Nigdy nie do końca panowała nad przestrzenią wokół siebie. Nie widziała innej opcji, jak do tego przywyknąć, różne rzeczy jej się przytrafiały od lat, nie widziała sensu, aby z tym walczyć. Po prostu tak już miała. Była to część jej osoby, czy coś. Każdy miał jakieś swoje przywary, ona nie do końca umiała zadbać o to, co działo się wokół niej. Jasne, udało jej się otworzyć cukiernię, która prosperowała nie najgorzej, potrafiła zadbać o swoich bliskich, co nie zmieniało faktu, że mogła wydawać się roztrzepaną, chociaż, czy właściwie tego słowa powinna użyć opisując siebie? Potrafiła pilnować swoich spraw, nic jej nie umykało, po prostu jej ciało czasem nie nadążało za myślami. Była przy tym drobna i nie do końca skoordynowana, sport nigdy nie był jej pasją, co zresztą widać było po jej osobie. Nie zależało jej jakoś szczególnie, aby nad tym pracować, pogodziła się z tym, że tak to wyglądało.
Nie miała pojęcia, co właściwie chciał z nią przegadać Benjy. Już niedługo miał zaspokoić jej ciekawość, bo w końcu zostali sami w cukierni, nikt nie miał im już przeszkodzić w rozmowie. Jeśli jednak nie chciał, aby ktoś coś podsłuchał, to raczej nasuwało jej się na myśl, że jest to coś osobistego. Chciał podyskutować o cukierni, coś innego wzbudziło jego zainteresowanie? Nie wiedziała, nie była w stanie się tego domyślić, bo przecież znali się krótko. Miała świadomość, czym się zajmował, wiedziała, że potrafił dostrzegać rzeczy, które innym umykały i to było w zasadzie tyle co o nim wiedziała, no i to, jakie słodkości lubił, chyba najbardziej istotny dla niej fakt.
- Myślę, że mogę Ci udzielić dodatkowych informacji, a wtedy będziemy mogli to stwierdzić. - Skoro bez tego trudno było mu ocenić, to czas najwyższy poszukać odpowiedzi, szkoda tylko, że jeszcze nie wiedziała na jakie pytania. Zdawała sobie sprawę z tego, że to dotyczyło jej, tyle, że trudno jej było dojść do tego czego tak konkretnie.
- Cóż, teraz jest nieco spokojniej, być może to dobry moment na to, aby dowiedzieć się, co nie gra. - Wiele się ostatnio wydarzyło, Londyn spotkała ogromna tragedia, magia była nieokrzesana, mury, ludzie zostali przeklęci. Można było się w tym zgubić, jeśli jednak coś nadal go niepokoiło to oznaczałoby to, że to nie zniknęło.
- Nie wiem, czy powinnam się martwić tym, że o tym myślałeś. - To brzmiało jednak dosyć poważnie. Nie zapomniał o swoich przeczuciach, tylko do tego wracał, więc musiał istnieć jakiś istotny problem, który go ku temu skłaniał. Był klątwołamaczem, widziała, że zna się na rzeczy, próbowała więc połączyć kropki i jedyne, co nasuwało jej się teraz na myśl to to, że być może cukiernia została przeklęta, na pewno musiało chodzić o miejsce, bo o co innego?
Nie patrzył w jej stronę, kiedy kolejne słowa opuszczały jego usta. Nora w przeciwieństwie do niego się mu przyglądała. Czekała, aż powie wszystko, co miał do powiedzenia. Miała jednak wrażenie, że ciągle krążył wokół tematu, nie przechodził do konkretów. - To całkiem zabawne, że znamy się ledwie chwilę, a już zdążyłeś to zauważyć. - Nie zaprzeczyła temu, co powiedział. Musiał być niezłym obserwatorem, widzieli się przecież ledwie kilka razy, a już dostrzegł jej roztrzepanie. - Zawsze tak miałam, powiem Ci, że jeśli jest jeden dołek na wielkiej przestrzeni to na pewno ja w niego wpadnę, to standardowe, jestem odrobinę nieogarnięta, ale tylko odrobinę. - Nie chciała sobie umniejszać, ale też nie było sensu udawać, że jest inaczej. Po prostu tak już miała. - To chyba nie jest problem? Nikomu nie robię krzywdy. - Poza sobą oczywiście, ale to nie powinno się liczyć.
![[Obrazek: 4GadKlM.png]](https://secretsoflondon.pl/imgproxy.php?id=4GadKlM.png)