• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Greater London Ulica Śmiertelnego Nokturnu v
1 2 3 4 Dalej »
[24.09.1972r.] Jak przyszły teść z zięciem poszli do baru || Richard & Baldwin

[24.09.1972r.] Jak przyszły teść z zięciem poszli do baru || Richard & Baldwin
Porządny Ochroniarz
Nigdy nie wiesz, kiedy śmierć zapuka do twych drzwi.
wiek
45
sława
III
krew
czysta
genetyka
—
zawód
Handlarz Świecami i Kadzidłami
183cm wzrostu. Brązowe oczy i włosy, u których można dostrzec siwe kosmyki. Często widnieje u niego zarost. Ogolony gładko jest tylko wtedy, kiedy brat każe mu się "ogarnąć". Ubiera się zawsze odpowiednio do sytuacji.

Richard Mulciber
#1
04.01.2026, 17:37  ✶  
24 września 1972 r.
Necronomicon / Bar w Nocturnie

Minęły dwa dni po rodzinnej kolacji w Rezydencji Mulciber. Zaraz po niej, mógł dnia następnego wrócić do Norwegii. Postanowił zostać jeszcze te kilka dni, aby w miarę możliwości, załatwić dodatkowe kilka spraw. O czym też wspomniał rodzinie, gdy padło pytanie o jego obecność w Anglii. Nie było już tajemnicą, że planował wrócić na norweskie ziemie, choć dom swój miał także w Anglii. Tutaj jednak nic go już nie trzymało. Została jedynie Scarlett, która wracać nie chciała. Jedna ze spraw, była z nią związana. Musiał porozmawiać w końcu z Baldwinem.

Dzisiejszego popołudnia, postanowił zajrzeć do Necronomiconu. Nie bywał tam często. Jedynie ostatnio zdarzyło mu się tylko z powodu śmierci brata. Po ostatnich listach od Lorraine, mógł być tutaj także niezbyt mile widziany. Przypuszczał, ale może błędnie. Zerwanie umowy biznesowej było tak zaskakujące, że nie mógł tej sprawy tak po prostu zostawić. Rozmawiał z Charlesem, co nieco powiedziała o mu o zajściu Scarlett, musiał też poznać wersję Baldwina. Nie mogło to czekać.

Nie zapowiedział swojej wizyty. Odziany w czarny płaszcz, teleportował się na ulice Śmiertelnego Nocturnu, kierując prosto pod drzwi Necronomiconu. Zjawił się w takich godzinach, że powinni jeszcze pracować. Otworzył drzwi i przekroczył próg wchodząc do środka. Nie potykając się, gdyż może magiczny próg tego miejsca, miał litość dla panów w jego wieku.

- Dzień dobry.
Zakomunikował swoje przybycie, jeżeli ktoś tutaj był i zwrócił uwagę na jego obecność.
- Szukam Baldwina Malfoya. Chciałbym z nim porozmawiać.
Przedstawił powód swojej wizyty. Zaznaczając tym samym, że przyszedł bardziej w osobistej sprawie do konkretnej osoby. Choć mógł prosić o rozmowę z Lorraine, uznał, że to może poczekać. Nawet nie mógł być pewnym, czy była by na miejscu. A może też nie chcieć z nim rozmawiać. Z Baldwinem był co prawda priorytet, jako że spotyka się z jego córką i kto wie, czy mieszkają razem. Tak szybko Scarlett przestała wracać do kamienicy, jeszcze przed atakami śmierciożerców.


@Baldwin Malfoy


Przewaga: Znajomość półświatka I
The Nocturn's Delight
When I grow up,
I wanna be a heretic.
wiek
20
sława
III
krew
czysta
genetyka
—
zawód
malarz i aktor
Normalnie skóra zdjęta z ojca! 177 cm wzrostu, waży koło 70 kg. Szczupły młodzieniec, chodzi wyprostowany emanując pewnością siebie. Ma wyjątkowo jasne włosy, które od razu zdradzają jego pochodzenie od Malfoyów. Oczy jasne w szarym odcieniu. Można odnieść wrażenie, że jest wiecznie z czegoś niezadowolony, ale wrażenie to umyka, gdy otwiera usta - charyzmatyczny chłopiec z łagodnym, może nieco chrapliwym głosem.

Baldwin Malfoy
#2
05.01.2026, 00:47  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 05.01.2026, 00:47 przez Baldwin Malfoy.)  
Ponoć każde miejsce ma swój własny zapach - niewyczuwalny dla jego mieszkańców, ostry dla przyjezdnych. W Necronomionie pachniało śmiercią; zaklętą w formalinie i mdłych kwiatach, owiniętą w całun. Pachniało też dymem ze świec, woskiem i… farbą malarską. Próg rzeczywiście bywał łaskawy dla ludzi w pewnym wieku, choć czynił to szalenie wybiórczo, zupełnie jakby cały budynek czerpał radość z lecących na złamanie karku (albo chociaż wybicie paru zębów) odwiedzających zakład pogrzebowy. W ogóle było to miejsce niezwykłe ten Necronomicon - pokaźną część sali wejściowej zajmował masyny kontuar. Za nim wisiała wypchana biała synogarlica, spoglądająca na interesantów ze ściany naprzeciw wejścia. Jedyny jasny punkt pomieszczenia, którego sklepienie zaklęto w pochmurne nocne niebo.
Ale dziś jeszcze jedna rzecz była tu biała. A raczej dwie - długie włosy i siwa broda współwłaściciela przybytku - Alhazreda Malika, który na prośbę malującego w pokoju obok Baldwina - zajmował wygodne krzesło przy wypolerowanej ladzie. Na wszelki wielki, co by ktoś się w zakładzie pojawił.
No i o dziwo - szok niezwykły, przybył jakiś interesant. Nekromanta westchnął i skinął głową. Dobry dobry. Dla kogo dobry tego dobry. Dla niego nie był na przykład, bo odkrył, że Lorraine zebrała wszystkie jego ususzone skorupki pancerników amazońskich i kazała je wyrzucić. Takie dorodne okazy!
- Szukam Baldwina Malfoya.
- Baldwina?- Stary pogładził swoją długą białą brodę jakby musiał się moment zastanowić o jakiego konkretnei Baldwina nieznajomemu chodzi. Wszakże znał ich przynajmniej z pięciu. Malfoy'ów jeszcze więcej.- Ach tak tak Baldwin. Był gdzieś tutaj, był. Ale zaraz będzie, trzeba się wstrzymać na cierpliwość. Oj tak, ta cierpliwość to jednak cnota boska.
Czarodziej uderzył otwartą dłonią w dzwoneczek ustawiony na ladzie. Raz, drugi i trzeci ot dla własnej przyjemności.

I rzeczywiście Baldwina z pokoju wywołał.
- No idę przecież. Co, trup ucieka?- Usłyszeli najpierw głos Malfoy’a, a moment później i pojawił się i sam młodziak. Ubrany w sprane czarne spodnie i koszulę, która może kiedyś była biała ale teraz miała na sobie karmazynowe plamy. Podobnie i dłonie Baldwina pokrywały czerwono-białe kropki, trochę jakby mu przerwali malowanie makowej łąki. Zamarł w miejscu widząc Richarda.
-  Scarlett jeszcze nie ma. Ostatnio jej babka ją trzyma do późna...- Zaczął tłumaczyć, święcie przekonany, że to Mulciberówny Rick poszukuje, ale Alhazred mu przerwał.
- Nie, on do ciebie. Porozmawiać.- Powiedział tylko na nowo wracając do czytania opasłego tomiszcza, które po przyjrzeniu się… okazało się jakąś średniowieczną książką kucharską. Pytania “skąd ty to masz” i “po cholerę ci to, wezmę kolację z Rejwachu” Baldwin zostawił sobie na później. Zwłaszcza, że zdjęcia* w książce przedstawiały jakąś dużą rybę na ozdobnym talerzu z nieodciętą nawet głową (oczami wyobraźni widział już zapłakaną Fridę, która odmawia jedzenia kolacji, bo ta “się na nią patrzy”) na pierzynce z czegoś zielonego (zielonego też ghoulka nie jadła, bo było fuu). W dodatku rybę ukoronowano jakimiś skorupiakami, a ułożone obok krewetki oddawały jej hołd (co to za kult jakiegoś dorsza czy innego sandacza???). Nie pytał. Czuł, że odpowiedź byłaby cholernie długa i nawiązywałaby do jakiejś wymarłej społeczności Azteków liczącej trzy osoby.
Odchrząknął. Porozmawiać. Pewnie, mogli rozmawiać…
- Ale nie tutaj.- Dokończył swoją myśl na głos. Lorraine wyszła jakiś czas temu z Fridą oświadczając, że “zaraz wrócą”. Zaraz mogło trwać godzinę, ale mogło trwać piętnaście minut. Do tych się niebezpiecznie zbliżali, a jeśli czegoś Baldwin nie lubił - to pokazywanie swojej sześcioletniej ghoulki ludziom, którym za cholerę nie ufał. A pan Mulciber z pewnością do takich należał. - Znam dobry bar zaraz obok. Tam możemy porozmawiać.
Narzucił na ramiona szatę, porzuconą gdzieś za ladą, nieszczególnie przejmując się plamami od farby na koszuli i palcach.

Sam Baldwin nie miał szczęścia z progiem, który chyba wyczuł ofiarę, bo z małego stopnia zmienił się w wysoki krawężnik. Malfoy potknął się i… poleciał jak długi. Wyrżnął o kamienne drogę z takim hukiem, że aż nokturnowe szczury buszujące w rynsztoku uciekły z piskiem. No i tyle było z dobrego drugiego wrażenia. Przeklinając na wszystkich świętych pod nosem i grożąc, że “to cholerstwo zrówna z ziemią” chłopak podniósł się na nogi. Otrzepał lekko. Ale swojego wypadku nawet nie skomentował czymś więcej jak tylko westchnieniem. Widać, że nie pierwszy nie ostatni raz.

Obiecany bar rzeczywiście nie był daleko. Parę budynków dalej. Stara kamienica mieściła na parterze niewielki, drewniany lokal o czułej nazwie “Pod zdechłym goblinem”.
- Ponoć pierwszym właścicielem był tu pewien stary goblin. Przegrał lokal w karty z czarodziejem i nie chciał go oddać. Typ się tak rozsierdził, że go wyrzucił przez okno, a jego łeb przybił nad drzwiami.- Wytłumaczył grzecznie niczym rasowy przewodnik turystyczny, wskazując gestem głowy wybitą szybę w oknie na drugim piętrze.- Parę lat temu Ministerstwo kazało zdjąć łeb. Więc się ostała tylko nazwa.
Pchnął drewniane, nieco wciąż jeszcze osmolone po pożarach drzwi, wprowadzając Mulcibera do środka. Wnętrze lokalu było ciasne, można by rzec, że “przytulne” jeśli za przytulne można uznać upchnięcie tylu stolików ile się tylko da. Wszystko tu pachniało ogniem i popiołem, jakby właściciele nieszczególnie przejmowali się sprzątaniem po 8. września. Za ladą ciągnął się rząd butelek niekoniecznie spotykanych w legalnym obrocie: pękate, poskręcane, zakurzone, wszystkie na wyciągnięcie ręki gburowatego barmana bez jednego oka i ręki. W powietrzu unosił się zapach alkoholu i przypraw. Nie było zbyt wielu klientów. Takie miejsca żyją nocą.
- Tu będzie dobrze.- Zrzucił szatę wierzchnią na oparcie jednego z krzeseł przy stoliku w kącie. Odpowiednio daleko, żeby im nikt nie przeszkadzał. Skinął do barmana, który zerknął w ich stronę. Uniósł dwa palce, ale co zamówił to cholera wie. Sam zasiadł przy stole, splatając palce na odrapanym, poobijanym blacie.- O czym mieliśmy rozmawiać?



*Dzięki Dusia za inspo foto
Porządny Ochroniarz
Nigdy nie wiesz, kiedy śmierć zapuka do twych drzwi.
wiek
45
sława
III
krew
czysta
genetyka
—
zawód
Handlarz Świecami i Kadzidłami
183cm wzrostu. Brązowe oczy i włosy, u których można dostrzec siwe kosmyki. Często widnieje u niego zarost. Ogolony gładko jest tylko wtedy, kiedy brat każe mu się "ogarnąć". Ubiera się zawsze odpowiednio do sytuacji.

Richard Mulciber
#3
06.01.2026, 13:51  ✶  

Pachniało tu śmiercią, co Richardowi wcale nie przeszkadzało. On sam w połowie, w środku był martwy. Tak przynajmniej czuł się po śmierci brata. Przychodząc tutaj, przywoływał wspomnienia niechętnie zostawiając brata na przygotowania pogrzebowe. Nawet nie chciał obrazu z jego wizerunkiem. Czy postąpił słusznie? Odkąd dostał od kuzyna obraz z ojcem, zaczynał się nad tym zastanawiać. Lecz, czy mu to potrzebne?

Siedzący za ladą mężczyzna, zdawał się chyba nie rejestrować odpowiednio pytania, jakie zadał mu Richard. Nie mógł się pomylić co do tego, że młody Malfoy tutaj pracował. Zmarszczył brwi, uważniej przyglądając się mężczyźnie. Był cierpliwy na tyle ile sam potrafił. Czekając więc, rozejrzał się po znajomych ścianach, prezentowanych trumnach, może nowych ozdobach przygotowanych do prezentacji miejsca i usług. W końcu Baldwin pojawił się w głównym pomieszczeniu. Nie bawił Richarda żart jaki został rzucony podczas blondyna odnośnie trupa. Mulciber zlustrował chłopaka od góry do dołu, rozumiejąc, że najpewniej przeszkodził mu w pracy. Jednakże to była jedyna pora jaka mu pasowała na odbycie rozmowy z młodym Malfoyem, gdy jego córka była w pracy.

I też nie jej tutaj szukał. Uprzejmość tutejszego pracownika była na tyle godna pochwały, że Richard nie musiał od siebie mówić, że to z Baldwinem chciał porozmawiać.

- Przyszedłem z Tobą porozmawiać, Baldwinie.
Potwierdził jedynie, że faktycznie do niego przyszedł.
Chłopak zgodził się, zaznaczając jednak, że nie tutaj. Nie w miejscu pracy, co poniekąd zaskoczyło Richarda. Najpewniej Mulciber liczył na przejście gdzieś w osobne pomieszczenie, co widocznie nie było możliwe.
- W porządku.
Zgodził się, gdyż zależało mu na tej rozmowie, więc niech będzie gdziekolwiek.
Skoro niedaleko jest jakiś wspomniany przez Baldwina bar, Richard pozwolił mu pierwszemu wyjść i prowadzić. Jednak stało się coś niespodziewanego.
Był Baldwin, nie ma Baldwina. 

Młody Malfoy zamiast normalnie wyjść z Necronomiconu, po prostu wyjebał się na ziemi, przy przekraczaniu progu. Stojący za nim Richard uniósł brew ku górze, która patrząc na leżącą blondwłosą kłodę. I on ma być mężem mojej córki? – pomyślał swoje widząc to jak się zaraz zaczął zbierać. Richard jednak był spostrzegawczy i dostrzegł iż próg tego miejsca był zaczarowany z jakiegoś powodu. Gdyż wrócił na jego oczach do swojego przyziemnego poziomu. Ktoś nie spostrzegawczy, zapewne by pomyślał, że chłopak potyka się o swoje nogi, albo zahaczył o framugę drzwi.

Kiedy tylko Malfoy się pozbierał, a Richard nie skomentował na jego szczęście zachowania, sam opuścił zakład pogrzebowy, dając bezpieczny i ostrożny krok przez próg. Nie chciał doświadczyć tego samego co młody Malfoy.

Przemierzając ulicę, Richard miał dodatkową możliwość zaobserwowania strat i ocaleń po pożarach. Bar, do którego po chwili weszli posiadał ślady po pożarowe. Najwyraźniej ataki także dotarły do tego miejsca, albo sam ogień. Mimo tego, miejsce funkcjonowało w miarę swoich możliwości. Wysłuchał też krótkiej opowieści na temat tego miejsca, jak zmieniali się właściciele. Lecz nie pociągnął tematu, wykazując jakieś zainteresowanie. Po prostu przyjął tę wiedzę do swojej wiadomości.

Richard rozejrzał się po wnętrzu lokalu, kierując po chwili spojrzenie na wskazane przez Baldwina miejsce do ich rozmowy. Stolik w kącie. Ruszył więc za nim, zdejmując swój płaszcz i wieszając na oparcie krzesła. Na sobie zaś miał czarny cierpły golf i czarne spodnie. Baldwin złożył zamówienie za nich, więc nie będzie sobie tym głowy zawracać. Siadając na swoim krześle, wyjął papierośnicę. Tę, którą dostał lata temu w prezencie od brata.

- O Tobie, Scarlett i Charlesie.
Odpowiedział krótko, wyjmując papierosa wkładając go do ust, po czym zapalniczką go odpalił. Przy tym dał chwilę Malfoyowi na przygotowanie się psychicznie do tej rozmowy, jeżeli jej potrzebował.

Zaciągnął się dymem. Wyjął papierosa z ust i wypuścił dym  ustami gdzieś w bok. Nie przejmował się zapachem tego miejsca. A więcej dymu tutaj nie powinno zaszkodzić.

- Wiem o Twojej bójce z Charlesem i chciałbym poznać Twoją wersję wydarzeń.
Dodał, o co konkretniej mu w tym temacie chodziło. O ile chłopak pamiętał jeszcze fakty z tamtego dnia. W tym też momencie, włożył zapalniczkę do papierośnicy, zamknął ją i schował do kieszeni. Uwagę skupił na Baldwinie, uważnie go obserwując. Jakby prowadził przesłuchanie, bo przecież był swego czasu aurorem i pewne nawyki zawodowe w nim pozostały. Temat podjął na spokojnie. 


@Baldwin Malfoy
The Nocturn's Delight
When I grow up,
I wanna be a heretic.
wiek
20
sława
III
krew
czysta
genetyka
—
zawód
malarz i aktor
Normalnie skóra zdjęta z ojca! 177 cm wzrostu, waży koło 70 kg. Szczupły młodzieniec, chodzi wyprostowany emanując pewnością siebie. Ma wyjątkowo jasne włosy, które od razu zdradzają jego pochodzenie od Malfoyów. Oczy jasne w szarym odcieniu. Można odnieść wrażenie, że jest wiecznie z czegoś niezadowolony, ale wrażenie to umyka, gdy otwiera usta - charyzmatyczny chłopiec z łagodnym, może nieco chrapliwym głosem.

Baldwin Malfoy
#4
07.01.2026, 14:34  ✶  
Przez całą drogę do knajpy Baldwin wydawał się nieobecny.
Myślał o mijanych plakatach the Globe z najnowszą ramówką na październik. Chociaż Ekstaza Merlina miała swój powrót zapowiedziany na koniec września. Na szczęście nie musiał się nią przejmować. Główna rola przypadła Selwynowi i wcale nie zazdrościł mu ilości wygipasów jakie musiał na scenie uskuteczniać. A ta planowana scena samobiczowania… Próbowali go wcisnąć na scenografa, ale kiedy usłyszał o wielkiej przyjaźni z tym babskiem Avery, szybko się z tego wykręcił. Może dlatego, że nie chciał mieć z nią nic wspólnego. A może dlatego, że wiedział że zastanie Ojca na widowni. Nie chciał się wtedy znaleźć na scenie.

Dopiero kiedy usiedli przy krzywym stoliku, a Richard coś zaczął do niego mówić, wreszcie skupił na nim swoją uwagę. To było nawet zabawne. Mulciber przypominał mu teraz tych wszystkich aurorów, którzy panoszyli się po Nokturnie. Identyczna postawa, to samo ściągnięcie ramion i wyraz twarzy. Aż się chciało podnieść ręce i mówić “panie władzo ja niewinny!”
Pewnie zrobiłby to, gdyby Richard tak bardzo nie przypominał mu Charliego.
Czy spodziewał się tematu rozmowy? Nie. Bardziej skłaniał się ku temu, że będzie wypytywany dlaczego Lorraine zmieniła dostawcę. A skąd on mógł wiedzieć? Jej biznes jej sprawa. Może jej się pudełka przestały podobać? A może znalazła tańszego dostawcę? Świeczkarzy było w opór na Nokturnie i Podziemnych Ścieżkach, a trupom było wszystko jedno czyje ręce pomagały.
- Współczucia z powodu… brata?- Powiedział nagle, jakoś tak myśląc o znajomych trupach, ale głos miał niepewny. No wyglądali kropka w kropkę tak samo, ale cholera wie, może to ojciec pijał eliksiry odmładzające? Kto w cyrku znaczy się zakładzie pogrzebowym pracuje ten się z trupów nie śmieje, czy jakoś tak.

Barman zdążył im przynieść po szklance dymiącego, dziwnie czerwonego alkoholu który pachniał i smakował ginem. Niskiej półki, ale czego się spodziewać po takim miejscu. Tyle dobrego, że w towarzystwie Malfoy’a barman raczej nie napluł Mulciberowi do środka.
- Bójka chyba z założenia zakłada udział obu osób. Charles po prostu mi przypierdolił. Za co? A proste. Za prawdę, której nie miał ochoty usłyszeć.
Szczęście w nieszczęściu Baldwin chorował na Miforda, przeuroczą przypadłość, która sprawiała, że pamiętał wszystko, a przynajmniej sporą większość ze swojego życia. Upił łyk alkoholu, nie krzywiąc się jakoś nieznacznie. Jak na kogoś niemal przesłuchiwanego wyglądał na całkowicie wyluzowanego. Pełen chillout, ale taka była po prostu osobowość blondyna. Naprawdę musiałoby się coś stać, żeby się jakkolwiek zestresował. Z reguły jednak żył sobie spokojnie według motta “miejże wyjebane a będzie ci dane”.
- Co chcesz wiedzieć? Po co zjawiłem się u niego tamtego wieczora? Co spowodowało konflikt? Co było potem? Których elementów układanki ci brakuje?
Oparł łokcie na blacie, a podbródek ułożył na splecionych dłoniach, wyjątkowo coś skory do rozmowy
Porządny Ochroniarz
Nigdy nie wiesz, kiedy śmierć zapuka do twych drzwi.
wiek
45
sława
III
krew
czysta
genetyka
—
zawód
Handlarz Świecami i Kadzidłami
183cm wzrostu. Brązowe oczy i włosy, u których można dostrzec siwe kosmyki. Często widnieje u niego zarost. Ogolony gładko jest tylko wtedy, kiedy brat każe mu się "ogarnąć". Ubiera się zawsze odpowiednio do sytuacji.

Richard Mulciber
#5
12.01.2026, 14:42  ✶  

Chciał tylko wyjaśnienia sytuacji, jaka zaogniła się na linii Mulciber Malfoy, przez jego syna i Baldwina. Nie kwestionował decyzji Lorraine, która z tego powodu zdecydowała się zerwać współpracę. Ale chciał poznać powód, dlaczego do tego doszło i kto miał szczególną winę. Zostawiłby ten temat, gdyby nie ścisła relacja między Scarlett a Baldwinem. Która mogła w przyszłości na nowo połączyć obie rodziny.

Jednym, czy zaskoczył teraz Baldwin, to kondolencjami. Richard nie spodziewał się ich tutaj usłyszeć, ale też w głosie wyczuł pytanie o pokrewieństwo z Robertem. Na chwilę zamilkł, wpatrując się w Malfoya. Nie było mu łatwo mówić w czasie przeszłym, jakby to znów przypominało mu o stracie. W geście podziękowania, za okazanie współczucia straty, Mulciber tylko skinął głową, że je przyjmuje.

- Robert był moim bratem. Bliźniakiem.
Potwierdził, jeżeli tego potrzebował wiedzieć Baldwin. Dodając, że byli bliźniakami. Dla niektórych mogło być to zaskoczeniem, gdyż Robert mało co opuszczał kamienicę. Tylko wtedy, kiedy musiał. W niektórych przypadkach, Richard go po prostu zastępował.

Odczekał chwilę, aż barman się oddali, zostawiając im szklanki wypełnione jakimś alkoholowym drinkiem. Wrócił do tematu, czego chce się dowiedzieć odnośnie zajścia między Baldwinem a Charlesem.

- O jaką prawdę chodziło?
Dopytał. Chcąc wyciągnąć więcej informacji, sprawdzić czy będą pokrywać się z tym, czego dowiedział o syna.
- Możesz odpowiedzieć także na wszystkie pytania, jakie sam zadałeś.
Dodał. Baldwin, zdawał się jednak wiedzieć czego chce się dowiedzieć Richard. Nie okazywał sobą jakiegoś wrogiego nastawienia do Malfoya. Był świadom faktu, że to jego syn w ostatnim czasie zawinił zbyt wiele. Ale nie we wszystkim. Podejście miał neutralne., trudne jednak do określenia, po czyjej miałby się stronie opowiedzieć. Zaciągnął się papierosem, po czym wypuścił dym ustami. Sięgnął po popielniczkę, aby strzepnąć popiół. Czekał na odpowiedzi, wyjaśnienia.


@Baldwin Malfoy
The Nocturn's Delight
When I grow up,
I wanna be a heretic.
wiek
20
sława
III
krew
czysta
genetyka
—
zawód
malarz i aktor
Normalnie skóra zdjęta z ojca! 177 cm wzrostu, waży koło 70 kg. Szczupły młodzieniec, chodzi wyprostowany emanując pewnością siebie. Ma wyjątkowo jasne włosy, które od razu zdradzają jego pochodzenie od Malfoyów. Oczy jasne w szarym odcieniu. Można odnieść wrażenie, że jest wiecznie z czegoś niezadowolony, ale wrażenie to umyka, gdy otwiera usta - charyzmatyczny chłopiec z łagodnym, może nieco chrapliwym głosem.

Baldwin Malfoy
#6
06.02.2026, 23:42  ✶  
Gdyby nie ścisła relacja między Baldwinem a Scarlett to zapewne do niczego by w ogóle nie doszło w pierwszym miejscu. Rozumiał Charlsa, pewnie, jemu też by się nie podobało gdyby ktoś kleił się do jego siostry. To było oczywiste. Szkoda tylko, że to nie Scar znalazła się w centrum zazdrości młodego Mulcibera, który na domiar złego podobno gdzieś z Londynu spierdolił. Pewnie mu się pod dupą paliło bardziej niż 8. września Anglikom, ale Baldwin za żadne skarby nie potrafił zrozumieć dlaczego. Nie żeby go jakieś niesnaski Mulciberów specjalnie interesowały.
- Yeh, tak sądziłem. Byliście do siebie podobni. Też mam bliźniaczkę. Chyba bym se avadą jebnął w czoło gdyby jej się coś stało.- Odparł zupełnie szczerze. Nie natrząsał się, nie parskał, po prostu stwierdził fakt tak oczywisty jak to, że na jesień trochę w Londynie pada. Cały dzień się chmurzyło. Więź między bliźniętami była czymś zupełnie innym. Może nie było to to całe anal-srara czy jak to tam Lorraine kiedyś mu mówiła, ale gdyby Calanthe umarła… umarłaby jakaś mała cząstka jego własnej duszy.
Przesunął zamyślony palcem po mokrej krawędzi swojej szklanki, bardziej zainteresowany ciemnym alkoholem w środku niż patrzeniem na Richarda.
- Jaką prawdę? No o tej jego dziewczynie.- Wzruszył ramionami.- Ja wiem, że miłość nie wybiera i te sprawy. Ale Charles był… ugh, nie wiem jak to powiedzieć.- Wplótł na chwilę wciąż brudną od farby dłoń we włosy, przeczesując z lekka poddenerwowany platynowe kosmyki. Potarł czoło. Ewidentnie nie wiedział na ile sprzedać Mulcibera jego staremu. Ale w sumie nie był mu nic winny, a to jednak był ojciec Scar.- Twój synek był jak taka mała rybka w o wiele za dużym stawie. Wpakował się w coś o czym pewnie nie miał pojęcia i… miał wąty do mnie, że mu powiedziałem “ohoho Charles może to jednak nie za dobra partia, he?”
Już nie uciekał spojrzeniem. Gdy tylko wypluł z siebie pierwsze słowa prawdy, spojrzał prosto w brązowe oczy Mulcibera. Wypił jeszcze łyk, przeklinając się w myślach, że z tego wszystkiego zapomniał z domu swoich fajek. A przecież nie będzie od starego chłopa żydził.
- Poznałem go… Yyyy, w sumie to najpierw zobaczyłem go w Czarownicy. W lecie miał jakiś tam wywiad. Pomyślałem sobie: zajebiście, wreszcie trochę koloru i radości w tym nudnym jak pizda kraju. Więc go zaprosiłem do siebie, bo myślałem że się zaprzyjaźnimy. Tak po prostu, artyści muszą się trzymać razem.- Westchnął, opierając się wygodnie na krześle. Przełożył jedną rękę przez oparcie, a palcami drugiej postukiwał o swoje udo.
Nie podejrzewał, żeby Richard wiedział o jego występach na deskach Globe. Obrazów mógł się spodziewać patrząc na stan w jakim Malfoy się znajdował, ale miał przeczucie, że nie rozpoznałby jego ręki w tych, które zdobiły niegdyś witrynę Necronomiconu czy zajmowały całą przestrzeń podziemnej Galerii Sztuki, jego Eurydyki. Nawet medalion nagrobkowy na płycie dla Roberta Mulcibera wyszedł spod jego dłoni, ale nie chwalił się. To jego praca i tyle.
- Uznał, że artystą nie jest tylko rzemieślnikiem i w ogóle to chuj mi w dupę.- Parsknął śmiechem, komentując całe to pierwsze spotkanie.- Potem poznałem Scar i jakoś się wydało, że Charles to jej brat. Nie mieszam się do ich spiny, serio, ale mnie by trochę wkurwiło jakby Calanthe chodziła i mówiła, że jest jedynaczką, nie? W sensie, czułbym, że coś zjebałem. No ale pewnego dnia wyszliśmy do Dziurawego na śniadanie i przyprowadził tą dziewczynę...- Zamilkł na chwilę, po czym zniżył uważnie głos do szeptu. Nawet nachylił się, przez moment sprawiając wrażenie, że spoważniał.- Greybackównę. - Odchrząknął i rozejrzał się dookoła co by mieć pewność, że nie są podsłuchiwani. Wciąż jednak szeptał.- To co ci mówiłem, sir. On nie jest stąd, mógł nie wiedzieć. Nie zna Nokturnu, nie bywa na dole. A może i jej nie wyrastają uszka i ogon w pełnię, ale ja bym nie ryzykował, że mi jej rodzina naszcza na wycieraczkę, a za parę lat urodzi mi szczeniaka nieczystej krwi.
Uniósł ręce w geście “ale co ja tam wiem. nie moja sprawa, don’t shoot the messanger”. Odetchnął cicho i wrócił do normalnego tonu.
- No i tamtego wieczora chciałem z nim o tym pogadać. Jak mu powiedziałem co i jak, to dał mi w pysk. Nie oddałem mu, bo co ja będę brata Scarlett napierdalał, nie? Wróciłem do siebie i…- zastanowił się przez chwilę. Nie zamierzał wprowadzać Richarda w swoje relacje z Changami. Nie powinien interesować się zbyt mocno sprawami podziemia. Dla własnego bezpieczeństwa.- i… tak się skończyła nasza przygoda. Miałem ważniejsze rzeczy na głowie. Londyn płonął i te sprawy.
Porządny Ochroniarz
Nigdy nie wiesz, kiedy śmierć zapuka do twych drzwi.
wiek
45
sława
III
krew
czysta
genetyka
—
zawód
Handlarz Świecami i Kadzidłami
183cm wzrostu. Brązowe oczy i włosy, u których można dostrzec siwe kosmyki. Często widnieje u niego zarost. Ogolony gładko jest tylko wtedy, kiedy brat każe mu się "ogarnąć". Ubiera się zawsze odpowiednio do sytuacji.

Richard Mulciber
#7
08.02.2026, 03:11  ✶  

Interesująca informacja, jaką właśnie usłyszał Richard, że Baldwon również posiada bliźniaka. A bardziej, bliźniaczkę. Kupił tym uwagę Mulcibera, jakby rozumieli się i wiedzieli, jak działa więź bliźniacza.

- Nawet nie wiesz, jak często o tym myślę... Więc rozumiesz, jak działa tego rodzaju więź.
Również w tym temacie był szczery i poważny. Stracił bliźniaka, miał ochotę każdego dnia ze sobą skończyć. Jedyne co go powstrzymywało od tego, to że ma jeszcze dzieci, wliczając także Sophie i Stanleya. Może jak zakończy sprawy niedokończone, również te po Robercie, ogarnie dzieciakom drugie połówki, wtedy dołączy do brata?

Nie o tym mieli rozmawiać. Skupił się na temacie, który dotyczył właśnie dzieciaków. Całej trójki, włączając Baldwina. Jak bardzo on i jego syn namieszali, że naruszyli zbudowaną więź relacji między ich rodami.

Wychodziło na to, że problem był głównie związany z kobietą. Partnerką Charlesa, do której znajomości się przyznał. To samo usłyszał od młodego Malfoya. "Kobiety zawsze są problemem." – Stwierdził fakt w myślach. Obserwował i słuchał Baldwina, wypalając powoli papierosa. Nie sięgając jeszcze po szklankę z trunkiem.

Artyści. Najwyraźniej Baldwin nie widział kompromitacji rodziny, jaką okazał się artykuł w Czarownicy, będący wywiadem z jego synem. Tutaj westchnął. Wywiad, który nie powinien się ukazać. Nie przerywał mu, słuchając dalej. Pozwalając powiedzieć wszystko. Nie zareagował na jego śmiech, który pojawił się między wypowiedziami. Wciąż z powagą go obserwował. Nie odzywając się jeszcze. Nawet kiedy szeptał, nachylając się i potwierdzając nazwisko dziewczyny, z jaką spotykał się jego syn.

- Charles jest osobą wrażliwą, delikatną, naiwną. Nie zdawał sobie sprawy z konsekwencji popełnianych czynów. Ten wywiad w Czarownicy nie miał prawa się pojawić. Chciał coś udowodnić, nie wyszło to tak, jakby tego chciał. Jest młody, tak samo jak Ty i Scarlett. Wiele jeszcze musi się nauczyć. Więcej nie będziecie musieli się widywać. Londyn to jednak nie jest miejsce dla niego, co sam zauważyłem. Wrócił do Norwegii. O Pannie Greyback zapomni.
"Dopilnuję tego." - dopowiedział w myślach. Dopalił papierosa i zgasił go w popielniczce.
- Odpowiedz mi na jeszcze jedno.
Uważniej spojrzał na Baldwina.
- Zleciłeś Charlesowi zrobienie świec o nieprzyzwoitym kształcie i wysłanie ich do Necronomiconu? Do Lorraine?
Sięgnął po szklankę, upił łyk, przełknął, odstawił naczynie na blat stolika, skupiając na nowo uwagę na Malfoyu. Uważną uwagę, oczekując od niego szczerej odpowiedzi. Jakby od tego też zależało budowanie zaufania i relacji. W jakim kierunku ona pójdzie.


@Baldwin Malfoy
The Nocturn's Delight
When I grow up,
I wanna be a heretic.
wiek
20
sława
III
krew
czysta
genetyka
—
zawód
malarz i aktor
Normalnie skóra zdjęta z ojca! 177 cm wzrostu, waży koło 70 kg. Szczupły młodzieniec, chodzi wyprostowany emanując pewnością siebie. Ma wyjątkowo jasne włosy, które od razu zdradzają jego pochodzenie od Malfoyów. Oczy jasne w szarym odcieniu. Można odnieść wrażenie, że jest wiecznie z czegoś niezadowolony, ale wrażenie to umyka, gdy otwiera usta - charyzmatyczny chłopiec z łagodnym, może nieco chrapliwym głosem.

Baldwin Malfoy
#8
09.02.2026, 12:39  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 09.02.2026, 12:41 przez Baldwin Malfoy.)  
Najzabawniejsze było w tym wszystkim chyba to, że Baldwin… znał absolutnie wszystkie dzieci, o których myślał tak namiętnie Richard. A nie, tego lekarza nie znał. Stanley? No kurwa, niejednego kielonka się wspólnie wypiło. Sophie - pamiętał, że to ta od bimbru co lokum w ich okolicy szukała. Dawno jej nie widział. I tej jej cytrynówki. No i był jego ulubiony rzemieślnik-nie-artysta i Scarlett. Och Scarlettka…
Jakoś tak nagle pomyślał o Mulciberównie. Miłe to były myśli, ale nie poświęcał im przesadnej uwagi. Przecież miał ją w Necronomiconie. Miał ją tak blisko, że powoli stawała się częścią świata trawionego przez wieczny pogrzeb. Ale czy tak naprawdę pasowała gdziekolwiek indziej?
Najlepiej i tak wyglądała przy jego boku, nie ma co się oszukiwać.
- Mógłbym ci pomóc, sir.- Powiedział. Podciągnął rękaw koszuli, prezentując owinięty wokół przedramienia srebrny łańcuszek. Bez oparcia w mankiecie, kryształ w wahadełku zawisł pod dłonią Malfoya. Zabawka była stara, ale wyraźnie droga i zadbana. Chyba po raz pierwszy Malfoy pokazał, że jest właścicielem czegokolwiek cennego. I po raz pierwszy pokazał, że jest hipnotyzerem. Zajebiście dobrym w swoim skromnym uznaniu- Czasami ludzie po stracie bliskich są… zagubieni sami w sobie. Mój ojciec zawsze powtarzał, że cierpienie jest darem od Bogów, byśmy nie zapomnieli, że to w nich skrywa się miłosierdzie. Ja z kolei uważam, że cierpienie jest… nieproduktywne. Mogę ci je zabrać, sir. Magipsychiatrzy biorą pokaźne sakwy galeonów za to, co ja robię za dużo niższą cenę. Dużo niższą.

Niby wciąż się uśmiechał, niby nadal wyglądał jak najbardziej wyluzowany człowiek na tym padole łez, ale… coś się w nim zmieniło. Może to ten błysk w oku, może ściągnięte brwi.
- Ten twój wrażliwy, delikatny i nawiny synek rozjebał mi nos.- Stwierdził fakt oczywisty, ten jeden raz wchodząc w słowo staremu Mulciberowi.- Ale nie on jeden, więc luz. Nie chcę zadośćuczynienia z kwiatów i czekoladek. Chyba, że bardzo masz potrzebę wynagrodzenia mi tego, sir, to daj jakieś kwiatki, które lubi Scar.
Plan bez wad, nie? Oboje zaplusują. Potem już słuchał całkiem cierpliwie. A więc jego ulubiony rzemieślnik wyjechał? Szkoda.
Baldwin absolutnie, w żadnym bądź razie, Bogini broń, nie potępiał Charles’owej potrzeby tworzenia obscenicznej sztuki współczesnej. Potępiałby go, gdyby tworzył ją chujowo. Znaczy tworzył chuje, więc z założenia musiała być to sztuka chujowa ale nie były chujowo chujowa. A wywiad w gazecie? Jego rozbawił. Po prostu. Podejrzewał, że gdyby spytać o to jego rodziców - mieliby inne zdanie. Ale to nie Baldwin odwalił gwiazdę show biznesu, więc ani Marcus ani Viseny’a nie mieli żadnych podstaw, żeby go za fraki przytargać z powrotem do Oxfordshire. Ale już wszyscy i tak zapomnieli. Świat się znudził Mulciberami i ich świeczkami. Taka była prawda, rozpoznawalności sobie tym nie podnieśli.

Jeszcze jedno pytanie.
- Hm?- Mruknął dopijając alkohol ze szklanki. Uniósł lekko brwi, gdy padło to nieszczęsne pytanie o Lorraine i jej różowego chujaszka.
Oj chyba szykowana jest na mnie zasadzka. Tak tak, już Baldwin dobrze wiedział jak się to wszystko skończy. Nie trzeba było być jasnowidzem. On mu powie, a chłop zaraz poleci do Lorraine i zaraz się zrobi awantura na pół Nokturnu. A potem jeszcze Frida zacznie płakać, że ona żadnej świeczki nie dostała, a jak mu się Frida rozpłacze to aferę zrobi Scarlett. A to tylko podjudzi Lorraine i koło się zaraz zamknie. Kto by pomyślał, że życie z babami będzie tak skomplikowane. 
- Jaką niestosowną świeczkę? Znaczy się, że jednego z tych woskowych chujów co Charles lepił?- Prychnął rozbawiony. Może jakby lepił cycki, to może.  I przez moment nawet wyglądało jakby ta wielka tajemnica “kto posłał Lorraine chujoświeczkę wydawała się rozwiązana, Ale Baldwin pokręcił przecząco głową. I nic nie wskazywało na to, że kłamie. -No gdzie. Słałbyś szyszki do lasu, sir?- Nawet powieka mu nie drgnęła- Lorraine ma taką ilość świeczek, że to zwykłe marnowanie hajsu. Nawet by jej nie zauważyła.

przwaga: występowanie + kłamstwo + charyzma 3k
Porządny Ochroniarz
Nigdy nie wiesz, kiedy śmierć zapuka do twych drzwi.
wiek
45
sława
III
krew
czysta
genetyka
—
zawód
Handlarz Świecami i Kadzidłami
183cm wzrostu. Brązowe oczy i włosy, u których można dostrzec siwe kosmyki. Często widnieje u niego zarost. Ogolony gładko jest tylko wtedy, kiedy brat każe mu się "ogarnąć". Ubiera się zawsze odpowiednio do sytuacji.

Richard Mulciber
#9
27.02.2026, 15:37  ✶  

Uniósł brew, kiedy Baldwin zaproponował mu pomoc. Jak on może mu pomóc z cierpieniem straty najbliższej mu osoby? Odpowiedzią wystarczyło zobaczyć wahadełko, które zdobiło rękę młodego Malfoya. Brwi Richarda zmarszczyły się. Doskonale wiedział o czym chłopak mówił. Nasuwała się przy tym jedna myśl – mógł być hipnotyzerem. Takiego samego urządzenia używał jego brat. Nawet w jego obecności, gdy musieli kogoś przesłuchać, zmienić mu wspomnienia. Nikt nie ma prawa grzebać mu w głowie, poza bratem. Po to Richard opanował oklumencję, aby chronić umysł i to, co zawierały wspomnienia.

- Dziękuję. Odmówię.
Krótko. Nie wdając się w szczegóły, dlaczego. Ale tym samym poparłby słowa ojca Baldwina. Cierpienie jest częścią nas i trzeba się z tym zmierzyć. Richard nie chciał zapomnieć.

Tym samym też zakończył temat. Skupiając uwagę na powodzie spotkania. To co powiedział Baldwin, nie spodobało się Mulciberowi. Jeszcze tego brakowało, że zacznie o jakimś zadośćuczynieniu mówić. Zbył to milczeniem. Zadając inne pytanie, chcąc usłyszeć także wersję o zleceniu, jakie dał Charlesowi. Baldwin jednak wyparł się tego. Przekonywał, że nie stał za nim ten czyn. Nie odpowiedział mu także na pytanie, o jaką świeczkę chodzi, gdyż przecież było wiadome, co naruszyło ich reputację na rynku handlu i w opinii innych rodów.

Charles jednak nie umiał kłamać. Baldwin, zaprzeczył. Znów Richard był w punkcie wyjścia. Ale też nie potrafił uwierzyć blondynowi na słowo. Gdyby tylko Charlesowi udało się znaleźć ten przeklęty list z zamówieniem, aby mieć twardy dowód. Może Mulciber nie powinien ciągnąć tej sprawy dalej, aby usilnie znaleźć winnego. Dostali już ostrzeżenie i mieli coś z tym zrobić. Zrobili co mogli. Jednakże jego wewnętrzna natura aurora, nie lubiła spraw nierozwiązanych.

- Rozumiem.
Przyjął do wiadomości.
- Jak poważnie traktujesz relację ze Scarlett?
Zapytał, tym razem o córkę, która z Malfoyem nawiązała głębszą więź. Czy ta znajomość bazuje na przyjaźni, rodzinnej więzi, czy ponad to? Jak to wyglądało w oczach i przyszłości młodego Malfoya? Nie użył słowa "związek", gdyż Scarlett nie przedstawiała go jako oficjalnego chłopaka. Może nie potrafiła tego inaczej określić, poza uznaniem tego za przyjaźń. Było jednak widać i słuchać jak wypowiadała się o nim pozytywnie. Możliwe, że powinien być o nią spokojny, ale jakoś nie potrafił. Nie teraz, kiedy Baldwin odkrył przed nim swoje wahadełko.
The Nocturn's Delight
When I grow up,
I wanna be a heretic.
wiek
20
sława
III
krew
czysta
genetyka
—
zawód
malarz i aktor
Normalnie skóra zdjęta z ojca! 177 cm wzrostu, waży koło 70 kg. Szczupły młodzieniec, chodzi wyprostowany emanując pewnością siebie. Ma wyjątkowo jasne włosy, które od razu zdradzają jego pochodzenie od Malfoyów. Oczy jasne w szarym odcieniu. Można odnieść wrażenie, że jest wiecznie z czegoś niezadowolony, ale wrażenie to umyka, gdy otwiera usta - charyzmatyczny chłopiec z łagodnym, może nieco chrapliwym głosem.

Baldwin Malfoy
#10
02.03.2026, 10:36  ✶  
Nie to nie, łaski bez, aż chciało się powiedzieć. Ale Malfoy nie nie ciągnął też jakoś strasznie tematu, bo nie przywykł do przymuszania potencjalnych teściów do czegokolwiek. Tych niepotencjalnych zresztą też nie. Szacunek do żałoby czy inne duperele, które Lorraine próbowała mu wbić do głowy. Zresztą miał wystarczająco dużą klientelę wśród straumatyzowanych wydarzeniami z początku września mieszkańców Nokturnu i ludzi z kowenu. Klientela co prawda zbyt wiele nie płaciła, ale to już tam nieważne. Grunt, że dawała wyciągać sobie wspomnienia z głów, które mógł wplatać w obrazy.
Richard wolał się męczyć z uciążliwymi wspomnieniami - jego wola. Baldwin po prostu naciągnął z powrotem rękaw, ukrywając wahadełko.

- Jak poważnie traktujesz relację ze Scarlett?
No to chłop teraz dojebał. Niby normalne pytanie, co się zadaje chłopakowi, z którym jest własna córka, ale wziął go tym z zaskoczenia. Kiedyś musiał przyjść ten moment, ale... no nie teraz. Nie kiedy siedział sam. No i oczywiście, że nie mógł mu wyjawić wszystkich szczegółów, zwłaszcza tych pikantnych. Więc uznał, że nie wyjawi nic.
Jeśli Richard spodziewał się poważnej odpowiedzi, deklaracji miłości albo nie daj Bogom pytania o rękę córki - no to się chłopina przeliczył. Baldwin wpatrywał się w niego przez parę dobrych sekund ze szklanką w połowie drogi do ust. Odstawił ją.
- No wieeesz…- Zaczął., przeciągając każdą sylabę, co by zyskać parę dodatkowych sekund.- Sir.- Dodał szybko. Odchrząknął wyraźnie pytaniem zaaferowany. A raczej tym jak się wymigać od odpowiedzi.- Inny zestaw pytań poproszę. Bo widzisz, gdzieś kiedyś wyczytałem takie powiedzenie - Nic o nas, bez nas, sir. I tego się trzymam jeśli chodzi o twoją córcię, panie Mulciber. Życie mi milsze nad dyskutowanie z Tobą o jej przyszłości. Czy tam naszej przyszłości. Czy o czymkolwiek co jej dotyczy. Scarlett tego nie lubi, a ja nie lubię robić rzeczy, których ona nie lubi. Jak będzie chciała wszystko wyśpiewać jak na spowiedzi, to zrobi to sama. Przyjmijmy, że na razie moim zamiarem jest trzymać ją z dala od tych wszystkich pojebów co podpalili miasto.- Aż się skrzywił. Baldwin ewidentnie nie przepadał za śmierciożercami. - Taka to relacja i traktuję ją na tyle poważnie, że ulokowałem ją w najbezpieczniejszym miejscu w całym Londynie - u mojej siostry stryjecznej. Włos jej z głowy tam nie spadnie.
Odsunął od siebie szklankę.
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek:
Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Baldwin Malfoy (3106), Richard Mulciber (2041)




  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Przydatne linki
Kolejeczka
Tryb normalny
Tryb drzewa