• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Anglia Dolina Godryka v
« Wstecz 1 2 3 4 5 6
[25.03.72, rano, Posiadłość Longbottomów] W mojej kuchni mieszka demon

[25.03.72, rano, Posiadłość Longbottomów] W mojej kuchni mieszka demon
viscount of empathy
show me the most damaged
parts of your soul,
and I will show you
how it still shines like gold
wiek
30
sława
VI
krew
czysta
genetyka
wilkołak
zawód
detektyw w BUM
wiecznie zamyślony wyraz twarzy; złote obwódki wokół źrenic; zielone oczy; ciemnobrązowe włosy; gęste brwi; parodniowy zarost; słuszny wzrost 192 cm; wyraźnie zarysowana muskulatura; blizna na lewym boku po oparzeniu; dźwięczny głos; dobra dykcja; praworęczny

Erik Longbottom
#21
19.11.2022, 01:41  ✶  

Z trudem powstrzymał szeroki uśmiech, który usiłował wziąć w swe władanie jego twarz. Cóż, trafiła w punkt. Faktycznie młody Malfoy był dosyć mało prawdopodobnym kandydatem. Gdyby już miał kogoś wybrać dla swojej siostry, to postarałby się o przysłanie do niej kogoś, kto wytrzyma z jej charakterem dłużej niż godzinę. To znaczy, gwoli ścisłości, wytrzyma i się jej nie wywali z powrotem do rodziny, po tych sześćdziesięciu minutach. Eh, jak tak dalej pójdzie, to zostaną tylko głuchoniemi czarodzieje, którym będzie wszystko jedno, ile Longbottomówna gada im nad uchem.

— Czasami wpadnie Ci do jednak do głowy dobry pomysł. Główka pracuje, nawet w sytuacjach stresowych — pochwalił ją, gdy wspomniała o Dumbledorze. Na krótką zaświeciły mu się oczy. Ten kandydat był zdecydowanie lepiej dopasowany do Brenny. — Bądź co bądź, Albus Dumbledore to całkiem dobra partia. Ciepła posadka w Hogwarcie, pewnie całkiem niezłe zarobki, z tego, co kojarzę, całkiem nieźle się trzyma, jak na swój wiek... Uważam, że powinnaś spróbować swoich sił. Kto wie, może przypadniecie sobie do gustu, gdy się przed nim trochę otworzysz?

Po badaniu jakiś czas dochodził do siebie, jednak nie uszło jego uwadze to, że ich gość wydawał się nieco... Hmm... Zatroskany, względem wyników, które otrzymał od swojej magicznej sondy. A to z kolei sprawiło, że sam Erik również uległ lekkiemu podenerwowaniu. Gdy już skończy się to spotkanie, zdecydowanie będzie musiał odpocząć. Długa drzemka, długa kąpiel, a jeśli okaże się, że diagnoza jest bardziej niż dramatyczna, to może nawet rozważy napisanie do kogoś w ramach ostrzeżenia lub poinformowania o problemach, jakie mogły wyniknąć z efektów klątwy.

— W granicach dopuszczalnej normy — odparł, gdy został zapytany o stan swojego samopoczucia. Zazwyczaj słynął z tego, że miał nad wyraz pozytywne podejście do wydarzeń, w których brał udział, tak teraz potrzebował trochę czasu, aby dojść do porządku dziennego z nowymi informacjami. Im bardziej myślał o tej całej klątwie, tym bardziej odnosił wrażenie, że wolałby przyciągnąć do rezydencji poltergeista. Już nawet Jęczącą Martę by jakoś zniósł.

Nie, nie myśl tak, pomyślał, odcinając się od wspomnień związanych z martwą dziewczyną. Za każdym razem, gdy mimochodem wracał myślami do nielicznych wizyt w łazience na jednym z pierwszych pięter Hogwartu, od razu słyszał w głosie te okropne nawoływania. Ugh, za nic w świecie nie chciałby gościć tu tej zagubionej duszyczki, jak bardzo nie współczułby jej uwięzienia w szkole czarodziejów po wsze czasy.

— Dzięki — mruknął, gdy przyniosła mu miskę z ciepłą wodę i kubek z herbatą. — Wyrabiasz się, wiesz? To chyba jeden z twoich lepszych czasów. Jeszcze trochę i będziesz mogła sobie dopisać parę umiejętności do CV.

Może jednak nie była z niej taka zła siostra. Powoli, acz sukcesywnie odbudowywała swoją pozycję w jego oczach. Mężczyzna porzucił próby ubrania koszuli, odkładając ją na bok. Zapięcie guzików i tak byłoby nieco karkołomne, toteż postanowił najpierw doprowadzić kończynę do stanu używalności. Zanurzył powoli dłoń w misce, chociaż czucie nie wróciło od razu. Chyba trochę sobie na to poczeka.

Gdy poczuł, że Castiel mu się przygląda, odwzajemnił się tym samym, najpierw uważnie taksując jego sylwetkę, aż koniec końców jego wzrok spoczął na jego oczach. Kolejna drobna rzecz, którą wyciągnął dzięki wieloletnim interakcjom ze znienawidzonymi mediami; potrafił utrzymać kontakt wzrokowy z drugim człowiekiem, a czasem nawet zmusić takowego do jego zerwania. Mały popis dominacji, ale w niektórych przypadkach całkiem przydatny. Teraz jednak zrobił to, co najwyżej automatycznie, ze zwykłego ludzkiego przyzwyczajenia.

— Prawdę mówiąc mam wątpliwości, czy w moim bliskim towarzystwie są osoby, które darzą mnie negatywnymi uczuciami o standardowej intensywności, nie mówiąc już o szeroko pojętej nienawiści — przyznał otwarcie, bo w sumie nikt taki nie przychodził mu do głowy. Jak każdy w towarzystwie miał swoich przyjaciół czy zwolenników, ale i osoby, które za nim szczególnie nie przepadały. Przyjazne usposobienie sprawiało jednak, że ciężko było go po prostu znienawidzić za byłe co. Nawet jeśli poglądy Longbottomów kuły co poniektórych w oczy.

Wzniósł oczy ku niebu, jak gdyby mógł znaleźć na suficie listę wszystkich ludzi, którym mógł nacisnąć na odcisk. W pracy zdarzały się jakieś drobne spięcia, podobnie w życiu prywatnym, ale chyba nikt nie poczułby się na tyle urażony, aby cisnąć w niego klątwą. Nawet jeśli ucinał pewne relacje, to starał się to robić ze względną klasą, co by oszczędzić niepotrzebnych dylematów i domysłów obu stronom.

— Cudownie — powiedział z udawanym entuzjazmem, chociaż jego twarz nawet w najmniejszym stopniu go nie wyrażała. — Chociaż tyle dobrego, że wiemy, od czego zacząć. Jeśli kogoś mocno wkurzyłem w przeciągu ostatnich sześciu miesięcy, to... Powinienem to pamiętać. Albo sobie o tym przypomnieć.

Erik, oczywiście, nie pamiętał takowego wydarzenia.

Cóż, przynajmniej się do czegoś przydałeś, pomyślał, drapiąc się lekko w okolicy serca. Kto wie, może jak pochwali wilczą część swojej osobowości, to ta odwdzięczy mu się w najbliższą pełnię? Bądź co bądź, zostało już tylko kilka dni, więc nie wzgardziłby jakimś bonusem, który ułatwiłby mu przetrwanie pełni. Skoro lykantropia wybroniła go od zgubnych efektów durnego uroku, to może postanowi zrobić więcej, niż niezbędne minimum, skoro męczył się z nią już tyle lat.

— Muszę powiedzieć, że nie zawęziłeś tymi wyjaśnieniami listy potencjalnych winnych — stwierdził z przepraszającą miną. Doceniał zaangażowanie Flinta, jednak taka była prawda, bez względu na to, za jak okrutny ten wniosek by nie uchodził. — Jedynie „wrogowie”, na których mógłbym trafić, to czarodzieje, którzy raczej wiedzą wystarczająco dużo, aby rzucić zaklęcie tego typu z sukcesem. Z twoich tłumaczeń wynika, że to był kompletny amator. Albo amatorka.

Pokiwał głową, akceptując diagnozę młodego czarodzieja. Cóż, mieli z tymi incydentami do czynienia już od dłuższego czasu, toteż kilkutygodniowe leczenie nie wydawało się takie znowuż straszne. Chyba że Castiel miał mu za chwilę powiedzieć, że zanim mu się polepszy, to jeszcze musi się znacznie pogorszyć. Wtedy chyba naprawdę zacząłby wypisywać wiadomości z ostrzeżeniami do przyjaciół i znajomych.

— I tak dzięki Tobie wiemy więcej, niż tydzień temu, więc... — Wzruszył ramionami. — Spisałeś się.



the he-wolf of godric's hollow
❝On some nights, the moon thinks about ramming into Earth,
slamming into civilization like some kind of intergalactic wrecking ball.
On other nights, it's pretty content just to make werewolves.
❞
Chichot losu
I’m not looking for the knight
I’m looking for the sword
wiek
27
sława
V
krew
czysta
genetyka
widmowidz
zawód
detektyw BUM
Brązowe włosy, ciemne oczy, wzrost wysoki jak na kobietę, bo mierzy sobie około 179 centymetrów wzrostu. Twarz raczej sympatycznie ładna niż piękna, nie wyróżniająca się przesadnie i rzadko umalowana. Brenna porusza się szybko, energicznie, głos ma miły i rzadko go podnosi. Ubiera się różnie, właściwie to okazji - w ministerstwie widuje się ją w umundurowaniu albo w koszuli i garniturowych spodniach, kiedy trzeba iść gdzieś, gdzie będą mugole, w Dolinie w ubraniach, które ujdą wśród mugoli, a na przyjęcia i bale zakłada typowe dla tej sfery zdobione szaty lub suknie. W tłumie łatwo może zniknąć. Jeżeli używa perfum, to zwykle to jedna z mieszanek Potterów, zawierająca nutę bzu, porzeczki i cedru, a szamponu najczęściej jabłkowego, rzecz jasna też potterowskiego.

Brenna Longbottom
#22
19.11.2022, 12:17  ✶  
Sprawy Albusa Brenna już nie komentowała, nie chcąc przedłużać – przewróciła tylko oczyma, dając w ten sposób wyraz temu, co myślała o tej kandydaturze.
- Nie marudź, bo wyleję ci to na głowę – zagroziła żartobliwie po całej procedurze, na jego komentarz odnośnie herbaty. No doprawdy, akurat jeśli szło o jedzenie, mógłby nie być taki zaskoczony. Zawsze gotowała ona albo matka, potem też Dora, bo jemu nigdy zbytnio to nie szło… a od pierwszych kuchennych wypadków Brenna bardzo często przynosiła mu jedzenie na górę. Albo do pracy. Żeby przypadkiem nie poszło mu do głowy zbliżyć się do kuchni.
A teraz po prostu martwiła się, że jak nie odzyska władzy w tym ręku, to drugim ją udusi!
- No nie wiem, wyglądałeś tak, jakbyś rozważał samobójstwo przez dźgniecie się mugolskim ołówkiem, więc trochę się zmartwiłam – powiedziała do Castiela półżartem, półserio. Naprawdę wyglądał tak, że nie była pewna, czy to wina klątwy Erika, czy może te wszystkie badania (ehem, ehem, gospodarze ewentualnie) go nadmiernie wyczerpały.
Podparła się o biurko, bardzo się starając wysłuchać wszystkich wyjaśnień bez wtrącania się i zadawania dodatkowych pytań. Gdy je skończył, przez chwilę nic nie mówiła. Nie, nie zabrakło jej słów, ale to nie była sytuacja, w której powinna sobie żartować czy wygłaszać niepotrzebne komentarze. Obracała więc jego wytłumaczenia w głowie, starając się je zrozumieć, uporządkować, wyciągnąć z nich to, co było najważniejsze.
Wpatrywała się z namysłem w sufit, jakby tam miała odnaleźć rozwiązanie zagadki klątwy, ale też wszystkich tajemnic wszechświata. Nie zdawała się ani trochę przestraszona sugestią tego, że ktoś mógł nienawidzić Erika i próbować go skrzywdzić.
Oczywiście, wciąż miała zamiar tę osobę dopaść. Zaciągnąć przed oblicze sprawiedliwości. A jeśli po drodze będzie stawiać opór - och tak, proszę, błagam, niech stawia opór... - trochę poturbować. Ale zagrożenie było jednak dla nich normą, a przynajmniej kilka osób zagrażało ich życiu.
I tak, już układała sobie, w jaki sposób znaleźć winnego. Lub winną. Chociaż ze względu na obecność Flinta powstrzymała się przed przedstawieniem wszystkich dziesięciu punktów planu, który już przyszedł jej do głowy.
- Nie zgadzam się z tobą – rzuciła do Erika, wciąż w zamyśleniu. Odezwała się dopiero, gdy zrobił to brat. – Jeżeli ta klątwa została rzucona tak nieumiejętnie i niekoniecznie w celach morderczych… to zawęża nam grono podejrzanych. Myślę, że wiem, w jakim punkcie zacząć.
Choćby większość śmierciożerców odpadała. Oni prawdopodobnie by jej nie sknocili. I jednak próbowali z czymś morderczym w założeniu. Kasowało to też jej cichą obawę: że Erika trafiło coś, co próbowano rzucić na Crawleyów, których istnienie w pewnym sensie wymazano potężną magią, czyniąc ich na wiele klątw odpornymi.
- Mam kilka pomysłów – powiedziała, posyłając mu uśmiech, ale nie zaczęła się nimi dzielić, aby niepotrzebnie nie zarzucać tymi informacjami Flinta. A Erikowi obiecała, że wszystko dostanie na piśmie, prawda? No to dostanie. Rozpisane w punktach.
- Dziękujemy, Cas – zwróciła się tym razem do Flinta. Sprawa była paskudniejsza niż nawet ona sądziła, więc była szczerze wdzięczna, że się tym zajął i trafili na dobrego klątwołamacza. - Będziemy wdzięczni za instrukcje, jak ją zdjąć. Jeżeli uważasz, że potrzeba jeszcze jakichś specjalistów, uzdrowiciela, mistrza eliksirów, czy klątwołamaczy, by monitorowali stan Erika, a masz kogoś do polecenia, podaj nam proszę nazwiska. Cena nie gra roli.
To była jedna z tych chwil, kiedy bardzo cieszyła się, że posiadają spory, rodowy majątek. Nie miała zamiaru wykorzystywać niczyjej uprzejmości i prosić o pomoc za darmo, a kilka tygodni leczenia dla niektórych rodzin mogłoby być problemem... na szczęście nie dla nich.
Nie dopytywała o konkretny, chwilowo czekając po prostu cierpliwie na instrukcje. W duchu pomyślała też, że pewnie, skoro sprawa jest aż tak poważna, to Erika jednak wizyta w Mungu nie minie. Zwłaszcza, że Castiel był zajętym człowiekiem, nie mogła przecież regularnie go ciągać przez kilka tygodni na pomoc bratu, jeżeli to wymagało regularnych konsultacji.
Nie padło "a nie mówiłam". Brenna wygłaszała takie stwierdzenia jednak głównie żartem, nie w takich sytuacjach. Teraz cieszyła się tylko, że tak szybko zaczęła szukać klątwołamacza.
- Cóż, wychodzi na to, że faktycznie dostarczyłam ci ciekawy przypadek - parsknęła jeszcze, kręcąc głową.


Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.
Łamacz Klątw i Naukowiec
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Najbardziej cywilizowany z rodu Flintów. Mierzy 176 cm wzrostu, niebiesko-zielone oczy, pokazuje się zawsze gładko ogolony. Nie podnosi głosu, mówi spokojnie i ma problem z utrzymaniem kontaktu wzrokowego.

Castiel Flint
#23
20.11.2022, 12:06  ✶  
Nie przedłużał kontaktu wzrokowego z Erikiem. Wyjaśniał to, co potrafił.
- Znalezienie tej osoby pozostawiam wam, jesteście w tym najlepsi. Jeśli będziecie chcieli zawęzić okres istnienia tej klątwy to za parę dni wyślę wam szczegółowy opis. Może trochę wam to ułatwi zadanie. - dodał. Jako Klątwołamacz nie powinien angażować się w poszukiwanie sprawcy. Mógłby występować jedynie jako rzeczoznawca klątwy i podać szczegółowy opis badania. Reszta działań wychodziła poza jego kwalifikacje. Mimo, że przyjaźnił się z Brenną to nie oferował jej pomocy w znalezieniu sprawcy. To nie jego komik, nie potrafi rozmawiać z ludźmi i szczerze, wątpił aby życzyli sobie jego obecności w trakcie dochodzenia. Miło zatem jest przekazać pałeczkę detektywom.
- Zrobiłem to, co mogłem. Nie podam wszystkiego na tacy. - odpowiedział Erikowi ale w jego postawie było widać już znaczącą rezerwę i powolne dystansowanie się do tej sytuacji. Potarł czoło wnętrzem dłoni i sięgnął po rolkę pergaminu. Do jego ręki wskoczyło orle pióro i zaczął spisywać "receptę", jak to Cynthia lubiła nazywać. Zerknął na Brennę i uśmiechnął się słabo.
- To jedynie reakcja na chaos, Bren. A mugolskich ołówków nie noszę więc możesz być spokojna. - w innej sytuacji zaśmiałby się z jej przypuszczeń. Widząc jej minę wyobrażał sobie ile sił kosztuje ją powstrzymanie przedstawienia szczegółowego planu działania. Miała w oczach tę pasję, którą i on czasami odczuwał kiedy mógł zająć się czymś ambitnym. Wziął głęboki wdech i zaczął tłumaczyć to, co zapisał na pergaminie.
- Przez trzy tygodnie trzeba brać dwa różnego rodzaju eliksiry. Najlepiej zamówić je u alchemika bo nie są powszechnie dostępne w sklepach. Ten tutaj rano pół fiolki, a ten drugi wieczorem trzy i pół kropli po posiłku. Przed pełnią i po pełni lepiej tego nie zażywać, aby nie kolidowało z eliksirem tojadowym. - pokazywał nazwy na pergaminie, które brzmiały czysto łacińsko. Po prostu nie znał normalnych odpowiedników więc podawał to, czego się uczył. Nie były to przedmioty tanie i ogólnodostępne jednak był o to spokojny. Pracowali w BUMie, mieli głowy na karku i wiedzieli jak działać. Co innego gdyby miał do czynienia ze zwyczajnymi, skromnymi czarodziejami.
- Do tego potrzeba trzy razy w tygodniu po dwadzieścia minut naświetlać zaklęciem wygaszającym, zapisałem szczegółową nazwę w tej rubryce... Tutaj mogą zdziałać dużo uzdrowiciele. Moja siostra również, gdybyście chcieli sprawdzonej osoby. - kierował słowa do obojga Longbottomów ale w głównej mierze spoglądał na Brennę.
- Po tym naświetlaniu mogą pojawić się tymczasowe powikłania - nudności, zawroty głowy bądź senność. Najlepiej na ten okres czasu zrezygnować z alkoholu, wtedy efekt leczenia nie wydłuży się. Gdyby pojawiła się niepokojąca reakcja to od razu skontaktujcie się ze mną. Polecam również zrezygnować z wizyt w kuchni, aby niepotrzebnie nie uaktywniać tej klątwy. - w końcu mógł schować różdżkę i swoje rzeczy.
- Czy macie jeszcze jakieś pytania? - teraz popatrzył też na Erika. Sięgnął po walizkę, odkrywając przy tym dyskomfort w okolicach nadgarstka; całkowicie to zignorował. Wyglądał na zmęczonego ale nie pozwalał Brennie wyczytać na nim czy ich dyskusje miały na to wpływ. Zachowywał się dosyć formalnie.
viscount of empathy
show me the most damaged
parts of your soul,
and I will show you
how it still shines like gold
wiek
30
sława
VI
krew
czysta
genetyka
wilkołak
zawód
detektyw w BUM
wiecznie zamyślony wyraz twarzy; złote obwódki wokół źrenic; zielone oczy; ciemnobrązowe włosy; gęste brwi; parodniowy zarost; słuszny wzrost 192 cm; wyraźnie zarysowana muskulatura; blizna na lewym boku po oparzeniu; dźwięczny głos; dobra dykcja; praworęczny

Erik Longbottom
#24
20.11.2022, 13:39  ✶  

Nie przyznałby tego od razu na głos, jednak w słowach Brenny faktycznie kryły się drobne iskierki prawdy. Bądź co bądź, akurat w kwestii przygotowywania różnego rodzaju posiłków czy gorących napitków polegał na innych członkach rodziny, zwłaszcza ostatnio, i raczej nie miał powodu ku temu, aby krytykować ich zdolności kulinarne. I tak były na dużo wyższym poziomie niż jego własne, a biorąc pod uwagę klątwę i naturalny brak talentu, nie mógłby nawet udowodnić, że faktycznie innym brakowało wyczucia smaku.

— Nie mam pojęcia, o czym mówisz. Przecież nie narzekam! — burknął pod nosem Erik. Czemu tak się obruszyła na jego drobną pochwałę? Miał same dobre zamiary. Erik pokręcił głową, dalej mocząc rękę w gorącej wodzie. — Zdajesz sobie sprawę z tego, że to był komplement? Byłoby w dobrym guście, gdybyś go przyjęła.

Zmarszczył lekko brwi, gdy wytknięto mu poniekąd błąd logiczny w rozumowaniu. Faktycznie, wiedza o tym, że osoba odpowiedzialna za ten cyrk nie potrafiła rzucić zwykłej klątwy, poniekąd wykluczał całkiem sporą ilość osób z listy... Ale też nie do końca. Nie znali wszystkich ludzi, którzy wpadali tutaj z odwiedzinami na tyle dobrze, aby na sto procent wiedzieć, że ktoś nie para się określoną dziedziną magii. Niektórzy się kryli, inni byli skromni. Wbrew pozorom nie witali wszystkim pytaniem „Hej, maczałeś kiedyś palce w czarnej magii” albo „Hej, masz coś do mojego brata?”.

— Chętnie się dowiem, kogo uważasz za najbardziej podejrzanego — rzucił. Nie miał zamiaru pozwolić, aby ta sprawa była załatwiona bez jego wiedzy. Nie można było go tak trzymać na odległość! Miał pełne prawo wiedzieć, kto się przyczynił do tego stanu rzeczy.

Słuchając tak kolejnych zaleceń Flinta, zaczął żałować, że nie przygotował sobie żadnego notesiku, żeby to wszystko zapisać „po swojemu”. Nie wątpił w to, że chłopak wystawi im swego rodzaju receptę, jednak czułby się o wiele lepiej, gdyby umieścił cały ten wywód na papierze, aby w razie czego mógł wyzbyć się własnych wątpliwości.

Tak to właśnie było przy braniu dużej ilości leków. Pierwsze dni, gdy słowa specjalisty rozbrzmiewały jeszcze w głowie jasno i wyraźnie dało się przeżyć stosunkowo łatwo, ale potem człowiek, jakby zapominał... Niektóre słowa znikały, eliksiry zmieniały kolejność i można było się nieco w tym wszystkim pogubić. Dobrze, że w tym przypadku nie był sam, bo pewnie w jego umysłu wszystko by po prostu wyparowało w momencie, gdy Castiel opuściłby ich rezydencję.

Stres robi swoje, pomyślał z przekąsem. Nawet teraz myślał poniekąd dwu lub nawet trzytorowo. Zamiast skupić się na chwili bieżącej, myślał już o tym, jak proces leczenie wpłynie na jego życie w najbliższych tygodniach, do kogo napisać i, czy przypadkiem nie powinien od razu umówić się na dodatkowe badania do szpitala św. Munga. Chociaż tyle dobrego, że przestał rozmyślać o tym, co złego jeszcze może mu się przydarzyć, a zamiast tego skupił się na zapobiegnięciu przyszłym incydentem. Tak, czarnowidztwo zdecydowanie wolał zostawić Brennie.

— Spróbuję się ograniczyć — obiecał, chociaż nie był pewny, czy zdoła dotrzymać obietnicy.

Wprawdzie nie pił jakoś dużo, ale czasami sytuacja tego wymagała. Może to i dobrze, że z wizytą u klątwołamacza poczekali do zakończenia balu. Branie udziału w tego rodzaju przedsięwzięciu poniekąd wymagało wychylenia przynajmniej paru kieliszków alkoholu, jeśli towarzystwo tego oczekiwało.

— Tak. — Wyciągnął rękę z wody, próbując w pełni rozprostować palce. Ciało dalej nie do końca chciało go słuchać, jednak i tak było lepiej, niż tuż po samym badaniu. Zwrócił swe spojrzenie ku Castielowi. — Kiedy wizyta kontrolna? Zakładam, że wolałbyś monitorować stan tego ewenementu.

Wolał ustalić, chociaż przybliżony termin, póki wszyscy byli w jednym pokoju. Należało w końcu pamiętać, że to on był tutaj najbardziej poszkodowany i chciał mieć dostęp do jak największej ilości informacji. Doceniał starania siostry względem znalezienia odpowiedniego specjalisty i załatwienia wszystkiego po cichu, jednak nie mogła robić wszystko za niego. Wypadałoby, żeby wykazał minimalne zainteresowanie tym, jak będzie wyglądał proces pozbycia się klątwy.



the he-wolf of godric's hollow
❝On some nights, the moon thinks about ramming into Earth,
slamming into civilization like some kind of intergalactic wrecking ball.
On other nights, it's pretty content just to make werewolves.
❞
Chichot losu
I’m not looking for the knight
I’m looking for the sword
wiek
27
sława
V
krew
czysta
genetyka
widmowidz
zawód
detektyw BUM
Brązowe włosy, ciemne oczy, wzrost wysoki jak na kobietę, bo mierzy sobie około 179 centymetrów wzrostu. Twarz raczej sympatycznie ładna niż piękna, nie wyróżniająca się przesadnie i rzadko umalowana. Brenna porusza się szybko, energicznie, głos ma miły i rzadko go podnosi. Ubiera się różnie, właściwie to okazji - w ministerstwie widuje się ją w umundurowaniu albo w koszuli i garniturowych spodniach, kiedy trzeba iść gdzieś, gdzie będą mugole, w Dolinie w ubraniach, które ujdą wśród mugoli, a na przyjęcia i bale zakłada typowe dla tej sfery zdobione szaty lub suknie. W tłumie łatwo może zniknąć. Jeżeli używa perfum, to zwykle to jedna z mieszanek Potterów, zawierająca nutę bzu, porzeczki i cedru, a szamponu najczęściej jabłkowego, rzecz jasna też potterowskiego.

Brenna Longbottom
#25
20.11.2022, 13:49  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 20.11.2022, 13:50 przez Brenna Longbottom.)  
Brenna nawet nie pomyślała, by prosić Castiela o pomoc w szukaniu sprawców. I miał rację, że bardzo, bardzo walczyła ze sobą, aby od razu nie zacząć wyczarowywać w powietrzu tablicy podglądowej z rozpisanymi punktami Rzeczy Do Zrobienia. Nie tylko nie mogli nadużywać jego uprzejmości, ale to po prostu nie byłoby właściwe.
- Zrobiłeś bardzo dużo. Jestem wdzięczna i wiszę ci wielką przysługę. Albo wielki obiad. Ewentualnie oba. Zaproponowałabym, żebyś został dzisiaj, ale wątpię, żebyś miał ochotę wchodzić do naszej kuchni - powiedziała szczerze. Zresztą nie dajcie bogowie, ktoś inny z domowników by go dopadł i zaczął wypytywać o klątwę. O ile ona doskonale odnajdowała się w chaosie, czasem stając się jego centrum, dla Flinta to mogło być jednak nazbyt przytłaczające.
- A co do mugolskich ołówków, wielki błąd, są dużo lepsze niż pióra i atrament - dodała jeszcze lekko.
Za to na Erika spojrzała z pewnym zdziwieniem, kiedy spytał, kogo uważa za najbardziej podejrzanego.
- Przecież powiedziałam, że wszystko dostaniesz na piśmie – powiedziała ze szczerym zdumieniem. Sądził, że nie mówiła poważnie? Wcale nie zamierzała załatwiać tego za jego plecami, potrzebowała zresztą pełnej współpracy, był głównym świadkiem, tak? Jego zeznania, znaczy się wtajemniczenie go w sprawę, były kluczowe.
Erik nie miał notesu. Ona za to miała. Wyciągnęła go z kieszeni i zaczęła szybko notować… tak, mugolskim ołówkiem właśnie. Zerkając co jakiś czas na to, co Castiel zapisał na swoim pergaminie.
Nudności, zawroty głowy, uzdrowiciel, efekty uboczne.
Jedno Erik miał jak w banku, siostra będzie pytać jak się czuje jakieś pięćdziesiąt razy dziennie.
A na kuchni faktycznie pojawi się jego zdjęcie z napisem "zakaz wstępu", przynajmniej na czas leczenia.
Kiwnęła głową machinalnie na informację o uzdrowicielu. Nie była pewna, czy powinna zawracać tym głowę Cynthii, kobieta pracowała jako patolog, więc pewnie niewiele miała czasu, chociaż być może będzie warto podpytać, czy byłaby zainteresowana dodatkowo płatnym zleceniem... Znalezienie jakiegoś uzdrowiciela nie powinno być jednak bardzo trudne. BUMowcy i aurorzy miewali z nimi do czynienia na tyle często, że dowolny kolega z pracy w razie czego mógł im kogoś zaproponować.
Natomiast kiedy Flint skończył, a Erik tylko spytał, kiedy kolejna wizyta kontrolna, rzuciła mu bardzo, bardzo wymowne spojrzenie. Jakby chciała w ten sposób zauważyć, że skoro uważa się za tak taktownego, to mógłby porządnie podziękować. Nie jej, oczywiście, ale sprowadzonemu klątwołamaczowi. Wychodziło wszak na to, że klątwa była bardzo niebezpieczna. Oczywiście, zamierzała przelać do skrytki Flinta odpowiednią sumę za konsultację, ale "dziękuję" naprawdę nie zaszkodzi...
Dobrze, że nie miała okazji dostrzec, że Castiela najwyraźniej boli nadgarstek, bo by się przejęła podwójnie.
- Jeszcze raz dzięki. Ehem, i chyba wiszę ci jeszcze kasę za spodnie - dodała, posyłając mu uśmiech. Jakkolwiek głupio to nie brzmiały, wszak węgielki chyba lekko nadpaliły materiał – westchnęła, wsuwając notatnik do kieszeni. Notowała w nim wcześniej dość gorączkowo, nie tylko to, co mówił, ale też parę własnych spostrzeżeń, których nie chciała zapomnieć.
Poczekała aż ustalą między sobą, czy wizyta kontrolna będzie konieczna, a jeżeli tak, jaka data im obojgu pasuje. Sama nie zabierała głosu, bo akurat jej obecność raczej nie będzie absolutnie potrzebne. Potem była gotowa, jeżeli Castiel nie miał nic więcej do powiedzenia, odprowadzić go na granice sadu. Po drodze absolutnie nie wspominając już o samej klątwie Erika, a raczej gadając na inne, luźne tematy, nawet jeżeli jej umysł będzie zajęty układaniem listy, którą wkrótce dostarczy bratu…


Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.
Łamacz Klątw i Naukowiec
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Najbardziej cywilizowany z rodu Flintów. Mierzy 176 cm wzrostu, niebiesko-zielone oczy, pokazuje się zawsze gładko ogolony. Nie podnosi głosu, mówi spokojnie i ma problem z utrzymaniem kontaktu wzrokowego.

Castiel Flint
#26
20.11.2022, 14:01  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 21.01.2023, 15:29 przez Morgana le Fay.)  
Spoglądał to na skołowanego Erika to na Brennę zapisującą wszystko w notesie. Potrząsnął głową i podniósł swój pergamin na wysokość ich oczu.
- To dla was, nie dla mnie. Trzymaj. - podał Erikowi zwitek ze szczegółowo opisanym procesem leczenia. Widać było, że nie tylko on był zmęczony tym porankiem. Nie dziwił się im, Erik musiał być piekielnie głodny, jak i sam Castiel. Nie miał jednak czasu o tym myśleć bo mieli ważniejsze rzeczy do roboty.
- Dzięki, Bren, jakoś się dogadamy. - zapewnił bo miło będzie wykorzystać tę obietnicę przysługi w przyszłości, kiedy będzie potrzebował pomocy, wsparcia, konsultacji. Oczywiście wszystko było podparte formalnościami ale tym zajmą się w drugiej kolejności. Najważniejsze, że wniosek o badanie został podpisany, a cała reszta to tylko i wyłącznie ostatnie i proste konieczności.
- Mugolskie artefakty nie są dla mnie. - próbował zażartować. Na całe szczęście posiadał szczątkową wiedzę na temat niemagicznego świata. Kiedyś Layla mu o tym opowiadała i choć większości nie rozumiał to kilka aspektów zostało w jego pamięci.
- Masz rację, zapomniałem o tym wspomnieć. - zwrócił się do Erika. - Najlepiej będzie spotkać się raz w tygodniu, w każdy piątek. Jeśli chcesz może to być w banku Gringotta. Szczerze mówiąc będę chciał poruszyć z tobą inny temat ale to nie jest rozmowa na dzisiaj. - napomknął bo przecież między innymi z tą myślą tu przyszedł. Pięć dni zażywania eliksirów i trzy naświetlania na tydzień, czyli trzy spotkania kontrolne. Obserwacja postępu leczenia jest jak najbardziej wskazana wszak na bieżąco będzie można dopasować potencjalną zmianę medykamentów gdyby było coś nie tak.
- Bren, nie wygłupiaj się, to tylko spodnie. Podziękowałaś mi już kilka razy, spokojnie. - zwrócił się do niej nieco łagodniej niż dotychczas. Rozbrajała go swoją drobiazgowością i choć na co dzień to cenił, tak teraz uważał to już za zbyteczne - zmęczenie robiło swoje.
- Mogę się odprowadzić, zostań z bratem. - zapewnił widząc na jej twarzy zamyślenie, kombinowanie i planowanie. Aż paliła się do działania a on znał drogę. Nie teleportuje się przecież od razu, prawdopodobnie dotrze do głównej ulicy i wówczas się przeniesie bliżej swojego domu.
- Powodzenia. Do zobaczenia. - wyciągnął rękę do uścisku do obojga Longbottomów, a następnie skierował się do wyjścia - sam albo z upartą Brenną. Uciął sobie dłuższy spacer zanim postanowił przyspieszyć swój powrót.

Koniec sesji
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek:
Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Brenna Longbottom (5014), Castiel Flint (5572), Erik Longbottom (5837)


Strony (3): « Wstecz 1 2 3


  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Przydatne linki
Kolejeczka
Tryb normalny
Tryb drzewa