27.10.2025, 09:27 ✶
11/12 września 1972
Noc
Noc
11 września ciągle miała wrażenie, że ktoś za nią chodzi. Gdy przemierzała popalone ulice Londynu, które starano się odbudować, ciągle miała wrażenie, że czuje na plecach czyjś wzrok. Lecz gdy odwracała się, gotowa unieść pięść i przypierdolić zboczeńcowi, który gapił się na jej tyłek: za nią nie było nikogo. Przeszła na Nokturn, chcąc odwiedzić Oczko, ale to nie pomogło. Tam, odkąd związała swoje losy z Madame Fontaine, czuła się bezpieczna, lecz teraz... Teraz miała wrażenie, że ktoś ją śledzi. Nie miała pojęcia, kto to mógł być - czy to były głupie żarty, czy może Fontaine ją sprawdzała? A może to ktoś z jej wrogów ją obserwował? Nie wiedziała, nie chciała wiedzieć. Chciała tylko, by to idiotyczne uczucie zniknęło, tak jak osoba, która obłapiała ją wzrokiem. Zrezygnowała więc z wizyty w Czarcim Oku, i tak miała mieć dzisiaj wolne. Zamiast do pubu udała się po prostu do domu koleżanki. Tam miała ciepły kąt, osobne pomieszczenie i mogła się przekimać. Nie mogła tam zostać co prawda na długo, ale na ten moment wystarczało. Miała swoje klucze, jej koleżanki jeszcze nie było - wzięła szybki prysznic, przebrała się w pożyczoną piżamę i zakopała pod kocami. Była zmęczona tym wszystkim, a przede wszystkim była zmęczona brakiem dachu nad głową. Sen dość szybko ją zmorzył, a ona usunęła się w marzenia - a przynajmniej tak jej się wydawało.
Scena 1
Gdy się obudziła, czuła strach. Paniczny strach, który sprawił, że nie mogła się ruszyć. Słyszała ciężkie kroki, które zdecydowanie nie należały do jej koleżanki, chudej jak patyk, trochę dziwnej ale miłej. Krok miała miękki i sprężysty, a na pewno nie posuwała nogami tak, jak to co teraz słyszała. Chciała sięgnąć po różdżkę, lecz jej ciało odmówiło posłuszeństwa. Drzwi, które przecież zamknęła na sto procent, uchyliły się, a w szparze w drzwiach błysnął nóż. Jaśniał jak stado świetlików, oświetlając dziwną twarz. Półłysa glaca, szeroki rozstaw oczu, szerokie usta... Chciała krzyczeć, ale nie mogła. Widziała tylko, jak on się zbliża, unosząc narzędzie. Czy to miał być jej koniec? Miała umrzeć tak młodo w nie swoim łóżku? Charlotte sparaliżował strach, co się do tej pory nie zdarzało. Chciała uciekać, chciała się szarpnąć, wezwać pomocy. Ale nie mogła, leżała jakby ktoś rzucił na nią zaklęcie, jedyne co mogła robić to patrzeć na mężczyznę, który z dziwnym uśmiechem nachylał się właśnie nad jej bezwładną postacią, unosząc ostrze.
Scenariusz Sumy Przypadków: klik