03.04.2024, 04:28 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 12.02.2026, 23:46 przez Król Likaon.)
adnotacja moderatora
Rozliczono - Lorien Mulciber - osiągnięcie Piszę, więc jestem
To była trochę niepisana zasada, że damskiej łazienki na pierwszym piętrze się unikało i do tej pory Rosie dzielnie wypełniała tę powinność. Kibel omijała szerokim duchem, a kiedy musiała koło niego przejść to przyśpieszała kroku, ściskając nieco mocniej podręczniki w objęciach, jakby miało jej to pomóc w zignorowaniu wszystkiego, co czaiło się za drzwiami tego upiornego pomieszczenia. Wszyscy zawsze zapewniali ją, że ta łazienka to się absolutnie niczym specjalnym w sumie nie wyróżnia, ale McKinnon miała to do siebie, że w towarzystwie duchów czuła się zwyczajnie niezręcznie i to w absurdalny wręcz sposób. Jej skromnym zdaniem, nienaturalnym było to, żeby włóczyły się wciąż po świecie żywych, bo ich miejsce było przecież w limbo, prawda? A skoro były w stanie się z niego wyrwać, to co jeśli w jakiś sposób przyciągałyby je do siebie? Miała taką swoją małą teorię, że w ich towarzystwie jej przekleństwo mogło uaktywniać się częściej, a to z kolei prowadziło do częstych sytuacji, gdzie zjawy zwyczajnie ignorowała.
A teraz?
Teraz stała przed łazienką na pierwszym piętrze i przebierała nogami. Zdążyła już wejść do niej dwa razy, albo raczej otworzyć drzwi, zrobić krok i zakręcić się niepewnie tylko po to, żeby zaraz wyjść z pomieszczenia, bo może jednak nie musiała aż tak bardzo. Może da radę doczłapać się piętro wyżej, albo niżej, ale jak tak o tym myślała, to pewnie już z trzy razy zdążyłaby zrobić sobie tę wycieczkę gdzieś dalej, zamiast stać tutaj i rozmyślać nad tym, czy nawiedzający te łazienkę duch był w środku, czy może jednak nie (bo w sumie to nie sprawdziła, ale nie przeszkadzało jej to w baniu się).
Przestąpiła jeszcze raz z nogi na nogę, nie mogąc nie myśleć o tym, jak bardzo by się ktoś z niej w tym momencie mógł naśmiewać, gdyby ją tutaj zobaczył. Ale przecież nie ona pierwsza, nie ona ostatnia, która zwyczajnie nie miała ochoty zadawać się z jakąś tam Rozjęczaną Martą. Oh, jak by jej się teraz przydała tutaj Diana - ona nie oceniała. Albo przynajmniej nic nie było w stanie jej zdziwić po tym, jak na pierwszym roku utknęła tyłkiem w jej kociołku i nie mogła z niego wyjść ani sama, ani z jej pomocą. Ale panna Burke zajęta była pewna w tym momencie maślanymi oczami, które robił do niej jeden taki Macmillan.
A potem stała się najstraszniejsza rzecz pod słońcem i Ambrosia usłyszała kroki i nogi to teraz się już prawie pod nią ugięły, kiedy obejrzała się i zobaczyła ślizgońskie szaty na jakiejś szatynce, która szła korytarzem. Ale potem w jej głowie zaświtała wręcz fenomenalna myśl, bo może i Dianki nie było w pobliżu, ale widocznie Matka się w ten sposób nad nią litowała. Odchrząknęła głośno i niedyskretnie.
- Ej... - zagadała, na moment ściągając usta w niezdecydowaniu. - Ej, poszłabyś ze mną do łazienki? - uśmiechnęła się do dziewczyny, używając do tego swojego najładniejszego, najbardziej czarującego uśmiechu, jednocześnie wskazując na znajdujące się przed nią drzwi.
she was a gentle
sort of horror
sort of horror