• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
    • Kalendarium
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Poza schematem Pokój Życzeń Sny v
1 2 Dalej »
[1959] All that we see or seem is but a dream within a dream | Benjy, Prue

[1959] All that we see or seem is but a dream within a dream | Benjy, Prue
Local Dumbass
I wanna know what youʼre thinkin'
I got a couple secrets too
Bull in a china shop
Tear it up no matter what
Ask me if I give a fuck
wiek
33
sława
III
krew
zdrajca krwi
genetyka
—
zawód
klątwołamacz/najemnik/łowca
bardzo wysoki - 196 cm / potężnie zbudowany, szerokie barki, rozbudowany kark, ciężka masa mięśni bardziej przypominająca taran niż sylwetkę biegacza / ciemnobrązowe, półdługie włosy / brązowe oczy / cztery złote kolczyki (małe kółka) w lewym uchu / obrączka ślubna z grubego, topornie kutego złota na palcu / poparzenie na szyi od prawej strony i części prawego ucha / nadkruszona prawa trójka i pęknięty, częściowo brakujący fragment lewej jedynki / luźny, praktyczny styl ubioru / wytatuowany pod rękawami skórzanych albo materiałowych kurtek / sprężysty krok, jakby zawsze gdzieś się spieszył / "francuski" akcent - miękkie r, zmiękczone głoski, cichy głos

Benjy Fenwick
#1
22.07.2026, 19:27  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 22.07.2026, 19:30 przez Benjy Fenwick.)  
Powietrze wciąż jeszcze było ciężkie od letniego żaru, choć niebo od rana pozostawało zasnute ciemnymi chmurami, z których bez pośpiechu sączył się ciepły deszcz, a wilgotny wiatr przemykał pomiędzy wysokimi sosnami, niosąc ich żywiczny aromat zmieszany z mdlącą słodyczą kwiatów, ziemistością rozgrzanej gleby i czegoś, co przypominało karmelizowany cukier. Wszystko wydawało się dziwnie przytłumione, rozmyte przez wodę spływającą po wiejskich szybach i dachach cienkimi strużkami, jakby deszcz wypłukał kolory świata, zostawiając jedynie szarość, która nie pasowała do typowej sielanki późnego lipca.
Szedłem powoli, nie spiesząc się donikąd, z rękami schowanymi w kieszeniach przemoczonej kurtki, która dawno przestała chronić mnie przed wilgocią, ale nie miało to większego znaczenia, bo deszcz był zaskakująco ciepły, niemal przyjemny, bardziej przypominał ciężką, poranną mgłę niż prawdziwą brytyjską ulewę. Nie wiedziałem jeszcze, czego szukałem, ale coraz częściej odwracałem głowę przez ramię, przekonany, że ktoś szedł tuż za mną, chociaż ilekroć spoglądałem za siebie, widziałem jedynie pustą, szutrową drogę pomiędzy polami, zacierane przez deszcz ślady moich własnych butów i krople rozbijające się o błotnistą ziemię. Miałem wrażenie, że powinienem był coś zrobić, że gdzieś czekała na mnie sprawa niecierpiąca zwłoki, jednak za każdym razem, kiedy próbowałem uchwycić tę myśl, rozpływała się ona równie łatwo, co odbicia drzew w kałużach rozbijanych kolejnymi kroplami. To dziwne uczucie nie znikało, przeciwnie, narastało z każdą minutą, aż w końcu zaczęło przypominać pewność, że byłem spóźniony na coś, czego nie umiałem nazwać, i że cena tego spóźnienia miała być znacznie większa, niż mogłem sobie wyobrazić.
Zatrzymałem się odruchowo, kiedy wiatr uderzył mocniej w moją twarz, ponownie przynosząc ze sobą zapach mokrych kwiatów, wilgotnego drewna, cukru i… Czegoś metalicznego, ledwie wyczuwalnego, co nie pasowało ani do łąki, ani do lasu, ani do letniego deszczu, a mimo to wydawało mi się boleśnie znajome. Stanąłem, marszcząc brwi, bo przez ułamek sekundy miałem wrażenie, że ktoś wypowiedział moje imię, bardzo cicho, niemal szeptem, lecz kiedy wsłuchałem się uważniej, odpowiedział mi wyłącznie szelest poruszanych wiatrem koron drzew. Byłem tu sam… W świecie, po którym szedłem, deszcz nie próbował niczego zmywać, lecz przykrywał prawdę cienką warstwą ciepłej wody, pozwalając mi żyć jeszcze przez chwilę w błogiej niewiedzy tego, co już się wydarzyło.


[Obrazek: 4GadKlM.png]
Wallflower
Please forgive me if I don't talk much at times.
It's loud enough in my head.

wiek
32
sława
III
krew
półkrwi
genetyka
widmowidz
zawód
Antropolożka/Uzdrowicielka
Prudence jest szczupłą kobietą, która mierzy 163 centymetry wzrostu. Ubiera się raczej niezbyt kontrowersyjnie, schludnie, miesza się z tłumem. Wybiera stonowane kolory. Jej włosy są długie, proste w odcieniu czekoladowego brązu, często wiąże je w kok na czubku głowy. Oczy ma jasnobrązowe. Zapach, który wokół siebie roztacza to głównie woń kojarząca się ze szpitalem, lub medykamentami, jednak przebijają się przez nią owocowe nuty - głównie truskawki.

Prudence Fenwick
#2
22.07.2026, 23:07  ✶  

Nie do końca wiedziała gdzie jest, dlaczego się tutaj znalazła, czego szukała. Spojrzała na swoje mokre buty, urocze pantofelki zdecydowanie nie nadawały się do podobnych wędrówek, były całe zabłocone. Deszcz nie przestawał padać, robił to w rytm tylko sobie znanej melodii, krople nie spadały z nieba szczególnie intensywnie, ale robiły to nieprzerwanie od kilku godzin. Przesunęła dłonią po mokrych włosach, które kleiły jej się do twarz, chociaż przez chwilę chciała mieć lepszą widoczność. Jej płaszcz nie posiadał kaptura, przez co włosy zdążyły już jej bardzo mocno zmoknąć. Czuła, że niedawno było bardzo ciepło, nie mogła sobie jednak przypomnieć momentu, w którym tak się rozpadało. Nie była przygotowana do takich warunków.

Podskórnie czuła, że musi iść przed siebie, co by się nie działo, jakby przed czymś uciekała? Tylko dlaczego? Nie zamierzała się w tej chwili nad tym zastanawiać, miała wrażenie, że nie byłoby to dobrym pomysłem. Przeniosła wzrok na swoje dłonie, pod paznokciami miała ziemię, co było dziwne - raczej zawsze miała wyjątkowo zadbane dłonie. Była uzdrowicielką, no może jeszcze nie do końca, ale udało jej się skończyć pierwszy rok stażu, oczywiście z doskonałymi wynikami - nikt na roku nie mógł jej dorównać, co nie było niczym nowym, chłonęła wiedzę, tak naprawdę wystarczyło, aby przeczytała jeden raz materiał i zapamiętywała go idealnie. Czy wysłali ją tu z Munga? To była jakaś możliwość, w sumie najbardziej racjonalna, po co inaczej by się tutaj znalazła, tylko dlaczego była sama? Ktoś musiał jej towarzyszyć. Miała wrażenie, że jest nieco otumaniona, może jej się tylko wydawało.

Szła więc przed siebie, na tyle szybko na ile było to możliwe w podobnych warunkach. Coś nie podobało się jej w zapachu, który unosił się w powietrzu, ta słodycz, która niosła też ze sobą metaliczny aromat - ten wydawał jej się znajomy, był jednak za mało intensywny, aby mogła się na nim skupić. Zresztą wiatr całkiem skutecznie mieszał ze sobą wszystkie zapachy, trudno było podzielić je na części pierwsze.

Wybiegła spomiędzy drzew, przystanęła na moment i rozejrzała się dookoła. Próbowała złożyć fakty, dowiedzieć się, gdzie właściwie się znajduje i dlaczego świat wydawał się zatrzymać w miejscu.



Confusion in her eyes that says it all

She's lost control

Local Dumbass
I wanna know what youʼre thinkin'
I got a couple secrets too
Bull in a china shop
Tear it up no matter what
Ask me if I give a fuck
wiek
33
sława
III
krew
zdrajca krwi
genetyka
—
zawód
klątwołamacz/najemnik/łowca
bardzo wysoki - 196 cm / potężnie zbudowany, szerokie barki, rozbudowany kark, ciężka masa mięśni bardziej przypominająca taran niż sylwetkę biegacza / ciemnobrązowe, półdługie włosy / brązowe oczy / cztery złote kolczyki (małe kółka) w lewym uchu / obrączka ślubna z grubego, topornie kutego złota na palcu / poparzenie na szyi od prawej strony i części prawego ucha / nadkruszona prawa trójka i pęknięty, częściowo brakujący fragment lewej jedynki / luźny, praktyczny styl ubioru / wytatuowany pod rękawami skórzanych albo materiałowych kurtek / sprężysty krok, jakby zawsze gdzieś się spieszył / "francuski" akcent - miękkie r, zmiękczone głoski, cichy głos

Benjy Fenwick
#3
23.07.2026, 01:51  ✶  
Wszystko wokół wyglądało tak, jakby ktoś zatrzymał czas dokładnie w chwili, w której świat powinien był wykonać następny oddech, ale z jakiegoś powodu już tego nie zrobił. Przestrzeń, która mnie otaczała, wydawała się nienaturalnie pusta, bardziej zamarła niż dzika, nie dostrzegałem żadnych zwierząt, żadnego dymu unoszącego się znad kominów odległych domów w dolinie, żadnego ruchu poza tańczącymi na wietrze gałęziami, a mimo to miałem wrażenie, że nie byłem tutaj całkiem sam. Przystanąłem jednak tylko na moment, bo nie potrafiłem oprzeć się wrażeniu, że jeśli zatrzymam się na dłużej, wydarzy się coś, czego nie będę potrafił już odwrócić - nie wiedziałem, skąd brało się to przekonanie, podobnie jak nie wiedziałem, dokąd właściwie zmierzałem, ale moje ciało poruszało się niemal samo, prowadzone instynktem silniejszym od rozsądku. Czasami człowiek po prostu czuł, że coś ciągnęło go w konkretną stronę, i nawet jeśli nie umiał tego wyjaśnić, nie pozostawało mu nic innego, jak temu ulec.
Dopiero po chwili milczącego marszu zauważyłem, że pośrodku polany, stopniowo wyłaniającej się spod kurtyny deszczu, ziemia wyglądała inaczej niż cała reszta dotychczas widzianej przeze mnie ścieżki - nie sprawiała wrażenia poruszonej naturalnie przez dzikie zwierzęta ani świadomie ubitej przez kogoś, kto tworzył tę drogę - była ciemniejsza, bardziej rozkopana, jakby całkiem niedawno ktoś rozrył ją łopatą, a później próbował niedbale zatrzeć ślady swojej pracy. Zatrzymałem się, nagle z niewiadomych przyczyn nie mogąc zmusić ciała, aby zrobiło tych kilka kroków dalej, i przez dłuższą chwilę jedynie patrzyłem, próbując przekonać samego siebie, że to moja własna wyobraźnia zaczynała płatać mi figle, bo przecież deszcz potrafił zmienić każdy kawałek gruntu w błotnistą breję, jednak im dłużej się przyglądałem, tym bardziej byłem pewien, że ta różnica nie była przypadkowa. Nie mogła taka być, tak jak ja nie mogłem tak po prostu obrócić się na pięcie, nie podszedłszy bliżej.
Ruszyłem przed siebie wolniej niż wcześniej, ostrożnie stawiając kolejne kroki, jakby ta sama ziemia mogła w każdej chwili osunąć się pode mną, a wtedy metaliczny zapach, który od dłuższego czasu bezskutecznie próbowałem zignorować, stał się wyraźniejszy. Nie był jeszcze intensywny, lecz wystarczająco znajomy, by wywołać nieprzyjemny ucisk w żołądku - znałem go aż za dobrze, nawet jeśli w tej chwili nie chciałem się do tego przed sobą przyznać - pachniał deszczem, mokrą gliną i czymś, co zawsze pozostawało po śmierci, niezależnie od tego, jak bardzo natura próbowała zatrzeć jej ślady…


[Obrazek: 4GadKlM.png]
Wallflower
Please forgive me if I don't talk much at times.
It's loud enough in my head.

wiek
32
sława
III
krew
półkrwi
genetyka
widmowidz
zawód
Antropolożka/Uzdrowicielka
Prudence jest szczupłą kobietą, która mierzy 163 centymetry wzrostu. Ubiera się raczej niezbyt kontrowersyjnie, schludnie, miesza się z tłumem. Wybiera stonowane kolory. Jej włosy są długie, proste w odcieniu czekoladowego brązu, często wiąże je w kok na czubku głowy. Oczy ma jasnobrązowe. Zapach, który wokół siebie roztacza to głównie woń kojarząca się ze szpitalem, lub medykamentami, jednak przebijają się przez nią owocowe nuty - głównie truskawki.

Prudence Fenwick
#4
29.07.2026, 19:58  ✶  

Nie miała pojęcia, co właściwie się działo. Dlaczego uciekała? Dlaczego czuła, że nie jest bezpieczna. Podświadomość nie pozwalała się jej zatrzymać w miejscu. Było coś niepokojącego w powietrzu, tyle, że nie do końca potrafiła stwierdzić co. Nie podobało jej się to. Zazwyczaj przecież pamiętała wszystko, miała kontrolę nad swoim umysłem, tym razem jednak coś nie do końca działało. Obawiała się tego, co mogło do tego doprowadzić. Zazwyczaj praktycznie niczego się nie bała - nie była nieustraszona, po prostu racjonalnie podchodziła do zagrożenia, umiała sobie je rozbić na części, przeanalizować, teraz nie wiedziała z czym ma do czynienia i to właśnie ją przerażało.

Wyszła z lasu, zatrzymała się na moment, nasłuchiwała. Wydawało jej się, że nie słyszy trelu ptaków, ani żadnych innych dźwięków, jakby świat faktycznie na chwilę się zatrzymał, jakby brał głęboki oddech, czekał na to, co zaraz się wydarzy, przeczuwała, że to nie miało być nic dobrego.

Nie mogła zwlekać, wiedziała, że powinna iść, właśnie dlatego ruszyła przed siebie. Deszcz nie przestawał padać, wydawało jej się, że przemokła do suchej nitki, nie było to komfortowe, ale co z tego. Powinna ruszyć przed siebie, znaleźć jakichś ludzi, zapytać, gdzie się znajdowała i dlaczego to miejsce wydawało się jej być takie dziwne. Nie podobała jej się jego aura, chociaż nie była aurowidzem to i tak czuła, że coś jest nie w porządku. Nie podobało jej się to.

Dostrzegła w oddali dolinę, to właśnie w jej kierunku postanowiła iść. Poruszała się szybko, jak na siebie, co chwilę odwracała się i sprawdzała, czy ktoś za nią nie idzie, nie wiedzieć czemu wydawało jej się, że może tak być. Nie miała pojęcia dlaczego pod paznokciami miała ziemię, nie wiedziała praktycznie nic, gdzie się znajdowała, dlaczego się tutaj znajdowała i czemu nic nie pamiętała. Nie podobało jej się to, tylko tego była pewna w tej chwili.

Im bliżej doliny się znajdowała, tym bardziej rozsądne wydawało jej się dojście tam. Dostrzegła w oddali domy, co sugerowało, że będą tam ludzie, między nimi powinna być bezpieczniejsza, to mówił jej rozsądek. Nie widziała zbyt wiele, bo deszcz całkiem skutecznie utrudniał jej widzenie, ale to co dostrzegła wystarczyło, żeby wydawało jej się to najlepszym pomysłem z możliwych.



Confusion in her eyes that says it all

She's lost control

Local Dumbass
I wanna know what youʼre thinkin'
I got a couple secrets too
Bull in a china shop
Tear it up no matter what
Ask me if I give a fuck
wiek
33
sława
III
krew
zdrajca krwi
genetyka
—
zawód
klątwołamacz/najemnik/łowca
bardzo wysoki - 196 cm / potężnie zbudowany, szerokie barki, rozbudowany kark, ciężka masa mięśni bardziej przypominająca taran niż sylwetkę biegacza / ciemnobrązowe, półdługie włosy / brązowe oczy / cztery złote kolczyki (małe kółka) w lewym uchu / obrączka ślubna z grubego, topornie kutego złota na palcu / poparzenie na szyi od prawej strony i części prawego ucha / nadkruszona prawa trójka i pęknięty, częściowo brakujący fragment lewej jedynki / luźny, praktyczny styl ubioru / wytatuowany pod rękawami skórzanych albo materiałowych kurtek / sprężysty krok, jakby zawsze gdzieś się spieszył / "francuski" akcent - miękkie r, zmiękczone głoski, cichy głos

Benjy Fenwick
#5
31.07.2026, 20:23  ✶  
Las za moimi plecami nadal sprawiał wrażenie, jakby obserwował mnie setkami niewidocznych oczu, lecz ja nie potrafiłem oderwać wzroku od rozkopanej ziemi - ślady były zbyt świeże, by deszcz zdołał je całkowicie rozmyć i wygładzić, a jednocześnie zbyt stare, bym mógł uwierzyć, że sprawca wciąż znajdował się w pobliżu - rozsądek podpowiadał mi, że powinienem zrobić dokładnie odwrotnie niż czyniłem, zawrócić i pozostawić to miejsce własnemu losowi, bo normalny człowiek przecież nie znajdował podobnych rzeczy przypadkiem, zwłaszcza w lesie, który od pierwszej chwili sprawiał wrażenie, jakby nie życzył sobie żadnych gości. Gdybym jednak odszedł, nigdy nie dowiedziałbym się na własnych zasadach, co skrywała gleba, chociaż… Przecież… Przecież nie tak to działało, nie do końca, koszmary nie pozwalały wybierać, pozwalały jedynie łudzić się, że wybór w ogóle istniał, gdybym więc nie podążył tą ścieżką, sen niechybnie znalazłby dla mnie inną drogę…
Stałem przez chwilę bez ruchu, z oczami wbitymi w świeżo naruszony grunt, czując coraz wyraźniej, że coś zmuszało mnie do wykonania następnego kroku, jednocześnie budząc we mnie irracjonalny opór przed zbliżeniem się ku tej cholernej połaci terenu choćby o cal. Wreszcie ruszyłem, nie potrafiwszy do końca powiedzieć, dlaczego zamiast zawrócić albo poszukać łatwiejszej drogi, uparcie trzymałem się tego kierunku, lecz za każdym razem, gdy tylko myślałem o jego zmianie, coś we mnie stawiało opór - uporczywy i pozbawiony jakiegokolwiek logicznego uzasadnienia - wciąż nie potrafiłem stwierdzić, co mną kierowało, to konkretne uczucie doprowadzało mnie jednak do narastającej frustracji, bo nie znosiłem działać całkowicie po omacku z przymusu, chociażby nawet tego wewnętrznego, zdany wyłącznie na instynkt, który uparcie pchał mnie naprzód, nie oferując w zamian ani jednego sensownego punktu zaczepienia.
Zrobiłem jeszcze kilka ostrożnych kroków i przykucnąłem, przyglądając się ziemi z bliska, podczas gdy ciepławe krople deszczu spływały mi po kosmykach włosów, karku i przedramionach, a mdląco-żelazowy zapach drażnił moje nozdrza, w dalszym ciągu pochodząc z zewsząd i znikąd. Błoto skrywało więcej, niż chciało pokazać na pierwszy rzut oka, dostrzegłem ślady butów, częściowo rozmyte, różniące się wielkością, jedne głębsze, drugie ledwie odciśnięte, jakby ktoś poruszał się tutaj w pośpiechu, nie zwracając uwagi na to, co pozostawiał za sobą. Nie byłem jednak w stanie stwierdzić, ile osób tędy przechodziło ani dokąd ostatecznie zmierzały.
Przede mną, co prawda, rozciągała się dolina, w oddali majaczyły dachy domów, niewyraźne przez zasłonę deszczu, lecz wystarczająco widoczne, bym poczuł krótkotrwałą ulgę, wstając z klęczek i prostując się po niezbyt wiele mówiących oględzinach. Obecność ludzi zwykle oznaczała odpowiedzi, pomoc albo przynajmniej możliwość zapytania, dlaczego okolica sprawiała wrażenie opuszczonej, mimo widocznych zabudowań i drogi, która zdecydowanie musiała dokądś prowadzić. Problem polegał na tym, że im dłużej przyglądałem się temu miejscu, tym bardziej wydawało mi się, iż coś się w nim nie zgadzało. Przez krótką chwilę miałem absurdalne wrażenie, że jeśli tylko odwrócę wzrok, układ domów zmieni się niepostrzeżenie, a kiedy spojrzę ponownie, droga do nich będzie prowadziła zupełnie inaczej niż przed chwilą. Cała osada dużo bardziej przypominała dekorację ustawioną na scenie tuż przed rozpoczęciem przedstawienia, zanim jeszcze pojawili się na niej aktorzy, aniżeli coś stworzonego w celu rzeczywistego zamieszkania. W oknach nie paliło się ani jedno światło, na zewnątrz również nie dostrzegłem żadnego wyraźniejszego ruchu, nawet dym nie unosił się z kominów, choć pogoda aż prosiła się o to, żeby ktoś rozpalił ogień w kominku.
Zatrzymałem się dopiero wtedy, gdy zza najbliższego domu dobiegło mnie głuche uderzenie, przypominające odgłos rąbanego drwa opadającego na mokrą ziemię - dźwięk był pojedynczy, krótki i natychmiast utonął w szumie deszczu, jednak coś w jego brzmieniu wystarczyło, żeby wszystkie mięśnie napięły mi się odruchowo. Nie wyciągnąłem różdżki, jeszcze nie, ale moja dłoń sama zawisła tuż przy kieszeni płaszcza. Powietrze zgęstniało, gdzieś daleko rozległ się pojedynczy grzmot, choć błyskawica nie przecięła nieba ani razu.


[Obrazek: 4GadKlM.png]
Wallflower
Please forgive me if I don't talk much at times.
It's loud enough in my head.

wiek
32
sława
III
krew
półkrwi
genetyka
widmowidz
zawód
Antropolożka/Uzdrowicielka
Prudence jest szczupłą kobietą, która mierzy 163 centymetry wzrostu. Ubiera się raczej niezbyt kontrowersyjnie, schludnie, miesza się z tłumem. Wybiera stonowane kolory. Jej włosy są długie, proste w odcieniu czekoladowego brązu, często wiąże je w kok na czubku głowy. Oczy ma jasnobrązowe. Zapach, który wokół siebie roztacza to głównie woń kojarząca się ze szpitalem, lub medykamentami, jednak przebijają się przez nią owocowe nuty - głównie truskawki.

Prudence Fenwick
#6
04.08.2026, 22:00  ✶  

Szła przed siebie bardzo szybkim krokiem. Co chwila zaglądała przez ramię, mając poczucie, że ktoś może ją śledzić. Nie było to zbyt zdrowe, ale nie mogła pozbyć się tego dziwnego wrażenia, tym bardziej, iż coś jej umykało, czegoś jej brakowało. Nie potrafiła do końca poskładać układanki, nie wiedziała, co się wydarzyło i dlaczego czuła strach. To było poniekąd irracjonalne, nie zdarzało jej się często, jednak w tym momencie wierzyła przeczuciu, nie negowała tego, nie szukała odpowiedzi, to nie był odpowiedni moment na takie przemyślenia.

Dolina była jej celem, z racji na to, że dostrzegła tam kilka domów, podejrzewała, że to mogło się wiązać z tym, że znajdzie tam ludzi, a ich potrzebowała, być może będą w stanie powiedzieć jej cokolwiek na temat tego dziwnego przeczucia. Nadal nie miała pojęcia dlaczego pod paznokciami znajdowała się ziemia, okropnie ją to irytowało, bo raczej dbała o to by wyglądać schludnie, nie dopuszczała do podobnych sytuacji.

Jej wzrok skupiał się na tych kilku domach, które znajdowały się przed nią, do tego odwracała się co chwilę za siebie, by mieć pewność, że nikt za nią nie podążał, nie było więc nic dziwnego w tym, że zobaczyła sylwetkę malującą się obok niemalże wtedy, kiedy ją mijała. Ktoś stał na polu, łące? Trudno jej było stwierdzić, czym było to miejsce przez deszcz, który bardzo skutecznie utrudniał jej widoczność. Nie miała jednak wątpliwości co do tego, że nie była tutaj sama. Nie wiedziała, czy powinna się cieszyć, czy jednak nie, ten ktoś przyglądał się ziemi bardzo uważnie, czy on również odczuwał niepokój? Trudno jej było to stwierdzić. Serce biło jej szybciej, nie mogła mieć bowiem pewności co do jego zamiarów, jego lub jej? W sumie pewnie jego, sylwetka sugerowała bowiem, iż był to mężczyzna - całkiem sporych rozmiarów.

Ku swojemu niezadowoleniu nie miała możliwości, by się ukryć. Znajdowała się bowiem praktycznie na drodze, wokół nie były drzew, las już dawną za nią zniknął, mogła jedynie łudzić się w to, że deszcz zagłuszy jej obecność, być może rozmyje się w jego kroplach, nie powinna jednak być, aż taką optymistką, to nigdy nie leżało w jej naturze.

Postanowiła więc przyspieszyć kroku, jeszcze bardziej - nie biegła, bo obawiała się tego, iż mogłaby poślizgnąć się na błocie, a to zdecydowanie byłoby ogromną stratą czasu. Chciała się znaleźć przecież jak najszybciej w tym nieszczęsnym miasteczku, nieco ogrzać, wypytać miejscowych o to miejsce - liczyła, że dostanie tam jakieś odpowiedzi, bo przecież pytań było coraz więcej.
[a]Nie byłaby sobą, gdyby nie poślizgnęła się na błocie, musiało to wyglądać całkiem spektakularnie - jakoś udało jej się złapać w locie równowagę, jednak chwilę jej to zajęło, ślizgała się przez dłuższy moment, co w jej przypadku było naprawdę zupełnie niepotrzebną stratą czasu. Następnym razem powinna się nieco lepiej przygotować na podobną wędrówkę, spojrzała odruchowo na swoje pantofelki, które nie były przystosowane do pieszych wędrówek. Gdyby wiedziała, że znajdzie się w podobnym miejscu na pewno by się do tego przygotowała, to sugerowało jej, że znalazła się w okolicy zupełnie przypadkowo, niosło to ze sobą jeszcze większy niepokój, bo czego właściwie tu szukała? i dlaczego tego nie pamiętała?



Confusion in her eyes that says it all

She's lost control

Local Dumbass
I wanna know what youʼre thinkin'
I got a couple secrets too
Bull in a china shop
Tear it up no matter what
Ask me if I give a fuck
wiek
33
sława
III
krew
zdrajca krwi
genetyka
—
zawód
klątwołamacz/najemnik/łowca
bardzo wysoki - 196 cm / potężnie zbudowany, szerokie barki, rozbudowany kark, ciężka masa mięśni bardziej przypominająca taran niż sylwetkę biegacza / ciemnobrązowe, półdługie włosy / brązowe oczy / cztery złote kolczyki (małe kółka) w lewym uchu / obrączka ślubna z grubego, topornie kutego złota na palcu / poparzenie na szyi od prawej strony i części prawego ucha / nadkruszona prawa trójka i pęknięty, częściowo brakujący fragment lewej jedynki / luźny, praktyczny styl ubioru / wytatuowany pod rękawami skórzanych albo materiałowych kurtek / sprężysty krok, jakby zawsze gdzieś się spieszył / "francuski" akcent - miękkie r, zmiękczone głoski, cichy głos

Benjy Fenwick
#7
06.08.2026, 19:22  ✶  
Głuche uderzenie, które przed chwilą dobiegło zza jednego z budynków, nadal dźwięczało mi gdzieś w uszach, chociaż wokół zapanowała ponownie ta sama nienaturalna, ciężka cisza, przez którą nawet dźwięki deszczu wydawały się bardziej teatralnym tłem, białym szumem, niż prawdziwym odgłosem dzikiej przyrody. Nie ruszyłem się od razu, jeszcze przez moment stałem nieruchomo z dłonią zawieszoną przy kieszeni płaszcza, nasłuchując uparcie czegoś… Czegoś jeszcze, sam nie wiedziałem, czego - kolejnego łupnięcia, świstu, może szmeru - po prostu zamarłem, wpatrując się w niewyraźny zarys domów rozmytych przez jednostajną zasłonę mżawki, aż w końcu postanowiłem wznowić marsz. Nie zrobiłem jednak zbyt wielu kroków, zanim ponownie zamarłem, kątem oka wychwyciwszy ruch po swojej lewej stronie, zbyt płynny, by należał do gałęzi targanych wiatrem.
Obróciłem głowę niemal odruchowo, początkowo uznając to wszystko za kolejne złudzenie podsuwane mi przez dziwnie otępione zmysły, przez kilka uderzeń serca stałem bez ruchu, mrużąc oczy i próbując upewnić się, czy naprawdę kogoś widziałem, czy jedynie mój zmęczony umysł rozpaczliwie szukał dowodu na to, że nie byłem jedynym żywym człowiekiem w tej przeklętej okolicy, lecz ludzka sylwetka nie zniknęła, przeciwnie, przesunęła się odrobinę dalej, nieznacznie zmieniając położenie względem najbliższych zabudowań. Postać przez krótką chwilę odcinała się od szarego tła wystarczająco wyraźnie, bym nie mógł wmówić sobie, że była jedynie grą światła, przestałem mieć co do tego wątpliwości. Z tej odległości nie byłem w stanie dostrzec twarzy ani szczegółów ubrania, widziałem jedynie, że poruszała się szybko, jak ktoś, kto miał jasno wyznaczony cel albo równie mocno jak ja pragnął znaleźć się jak najdalej od miejsca, z którego przyszedł. Zmarszczyłem brwi i zrobiłem kilka kroków w jej stronę, zdecydowanie dużo bardziej odruchowo niż świadomie, kiedy nagle sylwetka zachwiała się na rozmokniętej drodze. Przez krótką chwilę byłem przekonany, że zaraz runie prosto w błoto, lecz jakimś cudem odzyskała równowagę, wykonując kilka rozpaczliwych, ślizgających się kroków, które z tej odległości wyglądały niemal absurdalnie. Odruch wyprzedził myśl.
- Hej! Uważaj! - Zawołałem donośno, unosząc rękę, żeby łatwiej było mnie dostrzec przez deszcz. - Nic ci nie jest?! - Mój głos zaskakująco wyraźnie poniósł się po pustej dolinie, odbiwszy się echem od mokrych ścian najbliższych budynków i równie szybko zgasłszy w jednostajnym stukocie kropel. Dopiero wtedy dotarło do mnie, jak dziwnie to wszystko wyglądało. Jeśli rzeczywiście była jedyną osobą, którą spotkałem od chwili znalezienia się tutaj, dlaczego szła sama przez miejsce sprawiające wrażenie całkowicie opuszczonego? A jeśli nie była sama, gdzie podziali się pozostali? Pytania zaczynały mnożyć się szybciej, niż byłem w stanie znaleźć na nie choćby pozornie sensowne odpowiedzi.
Nie podszedłem więc bliżej od razu, nie próbowałem jej dogonić, zatrzymałem się, zostawiając pomiędzy nami bezpieczny dystans, wystarczający, by nie wyglądać na kogoś, kto próbował zagradzać drogę nieznajomej osobie, ale jednocześnie pozwalający mi upewnić się, że naprawdę istniała, i że nie była kolejnym cieniem, który zniknie, gdy tylko mrugnę. Z tej odległości nadal nie potrafiłem rozpoznać rysów jej twarzy, deszcz skutecznie odbierał wszelkie szczegóły, jednak coś w jej postawie budziło niepokój, któremu próbowałem nie ulec.


[Obrazek: 4GadKlM.png]
Wallflower
Please forgive me if I don't talk much at times.
It's loud enough in my head.

wiek
32
sława
III
krew
półkrwi
genetyka
widmowidz
zawód
Antropolożka/Uzdrowicielka
Prudence jest szczupłą kobietą, która mierzy 163 centymetry wzrostu. Ubiera się raczej niezbyt kontrowersyjnie, schludnie, miesza się z tłumem. Wybiera stonowane kolory. Jej włosy są długie, proste w odcieniu czekoladowego brązu, często wiąże je w kok na czubku głowy. Oczy ma jasnobrązowe. Zapach, który wokół siebie roztacza to głównie woń kojarząca się ze szpitalem, lub medykamentami, jednak przebijają się przez nią owocowe nuty - głównie truskawki.

Prudence Fenwick
#8
08.08.2026, 20:09  ✶  

Otrzepała się - to znaczy złapała równowagę, jakimś cudem. Dobrze, że jej się to udało, podejrzewała, że gdyby wylądowała w tym błocie, to pewnie przez dłuższą chwilę nie mogłaby się z niego podnieść, co zdecydowanie uważała za coś co mogło się skończyć dużo gorzej niż siniakiem na tyłku. Ciągle miała wrażenie, że przed czymś ucieka, tyle, że nie do końca wiedziała przed czym, co tylko jeszcze bardziej ją niepokoiło. Nie lubiła nie wiedzieć. Nie bała się tego, że ktoś może chcieć zrobić jej krzywdę - obawiała się jedynie niewiedzy, przez co w tej chwili była odrobinę przerażona.

Odetchnęła głęboko, pozwoliła się sobie zatrzymać na chwilę, skoro udało jej się jakimś cudem uniknąć upadku, wiedziała jednak, że nie mogła zbyt długo tkwić w miejscu, a przynajmniej tak sugerowały jej wszystkie zmysły. Wtedy usłyszała głos, chcąc nie chcąc odwróciła się, właściwie to odwróciła tylko głowę - spojrzała przez ramię. Sylwetka, którą mijała nie była już tak daleko, ten ktoś się poruszył, zrobił kilka kroków w jej kierunku. Nie do końca jej się to podobało. Nie wiedziała bowiem, jakie mogą być jego zamiary. Przez krótką chwilę wpatrywała się w tego kogoś, coś wewnątrz sugerowało jej jednak, że powinna wiać stąd jak najszybciej, znaleźć się między budynkami, gdzie powinni być inni ludzie, między ludźmi musiała być bezpieczna.

- Nic mi nie jest. - Krzyknęła w eter, być może zupełnie niepotrzebnie, być może powinna udawać, że nie słyszała tych słów, odezwała się jednak. Q końcu odwróciła się znowu, przed sobą miała dolinę i domy, czas ją naglił.

Zaczęła więc biec, to znaczy spróbowała biec, chciała uciec od tej dziwnej pustki, która wydawała jej się otaczać miejsce, w którym się znajdowała. Nie podobało jej się to, że nawet wiatr wydawał się brzmieć gdzieś obok, omijał to miejsce, tak jak wszystkie inne dźwięki, jakby było ono odcięte od całego świata, jakby stanęło w miejscu.

Bieg nie był łatwy, stopy ślizgały jej się na błocie, walczyła z nim bardzo mocno, przez co poruszała się dużo wolniej niż by chciała, nie miała zamiaru jednak się poddać, to nie było w jej stylu. Mimo, że zaczynało robić jej się zimno, mimo, że nie miała pewności, że ktoś, kto mieszkał w tych domach zechce jej pomóc, to zamierzała tam dotrzeć w jednym kawałku, do tego jak najszybciej, pozostawiając tajemniczą osobę za sobą. Taki przynajmniej był plan, nie mogła przecież wiedzieć, że to nie przed nim ostrzegały ją jej zmysły, one zdecydowanie sugerowały, że coś tutaj było nie tak, tylko jeszcze nie potrafiła wyłapać co, ten moment na pewno nadejdzie, wspomnienia się pojawią, a jeśli nie, to jakoś połączy kropki, musiała tylko znaleźć miejsce, w którym będzie mogła się schować, złapać oddech, chociaż na chwilę się zatrzymać.



Confusion in her eyes that says it all

She's lost control

Local Dumbass
I wanna know what youʼre thinkin'
I got a couple secrets too
Bull in a china shop
Tear it up no matter what
Ask me if I give a fuck
wiek
33
sława
III
krew
zdrajca krwi
genetyka
—
zawód
klątwołamacz/najemnik/łowca
bardzo wysoki - 196 cm / potężnie zbudowany, szerokie barki, rozbudowany kark, ciężka masa mięśni bardziej przypominająca taran niż sylwetkę biegacza / ciemnobrązowe, półdługie włosy / brązowe oczy / cztery złote kolczyki (małe kółka) w lewym uchu / obrączka ślubna z grubego, topornie kutego złota na palcu / poparzenie na szyi od prawej strony i części prawego ucha / nadkruszona prawa trójka i pęknięty, częściowo brakujący fragment lewej jedynki / luźny, praktyczny styl ubioru / wytatuowany pod rękawami skórzanych albo materiałowych kurtek / sprężysty krok, jakby zawsze gdzieś się spieszył / "francuski" akcent - miękkie r, zmiękczone głoski, cichy głos

Benjy Fenwick
#9
10.08.2026, 13:03  ✶  
Szaro-mleczna ściana wody opadała pomiędzy nami, zasłaniając dolinę i sprawiając, że sylwetka nieoczekiwanie dostrzeżonej przeze mnie kobiety niemal natychmiast zaczęła znikać mi z oczu, zanurzając się w tej mokrej mgle szybciej, niż powinno to być możliwe przy dzielącej nas odległości, raz pojawiając się pomiędzy smugami deszczu, raz całkowicie zlewając się z tłem. Przekląłem pod nosem i przetarłem twarz dłonią, próbując choć trochę poprawić sobie widoczność, ale kolejne coraz bardziej zacinające krople nieubłaganie mąciły mi wzrok. Nie zdążyłem nawet dobrze przetrawić usłyszanej odpowiedzi, kiedy nieznajoma odwróciła się ode mnie i ruszyła w stronę doliny, a po chwili spróbowała przyspieszyć na tyle, na ile pozwalało jej obuwie, najpewniej zupełnie nieprzystosowane do biegania po rozmokniętej drodze. Deszcz zaczął padać mocniej, coraz gęściej zasnuwając okolicę szarą kurtyną, przez którą jej zarys z każdą mijającą sekundą stawał się coraz mniej wyraźny. Przez moment stałem w miejscu, patrząc, jak drobna postać coraz bardziej rozmywa się za gęstniejącą zasłoną deszczu, w dalszym ciągu mając w sobie bardzo konkretne i zarazem zupełnie mgliście nieokreślone przekonanie, że powinienem coś zrobić, choć nie potrafiłem wskazać żadnego rozsądnego powodu, dla którego miałbym ją zatrzymywać - no tak, pięknie, właśnie tego mi brakowało - nie znałem jej, ona nie znała mnie, a jeśli rzeczywiście tak bardzo zależało jej na dotarciu do tych cholernych domów, nie zamierzałem być kolejnym problemem, który pojawił się na jej drodze.
- Okej… - Rzuciłem pod nosem, kręcąc głową, po czym kolejny raz przetarłem dłonią twarz, odgarniając z niej posklejane kosmyki włosów i próbując poprawić sobie widoczność. Niestety niewiele to dało, postanowiłem więc kierować się przede wszystkim pamięcią o położeniu zabudowań, tym bardziej że droga pod moimi nogami zaczynała znikać pod wodą spływającą ze zbocza. Przez chwilę wszystko szło dokładnie tak, jak powinno, jeśli można było w ogóle powiedzieć, że cokolwiek w tej przeklętej okolicy działało normalnie. Błoto chlupało pod butami, deszcz wsiąkał w ubranie, było mokro, szaro i ponuro, może w dalszym ciągu aż nadto upiornie, nawet na moje standardy, lecz bez przesady - ja nie zamierzałem gnać przed siebie, co mogło być zarówno dobrym, jak i fatalnym posunięciem w mojej sytuacji - zrobiłem kilka kolejnych kroków, omijając głębsze kałuże, kiedy nagle coś poruszyło się po mojej lewej stronie, tuż przy niskim kamiennym murku, którego wcześniej w ogóle nie zauważyłem. Odwróciłem głowę tak gwałtownie, że krople wody spadły mi z włosów prosto na twarz, lecz nie zobaczyłem nikogo, jedynie mokrą trawę, jeszcze chwilę wcześniej najpewniej przygniecioną czymś ciężkim i kilka świeżych śladów prowadzących od muru w stronę lasu. Nie były to ślady butów, które widziałem wcześniej, ich kształt był zbyt nieregularny, a odstępy między nimi zdecydowanie zbyt duże, jakby coś poruszało się skokami, chwilami opierając ciężar na dwóch kończynach, chwilami na czterech. Przykucnąłem na moment, może nie do końca ostrożnie i racjonalnie, z zawodowej ciekawości przypatrując się wgnieceniom, ale zanim zdążyłem przyjrzeć się im dokładniej, usłyszałem gdzieś obok siebie głośny, metaliczny jęk poprzedzony głuchym trzaskiem. Odwróciłem się natychmiast, akurat po to, aby dostrzec, że jedna z drewnianych bram prowadzących do stodoły przy najbliższym domu właśnie sama się uchyliła - rozwarła się powoli, z przeciągłym skrzypieniem, nie zatrzymując się ani na moment, mimo że nie poruszał jej ani człowiek, ani nawet wiatr - stanęła otworem, ukazując ciemne, nieprzeniknione wnętrze zdecydowanie nie zachęcające do tego, aby schronić się w nim przed nawałnicą. Coś bardzo wyraźnie tutaj nie grało i jakoś niespecjalnie miałem ochotę dociekać, czym to było.


[Obrazek: 4GadKlM.png]
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości

Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Benjy Fenwick (2394), Prudence Fenwick (1660)




  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Spis Treści
Zakładki
Tryb normalny
Tryb drzewa