• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
    • Kalendarium
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Poza schematem Poza Wyspami v
1 2 Dalej »
[Jesień 72 14.10 Lamezia Terme] .. but a scratch [Ceolsige, Henry, Hestia]

[Jesień 72 14.10 Lamezia Terme] .. but a scratch [Ceolsige, Henry, Hestia]
Paserka z Nokturnu
Nagroda przynależy zuchwałym, a splendor zwycięzcom.
wiek
30
sława
IV
krew
czysta
genetyka
—
zawód
Skup, sprzedaż, pośrednictwo.
Wysoka na 175cm i szczupła kobieta o długich blond włosach luźno okalających nieco podłużną twarz o chłodnej cerze, błękitnych oczach i rubinowych ustach. Ubrana zazwyczaj schludnie i klasycznie w długą spódnicę i pasującą koszulę, którą okrywa tradycyjną szatą. Całość najczęściej w barwach czerni i zieleni z deseniami czerwieni i fioletu oraz kontrastującym eleganckim dodatkiem. Jej uroda idealnie współgra z melodyjnym głosem, bezbłędną dykcją oraz naturalną gracją ruchów. Niezależenie od miejsca i sytuacji sprawia wrażenie jakby zawsze była właściwą osobą we właściwym miejscu.

Ceolsige Burke
#1
06.08.2026, 14:00  ✶  
14.10.1972 chwilę po północy| kurort Canto della Sirena

Wnętrze apartamentu wypełniała charakterystyczna woń ziołowych maści i eliksirów. Aromat, który niemal wyparł delikatne, kobiece perfumowe zapachy, które unosiły się w nim zazwyczaj w towarzystwie aromatów lokalnych potraw i trunków. Pomieszczenie jeszcze do niedawna wypełniał szum i gwar mający swoje źródło zarówno w zamieszaniu wewnątrz jak i działań dobiegających z korytarza. Włoscy magi-medycy porozumiewali się w bardzo głośny sposób jakby zrozumienie ich łamanego angielskiego było tym łatwiejsze im energiczniej brzmieli i gestykulowali. Teraz, gdy drzwi za nimi się zamknęły wewnątrz pozostało wrażenie dojmującego spokoju. Jakby gromada spanikowanych kurczaków wybiegła z kurnika.
Centralne pomieszczeni, łączące przyległe sypialnie powróciło do względnego spokoju. Kika magicznie wzmocnionych świec emanowało, równym, stabilnych, ciepłym światłem zaganiając cienie w kąty, gdzie tworzyły przyjemny półmrok. Luksusowe wyposażenie wydawało się być nietknięte przez zamieszanie ostatnich godzin. Tylko kilka zapomnianych opatrunków, porzuconych fragmentów ubrań i pojedynczy but kopnięty w kąt sugerowały, że działo się tu coś niecodziennego. To i ciemność jakim emanowała noc za oknem. Nie było typowych blasków żywego kurortu a jedynie błyski magicznych iskier pojawiające się od czasu do czasu. Mimo, że dla gości nadchodziła chwila wytchnienia to na zewnątrz służby starały się cały czas zabezpieczyć osuwisko.
Drzwi do sypialni Ceolsige otworzyły się szeroko odsłaniając jej postać wracającą do wspólnego pokoju. Czarownica ubrana była w długą, sięgającą kostek purpurową koszulę nocną, na którą narzuciła równie długi, satynowy szlafrok w odcieniu głębokiej, butelkowej zieleni. Ciasno owinięty materiał skutecznie ukrywał grubo opatrzony tors. Włoskie magi-medyczki wykonały swoją pracę sprawnie, a mocna mikstura wzmacniająca powoli uśmierzała ostry ból popękanych żeber i poobijanych barków. Pozostał tylko śnieżnobiały opatrunek na kciuku i miejscami zmierzwione, luźno puszczone włosy jako dowód ostatnich zmagań. Bosymi stopami ruszyła niespiesznie po miękkim dywanie. Nawykowym, niedbałym ruchem rąk chciała rozpostrzeć luźne, jasne włosy równomiernie na ramionach. Ruch ten został jednak gwałtownie przerwany w pół drogi. Ostra fala dyskomfortu i skurcz uszkodzonych mięśni wyrwały z jej piersi ciche syknięcie. Ceolsige zastygła na ułamek sekundy, po czym podjęła poprawianie włosów z o wiele większą rezerwą, przywołując na twarz typowy dla siebie uśmiech uprzejmego zainteresowania.
Skierowała krok ku stolikowi, na którym czekała szklana karafka z wodą. Heretycki dla jej czułego zmysłu smak krwi, pyłu i solanki wciąż jeszcze błąkał się w zakamarkach ust, przypominając o niedawnym zgrzycie runicznych łańcuchów przy każdym ruchu jezyka. Spojrzała ukradkiem w stronę dwójki młodych ludzi przebywających w pokoju, celowo rzucając słowa jakby w próżnię. — Jak się czujecie, gołąbeczki?
Nalawszy sobie czystej wody do kryształowej szklanki, powoli odwróciła się w ich stronę. Z ulga odkryła, że mikstury zaczęły działać, gdyż zmęczenie nie wprawia już jej dłoni w drżenie, kiedy musi coś w nich trzymać. Wzięła mały łyk, i odetchnęło na tyle głęboko na ile uszkodzone zebra jej pozwoliły. Niestety nie było to jeszcze dość głęboko by pozwolić sobie na delektowanie się smakiem tytoniu oraz towarzyszącym mu odcieniom żelaza, ołowiu i innych minerałów. Jeszcze chwilę pomyślała ćwicząc cierpliwość.
Oparła się biodrem o blat stolika. Delikatnym ruchem zakołysała szklanką wprawiając płyn w kołysanie jakby bawiła się wybornym drinkiem. Przeniosła wzrok bezpośrednio na Henry'ego, zawieszając na nim taksujące, bystre spojrzenie.
— Cieszę się, że prezentujesz się w jednym kawałku. Chiara … - wskazała oszczędnym gestem na drzwi sugerując, że chodzi o jedną z magi-medyczek, które przed chwilą wyszły – Zdawała się podejrzewać, że zostałam przygnieciona przez fragment groty solnej. Powiedz mi, Henry… Czy podczas naszej nieobecności zaobserwowałeś w kurorcie cokolwiek wartego wspomnienia? Tutejsi medycy, mimo, że uczynni i delikatni są wyjątkowo trudni do zrozumienia.
Czarodziej
wiek
20
sława
III
krew
półkrwi
genetyka
metamorfomag
zawód
Brygadzistka
Brązowe włosy i oczy. Szczupła. Mierzy 165 cm wysokości. Często się uśmiecha i chodzi w mugolskich, luźnych kolorowych ubraniach, chyba że akurat jest w pracy.

Hestia Bletchley
#2
09.08.2026, 01:55  ✶  
Bolało. Bolało. Oj naprawdę bolało.
Bolało ją lewe ramię. Bolała ja starta do krwi zewnątrza strona nogi i wszystkie inne zadrapania, nawet jeśli kontuzje zostały już skutecznie załatane przez obecną tutaj magimedyczkę, a eliksir przeciwbólowy powoli zaczynał działać.

A przecież jej obrażenia to i tak było nic w porównaniu z tym, co się przytrafiło Ceolsige. Dlatego Hestia siedziała grzecznie na kanapie, przebrana w wygodniejsze spodenki i luźną koszulkę i po prostu próbowała dzielnie nie marudzić. No i cieszyła się, że obok niej był Henry, który na całe szczęście nie krwawił, a jego kości wydawały się być na miejscu. Przynajmniej na pierwszy rzut oka.
– Ugh… To była jakaś masakra. Wielki potwór złączony z kobiet, ryb i macek – mówiła chłopakowi, chociaż prawdę mówiąc nie był to pierwszy raz podczas ich rozmowy, kiedy o tym wspomniała. – A i tak najgorsze było to, że…
W tym momencie dołączyła do nich Ceolsige i Hestia nie wiedziała, czy ruszyć starszej koleżance na pomoc, czy jednak zaufać, że Burke poradzi sobie sama. Wybrała trzecią sekretną opcję, jaką było zaczerwienienie się, włącznie z jej paznokciami, kiedy Ceolsige nazwała ją i Henry'ego gołąbeczkami. A najgorsze było to, że chyba… Chyba… Istniało niewielkie prawdopodobieństwo, że chyba chciała porozmawiać później z Ceolsige, uznając ją chyba za wzór dorosłości, o tym, że gdyby czystoteoretycznie, chciałaby zaprosić kogoś na… spotkanie we dwójkę, to jak mogłaby to zrobić, tak aby nie wyszło głupio. Ale może to były tylko dziwne myśli wywołane eliksirami i zmęczeniem. Chyba.
– U mnie wszystko dobrze. Tylko trochę krwi. A ty? Jak ty się czujesz?
Przełkneła ślinę i spojrzała na Henry'ego.
– Właśnie? Co się działo, gdy byliśmy pod ziemią? Może… Widziałeś tamtą mafię?
malfoy z temu
You've got so much to do
And only so many hours in a day
wiek
20
sława
II
krew
półkrwi
genetyka
—
zawód
Fotograf
1,85 m wzrostu, włosy [s]wcale nietlenione[/s] jasne, kręcone, zawsze w lekkim chaosie; błękitne oczy. Ubrany zazwyczaj w koszulę i dżinsy, często nosi krawat, skórzaną kurtkę i aparat fotograficzny zawieszony na pasku na szyi.

Henry Lockhart
#3
09.08.2026, 16:10  ✶  
Sytuacja z maledictusem zostawiła go skołowanym i roztrzęsionym. Złożył zeznania włoskiej magicznej policji, a to, co powiedział, pamiętał jak przez mgłę. Coś o cuchnącym szlamie, o klątwie dotykającej tylko kobiety, o której do niedawna nic nie wiedział. O tym, że ziemia się zapadła, przemilczając jednocześnie, że Leviathan zatrzasnął za sobą drzwi. Wreszcie, kiedy domyślili się, że od zszokowanego chłopaka wcale nie dowiedzą się tak wiele, wrócił do pokoju i wziął długi prysznic. Zmył z siebie odór siarki, a ubrania wyprał magią. To nie był jednak koniec wieczoru.

Kiedy do Henia dotarła wieść, że reszta ekspedycji wróciła z jakichś lochów, bardziej pokiereszowana niż Leviathan i on, chłopak od razu pomyślał o Hestii. Jeszcze rankiem siedzieli w sadzie i robili kolaż, a teraz? Henry ruszył do pokoju Bletchleyówny i Ceolsige, wciąż z mokrymi włosami i w stroju, który służył mu za piżamę: w luźnym t-shircie, spodenkach sięgających kolan i klapkach.

Zdążył wypytać Hestię o wszelkie obrażenia, bardzo zaniepokojony o jej dobrostan. Na szczęście żyła, a jej rany opatrzono. Przez chwilę rękę trzymał na jej zdrowym ramieniu, bo nie bardzo mógł ją uściskać. Pocieszyć. Powiedzieć, że ta cała sytuacja była kompletnie pojebana i dobrze, że się skończyła.

Może trochę wyglądali jak gołąbeczki, siedząc obok siebie na tej kanapie. No ale co w tym dziwnego, że martwił się o swoją przyjaciółkę? Chociaż, gdy przyszła Ceolsige, zdecydowanie w cięższym stanie, Heniowi zrobiło się głupio, że zapomniał zapytać o nią. A przeszli przecież razem przez Dunwich.

– Nic mi się nie stało. Jakimś cudem – westchnął. – No właśnie. Przygniecienie grotą solną brzmi strasznie. Szczególnie, że… – Nie, to nie była jego wina. To Leviathan zatrzasnął się z maledictusem w grocie. Oczywiście jego Henry też nie chciał o nic oskarżać, bo może podłoga zaczęła opadać niezależnie od jego działań? – Kobiety, ryby i macki? Matko… Ja pierdolę, co się u was tam stało?

Zdziwiła go też wzmianka o mafii. Zmarszczył brwi.

– Nie, nie, u mnie… Ech… Zacznę od początku. – Usiadł wygodniej i splótł dłonie na kolanach. – Basil zabrał mnie i Leviathana na drinki i pijany uznał, że wspaniałym pomysłem będzie zabranie nas do zamkniętej solnej groty. No i schodzimy tam, już na wejściu koszmarnie jedzie siarką. A w basenie siedziało wielkie, oszlamione, żabopodobne coś. Wytaczało z siebie nie tylko odór, ale też szlam, którego woleliśmy nie dotykać. Ukryliśmy się najpierw za barem, gdzie znaleźliśmy pocztówkę z trzema dziewczynami: Indianką, Azjatką i Afrykanką, zaadresowaną do jakiegoś Marco. Leviathan natomiast stwierdził, że ten potwór to maledictus, zaklęta kobieta. Najpierw próbowałem przekonać ją, żeby się przemieniła i prawie się udało, ale Leviathan pokazał jej pocztówkę i to spowolniło przemianę. A jeszcze ten maledictus zaczął wydzielać z siebie jakiś gaz i prawie byśmy się tam podusili, gdybyśmy nie wyważyli drzwi. Bo wyobraźcie sobie, że ktoś nas tam zamknął. Nie wiem, kto. Ale wydostaliśmy się i poszliśmy do tego całego Marco, masażysty z naszego hotelu. To równy gość, wskazał nam dziewczyny z pocztówki, a Azjatka, Seo-yeon okazała się naszą główną podejrzaną na bycie maledictusem. A jej dwie koleżanki to też maledictusy, jak ona, ale były w ludzkiej formie. Atsa i Nala chciały jej pomóc wyrwać się z tego stanu. Mówiły coś o jakiejś Ogamie, co została skażona przez Nanban-jin. Cokolwiek to znaczy. Kiedy rozmawiałem z nimi, Leviathan miał sprawdzić, czy zamknęliśmy Seo-yeon w środku, ale gdy razem z Atsą, Nalą i Marco dotarliśmy do groty, okazało się, że on zamknął się w środku z maledictusem, a drzwi zaklął tak, by się skleiły z framugą. Udało mi się jednak przeciąć skutki jego zaklęcia. Wtedy ziemia zaczęła się walić w grocie, tam, gdzie był maledictus. Wyczarowałem linę i wyciągnąłem stamtąd tego idio… znaczy no, Leviathana – powstrzymał się przed obelgą, choć ta cisnęła mu się na usta. – I tyle. Dziewczyny poszły zanim zszedłem po Leviathana, więc przynajmniej one się nie przemieniły.


Złoty chłopiec
Przymruż złociste światełka,
Ukryj się pod matki rąbek,
Nim cię zgubi śronu ząbek
Lub chłodnej rosy perełka.
Paserka z Nokturnu
Nagroda przynależy zuchwałym, a splendor zwycięzcom.
wiek
30
sława
IV
krew
czysta
genetyka
—
zawód
Skup, sprzedaż, pośrednictwo.
Wysoka na 175cm i szczupła kobieta o długich blond włosach luźno okalających nieco podłużną twarz o chłodnej cerze, błękitnych oczach i rubinowych ustach. Ubrana zazwyczaj schludnie i klasycznie w długą spódnicę i pasującą koszulę, którą okrywa tradycyjną szatą. Całość najczęściej w barwach czerni i zieleni z deseniami czerwieni i fioletu oraz kontrastującym eleganckim dodatkiem. Jej uroda idealnie współgra z melodyjnym głosem, bezbłędną dykcją oraz naturalną gracją ruchów. Niezależenie od miejsca i sytuacji sprawia wrażenie jakby zawsze była właściwą osobą we właściwym miejscu.

Ceolsige Burke
#4
12.08.2026, 20:49  ✶  
Pytanie o samopoczucie skomentowała tylko krótkim grymasem uśmiechu o tajemniczej naturze, któremu najbliżej jednak było do rozbawienia. Nie przerywając uspokajającego kołysania szklanki przyglądała się przez chwile kolorystycznej mieszance Hestii. - Październik wyjątkowo szczodrze obdarowuje nas owocami morza. - odparła nieco zbyt cierpko na komentarz Henry'ego. Uniosła szklankę ponownie do ust by kilkoma łykami przepłukać fantomowy posmak, jakie wspomnienie o wydarzeniach tego miesiąca przywołało na języku. Nie wchodziła mu już dalej w słowo ciekawa wydarzeń o jakich opowiadał. Opróżniła w tym czasie szklankę i z cichym stukniecie odstawiła ja na stolik. Naturalnie wspierając się dłoniom o blat by jeszcze bardziej odciążyć tors. Ukradkowo drugą ręką pogładziła się po żebrach czując przez delikatny materiał ciasne zwoje bandaży. Kłujący ból każdego oddechu przytępił się nieco przechodząc w irytujące mrowienie, które zdawało się promieniować po ciele przechodząc w przyjemną bezsilność stłumionych eliksirami nerwów. Powtrzymała niewielki wzbierające ziewnięcie, usztywniając na chwilę twarz. Szybko jednak odzyskała wcześniejszą pozę. Tylko delikatny ruch dłonią po tali zdradzał, że coś powoduje dyskomfort pod delikatnym przecież ubraniem.
- Dobrze, że nic wam się nie stało. - Zaczęła miękko, szczerze zadowolona, że Henry nadal był w jednym kawałku. - Rozumiem, że były to emocjonujące wydarzenia. W sytuacji zagrożenia trudne jest podejmowanie decyzji, które w spokojniejszych warunkach uznajemy za racjonalne. Jego plan mógł ostatecznie obrócić się przeciw niemu ale chyba, żaden z was nie podejrzewał, że podłoga groty to walący się strop. Nie sądzę, by Leviathan zasługiwał na tytuł jaki próbują mu nadać twoje emocje. - Mówiła miło i harmonijnie. Jakby uprzejmie zauważała drobny niuans, który łatwo można przeoczyć.
Odepchnęła się płynnie od stolika. Czuła jak jej nogi staja się słabsze a krok krótszy i powłóczysty. Przemieściła się w stronę najbliższego fotela. - Chiara zdaje się miała trochę racji. Jeżeli czas się zgadza to najpewniej spadający na nas strop był waszą podłogą. - Obróciła się z niewielkim chwianiem przy fotelu. Usiadła powoli, wspierając dłonie na oparciach i zawieszając na nich ciężar ciała by trzymać tors możliwie prosto. Powolnym metodycznym ruchem opadła niemal sztywno na oparcie. Z krótkim wydechem ulgi założyła nogę. Przechyliła głowę w bok, opierając policzek na zagiętych palcach lewej dłoni. Fala jej jasnych włosów momentalnie oplotła bladą, smukła ręką sprawiając, że niemal zniknęła powyżej zssuniętego na łokieć zielonego rękawa szlafroku.
- Poszliśmy tropem zaginionej divy tego kurortu. W jej przetrząśniętym przez kogoś domu zastaliśmy lokalny półświadek przestępczy, który zdaje się był bardzo na nią zdenerwowany. Do tego stopnia, że dyplomacja przestała być dostępną opcją. Hestia - skinęła jej głową w delikatnym geście podziękowania lub uznania - odnalazła tak pamiętnik diwy z niepojącymi zapiskami. Okazało się, że w porozumieniu ze swoim ukochanym poszukuje jakiegoś magicznego artefaktu oraz serca Ligei. Ukochany zdaje się, był szpiegiem lub duchem bo mimo iż odwiedzał kurort to jego istnienie były do wszystkich wyłącznie pikantną konfabulacjom. - Kiedy mówiła jej bosa stopa zaczęła rytmicznie się kołysać wprawiając lśniący materiał w falowanie. - Dla Anny jednak była to prawda i intryga. Nasz nieuchwytny duch omamił ją romantycznymi opowieściami o grzechu sprzed lat, odkupieniu i poszukiwaniu wolności. Ona miała mu pomóc i razem mieli znaleźć szczęście. Niestety nie wróciła. Podążając jej tropem natrafiliśmy na panów Trelawneya i Selwyna, którzy w Helleną naprawiali prowizorycznie uszkodzone przez ducha runy zabezpieczające przed mugolami. Nie muszę chyba dodawać, że to najpewniej ten sam duch i do tego umie opętywać zwierzęta. Uwagi Anny w pamiętniku okazały się precyzyjne i otworzyły nam ukryte przejście do podziemi po dawnej szkole. Tam znaleźliśmy Annę połaczone w dziwaczną karykaturę, czworogłowej, mitycznej syrenki oraz ołtarz ofiarny. Potwora chciał wypuścić opętany kretołak. Po zniszczeniu przeklętego łańcucha udało nam się odratować tylko Anne. Pozostałe kobiety, wcześniejsze ofiary ducha już dawno umarły. Możliwe, że były jakimiś krewnymi McGonagalów z poprzednich pokoleń. Strop okazał się zbyt osłabiony podrygami potwora i runął na nas. Najpewniej ciągnąc za sobą podłogę groty. - przerwała by zaczerpnąć kilku płytkich oddechów. Powoli gromadząca się błogość zaczynała ciążyć na powiekach przeciągając ich ruchy. - Jeżeli tak było, to w tym miejscu mogło być przejście łączące kurort z podziemiami. Przejście, z którego mógł łatwo korzystać pod postacią kreta. Możliwe, że to on was tam zamknął licząc, że zrobi się z tego skandal. Nieszczęsna kobieta i trzech przypadkowych anglików zginęli z powodu niebezpiecznej groty solnej. Mógł dzięki temu osiągnąć utratę prestiżu kurortu. - ni to westchnęła nie to ziewnęła nie krzywiąc się już tym razem. - Udało wam się pomóc tej nieszczęśniczce? - zapytała cicho by nie wytwarzać presji. Po jego wcześniejszej relacji podejrzewała już co się stało. Wypadało jednak, dla zasady zapytać choć za odpowiedź w takiej sytuacji wystarczyłby zupełnie wyraz jego twarzy.
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości

Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Ceolsige Burke (1325), Henry Lockhart (632), Hestia Bletchley (277)




  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Spis Treści
Zakładki
Tryb normalny
Tryb drzewa