09.08.2024, 16:31 ✶
Młodzieńcza miłość była nie tylko zielona i głupia, ale również bardzo intensywna. Wszystko wydawało się na zawsze, jedyne i niepowtarzalne. Tak samo było z Leonem, w głowie Lorenza malował się obraz przyszłości, które bez wątpienia zawierały w sobie osobę młodego Bletchleya, bez znaczenia na normy społeczne i wszystko inne, co mogło stanąć im na przeszkodzie.
Nim wypuścił Leona, położył jeszcze dłoń na jego policzku, by na ustach złożyć kilka szybkich, krótkich cmoknięć. Nie miał dość jego warg.
- Wtedy już nigdy nie pozwolę, żeby nas rozdzielono. - Przyrzekł gorliwie. - Będziemy razem, na zawsze. Wszystko będzie idealnie. - Powtórzył po koledze. Każdy z nich miał swoje niepewności i kompleksy, ale razem, we dwóch, mogli osiągnąć wszystko! A przynajmniej tak wydawało się Enzo w tym momencie, gdy w łazience chłopców cieszyli się swoją obecnością.
Nie mogąc dłużej walczyć z naturą, Enzo musiał sobie ulżyć, zostawiając kolegę na chwilę za sobą.
- Daj mi chwilę! - Powtórzył nieco bardziej niecierpliwie. Ulga rosła, potrzebował tylko momentu dłużej. - Chcesz już stąd iść? - Dopytał, bo dla niego nie było problemem ukrywać się przed wścibskimi oczyma tak nauczycieli, jak i uczniów. - Ech, w porządku... Stąd bliżej mamy na siódme. - Zauważył, zapinając rozporek. - Nie dasz mi już nawet buziaka, zanim pójdziemy? - Zanucił, nie chcąc kończyć wcześniej rozpoczętej sesji, tak brzydko przerwanej przez potrzebę. - Nie każ mi prosić... - Zamruczał.
Nim wypuścił Leona, położył jeszcze dłoń na jego policzku, by na ustach złożyć kilka szybkich, krótkich cmoknięć. Nie miał dość jego warg.
- Wtedy już nigdy nie pozwolę, żeby nas rozdzielono. - Przyrzekł gorliwie. - Będziemy razem, na zawsze. Wszystko będzie idealnie. - Powtórzył po koledze. Każdy z nich miał swoje niepewności i kompleksy, ale razem, we dwóch, mogli osiągnąć wszystko! A przynajmniej tak wydawało się Enzo w tym momencie, gdy w łazience chłopców cieszyli się swoją obecnością.
Nie mogąc dłużej walczyć z naturą, Enzo musiał sobie ulżyć, zostawiając kolegę na chwilę za sobą.
- Daj mi chwilę! - Powtórzył nieco bardziej niecierpliwie. Ulga rosła, potrzebował tylko momentu dłużej. - Chcesz już stąd iść? - Dopytał, bo dla niego nie było problemem ukrywać się przed wścibskimi oczyma tak nauczycieli, jak i uczniów. - Ech, w porządku... Stąd bliżej mamy na siódme. - Zauważył, zapinając rozporek. - Nie dasz mi już nawet buziaka, zanim pójdziemy? - Zanucił, nie chcąc kończyć wcześniej rozpoczętej sesji, tak brzydko przerwanej przez potrzebę. - Nie każ mi prosić... - Zamruczał.