12.07.2026, 17:35 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 12.07.2026, 17:41 przez Helloise Rowle.)
Nie zamykaj oczu
Suma przypadków || Helloise & Lucy
![[Obrazek: imgproxy.php?id=cIBIZLI.png]](https://secretsoflondon.pl/imgproxy.php?id=cIBIZLI.png)
Idzie burza. Niebo ściemniało tak, że zza skłębionych, czarnych chmur trudno było rozpoznać porę dnia. W oddali pogrzmiewało, lecz nie poprzedzały tych grzmotów żadne błyski. Hulał tu ostry, zimny wiatr podwiewający obrus stolika zastawionego suto winem i smakołykami. Kobiety siedziały przy nim razem w centrum dzikiej polany ze wszech stron otoczonej nieprzeniknioną ścianą ciemnego lasu. Czarownica potrafiła przypomnieć sobie, jak stała na skraju tej puszczy i patrzyła na polanę, lecz nie miała w pamięci tego, kiedy pokonała drogę do stolika, kiedy przy nim usiadła, kiedy dołączyła do niej Lucy.
Jej spuszczona na piersi głowa podniosła się i niby obudzona ze snu Helloise obdarzyła wampirzycę uśmiechem. Wtedy też czarownica zrozumiała, że jest uwięzioną przy stole. Nie mogła wstać. Nie czuła pod bosymi stopami leśnego ziela, które powinno łaskotać jej nogi. Choć te nogi były na swoim miejscu, ciało zapomniało, że kiedykolwiek miało świadomość czegoś poniżej pasa.
Przejmowało na wskroś upiorne poczucie, że dzieje się coś złego. Powietrze na polanie było ciężkie nadchodzącą burzą, przesycone atmosferą elektryzującego niepokoju. Helloise czuła metaliczny zapach krwi, do wampirzycy również musiał docierać. Jego źródło detektyw odkryła, gdy Helloise ospale obróciła się przez ramię, aby ogarnąć wzrokiem polanę za sobą. Jej złote loki sklejała krew, poplamiona czerwienią koszula nocna lepiła się do pleców.
Czarownica na powrót wyprostowała się przy stole. Jej uśmiech nie zgasł. W brudne od czarnej, żałobnej ziemi palce ujęła filiżankę stojącą przed sobą i podniosła ją do ust, częstując się podwieczorkiem. Gdy odstawiła naczynie, na porcelanie kwitł czerwony odcisk ust. Helloise pochyliła się powoli nad filiżanką: wypiła krew zamiast ziołowego naparu.
Dłonią wytarła pomazane szkarłatem wargi.
— Musiałam przypadkiem wziąć twoje — wymamrotała niewyraźnie, marszcząc brwi, po czym spojrzała szeroko otwartymi oczyma prosto na Rosewood. Choć świszczał wiatr, to Lucy usłyszała jej szept wyraźnie, zupełnie jakby Helloise odezwała się tuż przy jej uchu: — On idzie za mną.
Wreszcie sobie przypomniała.
dotknij trawy