• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Poza schematem Retrospekcje v
« Wstecz 1 … 10 11 12 13 14 … 16 Dalej »
[grudzień 1970] Nastał czas ciemności

[grudzień 1970] Nastał czas ciemności
Widmo
The bodies in my floor all trusted someone.
Now I walk on them to tea.
wiek
sława
krew
genetyka
zawód

Eunice Malfoy
#1
17.01.2023, 22:44  ✶  
Świat za oknem tonął w śniegu.
  Zimowy Londyn zdecydowanie przegrywał z widokiem z własnego pokoju w Wiltshire, ale jednocześnie też zyskiwał wiele na uroku – przynajmniej dopóki śnieg nie został rozpaćkany przez mugolskie pojazdy oraz upstrzony kolorowymi plamami, stanowiącymi przestrogę przed napychania go garściami do ust.
  O ile oczywiście ktokolwiek wpadł na taki pomysł, żeby raczyć się białym, zimnym, zdecydowanie nieprzytulnym puchem. Choć przecież sprawiał zgoła inne wrażenie, wręcz zapraszając do tego, by się na nim położyć, umościć, zakopać po uszy. Tyle że nie miał nic wspólnego z prawdziwym, miękkim puchem, zsyłając wszelkie możliwe przeziębienia i zaganiając wszystkich – wespół z niską temperaturą – do wnętrz domostw czy działających jeszcze barów.
  - Och, może powinnam się po prostu do ciebie wprowadzić – stwierdziła z lekkim rozbawieniem w głosie, zapadając się głębiej w salonowym fotelu. Podciągnęła też nogi, moszcząc się najwygodniej, jak się tylko dało, obejmując przy tym – niemalże z czułością – naczynie z grzanym winem. W powietrzu unosiła się woń pomarańczy i korzennych przypraw, mile łechtających powonienie i doskonale komponujących się z świątecznymi ozdobami; Yule nadchodziło coraz większymi krokami.
  Tyle że świątecznej atmosfery nie podzielały kominki; coś się popsuło w Wiltshire, przez co nie mogła tak po prostu wrócić do domu. Zajęcia w Akademii zaś się przeciągnęły, pora była już zbyt późna, żeby łapać jakikolwiek transport i wytrzęsywać Malfoyowy zadek na wertepach; o wiele prościej już było wpaść w odwiedziny do brata i jego żony, uśmiechnąć się ładnie o nocleg, pogawędzić chwilę ze szwagierką, zanim ta wymówiła się zmęczeniem i udała na spoczynek (co było jak najbardziej zrozumiałe, biorąc pod uwagę, iż ciąża zmierzała już ku końcowi, co wiązało się z masą dolegliwości – słuchanie o nich zaś stanowiło doskonały środek antykoncepcyjny. Nie, żeby planowała się wikłać w jakieś romanse, ale gdyby jednak – nie czuła się zachęcona do zaproszenia pasożyta do rozgoszczenia się w jej wnętrzu). Tak że zostali teraz sami, razem, we dwójkę, tak jak zresztą lubiła.
  - Oszczędziłoby to tego całego przemieszczania się między Londynem a Wiltshire… choć tak w zasadzie, nawet jeśli wy byście się zgodzili, to jednak nie posądzam ojca o to, że spojrzałby na to przychylnym okiem – dodała niemalże natychmiast, po czym umilkła, by pociągnąć niewielki łyk grzańca.
  Opatulona szlafrokiem, z ciepłym trunkiem w dłoniach, młodziutka Eunice stopniowo się rozluźniała po stosunkowo ciężkim dniu; jakkolwiek by nie patrzeć, droga, jaką obrała po skończeniu edukacji w Hogwarcie nie należała do najłatwiejszych.
  - Zwłaszcza że ostatnio jest jak jest. Mam nadzieję, że tu macie spokojnie? – spytała, obserwując uważnie Elliotta.

406
King with no crown
Stars, hide your fires
Let no light see my black and deep desires
wiek
31
sława
V
krew
czysta
genetyka
—
zawód
Kanclerz Skarbu
Schludny, młody mężczyzna ze starannie ułożonymi blond włosami. Nie grzeszy wzrostem, będąc wysokim na 178 centymetrów, acz chodzi na tyle wyprostowany i z uniesioną głową, że może wydawać się górować nad rozmówcą. Pomaga mu w tym spojrzenie chłodnych, niebieskich oczu, na tyle skutych lodem, że nie sposób się przez niego przebić, aby dostrzec kryjącą się za nimi duszę. Zazwyczaj używa perfum z cedrowymi nutami przeplatającymi się z drzewem sandałowym. Dobiera ubrania starannie, zwłaszcza kolorystycznie. Nie ubiera się krzykliwie, acz odpowiednio do okazji; zawsze z idealnie wyprasowanym materiałem koszuli, dobrze dopiętą kamizelką. Charyzmą przyciąga do siebie innych, acz waży słowa w naturalnie ostrożnej manierze. Nie brak mu w głosie donośnych tonów, na marne można oczekiwać, że otworzy usta, aby krzyczeć, nawet te cicho wypowiedziane przez niego słowa potrafią być dobitniejsze niż cudzy krzyk. Stawia na niską intonację, uważając, że jest przyjemniejsza dla ucha i bardzo dobrze podkreśla angielski, wręcz krzyczący w swojej pretensjonalności o jego uprzywilejowanym urodzeniu, akcent.

Elliott Malfoy
#2
18.01.2023, 08:34  ✶  
Zima była przyjemną porą roku, jeżeli miało się ciepły dom i szczlne okna, zaa których można był podziwiać opady puchu osadzajacego się na trawnikach, drzewach i chodnikach. Czarodzieje nie musieli się martwić docieraniem do miejsc na piechotę czy tez za pomocą samochodów, zaśnieżone przez noc drogi nie były dla nich problemem, mogli więc w spokoju cieszyć oczy przyjemnym widokiem opadów, którym przyświecały domy ubrane w świąteczne ozdoby.
Odprowadził Simone do łóżka, chcąc życzyć jej dobrej nocy. W końcu dopiero w bliskiej przyszłości los tej relacji miał się całkowicie wykoleić, rozłączyć małżonków zostawiajac Elliotta z dzieckiem, a kobietę samotną, w czterych ścianach Lecznicy Dusz. Teraz serce Malfoya wypełniało jedynie przyjemne ciepło uczucia, gdy patrzył na jej zasypiającą twarz wychodząc z pokoju i zmierzajac w kierunku pomieszczenia, w którym zostawił siostrę. Przechodząc pomiędzy meblami w holu przyszło mu do glowy, że czasy są niesamowicie niespokojne, że nastroje ojca wcale nie łagodnieją, a wręcz radykalizują się. Nie wiedział co ma uczynić w tym kierunku, bo nie było nawet mowy o sprzeciwie Fortinbrasowi, a dziecko, które było w drodze bardzo mocno przypominało Elliottowi, że ma się o kogo martwić i o czyją przyszłość walczyć. Nie chciał, aby przyszły członek rodziny wychowywał się w podobnym strachu i rygorze, co on sam, a już na pewno nie pod okiem i oceną innych, jeżeli ktokolwiek dowiedziałby się o tym, co wyczyniał jego dziadek, a i też na jego polecenie, ojciec. Westchnął w duchu i przekroczył próg pomieszczenia biorąc w dłoń kubek ze swoim grzańcem, który odstawił na stolik, gdy poszedł odprowadzić żonę.
- Lub zasugerować ojcu, że czas zafundować ci swoje własne lokum, choćby mieszkanie - uniósł lekko brwi. Chociaż nie miał nic przeciwko siostrze zostającej na noc, tak lubił swoją prywatność. Być może mógłby ją przyjac tez na dłuższy okres czasu, gdyby tego wymagała sytuacja, ale jego żona miała rodzić w niedalekiej przyszłości, więc dziecko było jego priorytetem. Nie chciał jednak mówić tego na głos, bo posiadał jakieś ostatni empatii - Yule zapasem, możesz mu wspomnieć, że takowy prezent by sie przydał, to raczej praktyczny człowiek. Śpiesz sie zanim kupi ci zestaw próbówek - zaśmiał się pod nosem i usiadł na kanapie, aby mieć dobry widok na twarz swojej rozmówczyni. Elliott był o wiele luźniej ubrany, niż podczas pobytu w domu. Miał na sobie koszule, ale nie była ona spięta mankietami. Narzucony miał na nią wełniany, bordowy sweter, a na to wszystko gruby szlafrok, w którym chodził po domu, nie taki, który wdziewał zaraz przed snem lub po przebudzeniu - tak miał pare szlafroków, tak jak wypadało.
- Mamy przywilej spokoju, to fakt. - przyznał siostrze rację i chociaż nie był osobą, z której dało się czytać jak z otwartej księgi, tak na pewno dało się zauważyć, że jego niebieskie oczy pociemniały - Na dłuższą mete nikt nie jest bezpieczny, wszyscy możemy być celem przypadku, nawet we własnym domu, zwłaszcza przy ostatnim obwieszczeniu Voldemorta, które drukowali w Proroku. - upił wina pozwalajac słowom rozejść się po pomieszczeniu i pozostawić po sobie ciszę, nieprzyjemna i wbijającą się w umysł szpilkami niepewności o kolejne lata życia nie tylko swojego, ale i najbliższych.


“An immense pressure is on me
I cannot move without dislodging the weight of centuries”
♦♦♦
Widmo
The bodies in my floor all trusted someone.
Now I walk on them to tea.
wiek
sława
krew
genetyka
zawód

Eunice Malfoy
#3
22.01.2023, 03:04  ✶  
Uśmiechnęła się, dość krzywo, na tę sugestię. W zasadzie byłoby to idealne rozwiązanie, własne lokum, tyle że… gdy napomknęła o tym, argumentując taki zakup sporym ułatwieniem – w końcu miałaby Akademię pod ręką i nie musiałaby zdawać się na zawodny, jak się chociażby dzisiaj okazało, system sieci Fiuu. I, o czym już nie wspomniała, oczywiście, wyrwałaby się z tej wielkiej posiadłości, uciekła spod wiecznie oceniających spojrzeń rodziców.
  Cóż, w każdym razie żart był tylko tym – żartem. Nie myślała tak naprawdę o sprowadzeniu się na stałe do brata, choćby ze względu na dziecko, które miało pojawić się prędzej niż później; do nauki potrzebowała spokoju, a nie całego chaosu związanego z najmłodszym członkiem rodziny.
  - Uciął temat. Mam co do tego dziwne przeczucie, zobaczymy – westchnęła cicho, po czym pociągnęła kolejny grzańca. Cóż, nie tak odległa przyszłość miała pokazać, iż w istocie, własne lokum jak najbardziej będzie mieć. Tyle że niedaleko, wciąż w Wiltshire, a do tego pierścionek i obrączkę na palcu, posiadłość w Londynie – tej jednak nie miała zamieszkiwać samotnie, a z wybraniem rodziców. Z mężem. Jak na razie pozostawała oczywiście błogo nieświadoma tych wszystkich rzeczy, wolna od bardziej dorosłych trosk, będących udziałem tych, co wyfrunęli z gniazda rodzinnego. Czy to z własnej woli, czy to pod przymusem.
  - W każdym razie prędzej spodziewałabym się zapasu probówek, ewentualnie dość rzadkich pozycji, które przydałyby się do nauki, a jednocześnie nie cieszą się specjalnie wielką dostępnością niż mieszkania – dodała, pozwalając w głosie wybrzmieć niewielkiej nucie żalu – Zawsze może jeszcze uznać, że szczeniak borzoja też będzie dobrym prezentem – parsknęła cicho, kręcąc głową. Lubiła psy, zwłaszcza jednego z całego stadka, w którego futrze zdarzało się wygrzewać stopy, jeśli położył się dostatecznie blisko. Co nie oznaczało, bynajmniej, iż kwapiła się do zajęcia tresurą, hodowlą i tak dalej – zwłaszcza że skupiała się głównie na aktualnym celu, jakim było przyswajanie wiedzy. Tym bardziej że ocena gorsza niż najlepsza w oczach Eunice stanowiła ujmę na honorze.
  - Taaak, przypadki bywają… przypadkowe – przyznała bratu rację – Choć teoretycznie powinniśmy być bezpieczni, biorąc pod uwagę, iż wyraźnie podkreśla prymat czystej krwi – a nazwisko Malfoy, z której strony by nie patrzeć, widniało w Skorowidzu. Chichotem historii był fakt, iż dla koneksji ród ten potrafił wiązać się z mugolami… co, jak widać, starannie przemilczano – Z drugiej strony, może w końcu zrobi porządek z mugolakami – dorzuciła.
  Pytanie tylko, czy naprawdę tak myślała czy jedynie przemawiał przez nią Fortinbras, który miał aż nadto czasu na karmienie swojej latorośli takimi rzeczami. Przy śniadaniu, obiedzie, kolacji, w każdej nieomal chwili, gdy znajdowali się w tym samym pomieszczeniu.

417/823
King with no crown
Stars, hide your fires
Let no light see my black and deep desires
wiek
31
sława
V
krew
czysta
genetyka
—
zawód
Kanclerz Skarbu
Schludny, młody mężczyzna ze starannie ułożonymi blond włosami. Nie grzeszy wzrostem, będąc wysokim na 178 centymetrów, acz chodzi na tyle wyprostowany i z uniesioną głową, że może wydawać się górować nad rozmówcą. Pomaga mu w tym spojrzenie chłodnych, niebieskich oczu, na tyle skutych lodem, że nie sposób się przez niego przebić, aby dostrzec kryjącą się za nimi duszę. Zazwyczaj używa perfum z cedrowymi nutami przeplatającymi się z drzewem sandałowym. Dobiera ubrania starannie, zwłaszcza kolorystycznie. Nie ubiera się krzykliwie, acz odpowiednio do okazji; zawsze z idealnie wyprasowanym materiałem koszuli, dobrze dopiętą kamizelką. Charyzmą przyciąga do siebie innych, acz waży słowa w naturalnie ostrożnej manierze. Nie brak mu w głosie donośnych tonów, na marne można oczekiwać, że otworzy usta, aby krzyczeć, nawet te cicho wypowiedziane przez niego słowa potrafią być dobitniejsze niż cudzy krzyk. Stawia na niską intonację, uważając, że jest przyjemniejsza dla ucha i bardzo dobrze podkreśla angielski, wręcz krzyczący w swojej pretensjonalności o jego uprzywilejowanym urodzeniu, akcent.

Elliott Malfoy
#4
27.01.2023, 15:31  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 27.01.2023, 15:41 przez Elliott Malfoy.)  
Grzane wino traktowało przełyk ciepłem i smakiem przypraw korzennych, więc Elliott w przyjemności oddawał się wonnemu aromatowi i rozgrzewającym właściwością każdego kolejnego łyku. Wieczór był przyjemny, wydawał się być oddzielony od zmartwień codzienności bańką, płotem, który otaczał pod londyńską rezydencję i nie pozwalał, aby nieproszone tarapaty, z którymi walczył aktualnie świat zewnętrzny dostały się do przyjemnego zacisza rodzinnego, jakie udało się stworzyć. Nie mogł wiedzieć, że to wszystko ma legnąć w gruzach w kolejnym miesiącu, posiłkowane jego własną głupotą i naiwnością, bo przecież wychowany w wiecznie płonącym domu, lizanych językami mrożącej nieprzyjemności ścianach, czuł się niepewnie, gdy życie zdawało się być na dobrym torze bez podstawiających mu nogi zrządzeń losu.
- Spodziewać, a poprosić to dwie różne sprawy - stwierdził krótko, bo spekulować nad tym, co siostra dostanie mogli i do samego Yule, a ojciec mimo tego, że był w niektórych kwestiach niezłomny, nie należał do tych, którzy odmówiliby członkowi rodziny czegoś materialnego, zwłaszcza jeżeli leżało w jego możliwościach, nie przekraczając znacznie budżetu. Mieli to szczęście, chociaż nigdy tak o tym nie myśleli, uznając fakt posiadania bogactw za stan naturalny i poprawny, że nieruchomość nie była dla nich ekscesywnym wydatkiem.
- Czasami mam wrażenie, że próbuje na tych psach metody wychowawcze, których siłą rzeczy nie mógł wykorzystać na nas - parsknął pod nosem, chociaż niewielki grymas zdegustowania wystąpił pomiędzy jasnymi brwiami, sprawiając, że spojrzenie niebieskich oczu pociemniało, gdy Elliott spoglądał w okno, jakby wyczekiwał, że ktoś się zaraz za nim pojawi. Zamiast tego za szybą opady śniegu przybrały na intensywności, zakopując stolicę Wielkiej Brytanii pod białą pierzyną.
Siostra definitywnie nie była wystarczajaco dojrzała, aby Elliott spoglądał na nią jak na kogoś, kto miał wykształtowaną osobowość czy poglądy na każdy temat. Pamiętał siebie w jej wieku, być może wtedy wydawało mu się, że jest gotowy na 'świat dorosłych', że wszystko powinno mu się położyć u stóp, tak dzisiaj wiedział, że na każdą z tych rzeczy musiał sobie powoli zapracować. Miał o wiele łatwiej niż większość społeczeństwa, tak samo jak jego siostry, bo znaczące nazwisko i zasobny skarbiec były definitywnym atutem w wyborze jakiejkolwiek kariery, zwłaszcza, gdy koneksje rodowe sięgały swoimi pnączami również poza Wyspy Brytyjskie, pamiętając czasy galeonów i wożenia przypraw czy innych bogactw z Azji, Afryki czy Ameryk.
- Zbiegi okolicznosci mogą być rożne - choroba, porwanie, oberwanie zaklęciem - mruknął, ale chyba bardziej do siebie, niż do siostry dopiero teraz odrywajac spojrzenie od zasypującego Londyn śniegu, spoglądając na blondynkę, analizując to, co powiedziała, być może badając ton jej głosu, czując, że jest w niej mało jej samej, a bardzo dużo rodziców, dziedzictwa i wszystkiego tego, co on wraz z Eden też nosili na swoich barkach. Mimo to, on z bliźniaczką mieli czas, aby rozłożyć balans tych rzeczy tak, aby nie gubić w tym wszystkim siebie, na Eunice, najwyraźniej, miał on dopiero przyjść.
- Całkowita eksterminacja jednej warstwy społecznej raczej nie da nam rozwiązania, prędzej zaogni sytuację i sprawi, ze radykalni w swoich poglądach, w zależności od tego, kto w ostateczności wygra, będą musieli zapłacić bardzo wysoką cenę - mówił trochę wymijająco, ale nie był jeszcze całkowicie pewien czy młodsza siostra chce brnąć w tę rozmowę. Przymrużył odrobinę oczy, czekając na jej odpowiedź, możliwe, ze rzucając jej wyzwanie towarzyskiego sparingu. Skoro zostawiła mury Hogwartu za sobą, nawet jeżeli wciąż odbierała nauki w Akademii Munga, to musiała mierzyć się też z konsekwencjami zaczynanych dyskusji.
Nie był wrogo nastawiony, co to, to nie. Zastanawiał się po prostu w jaki sposób Eunice zareaguje i na tej podstawie miał zamiar kontynuować rozmowę. Osobiście nie był pewien co myśleć o Voldemorcie. Z jednej strony popierał ideę czystości krwi, tak też zostało mu wpojone, a z drugiej, logika podpowiadała, że zatrzymywanie rozwoju społeczno-kulturowego jeszcze nikomu nic dobrego nie przyniosło. Przed ojcem nigdy by takiej opinii nie wygłosił, głównie dlatego ważył słowa przy innych członkach rodziny, aby przypadkiem do ucha Fortinbrasa nie dotarły wieści o takich przemyśleniach najstarszego syna. Nie, aby nie ufał młodszej kobiecie, ona też zdawała się dzielić jego niechęć do ojca, ale były Minister miał swoje drogi, aby wyciągnąć z innych informacje, jeżeli tylko chciał. Tak, w rzeczy samej, Elliott był paranoikiem śpiącym z różdżką pod poduszką, nie ufającym w stu procentach nikomu, nawet najbliższym, głównie dlatego, że ci zazwyczaj po prostu, prędzej czy później, go zawodzili.


“An immense pressure is on me
I cannot move without dislodging the weight of centuries”
♦♦♦
Widmo
The bodies in my floor all trusted someone.
Now I walk on them to tea.
wiek
sława
krew
genetyka
zawód

Eunice Malfoy
#5
29.01.2023, 04:04  ✶  
Zakołysała leniwie naczyniem; zapach mocniej podrażnił powonienie. Niósł ze sobą ciepło – choć w zasadzie tak naprawdę był to efekt alkoholu. Może i rozcieńczony wodą, jak na grzaniec przystało, to jednak wciąż zachował na tyle dużo mocy, żeby wprawić w ten całkiem przyjemny stan.
  - Przecież mówię, uciął temat – przypomniała, wzruszając ramionami, jakby to jej to tak naprawdę nie obchodziło. Choć zapewne obchodziło, jak najbardziej – w końcu miała już jakieś dwadzieścia lat, pełnoletnia była od trzech i nadal mieszkała z rodzicami! A przydałoby się rozwinąć skrzydła i zyskać trochę przestrzeni wyłącznie dla siebie; przestrzeni, która należałaby tylko do niej i nikogo innego.
  Owszem, dysponowała własnym pokojem w rodowej posiadłości, niemniej jednak to był jedynie wycinek, umiejscowiony na terenie, na którym ktoś zgoła inny trzymał swe ręce. Z jednej strony? Wygoda, zwłaszcza że do dyspozycji był również rodowy skrzat, z drugiej… nie mogła jakoś pozbyć się tej iskry zazdrości, gdy zdawała sobie sprawę z tego, iż znajomi z czasu Hogwartu wyfruwają z rodzinnych gniazd.
  Ot, trawa zawsze jest zieleńsza po drugiej stronie.
  - Cóż, nie jesteśmy psami, żeby wykorzystywać na nas metody wychowawcze przeznaczone dla nich – zauważyła dość lekkim tonem. Z psami zresztą – miała wrażenie – było prosto. Polecenia, nagrody, kary, dość prosty system, który w przypadku ludzi się komplikował ze względu na złożoność ich natury; niemniej nieszczególnie się w to zagłębiała, jak również – na dobrą sprawę – niezbyt interesowała się tematyką tresury, wykraczającej poza proste „siad”, „łapa” czy podobne.
  Kolejny, rozgrzewający łyk grzańca. Zbiegi okoliczności w istocie mogły być różne, najprzeróżniejsze – los nierzadko kpił w żywe oczy, tkając z nici przeznaczenia najbardziej nieprawdopodobne wzory. O ile coś takiego jak przeznaczenie w ogóle istniało, w co Eunice osobiście powątpiewała – wszystko miało swoją przyczynę i skutek. Działanie i reakcja na działanie. Tylko tyle i aż tyle.
  Uniosła brew, rzucając bratu dość badawcze spojrzenie. Przy ojcu zdecydowanie musiała się pilnować, przy Elliotcie – mogła się bardziej otworzyć. Tylko czy w istocie istniała tu jakaś różnica – przynajmniej w tej konkretnej kwestii – skoro raczej wyglądało na to, iż nie dojrzała do tego, by mieć odmienny punkt widzenia niż tej ojca? Cóż, nadal była młoda, nadal pod jego wpływem, nadal najwyraźniej dopiero obrastała w piórka. Życie jeszcze nie wymusiło na niej konieczności dorośnięcia.
  Jeszcze.
  - Nikt tu nie mówi o eksterminacji – zauważyła całkiem spokojnie. Nie postrzegała -a  przynajmniej jeszcze nie – tej rozmowy jako debaty, którą trzeba było wygrać, dla choćby samej zasady czy też misji z gatunku „niech przyjmie twoje poglądy jako swoje”. Ot, przyjacielska rozmowa między rodzeństwem, w związku z aktualnymi wydarzeniami, które w tej chwili, całej tej świąteczno-­zimowej atmosferze, zdawały się być wręcz nierealne – Zresztą, to by było wręcz marnotrawstwo. Może i nie urodzili się we właściwych rodzinach, ale wciąż mają swoje umysły i umiejętności, które można wykorzystać, nie uważasz? – dodała. Cóż, młodziutka Malfoyówna raczej nie była istotką żądną krwi, niczym jakiś popaprany wampir.

468/1291
King with no crown
Stars, hide your fires
Let no light see my black and deep desires
wiek
31
sława
V
krew
czysta
genetyka
—
zawód
Kanclerz Skarbu
Schludny, młody mężczyzna ze starannie ułożonymi blond włosami. Nie grzeszy wzrostem, będąc wysokim na 178 centymetrów, acz chodzi na tyle wyprostowany i z uniesioną głową, że może wydawać się górować nad rozmówcą. Pomaga mu w tym spojrzenie chłodnych, niebieskich oczu, na tyle skutych lodem, że nie sposób się przez niego przebić, aby dostrzec kryjącą się za nimi duszę. Zazwyczaj używa perfum z cedrowymi nutami przeplatającymi się z drzewem sandałowym. Dobiera ubrania starannie, zwłaszcza kolorystycznie. Nie ubiera się krzykliwie, acz odpowiednio do okazji; zawsze z idealnie wyprasowanym materiałem koszuli, dobrze dopiętą kamizelką. Charyzmą przyciąga do siebie innych, acz waży słowa w naturalnie ostrożnej manierze. Nie brak mu w głosie donośnych tonów, na marne można oczekiwać, że otworzy usta, aby krzyczeć, nawet te cicho wypowiedziane przez niego słowa potrafią być dobitniejsze niż cudzy krzyk. Stawia na niską intonację, uważając, że jest przyjemniejsza dla ucha i bardzo dobrze podkreśla angielski, wręcz krzyczący w swojej pretensjonalności o jego uprzywilejowanym urodzeniu, akcent.

Elliott Malfoy
#6
28.02.2023, 04:31  ✶  
'Cóż, nie jesteśmy psami, żeby wykorzystywać na nas metody wychowawcze przeznaczone dla nich.'
Elliott postanowił nie wypowiadać na głos swoich myśli, choć definitywnie miał trochę inne spojrzenie na ten temat. Tresura i wychowanie, zwłaszcza te, które wychodziło od Fortinbrasa, miałby ze sobą nazbyt dużo wspólnego, aby mógł to zignorować. Zdawał sobie jednak sprawę, że podejście rodziców do niego, a do najmłodszej siostry było zgoła inne. Chociaż wciąż byli chłodni i zdystansowani, tak posiadali o wiele mniej wymagać w jej stronę, a już na pewno ojciec. Z jednej strony zazdrościł tego kobiecie, tak samo jak zawsze pragnał wolności, która z powodu swojej płci uzyskała Eden, a z drugiej wiedział, że przychodziło to z ceną, jakiej nie byłby gotów zapłacić. Mimo, że kobiety były w ogólnym znaczeniu traktowane na równi w magicznym społeczeństwie, tak w rodzinach z tradycjami zakurzonymi przez lata niezmienności, bywało z tym różnie. Nie było dobrej opcji, zmartwienia Eunice i Elliotta były inne, ale żadne z nich nie wydawały się lepsze czy gorsze, raczej jawiły się jako jednakowo sformułowane pod postacią innych wyrazów i szyku.
- Uważam - przyznał, bo nie było tutaj miejsca na dywagacje, przynajmniej w odczuciu blondyna - Tak samo jak, moim zdaniem, czarodzieje półkrwi nie powinni się wtrącać w rzeczy, którymi zajmowaliśmy się my, czystokrwiści. Stary porządek mi odpowiada, jeżeli dalej tak pójdzie, to mugolaki przekonają wszystkich, że są nam równi, a to by było absolutnie niedorzeczne. Wyobrażasz to sobie? Wychować się w świecie bez magii i twierdzić, że wie się o niej i jej świecie więcej niż ktoś, kto się z nią wychował? Niedorzeczne. - zaśmiał się pod nosem, bo podobne wypowiedzi, jakie słyszał w murach Ministerstwa sprawiały, że miał ochotę zaniechać przyjętej neutralności i wtrącić pare knutów do każdej takiej dyskusji.
- Co, natomiast do kwestii Voldemorta, myśle, że powinniśmy uważać, to naprawdę silna osoba, nie chciałbym tracić posiadanego stanowiska tak samo na rzecz mugolaków, jak i z powodu jego wizji na świat - uściślił - Najważniejsza, mimo wszystko, jest rodzina. - dodał, bo w gruncie rzeczy, o to mu właśnie chodziło.
Upił trochę grzanego wina, bo nie chciał, aby to wystygło, wtedy jego konsystencja i smak stawały się nieznośne dla podniebienia. Po nową porcje nie chciało mu się wstać, a raczej, pstrykać palcami, aby skrzat przyniósł mu więcej. Rodzice udzielili jemu oraz Simone domowej służby, w końcu młode małżeństwo musiało jakąś mieć podczas ciąży i późniejszego witania dziedzica, które miało stać się już całkowicie niebawem. Głównie dlatego Elliott pozostawał w swoich opiniach neutralny, przynajmniej oficjalnie. Wiedział, że ojciec radykalizuje się coraz bardziej z miesiąca na miesiąc i niespecjalnie był z tego zadowolony.
- Ojciec mówił coś na ten temat? - dopytał, bo może siostra coś zasłyszała, w końcu mieszkała wciąż w rodzinnej posiadłości, nawet jeżeli nie spędzała tam większości swojego dnia.


“An immense pressure is on me
I cannot move without dislodging the weight of centuries”
♦♦♦
Widmo
The bodies in my floor all trusted someone.
Now I walk on them to tea.
wiek
sława
krew
genetyka
zawód

Eunice Malfoy
#7
10.04.2023, 22:24  ✶  
Skinęła głową, słuchając słów brata. Zdaje się, że ich poglądy były dość zbieżne, przynajmniej wedle tego, co wypowiadały ich usta. Tak, nie powinni się wtrącać w rzeczy, której znajdowały się w rękach czystokrwistych od bardzo, bardzo dawna. Ustalony porządek świata, tego należało się trzymać, inaczej wszystko runie, gdy fundamenty zostaną naruszone.
  Bez fundamentów przecież nawet najstaranniej zaprojektowany budynek nie będzie w stanie utrzymać się w nienaruszonym stanie – bo koniec końców cała konstrukcja popęka i się posypie, pozostawiając po sobie jedynie ruiny pięknych idei. Cóż komu po pięknie, jeśli nie opiera się na porządnych podstawach…?
  - Owszem, niedorzeczne – przyznała, wykrzywiając wargi w mało przyjemnym uśmiechu – Słyszą tacy o magii jedynie w baśniach słuchanych na dobranoc czy też czytają w tych swoich książeczkach, a potem nagle sowa przynosi im list i dowiadują się, że mogą nosić różdżkę. Ba, nie tylko nosić, ale również i jej używać na wiele sposobów. Hura, bajka jest prawdziwa, sen się spełnia, nic, tylko brać i czerpać teraz z tego całymi garściami – prychnęła dość pogardliwie. Tak. Zdecydowanie pewne rzeczy powinny zostać niezmienne – nie zaś podważane przez tych, którzy do magicznego świata dostali się tak naprawdę przez przypadek.
  Bo przecież przez całe dotychczasowe życie mogli sobie jedynie wyobrażać, że istnieje coś więcej niż zwyczajna, szara rzeczywistość, w której naprawdę nie było miejsca na nadzwyczajne moce. A jeśli ktoś twierdził, że takowe ma – to przeważnie był oszustem. Ewentualnie czarodziejem, któremu padło na głowę, skoro się ujawniał przed mugolami, pod płaszczem pięknych słówek.
  - W każdym razie mam nadzieję, że nie uda im się przekonać nikogo, że są równi. Bo nie są. Nie mogą być – pokręciła głową, czując pewien absmak. Również i na własne wybory życiowe – jakkolwiek by nie patrzeć, swą przyszłość wiązała raczej z Mungiem. A czy tego chciała czy nie, przez szpital przewijały się najróżniejsze osoby. Tak jak i wcześniej przez Hogwart – co powodowało, że musiała się maskować. Raz za razem, tym bardziej gdy dostała odznakę Prefekta… i to niekoniecznie dlatego, że faktycznie jej się należała – jak podejrzewała – bardziej inne względy przeważały.
  Ale dowodów potwierdzających podejrzenia nie miała i raczej nie miała mieć; zresztą, nie pragnęła ich szukać. Po co wracać do tego, co było? Zwłaszcza że miała całe życie przed sobą i dość jasno wytyczoną ścieżkę, z której – póki co – bynajmniej nie miała zamiaru zbaczać.
  Póki co.
  - Jeśli będziemy mu wierni, to twoje stanowisko nie powinno być zagrożone – stwierdziła, zerkając do naczynia z trunkiem. Powoli go ubywało, ciało coraz bardziej ogarniało leniwe ciepło, które podszeptywało, że całkiem przyjemnie byłoby wkrótce znaleźć się w miękkim łóżku. Tak, dzień był długi, lecz póki co, jeszcze nie poddawała się temu uczuciu. Nie do końca.
  I tak, czy na pewno to, co właśnie powiedziała, było w tym, w co szczerze wierzyła? Może to jedynie kolejna formułka, posłyszana i powtarzana tyle razy, że wydawała się być prawdą? Nie taka nieprawdopodobna opcja, niemniej mogła to być wskazówka odnośnie tego, iż wsparcie dla Czarnego Pana nie było jedynie wypowiadanymi słowami pośród czterech ścian.
  - Ach, ojciec... – westchnęła cicho, przymykając na chwilę oczy. Tak, nie spędzała w posiadłości całych dni i całe szczęście, bowiem jego osobowość była bardzo… przytłaczająca. Młodej dziewczynie jakoś łatwiej było postawić się komukolwiek innemu i zawalczyć o swoje zdanie niż wtedy, gdy stawała przed obliczem Fortinbrasa, który samym spojrzeniem zdawał się obnażać wszystkie jej słabości – Jeśli dobrze rozumiem, to wierzy w powrót dawnych czasów. Choć to raczej nic nowego, zawsze chciał wrócić na stanowisko Ministra Magii, ale ostatnio… Wydaje się być tego pewniejszy? Stary porządek w każdym razie sam się nie utrzyma, potrzebny jest ktoś, kto tego dopilnuje – skwitowała, zapewne właśnie parafrazując to, czym były karmione jej uszy podczas rodzinnych posiłków.

600/1891
King with no crown
Stars, hide your fires
Let no light see my black and deep desires
wiek
31
sława
V
krew
czysta
genetyka
—
zawód
Kanclerz Skarbu
Schludny, młody mężczyzna ze starannie ułożonymi blond włosami. Nie grzeszy wzrostem, będąc wysokim na 178 centymetrów, acz chodzi na tyle wyprostowany i z uniesioną głową, że może wydawać się górować nad rozmówcą. Pomaga mu w tym spojrzenie chłodnych, niebieskich oczu, na tyle skutych lodem, że nie sposób się przez niego przebić, aby dostrzec kryjącą się za nimi duszę. Zazwyczaj używa perfum z cedrowymi nutami przeplatającymi się z drzewem sandałowym. Dobiera ubrania starannie, zwłaszcza kolorystycznie. Nie ubiera się krzykliwie, acz odpowiednio do okazji; zawsze z idealnie wyprasowanym materiałem koszuli, dobrze dopiętą kamizelką. Charyzmą przyciąga do siebie innych, acz waży słowa w naturalnie ostrożnej manierze. Nie brak mu w głosie donośnych tonów, na marne można oczekiwać, że otworzy usta, aby krzyczeć, nawet te cicho wypowiedziane przez niego słowa potrafią być dobitniejsze niż cudzy krzyk. Stawia na niską intonację, uważając, że jest przyjemniejsza dla ucha i bardzo dobrze podkreśla angielski, wręcz krzyczący w swojej pretensjonalności o jego uprzywilejowanym urodzeniu, akcent.

Elliott Malfoy
#8
08.05.2023, 21:38  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 08.05.2023, 21:42 przez Elliott Malfoy.)  
Dopił swoje wino w sporym łyku. To smakowało mu już jedynie korzennymi przyprawami. Alkohol stawał się, z wiekiem, sposobem, w który radził sobie z potrzebą trzymania kontroli nad wszystkim - swoimi myślami, ruchami, poczynaniami innych. Był zgubnym kołem ratunkowym, a raczej jego fatamorganą. Odstawił kubek, przypominając swojemu zdrowemu rozsądkowi, że od czasu do czasu należy się powstrzymać, nawet jeżeli chęć stracenia świadomości jest silniejsza od wszystkiego innego.
Wrócił spojrzeniem do siostry. Rozmowa była trudna, a raczej należała do takich, ktora budziła wszystkie niepewności, jakie chciał zabić znieczulicą i wmawianiem sobie, że reputacja rodziny jest silna wystarczająco, aby nikt nie zrzucił go ze stołka. Niestety, paranoiczne, a w tym wypadku raczej (o dziwo) trzeźwo logiczne, myśli podpowiadały inaczej.
- Młodość jawi się w odcieniach bieli i czerni. Życie jest szare, opowiadanie się po stronie jakiejkolwiek innej niż własnego interesu nie przynosi zbyt wiele. Wiernym można byś sobie, swojemu interesowi i rodzinie. A nie głośno wykrzykiwanym poglądom. - opowiedział się za neutralnością, za tym, co ojciec zdawał się głosić przez większość jego młodości, a o czym teraz, pod naporem ciemnych chmur postulatów Czarnego Pana zdawał się zapominać. Podporządkowywał się swojemu własnemu ego, zgorzknieniu, zazdrości. Elliott to widział, bo każde z tych uczuć były mu bardzo znane, zmagał się z ich poskromieniem praktycznie całe życie, chcąc w oczach rodziciela jawić się kimś więcej niż tylko nieudolnym synem, w ktorym pokłada się nadzieje z zasady. Teraz widział, że było to zbędne, bo starszy Malfoy, jak mógł usłyszeć w słowach siostry i na niedzielnych obiadkach, gubił się we własnej pysze, przekładając ją ponad interes rodu, interes swojej własnej przyszłości.
Wolał nie wypowiadać tych wszystkich myśli na głos, Eunice miała swoją przyszłość do przeżycia, chciał aby ta byłą wolna od tego typu zmartwień, ale z takimi nastrojami było to niemożliwe. Nie mogł jej ochronić od świata, w którym żyła, nie mógł też niczego narzucić. Każdy drążył swoja własną ścieżkę.
- Przeszłość nas kształtuje, ale nie możemy w niej żyć. Wszystko idzie do przodu i, aby nie utonąć, musimy się czasem dostosować, a nie za wszelką cenę trzymać się znajomego gruntu, który płonie - odparł enigmatycznie, w przenośni - Oczywiście mam tu na myśli ojca, który nie potrafi się pogodzić z rzeczywistością i tylko bardziej w niej tonie. Nie powinnaś się tym przejmować. Po prostu nie wplątuj się w nic głupiego - westchnął, nieco bardziej ludzko niż wcześniej prowadził rozmowę i wstał z kanapy.
- No ale, żeby nie wplątywać się w nic głupiego, trzeba też się najpierw wyspać - tym sposobem zachęcił ją do udania się na górę, gdzie obydwoje mogli udać się na spoczynek, jeżeli oczywiście chciała i była na to gotowa.

Koniec sesji


“An immense pressure is on me
I cannot move without dislodging the weight of centuries”
♦♦♦
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek:
Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Elliott Malfoy (2113), Eunice Malfoy (1950)




  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Przydatne linki
Kolejeczka
Tryb normalny
Tryb drzewa