Miesięcznica największego zamachu w historii tej wojny, a może i historii brytyjskich czarodziejów – nie na wyliczaniu kto i kiedy zabił więcej skupiały się myśli ludzi spoglądających w kierunku Kniei Godryka, lecz na tym, że to tam wszystko się zaczęło.
Dzisiaj mieliście zobaczyć na własne oczy w jaki sposób miejsce będące dumą Doliny zmieniło się od wiosny.
– Państwo z Ministerstwa, tak? – Głos drobnej kobiety nadciągającej z głębi lasu był niepewny, ale za wielkimi, grubymi jak denka od słoika szkłami okularów krył się ktoś, kogo dobrze znaliście. Fryderyka Shacklebolt, również jak wy Niewymowna skąpana w blasku jasnowidztwa, ale jednocześnie... oh tak, jak na kogoś kto powinien dostrzegać więcej niż inni, pozostawała niebywale ślepa na to, co miała przed sobą. – Taaaak – powiedziała, kiedy znalazła się bardzo blisko – dobre miałam przeczucie, że to wy... – I w istocie nie było tu miejsca na pomyłkę, bo współpracowaliście już na tyle długo, aby ktoś taki jak Frydzia zapamiętał nie tylko waszą aparycję, dokonania i temperament, ale i dług karmiczny waszych dziadków. Była kobietą aż nazbyt szczerą, dobitnie kwitowała każdą głupotę parsknięciem, a idiotyczne pytania – wzruszeniem ramion. Na oko po czterdziestce, ale należała do kobiet bardzo urodziwych, na których wiek nie odcisnął aż tak dużego piętna. – Słuchajcie panowie, wybrano mnie, żebym was przeprowadziła ścieżką przez las i poinformowała, że rzucono na nią zaklęcia, które nie umożliwiają zbyt dużego skupienia się na otoczeniu. Projekt biura Aurorów, żeebyy... wędrujący nie zbaczali z obranej ścieżki. – Nie wyjaśniła jednak dlaczego.
– Jesteście gotowi?
Czy macie dla mnie jakieś rewelacje – zdawała się mówić jej twarz. Koraliki przy jej spódnicy zabrzęczały na wietrze, a ona zmarszczyła brwi, wpatrując się w was na przemian.
– Jak nie to chodźcie. Jak tak to też chodźcie, opowiecie mi po drodze. Lepiej nie stać na skraju zbyt długo.
@Morpheus Longbottom@Alexander Mulciber