• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
    • Kalendarium
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Anglia Dolina Godryka Knieja Godryka v
1 2 Dalej »
8 października 1972, knieja godryka

8 października 1972, knieja godryka
Czarodziejska legenda
Wilderness is not a luxury but a necessity of the human spirit.
wiek
sława
—
krew
—
genetyka
—
zawód
Czarodzieje dążą do zatarcia granicy pomiędzy jaźnią i resztą natury, wchodząc tym samym na wyższe poziomy świadomości. Część z nich korzysta do tego z grzybów, a część przeżywa głębokie poczucie spokoju i połączenia podczas religijnych obrzędów i rytuałów. Ostatecznie jednak ciężko opisać najgłębsze wewnętrzne doświadczenia i uznaje się, że każdy z czarodziejów odczuwa je na swój sposób. Zjawisko to nazywane jest eutierrią.

Eutierria
#1
28.03.2026, 17:11  ✶  
8 października 1972, spotykacie się na skraju Kniei

Miesięcznica największego zamachu w historii tej wojny, a może i historii brytyjskich czarodziejów – nie na wyliczaniu kto i kiedy zabił więcej skupiały się myśli ludzi spoglądających w kierunku Kniei Godryka, lecz na tym, że to tam wszystko się zaczęło.

Dzisiaj mieliście zobaczyć na własne oczy w jaki sposób miejsce będące dumą Doliny zmieniło się od wiosny.

– Państwo z Ministerstwa, tak? – Głos drobnej kobiety nadciągającej z głębi lasu był niepewny, ale za wielkimi, grubymi jak denka od słoika szkłami okularów krył się ktoś, kogo dobrze znaliście. Fryderyka Shacklebolt, również jak wy Niewymowna skąpana w blasku jasnowidztwa, ale jednocześnie... oh tak, jak na kogoś kto powinien dostrzegać więcej niż inni, pozostawała niebywale ślepa na to, co miała przed sobą. – Taaaak – powiedziała, kiedy znalazła się bardzo blisko – dobre miałam przeczucie, że to wy... – I w istocie nie było tu miejsca na pomyłkę, bo współpracowaliście już na tyle długo, aby ktoś taki jak Frydzia zapamiętał nie tylko waszą aparycję, dokonania i temperament, ale i dług karmiczny waszych dziadków. Była kobietą aż nazbyt szczerą, dobitnie kwitowała każdą głupotę parsknięciem, a idiotyczne pytania – wzruszeniem ramion. Na oko po czterdziestce, ale należała do kobiet bardzo urodziwych, na których wiek nie odcisnął aż tak dużego piętna. – Słuchajcie panowie, wybrano mnie, żebym was przeprowadziła ścieżką przez las i poinformowała, że rzucono na nią zaklęcia, które nie umożliwiają zbyt dużego skupienia się na otoczeniu. Projekt biura Aurorów, żeebyy... wędrujący nie zbaczali z obranej ścieżki. – Nie wyjaśniła jednak dlaczego.

– Jesteście gotowi?

Czy macie dla mnie jakieś rewelacje – zdawała się mówić jej twarz. Koraliki przy jej spódnicy zabrzęczały na wietrze, a ona zmarszczyła brwi, wpatrując się w was na przemian.

– Jak nie to chodźcie. Jak tak to też chodźcie, opowiecie mi po drodze. Lepiej nie stać na skraju zbyt długo.

Opiszcie mi w poście wejściowym: czy postacie mają przy sobie coś specyficznego, czy jakoś dziwnie wyglądają, jaki mają generalny vibe (będę na was reagowała różnymi postaciami trzymając się tego co same tutaj określicie). Idąc ścieżką na Polanę nie możecie utrzymać wzroku na drzewach. Frydzia idzie przodem, więc możecie patrzeć się na nią lub natrętnie próbować złamać siłę tegoż zaklęcia patrząc na roślinność. Możecie napisać tutaj dwie tury postów (jeśli chcecie) i najpierw się ze sobą przywitać.
@Morpheus Longbottom@Alexander Mulciber
Prorok Niecodzienny
Everyone is a monster to someone.
Since you are so convinced that I am yours, I will be it.
wiek
32
sława
V
krew
czysta
genetyka
jasnowidz
zawód
Niewymowny (Komnata Przepowiedni)
Na ten moment dłuższe, ciemnobrązowe włosy, które zaczynają się coraz bardziej niesfornie kręcić. Przeraźliwie niebieskie oczy, które patrzą przez ciebie i poza ciebie – raz nieobecne, zmętniałe, przerażająco puste, raz zadziwiająco klarowne, ostre, i tak boleśnie intensywne, że niemalże przewiercają rozmówcę na wylot – zawsze zaś tchną zimną obojętnością. Sprawiają wrażenie przekrwionych, bo Alexander coraz częściej zapomina o regularnym mruganiu. Wysoki wzrost (1,91 m). Zwykle mocno się garbi, więc wydaje się niższy. Dosyć chudy, ale już nie wychudzony, twarzy nie ma tak wymizerowanej, jak jeszcze kilka miesięcy temu. Nieco ciemniejsza karnacja, jako że w jego żyłach płynie cygańska krew: w jasnym świetle doskonale widać jednak, jak niezdrowo wygląda skóra mężczyzny, to, że jego cera kolorytem wpada w odcienie szarości i zieleni. Potężne cienie pod oczami sugerują problemy ze snem. Raczej małomówny, ma melodyjny, nieco chrapliwy głos. Pod ubraniem, Alexander skrywa liczne ślady po wkłuciach w formie starych, zanikających blizn i przebarwień skórnych, zlokalizowane głównie na przedramionach – charyzmaty doświadczonego narkomana – którym w innych okolicach towarzyszą także bardziej masywne, zabliźnione szramy – te będące z kolei pamiątkami po licznych pojedynkach i innych nielegalnych ekscesach. Lekko drżące dłonie stale były niegdyś przyobleczone w pierścienie pokryte tajemniczymi runami. Teraz widnieje na nich tylko rodowy sygnet Mulciberów, który Alexander odziedziczył po ojcu. Zawsze elegancko ubrany, nosi tylko czerń i biel. Najczęściej sprawia wrażenie lekko znudzonego, a jego sposób bycia cechuje arogancka nonszalancja jasnowidza.

Alexander Mulciber
#2
05.04.2026, 21:34  ✶  
Alexander Mulciber poczuł coś na kształt irytacji, gdy zrozumiał, że widok na las przesłania mu iluzja. Coś na kształt gniewu. Chciał spojrzeć na drzewa, w których zamknięte były dusze, a nie mógł nawet skupić na nich wzroku. Chciał posłuchać, jak mówią, choć mówiły obcym językiem. Las mówi ze sobą w ziemi, mówiła Helloise, gdy odwiedził ją dzisiejszego ranka. W ziemi grzyby noszą między drzewa wieści. O chorobie. O suszy. O niebezpieczeństwie.
A jednak las milczał.
Alexander czuł obok siebie równie milczącą, widmową obecność eksterioryzującej Helloise, która odprowadziła go pod Knieję. Nie zbliżaj się do skraju, mruknął tylko, pożegnawszy się z nią na dobre. Nie odwrócił się za siebie. Skupił się na ścieżce.

Z Morpheusem przywitał się skinieniem głowy. Z Fredericką również, choć wątpił, żeby dostrzegła gest. Gdy się odezwał, głos jego był monotonny, jak zawsze pozbawiony właściwej intonacji, przez co Alexander brzmiał jak gdyby był znudzony. Było w tym coś irytującego. Było w tym też coś kojącego. W jego niewzruszonym spokoju. W wiecznej obojętności.

– Pomagałaś wytyczyć ich kształt? – zapytał, gdy Frederica napomknęła o zaklęciach obszarowych, nałożonych na Knieję z ramienia Biura Aurorów. Nie ufał jego przedstawicielom. Widać to było po nim. Alexander niespecjalnie lubił współpracować ze wścibskimi funkcjonariuszami prawa. Wierzył jednak w trafność przewidywań Niewymownej, która swym darem profecji wspomagała Departament Tajemnic. Ekspertyzy jasnowidzów traktował poważnie. Aurorom natomiast nie zależało na nauce, lecz na jej osiągach. Nie byli badaczami, a w prowadzonych badaniach wręcz przeszkadzali, co Alexander przyjmował z pogardą właściwą dla naukowca, który wolał mnożyć pytania, niż szukać konkretnych odpowiedzi. – Dlaczego wybrali taką, a nie inną ścieżkę?
Wiele ścieżek wiodło przecież przez las. Co czyniło tą bezpieczniejszą od innych? Być może była to kwestia wygody, a może kryło się za tym coś więcej. Coś w zachowaniu Widm, co sprawiło, że podążały konkretnymi szlakami.

Ubrany był dokładnie tak jak zawsze, w czerń i biel. Nudna, pozbawiona ozdobników czarna szata przypominająca garnitur. Elegancka biała koszula pod spodem, choć spod płaszcza wyglądał tylko zaprasowany kołnierzyk. Nie widać było śladów ziemi, jakie zostawiła na jego ramionach Helloise, która pomazała go czarnoziemem jak świętym olejem. Alexander był człowiekiem przesądnym, wierzył więc w udzielone mu błogosławieństwo. Potrzebował go, nie miał bowiem na palcach swych charakterystycznych, złotych pierścieni, będących atrybutami jasnowidza. Jedynie rodowy sygnet wciąż gościł na jego dłoni. Poza tym jego ubiór nie odbiegał niczym od sposobu, w jaki nosił się na co dzień. Kroje były proste, klasyczne, ale ubrania, jakie miał na sobie, niewątpliwie wyglądały na drogie. Nie pasowały na wyprawę do lasu. Ale pasowały do Alexandra, którego sposób bycia cechowała obrzydliwa nonszalancja kogoś, kto wychował się w bogactwie, więc nie nauczył się nigdy szanować posiadanych rzeczy. Może i były drogie, ale nie miały dla niego żadnej wartości. Tak łatwo dały się przecież zastąpić. Nie bał się przynajmniej upierdolić w trakcie roboty, co było zresztą widać po eleganckich butach z czarnej skóry. Były całe ubłocone. Musiał długo łazić po okolicy, zanim stawił się na umówione miejsce spotkania.


Alexander zjadł porcję potrawki z elfa zanim stawił się na miejsce spotkania. Potrawka sprawia, że postać do końca dnia przestaje odczuwać lęk – niweluje opisy zawad.


Kiedy tańczę, niebo tańczy razem ze mną
Kiedy gwiżdżę, gwiżdże ze mną wiatr
Kiedy milknę, milczy świat
ceaseless watcher
Vigilo, opperior, Audio.
wiek
43
sława
IV
krew
czysta
genetyka
jasnowidz
zawód
Niewymowny
Średniego wzrostu czarodziej (176cm), ubrany w modne szaty, szpakowate loki sięgają mu za ucho, a na twarzy nosi dość długi zarost, broda jest w wielu miejscach siwa. Ma ciemne, niemal czarne oczy. Emanuje od niego bardzo niespokojna energia.

Morpheus Longbottom
#3
15.05.2026, 20:45  ✶  
[aMorpheus Longbottom wyglądał... Dziwnie. Jak na siebie zwłaszcza. Zamiast klasycznej magicznej szaty, miał na sobie mugolskie jeansy, trapery i flanelową koszulę w kolorze szałwiowym. Jeansy i buty były pozostałością po zakładzie z Millie i teraz mogły mu służyć, bez niszczenia jego nowych butów, które musiał zakupić po tym, jak Śmierciożercy w bardzo ekscentryczny sposób pokazali, że nie podoba im się jego garderoba i spalili mu dom. Na wierzchu miał narzucone coś w rodzaju wełnianej peleryny, sięgającej mu raptem do połowy uda, z kapturem,  krzyzujacą się na piersi. Luźna część miała na wierzchu zdobienia przypominające żyły liści i dające całości bardzo organicznego wrażenia. [/a]

Do paska miał przypiętą niedużą torbę, w której miał paczkę cukierków, a także pudełko ze strzykawką i insuliną. Nie chciał trafić do jakiejś innej przestrzeni i umrzeć nie przez upiory, a przez zbyt wysoki cukier. Dodatkowo była tam kieszonkowa talia tarota, notesik i ołówek, wahadełko oraz dwie bombastyczne bomby.

— Dzień dobry Fryderyko, Alexandrze, miło was widzieć — tylko jego głos zdradzał noc pełna rozpaczania nad własnym losem, zachrypły, trochę jak nie jego, ale brzmiało to szczerze.

Ruszył za nią.

— Mam informacje z drugiej ręki, że runa Aegis Hjalmur może chronić przed widmami. Zaraz wam ją... — przystanął na chwilę i narysował szybko wspomniany znak, dwukrotnie, na karteczkach, każdą wyrwał i podał po jednej Niewymownym. — Niestety, nie wiem czy jej działanie było już testowane.


Przewaga: Runy (I): Postać dostała od Brenny informację o runie od Hjalmara, rozpoznała ją jako runę ochronną.

@Alexander Mulciber
@Eutierria


And when I call you come home
A bird  in your teeth
the end is here
Prorok Niecodzienny
Everyone is a monster to someone.
Since you are so convinced that I am yours, I will be it.
wiek
32
sława
V
krew
czysta
genetyka
jasnowidz
zawód
Niewymowny (Komnata Przepowiedni)
Na ten moment dłuższe, ciemnobrązowe włosy, które zaczynają się coraz bardziej niesfornie kręcić. Przeraźliwie niebieskie oczy, które patrzą przez ciebie i poza ciebie – raz nieobecne, zmętniałe, przerażająco puste, raz zadziwiająco klarowne, ostre, i tak boleśnie intensywne, że niemalże przewiercają rozmówcę na wylot – zawsze zaś tchną zimną obojętnością. Sprawiają wrażenie przekrwionych, bo Alexander coraz częściej zapomina o regularnym mruganiu. Wysoki wzrost (1,91 m). Zwykle mocno się garbi, więc wydaje się niższy. Dosyć chudy, ale już nie wychudzony, twarzy nie ma tak wymizerowanej, jak jeszcze kilka miesięcy temu. Nieco ciemniejsza karnacja, jako że w jego żyłach płynie cygańska krew: w jasnym świetle doskonale widać jednak, jak niezdrowo wygląda skóra mężczyzny, to, że jego cera kolorytem wpada w odcienie szarości i zieleni. Potężne cienie pod oczami sugerują problemy ze snem. Raczej małomówny, ma melodyjny, nieco chrapliwy głos. Pod ubraniem, Alexander skrywa liczne ślady po wkłuciach w formie starych, zanikających blizn i przebarwień skórnych, zlokalizowane głównie na przedramionach – charyzmaty doświadczonego narkomana – którym w innych okolicach towarzyszą także bardziej masywne, zabliźnione szramy – te będące z kolei pamiątkami po licznych pojedynkach i innych nielegalnych ekscesach. Lekko drżące dłonie stale były niegdyś przyobleczone w pierścienie pokryte tajemniczymi runami. Teraz widnieje na nich tylko rodowy sygnet Mulciberów, który Alexander odziedziczył po ojcu. Zawsze elegancko ubrany, nosi tylko czerń i biel. Najczęściej sprawia wrażenie lekko znudzonego, a jego sposób bycia cechuje arogancka nonszalancja jasnowidza.

Alexander Mulciber
#4
16.05.2026, 00:21  ✶  
Alexander powiódł palcem wzdłuż wyrysowanej przez Morpheusa runy. Wystarczyło dotknąć skreślonego naprędce symbolu, aby poczuć tkwiącą w nim moc. Ægishjalmur, zwany także Hełmem Trwogi. Znał tę runę, nie pomyślałby jednak, że mogłaby posłużyć w walce z Widmami, mimo wszystko kojarzyła mu się bowiem złowrogo. Kojarzyła mu się z bestią pokonaną na łamach nordyckiej sagi przez Sigurda, jednego z bohaterów jego dzieciństwa, spędzonego na zgłębianiu obcych mitologii. Bestia ta miała swe leże głęboko w otchłani rozpościerającej się pod wrzosowiskami Gnitaheiði. A imię bestii było Fafnir. Ten, który patrzy w głąb. Runę Ægishjalmur nosił na swym czole, wywołując lęk wśród śmiałków, którzy próbowali go zgładzić. W większości mitów Fafnir był gadem. Pozbawionym skrzydeł smokiem, którego cielsko zdegenerowało w ciemnościach podziemnych korytarzy. W niektórych wersjach był wielkim wężem.
Alexander najbardziej jednak lubił te tłumaczenie sagi, w których Fafnir był po prostu... Robakiem. Robakiem, który drążył ziemię, tę samą, którą pomazały Alexandra ręce Helloise. "Las mówi z sobą w ziemi", powiedziała mu. A robactwo zalęgło się w lesie. Zalęgło się w ziemi. Gnieździło się w ciemnych jarach, wijąc się groźnie wśród korzeni porastających Knieję drzew. Ziemia rozbrzmiewała pieśnią pogrzebanych w niej larw. Gdyby się wsłuchał, co mogłyby mu powiedzieć?
Alexander zaczął przetasowywać karty tarota, które zawsze nosił w kieszeni szaty. Nie musiał nawet patrzeć na swe ręce, te bowiem poruszały się w wyuczonym przez lata nawyku. W milczeniu przysłuchiwał się rozmowom wokół siebie... A potem zrzucił wybraną kartę na ziemię.

Rzut Tarot 1d78 - 57
Paź Mieczy

Schylił się, aby podnieść kartę, którą wraz z wzorem runy, wyrysowanej na karteczce przez Morpheusa, schował do kieszeni wierzchniej szaty.

– Zatem do nas należało będzie je przetestować.

Sigurd pokonał smoka, który w ramach uznania zapytał go o imię. Sigurd z początku go okłamał, ale Fanfir nie dał się oszukać. W końcu udało mu się poznać prawdziwe imię herosa... Być może wzorem mitologicznej bestii powinni wyrysować sobie runy na czołach. Może wtedy patrzyliby uważniej. Widzieliby klarowniej.

// Przewaga starożytne runy I + mam list (a nawet dwa), o tym, jak jestem w Norwegii, i czytam sobie o skandynawskiej mitologii: [1], [2]

@Morpheus Longbottom
@Eutierria


Kiedy tańczę, niebo tańczy razem ze mną
Kiedy gwiżdżę, gwiżdże ze mną wiatr
Kiedy milknę, milczy świat
ceaseless watcher
Vigilo, opperior, Audio.
wiek
43
sława
IV
krew
czysta
genetyka
jasnowidz
zawód
Niewymowny
Średniego wzrostu czarodziej (176cm), ubrany w modne szaty, szpakowate loki sięgają mu za ucho, a na twarzy nosi dość długi zarost, broda jest w wielu miejscach siwa. Ma ciemne, niemal czarne oczy. Emanuje od niego bardzo niespokojna energia.

Morpheus Longbottom
#5
08.06.2026, 20:21  ✶  

Również Morpheus rozważał namaszczenie się runą na czole, mieszanką olei inkantowanych w odpowiedni sposób, aby niosły za sobą dodatkowe, magiczne znaczenie, ale może w głupocie, próbował opanować swoje czarnowidztwo. Wdech. Wydech.

— Z rozmów ze starszymi mieszkańcami wynika, że widma były tutaj zawsze, znaczy w Kniei, ale nigdy nie wyłaziły dostatecznie często, aby być większym problemem niż przeciętne, złowrogie bestie i były jakby larwami. Chyba się przepotwarzają. Mówili też, że działa na nie nekromatyczne zaklęcie Expecto Patronum. Miałem też… przypadek, że widmo wolało głosem mojego brata. Tego, który zginął podczas Beltane. Nie było mnie wówczas w Kniei, więc musimy założyć, że mogą wabić ludzi oraz podszywać się pod nich. Nie wiem czy wybór głosu był związany z tym, że pojmały jego część czy ze względu na emocjonalną więź. Bardzo możliwie też że są wrażliwe na Trzecie Oko, bo zdaje się że karmią się energią życiową nie tylko ludzi, ale również przedmiotów z nimi powiązanych i możliwie drzew. Nie wiem jednak czy były to zwykle drzewa czy któreś z magicznch, jak Złota Jabłoń albo drzewa Greengrassów.

Morpheus zrzucił na siebie spotkanie z widmem, chociaż było udziałem Juliena. Wolał nie mieszać chłopaka do całej sprawy, narażać go na demaskacje, gdziekolwiek teraz nie przebywał. Morpheus nie wiedział, bo wolał nie wiedzieć.

— Uroki mieszkania w sąsiedztwie — uśmiechnął się wesoło, ale z jakimś drapieżną nutą. Bo informacji zdawało się, miał nader dużo.



Przewaga: Kłamstwo — widmo wolało Juliena, nie Morpheusa, ale rzeczywiście głosem Derwina.


@Alexander Mulciber
@Eutierria


And when I call you come home
A bird  in your teeth
the end is here
Czarodziejska legenda
Wilderness is not a luxury but a necessity of the human spirit.
wiek
sława
—
krew
—
genetyka
—
zawód
Czarodzieje dążą do zatarcia granicy pomiędzy jaźnią i resztą natury, wchodząc tym samym na wyższe poziomy świadomości. Część z nich korzysta do tego z grzybów, a część przeżywa głębokie poczucie spokoju i połączenia podczas religijnych obrzędów i rytuałów. Ostatecznie jednak ciężko opisać najgłębsze wewnętrzne doświadczenia i uznaje się, że każdy z czarodziejów odczuwa je na swój sposób. Zjawisko to nazywane jest eutierrią.

Eutierria
#6
21.07.2026, 14:49  ✶  
– Nie, robił to Weasley w osobie własnej, a ja miałam przeczucie, że w tym akurat nie wypada mu przeszkadzać – odpowiedziała Alexandrowi wprost, w przeciwieństwie do niego niezbyt tym faktem poruszona. – A ścieżkę wybrał zwyczajnie najkrótszą, pewnie was wcale nie zdziwi, że to ta którą ludzie wydeptali udając się w kierunku miejsca sabatów. Rozgadujecie się niesamowicie, a jeszcze się nie widzieliście z Tuileflaith. Skoro żeście zdecydowali zignorować moje pytanie o gotowości, powiem wam tylko, że jeśli macie rodzinę, to pomódlcie się teraz, bo później nie będziecie mogli się skupić. Chodźcie, bo im dłużej zwlekamy, tym więcej do mnie narasta irytacji.

Frederica owszem, spojrzała na runę pokazaną jej przez Morpheusa, nie zawiesiła na niej jednak spojrzenia na długo, a i nie wyglądało na to, że zamierzała podzielić się z wami jakąś rewelacją. Rzadko widzieliście ją w takim stanie – należała do tej kategorii ludzi, którzy trzymali podbródek zadarty wysoko. Chociaż przy jej obrocie po okolicy poniósł się charakterystyczny dźwięk dzwoneczków, w oczach kobiety dostrzegaliście coś nowego – jakieś skrzywienie, coś nieistniejącego wcześniej, jakby ktoś jej na siłę rozciągnął oczodoły i na trwałe zawarł w wyrazie jej twarzy… szok.

– Jeśli chcecie to na sobie testować – droga wolna, ale nie róbcie tego przy mnie, albo was sama wepchnę w paszczę tego, co się na nas gapi zza drzew, a możecie być pewni, że jestem słowna. Mieliśmy tu już śmiałków, którzy twierdzili ochoczo, że ich ostrze przytnie cokolwiek to jest do właściwych rozmiarów i robiliśmy w namiocie zakłady odnośnie potencjalnej długości reszty ich życia. Mam teraz sporo galeonów do wydania i nie zamierzam umierać przed najbliższymi wyścigami abraksanów. Tak tylko zaznaczę, że nie mówię tego po złości. Posłuchajcie się mnie, a gwarantuję, że nic złego się nie wydarzy. No, przynajmniej naszej trójce.

Pełne pewności siebie słowa nie pasowały do tego, jak wyglądała. Brzmiała tak, jakby grała dawną siebie, chociaż dawną sobą już nie była. Powykręcane ciało gnało już do przodu, kiedy dusza pozostawała w tyle. Oboje mieliście wręcz pewność, że na Polanie Ognisk dostrzeżecie więcej takich zamrożonych w permanentnym strachu osobistości. Koledzy znani wam z ministerialnych korytarzy dorobili się tu wielu siwych włosów i zmarszczek. Przypłacili wiedzę o tym, co działo się w Dolinie czymś więcej niż czasem.

– To musisz być wniebowzięty, że musieliście wynieść się z Warowni – rzuciła jeszcze Morpheusowi, nim zniknęła pomiędzy drzewami. Spalona Noc była ciężkim tematem, bo któż niby lubił rozmawiać o katastrofach i zamachach, Shacklebolt jednak miała zarówno to jak i wiele innych rzeczy w głębokim poważaniu.

Przyznała się do narastającej w niej irytacji – i kiedy podążyliście za nią mogliście łatwo zrozumieć, dlaczego akurat doświadczona jasnowidzka nie lubiła przemierzać tejże trasy. Na to w jaki sposób działała teraz na wasze głowy Knieja Godryka, nie pomogłaby zapewne żadna żywność ani eliksir. Jeśliście kiedyś podróżowali lasem podczas gorącego dnia, na pewno nie umknęło wam to, jak chłodno tam było przy ziemi mimo upału – teraz mogliście przysiąc, że taki chłód sięgał was spomiędzy dębów owiniętych wstążkami z przewieszonymi nań amuletami.

Przez głowę Morpheusa przejść mogła myśl, że skoro to była najpopularniejsza ścieżka wiodąca na Polanę, no to powinien bez trudu przejść ją sam – bo się tu wychował i siłą rzeczy znał ten fragment lasu jak własną kieszeń. Kobieta jednak  (jeśli ją o to zapytano) głośno zapewniła, że nie miało to większego znaczenia.

– Jest jedna zasada, panowie. Głowa na wprost i nie zatrzymujcie się. Cokolwiek widzicie, zignorujcie to i zachowajcie szczegóły dla siebie. – Nie dodała czy to dlatego, że miała dosyć waszego paplania, czy po prostu nie zamierzała umierać z wami, jeśli dojrzycie tam coś, co za bardzo przyciągnie waszą uwagę. – Jeśli któryś z was stanie, pociągnijcie go za rękę, jak to nic nie da, to trudno. Idźcie dalej.

Roślinność Doliny zmieniła się.

Znana wam droga stała się czymś wręcz nie do poznania – im głębiej się zapuszczaliście, tym mniej wiedzieliście gdzie się znajdujecie. Shacklebolt poruszała się tutaj nieco automatycznie, nie wydawała się rozglądać w poszukiwaniu ścieżki, zwyczajnie szła wzdłuż wyłożonej na wydeptanej ziemi, czerwonej wstążki, niejednokrotnie przyspieszając kroku, kiedy poczuliście narastające zimno. Kiedy spoglądało się na świat tak ciekawskimi oczyma jak wasze, zapewne ciężko było utrzymać głowę w tej samej pozycji, ale nawet to nie pomagało wam w dostrzeganiu różnych zmian kącikami oka. W pierwszej chwili wydawało wam się, że pomiędzy pniami spacerują postacie w długich, ciemnych płaszczach i mogło was to na sekundę napełnić uczuciem spokoju – bo przecież to znaczyło, że ktoś to miejsce obserwował, ale byliście zbyt spostrzegawczy, aby nie zauważyć, że był to co najwyżej straszak na kogoś kto zaryzykował przejście tym szlakiem i miał wystraszyć się konsekwencji z ramienia Ministerstwa.

Alexander dostrzegł kątem oka, że postacie poruszały się po gruncie zbyt nienaturalnie, żeby nie być iluzją. Morpheus natomiast znalazł to potwierdzenie nie tylko w ruchach, ale i w prostym fakcie, że gdyby byli to zaangażowani w sprawę Aurorzy, nie przeszliby po zasuszonych, wygiętych w przerażeniu zwłokach czarodzieja w zielonej szacie. Wyglądał tak, jakby upadł biegnąc w kierunku ścieżki i zamarł już na wieczność krzycząc coś i… ciężko było poznać rysy twarzy kogoś, kto wyglądał teraz jak zakurzony rodzynek, ale takie szaty w istocie nosił jeden z waszych kolegów, z którym nie mieliście kontaktu od miesięcy. Fredericka zdawała się nie zauważyć żadnej z rzeczy, jakie rzuciły wam się w oczy. Ewentualnie bardzo dobrze je ignorowała.

Chciała jak najszybciej dostać się na Polanę, w której centrum, otoczone kręgiem kamieni stało drzewo. Wielki, potężny dąb leżał do góry nogami. Jego konary wbijały się w ziemię, a korzenie wiły się w górę, jak rozrastające się gałęzie korony. Rośliny wokół wyglądały tak, jak w lato – pomiędzy konarami drzew kryło się wiele kwiatów i roślin, wcześniej wypaloną ziemię porastała gęsta trawa, po której ostrożnie stąpali badacze. Nie byliście szczególnie doświadczeni w analizowaniu przyrody, ale rozumieliście bez cienia zawahania, że im bliżej drzewa w centrum znajdowała się roślina, tym bujniejsza i żywsza się stawała – Departament Tajemnic potencjalnie ukrywał to miejsce właśnie przez wzgląd na to, że badano tu tematy potencjalnie nielegalne.

Wśród zgromadzonych tu osób odnajdowaliście wiele znanych i nieznanych wam twarzy. Tuileflaith rozmawiała ze swoją siostrą nieopodal największego z namiotów. Xavier Shafiq oglądał zarysowany pień w fikuśnych, idiotycznie wyglądających goglach. Aberoth notowała coś w dzienniku bardzo daleko od reszty badaczy. Vablatsky natomiast wysłuchiwał kazania Spencer-Moona, czemu ze zmarszczonymi brwiami przysłuchiwał się Weasley. Mogliście spróbować porozmawiać z kimś zanim skierowaliście swoje kroki w kierunku liderki.

Ponieważ są to w dużej mierze wasi współpracownicy, wypisałam ich z nazwisk, ale póki nie macie opisanych z nimi relacji, postacie pozostają wam nieznane. Nie opisałam tego jak wyglądają, ponieważ każdy z nich ma gotowy opis w dziale postaci niezależnych: 1, 2, 3. Poza tym, że wyglądają na poturbowanych przez życie i przerażonych, wszystkie są aktualne. Każdej z postaci możecie zadać jakieś pytanie (możecie ustalić je pomiędzy sobą ooc – lub podzielić się NPCami po połowie). Prosiłabym o skupienie się w narracji na tym co widzą postacie niezależne – na waszej mimice, przewagach i zawadach wpływających na rozmowę – mniej na wewnętrznych przeżyciach. I w miarę możliwości ograniczcie proszę w narracji jakieś mocne delulu, tak żebym nie musiała zastanawiać się, czy to co robicie faktycznie się wydarzyło. Możemy uczynić to w serii krótkich postów lub zadajcie od razu wszystkie pytania i odpowiem na nie kolejnym blokiem tekstu.

Jeśli zdecydujecie się odwrócić głowę (nie będziecie trzymali jej prosto), czyli nie posłuchacie się Frydzi, to wasza postać zostaje na ścieżce, a sesja zamienia się w taką z zagrożeniem życia. Reszta bezpiecznie dociera na Polanę. Pchnęłam to do przodu żebyście nie musiały pisać kolejnej tury, w której tylko idziecie lub rozmawiacie, bo sesja idzie nam wolno, ale oczywiście możecie zatrzymać się tam i zaryzykować, jeśli taka jest wasza wola. @Morpheus Longbottom @Alexander Mulciber
Prorok Niecodzienny
Everyone is a monster to someone.
Since you are so convinced that I am yours, I will be it.
wiek
32
sława
V
krew
czysta
genetyka
jasnowidz
zawód
Niewymowny (Komnata Przepowiedni)
Na ten moment dłuższe, ciemnobrązowe włosy, które zaczynają się coraz bardziej niesfornie kręcić. Przeraźliwie niebieskie oczy, które patrzą przez ciebie i poza ciebie – raz nieobecne, zmętniałe, przerażająco puste, raz zadziwiająco klarowne, ostre, i tak boleśnie intensywne, że niemalże przewiercają rozmówcę na wylot – zawsze zaś tchną zimną obojętnością. Sprawiają wrażenie przekrwionych, bo Alexander coraz częściej zapomina o regularnym mruganiu. Wysoki wzrost (1,91 m). Zwykle mocno się garbi, więc wydaje się niższy. Dosyć chudy, ale już nie wychudzony, twarzy nie ma tak wymizerowanej, jak jeszcze kilka miesięcy temu. Nieco ciemniejsza karnacja, jako że w jego żyłach płynie cygańska krew: w jasnym świetle doskonale widać jednak, jak niezdrowo wygląda skóra mężczyzny, to, że jego cera kolorytem wpada w odcienie szarości i zieleni. Potężne cienie pod oczami sugerują problemy ze snem. Raczej małomówny, ma melodyjny, nieco chrapliwy głos. Pod ubraniem, Alexander skrywa liczne ślady po wkłuciach w formie starych, zanikających blizn i przebarwień skórnych, zlokalizowane głównie na przedramionach – charyzmaty doświadczonego narkomana – którym w innych okolicach towarzyszą także bardziej masywne, zabliźnione szramy – te będące z kolei pamiątkami po licznych pojedynkach i innych nielegalnych ekscesach. Lekko drżące dłonie stale były niegdyś przyobleczone w pierścienie pokryte tajemniczymi runami. Teraz widnieje na nich tylko rodowy sygnet Mulciberów, który Alexander odziedziczył po ojcu. Zawsze elegancko ubrany, nosi tylko czerń i biel. Najczęściej sprawia wrażenie lekko znudzonego, a jego sposób bycia cechuje arogancka nonszalancja jasnowidza.

Alexander Mulciber
#7
02.08.2026, 15:58  ✶  
Utinam falsus vates sim. Tak brzmiała łacińska sentencja, którą zwykł kończyć swe prace. "Obym był fałszywym prorokiem".

Niestety, wszystkie jego przepowiednie musiały się kiedyś spełnić, nawet wtedy, gdy nie był świadom ich wagi czy znaczenia. Nawet wtedy, kiedy nie wydawały mu się na tyle istotnymi, aby wypowiedzieć je na głos. Przed chwilą dosłownie myślał o bestii z kart nordyckiej mitologii przyjmującej postać robaka: myśl ledwie zdążyła zapuścić korzenie w umyśle Alexandra, a już Morpheus wkradł się między jego zwoje jako ten pędrak, który od spodu podgryza roślinę. A więc robaki, pomyślał Alex, wbijając swe przenikliwe spojrzenie w twarz Morpheusa. Przez chwilę niemal poczuł coś na kształt satysfakcji, jak zawsze wtedy, gdy natrafiał na nowy problem, niezbadaną do tej pory teorię. Niemal. Kiedyś uraczyłby Morpheusa jakąś reakcją, teraz nawet jeden mięsień nie drgnął na jego twarzy. Wspólna burza mózgów zwykła napełniać go czymś na kształt cichej euforii… Teraz była tylko pustka. Przynajmniej spojrzenie nie straciło swej intensywności. "Las mówi z sobą w ziemi", powiedziała mu Helloise. Czy wiedziała, że robactwo zalęgło się w lesie? Że zalęgło się w ziemi? Ziemia zawsze była nimi skażona. Larwy mówiły ze sobą w ziemi. "Przepoczwarzają się", powiedział Morpheus, a Alexander uczuł coś na kształt obmierzłej fascynacji, czy istniało bowiem coś ciekawszego niż przemiana? Larwy wyszły spod ziemi i zaczęły mówić do ludzi. Co mogłyby mu powiedzieć? Czyim głosem by przemówiły?

Nie poświęcił większej uwagi rozważaniom Morpheusa na temat zaklęcia patronusa. Jeżeli dobrze pamiętał, pisano o tym nawet na łamach gazet. Wszyscy wiedzieli jednak, że praktykowanie tego konkretnego rodzaju magii było prawnie zakazanym. W obecności współpracowników, Alexander nie zamierzał się zbliżać do tematu nekromancji nawet w dywagacjach natury czysto teoretycznej. W głowę wtłoczono mu, że nie mówi się o takich rzeczach nie mając u boku prawnika. Nie o legalizm się tu jednak rozchodziło. Alexander zwyczajnie za nekromancją nie przepadał, a wręcz nekromancją pogardzał.

// Przewaga: wykaz intencji 2 / proroctwa 1 — sama myśl staje się już zaczątkiem przepowiedni: wystarczyło, że obraz Fafnira-robaka zakiełkował w umyśle Alexa, aby rzeczywistość odpowiedziała mu niemal natychmiast Morpheusem, który zaczął mu opowiadać o Widmach jako o robakach.
Zawada: derealizacja 2 — u Alexandra nie ma wyraźnej granicy między skojarzeniem, naukową hipotezą a proroctwem. Anhedonię odczuwa nawet wtedy, gdy zajmuje się czymś stymulującym umysłowo.

Alexander zgodnie z instrukcją Frederiki szedł prosto przed siebie, choć nie było mu to w smak. Kątem oka jedynie mógł złapać to, co jawiło się jako nienaturalne. Uwagę swoją skupił jednak na celu: na odwróconym drzewie w centrum polany. Ignorując wszystko i wszystkich zbliżył się do kamiennego kręgu otaczającego pień. Stąpał powoli w stronę drzewa. Nie mrugał, jak gdyby bał się, że widok umknie mu, gdy tylko przymknie powieki. Próżno było jednak szukać jakichkolwiek emocji na jego twarzy. Alexander jak zawsze wyglądał na lekko znudzonego.

Przez chwilę po prostu patrzył.

Wreszcie zwrócił spojrzenie przekrwionych oczu w stronę Xaviera Shafiqa.

— Xavier — przywitał się krótko. — Czy z pomocą tego wynalazku byłbyś w stanie wypatrzyć robactwo, które drąży Knieję od środka? Czy widzisz śpiące larwy? Czy widzisz krwiożercze korniki, które dobierają się do serca drzew? — Najpierw przemówił tonem bardzo odległym, słowami, które brzmiały nienaukowo i pokrętnie. Właśnie tak wyrażać się zwykli jasnowidzowie, biegli w języku wróżb i symboli. Nawet jego oczy zdawały się lekko przymglonymi. Alexander szybko jednak otrząsnął się z mgły swych wizji. Spojrzenie jego na powrót odzyskało ostrość.
— Widma — skonkretyzował natychmiast niemal. Jego głos stał się nieco mniej odległym, jak gdyby powrócił do rzeczywistości. — Idąc tutaj ucięliśmy sobie z Longbottomem pogawędkę. Okazuje się, że prowadził własne poszukiwania… W gronie wieśniaków z Doliny Godryka. Powiedział jednak coś, co mnie zainteresowało. Z zebranych przez niego relacji wynika, że Widma były w Kniei zawsze, ale nigdy nie wyłaziły spomiędzy drzew dostatecznie często, aby przyciągnąć uwagę świata nauki. Stwierdził, że były wówczas larwami, a teraz dokonują swego przepoczwarzenia. Więc, powiedz mi — zanim mnie do końca pojebie, mówiły przekrwione oczy Alexandra — czy widzisz jakie robactwo, które mogłoby pomóc w zweryfikowaniu tej hipotezy? Wciąż frustruje mnie to, jak mylnymi były moje przypuszczenia, że Widma są pomiotem Limbo. Produktem odległych koniunkcji sfer, które przeniknęły do naszego świata, gdy wzrok nasz skupiony był na Zimnych. Wiemy dobrze, że nic dobrego nie przychodzi z naruszania balansu między światem widzialnym a Limbo… A moce tych istot uległy niezwykłej amplifikacji właśnie po zamachu na Beltane. W tejże korelacji upatrywałem, mylnie, przyczynowości – przyznał, bo chociaż nie uznał nigdy za pewnik tego, że Widma wyszły z Limbo, jedynie przyjął to jako hipotezę roboczą. Nie był wówczas świadom tego, że istniały jakieś wcześniejsze relacje o Widmach. — Ich natura, w swym obsesyjnym dążeniu do zmniejszenia entropii własnej, przypominała mi opisy natury tego, co kryje się za zasłoną. Przypisywałem im większe znaczenie, a okazuje się, że to cały czas był pasożyt. Pospolite… Robactwo.

Oto są twoi bogowie, Helloise.

Bogowie okazali się pędrakami.

— Morpheus mówił o Widmach jako o larwach. W jaki sposób się namnażają? Gdzie żyją? Jak wygląda takie stadium larwalne i czy prezentuje sobą podobne właściwości, co osobniki dorosłe? Jakie warunki musiały zaistnieć, aby dokonały przemiany? Czy to pierwszy raz, gdy doświadczamy obecności osobników dojrzałych, czy relacje świadków potwierdzają, że były w Kniei już wcześniej, że przemieniały się już wcześniej? Czy mamy do czynienia z nowym, nieopisanym gatunkiem, czy ewolucją istniejącej już formy życia? — Alexander próbował usystematyzować cały proces przemian w głowie. Próbował dociec, czy Widma osiągnęły już finalną formę, czy wciąż ulegały przeobrażeniom. – Mówił, że karmią się energią życiową roślin i zwierząt, a nawet jej emanacjami, pozostawionymi na przedmiotach nieożywionych. Czy kieruje nimi w tym wyłącznie instynkt, czy można nazwać je inteligentnymi? Czy posiadają w ogóle wystarczająco sprawny aparat kognitywny, aby komunikować się z ludźmi, czy głos ich jest wyłącznie iluzją, przystosowaniem wykorzystywanym do zdobywania pokarmu? Mianowicie, czy stojąc obok ciebie usłyszałbym w ich wołaniu to samo, co ty?

Odraza nie osłabiła jego ciekawości, ale ją wręcz nasiliła: Alexander mówił o robactwie z odrazą, a jednak wkładał w nie dłonie, jak gdyby potrzebował poczuć wijące się w ziemi możliwości. Być może już wcześniej to zrobił, mógł pomyśleć Xavier. Świadczyłoby o tym błoto na jego drogich, skórzanych butach, które zdążyło już na dobre zaschnąć.

Alexander nie mógł ubrudzić się tak, krocząc ścieżką wytyczoną przez Knieję.

— Mówię o tym tak wiele, bo jeżeli Widma były w Kniei od zawsze, równie dobrze mogły być integralną częścią misternej struktury leśnych zależności, a nie pasożytem wyłącznie. Człowiek podobnie jest naroślą na łonie natury, pasożytem: wiecznie przecież bierze, nigdy nie dając w zamian. Przesuwa to więc środek ciężkości problemu. A problemem nie są Widma same w sobie, ale to, co sprawiło, że populacja ich wyrwała się spod kontroli naturalnych mechanizmów autoregulacji.

Mówiąc, niemal cały czas wpatrywał się w odwrócone drzewo. Nie mrugnął ani razu. Stał nieruchomo niemal, podobny do głazu… A może do drzewa, bo dłonie jego jak zawsze drżały niczym liście na wietrze.

Jedną dłoń wpakował do kieszeni.

Gdy już wciągnęli się w rozmowę z Xavierem, Alexander rozejrzał się wreszcie po Polanie, kątem oka wyłapując w oddali zwalistą postać Vablatsky’ego. Niestety, tamten miał towarzystwo… Skutecznie odstraszyło to Alexa od próby nawiązania rozmowy. Szkoda, bo ekspertyzy Niewymownego z Komnaty Śmierci zawsze bardzo sobie cenił. Na krótką chwilę skupił wzrok na otaczających Michaila ludziach — zwłaszcza na mężczyźnie, który wydawał się Niewymownemu coś bardzo zacięcie tłumaczyć — chcąc odczytać ich intencje.

// Zawady: podejrzany 1 — Alex zachowuje się i mówi dziwnie; foliowa czapka 1 — już dorobił sobie całą teorię o Widmach-Robakach; uzależnienie 1 — ręce mu drżą, jest to wynik polineuropatii alkoholowej — pozostałość po uszkodzeniu włókien nerwów przez picie; samotnik 1 — podchodzi do Xaviera, bo otacza go mniej ludzi niż Michaila.
Przewagi: wykaz intencji 2 — rzucam na odczytanie intencji Spencer-Moona, wygłaszającego kazanie (korzystam z percepcji).

Rzut PO 1d100 - 23
Akcja nieudana

Rzut PO 1d100 - 17
Akcja nieudana


Kiedy tańczę, niebo tańczy razem ze mną
Kiedy gwiżdżę, gwiżdże ze mną wiatr
Kiedy milknę, milczy świat
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek:

Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Alexander Mulciber (2126), Eutierria (1665), Morpheus Longbottom (390)




  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Spis Treści
Zakładki
Tryb normalny
Tryb drzewa