To nie działo się celowo. Nie wchodziła mu w drogę, bo chciała uprzykrzać mu życie, wiązało się to przy okazji z uprzykrzaniem życia jej, nie robiła tego świadomie, ale jakoś zawsze do tego doprowadzali. Trafiali na siebie dokładnie wtedy, kiedy tego nie chcieli, zresztą, czy istniały momenty, gdy faktycznie chcieliby swojego towarzystwa? Nie do końca. Oczywiście, że nie ułatwiało tego to, że przyjaźnił się z jej bratem, przez co nawet podczas wakacji mogli spodziewać się tego, że od czasu do czasu pojawią się w swoim otoczeniu. Musiał mieć świadomość tego, że wizyta w ich domu będzie niosła ze sobą to, że będą musieli spędzić ze sobą chociaż chwilę, bo Penny pilnowała wspólnych posiłków. Z drugiej strony nie przyznawała się do tego, że czekała na te momenty, że obserwowała ich z okna swojej sypialni szukając przede wszystkim tej charakterystycznej, nieco za długiej ciemnej czupryny. Czekała na niego, nawet jeśli wmawiała sobie, że było zupełnie inaczej. Wiedziała, że nie powinna patrzeć, ale jakoś nie umiała odwrócić wzroku. To był odruch. Tak samo jak w tej chwili nie odrywała na moment od niego swojego spojrzenia, mogła mówić, że chodziło tylko o rękę, o przypadek medyczny, to wydawało się całkiem niezłym wytłumaczeniem, chociaż wiedziała, że nie chodzi tylko o to.
- Nie zawsze, nawet ja nie mam tak optymistycznego podejścia. - Nadal mówiła lekkim tonem, wiedziała swoje, widziała więcej, niż mógłby się spodziewać, może nie znała jego, ale znała swoją wnuczkę. Znajdowali się w jej domu, Prue tutaj nie siliłaby się o wymuszoną uprzejmość, czy przejmowała tym, co wypada. Nie miała co do tego wątpliwości. - Łatwo znajdujesz odpowiedzi, chociaż nie widzisz tych najprostszych. - Odezwała się jeszcze zdawkowo, nie sądziła, że powinna się wtrącać w to, co działo się między młodzieżą, jednak nie do końca potrafiła być zupełnie obojętna. Wiedziała swoje, myślała swoje, ale nikt nie zamierzała zbyt wiele mówić na temat swoich obserwacji. Czasem warto było pomóc zagubionym duszom, ale to nie był jeszcze ten moment, wolała myśleć o tym, że kiedyś zrozumieją, kiedyś podejdą do tego inaczej.
- Dokładnie tak, ludzie się dużo bardziej skomplikowani niż widać na pierwszy rzut oka. - Powtórzyła za nim, dobrze, że zdawał sobie sprawę. Nic nie było takie proste, jak mogłoby się wydawać. Nie kontynuowała tego tematu, nie chciała wychodzić na wścibską, czy przemądrzałą, mimo, że mogłaby się odezwać. Zresztą miała swoje przeczucia, a jej przeczucia rzadko kiedy ją myliły. Jej intuicja była niezawodna, w swoim życiu miała do czynienia z najróżniejszymi ludźmi, zaczęła więc bez problemu czytać większość z nich.
- Załatwimy sprawę szybko, jeśli nie będziesz zbytnio oponował, to jest ta lepsza wiadomość. - Być może nie tak szybko, jak zrobiłby to sam, ale na pewno bardziej profesjonalnie i dokładnie, dzięki czemu jego ręka szybciej wróci do pełnej sprawności. Było to całkiem proste i logiczne, przystał jednak na to, więc nie było sensu dalej go przekonywać do tego, by pokazał im swój uraz.
Znaleźli się w salonie, w którym pojawiła się i Prue oddelegowana wcześniej po apteczkę. Mieli tylko obejrzeć jego rękę, zrobić coś z tym, aby rana się nie babrała, to nie było nic skomplikowanego, za chwilę będą mogli się rozejść każde w swoją stronę, przestać na siebie patrzeć, to było całkiem optymistyczną wizją. Dzięki temu, że znalazła się tutaj z babcią, mogła mieć pewność, że nic takiego mu się nie przytrafiło, że nie było tak źle. Wpatrywała się w bandaż który odwijał, dotarło do niej wtedy, że mogło być gorzej, niż zakładała, zresztą nie powinno jej to dziwić, krew, która sączyła się z tego prowizorycznego opatrunku nie brała się znikąd, niby on mówił o tym, jakby to nie było coś wielkiego, ale miał tendencje do lekceważenia swojego stanu zdrowia, od zawsze, pewnie nigdy nie miało się to zmienić.
- Nie wiem w jaki sposób mam Ci wytłumaczyć, że gapię się na Twoją rękę, a nie Ciebie. - Mruknęła cicho, bo nie podobało jej się to, co właśnie sugerował. Tak, wyglądał dobrze, było na czym zawiesić wzrok, jednak nie mogła pogodzić się z tym, że wmawiał jej, że patrzyła na niego, na pewno nie w ten sposób, nie w tej chwili. Być może tak ją to gryzło, bo faktycznie zdarzało jej się to, być może miał szansę ją na tym przyłapać, ale na pewno nie chciała, żeby o tym wiedział.
- Nie wątpię w to, jednak chcemy obdarzyć Cię jak najlepszą opieką, oczywiście nie pozwolimy też na to, żebyś czuł, że tracisz czas, standardy będą zachowane. - Nie zasugerowała, że ta niepotrzebna dyskusja również powodowała, że tracili czas, gdyby się tak nie bronił przed tym, żeby to Prue go opatrzyła, to już by zaczęli, zresztą babcia Bletchley nie zamierzała zmienić zdania. Skoro już się tutaj znalazła i uczestniczyła w tym przedstawieniu i mogła mieć na nie jakikolwiek wpływ, to sobie tego nie odpuściła. Całkiem zabawnie było patrzeć, jak bardzo próbowali udowodnić, że nie chcą znajdować się obok siebie. Nie umykały jej wymieniane przez nich komentarze, nie reagowała na nie, tylko uważnie się w nie wsłuchiwała mając swoją własną opinię na ten temat.
- Mógłbyś się zdecydować, najpierw nie chcesz delikatności, a teraz narzekasz na jej brak. Określ się, Rookwood. - Irytował ją, denerwowało ją jego zachowanie. Naprawdę chciała po prostu mieć to z głowy, zobaczyć rękę, zdezynfekować ją, a później zastanowić się nad tym, co dalej, chociaż babcia już wiedziała, że powinna skorzystać z maści Penny, więc na pewno tak było.
- Nie wątpię, że sam byś przyszedł, na pewno. - Chyba w innym życiu. Nie zabrał ręki, kiedy złapała go za nadgarstek, co spowodowało, że mogła zająć się tym, po się tutaj znaleźli. Podchodziła do sprawy poważnie, jak zawsze, być może było to tylko zadrapanie, całkiem głębokie zadrapanie, ale nie chciała, żeby coś poszło nie tak. Właśnie dlatego bardzo powoli przesuwała gazik po ranie, ostrożnie, delikatnie, ale też precyzyjnie. Mógł sobie myśleć co chciał o jej drobnych dłoniach, mógł sugerować, że były one przeszkodą, ale zamierzała mu udowodnić, jak bardzo się mylił. Mogłaby się na nim wyżyć, mogłaby złapać go mocniej, robić to na odwal się, ale kiedy Prudence już w coś się angażowała, to zawsze całą sobą. Tak było i tym razem, chodziło o uraz, nie o to, kto przed nią siedział. Tak, jasne, gdyby to było takie proste. Nie dawała jednak poznać po tym, co robiła, że czuła się niekomfortowo dotykając jego ręki, kiedyś to było dla nich całkiem naturalne, nie mieli problemu z gestami, od lat jednak nie czuła pod opuszkami palców ciepła jego skóry.
Uniosła głowę znad jego ręki, kiedy się odezwał. Zmrużyła na moment oczy, już miała mu odpowiedzieć, ale stwierdził, że to było nieważne. Mimo wszystko się odezwała. - Tak, zawsze muszę być taka dokładna, powinieneś to wiedzieć. - Nie było to przecież nowego, zawsze i we wszystkim tak już miała. Być może o tym zapomniał i musiała mu o tym przypomnieć. Nie powinno jej to przecież dziwić, na pewno teraz pamiętał o przyzwyczajeniach innej osoby, nie jej, nie znaczyła dla niego przecież już nic.
Dostrzegła, że jego palce odrobinę się poruszyły, nie zdążyła tego skomentować, sam to zrobił. - Przecież widziałam, panuj nad swoimi odruchami. - Nie, żeby jakoś specjalnie jej to przeszkodziło, to był tylko drobny odruch, ale kto wie, czy nie zwiastował czegoś większego, dobrze, że sam się na tym złapał i pamiętał o tym, że nie powinien tego robić. - Moja definicja słowa szybko niesie ze sobą też dokładność, nie sądzę, że dałoby się to zrobić szybciej z taką precyzją. - Oczywiście, że coś musiało mu nie pasować, musiał skomentować jej działanie, spowodować, że znowu czuła się niepewnie.
- Jeszcze tylko bandaż, eliksir powinien niedługo zacząć działać. - Odłożyła słoiczek z maścią na stół i sięgnęła po bandaż, to była już końcówka jej działań. Przyłożyła początek materiału do jego ręki i zaczęła bardzo powoli owijać ranę, żeby go to nie piekło bardziej niż powinno, mogła mieć do niego niezbyt pozytywne nastawienie w tej chwili, ale nie powodowało to tego, że chciała, aby cierpiał bardziej niż to było konieczne, naprawdę starała się, aby jej gest niosły ze sobą jak najmniejszy ból, co wcale nie było proste w przypadku dosyć głębokiej rany.
- No, całkiem nieźle poszło. - Dodała Ellie, która obserwowała ich poczynania całkiem uważnie, jednak się w nie nie wtrącała, widziała, że Prue świetnie sobie radzi, nie było więc powodu do interwencji, zresztą od początku wiedziała, że nie będzie. - Mamy chwilę zanim Aloysius będzie mógł dołączyć do chłopaków, nie będziemy siedzieć w ciszy, prawda? - Nie czekała na to, aż zaczną oponować, sięgnęła po swoją torebkę, w której zaczęła czegoś bardzo intensywnie poszukiwać.
Confusion in her eyes that says it all
She's lost control
![[Obrazek: 4GadKlM.png]](https://secretsoflondon.pl/imgproxy.php?id=4GadKlM.png)