• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Greater London Wokół Magicznych Dzielnic [Jesień 72, 15.09 Victoria & Gabriel] A Rose by Any Other Name

[Jesień 72, 15.09 Victoria & Gabriel] A Rose by Any Other Name
Czarodziej
Parle-moi de la mort, du songe qu'on y mène,
De l'éternel loisir,
Où l'on ne sait plus rien de l'amour, de la haine,
Ni du triste plaisir;
wiek
370
sława
III
krew
czysta
genetyka
wampir
zawód
prywatny detektyw
186cm | 83 kg | szczupła, atletyczna sylwetka | nienaturalnie blada skóra | lekko falujace włosy, ciemny blond | błękitne, zdystansowane oczy | w mowie zwykle silny francuski akcent, ale kiedy chce może z powodzeniem naśladować akademicki brytyjski

Gabriel Montbel
#11
28.10.2025, 18:23  ✶  
Wampiry i ludzkość. Ludzkość i wampiry. Było zabawne obserwować te bardzo buńczuczne mróweczki, było zabawne widzieć ich wolę walki i przetrwania jako grupy, jako potężnej zbiorowości gdy samemu było się jednostką. Cyfry, zmieniające się jak w kalejdoskopie twarze. Dlatego lubił długowieczne krzewy i drzewa. One wbrew pozorom nie zmieniały się aż tak szybko. Mimo wszystko słuchał jej z uwagą. Może nie we Francji, ale tu w Anglii ród Lestrangów zdawał się być istotną gałęzią, a on musiał - aby być cennym nabytkiem w agencji detektywistycznej panny Rosewood) nabywać nowe kontakty i znajomości. Gdyby miał pewność, że Jonathan nie osiwieje gdy ponownie zobaczy go na jakimś wydarzeniu society, to pewnie też zacząłby się rozglądać za potencjalnymi zaproszeniami. Ich rozejm był na to jednak zbyt kruchy. Przynajmniej na razie.

- Badaczka. To brzmi fascynująco co opowiadasz mi o tych kwiatach. Nie wyglądają na zabójcze, ale oboje wiemy, że śmierć wśród roślin potrafi być mniej widowiskowa choć absolutnie nie mniej skuteczna. - Zastanawiał się, czy dałby radę zdobyć zadzonkę. Potrzebował ogrodu, potrzebował go niemalże rozpaczliwie, a nezręcznym byłoby zagrzebywać się w cudzych ziemiach.

- Tak właśnie zdało mi się, że posługiwała się tym nazwiskiem gdy poznałem ją pierwszy raz. Proszę sprawdzić w kronikach i nie mieć jej za złe tej tajemniczości. Ja przez moment tylko śledziłem losy swoich krewnych, gdy umarli moi ulubieni, było mi zbyt przykro by kontynuować tę obserwację. - skłamał, choć czy było to kłamstwem, jeśli zwyczajnie zabił ich dość szybko goniony klątwą, jeszcze nieokrzesany w nowej formie? No potem, jak się opanował tę dekadę później to było mu przykro. Tak to z tymi ludźmi bywało...

- O! I jeszcze William. - przypomniał sobie nieoczekiwanie. - William Lestrange, z nim też miałem przyjemność zamienić słowo czy dwa. To Pani brat? Kuzyn? Czy też bada te kwiaty?
królowa nocy
some women are lost in the fire
some women are built from it
wiek
27
sława
V
krew
czysta
genetyka
—
zawód
auror, twórca eliksirów
Ma długie do pasa, bardzo ciemnobrązowe, wpadające w czerń włosy. Te, zwykle rozpuszczone lub spięte jakąś spinką, okalają owalną twarz o oliwkowej karnacji, skąd spoglądają spokojne, brązowe oczy. Nie jest przesadnie wysoka, mierzy 167 cm wzrostu i jest stosunkowo szczupła. Swoje bardzo kobiece kształty lubi podkreślać ubiorem. Nosi się najczęściej w czerni. Ciągnie się za nią mgiełka delikatnych perfum – o ciepłej nucie drzewa sandałowego, wanilii, jaśminu, konwalii i pomarańczy.

Victoria Lestrange
#12
29.10.2025, 23:33  ✶  

We Francji nie byli nikim istotnym, bo też nie we Francji powstali. Wywodzili się od rodziny Flamel, ale siostra Nicholasa, najsłynniejszego na świecie alchemika, wyjechała do Wielkiej Brytanii i tu osiadła, zakładając ich ród – byli więc ściśle związani z Anglią i wyspami, choć swe korzenie mieli w rodzinnym kraju hrabiego Montbela. Wielu członków jej rodziny ciągnęło zresztą do matecznika i wyjeżdżali do Francji na pewnym etapie swojego życia. Victoria nie była inna, ale nie ciągnęło ją tam aż tak mocno, nigdy też nie nauczyła się drugiego języka, tak mocno osadzona była w Anglii.

– Nie wyglądają, ale mają w sobie coś nienaturalnego – wiele spraw z nimi związanych było zwyczajnie dziwne, na pierwszy ogień szedł zresztą kolor, który nie występował w naturze u róż. – Sposób w jaki rozprzestrzeniły się po całym ogrodzie, dziwne rzeczy, jakie zaczęły mieć miejsce… W Maida Vale mieszkają elfy, a one chowają się teraz, jakby się bały, albo wyczuwały coś złego. Dlatego proszę o ostrożność – rzeczywiście można było ją nazwać badaczką, a rodzina wezwała ją do pomocy nie bez powodu. Po pierwsze kochała kwiaty, a zarządczyni ogrodów doskonale o tym wiedziała. Po drugie pracowała jako aurorka i miała wszelkie przeszkolenie w sprawach… dziwacznych – był to więc dobry krok. Po trzecie rzeczywiście badała. Głównie wprawiała się w eliksirach i maściach, ale rośliny były ich składnikiem, siłą rzeczy znała się więc również na nich. – W pewnym sensie można mnie tak nazwać, faktycznie – uśmiechnęła się pod nosem.

– Sprawdzę. Kogo dokładnie powinnam poszukać? Lucy Lestrange? Czy raczej Rosewood? – dopytała uprzejmie, nie czując żadnej, nawet najmniejszej urazy do potencjalnej krewnej, która odcięła się na długie lata od rodziny. Wampiryzm, jak już widziała, sprowadzał naprawdę czarne myśli do głowy tych, którzy zostali nim dotknięci – zwłaszcza miała tu na myśli pisklaki i stosunkowo młode wampiry, bo z takimi miała do czynienia najwięcej. – Ach, William. To kuzyn, tak. Napotkać gdzieś Williama to rzecz rzadka i cenna, bo nieczęsto opuszcza swój dom – a dokładniej: piwnicę i jego badania. Potrafiła z tym sympatyzować na pewien sposób, chociaż sama akurat bardzo dbała o kontakty rodzinne. – Nie widziałam, by badał czarne róże, chociaż jego spostrzeżenia na pewno byłyby cenne.


!Maida Vale
Czarodziejska legenda
Przeciwności losu powodują, że jedni się załamują, a inni łamią rekordy.
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Los musi się dopełnić, nie można go zmienić ani uniknąć, choćby prowadził w przepaść. Los objawia nam swoje życzenia, ale na swój sposób. Los to spełnione urojenie. Los staje się sprawą ludzką i określaną przez ludzi.

Pan Losu
#13
29.10.2025, 23:33  ✶  

Maida Vale


Dlaczego to miejsce nagle wydaje się być takie... Porzucone? Zatrzymujesz się przy oranżerii, której szklane panele są pokryte pajęczyną delikatnych pęknięć. W przytłumionym świetle dostrzegasz, że na szybach pojawiają się ślady drobnych dłoni – delikatne odciski, które znikają, gdy tylko zbliżysz się do szkła. Wewnątrz zauważasz starą donicę, z której wyrasta pojedyncza czarna róża. Jej płatki są wilgotne. Rosa? A jednak masz wrażenie... jakby kwiat przed chwilą zapłakał. Dotykając płatków, słyszysz za sobą ciche kroki, ale kiedy się odwracasz, nikogo tam nie ma.

Do kości można odnieść się w dowolnym fragmencie sesji - w przypadku nieznajdowania się w miejscu docelowym, należy się w nie przemieścić i odegrać scenę z kostki. Jeżeli postać biorąca udział w sesji jest istotą wodną (selkie lub wiłą) lub posiada przewagę Żeglarstwo, może odczytać zawarte tutaj wspomnienie. W tym celu musi skontaktować się z Mistrzem Gry. Postacie biorące udział w tej sesji nie mogą już użyć kości Maida Vale w ten sam dzień fabularny. Daty sesji nie można przesunąć.
Czarodziej
Parle-moi de la mort, du songe qu'on y mène,
De l'éternel loisir,
Où l'on ne sait plus rien de l'amour, de la haine,
Ni du triste plaisir;
wiek
370
sława
III
krew
czysta
genetyka
wampir
zawód
prywatny detektyw
186cm | 83 kg | szczupła, atletyczna sylwetka | nienaturalnie blada skóra | lekko falujace włosy, ciemny blond | błękitne, zdystansowane oczy | w mowie zwykle silny francuski akcent, ale kiedy chce może z powodzeniem naśladować akademicki brytyjski

Gabriel Montbel
#14
12.11.2025, 10:04  ✶  
Zaśmiał się lekko na jej słowa, kiwając ze zrozumieniem głową.
- W świecie w którym magia i klątwy, w którym trupy przechadzają się z kimś całkiem żywym, lecz bardzo, bardzo zimnym po ogrodzie zamieszkanym przez wróżki… Naturalność zdaje się czymś niesamowicie umownym. Daję jednak wiarę, że jest to znacząca anomalia wykraczająca poza zwyczaje tego miejsca i pochylam się nad nią zatem z niepokojem. Jego róże, jego piękne róże… idąc tym tropem nie miały w sobie nic naturalnego, pojone przez wieki energią plugawej rzeźby i przelanej ku jej czci krwi. Teraz, w XX wieku zdawał się on sam być tak bardzo cywilizowany, wobec tego co potrafił robić… Ale krzewy? One pamiętały.

Zatrzymał się przy jednym z obcych krzewów, zgodnie z prośbą gospodyni nie dotykając płatków, ani liści ani tym bardziej kolców.
- Ktoś próbował z nimi porozmawiać? Skontaktować się? Te duszki są bardzo przesądne, ale czują o wiele więcej niż my jak mi się zdaje. - zauważył choć jako istota nocy miał z nimi szalenie rzadko do czynienia, a już z tego co pamiętał to angielski ludek był jeszcze złośliwszy niż jego kontynentalni pobratymcy. Mógł oczywiście się mylić, mógł tylko konfabulować fakty w swojej wiekowej głowie, ale wolał mieć jakąś - nawet niepotwierdzoną - opinię niż udawać, że nie ma jej wcale.

- Raczej Lestrange - odpowiedział w zastanowieniu, nie odwracając wzroku od kwiatu, zasmucony, że nie może zwyczajnie zapytać go o jego historię. - Kuzyn. - Nie żeby zamierzał głęboko wchodzić z genealogiczny splot tej familii, ale były to istotę dzielące krew z kimś obecnie dla niego bardzo ważnym, więc skrupulatnie zachował ten fakt w głowie na później, do tej rozmowy nie mając na ten przykład powiązania między Lucille a Williamem, a przecież poza podwójnym ll w imieniu, jakby nie było dzielili nazwisko, przynajmniej przez jakiś czas.
- Cóż, nie jest to z pewnością moja sprawka, ostatnio gdy rozmawialiśmy zdecydowanie nie był nieumarłym. - Nie było to jakoś wyjątkowo zabawne z jego strony, a i tak uśmiechnął się, jakby był najwybitniejszym komikiem tych jak i minionych czasów. - Więcej, może podejmę próbę wyciągnięcia go z tego domu, bo zdaje mi się, że rzecz to dla niego będzie bardziej niż fascynująca. - Mówił dalej gdy i szli dalej w kierunku oranżerii.

Widok pajęczyn i popękanej boazerii wykrzywił mu twarz niesmakiem. Dziwne to było wobec tak zadbanego ogrodu, nawet jeśli zalęgło się w nim coś… dziwnego. Obcego.
- Naturalne, czy nienaturalne? - zapytał Victorię patrząc na nią z ukosa, nie przekraczając jednak progu opustoszałego miejsca.
królowa nocy
some women are lost in the fire
some women are built from it
wiek
27
sława
V
krew
czysta
genetyka
—
zawód
auror, twórca eliksirów
Ma długie do pasa, bardzo ciemnobrązowe, wpadające w czerń włosy. Te, zwykle rozpuszczone lub spięte jakąś spinką, okalają owalną twarz o oliwkowej karnacji, skąd spoglądają spokojne, brązowe oczy. Nie jest przesadnie wysoka, mierzy 167 cm wzrostu i jest stosunkowo szczupła. Swoje bardzo kobiece kształty lubi podkreślać ubiorem. Nosi się najczęściej w czerni. Ciągnie się za nią mgiełka delikatnych perfum – o ciepłej nucie drzewa sandałowego, wanilii, jaśminu, konwalii i pomarańczy.

Victoria Lestrange
#15
12.11.2025, 22:38  ✶  

O tak, krzewy pamiętały, a Victoria nie zamierzała nieznajomemu mówić, jaką teorię wysnuła na temat tych róż i dlaczego właściwie te elfy tak się boją. Bo czemu miałyby? To nie były inteligentne stworzenia, ale Maida Vale było ich domem, składały jaja pod liśćmi kwiatów, które tutaj rosły. Więc dlaczego bały się akurat tych czarnych róż, które wyrosły nagle…? Biorąc pod uwagę, ładunek jakiej magii wyzwolony został na Polanie Ognisk w maju, czego powodem były (i są nadal) późniejsze anomalnie – nie było to nic dobrego i Victoria łączyła jedno z drugim dość mocno. Nekromancja. Nie była tylko pewna, na czym te róże żerowały: na mieszkańcach Maida Vale, ludziach odwiedzających ogrody, czy może na elfach, albo… na innych kwiatach.

– Z elfami? Nie da się z nimi porozmawiać. Rozumieją ludzką mowę do pewnego stopnia, ale są w stanie odpowiedzieć tylko brzęczeniem. Nie są zbyt inteligentne – wytłumaczyła spokojnie, patrząc przed siebie, na dróżkę, wzdłuż której się właśnie poruszali w głąb ogrodu. Wyglądało na to, że byli tutaj sami o tej porze, ciemność wieczoru, który zapadł nieubłaganie, otuliła świat mocnym uściskiem, wyzwalając w Victorii ciche kasłanie, które próbowała zamaskować, uniósłszy dłoń zwiniętą w pięść do ust.

Kiwnęła głową na informacje o Lucy, notując w pamięci, by prześledzić uważniej to drzewo, może na coś ciekawego się natknie. Na ten moment jednak musieli porzucić ten temat.

– William zajęty jest swoimi badaniami, nieraz znikał na długo, tylko po to, by jak gdyby nigdy nic wyjść z czyjejś piwnicy zupełnie niezrażony – odparła rozbawiona, gdy tak przypomniała sobie zwyczaje kuzyna, który zapominał o świecie wokół niego, kiedy poświęcał się swojej pracy. – Na pewno dobrze mu to zrobi – dodała.

Zatrzymała się podświadomie, tak samo zresztą jak Gabriel, gdy znaleźli się w pobliżu oranżerii. Cały ten ogród zawsze był zadbany, dlatego pajęczyny pęknięć na szybie brzmiały wręcz jak policzek i obraza, plama na pięknym obrazku, jakim był ogród pod pieczą rodziny Lestrange. Nie przyjrzała się tym szybkom ostatnim razem, ale teraz obserwowała i nie była zadowolona z tego, co widzi. I wtem, w tym przytłumionym świetle jej różdżki, ale też światła dobiegającego z wewnątrz, dostrzegła odciski na szybie. Drobne i pojawiające się… teraz.

Wstrzymała oddech.

– Zależy o co pan pyta… – powiedziała cicho, jej głos niewiele głośniejszy od szeptu. – Szkło nie było wcześniej popękane, ale to może być wynik naszej małej nocnej katastrofy – miała, rzecz jasna, na myśli Spaloną Noc. – A te odciski? Wydaje mi się, że nie ma tu nikogo prócz nas – pewniej złapała swoją różdżkę, torując sobie drogę do wejścia do oranżerii bardzo pewnym krokiem. Ludzie w takich chwilach wzywali pomoc, ale to ona tą pomocą była, czego Gabriel Montbel najpewniej nawet nie wiedział.

Wycelowała różdżką w drzwi i ruchem dłoni sprawiła, że te otwarły się gwałtownie.

Odciski dłoni nagle zniknęły, a przed nimi, wewnątrz oranżerii, stała stara donica, a w niej pojedyncza czarna róża.

Lestrange głośno wciągnęła powietrze i zamarła. Odczuwała właśnie bardzo silne wrażenie déjà vu. Z tą różnicą, że to już miało miejsce, tylko, że nieco inaczej. I nie było możliwe drugi raz, tak?

Przecież zabrała tę różę w donicy do domu?! Chyba nawet na jej zwykle niewzruszonej twarzy można było zobaczyć pewnego rodzaju przerażenie, jakby właśnie zobaczyła ducha. Ale czemu miałaby się bać duchów?

Czarodziej
Parle-moi de la mort, du songe qu'on y mène,
De l'éternel loisir,
Où l'on ne sait plus rien de l'amour, de la haine,
Ni du triste plaisir;
wiek
370
sława
III
krew
czysta
genetyka
wampir
zawód
prywatny detektyw
186cm | 83 kg | szczupła, atletyczna sylwetka | nienaturalnie blada skóra | lekko falujace włosy, ciemny blond | błękitne, zdystansowane oczy | w mowie zwykle silny francuski akcent, ale kiedy chce może z powodzeniem naśladować akademicki brytyjski

Gabriel Montbel
#16
08.12.2025, 23:52  ✶  
Gabriel uniósł na moment lewą brew w geście zdziwienia na te rewelacje o elfach, zastanawiając się czy swoją pomyłkę zmienić na zagubienie w translacji, czy może fakt, że identycznych słów młogłby użyć w stosunku do mugoli…

Wiedząc jednak, że stosunki w Anglii są dość napięte, a ludzie ochoczo krzyczą o jebaniu mugoli, tylko jedni chcieliby to czynić rekreacyjnie, a drudzy raczej ostatecznie… Wolał milczeć niż narazić się, jeśli jego rozmówczyni należała do skrajności. W końcu dopiero się poznawali, a to co mówiła, to jaka była… daleko temu było do nieznośnego i mało wnoszącego brzęczenia.

- Byłby z niego wspaniały wampir, pozwolę sobie zauważyć. Choć niewątpliwie nasza alergia na słońce nie sprzyja badaniom flory, szczęśliwie ma się od tego pieniądze i ludzi. - Zamyślił się. On nie miał w sumie ani jednego, ani drugiego… - To znaczy, można mieć od tego ludzi i pieniądze. A William zdaje się mógłby zorganizować sobie co najmniej jedno z nich i zpaewnić sobie tym drugie, z resztą… mniejsza. Chciałbym zobaczyć wampira, który udźwignie pełen żołądek tej czarnej krwi. - mimowolnie podostrzyły mu się zęby w uśmiechu, który niósł jednak w sobie więcej lekkości i żartobliwości, aniżeli groźby.

Potem jednak atmosfera stężała. Oranżeria straszyła. Nie żeby się bał, nikt jednak nie lubi oberwać czarnomagicznym gównem w twarz.
- Jesteś pewna, że to nie iluzja? - zamyślił się. Magia rozproszenia niegdyś była jego broszką, ale z czasem i toczącą jego duszę chorobą, opuścił gardę. Jej pewność siebie jednak zachwycała, na swój sposób sprawiając, że mimo, że była tylko człowiekiem nabrał do niej szacunku nieco większego niż łaskawe odroczenie testowania zimnej krwi.
- Ta róża… ktoś tu ją pozostawił? Czy ta doniczka nie jest nieco za mała? - dopytywał, chociaż umiał wyczuć w powietrzu ludzkie zaniepokojenie. Kobieta nie bała się, ale też jej obecne odczucia dalekie były od komfortu toczonej przed momentem rozmowy.
królowa nocy
some women are lost in the fire
some women are built from it
wiek
27
sława
V
krew
czysta
genetyka
—
zawód
auror, twórca eliksirów
Ma długie do pasa, bardzo ciemnobrązowe, wpadające w czerń włosy. Te, zwykle rozpuszczone lub spięte jakąś spinką, okalają owalną twarz o oliwkowej karnacji, skąd spoglądają spokojne, brązowe oczy. Nie jest przesadnie wysoka, mierzy 167 cm wzrostu i jest stosunkowo szczupła. Swoje bardzo kobiece kształty lubi podkreślać ubiorem. Nosi się najczęściej w czerni. Ciągnie się za nią mgiełka delikatnych perfum – o ciepłej nucie drzewa sandałowego, wanilii, jaśminu, konwalii i pomarańczy.

Victoria Lestrange
#17
11.12.2025, 01:02  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 11.12.2025, 01:03 przez Victoria Lestrange.)  

Uśmiechnęła się pod nosem dość leniwie.

– Panie Montbel, nie ma na tym świecie rzeczy niemożliwych, proszę spojrzeć na mnie – zaśmiała się przy tym cicho. – I na alergię na słońce można coś zaradzić – i już ona doskonale wiedziała co, bo opracowała taki eliksir. Co prawda póki co wiedziała o tym tylko jedna jedyna osoba: ta, dla której go stworzyła i na której go testowała, ale wierzyła, że recepturę można dopracować i przedstawić szerszemu gronu. Pytanie tylko, czy było to mądre. Z pewnością były wampiry, które to docenią i którym to pomoże, ale były też takie, które staną się przez to większym zagrożeniem. Tak jednak było ze wszystkim, z każdym wynalazkiem, z każdym przełomowym odkryciem. Czy chciała to wampirom zabierać i zakazywać dlatego, że można to było źle wykorzystać? Nie. Uważała, że powinni dostać szansę. To jednak co powiedział później dawało do myślenia, nie zastanawiała się nad tym wcześniej. To znaczy doskonale znała metody stworzenia wampira, po prostu nie myślała o tym w kontekście krwi, jaka krążyła w żyłach części jej kuzynostwa. – No tak, racja. Jakoś o tym wcześniej nie pomyślałam – nawet w kontekście żartu. I wzruszyła ramionami właśnie dlatego, że był to żart.


– To musi być bardzo namacalna iluzja w takim razie – odparła, po czym wkroczyła do oranżerii, rozglądając się bardzo czujnie na boki. – Obraz, który widziałam już tydzień temu. Wtedy też stała tutaj róża w donicy, dokładnie tak jak teraz i wyniosłam ją do siebie do domu, żeby zbadać ją na spokojnie. Nadal ją mam – odwróciła się do Gabriela, by na niego spojrzeć, a teraz rozglądała się czujnie po wnętrzu oranżerii. W te wszystkie kąty i zakamarki, w które nie spojrzała ostatnim razem, zmartwiona reakcją i stanem Laurenta, który doświadczył tutaj jakiejś dziwnej wizji. – Martwi mnie to, że sytuacja się powtarza, niemalże jeden do jednego – dodała ciszej. – Jest za mała. I przy tym jest też bardzo stara. Proszę spojrzeć – wyciągnęła przy tym dłoń, chcąc dotknąć płatków, tak jak poprzednio. Były mokre, jakby ktoś je dopiero co podlał, a przecież byli tutaj sami. Przecież…

Usłyszała za sobą kroki i odwróciła się gwałtownie, celując różdżką w stronę wyjścia, nikogo tam jednak nie było. To znaczy nikogo oprócz Gabriela. Głośniej wypuściła powietrze przez usta. Nie miała zielonego pojęcia co tu się dzieje, ale to chyba znaczyło, że tym szybciej powinna się dostać na Polanę Ognisk i sprawdzić, czy róże były też tam. Niepokoiło ją to wszystko; te powtarzające się sytuacje, róże, które opanowały ogród w jedną noc, to, czym mogły się posilać, że wyrosły takie piękne, ślady dłoni, które widziała, dźwięki kroków. Machnęła różdżką, nie zamierzając pozwolić, by uciekł stąd ktoś, kto się ukrywał pod jakąś iluzją, albo strzelono zaklęciem w nią lub jej towarzysza.


// Rozpraszanie ◉◉◉◉○
Rzut PO 1d100 - 75
Sukces!

Dopiero wtedy, gdy upewniła się, że naprawdę nikogo tutaj nie ma, nieco się uspokoiła. Ale to nie tłumaczyło wielu rzeczy.

– Nie wiem kto ją tutaj zostawił. Ogrodnicy mają surowy zakaz dotykania, podlewania, zajmowania się różami – a te nie więdły. Powinna sprawdzić magię, jaka działała na to miejsce. Powinna przyłożyć się do tego bardziej. Powinna… Powinna bardzo wiele rzeczy. – Przepraszam, że musi pan oglądać ten ogród w takim stanie. Obiecuję, że normalnie jest piękniejszy i z pewnością nie dzieją się tutaj takie dziwne rzeczy – ale jeśli te kwiaty żerowały na innych roślinach, to może paść tutaj wszystko. Powinna napisać do Mirabelli Abbott.

Czarodziej
Parle-moi de la mort, du songe qu'on y mène,
De l'éternel loisir,
Où l'on ne sait plus rien de l'amour, de la haine,
Ni du triste plaisir;
wiek
370
sława
III
krew
czysta
genetyka
wampir
zawód
prywatny detektyw
186cm | 83 kg | szczupła, atletyczna sylwetka | nienaturalnie blada skóra | lekko falujace włosy, ciemny blond | błękitne, zdystansowane oczy | w mowie zwykle silny francuski akcent, ale kiedy chce może z powodzeniem naśladować akademicki brytyjski

Gabriel Montbel
#18
13.12.2025, 21:44  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 13.12.2025, 21:58 przez Gabriel Montbel.)  
Zatrzymał się w miejscu, a nagle wszystko - i ten ogród, i Londyn i nawet te róże - straciło znaczenie wobec słów, które wypowiedziała piękna wiedźma.

I na alergię na słońce można coś zaradzić

Zaschło mu w ustach. Przed dwoma wiekami, znał pewien lek, pewną specyficzną klątwę silniejszą niż ta, która rządziła prawami jego natury. Przez ułamek sekundy zląkł się, że świeżo poznana kobieta jakimś cudem odnalazła plugawą rzeźbę, że to co zostało zniszczone i ukryte, prawem opowieści rządzącym światem zostało znalezione i...

Nie.

Odrzucił tę myśl. Wierzył całym sobą, że wiedziałby. Jego los był zbyt ciasno związany z artefaktem. Cóż więc innego?

– Szanowna pani, umiłowana gospodyni w tym szacownym miejscu... proszę... proszę tak nawet nie żartować – lata osamotnienia nadszarpnęły nieco jego dworskiej kokieterii, zdał się nerwowy własnym pragnieniem, aby w tym co powiedziała było choć ziarnko prawdy. Tak bardzo chciałby. – A pani, pani ton... nie sugerują żartu. Sugerują, że pani coś wie... Ja wiem, ja wiem, że rodzina Lestrange to rodzina badaczy, to rodzina, która zgłębia tajniki świata, ale.... – wyciągnął dłoń do ramienia, powstrzymał się jednak. Nie kręciło mu się w głowie od nadmiaru emocji, bo jego ciało działało w inny sposób, ale myśli... Możliwości. I bynajmniej nie rozważał masowych mordów, te można było czynić w każdej godzinie a i londyńska rzeczywistość mogła pokazać, że nie potrzeba było być wampirem, ażeby niszczyć świat na szeroką skalę (o tym, że Lord Voldemort wampirem nie jest Montbel miał niemalże stuprocentową pewność, głównie przez wzgląd że raczej by wiedział o zbiorowym polowaniu na tego, który łamie wampirze prawa, pod tym względem jego pobratymcy byli bardzo konsekwentni, co dało im możliwość przetrwania do dni obecnych). – Chciałbym... czy mógłbym... ja... – To było takie upokarzające, ale hrabia robił w ostatnich latach o wiele więcej o wiele bardziej upokarzających rzeczy. – Jest pewna dama, której winien jestem swoje życie. Wspomniana ciocia pani z resztą. – odchrząknął bardzo zafrapowany własnymi myślami, odczuciami i wszystkim tym co gdzieś się w nim tliło i sprawiało, że chciał wieczorami wychynąć z łóżka. – Móc ofiarować jej wschód słońca... też, tak jak ja nie widziała go od... od zbyt dawna. – Musiał ochłonąć, to pewne. W licytacjach, w targowaniu się nie powinno odsłaniać się tak otwarcie, jak to uczynił, ale zawsze był osobą zbyt łatwo poddającą się impulsom. A gdy chodziło o Lucy... tych impulsów było zbyt wiele, w zbyt wielu kierunkach.

Tymczasem oranżeria.

Tymczasem doniczka.

Tymczasem...

– Cóż, według tej kartki którą widziałem na zniszczonej bramie powinniśmy być ostrożni, ale zaufać instynktowi. Nie dziwię się teraz wcale temu ostrzeżeniu, choć... mam dziwne poczucie, że jeśli ten ogród się zmieni to straci dla mnie wiele, bo takim go właśnie poznałem. "Ogród, który słyszy, czuje i obserwuje..." – zacytował adnotację zarządczyni z nieukrywaną w żaden sposób nutą nostalgii. Nie myślał wcale o tym miejscu. Myślał o swoim domu. O przeklętych różach przez lata karmionych krwią. Westchnął ciężko, w końcu kładąc dłoń na ramieniu czarownicy, która zdawała się być coraz bardziej napięta obecną sytuacją. – Wiem, że nota mówiła, aby nie ingerować w to miejsce, ale mam taką myśl, żebyśmy zabrali stąd tę donicę i wyszli już. Czuję ten niepokój w powietrzu i nie chcę sprawdzać jak daleko możemy się posunąć. A ta sadzonka... może mój przyjaciel a pani krewny William widząc ją zainteresuje się bardziej co dzieje się na jego włościach? – zasugerował miękko, choć oczywiście nie zamierzał jakkolwiek jej przymuszać do decyzji. Może powinien zaproponować, że sam weźmie kwiat, ale... złapał się na zupełnie inny haczyk zmyślnej aurorki, która choć zimna jak noc, zdawała się zwiastować mu ciepło dnia. Ułuda warta uwierzenia.

Koniec sesji
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek:
Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Gabriel Montbel (3959), Pan Losu (165), Victoria Lestrange (4934)


Strony (2): « Wstecz 1 2


  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Przydatne linki
Kolejeczka
Tryb normalny
Tryb drzewa