22.02.2023, 10:54 ✶
Filuterne iskierki zamigotały w spojrzeniu Rookwooda na brzmienie słów przyjaciela, z podekscytowania, satysfakcji i poniekąd też ulgi. Niby nie spodziewał się, że Cameron potraktuje go w jakikolwiek podobny sposób, co Christie (mimo że uderzenie w twarz byłoby w jego wypadku, być może mile widziane), ale odejście od tematu 'obietnic' czy poważnego świata i poważnych problemów definitywnie o wiele lepiej mu leżało. Nawet jeżeli miał słuchać, że jest 'kochasiem z sąsiedztwa' (którym był).
- Hej! Wcale nie... - obruszył się, chociaż bardziej na pokaz, niż faktycznie - No, może trochę, może bardzo. Niestety mojemu bratu przypadła łatka 'bed boja' - westchnął teatralnie, dramatycznie wywracając oczyma, jakby właśnie odgrywał rolę w szkolnej sztuce. Wyglądało to tandetnie i przekoloryzowanie, bo tak właśnie miało, w końcu nie ubolewał szczerze nad swoim losem. Usłyszeć, że ma się złote serce znaczyło więcej niż przyznanie racji w kontekście bycia 'bed bojem', zwłaszcza gdy poprzedzało je stwierdzenie o jego urodzie - tak, Charles Rookwood był płytki, nikt nie mógł mu tego zabronić.
- Mało co jest fair, należy umieć sobie radzić - przybrał ton 'guru' i zachichotał, nie robiąc sobie nic z narzekań Lupina. Doskonale wiedział, że tak naprawdę cała ta sytuacja mu się podoba, a wątpliwości, które się w nim gnieździły chwile temu wyparowały tak szybko, jak herbata z prądem w ich kubkach.
- Może to być czymkolwiek, co sobie życzysz, ty dzisiaj wybierasz, w końcu, przecież to ja mam u ciebie dług? - udawaną niewinność na twarzy zastąpił unoszący się w przekornym grymasie jeden kącik ust, dodając Charliemu wyglądu pewnego siebie gagatka, który właśnie obmyślił plan biznesu na resztę szkolnych lat, polegającego na sprzedawaniu ściąg i słodyczy.
Rozpięty guzik, chociaż niewielki, zdawał się otwierać nie tylko koszule Charlesa, ale również perspektywę na nowe możliwości. Nawet jeżeli zauważył niepewność we wzroku Camerona, która nastąpiła definitywnie za późno po prowokującym uśmiechu, to z premedytacją ją zignorował. Całowali się już w pokoju wspólnym gryfonów (i w wielu innych miejscach, ale to wspomnienie przyszło do głowy Charliego jako pierwsze), kiedy Lupina wcale nie powinno tam być, co za różnicę stwarzała jedna, śpiąca za ścianą dziewczyna? Poza tym, nie zdawało się, aby zmieniła zdanie co do dołączenia, przynajmniej po sprawieniu, ze policzek Rookwooda zaczerwienił się od spotkania z jej dłonią. Nie odmawiał rzucanym wyzwaniom, a już na pewno nie w taki wieczór, gdy w krwi buzowały resztki adrenaliny, a prostotę, zazwyczaj i tak sprośnych myśli, przysłaniało lekkie upojenie alkoholowe.
Ostatnią, logiczniejszą myślą, ciemnowłosy zahaczył o Heather, której z nimi nie było - a szkoda. Nie coby uważał, że Cameron był od niej w jakikolwiek sposób gorszy, obydwoje byli równie wspaniali, po prostu, zazwyczaj działali w trójkącie i w taki sposób to wszystkim odpowiadało. Zdarzało się, że wychodzili osobno, jak teraz i nie mieli do siebie o to pretensji, jednak, zawsze wtedy było czuć, ze brakuje pewnej części, która w jakiś sposób ich dopełniała.
Ostatecznie poddał się chwili i przesuwając dłoń na powrót do góry, aby pewniej złapać za włosy chłopaka, przysunął swoją twarz do jego, tym razem nie idąc w półśrodki, nie zadowalając się szeptem, ani muśnięciem policzka. Pewnie złączył ich usta, pozwalając napięciu rosnąć, kumulować się, aby ostatecznie oddać się po prostu kolejnym taktom nocy.
- Hej! Wcale nie... - obruszył się, chociaż bardziej na pokaz, niż faktycznie - No, może trochę, może bardzo. Niestety mojemu bratu przypadła łatka 'bed boja' - westchnął teatralnie, dramatycznie wywracając oczyma, jakby właśnie odgrywał rolę w szkolnej sztuce. Wyglądało to tandetnie i przekoloryzowanie, bo tak właśnie miało, w końcu nie ubolewał szczerze nad swoim losem. Usłyszeć, że ma się złote serce znaczyło więcej niż przyznanie racji w kontekście bycia 'bed bojem', zwłaszcza gdy poprzedzało je stwierdzenie o jego urodzie - tak, Charles Rookwood był płytki, nikt nie mógł mu tego zabronić.
- Mało co jest fair, należy umieć sobie radzić - przybrał ton 'guru' i zachichotał, nie robiąc sobie nic z narzekań Lupina. Doskonale wiedział, że tak naprawdę cała ta sytuacja mu się podoba, a wątpliwości, które się w nim gnieździły chwile temu wyparowały tak szybko, jak herbata z prądem w ich kubkach.
- Może to być czymkolwiek, co sobie życzysz, ty dzisiaj wybierasz, w końcu, przecież to ja mam u ciebie dług? - udawaną niewinność na twarzy zastąpił unoszący się w przekornym grymasie jeden kącik ust, dodając Charliemu wyglądu pewnego siebie gagatka, który właśnie obmyślił plan biznesu na resztę szkolnych lat, polegającego na sprzedawaniu ściąg i słodyczy.
Rozpięty guzik, chociaż niewielki, zdawał się otwierać nie tylko koszule Charlesa, ale również perspektywę na nowe możliwości. Nawet jeżeli zauważył niepewność we wzroku Camerona, która nastąpiła definitywnie za późno po prowokującym uśmiechu, to z premedytacją ją zignorował. Całowali się już w pokoju wspólnym gryfonów (i w wielu innych miejscach, ale to wspomnienie przyszło do głowy Charliego jako pierwsze), kiedy Lupina wcale nie powinno tam być, co za różnicę stwarzała jedna, śpiąca za ścianą dziewczyna? Poza tym, nie zdawało się, aby zmieniła zdanie co do dołączenia, przynajmniej po sprawieniu, ze policzek Rookwooda zaczerwienił się od spotkania z jej dłonią. Nie odmawiał rzucanym wyzwaniom, a już na pewno nie w taki wieczór, gdy w krwi buzowały resztki adrenaliny, a prostotę, zazwyczaj i tak sprośnych myśli, przysłaniało lekkie upojenie alkoholowe.
Ostatnią, logiczniejszą myślą, ciemnowłosy zahaczył o Heather, której z nimi nie było - a szkoda. Nie coby uważał, że Cameron był od niej w jakikolwiek sposób gorszy, obydwoje byli równie wspaniali, po prostu, zazwyczaj działali w trójkącie i w taki sposób to wszystkim odpowiadało. Zdarzało się, że wychodzili osobno, jak teraz i nie mieli do siebie o to pretensji, jednak, zawsze wtedy było czuć, ze brakuje pewnej części, która w jakiś sposób ich dopełniała.
Ostatecznie poddał się chwili i przesuwając dłoń na powrót do góry, aby pewniej złapać za włosy chłopaka, przysunął swoją twarz do jego, tym razem nie idąc w półśrodki, nie zadowalając się szeptem, ani muśnięciem policzka. Pewnie złączył ich usta, pozwalając napięciu rosnąć, kumulować się, aby ostatecznie oddać się po prostu kolejnym taktom nocy.
Koniec sesji
I won't deny I've got in my mind now all the things we'd do
So I'll try to talk refined for fear that you find out how I'm imaginin' you
So I'll try to talk refined for fear that you find out how I'm imaginin' you