• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Wyspy Brytyjskie Walia Snowdonia [27.09.72 | Snowdonia] Mogshade | Leviathan & Helloise

[27.09.72 | Snowdonia] Mogshade | Leviathan & Helloise
szamanka
Kochajcie mnie, kochajcie, wy
—
 gęstwy zieleni
I wy, senne gromady powikłanych cieni
wiek
33
sława
III
krew
czysta
genetyka
—
zawód
alchemiczka, zielarka, leśnicza, stwórczyni
Tchnie czymś dzikim, nosi na sobie okruchy lasu: czasem we włosy zaplącze się uschnięta gałązka, czasem w materiał szaty wczepią nasiona czy wkleją niteczki pajęczyn, a czasem sama czarownica dokłada intencjonalnie atrybuty natury: ozdoby z ptasich piór, polnych kwiatów czy zwierzęcych kłów. Ciągnie się za nią woń suchych traw, żywicy i palonych kadzideł. Kobieta szczupła i przeciętnego wzrostu (164 cm), niebieskie oczy. Długie blond włosy o średnim skręcie, rzadko ułożone i wystylizowane, zwykle znajdzie się wśród nich kołtun. Spódnice szat Helloise są długie i mają głębokie kieszenie, w których zawsze znajdzie się nieco ziarna dla ptaków. Lubi mięsiste tkaniny, warstwy, ubrania swobodnie płynące za sylwetką, nie boi się wzorów ani koloru, choć wybiera głównie barwy głębokie i niezbyt nasycone lub bliskie ziemi: zielenie, brązy, zgaszone pomarańcze. Stawia przede wszystkim na praktyczność: materiały solidne, które posłużą długie lata i nie zaszkodzi im praca w ogrodzie. Zamiast sakwy często nosi pas na wzór dawnych châtelaine, do którego na skórzanych rzemykach przymocowane są drobne przedmioty: różdżka, futeralik z nożem, woreczek soli czy miniaturowe buteleczki eliksirów, w tym zawsze jedna z solami trzeźwiącymi. Helloise nie nosi klasycznej biżuterii. Posiada jedynie ozdoby z drewnianych koralików i elementów zwierzęcych.

Helloise Rowle
#11
14.03.2026, 10:22  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 14.03.2026, 13:45 przez Helloise Rowle.)  
Choć Leviathan nie podjął jej gry, Helloise wcale nie straciła dobrego humoru. Czując ciężar smoczognika kołyszącego się w kieszeni szaty przy każdym kroku, podążyła za mężczyzną ku gniazdu salamander. Dla żadnego z nich nie był to zapewne pierwszy raz, gdy widzieli takie zjawisko, a jednak czarownica zauroczona była małymi czerwonymi płazami uwijającymi się w ogniu.
Postawiła wiaderko w wygodnym, stabilnym punkcie, gdzie nie groziła mu wywrotka, i obserwowała — niestety nie ramiona pracującego czarodzieja, a sztych szpadla, który miał naruszyć mir niepodejrzewających niczego stworzonek. Mimo że w liście Helloise była nader pewna siebie i tego, że wyłapywanie salamander to zabawa dla dzieci, wcale nie było gwarancji, że pójdzie jej gładko. Dzieckiem była bardzo zwinnym, zręcznym, wybieganym jak mała górska kozica; rzeczywiście wyłapywanie jaszczurek było wówczas lekką rozrywką. Lecz było to dwadzieścia lat temu. Teraz główny atut kobiety stanowił fakt, że ma zdrowe ręce i nogi oraz wciąż może się schylać. Musiało wystarczyć.
Gdy pierwsze salamandry zaczęły uciekać z kopca, czarownica od razu schyliła się, żeby złapać najbliższą w orękawiczone dłonie.

wszystkie trzy rzuty są na AF (skoro sześć salamander, będę je łapać trójkami)

Rzut O 1d100 - 77
Sukces!

Zwierzątko wpadło jej w ręce. Helloise spojrzała na nie kontrolnie, nie na długo. Prędko wrzuciła je do wiadra i ruszyła ku kolejnej uciekinierce…

Rzut O 1d100 - 43
Akcja nieudana

… która wymsknęła się spomiędzy jej palców.
— Szlag…! — syknęła, lecz nie miała czasu za tą biec, gdy między kamieniami ewakuowała się już następna.
Być może o ułamek sekundy zbyt długo Hela oglądała się na pierwszą salamandrę, zmartwiona, czy nie zrobiła jej krzywdy. W wirze akcji nie było jednak miejsca na podobny sentyment, toteż doświadczona tą lekcją czarownica wyzbyła się go.

Rzut O 1d100 - 74
Sukces!

Tym więc razem, schwyciwszy płonące zwierzę w pułapkę swoich dłoni, nie spojrzała na nie nawet. Wrzuciła salamandrę do wiadra i już wypatrywała kolejnej.


dotknij trawy
dragonborn
Ruthlessness
is mercy upon ourselves.
wiek
28
sława
IV
krew
czysta
genetyka
—
zawód
właściciel rezerwatu, smokolog, magizoolog
Mający 187cm, o atletycznej budowie ciała i ciemnych włosach. Porusza się ze specyficzną dla niego manierą, która zdaje się przypominać gady; zastygnięty w bezruchu, jakby wyczekiwał potknięcia, obserwując z uwagą otoczenie, tylko po to by nagle zareagować i wprawić ciało w ruch. Posiada parę blizn na ciele, pozostawionych przez spotkania ze zwierzętami. Plecy, lewą stronę obojczyka i ramię pokrywa drobna, szarawa łuska, a jego oczy posiadają pionowe źrenice i trzecią powiekę. Zawsze towarzyszy mu któryś z jego smoczogników.

Leviathan Rowle
#12
16.03.2026, 05:29  ✶  
Leviathan, gdyby mu tak na tym przesiedleniu salamander nie zależało, to może i nawet trochę by się napiął z tym szpadlem, żeby było na co popatrzeć. Zamiast tego jednak, całą swoją uwagę poświęcił by starannie odseparować gniazdo z magicznego ognia od otaczającej go ziemi, a następnie ostrożnie je podważył. Chciał zachować w całości, tak by trafiło do wiadra nietknięte, a przez to i zapewniło przeżycie wszystkich salamander, które udałoby im się wyłapać. W sumie to Helloise, bo jakby nie patrzeć, to była jej część zadania. Nie patrzył jednak na to, jak dokładnie jej idzie, wyłapując gdzieś po drodze ciche przekleństwo i traktując je jako sygnał, że któraś z jaszczurek okazała się bezpowrotnie stracona. Trudno, to nie było tak że uważał, że obejdzie się bez jakichkolwiek strat. Wciąż jednak było szkoda.
Niemniej jednak spróbował unieść ognisty kopiec na łopacie i wpakować go w całości do wiadra, tak by nie naruszyć pełgającego po nim ognia.

// af ◉◉◉○○ jak mi pójdzie przekładanie ognia do wiadra
Rzut Z 1d100 - 86
Sukces!


We said we're going to conquer new frontiers
Go on, stick your bloody head in the jaws of the beast
szamanka
Kochajcie mnie, kochajcie, wy
—
 gęstwy zieleni
I wy, senne gromady powikłanych cieni
wiek
33
sława
III
krew
czysta
genetyka
—
zawód
alchemiczka, zielarka, leśnicza, stwórczyni
Tchnie czymś dzikim, nosi na sobie okruchy lasu: czasem we włosy zaplącze się uschnięta gałązka, czasem w materiał szaty wczepią nasiona czy wkleją niteczki pajęczyn, a czasem sama czarownica dokłada intencjonalnie atrybuty natury: ozdoby z ptasich piór, polnych kwiatów czy zwierzęcych kłów. Ciągnie się za nią woń suchych traw, żywicy i palonych kadzideł. Kobieta szczupła i przeciętnego wzrostu (164 cm), niebieskie oczy. Długie blond włosy o średnim skręcie, rzadko ułożone i wystylizowane, zwykle znajdzie się wśród nich kołtun. Spódnice szat Helloise są długie i mają głębokie kieszenie, w których zawsze znajdzie się nieco ziarna dla ptaków. Lubi mięsiste tkaniny, warstwy, ubrania swobodnie płynące za sylwetką, nie boi się wzorów ani koloru, choć wybiera głównie barwy głębokie i niezbyt nasycone lub bliskie ziemi: zielenie, brązy, zgaszone pomarańcze. Stawia przede wszystkim na praktyczność: materiały solidne, które posłużą długie lata i nie zaszkodzi im praca w ogrodzie. Zamiast sakwy często nosi pas na wzór dawnych châtelaine, do którego na skórzanych rzemykach przymocowane są drobne przedmioty: różdżka, futeralik z nożem, woreczek soli czy miniaturowe buteleczki eliksirów, w tym zawsze jedna z solami trzeźwiącymi. Helloise nie nosi klasycznej biżuterii. Posiada jedynie ozdoby z drewnianych koralików i elementów zwierzęcych.

Helloise Rowle
#13
16.03.2026, 16:13  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 16.03.2026, 19:46 przez Helloise Rowle.)  
Gdy Leviathan uniósł gniazdo na szpadlu, kolejne salamandry uciekły spomiędzy płomieni. Tym razem Helloise musiała zrobić parę kroków, poniważ jaszczurki biegły w zupełnie inną stronę, jakby zrozumiały, że tam, gdzie stała, czekała na nie zasadzka. Wiedźma sięgnęła po jedną…

trzy rzuty na AF, w których wyłapuję salamandry
Rzut O 1d100 - 64
Sukces!

… złapała. Przerzuciła do wiadra. Zrobiła rozkrok w stronę, gdzie znikała kolejna.

Rzut O 1d100 - 22
Akcja nieudana

I malowniczo z rozpędu omsknęła jej się noga. Zwierzak uciekł, ona wylądowała kolanem na twardych kamieniach, asekurując się nadgarstkami. Sapnęła gniewnie i…

Rzut O 1d100 - 84
Sukces!

… ostatnia jaszczurka przebiegła jej tuż przed nosem. Czarownica przechwyciła ją z łatwością i zamknęła między dłońmi. Nic istotce nie pomogło, że rozgrzała się do czerwoności. Przez rękawice ze smoczej skóry była jedynie kuleczką przyjemnego ciepła.
— Żyjesz? — Hela zwróciła się do smoczognika, który przez całą tę szamotaninę z uciekającymi salamandrami cierpiał turbulencje w kieszeni jej szaty. Zdawał się jednak odbytą huśtawką zupełnie nieprzejęty.
Czarownica przeszła pod swoje wiaderko, gdzie spuściła delikatnie po ściance ostatnią salamandrę. Jedyną, która miała tam miękkie lądowanie. Helloise upewniła się, że pozostałe są zabezpieczone przez Leviathana, po czym zdjęła rękawice, żeby sięgnąć do kieszeni po pieprz.
— Dwie uciekły — wymamrotała, bardziej do wiadra, nad którym się nisko pochylała, niż do swojego towarzysza. Kilka pasm włosów, które wypadły z upięcia, zebrała za ucho, żeby nie złapały ognia, po czym otworzyła woreczek i posypała swojemu skromnemu stadku parę kulek do podjedzenia. — Chcesz? — Wyciągnęła do mężczyzny pieprz, nie patrząc przy tym w jego stronę. Mogła nacieszyć nim oko później; widok uwijających się w wokół pieprzu salamander był ograniczony.
Bez reszty pochłonięta obserwacją wiedźma włożyła dłoń do wiaderka i z premedytacją dotknęła palcem śliskich, gorących plecków jednego z płazów. Syknęła zachwycona, gdy odkryła, że rzeczywiście parzy, i dopiero wtedy cofnęła rękę.
Prostując się, zobaczyła porzucone między kamieniami jajo.
[jajo którego komenda nie działa przy edycji, upsi, w następnym poście dowiemy się, jakie jajo]


dotknij trawy
dragonborn
Ruthlessness
is mercy upon ourselves.
wiek
28
sława
IV
krew
czysta
genetyka
—
zawód
właściciel rezerwatu, smokolog, magizoolog
Mający 187cm, o atletycznej budowie ciała i ciemnych włosach. Porusza się ze specyficzną dla niego manierą, która zdaje się przypominać gady; zastygnięty w bezruchu, jakby wyczekiwał potknięcia, obserwując z uwagą otoczenie, tylko po to by nagle zareagować i wprawić ciało w ruch. Posiada parę blizn na ciele, pozostawionych przez spotkania ze zwierzętami. Plecy, lewą stronę obojczyka i ramię pokrywa drobna, szarawa łuska, a jego oczy posiadają pionowe źrenice i trzecią powiekę. Zawsze towarzyszy mu któryś z jego smoczogników.

Leviathan Rowle
#14
17.03.2026, 03:26  ✶  

Łopata wsunęła się delikatnie do wiadra, umieszczając tam wykopane z ziemi gniazdo. Płomień palił się silnym, wyraźnym płomieniem i Leviathan odetchnął z wyraźną ulgą, bo to znaczyło że nie stracą nadprogramowych salamandr, pomijając oczywiście te których Helloise nie dogoniła. Ich pracę można było więc uznać za skończoną i jedyne co im pozostawało to wrócenie na tereny posiadłości dokładnie tą samą drogą którą tutaj przyszli.

Wbił czubek szpadla w ziemię i oparł się o niego stopą, przyglądając przez moment zawartości wiadra, a w końcu przeniósł spojrzenie na kobietę. Przez moment wpatrywał się w nią z pewnym zastanowieniem, gdy pochylała się nad swoim skromnym stadkiem i skarmiała je ziarnami pieprzu. Gdyby nie to, że bez magicznego ognia pomrą, pewnie by jej zaproponował by wzięła sobie jedną. W końcu można było uznać, że zasłużyła na taki drobny prezent.

- Nie - odpowiedział krótko, nakrywając swój pojemnik nieszczelną pokrywą, tak by ogień nie przygasł czy nie miał okazji się podusić, tym samym ukrócając życie złapanych przez nich zwierzątek. Skrzywił się wyraźnie, słysząc jej syczenie i pośpieszne zabieranie dłoni, sparzonej o gorące plecy salamandry. Była zbyt mądra by nie wiedzieć, czym może się to skończyć, ale jakaś dziecięca ciekawość która ją do tego ciągnęła, była w pewien sposób wręcz niepoprawna. Nie był tutaj jednak po to, by zwracać jej na to uwagę. Zamiast tego powiódł spojrzeniem za nią, na linię drzewa. Jaja były dwa, chowające się w cieniu drzewa.

- Interesujące - mruknął, wyciągając kroki w ich kierunku, samemu teraz podążając za zaciekawieniem. - Nietutejsze.


!Jajo z kalendarza


We said we're going to conquer new frontiers
Go on, stick your bloody head in the jaws of the beast
Czarodziejska legenda
Przeciwności losu powodują, że jedni się załamują, a inni łamią rekordy.
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Los musi się dopełnić, nie można go zmienić ani uniknąć, choćby prowadził w przepaść. Los objawia nam swoje życzenia, ale na swój sposób. Los to spełnione urojenie. Los staje się sprawą ludzką i określaną przez ludzi.

Pan Losu
#15
17.03.2026, 03:26  ✶  
Jajo, w którego posiadanie wszedłeś, musiało być częścią eksportu zza Żelaznej Kurtyny. Po mieście szepta się o nich sporo późniejszą jesienią - sprzedawcy mówili półgębkiem o nowym imporcie ze wschodu, bez precyzowania, czy to eksperyment jednego z polskich sanktuariów leśnych, czy przyjechały tutaj zza Uralu. Być może to sprawa do zbadania, ale skoro już wszedłeś w posiadanie tego przedmiotu, cóż... dlaczego miałbyś je oddawać i zadawać służbom pytania? Mógłbyś spróbować je wykluć, albo poprosić znajomego o pomoc.

Jajo może zostać wyklute przez każdego z wiedzą przyrodniczą na poziomie ◉◉○○○ lub wyższym. Jest czarne, przypomina odrobinę zwęglonego w ognisku ziemniaka. Wyklucie go wymaga wrzucenia go do rozżarzonego kominka. Po zrobieniu tego odczekaj dobę (fabularną), pozwól mu poleżeć w żarze, a dopiero później wyciągnij je szczypcami i wsadź do garnka.

Kiedy wyciągniesz jajo z żaru, dostrzeżesz na jego powierzchni drobne pęknięcia, z których sączyło się mlecznobiałe światło. Właśnie wykluwało się z niego jakieś stworzenie! Musiałeś dać temu czas, ale wreszcie zwęgloną skorupkę przebił maleńki dziób sowy pocztowej.

Ptak, w którego posiadanie wszedłeś jest magiczny. Kiedy podrośnie, jego pióra staną się czarne jak sadza, a podczas lotu z rozprostowanych skrzydeł będą sypać się białe, niegroźne iskry. Oczy jarzą mu się mlecznobiałym światłem. To bardzo widowiskowy okaz, gotów do występów i robienia wrażenia na każdym, komu dostarcza wiadomość.
szamanka
Kochajcie mnie, kochajcie, wy
—
 gęstwy zieleni
I wy, senne gromady powikłanych cieni
wiek
33
sława
III
krew
czysta
genetyka
—
zawód
alchemiczka, zielarka, leśnicza, stwórczyni
Tchnie czymś dzikim, nosi na sobie okruchy lasu: czasem we włosy zaplącze się uschnięta gałązka, czasem w materiał szaty wczepią nasiona czy wkleją niteczki pajęczyn, a czasem sama czarownica dokłada intencjonalnie atrybuty natury: ozdoby z ptasich piór, polnych kwiatów czy zwierzęcych kłów. Ciągnie się za nią woń suchych traw, żywicy i palonych kadzideł. Kobieta szczupła i przeciętnego wzrostu (164 cm), niebieskie oczy. Długie blond włosy o średnim skręcie, rzadko ułożone i wystylizowane, zwykle znajdzie się wśród nich kołtun. Spódnice szat Helloise są długie i mają głębokie kieszenie, w których zawsze znajdzie się nieco ziarna dla ptaków. Lubi mięsiste tkaniny, warstwy, ubrania swobodnie płynące za sylwetką, nie boi się wzorów ani koloru, choć wybiera głównie barwy głębokie i niezbyt nasycone lub bliskie ziemi: zielenie, brązy, zgaszone pomarańcze. Stawia przede wszystkim na praktyczność: materiały solidne, które posłużą długie lata i nie zaszkodzi im praca w ogrodzie. Zamiast sakwy często nosi pas na wzór dawnych châtelaine, do którego na skórzanych rzemykach przymocowane są drobne przedmioty: różdżka, futeralik z nożem, woreczek soli czy miniaturowe buteleczki eliksirów, w tym zawsze jedna z solami trzeźwiącymi. Helloise nie nosi klasycznej biżuterii. Posiada jedynie ozdoby z drewnianych koralików i elementów zwierzęcych.

Helloise Rowle
#16
17.03.2026, 12:23  ✶  
Helloise nie wzięłaby tej salamandry, skoro było to zwierzę uzależnione od magicznego ognia. Trzymanie jej w żarze domowego kominka, samotnej i przywiązanej do sztucznego paleniska, dokarmianej z łaski pieprzem — czarownica nie chciałaby oglądać czegoś takiego. Nie oznaczało to jednak, że nie zabierze kilku salamander ze sobą. Zainteresowali się nimi, ponieważ Leviathan potrzebował ich krwi. Wymieniał życie kilku z tych istot na swoje przyszłe bezpieczeństwo. Helloise nie zamierzała kwestionować wagi jego potrzeby — skoro salamandry miały posłużyć konkretnemu celowi i być uśmiercone humanitarnie, to choć stracenie ich smuciło, było słuszne.
Na razie jedanak niechże grzeją się w płomieniach. Kobieta założyła z powrotem jedną rękawicę i przyklękła przy wiaderku Leviathana, gdzie płonął kopiec, aby do niego przełożyć swoją czwórkę uciekinierów, mimo że zaczynało się w środku robić tłoczno. Patrzyła chwilę w milczeniu na tę ognistą wijącą się plątaninę jaszczurzych ciał, po czym wstała i ruszyła ku drzewom oglądać z czarodziejem osobliwe jaja.
Pierwsze było bardziej na widoku, czarne i zwęglone. Helloise przekrzywiła głowę w zastanowieniu — rzeczywiście nie należało do krajobrazu snowdońskiej natury. Przykucnęła pod drzewem i sięgnęła po drugie z jaj, aby je obejrzeć z bliska. Smoczognik ciekawsko wyjrzał z jej kieszeni, jakby również zainteresowany nietypowym znaleziskiem.
— Dlaczego są tutaj? — zapytała wiedźma, unosząc na Leviathana głowę. W jej głosie brzmiało lodowate, stłumione podejrzenie, choć nie w niego wycelowane. Szukała w krewniaku raczej poparcia swoich przypuszczeń.
Być może to jakieś zwierzę podrzuciło te jaja, porwawszy je skądś. Istniały w naturze takie złośliwce. Jaja wyglądały jednak na okazy hodowlane, a w tych zawsze maczali palce ludzie. Czy to któryś z pracowników rezerwatu odważył się ukraść skądś niewyklute ptaki bądź kupić je i tak bezczelnie porzucić? W tę stronę od razu powędrowały myśli czarownicy.

!Jajo z kalendarza


dotknij trawy
Czarodziejska legenda
Przeciwności losu powodują, że jedni się załamują, a inni łamią rekordy.
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Los musi się dopełnić, nie można go zmienić ani uniknąć, choćby prowadził w przepaść. Los objawia nam swoje życzenia, ale na swój sposób. Los to spełnione urojenie. Los staje się sprawą ludzką i określaną przez ludzi.

Pan Losu
#17
17.03.2026, 12:23  ✶  
Jajo, w którego posiadanie wszedłeś, musiało być częścią eksportu zza Żelaznej Kurtyny. Po mieście szepta się o nich sporo późniejszą jesienią - sprzedawcy mówili półgębkiem o nowym imporcie ze wschodu, bez precyzowania, czy to eksperyment jednego z polskich sanktuariów leśnych, czy przyjechały tutaj zza Uralu. Być może to sprawa do zbadania, ale skoro już wszedłeś w posiadanie tego przedmiotu, cóż... dlaczego miałbyś je oddawać i zadawać służbom pytania? Mógłbyś spróbować je wykluć, albo poprosić znajomego o pomoc.

Jajo może zostać wyklute przez każdego z wiedzą przyrodniczą na poziomie ◉◉○○○ lub wyższym. Jest czarne, przypomina odrobinę zwęglonego w ognisku ziemniaka. Wyklucie go wymaga wrzucenia go do rozżarzonego kominka. Po zrobieniu tego odczekaj dobę (fabularną), pozwól mu poleżeć w żarze, a dopiero później wyciągnij je szczypcami i wsadź do garnka.

Kiedy wyciągniesz jajo z żaru, dostrzeżesz na jego powierzchni drobne pęknięcia, z których sączyło się mlecznobiałe światło. Właśnie wykluwało się z niego jakieś stworzenie! Musiałeś dać temu czas, ale wreszcie zwęgloną skorupkę przebił maleńki dziób sowy pocztowej.

Ptak, w którego posiadanie wszedłeś jest magiczny. Kiedy podrośnie, jego pióra staną się czarne jak sadza, a podczas lotu z rozprostowanych skrzydeł będą sypać się białe, niegroźne iskry. Oczy jarzą mu się mlecznobiałym światłem. To bardzo widowiskowy okaz, gotów do występów i robienia wrażenia na każdym, komu dostarcza wiadomość.
dragonborn
Ruthlessness
is mercy upon ourselves.
wiek
28
sława
IV
krew
czysta
genetyka
—
zawód
właściciel rezerwatu, smokolog, magizoolog
Mający 187cm, o atletycznej budowie ciała i ciemnych włosach. Porusza się ze specyficzną dla niego manierą, która zdaje się przypominać gady; zastygnięty w bezruchu, jakby wyczekiwał potknięcia, obserwując z uwagą otoczenie, tylko po to by nagle zareagować i wprawić ciało w ruch. Posiada parę blizn na ciele, pozostawionych przez spotkania ze zwierzętami. Plecy, lewą stronę obojczyka i ramię pokrywa drobna, szarawa łuska, a jego oczy posiadają pionowe źrenice i trzecią powiekę. Zawsze towarzyszy mu któryś z jego smoczogników.

Leviathan Rowle
#18
19.03.2026, 06:42  ✶  

Pytanie Helloise było bardzo zasadne, ale nie zmieniało to faktu, że Leviathan zwyczajnie nie miał na nie odpowiedzi. Patrzył więc przez moment, biorąc jedno z jajek do dłoni i obracając je dookoła własnej osi, jakby inspiracja miała na niego spłynąć. Spojrzał nawet w górę w pewnym momencie, szukając może wskazówek wśród rozłożystych gałęzi stojącego nad nimi drzewa, ale nie dało się dostrzec tam żadnego gniazda.

- Nie wiem - odpowiedział zgodnie z prawdą. - Na wyspach ciężko znaleźć podobne okazy, to raczej coś ze wschodniej Europy - zastanowił się wyraźnie. - Co natomiast jednak wiem, to żeby je wykluć trzeba je włożyć do ogniska. Widzisz jakie jest ciemne? Wygląda jak oblepione sadzą. Czarny węgielek. Musi tam poleżeć z dzień - więc może i nie pasowało do fauny, ale wpisywało się w pewien sposób do tego czym Snowdonia się zajmowała. Ognisty ptak wśród ognistych jaszczurek, a aktualnie nawet i salamander.

- Nie ma się co teraz nad tym zastanawiać. Nie możemy ich zostawić, bo albo coś je zje, albo wyklują się i będą mieszać w ekosystemie. Schowaj sobie - swoje własne też jej oddał, bo przecież miała pojemniejsze kieszenie. Potem od niej zabierze i włoży do paleniska, kiedy już uporają się ze schwytanymi stworzeniami. Wyprostował się też i pokiwał na nią głową, ze powinni się pośpieszyć bo salamandry miały jednak określony czas jaki mogły spędzić w wiaderku. Złapał za uchwyt i ruszył w stronę powrotną, mając nadzieję ze Hela zbierze resztę rzeczy i niczego za sobą nie zostawią.

Droga powrotna była dokładnie taka sama - bez niespodzianek. Przeszli leśnymi ścieżkami, pnąc się na nowo w kierunku posiadłości, aż wreszcie znaleźli się na jej skraju, tam gdzie Leviathan miał plan osadzić na nowo gniazdo. Chciał by Salamandry miały względny spokój, a jednocześnie żeby było do nich w miarę blisko. Zaczął wykopywać dołek, który był nieco większy niż wykopany magiczny ogień. Kiedy już miał miejsce, założył od razu rękawice i postarał się jak najdelikatniej przenieść gniazdo na swoje nowe miejsce. Wysunął je z wiaderka, asekurując zabezpieczoną dłonią, a potem wyrównał ziemię by zapewnić stabilność. Salamandry które się ostały, delikatnie wysypał do ognia. Nawet jeśli teraz się miały rozbiec, to i tak wiedziały gdzie mogą wrócić.



We said we're going to conquer new frontiers
Go on, stick your bloody head in the jaws of the beast
szamanka
Kochajcie mnie, kochajcie, wy
—
 gęstwy zieleni
I wy, senne gromady powikłanych cieni
wiek
33
sława
III
krew
czysta
genetyka
—
zawód
alchemiczka, zielarka, leśnicza, stwórczyni
Tchnie czymś dzikim, nosi na sobie okruchy lasu: czasem we włosy zaplącze się uschnięta gałązka, czasem w materiał szaty wczepią nasiona czy wkleją niteczki pajęczyn, a czasem sama czarownica dokłada intencjonalnie atrybuty natury: ozdoby z ptasich piór, polnych kwiatów czy zwierzęcych kłów. Ciągnie się za nią woń suchych traw, żywicy i palonych kadzideł. Kobieta szczupła i przeciętnego wzrostu (164 cm), niebieskie oczy. Długie blond włosy o średnim skręcie, rzadko ułożone i wystylizowane, zwykle znajdzie się wśród nich kołtun. Spódnice szat Helloise są długie i mają głębokie kieszenie, w których zawsze znajdzie się nieco ziarna dla ptaków. Lubi mięsiste tkaniny, warstwy, ubrania swobodnie płynące za sylwetką, nie boi się wzorów ani koloru, choć wybiera głównie barwy głębokie i niezbyt nasycone lub bliskie ziemi: zielenie, brązy, zgaszone pomarańcze. Stawia przede wszystkim na praktyczność: materiały solidne, które posłużą długie lata i nie zaszkodzi im praca w ogrodzie. Zamiast sakwy często nosi pas na wzór dawnych châtelaine, do którego na skórzanych rzemykach przymocowane są drobne przedmioty: różdżka, futeralik z nożem, woreczek soli czy miniaturowe buteleczki eliksirów, w tym zawsze jedna z solami trzeźwiącymi. Helloise nie nosi klasycznej biżuterii. Posiada jedynie ozdoby z drewnianych koralików i elementów zwierzęcych.

Helloise Rowle
#19
19.03.2026, 17:15  ✶  
Sama czarownica również domyśliła się, że do wyklucia tych ptaków potrzebny był ogień; nie potrzebowała tłumaczeń. Siedziała nad jajkiem w ciszy, zatopiona w rozmyślaniach, dopóki Leviathan nie zdecydował o powrocie. Przyjęła od niego oba jaja, choć włożenie ich do kieszeni oznaczało eksmisję smoka, który wrócił na ramię kobiety. Helloise była wyraźnie niezachwycona pojawieniem się tych obcych okazów.
Zebrała w ciężkim milczeniu to, co pozostało po pracy: swoje wiadro, pieprz, rękawice i wszystko inne, co przypadło jej w przydziale. Poszli z powrotem. W połowie drogi kobieta przerwała ciszę:
— Wykluj je tu razem. Wydaje mi się, że to będzie miłe tak wspólnie przyjść na świat w jednym kominku. Mniej samotnie. — Myślała na początku o zabraniu od razu jednego z jaj ze sobą. Każdy opiekowałby się swoim pisklakiem, ale rozdzielanie ptasiego rodzeństwa tak wcześnie było w jej głowie jakieś smutne. Dlaczego sówki nie miałyby spędzić tego pierwszego czasu z kimś swojego gatunku, zamiast od urodzenia znać wyłącznie człowieka? — Zabrałabym jednego kiedyś, jak trochę podrośnie.
Gdy znaleźli się w wybranym przez Rowle’a miejscu, Helloise usiadła nieopodal, na najbliższym większym kamieniu. Oglądała, jak czarodziej przesadza gniazdo. Spuściła luźno podciągnięte na czas pracy rękawy szaty i schowała w nich dłonie; o tej porze roku bywało już chłodnawo. Widząc, że salamandry trafiły do nowego domu, czarownica podeszła od tyłu do Leviathana.
— A chciałeś iść na zakupy — powiedziała cicho, wyglądając zza jego pleców na kopiec. — Wybierz kilka na eliksir.


dotknij trawy
dragonborn
Ruthlessness
is mercy upon ourselves.
wiek
28
sława
IV
krew
czysta
genetyka
—
zawód
właściciel rezerwatu, smokolog, magizoolog
Mający 187cm, o atletycznej budowie ciała i ciemnych włosach. Porusza się ze specyficzną dla niego manierą, która zdaje się przypominać gady; zastygnięty w bezruchu, jakby wyczekiwał potknięcia, obserwując z uwagą otoczenie, tylko po to by nagle zareagować i wprawić ciało w ruch. Posiada parę blizn na ciele, pozostawionych przez spotkania ze zwierzętami. Plecy, lewą stronę obojczyka i ramię pokrywa drobna, szarawa łuska, a jego oczy posiadają pionowe źrenice i trzecią powiekę. Zawsze towarzyszy mu któryś z jego smoczogników.

Leviathan Rowle
#20
21.03.2026, 01:24  ✶  

Chciała, by wykluły się razem? Kim on był by odmawiać jej tego. jeden więcej ptasi lokator w sowiarni raczej nie robił nikomu różnicy, szczególnie że potem miał trafić już na stałe do Helloise. Mniej samotnie brzmiało ładnie, aczkolwiek Leviathan nie widział w tym do końca problemu. Nie kiedy Hela miała swoją kaczkę, a on sokoła, które dotrzymywałyby nowym nabytkom towarzystwa.

- Jak sobie życzysz - odpowiedział jej tylko krótko. Potem zabrali się do całego osadzania salamander w nowym miejscu. Chwilę to trwało, ale uporali się z zadaniem, wreszcie mając przed sobą ukończone dzieło. Kiedy stanęła za nim, przypominając mu że w sumie robili to wszystko po to, żeby mieć eliksiry, pochylił się na nowo i wybrał trzy salamandry, odławiając je i wkładając na nowo do wiaderka, które podał Heli. Tym samym mogli uznać pracę dzisiejszego dnia za zakończoną. Pozostawało odnieść sprzęty, pożegnać się, a potem Leviathan wrócił do posiadłości, żeby wrzucić do kominka w swoim pokoju dwa znalezione w lesie jajka.


Koniec sesji


We said we're going to conquer new frontiers
Go on, stick your bloody head in the jaws of the beast
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek:
Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Helloise Rowle (2309), Leviathan Rowle (2283), Pan Losu (508)


Strony (2): « Wstecz 1 2


  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Przydatne linki
Kolejeczka
Tryb normalny
Tryb drzewa