobie tak teraz o tym przypomniał, to Florence przecież też tam wtedy była. I Patrick, który jej się tam wtedy oświadczał, kiedy już cała burza wywołana przez księżniczkę Norę zdawała się ucichnąć. Ciekawy był trochę, co śniło się wtedy Longbottom i czy w ogóle coś, bo przecież skoro oboje skończyli leżąc na piasku, to pewnie grajek też i ją dopadł. I w sumie, ta sama melodia wcześniej snuła mu się po głowie przy magicznej wodzie, nawet jeśli nic nie widział w samej tafli. Wcześniej poszedł nad tę wodę w skałkach, bo chciał sprawdzić czy może Florence widziała tam coś ciekawego, ale może zapyta ją o to potem, jak już przeniosą się do punktu teleportacyjnego i dotrą do domu.

Zerknął wreszcie na siostrę i kiwnął głową, a potem oboje teleportowali się z cichym trzaskiem, opuszczając miejsce imprezy.

Postać opuszcza sesję
Tło narracyjne
koniecpsot1972
zasady korzystania
rzuty kością
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Czarodziej nieznanego statusu krwi, będący baśniopisarzem oraz autorem książki Baśnie Barda Beedle'a. Żył w XV wieku, ale większość jego życia pozostaje dla nas tajemnicą.

Bard Beedle
#327
20.08.2024, 14:06  ✶  
Ostatnie rzeczy zostały spakowane do koszy i toreb, część na parę chwil magicznie pomniejszona. Kolejne osoby teleportowały się, zabierane przez tych, którzy wypili tej nocy mniej drinków. Jako ostatnia znikła grupa zabierająca się do Warowni: domownicy zabierali ze sobą kilkoro gości, którzy mieli tego ranka przespać się w łóżkach w posiadłości Longbottomów i Crawleyów.
Zabrano rzeczy, śmieci i gdy rozległ się trzask ostatniej teleportacji, plaża opustoszała. Ktoś, kto zajrzałby tutaj wczesną porą, nie uwierzyłby chyba, że ledwo chwilę wcześniej toczyła się tu zabawa na kilkadziesiąt osób.
Zaklęta woda szemrała cicho pośród skał, a wzdłuż plaży wędrował grajek, szarpiąc struny gitary.
Słuchały go tylko mewy i morze, wtórujące mu szumem fal.

Koniec sesji
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek:
Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Alastor Moody (2259), Atreus Bulstrode (10483), Bard Beedle (4978), Basilius Prewett (4925), Bertie Bott (2035), Brenna Longbottom (9133), Cameron Lupin (3667), Dora Crawford (3787), Eden Lestrange (3861), Erik Longbottom (3927), Eutierria (115), Florence Bulstrode (4012), Geraldine Greengrass-Yaxley (3381), Heather Wood (4043), Isaac Bagshot (3369), Jonathan Selwyn (3263), Millie Moody (3048), Morpheus Longbottom (3872), Nora Figg (4442), Pan Losu (1085), Patrick Steward (2237), Quintessa Longbottom (3092), Samuel McGonagall (5794), The Overseer (2772), Thomas Figg (4432), Thomas Hardwick (3498), Woody Tarpaulin (3665)


Strony (33): « Wstecz 1 … 29 30 31 32 33


  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Przydatne linki
Kolejeczka
Tryb normalny
Tryb drzewa