Jego list zdecydowanie poruszył jakąś łagodniejszą w niej strunę, która rozbrzmiała zwyczajną nadzieją. Nie dawała tego po sobie poznać. Nie mogła, bo gdyby tylko sobie na to pozwoliła, rozczarowanie mogłoby być tym silniejsze i boleśniejsze, a coś w niej jasno i wyraźnie krzyczało, że powinna się go spodziewać. Że było pewne jak to, że jutrzejszego ranka wstanie kolejny dzień.
Sama nie była pewna, co winna zrobić ze wspomnieniem tamtego dnia. Kończyło się zbyt miło, jak na historię, którą życie snuło ostatnio między nimi. Delikatność, którą mu wtedy zaoferowała, zawsze należeć miała do niego i tylko do niego. A mimo to Desideria łapała się na myśli, że zwyczajnie na nią nie zasługiwał. Zamiast dawać, powinna bezwzględnie zabrać, pozbawiając tak jego jak i siebie, wszelkich złudzeń co do tego, gdzie wielkimi krokami zmierzał ich związek.
Śniadanie przygotowano dla nich na tarasie, który wyglądał na ogrody. Lorelai nie kłamała - Maida Vale wciąż wyglądało przepięknie, pomimo pogody jaka nawiedzała Anglię. Desideria nie potrafiła narzekać na widoki, jednak jej zdaniem październik na wyspach średnio nadawał się do siedzenia na świeżym powietrzu dłużej niż pół godziny. Nie miała jednak narzekać, a przynajmniej nie na początku i do momentu, kiedy nie uda się wyczuć jaka atmosfera miała panować przy śniadaniowym stoliku.
Pojawiła się, jak zwykle, punktualnie. Zabini miała to do siebie, że nigdy się nie spóźniała i operowała swoim czasem w niesamowicie wręcz umiejętny sposób. Tak było podczas szkolnych lat spędzonych w Slytherinie, jak i kiedy weszła już w dorosłość i przyszło jej przemierzać szpitalne, czy ministerialne korytarze. On natomiast, nie kazał jej na siebie czekać. Przywitali się, znaleźli na tarasie i pierwsze, co Desideria zrobiła i stanęła przy balustradzie, obejmując spojrzeniem całość ogrodów.
— Te czarne róże wydają się pasować tu lepiej niż czerwone — zauważyła, przez moment jeszcze przyglądając się ciemnym pąkom, z tej odległości wyglądających niczym maźnięte przez malarza pędzlem na krajobrazie. — Wiadomo już, skąd w ogóle się tu wzięły, czy dalej pozostaje to tajemnicą? — zapytała, by z pewnym ociąganiem przesunąć na niego spojrzenie, jakby ciężko było oderwać się od widoku kwiatów.
Within the illusions hide real illusions... from the real illusions, the illusions are created.
Within the truth hides the lie... within the lie hides the truth.