• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Greater London Ulica Pokątna Dziurawy Kocioł v
1 2 Dalej »
[22.09.72] Zapach cynamonu

[22.09.72] Zapach cynamonu
Syn czarnoksiężnika
wiek
35
sława
IV
krew
czysta
genetyka
dziedzic Slytherina
zawód
Archeolog
Cathal wdał się w dużej mierze w matkę z Gauntów: po niej ma dość jasne włosy i jasne oczy. Mężczyzna bardzo wysoki, około 192 cm wzrostu, któremu wyraźnie nie był w życiu obcy wysiłek fizyczny. Gdzieś pomiędzy trzydziestką a czterdziestką.

Cathal Shafiq
#1
12.12.2025, 19:10  ✶  
Cathal teleportował ich w pobliżu Dziurawego Kotła na Pokątnej – kolejna nieprzyjemna dla McGonagall podróż, chociaż tyle dobrego dla niej, że stąd już mieli zabrać się za pomocą sieci Fiuu. Odczekał aż doszła do siebie, grzecznie przypatrując się w mur, dzielący Pokątną od najsłynniejszego bodaj w Londynie magicznego pubu, a potem wszedł do środka.
W Mabon spodziewałby się normalnie tłumów, ale być może ludzie spędzali ten dzień w domach z rodzinami, a może spodziewali się jakiegoś końca świata przy okazji sabatu, bo bez większego trudu znaleźli wolny stolik. Wnętrze, ku pewnemu zaskoczeniu Shafiqa, wypełniał zapach korzennych przypraw oraz grzanego wina – kojarzył Dziurawy Kocioł raczej z nieco innymi woniami. Przede wszystkim rozlanego tu i ówdzie piwa.
Być może chwytali się wszystkich sposobów, aby przyciągnąć z powrotem klientów, ostatnio mało chętnych do wychodzenia z domu i to między innymi stąd testy grzańca, tak dobrze sprawdzającego się w chłodne jesienne wieczory i mroźne, zimowe noce? Ale Shafiq nie zamierzał narzekać: lubił wszystko, co nowe. A w Egipcie co jak co, ale grzaniec nie należał do najpopularniejszych napitków, nie pił więc go… zamarł na moment, gdy powróciło do niego wspomnienie grzańca, które zafundowano mu, gdy rok temu przyjechał do Anglii dosłownie na trzy grudniowe dni, by załatwić trochę formalności w pobliżu Yule. A potem umysł podsunął usłużnie wspomnienie kolorowej choinki na Pokątnej.
Ciekawe czy w tym roku też znajdą dość odwagi, aby ją wystawić – i czy śmierciożercy postanowią się jej pozbyć.
– Jakieś specjalne życzenia? – spytał, zanim podszedł do kontuaru, aby poprosić o kufel grzanego wina dla siebie, a dla niej to, czego sobie zażyczyła. Wrócił do stolika po chwili, bardzo ostrożnie siadając na krześle, jakby się bał, że to się pod nim zawali, a potem upił niewielki łyk. Sparzył mu wargi i język, i dopiero po paru sekundach poczuł smak. – Przesadzili z cynamonem – ocenił.
Róża Pustyni
Wszystkie przyzwoite przepowiednie są do rymu.
wiek
32
sława
II
krew
półkrwi
genetyka
jasnowidz
zawód
uzdrowicielka w grupie archeologicznej, wróżbitka
Ginevra rzuca się w oczy. To szczupła i dość wysoka kobieta, sięgająca 177 cm. Ma owalną twarz, opaloną skórę i jasnobrązowe oczy; włosy długie do pasa, ciemnobrązowe, proste i grube. Ubiera się raczej schludnie niż byle jak. Jej usta często zdobi psotliwy uśmieszek. Mówi z akcentem, słychać, że nie jest z Anglii. Otacza ją mgiełka orientalnych perfum - klasycznej egipskiej mieszanki cytrusów, jaśminu i słodkiego ananasa.

Guinevere McGonagall
#2
13.12.2025, 00:45  ✶  

Jej żołądek dopiero miał zaprotestować przeciwko takiemu traktowaniu: to znaczy się tylu teleportacji w jeden dzień,  ale nie teraz. Leki pomagały, bogowie jaka była szczęśliwa, że je dzisiaj zażyła, bo raczej nie byłaby w stanie spokojnie posiedzieć sobie z Cathalem w Dziurawym Kotle. Zauważyła zresztą, że Shafiq był niezwykle taktowny kiedy chciał, to znaczy nigdy nie komentował jej przypadłości i teraz też, po raz kolejny, po prostu milczał i pozwalał jej dojść do siebie. Było to bardzo kontrastujące z tym, jak zachowywał się na co dzień (albo raczej: za kogo uchodził, nie przejmując się zanadto tym, że daleko mu do wizji o angielskim dżentelmenie), co uderzało Ginny myślą, że kiedy w jakiś sposób mu zależało, to potrafił nie być chamem, jak to sam o sobie mówił.

To nie była jej pierwsza wizyta w Dziurawym Kotle. Była tu już kiedyś, lata temu, kiedy wymknęła się poczuć klimat angielskich świąt podczas Yule – późnym wieczorem. Trafiła wtedy do pubu i pamiętała, że szeroko komentowano wtedy poczynania któregoś z Ministrów Magii, chyba tego mugolskiego pochodzenia… Uśmiechnęła się na tę myśl, gdy weszli do środka i McGonagall zajęła jeden ze stolików. Tak się składało, że na tym polu byli bardzo zgodni, lubując się w próbowaniu nowych rzeczy i smaków. I nie, nie znała czegoś takiego jak grzaniec (ogólnie mało się znała na alkoholach).

– Coś dobrego – puściła mu przy tym oko i ściągnęła swój płaszcz, którym była opatulona do tej pory i przewiesiła go przez oparcie krzesła. Rozejrzała się z ciekawością po pubie, próbując obecny wystrój odwołać jakoś do tego, jak wnętrze zapadło jej w pamięci sprzed lat. Miała najwyraźniej pewne szczęście na zawitanie tutaj podczas ważnych dla czarodziejów świąt, to i nie było tu przesadnych tłumów. Cathal przyniósł jej więc również grzańca, ale jakąś drugą wersję – też korzenną, ale trochę inną od tej, którą sam właśnie próbował. Nie uszło jej zresztą uwadze, z jaką ostrożnością siadał na krześle… – Nie martw się, nie unurzałam go pod twoją nieobecność w żadnej truciźnie i nie poluzowałam go tak, żeby miało się rozpaść jak tylko siądziesz – rzuciła z właściwą sobie zaczepką i przysunęła do siebie swój kufel, nachylając się nad nim, by móc poczuć zapach. Owinęła dłonie wokół niego, pozwalając by ciepło je ogrzało po tym, jak właściwie ostatni dłuższy czas spędzili na zewnątrz. – Jakoś wcześniej nie myślałam o alkoholu na ciepło – stwierdziła po prostu i lekko podmuchała jego powierzchnię, nie wiedząc zupełnie czego się spodziewać, nim wzięła łyka i przymrużyła oczy, szukając odpowiednich słów, by opisać to, co poczuła. Słodycz, ale przebitą jakąś taką wytrawną, głęboką nutą, nieco kwaskowości, ale rozbitej czymś…. Czymś. Znała ten smak. – Hmm – mruknęła i wzięla zaraz drugiego łyka. – Wziąłeś nam to samo? Czy co innego? – zapytała jeszcze. – Bo ja czuję bardziej kardamon niż cynamon.

Syn czarnoksiężnika
wiek
35
sława
IV
krew
czysta
genetyka
dziedzic Slytherina
zawód
Archeolog
Cathal wdał się w dużej mierze w matkę z Gauntów: po niej ma dość jasne włosy i jasne oczy. Mężczyzna bardzo wysoki, około 192 cm wzrostu, któremu wyraźnie nie był w życiu obcy wysiłek fizyczny. Gdzieś pomiędzy trzydziestką a czterdziestką.

Cathal Shafiq
#3
14.12.2025, 19:30  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 14.12.2025, 19:32 przez Cathal Shafiq.)  
Cathal nie był może miły, ale nie bywał też bez powodu okrutny – nie dla ludzi, których lubił albo w jakiś sposób szanował. Bywał gburowaty z natury, a czasem brak manier czy niegrzeczność okazywał celowo, w sposób wręcz wykalkulowany, nie miał jednak charakteru dręczyciela, nawet jeżeli wielu jego kuzynów ze Slytherinu takie miewało czy w szkole, i czy i po niej.
Może dlatego, że pod wieloma względami sam był dziwakiem. Pochłoniętym swoimi zainteresowaniami, czasem nadmiernie się zamyślającym, pamiętającym każdy szczegół i jako nastolatek zbyt często odruchowo mówiącym w innych językach niż angielski.
– Wierzę, że gdybyś postanowiła mnie zamordować, postarałabyś się przynajmniej o brak świadków. Ewentualnie dogadałabyś się z Nell w momencie, w którym bardzo bym ją wkurzył – odparł z kamienną twarzą, kiedy skomentowała stan krzesła. To wprawdzie zatrzeszczało lekko, ale w Dziurawym Kotle znosiło już pewnie różne rzeczy, w tym i wizyty półolbrzymów, więc Cathal uznał, że chyba jednak nie grozi mu wylądowanie tyłkiem na podłodze. – Nie? – uniósł brwi lekko, a potem uśmiechnął się kpiąco. – W takim razie, Ginewro, czeka cię niepowtarzalna kulinarna podróż, bo tej jesieni trzeba zabrać cię na grzane wino w Hogsmeade, zimą na jarmarku świątynnym na pewno znajdziemy grzany miód, a gdzieś w międzyczasie przyjdzie czas na poncz i grog – wyliczył. W Egipcie rzecz jasna takie rzeczy nie były zbyt modne, a dopiero teraz dotarło do niego, że raczej nie podsuwano ich nastolatce, nawet jeżeli przyjeżdżała tutaj na Yule.
– Proszę, powiedz chociaż, że próbowałaś już gorącej czekolady? – dodał jeszcze. Wprawdzie sam akurat za gorącą czekoladą nie szalał, bo zawsze zdawała się mu zbyt słodka, ale tak jak Nell uwielbiała ten napój, podejrzewał, że spodobałby się też i Ginny. – Poprosiłem o dwa grzańce. Barmanka wspominała coś o tym, że dopiero testują różne receptury. Może wsypują przyprawy na ślepo – stwierdził, wzruszając lekko potężnymi ramionami. Nie narzekał jednak, bo grzaniec nie był tak zły, a przede wszystkim ogrzewał, na zewnątrz zaś zrobiło się paskudnie. Po pobycie w Egipcie pierwsza jesień i zima zapowiadały się ciężko.
Róża Pustyni
Wszystkie przyzwoite przepowiednie są do rymu.
wiek
32
sława
II
krew
półkrwi
genetyka
jasnowidz
zawód
uzdrowicielka w grupie archeologicznej, wróżbitka
Ginevra rzuca się w oczy. To szczupła i dość wysoka kobieta, sięgająca 177 cm. Ma owalną twarz, opaloną skórę i jasnobrązowe oczy; włosy długie do pasa, ciemnobrązowe, proste i grube. Ubiera się raczej schludnie niż byle jak. Jej usta często zdobi psotliwy uśmieszek. Mówi z akcentem, słychać, że nie jest z Anglii. Otacza ją mgiełka orientalnych perfum - klasycznej egipskiej mieszanki cytrusów, jaśminu i słodkiego ananasa.

Guinevere McGonagall
#4
16.12.2025, 01:10  ✶  

Jej to nawet pasowało – to, że nie był miły na siłę, to że czasami wręcz celowo pokazywał, że nie miał manier. Ginny doskonale pamiętała jak z Jamilem załamywała ręce jeszcze w szkole nad sztucznością angielskiej socjety, myśląc sobie wtedy, że chyba wszyscy Anglicy to są tak-cholernie-nudni. Cathal bardzo się z tego obrazka wyrywał i prawdę mówiąc jej się to podobało: to, że znajdował w tym wszystkim balans i nie był przy tym taki… taki… przewidywalnie wygładzony. Nawet jeśli przy tym uważał siebie za oderwanego od rzeczywistości dziwaka.

– Przede wszystkim skorzystałabym z jakiejś bardzo nieoczywistej metody, żeby cię zaskoczyć. A o tym krześle i truciźnie już rozmawialiśmy, więc odpada – machnęła dłonią, jakby odganiała się od irytującej muchy, a na koniec uśmiechnęła się niewinnie. I może i by ten obraz niewinności przeszedł gdyby nie to, że łatwo było sobie teraz wyobrazić chochlika siedzącego jej na ramieniu i szepczącego do ucha. Było to wszystko jednak dla zabawy, bo Gin Cathala by nie skrzywdziła; nikogo by nie skrzywdziła tak o – chyba, że w obronie koniecznej, bo i to się zdarzało… – Nie – powtórzyła, niezrażona tonem mężczyzny. Zmrużyła za to oczy, skupiając się na tych wszystkich nazwach, które wymienił. Słyszała oczywiście o grzanym winie czy ponczu, ale nie znała się na tym zwyczajnie, chociaż już sobie wyobrażała to wszystko i podobała jej się wizja próbowania. – Co to jest grog? – spytała się za to, próbując zapamiętać te wszystkie nazwy. Nigdy specjalnie nie ciągnęło ją do alkoholu, w Egipcie kultura picia nie była zbyt rozwinięta, a gdy przyjeżdżała do Anglii, to tylko coś tam próbowała, ale nigdy dużo i niespecjalnie sama się do tego paliła. Teraz nadrabiała, ale nadal starała się nie przesadzać, bo też czuła, że jej granica nie jest przesadnie daleko. – Oczywiście, że próbowałam, za kogo ty mnie masz! – obruszyła się lekko, bo co to za insynuacje! Oczywiście, że jak usłyszała o płynnej czekoladzie do picia to musiała spróbować. – Najlepsza jest taka z lodami i bitą śmietaną – na bogato. Rozmarzyła się nawet i upiła kolejnego łyka grzańca, myśląc sobie, że taka gorąca czekolada idealnie pasuje do zimy. Do śniegu… Śnił jej się śnieg. Lepienie bałwana w kształcie niuchacza razem z dziadkiem – to zapewne po tym, jak znowu musiała łapać Brylancika, który uciekł ze swojego pokoju przerobionego na naturalne środowisko dla niuchaczy, i niemal zdemolował gablotę babci. Bałwan-niuchacz w tym śnie zaczął się ruszać i też próbował dostać w swoje ręce wszystkie możliwe skarby, musieli go więc z dziadkiem spacyfikować, a nie tak łatwo odwrócić śnieżnego, wielkiego niuchacza do góry nogami i połaskotać go po brzuszku. Tym bardziej, że gdy próbowali to zrobić, ten zaczął się rozpadać i krwawić, jakby był prawdziwą, żywą istotą, a nie tylko dopiero co ulepionym wytworem ich rąk i wyobraźni. A potem zaczął padać śnieg… jeszcze bardziej i przyklejał się do Ginny, do jej całej, nie mogła ruszać rękami, zalepił jej oczy, zatkał nos i usta, nie mogła więc krzyczeć, choć się dusiła. Wtedy obudziła się zlana potem – każdy sen ostatnio przeradzał się w koszmar. Może Cal miał rację, może to właśnie ta cholerna runa… Powinni się wynieść z tego domu do czasu, aż wymyślą, jak się jej pozbyć. Teraz jednak powróciła do grzańca, próbując wyrzucić z myśli to nieprzyjemne wrażenie, przez które jej głowa pogalopowała znowu, zupełnie nieproszona.

Ale taką czekoladę to by wypiła.

– Hmmm, może. Ten jest całkiem dobry – stwierdziła w końcu. – Cynamon też czuję, ale nie jest przesadzony. I hmm… Jest tu coś jeszcze, chyba coś owocowego? – ale to nie był chyba żaden cytrus, te doskonale wiedziała jak smakują i rozpoznałaby je przecież nawet w alkoholu. – Nie umiem stwierdzić – zmarszczyła znowu brwi. – Więc mówisz, że w tym roku zostanę testerem alkoholi? – zaśmiała się cicho, nawiązując do tego, co powiedział chwile temu, już zapomniała zresztą połowę tych nazw, które Cathal wymienił. – Chyba nie próbujesz mnie upić? – dodała i uśmiechnęła się zaczepnie.

Syn czarnoksiężnika
wiek
35
sława
IV
krew
czysta
genetyka
dziedzic Slytherina
zawód
Archeolog
Cathal wdał się w dużej mierze w matkę z Gauntów: po niej ma dość jasne włosy i jasne oczy. Mężczyzna bardzo wysoki, około 192 cm wzrostu, któremu wyraźnie nie był w życiu obcy wysiłek fizyczny. Gdzieś pomiędzy trzydziestką a czterdziestką.

Cathal Shafiq
#5
17.12.2025, 16:13  ✶  
Był czystokrwisty. I to nazwisko było właściwie jedynym, co łączyło go z socjetą, do której we własnym mniemaniu nigdy tak naprawdę nie należał. Stronił od przyjęć, a i na większość z nich go nie zapraszano, wzdrygał się na myśl o pracy w Ministerstwie, życie spędzał włócząc się od wykopalisk do wykopalisk, a jeżeli nie zrobił czegoś bardzo gwałtownego – na przykład głośno każąc wielu osobom iść w diabły – to głównie z obawy o takie rzeczy jak finansowania i biurokracja. Kochał podróże, swoją pracę i nie potrzebował niczego innego, a i w pewnym momencie, studiując księgi historyczne, dotarło do niego, że rody czystej krwi kiedyś upadną – i że zważywszy na to, jak łatwo zafałszować pewne rzeczy albo ukryć prawdziwe ojcostwo, czyste wcale nie były.
Nie lubił mugolaków, ale paradoksalnie nie lubił i socjety, a choć z jednej strony własne korzenie chyba napawały go jakąś dumą, to z drugiej wiedział, że jego czysta krew jest skażona. Klątwą i chorobami.
Nie było żadnej wielkości do przekazania dalej. Tylko jeszcze więcej skażenia.
– W takim razie będę spodziewać się niespodziewanego – odparł i uniósł swój kufel z grzańcem, jakby wznosił za to toast, za własną, niespodziewaną śmierć. Upił kolejny łyk, wciąż smakujący tak samo, i może dlatego mniej ekscytujący niż ten pierwszy. – Najbardziej marynarski alkohol. Zawiera rum, wodę, sok z cytrusów. Na ciepło dorzuca się do niego cukier, miód, goździki, czasem i herbatę. Powstał, by zapobiegać szkorbutowi… chociaż myślę, że i tak by go wymyślili. W Europie lubią walczyć z chłodem alkoholami na gorąco – wyjaśnił, a potem uśmiechnął się półgębkiem na jej oburzenie. Sam zanurzył się na moment w dawnym wspomnieniu, smaku czekolady i bitej śmietany, pewnego zimowego dnia, niedługo po ukończeniu Hogwartu.
To nie tak, że nie lubił słodyczy: za bardzo lubił nowości, by jakiś smak wykluczać. Ale też rzadko któreś naprawdę robiły na nim wielkie wrażenie.
Tamten smak jednak nie tylko utkwił mu w pamięci, ale zapuścił korzenie w duszy i nikt, nic, nie smakowało jak czekolada wypita w Irlandii, słodka tamtego dnia, we wspomnieniu zabarwionym goryczą.
– Zdaje mi się, że wrzucili tu pomarańcze i maliny – ocenił, ale i przy tych całych testach, po prawdzie, mogli dostać kufle o zupełnie innych proporcjach zawartości. – Nie mów, że nie jesteś nimi zainteresowana – stwierdził, bo McGonagall była jedną z tych osób, które zawsze zdawały się mu żądne życia. Jak Leta. Jak Nell. Jak on. Wbrew pozorom nawet jak Ulysses, który po prostu nie umiał za tymi pragnieniami podążyć.
Jesień. Przeklęta jesień, chyba nastawiała go sentymentalnie.
- W jakim celu miałbym cię upijać, Guinevere? – spytał, równie zaczepnie jak ona.
Róża Pustyni
Wszystkie przyzwoite przepowiednie są do rymu.
wiek
32
sława
II
krew
półkrwi
genetyka
jasnowidz
zawód
uzdrowicielka w grupie archeologicznej, wróżbitka
Ginevra rzuca się w oczy. To szczupła i dość wysoka kobieta, sięgająca 177 cm. Ma owalną twarz, opaloną skórę i jasnobrązowe oczy; włosy długie do pasa, ciemnobrązowe, proste i grube. Ubiera się raczej schludnie niż byle jak. Jej usta często zdobi psotliwy uśmieszek. Mówi z akcentem, słychać, że nie jest z Anglii. Otacza ją mgiełka orientalnych perfum - klasycznej egipskiej mieszanki cytrusów, jaśminu i słodkiego ananasa.

Guinevere McGonagall
#6
18.12.2025, 01:44  ✶  

Łatwo było zapomnieć, że Cathal nosi nazwisko czystokrwistej rodziny, choćby dlatego, że nie zachowywał się jak typowy ich przedstawiciel. Może też dlatego, że był znacznie bardziej świadomy, mając takie a nie inne wykształcenie i niezawodną pamięć, która była tak błogosławieństwem, jak i przekleństwem. Był jak ten wolny duch, który za nic nie chce zostać przykuty do jednego miejsca, żyjąc to tu, to tam… Nie było w tym nic złego. Guinevere jednak nie zapominała o jego nazwisku, być może dlatego, że miała do czynienia z jego dalszą rodziną w Egipcie. Dalszą i tak przesiąkniętą kulturą Egiptu i Afryki, że chyba sami zapomnieli, że McGonagall są określani jako półkrwi, albo mieli to gdzieś, bo nie będąc w Anglii nie miało to większego znaczenia. Ona sama uważała, że rody czystej krwi upadną i kiedyś nawet zrobiła Cathalowi na ten temat rant, tak z punktu widzenia historyka, jak i uzdrowiciela, którego specjalnością były wypadki przedmiotowe i uzdrowicielstwo ogólne, które zajmuje się też porodami i szeroko rozumianym położnictwem.

Bardzo nieelegancko przewróciła oczami, ale zawtórowała Calowi i też upiła łyka swojego grzańca.

– Zapobiegać szkorbutowi w jaki sposób? Nie leczy się go alkoholem, a samymi cytrusami – i no dobrze, dodawali do tego całego grogu sok z cytrusów, ale na bogów, przecież co innego jest wypić sok z cytryny, a co innego alkohol z nią wymieszany. Z drugiej strony… Lepiej przyjmować te cytrusy w takiej formie niż w żadnej, więc może to to miał blondyn na myśli… – Aha, czyli to takie dwa w jednym. Rozgrzać się bo cieple i przy tym urżnąć, bo kopie – zaśmiała się przy tym przy tej wizji i pokręciła głową. Europejczycy potrafili być naprawdę nakręceni na punkcie alkoholu, czego nie do końca rozumiała, bo mimo wszystko… to była trucizna. I często nawet niesmaczna, jeśli mówiło się o tych najmocniejszych alkoholach. Bo jakoś nie sądziła, że to, co teraz piją, miało być bardzo mocne.

– Maliny? – powtórzyła za nim i spojrzała krytycznie na swój kufel, nim go uniosła i napiła się znowu, tym razem skupiona by wyczuć ten tajemniczy smak, którego nie umiała nazwać. Smakowała go przez chwilę, aż w końcu wzruszyła ramionami, poddając się w tej zgadywance. – Bez sensu, kogo mam tu próbować oszukać. Oboje dobrze wiemy, że jestem – o tak, była żądna życia. Kochała życie. Wszelkie. Właśnie dlatego została uzdrowicielką: by umieć je chronić. Wiedziała kim zostanie na bardzo wczesnym etapie, już jak szła do szkoły i przez te wszystkie lata dążyła do tego, jakby wiedziała doskonale, że nie ma dla niej innej drogi w tym życiu. I jakimś cudem udało jej się połączyć tę miłość do życia z zainteresowaniami, tak z historią jak i wróżbiarstwem. Bardzo łatwo było rozpalić jej ciekawość, a Cathal zdawał się doskonale wiedzieć, w które struny uderzyć, by to się udało.

– Skąd mogę wiedzieć, co ci chodzi po głowie… – odparła, nie odrywając od niego spojrzenia.

Syn czarnoksiężnika
wiek
35
sława
IV
krew
czysta
genetyka
dziedzic Slytherina
zawód
Archeolog
Cathal wdał się w dużej mierze w matkę z Gauntów: po niej ma dość jasne włosy i jasne oczy. Mężczyzna bardzo wysoki, około 192 cm wzrostu, któremu wyraźnie nie był w życiu obcy wysiłek fizyczny. Gdzieś pomiędzy trzydziestką a czterdziestką.

Cathal Shafiq
#7
19.12.2025, 14:49  ✶  
Cathal spodziewał się upadku rodów czystej krwi. Ale nie sądził, aby nastało to teraz: prędzej po jego śmierci lub gdy będzie starym mężczyznom. I nie poświęcał temu uwagi, bo nie miał w sobie potrzeby walki o równouprawnienie, a że w swoich podróżach zajmował się historią i archeologią, czyli tym, co zwykle robili Shafiqowie, nie wywoływał skandali. Pewnie rodzina wolałaby wypchnąć go na ołtarz, ale wywodził się z bocznej, już teraz wymierającej linii, dużo czasu spędzał poza krajem i nie zrobił niczego bardzo kontrowersyjnego, więc… na razie dawano mu spokój.
A gdyby nie?
Mógł zawsze zniknąć w jakichś ruinach na drugim końcu świata, i nawet jeśli nie do końca odpowiadałoby to jego ambicjom, zaakceptował by taki los. Jego wiedza o runach i umiejętności lingwistyczne wystarczały, aby znalazł pracę.
– Nie pytaj mnie, co mieli w głowach. Może chodziło o to, że kiedy ktoś kazał marynarzom jeść cytryny, ukradkiem je wyrzucali, a do alkoholu zawsze byli chętni? – powiedział, bo jako żywo, sam akurat wielbicielem grogu nie był, a historyjka utknęła mu w głowie bo… wszystko w tejże głowie utykało. – Marynarze i żołnierze ponoć szczególnie lubili mocne trunki. Może mieli więcej rzeczy, o których chcieli zapomnieć.
Swoje robiły pewnie klimat, kultura, religia, ale właśnie i historia oraz takie uwarunkowania, jak duże ilości traum wojennych. Cathal jednak akurat tego aspektu historii nigdy szczególnie nie roztrząsał, zwłaszcza przy analizach porównawczych z innymi kontynentami. Alkohol, narkotyki… opium dla ludu…
– Mógłbym udawać, że ci wierzę, że nie jesteś zainteresowana, jeśli to miałoby ci poprawić humor – zakpił odrobinę, zanim uniósł kufel, by dopić swojego grzańca.
Mabon.
Można było od biedy uznać to tutaj za jego formę świętowania, biorąc pod uwagę, że zdecydowanie nie było nikogo, z kim miałby ochotę usiąść do rodzinnej kolacji. Nawet gdyby matka żyła, pewnie wolałby nie spędzać z nią czasu.
– Nie wiesz? – zdziwił się, unosząc jasne brwi. – Mnie przecież zawsze chodzą po głowie same złe rzeczy. Ewentualnie runy i mumie, ale je też można zaliczyć do złych rzeczy – stwierdził, znów uśmiechając się trochę ironicznie. – Chyba pora się zbierać, inaczej nie zdążysz na kolację.
Róża Pustyni
Wszystkie przyzwoite przepowiednie są do rymu.
wiek
32
sława
II
krew
półkrwi
genetyka
jasnowidz
zawód
uzdrowicielka w grupie archeologicznej, wróżbitka
Ginevra rzuca się w oczy. To szczupła i dość wysoka kobieta, sięgająca 177 cm. Ma owalną twarz, opaloną skórę i jasnobrązowe oczy; włosy długie do pasa, ciemnobrązowe, proste i grube. Ubiera się raczej schludnie niż byle jak. Jej usta często zdobi psotliwy uśmieszek. Mówi z akcentem, słychać, że nie jest z Anglii. Otacza ją mgiełka orientalnych perfum - klasycznej egipskiej mieszanki cytrusów, jaśminu i słodkiego ananasa.

Guinevere McGonagall
#8
19.12.2025, 23:01  ✶  

Również nie przewidywała, by to miało nastąpić teraz, było to jednak równie nieuchronne jak to, że po nocy wstaje dzień, a po mroźnej zimie – gorące lato. Był to naturalny porządek świata, który dążył do równowagi, do entropii. Wszystko, co może się rozpaść – rozpadnie się. Cywilizacje upadały i przysypywał je piach, grzaniec w kuflu stawał się coraz chłodniejszy, oddając swoje ciepło rękom Ginny, czy Cathala, a także wysyłając je do otoczenia. I to samo miało stać się z rodami czystej krwi, choć w ujęciu nieco bardziej filozoficznym. Mugolaków też to dotyczyło. Ostatecznie to rodzin półkrwi było najwięcej i nie bez powodu. McGonagall nie musiała z tym walczyć, bo równowaga prędzej czy później nastanie i tylko ignoranci tego nie dostrzegali.

– Jakby mi ktoś kazał zjeść cytrynę… – już miała powiedzieć, że też by ją wyrzuciła i to wcale nie ukradkiem, ale wtedy zamilkła, bo była to straszna nieprawda. Gdyby ktoś kazał jej zjeść cytrynę, to istniało wielkie prawdopodobieństwo, że faktycznie by ją zjadła, by coś udowodnić sobie, tej osobie i ogólnie całemu światu. Lubiła cytryny, ale niekoniecznie bezpośrednio jeść. – Nie, nieważne. I tak bym taką pewnie zjadła – nastąpiła ta chwila refleksji, po której Nefret po prostu pokręciła z niedowierzaniem głową, głównie z niedowierzaniem na samą siebie.

– Nie ma potrzeby, ale doceniam gest – odparowała niezrażona, bo wcale nie psuło jej to humoru! Ale to był już standardowy punkt programu, w którym sobie docinali, a Ginewra zaczęła dość bezwiednie nawijać sobie kosmyk długich, ciemnobrązowych włosów na palec.

– Najwyraźniej lubię złe rzeczy. O nie,  i co ja biedna teraz zrobię – upiła kolejne łyki grzańca i westchnęła teatralnie, po czym uśmiechnęła się do Cala zaczepnie. – Jesteś pewien, że nie chcesz do nas dołączyć? – znając jego to był pewien, ale i tak zapytała, choćby dlatego, że mógł zmienić zdanie. Był mile widziany w jej domu, a to i tak nie miała być jakaś huczna kolacja dla wielkiej rodziny – wręcz przeciwnie.

Syn czarnoksiężnika
wiek
35
sława
IV
krew
czysta
genetyka
dziedzic Slytherina
zawód
Archeolog
Cathal wdał się w dużej mierze w matkę z Gauntów: po niej ma dość jasne włosy i jasne oczy. Mężczyzna bardzo wysoki, około 192 cm wzrostu, któremu wyraźnie nie był w życiu obcy wysiłek fizyczny. Gdzieś pomiędzy trzydziestką a czterdziestką.

Cathal Shafiq
#9
21.12.2025, 20:47  ✶  
– Zjadłem cytrynę raz. Chyba nie chcę powtarzać tego doświadczenia.
Właściwie pół cytryny. Z ciekawości. By poczuć smak. Pamiętał go do tej pory – oczywiście – i nie było to doświadczenie, do którego miałby ochotę wracać. Cytryna dobrze sprawdzała się jako dodatek do potraw i deserów, ale doskonale rozumiał marynarzy, którzy mogli nie mieć specjalnej ochoty przeżuwać tego egzotycznego owocu w innej formie niż alkohol. Zresztą, może chodziło i o to, że ten się wolniej psuł niż same owoce?
– Kłamiesz, ale ci wybaczę – parsknął krótko na słowa o docenianiu gestu. Poczekał aż i ona dopiła zawartość swojego kufla, zanim podniósł się z krzesła. – Zostaniesz prędzej czy później zdeprawowana przez zadawanie się ze złym czarnoksiężnikiem, a ludzie będą mówić, że kiedyś to była taka miła dziewczyna… – zakpił lekko, kiedy ruszyli, by zapłacić parę knutów za możliwość skorzystania z kominka. – Doceniam zaproszenie – stwierdził, poważniej niż wcześniej, kiedy ona doceniała ofertę udawania, że uwierzy, że nie jest zainteresowana. – Ale raczej nie jestem człowiekiem, który wypada najlepiej na rodzinnych obiadkach.
Nie był kolegą, na widok którego rodzice się cieszyli, gdy przyprowadzał go przyjaciel, ani chłopcem, którego ktoś chciałby widzieć u boku córki. I po prawdzie mu to nie przeszkadzało, bo od dawna nie pragnął i nie szukał ciepła rodzinnego ogniska.
Sięgnął po garść proszku Fiuu i cisnął go w ogień, by ten zmienił barwę na fiolet.

Koniec sesji
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości
Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Cathal Shafiq (1651), Guinevere McGonagall (1920)




  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Przydatne linki
Kolejeczka
Tryb normalny
Tryb drzewa