01.01.2026, 14:28 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 18.01.2026, 11:33 przez Lazarus Lovegood.)
Jasnozielone, zmęczone oczy Lazarusa spoczęły na Ceolsige z rzadkim wyrazem nieskrywanego ciepła. Kto mógł się spodziewać, że to niespodziewane spotkanie przebiegnie tak… wciąż miał opór, by określić go mianem przyjemnego, ale przynajmniej nie bardzo problematyczny sposób?
Błąd. Jeżeli po kimś miałby się spodziewać pokierowania rozmowy w kierunku zapewniającym , że nikt nie poczuje się wykluczony, to właśnie po niej. Pozwolił sobie na lekki uśmiech, krótki, bo…
...skoro Ceo nie boi się ani nie brzydzi, to… gdyby trzeba było…
Stanowczym gestem odstawił nieruszony kubeczek i równie stanowczo nakazał sobie dyscyplinę. Jego zwierzaki były jego obowiązkiem.
- Ptaszniki wymagają karmienia raz na kilkanaście dni, ale musisz utrzymywać dla nich żywy pokarm. Karaczany, świerszcze - wyjaśnił z lekkim wzruszeniem ramion - Węże możesz karmić mrożonymi myszami. Proponuję coś niejadowitego. Wiem, że potencjalnie niebezpieczne zwierzęta brzmią… podniecająco… ale na początek warto postawić na bezpieczeństwo.
Pochłonięty interesującym tematem na chwilę zapomniał o tym, że trzecia z obecnych może wcale nie chcieć słuchać wykładu “gady i pajęczaki dla początkujących”. Teraz zwrócił się do niej - odrobinę niepewny i wciąż pełen rezerwy, bo co prawda sprawiała wrażenie sympatycznej, ale wciąż była… obca. Lód o grubości trzech stóp nie bierze się z jednego chłodnego dnia i podobnie trochę więcej, niż chwili uprzejmego zainteresowania trzeba było, by Lovegood przekonał się do kogoś. Jaki był sens jej pytań? Rzeczywiste zainteresowanie tematem? Czy to był ten moment, gdy powinien rozpoznać jakieś niewerbalne sygnały? Jej uwaga o futrach (ta o gadach i płazach też) świadczyła o braku wiedzy, ale może powinien po prostu docenić to, że w ogóle podejmowała wysiłek uczestnictwa w rozmowie?... Lazarus uciekł wzrokiem w dół, na trzymające kubek z trunkiem dłonie blondynki.
- Owłosione, tak, ale proszę mi uwierzyć, nie polecałbym prób pogłaskania. To włoski parzące, służą do obrony. Niegroźne, ale uciążliwe, kiedy wejdą w kontakt ze skórą - powiedział wreszcie, bez cienia drwiny wyjaśniając absolutne podstawy - I tak, mają imiona. Sol i Lethe.
Żadne z nich nie niosło ze sobą symbolicznego znaczenia. Nadawanie imion pająkom - zbyt mało inteligentnym, by na nie reagować lub nawet rozpoznawać opiekuna jako odrębną żywą istotę - było na dobrą sprawę pozbawione sensu, a jednak zrobił to, może po to, by bardziej upersonifikować stworzenia, które realizowały istotny cel terapeutyczny, a może z jakiejś niewyjaśnionej, a bardzo ludzkiej potrzeby.
- Nie lubisz wracać w rodzinne strony - odezwał się do Urd, tylko odrobinę zawahawszy się, gdy przyszło mu zwrócić się do niej wprost - Czy to oznacza dłuższy pobyt w Wielkiej Brytanii?
Nie miało to dla niego teoretycznie znaczenia, ale ludzie lubili mówić o sobie. Skoro towarzyszki dały mu szansę porozmawiać o czymś interesującym dla niego, uczciwie było odwzajemnić się tym samym. A poza tym... mimo wszystko był odrobinę ciekaw. Odpowiedzi. Jej. Obrócił w dłoniach swoją czarkę, skupiając się na jej gładkiej, twardej powierzchni. Oczy trochę piekły. Może dziś wreszcie zmęczenie pokona jego bezsenność i uda mu się złapać choć kilka godzin snu więcej?
Błąd. Jeżeli po kimś miałby się spodziewać pokierowania rozmowy w kierunku zapewniającym , że nikt nie poczuje się wykluczony, to właśnie po niej. Pozwolił sobie na lekki uśmiech, krótki, bo…
...skoro Ceo nie boi się ani nie brzydzi, to… gdyby trzeba było…
Stanowczym gestem odstawił nieruszony kubeczek i równie stanowczo nakazał sobie dyscyplinę. Jego zwierzaki były jego obowiązkiem.
- Ptaszniki wymagają karmienia raz na kilkanaście dni, ale musisz utrzymywać dla nich żywy pokarm. Karaczany, świerszcze - wyjaśnił z lekkim wzruszeniem ramion - Węże możesz karmić mrożonymi myszami. Proponuję coś niejadowitego. Wiem, że potencjalnie niebezpieczne zwierzęta brzmią… podniecająco… ale na początek warto postawić na bezpieczeństwo.
Pochłonięty interesującym tematem na chwilę zapomniał o tym, że trzecia z obecnych może wcale nie chcieć słuchać wykładu “gady i pajęczaki dla początkujących”. Teraz zwrócił się do niej - odrobinę niepewny i wciąż pełen rezerwy, bo co prawda sprawiała wrażenie sympatycznej, ale wciąż była… obca. Lód o grubości trzech stóp nie bierze się z jednego chłodnego dnia i podobnie trochę więcej, niż chwili uprzejmego zainteresowania trzeba było, by Lovegood przekonał się do kogoś. Jaki był sens jej pytań? Rzeczywiste zainteresowanie tematem? Czy to był ten moment, gdy powinien rozpoznać jakieś niewerbalne sygnały? Jej uwaga o futrach (ta o gadach i płazach też) świadczyła o braku wiedzy, ale może powinien po prostu docenić to, że w ogóle podejmowała wysiłek uczestnictwa w rozmowie?... Lazarus uciekł wzrokiem w dół, na trzymające kubek z trunkiem dłonie blondynki.
- Owłosione, tak, ale proszę mi uwierzyć, nie polecałbym prób pogłaskania. To włoski parzące, służą do obrony. Niegroźne, ale uciążliwe, kiedy wejdą w kontakt ze skórą - powiedział wreszcie, bez cienia drwiny wyjaśniając absolutne podstawy - I tak, mają imiona. Sol i Lethe.
Żadne z nich nie niosło ze sobą symbolicznego znaczenia. Nadawanie imion pająkom - zbyt mało inteligentnym, by na nie reagować lub nawet rozpoznawać opiekuna jako odrębną żywą istotę - było na dobrą sprawę pozbawione sensu, a jednak zrobił to, może po to, by bardziej upersonifikować stworzenia, które realizowały istotny cel terapeutyczny, a może z jakiejś niewyjaśnionej, a bardzo ludzkiej potrzeby.
- Nie lubisz wracać w rodzinne strony - odezwał się do Urd, tylko odrobinę zawahawszy się, gdy przyszło mu zwrócić się do niej wprost - Czy to oznacza dłuższy pobyt w Wielkiej Brytanii?
Nie miało to dla niego teoretycznie znaczenia, ale ludzie lubili mówić o sobie. Skoro towarzyszki dały mu szansę porozmawiać o czymś interesującym dla niego, uczciwie było odwzajemnić się tym samym. A poza tym... mimo wszystko był odrobinę ciekaw. Odpowiedzi. Jej. Obrócił w dłoniach swoją czarkę, skupiając się na jej gładkiej, twardej powierzchni. Oczy trochę piekły. Może dziś wreszcie zmęczenie pokona jego bezsenność i uda mu się złapać choć kilka godzin snu więcej?