• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Greater London Ulica Śmiertelnego Nokturnu v
1 2 3 4 Dalej »
24.09.72 | Yes I'm changing (?) | Rejwach | Key & Jules

24.09.72 | Yes I'm changing (?) | Rejwach | Key & Jules
Loverboy
'It gets better!!!'
stfu It got worse-
wiek
22
sława
II
krew
zdrajca krwi
genetyka
—
zawód
Brak
Ciemne długie i niesfornie wywijające się włosy, gęste brwi i szeroki uśmiech. Charles to wysoki na 188 centymetrów młody mężczyzna. Nie wyróżnia się imponującą muskulaturą, ale nie jest też chuderlawy. Do życia ma tyle samo dystansu, co do siebie, więc bardzo często można usłyszeć jak się śmieje. Ciemne oczy to zwierciadła jego duszy, a te już nie tak często wyrażają pozytywne emocje. Ubiera się luźno, stawia na swetry, golfy, czasami nawet bluzy czy mugolskie (!) trampki. Przy pierwszym spotkaniu często wydaje się czarujący, momentami szarmancki. Rodzice próbowali wyuczyć go bardziej wyrafinowanego akcentu, ale Charlie do dzisiaj nie pozbył się pozostałości dewońskiego zaciągania, co uwydatnia się w momentach ekscytacji i upojenia alkoholowego.

Julien Fitzpatrick
#1
14.12.2025, 03:08  ✶  

Noc/poranek


Muzyka1 & Muzyka2

Jesień przysłaniała poranne niebo chłodem nadchodzących deszczy i przymrozków; parter lokalu wpuszczał do środka niewielką ilość światła, takiż urok brytyjskich barów, ich przytulność objawiała się w braku wentylacji i tanich witrażach zamiast okien. Charles Julien nie miał problemu z cieniami padającymi na jego twarz, z nikłą ilością światła łypiącego z ulicy; chowanie się w cieniach było naturalne, powstrzymywanie się było równie nienaturalne co odmówienie zjedzenie kebaba po całej nocy wlewania w siebie alkoholu. Właśnie dlatego wylegiwał się na ławce jednego z długich stołów, czując na plecach jej wilgotny chłód, pokryte skorupą alkoholu drewno odbierało ciału resztki ciepła, którego z niedospania i tak miał niewiele.

Była piąta rano, bar całkiem niedawno opustoszał, gdy ostatni bywalcy przekroczyli próg zarzekając się, że wrócą jeszcze tego samego dnia. Próbował zasnąć od paru godzin, gdy w końcu zdecydował się przeciągnąć dobę, przemęczyć, aby przestawić zegar biologiczny do funkcjonowania w brytyjskiej strefie czasowej.

Cisza byłą zatrważająca, już wolał, gdy śmiechy i głośne rozmowy przesmykiwały się po małżowinie i wkręcały w umysł wzbudzając ciekawość, wyrzucając nieprzyjemne myśli za drzwi, na chwilę pozwalając zapomnieć dlaczego wrócił. Miał czuć się lepiej, a co robił? Leżał o nieludzkiej porze na twardej ławce i wpatrywał się w ciemność sufitu. Utopione w czerwonych pajęczynach białka oczu piekły, pomimo wilgoci pogody Anglii wysychały i resztkami sił łzawiły od częstego pocierania i mrugania.

Zaczęcie życia po szkole wydawało mu się trudne, a co dopiero przymus restartowania wszystkiego, zawierania nowych znajomości w atmosferze przypiekających ich morderczymi atakami śmierdzio-żerców. Co za patałachy, pomyślał automatycznie, gdy przed oczyma stanęły wspomnienia masek, z którymi walczył podczas Beltane. Nie byli dla niego ludźmi, tak było prościej, wtedy mógł nienawidzić bez skrupułów - czy w ten sposób myśleli poplecznicy Voldemorta, gdy zbierali się w swoim tajemnym miejscu i kisili mordercze pomysły? Na pewno, bo przecież jak inaczej zasypialiby w nocy, gdyby uświadomili sobie, że zamordowali człowieka, a nie pozbyli się ze świata czegoś brudnego, nie zasługującego na to miano.

Przewrócił się na bok, pozwalając długiemu rękawowi porozciąganej, czarnej koszulki z obdrapanym logiem chińskiego lokalu z Hong Kongu gnieść się pod ciężarem całego ciała. Odciążył plecy przykładające je tym razem do ściany i oczyma śledził posuwającą się linię świtu.

Przymknął oczy i stracił rachubę czasu - nie był pewien ile leżał na drewnianej ławce, ale nie mogło minąć aż tak dużo czasu, bo śledzona wcześniej linia światła nie wkradła się aż tak daleko, nie sięgała nawet końca baru. Z kruchego, acz błogiego stanu wybudziły go kroki i skrzypienie podłogi, serce podskoczyło panicznie w klatce i ostatkami sił powstrzymał się, by nie wystrzelić w górę i sprawdzić kto się zbliża - w najgorszym wypadku mógł się ukryć w cieniu, prawda? Ale... po co miał się ukrywać? Zamrugał zirytowany swoimi odruchami i rozczochranymi z niewyspania myślami. Przynajmniej nie uderzył z całej siły głową w blat stołu - należało skupić się na pozytywach.

Rozpoznając w przybyszu lokatorkę Rejwachu odetchnął z ulgą.

Idioto, a kto inny miałby to być? Skarcił się w myślach praktycznie natychmiastowo i bez zastanowienia podniósł się do siadu, ewidentnie zbyt skupiony na karceniu wewnętrznego monologu - wcześniej osiągnięty sukces nie uderzenia głową o blat stołu został stracony. Syknął niezadowolony, czując rozchodzący się po czaszce ból. Głuche tąpnięcie rozniosło się po pomieszczeniu, zapewne alarmując dziewczynę bardziej, niż powinno.

- Nosz kurwa - przeklną soczyście i złapał się za uderzone miejsce, zaraz uświadamiając sobie, że może jeszcze oberwać zaklęciem jeżeli nie da dziewczynie znać, że jest mieszkańcem tegoż dobytku - Sory, sory, leżałem tu, podniosłem się za szybko, nie ma paniki, nic się nie dzieje - paplał, panikując - Próbowałem ee, zasnąć, bo nie śpię. Nie mogę spać - opadł na blat stołu, w żałosnym obrazie cierpienia, jakim był od miesięcy.

- I tyle będzie z nonszalancji i robienia dobrego wrażenia - mruknął sam do siebie, mamrocząc w stół, więc rozmówczyni niewiele pewnie zrozumiała.


I won't deny I've got in my mind now all the things we'd do
So I'll try to talk refined for fear that you find out how I'm imaginin' you
fretka
wiek
21
sława
I
krew
półkrwi
genetyka
metamorfomag
zawód
kieszonkowiec
uwaga - metamorfomag na gigancie! dość wysoka mulatka, 175 cm, 83 kg, kręcone czarne włosy, intensywnie zielone oczy

Keyleth Nico Yako
#2
02.01.2026, 22:27  ✶  
Jaka godzina?

W Rejwachu zawsze panował... no... rejwach. I za to najpewniej Keyleth pokochała to miejsce tak ostentacyjną młodzieńczą, bezkompromisową ale również i bezwarunkową miłością.

Nie mogła się nudzić. Zawsze ktoś chciał z nią o czymś porozmawiać, zawsze ktoś całkiem miło reagował na jej towarzystwo i też nikomu nie przeszkadzało, że Key wolała sobie podrzemać w ciągu dnia, a potem łazić po okolicy jak kot... nie! Jak fretka, gdy światło na niebie gasło, a te magiczne udawały, że wcale nie jest tak późno.

Jaki dzień?

Od pożaru minęło troszkę. Troszeczkę. Ludzie cierpieli, a ona pozostawała na to nie do końca wrażliwa. Czuła się trochę jak ryba wyrzucona z wody, wsadzona w sam środek lasu i obserwująca zza szkiełka niewielkiego akwarium problemy wiewiórek. Oczywiście - było jej przykro, że ludzie cierpieli, zdarzało jej się płakać nad losem złamanych rodzin, okrutnych historii, bezdomnych, głodnych, szarpanych przez wichry losu. Były to dla niej jednak nieznane twarze. Nieznane tereny. Rejwach stał. Pan Woody miał już zagojoną rękę, a Mabon... Mabon było takie wspaniałe!

Jaki miesiąc?

– Czy to prawda, że pod jemiołą trzeba się całować – zapytała chłopaka, który pewnie był jakoś w jej wieku, chociaż kto by tam liczył, szczególnie, jeśli akurat ona mogła byc w akurat każdym wieku, przynajmniej na jakiś czas. Jej zwykle barwne stroje zamienione były na szare i nudne, przypominające bardziej te w których chodziło się po Nokturnie, szczególnie teraz w tym trudnym czasie. Tak było łatwiej zmieniać tylko twarz i skórę. Wmieszać się w tłum.

Przysiadła na ławce obok niego z książką o zwyczajach na Yule. Podniszczoną. Wyglądającą na taką, co wpadła na dno Ścieżek i ktoś przyniósł ją do Rejwachu, żeby było czym dupsko podcierać, jakby kto był zbyt pijany, żeby posiłkować się magią.

– Czy taki pocałunek musi być w usta, czy wystarczy sam policzek? A jeśli jemioła będzie tylko wyczarowana, albo.. albo wyrzeźbiona z drewna? To już się nie liczy prawda? – Właściwie moment wcześniej zawahała się czy jest sens go budzić, ale wszycy inni byli zajęci, nieobecni, zbyt pijani albo no... nie wyglądali tak przyjaźnie jak ten śpiący chłopak, którego też pan Woody gdzieś przy okazji adoptował przyjął pod swoje skrzydła. – Bo wiesz, bo z Tobą, czy z Lewisem, czy z Aseną to nie miałabym problemów, ale tak z panem Woodym... To trochę... trochę byłoby mi dziwnie się całować, wiesz o co chodzi, prawda? – dopytywała, kartkując "podręcznik" napisany w staroangielskim, więc też Key nie wykluczała, że mogło jej się coś mocno pomieszać. Znaczy niekoniecznie z listą. Gdyby bowiem robiła sobie listę ludzi do całowania i do nie całowania, to wszystko co powiedziała było całkowicie szczere i na swój sposób niewinne. Najprawdopodobniej– No chyba, że w policzek no to dobrze. Ale tak, to muszę wiedzieć wcześniej. Mabon było takie... takie pełne niespodzianek, na Yule chce być przygotowana, proszę powiedz mi! – domagała się Key, przygryzając nieco dolną wargę i wpatrując się Julka z nadzieją na jego ekspertyzę, wymalowaną w wielkich zielonych ślepiach.
Loverboy
'It gets better!!!'
stfu It got worse-
wiek
22
sława
II
krew
zdrajca krwi
genetyka
—
zawód
Brak
Ciemne długie i niesfornie wywijające się włosy, gęste brwi i szeroki uśmiech. Charles to wysoki na 188 centymetrów młody mężczyzna. Nie wyróżnia się imponującą muskulaturą, ale nie jest też chuderlawy. Do życia ma tyle samo dystansu, co do siebie, więc bardzo często można usłyszeć jak się śmieje. Ciemne oczy to zwierciadła jego duszy, a te już nie tak często wyrażają pozytywne emocje. Ubiera się luźno, stawia na swetry, golfy, czasami nawet bluzy czy mugolskie (!) trampki. Przy pierwszym spotkaniu często wydaje się czarujący, momentami szarmancki. Rodzice próbowali wyuczyć go bardziej wyrafinowanego akcentu, ale Charlie do dzisiaj nie pozbył się pozostałości dewońskiego zaciągania, co uwydatnia się w momentach ekscytacji i upojenia alkoholowego.

Julien Fitzpatrick
#3
02.01.2026, 23:32  ✶  
Powiedzieć, że z wypowiedzi Key wyciągnął niewiele byłoby ... nieprawdą, ale też nie całkowicie nad wyrost. Zamrugał w przypływie kompletnej konsternacji, zastanawiając się czy uderzył się w głowę aż tak mocno, że ledwo poznane kobiety chcą go całować.

Pulsujący ból próbował rozmasować dłonią, wzrok skupiając wpierw na wyświechtanej książce, a potem na dziewczynie. Nie odsunął się, nie czując skrępowania bliskością. Fakt, wtargnęła w strefę jego nieprzyjemnych myśli, ale prawdopodobnie właśnie tego potrzebował. Całowanie ładnych ludzi zawsze było odpowiedzią, nawet jeżeli nie miało zmienić nic w beznadziejności sytuacji.

- Chcesz się ze mną całować? - zapytał, bo jak już zostało wcześniej wspomniane, zmęczony umysł łapał się najistotniejszych, jego zdaniem, szczegółów - Tak na raz ze wszystkimi? - trudno było stwierdzić czy za bardzo się rozmarzył, czy starał się załapać pełnię kontekstu jej pytania - Logistycznie trochę trudne do zrobienia, ale jakbyśmy wszyscy w ... - zmarszczył brwi - czwórkę trafili pod tę jemiołę - fantazja kontynuowała się w jego umyśle.

Czy całowaliby się wszyscy w tym samym momencie? Czy po kolei? I jak wyznaczyć kolejność? Ze swojego doświadczenia wiedział, iż wszystkie te pytania stałyby się nieistotne w przypływie chwili. Gdy usta znajdywały te drugie, trzecie bądź w tym wypadku też czwarte, nieistotne było co działo się przed i po - liczył się moment. Później mogli się wstydzić, ale po co komu takie nieprzyjemne uczucia? Wyobraźnia Juliena mknęła do przodu, a raczej wsuwała się w zagłębienie szyi, zmęczony umysł poddał się całkowitej rozpuście, tęsknił za ciepłem bliskości, nachylał nad... Woodym? Jak to, skąd Woody wziął się w tym marzeniu sennym? Chłopak uciął myśl gwałtownie i skupił wzrok na szkle za barem, wpatrując się weń pusto. Key nie poprzestała z ilością niewiadomych, jaką go zasypywała.

Z Woodym mógłby iść na ryby, a nie się całować. Wyglądał mu na takiego, co spędza weekendy z wędką. Taki wniosek wyciągnął z tej chwili słabości i jeszcze nie był pewien jak poradzi sobie z obrazami, które jego zmęczony mózg wyhaluconywał, gdy stanie z właścicielem Rejwachu twarzą w twarz w najbliższej przyszłości.

Wypuścił powietrze nosem czując piekące policzki.

- Wiesz, to też nie tak, że musisz się z kimkolwiek całować. Twoje ciało twój wybór i tak dalej - sensowniejszą odpowiedzią zbył przyjemne dreszcze, które przeszły po kręgosłupie pozostawiając na policzkach delikatne wypieki. Zrobiło mu się gorąco, ale nie spanikował. Znał reakcje swojego ciała o wiele lepiej niż te emocjonalne - To tylko durna tradycja, nie mam bladego pojęcia skąd to wyszło, ale wyobraź sobie, że kończysz pod jemiołą z ojcem, matką albo rodzeństwem? Wtedy całujesz w policzek, bo to trochę obrzydliwe. Chociaż niektóre rodziny czystokrwiste w tym kraju mają inną opinię na ten temat. Nie wiem czy chcemy o tym rozmawiać. To dziwny temat. Trochę obrzydliwy. Wolę zostać przy temacie całowania pięknych znajomych i nieznajomych - mrugnął do niej i uśmiechnął się szeroko.

- To bardzo mocno zależy od rodziny w jaki sposób obchodzi się Yule - on o swojej nie chciał myśleć, ba, nie mógł powiedzieć ani słowa. Przeszło mu przez myśl, że co takiego zrobiłoby mu jakby ta niczemu winna dusza poznała jego sekret? Prawdopodobnie nie za wiele, ale wolał nie ryzykować, dla jej bezpieczeństwa i wszystkich innych. On sobie przecież poradzi - Ja spędziłem więcej Yule z przyjaciółmi niż z rodziną. Robiliśmy, co chcieliśmy, jedliśmy, co chcieliśmy i tak było najlepiej. Jadłaś kiedyś pianki? Te takie do pieczenia nad ogniem? - dopytał i sięgnął po książkę, którą dorwała dziewczyna. Zamiast zabierać tomik, pochylił się nad Key i przeczytał pare linijek tekstu.

- Nic dziwnego, że książka każe ci wszystkich całować, w którym roku to było wydane? Chyba moja babcia dopiero co formowała swoje pierwsze słowa - podsumował - Starzy ludzie w tym kraju mają dziwne ciśnienie na małżeństwa i całowanie. Jakby związek miał być jedyną rzeczą, do jakiej zostaliśmy stworzeni. A potem, jak ktoś zaczyna się całować to nagle zasłaniają oczy, bo się okazuje, że źle się całują ci młodzi ludzie. Powinni inaczej - wywrócił oczyma, przypominając sobie wszystkie przedziwne reprymendy matki - Powiedz mi lepiej o swoich świętach. Anglia to takie gówniane miejsce.


I won't deny I've got in my mind now all the things we'd do
So I'll try to talk refined for fear that you find out how I'm imaginin' you
fretka
wiek
21
sława
I
krew
półkrwi
genetyka
metamorfomag
zawód
kieszonkowiec
uwaga - metamorfomag na gigancie! dość wysoka mulatka, 175 cm, 83 kg, kręcone czarne włosy, intensywnie zielone oczy

Keyleth Nico Yako
#4
15.02.2026, 17:00  ✶  
– A dobrze całujesz? W sumie jestem zimna i nasze duchy nie powinny się wymieszać – odparowała mu od razu, wzruszając lekko ramionami i kartkując swoje znalezisko. – Nawet jeśli śpisz w sali dla bydła, ale jakby Cię tak odkazić rozmarynem i tymiankiem, to będziesz zaraz w pełni ugruntowany. I olejem. Bo odcisnęło Ci się trochę tego no... em... trochę ławki. – Rzuciła krótko okiem na czoło Juliena, lekko zezując, ale zaraz potem wróciła do lektury, zupełnie nieświadoma jak umysł młodzieńca przeszedł od jej zupełnie niewinnego pytania do zaczątków rejwachowej orgii.

Celtyccy druidzi byliby zapewne dumni.

– Nie mów tak! Tutaj jest napisane, że to bardzo ważna tradycja, a ta ziemia pamięta! Zobacz... em... – odchrząknęła nabożnie i zaczęła recytować prosto z kart księgi:

– Iżby tedy rzecz o jemiole i całowaniu pod nią opowiedzieć, trzeba się wprzódy ku wiekom zamierzchłym obrócić, gdy Albion — który dziś Anglią zowią — był ziemią mgłami przyodzianą, a lud w półmroku żył między gusły a prawem. W onych czasiech druidowie, mężowie leśni i od tajemnic przyrodzenia biegli, jemiołę za roślinę świętą, mieli. Nie z ziemi ona rodem, lecz jakoby z powietrza, na dębach i jabłoniach osiadła, ani korzenia w czarnej roli nie mająca, jeno z cudzej mocy ssąca żywot. Przeto mniemano, iż jest ona pomostem między światem jawnym a zaświatem, między tym, co doczesne, a tym, co wieszcze i dziwne. W noc przesilenia, którą dziś niektórzy Yule zowią, ścinano jemiołę sierpem złotym, a czynił to kapłan w szacie białej, by nie kalać jej plugastwem. Kto pod nią stanął, był jakoby w azylu — w świętym mirze, gdzie krew przelana byłaby sromotą i zmazą nie do odkupienia. Z biegiem lat, gdy dawne bałwany i świątnice runęły, obyczaj nie zaginął, jeno się przetworzył, jako to bywa z rzeczami starymi, które lud po cichu w sercu nosi. W domostwach zawieszano jemiołę nad progiem albo w sieni, wierząc, iż odpędza zmory, upiory, nocnice i wszelką napaść złej fortuny. Była ona niejako rękojmią zgody, a kto pod nią wszedł, musiał waśń zawiesić. Stąd wywiódł się zwyczaj całowania. Lecz nie był to pocałunek, jakim młódź się po kątach raczy dla swywoli i uciechy próżnej. O nie. Pocałunek pod jemiołą był znakiem — sygnetem bez wosku, przysięgą bez pergaminu. Kto go dawał, ten jakoby słowo swe oddawał w zastaw! – Zdawało się to wszystko, każde słowo tej przydługiej angielszczyzny, dla Keyleth bardzo ważne.

– Wiesz, jeśli ziemia patrzy, jeśli duchy patrzą... – dodała z przejęciem niewinnej duszy, którą nosiła w swoim pochodzącym z Czarnej Ziemi sercu, – to ja absolutnie muszę wiedzieć jak ich nie obrażać! Już wystarczy brak szacunku do progu! Gdyby moja matka to zobaczyła to z pewnością umarła ponownie! – ekscytację musiała zakryć szeptem, pochylając się ku Juliena, wpatrując w niego swoje jasne zielone oczy w poszukiwaniu zrozumienia. – O moich świętach mogę opowiedzieć Ci u mnie, choć nie wiem, czy zrozumiesz duchy mojej ziemi, skoro nie szanujesz tych, które pochodzą z Twojej. – przyznała ze smutkiem, ślepiami wracając do książki, jej nowego skarbu. – Tu jest powiedziane, że jak dwoje skłóconych się całuje pod jemiołą, to bogowie uświęcają ich sojusz. A jeśli nie to potwarz i srom. – Zmarszczyła brwi zamyślona. – Co do pogodzenia się ma wagina? Tego fragmentu nie mogę zrozumieć. Odpadają im genitalia jeśli się nie całują?
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości
Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Julien Fitzpatrick (1304), Keyleth Nico Yako (1033)




  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Przydatne linki
Kolejeczka
Tryb normalny
Tryb drzewa