• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
    • Kalendarium
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Greater London Wokół Magicznych Dzielnic [20.10.1972] Black out days

[20.10.1972] Black out days
the way of water
This could be perfection
Or venom dripping in your mouth
wiek
24
sława
V
krew
czysta
genetyka
selkie
zawód
Niewymowna
Pierwsze co rzuca się w oczy to intensywnie błękitna barwa tęczówek. Błękitne, dokładnie tak jak morze, które gra nieustannie gdzieś wewnątrz jej duszy. Ma ciemne, brązowe włosy, które jednak farbuje regularnie na blond. Ubiera się nieodzownie we włoskie kreacje. Zawsze ma też pomalowane paznokcie; na czerwony lub czarny kolor.

Desideria Zabini
#1
10.09.2026, 02:11  ✶  

Jego list zdecydowanie poruszył jakąś łagodniejszą w niej strunę, która rozbrzmiała zwyczajną nadzieją. Nie dawała tego po sobie poznać. Nie mogła, bo gdyby tylko sobie na to pozwoliła, rozczarowanie mogłoby być tym silniejsze i boleśniejsze, a coś w niej jasno i wyraźnie krzyczało, że powinna się go spodziewać. Że było pewne jak to, że jutrzejszego ranka wstanie  kolejny dzień.

Sama nie była pewna, co winna zrobić ze wspomnieniem tamtego dnia. Kończyło się zbyt miło, jak na historię, którą życie snuło ostatnio między nimi. Delikatność, którą mu wtedy zaoferowała, zawsze należeć miała do niego i tylko do niego. A mimo to Desideria łapała się na myśli, że zwyczajnie na nią nie zasługiwał. Zamiast dawać, powinna bezwzględnie zabrać, pozbawiając tak jego jak i siebie, wszelkich złudzeń co do tego, gdzie wielkimi krokami zmierzał ich związek.

Śniadanie przygotowano dla nich na tarasie, który wyglądał na ogrody. Lorelai nie kłamała - Maida Vale wciąż wyglądało przepięknie, pomimo pogody jaka nawiedzała Anglię. Desideria nie potrafiła narzekać na widoki, jednak jej zdaniem październik na wyspach średnio nadawał się do siedzenia na świeżym powietrzu dłużej niż pół godziny. Nie miała jednak narzekać, a przynajmniej nie na początku i do momentu, kiedy nie uda się wyczuć jaka atmosfera miała panować przy śniadaniowym stoliku.

Pojawiła się, jak zwykle, punktualnie. Zabini miała to do siebie, że nigdy się nie spóźniała i operowała swoim czasem w niesamowicie wręcz umiejętny sposób. Tak było podczas szkolnych lat spędzonych w Slytherinie, jak i kiedy weszła już w dorosłość i przyszło jej przemierzać szpitalne, czy ministerialne korytarze. On natomiast, nie kazał jej na siebie czekać. Przywitali się, znaleźli na tarasie i pierwsze, co Desideria zrobiła i stanęła przy balustradzie, obejmując spojrzeniem całość ogrodów.

— Te czarne róże wydają się pasować tu lepiej niż czerwone — zauważyła, przez moment jeszcze przyglądając się ciemnym pąkom, z tej odległości wyglądających niczym maźnięte przez malarza pędzlem na krajobrazie. — Wiadomo już, skąd w ogóle się tu wzięły, czy dalej pozostaje to tajemnicą? — zapytała, by z pewnym ociąganiem przesunąć na niego spojrzenie, jakby ciężko było oderwać się od widoku kwiatów.



Illusions... or real illusions.
Within the illusions hide real illusions... from the real illusions, the illusions are created.
Within the truth hides the lie... within the lie hides the truth.
evil twink
i ain't got no type
bad witches
is the thing that I like
wiek
26
sława
V
krew
czysta
genetyka
—
zawód
Asystent sędziny
Zimna cera i jeszcze chłodniejsze spojrzenie. Kruczoczarne włosy i onyksowe tęczówki bardzo wyraźnie kontrastują ze skórą bladą jak kreda. Buta oraz wyższość wylewa się z każdego gestu i słowa. Mierzy 187 centymetrów o szczupłej sylwetce, która coś jeszcze pamięta ze sportowych czasów. W godzinach pracy zawsze ubrany elegancko, zaczesany, a swoje tatuaże ukrywa pod zaklęciami transmutacji. Po godzinach najczęściej nosi się w skórzanych kurtkach i ciężkich butach.

Louvain Lestrange
#2
26.09.2026, 23:26  ✶  

Następnego poranka, kiedy alkohol zdążył już całkowicie wyparować z jego krwi, a melodia jej głosu ucichła w pamięci, Louvain zażenowanie. List, który jeszcze poprzedniego wieczoru wydawał mu się bardzo odpowiedni i dojrzały, teraz jawił się jako żałosny dowód chwilowej utraty rozsądku. Z ledwością zdecydował się wstać z łóżka, choć przez kilka długich minut przekonywał samego siebie, że nie może odpuścić tego spotkania. Nie po tym, jak sam je zaproponował. Nie po tym, jak pozwolił sobie napisać rzeczy, których trzeźwy Louvain najchętniej nie przyznałby nawet samemu sobie. W końcu podniósł się i stanął przed lustrem. Spojrzał na swoje odbicie z niemal fizycznym obrzydzeniem, jakby twarz po drugiej należała do człowieka, którego wolałby nie znać. Jeszcze kilka godzin wcześniej ta twarz była zdolna do wszystkich tych poniżających czułości wobec niej. Do oparcia głowy na jej kolanach, do zamknięcia oczu pod wpływem jej głosu, do przyznania, że nie chce od niej odchodzić. Teraz wszystko to wydawało mu się nie tylko obce, ale wręcz upokarzające. Potrzebował odzyskać siebie, zanim zobaczy ją ponownie. Twardość, szorstkość, chłód, za którym od lat ukrywał wszystko, czego nie potrafił nazwać. Jeśli Desideria przyjdzie z gniewem, nie zamierzał już pozwolić, by ten gniew znalazł w nim miękkie miejsce. Jej złość mogła rozbijać się o niego do woli, jak przypływ o wystający z morza, ostry klif. Fale mogły być gwałtowne, mogły pienić się u jego stóp i zdzierać z niego kolejne warstwy kamienia, lecz on nie zamierzał ustąpić ani o krok. Tak przynajmniej postanowił, zanim wyszedł z pokoju. I tylko przez krótką chwilę, kiedy przechodził obok fotela, na którym jeszcze wczoraj siedział, jego spojrzenie zdradziło, że sam wcale nie był pewien, czy potrafi dotrzymać tego postanowienia. Na stoliku wciąż leżała jej jedwabna apaszkę, przesiąkniętą zapachem jej perfum. Tę samą, którą poprzedniego wieczoru ściskał w dłoni, kiedy drugą ręką kreślił na papierze ten cholerny list, będący teraz dla niego niczym dowód rzeczowy własnej słabości.

Przyszykował się należycie, niemal przesadnie starannie, jakby poprawnie zawiązany krawat i nienagannie ułożone mankiety mogły przywrócić mu godność, którą poprzedniego wieczoru tak lekkomyślnie oddał w jej ręce. Zanim opuścił sypialnię, raz jeszcze przejrzał odpowiedź Lorelai, która potwierdziła, że ogród został przygotowany zgodnie z jego prośbą, a ona sama wyznaczyła miejsce, z którego najlepiej było widać czarne róże. Październik rzeczywiście nie był najlepszym wyborem na śniadanie na zewnątrz, ale trudno było winić za to kogokolwiek poza Desiderią. To ona postanowiła spędzić lato gdzie indziej, pozostawiając go samego w tym mieście. Pojawił się kilka minut później, niż wypadało, choć nie na tyle późno, by można było nazwać to nietaktem. W jego własnym przekonaniu było to dokładnie tyle, ile potrzeba, by zaznaczyć pewną oczywistość: tym razem to ona miała na niego czekać. Kiedy wreszcie znalazł się przy niej i usłyszał uwagę o czarnych różach, spojrzał na nie z nieco zbyt krytycznym namysłem. - W gruncie rzeczy pasują tu doskonale - zgodził się choć bez entuzjazmu.- Lepiej oddają nastrój miasta. I mierność jego mieszkańców. Przez lata Louvain z upodobaniem narzekał na Londyn. Wieczne zachmurzenie, kamienne fasady, mgłę wdzierającą się pod kołnierz. Był to jeden z tych przywilejów, które rezerwował dla siebie, prawo do obrażania własnego miasta, ponieważ należał do niego wystarczająco długo, by uważać je za część siebie. Inne rody swoje rezydencje lokowały po prowincjach, ale Lestrange byli niemalże w sercu tego miasta. Jednak teraz, stojąc obok Włoszki, która z właściwą sobie bezczelnością potrafiła przeciwstawić londyńskiemu chłodowi swoje pieprzone śródziemnomorskie miasteczka, słońce, morze i ciepło, nagle odkrył w sobie absurdalną potrzebę bronienia tego przeklętego miejsca. Może akurat nie teraz, nie w tym momencie. Po prostu czym innym było narzekać na Londyn samemu, a czymś zupełnie innym słuchać, jak robi to ona, z tym swoim południowym przekonaniem, że wszystko, co nie pachnie solą i cytrusami zasługuje wzgardzenie. I ku własnemu rozdrażnieniu Louvain odkrył, że wcale nie podoba mu się myśl, iż Desideria może patrzeć na jego miasto z góry.

- Coś podobnego już kiedyś miało tu miejsce - odpowiedział, przesuwając spojrzeniem po widoku róż. - To kwestia czasu. Ogród wróci do swojego właściwego stanu. Przez chwilę pozwolił, by cisza znów zawisła między nimi, po czym sięgnął po kawę. Nie zamierzał wracać do wczorajszego wieczoru. Jeszcze nie. Spojrzał na nią chłodno, a w kąciku ust pojawił się ledwie widoczny cień drwiny. - A ty? - rzucił chłodno. - Poza zachwycaniem się tymi swoimi śródziemnomorskimi dziurami, czym jeszcze się zajmowałaś?

« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości

Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Desideria Zabini (341), Louvain Lestrange (715)




  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Spis Treści
Zakładki
Tryb normalny
Tryb drzewa