11.03.2025, 10:07 ✶
Miała ochotę zapytać, jaki znowu płomień rozpalała proza Diany Darlington? Jasne, było tam kilka "gorących" scen, a także całe mnóstwo tłumionego pożądania, ale Alice nigdy nie stwierdziłaby, że spala kogoś na popiół. Starała się zaznaczać, że najbardziej zacieśniające dla relacji bohaterów nie były momenty tego pożądania, ale chwile, w których czuli, że mogli na sobie polegać. Kiedy razem śmiali się do rozpuku czy, przeciwnie, przeżywali trudny czas.
— Pani Darlington na pewno by się ucieszyła z tego, że masz tak pochlebną opinię o jej książkach — uśmiechnęła się. I rzeczywiście, czuła swego rodzaju dumę z tego, że Mona uważała jej książkę za coś innego niż "antyintelektualna pierdoła". Alice jednocześnie nie chciała stawiać się w roli jakiejś świętej mędrczyni, która za pomocą literatury mówi innym, jak mają się zachowywać, ale też nie lubiła bezwartościowości niektórych romansów, które czytywała. Chciała, by jej książka stanowiła jakąś inspirację do pomyślenia o ludziach w empatyczny sposób. Bez względu na ich status. — Jak kupisz już to, co ci się podoba, może wyskoczymy na herbatę? Pogadamy jeszcze trochę o książkach i wiesz... będziesz mogła się wygadać. Widać, że tego ci potrzeba. A znam się na tym, wiesz mi.
Ona sama wybrała sobie ładne wydanie "Wichrowych wzgórz". Już od dawna planowała lekturę tej książki, a wreszcie miała egzemplarz. Nie było żadnych przeszkód (ani wymówek), by wreszcie się za nie zabrać. Jako fanka kobiecej literatury dziewiętnastego wieku nie mogła pominąć tej pozycji. A może potem mogła zabrać się na coś z obecnego wieku? Może Virginię Woolf? W każdym razie, jak to bywało w przypadku miłośniczek książek, dla Alice zawsze było dużo do czytania i za mało czasu, by wszystkim się zająć. A jednak, dla książkowych dyskusji z Moną, uznała, że zamierza nadrobić wszelkie swoje zaległości.
— Pani Darlington na pewno by się ucieszyła z tego, że masz tak pochlebną opinię o jej książkach — uśmiechnęła się. I rzeczywiście, czuła swego rodzaju dumę z tego, że Mona uważała jej książkę za coś innego niż "antyintelektualna pierdoła". Alice jednocześnie nie chciała stawiać się w roli jakiejś świętej mędrczyni, która za pomocą literatury mówi innym, jak mają się zachowywać, ale też nie lubiła bezwartościowości niektórych romansów, które czytywała. Chciała, by jej książka stanowiła jakąś inspirację do pomyślenia o ludziach w empatyczny sposób. Bez względu na ich status. — Jak kupisz już to, co ci się podoba, może wyskoczymy na herbatę? Pogadamy jeszcze trochę o książkach i wiesz... będziesz mogła się wygadać. Widać, że tego ci potrzeba. A znam się na tym, wiesz mi.
Ona sama wybrała sobie ładne wydanie "Wichrowych wzgórz". Już od dawna planowała lekturę tej książki, a wreszcie miała egzemplarz. Nie było żadnych przeszkód (ani wymówek), by wreszcie się za nie zabrać. Jako fanka kobiecej literatury dziewiętnastego wieku nie mogła pominąć tej pozycji. A może potem mogła zabrać się na coś z obecnego wieku? Może Virginię Woolf? W każdym razie, jak to bywało w przypadku miłośniczek książek, dla Alice zawsze było dużo do czytania i za mało czasu, by wszystkim się zająć. A jednak, dla książkowych dyskusji z Moną, uznała, że zamierza nadrobić wszelkie swoje zaległości.