• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
    • Kalendarium
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Greater London Wokół Magicznych Dzielnic [Jesień 72, 07.10 ogród Maida Vale | Ceolsige, Jonathan & Anthony] Evanescent petals

[Jesień 72, 07.10 ogród Maida Vale | Ceolsige, Jonathan & Anthony] Evanescent petals
Paserka z Nokturnu
Nagroda przynależy zuchwałym, a splendor zwycięzcom.
wiek
30
sława
IV
krew
czysta
genetyka
—
zawód
Skup, sprzedaż, pośrednictwo.
Wysoka na 175cm i szczupła kobieta o długich blond włosach luźno okalających nieco podłużną twarz o chłodnej cerze, błękitnych oczach i rubinowych ustach. Ubrana zazwyczaj schludnie i klasycznie w długą spódnicę i pasującą koszulę, którą okrywa tradycyjną szatą. Całość najczęściej w barwach czerni i zieleni z deseniami czerwieni i fioletu oraz kontrastującym eleganckim dodatkiem. Jej uroda idealnie współgra z melodyjnym głosem, bezbłędną dykcją oraz naturalną gracją ruchów. Niezależenie od miejsca i sytuacji sprawia wrażenie jakby zawsze była właściwą osobą we właściwym miejscu.

Ceolsige Burke
#11
20.04.2026, 21:03  ✶  
W pierwszej chwili świat wokół niej zamarł. Analiza składników, przeprowadzana przez kubeczki smakowe wzmocnione magicznym dziedzictwem krwi, była procesem niemal mechanicznym. Ceolsige odsunęła dłoń od twarzy, błądząc nieobecnym spojrzeniem w pustce nocy. Jej rysy, nie skrywane specjalnie przez maskę, rozluźniły się w wyrazie głębokiego, niemal sennego zamyślenia. Przez ułamek sekundy w jej umyśle układała się mozaika: stara woda różana, księżycowa rosa... a potem uderzył w nią mrok.
Wizja krwi odebranej siłą, metaliczny posmak cierpienia jednorożców i odór ektoplazmy wdarły się do jej świadomości jak macka makabrycznego koszmaru. Mieszanina obrzydzenia, upodlenia i degeneracji, która towarzyszyła pojawiającej się świadomości kolejnych składników budziła w niej poczucie jakby smakowała zapis morderstwa a nie eliksir.
Oczy kobiety odzyskały momentalnie ostrość spojrzenia i rozszerzyły się gwałtownie ogniskując się natychmiast na twarzy Anthony'ego. Rysy twarzy stężały w grymasie bólu, a dłoń odruchowo wystrzeliła w górę, zakrywając usta. Cera Ceolsige, i tak jasna, w jednej sekundzie przybrała trupi, niemal siny odcień, a jej gardło poruszyło się w serii konwulsyjnych, odwróconych parodii połykania.
Wtedy poczuła szarpnięcie. Piskliwy głos ogrodowego elfa przeciął narastający szum w jej uszach, a nagły ból u nasady czaszki, gdy stworek pociągnął ją za kosmyk włosów szybko nadał kierunek myślom i cel działaniom. Odzyskując rezon, Ceolsige stłumiła pierwszy odruch wymiotny siłą woli, której nie podejrzewała u siebie po tak ciężkim wieczorze. Nie rzucając towarzyszom ani słowa wyjaśnienia, obróciła się w stronę, w którą szarpał elf. W cieniu krzewu wypatrzyła wysoką pustą donicę. Nie zwlekając, w akompaniamencie szelestu eleganckiej szaty, dwoma szybkimi krokami, niemal skokami wyprzedziłą elfa i dotarła do pojemnika.
Pochyliła się nad nią gwałtownie, wspierając wolną ręką o chropowaty brzeg naczynia i uwalniając zasłonięte do tej pory usta.  Dwa suche, bolesne kaszlnięcia były jedynym ostrzeżeniem. Chwilę później ciszę ogrodu rozdarł charakterystyczny dźwięk odruchu wymiotnego, któremu towarzyszyło maziowate chlapnięcie o dno donicy. Kwasy żołądkowe, zmieszane z resztkami bankietowych rarytasów i posmakiem tego przeklętego, nekromantycznego wywaru, uderzyły o ceramikę.
Po pierwszym skurczu Ceolsige gwałtownie wciągnęła powietrze. Charczący oddech brzmiał jakby się nadal dławiła czy wręcz dusiła. Z trudem łapała szybkie, urywane oddechy, kuląc się nad krawędzią donicy w gotowości na kolejną falę. Z dziwną, niemal surrealistyczną ulgą przyjęła fakt, że elf – w swojej obsesji na punkcie czystości ogrodu – wciąż mocno trzymał kępkę jej włosów, odciągając je do tyłu i chroniąc przed zabrudzeniem.
Nawet w takiej chwili było w jej ruchach jednak coś dziwnie estetycznego, niemal zaplanowanego. Srebrzyste pasma, uwolnione z misternego upięcia, migotały teraz w mroku niczym pajęcze nici, tworząc wokół jej pochylonej głowy nienaturalną, świetlistą aureolę, podtrzymywaną przez kwietnego cherubinka. Białe pióra migoczące srebrzystymi refleksami lampionów na wygiętych w łuk plecach kontrastowały z niemal zupełnie rozpływającą się w cieniach czernią sukni. Ledwie butelkowa zieleń szarfy zdradzała potencjalnie ludzka sylwetkę schowaną pod lśniącym, ptasim kształtem.
the web
Il n'y a qu'un bonheur
dans la vie,
c'est d'aimer et d'être aimé
wiek
43
sława
VI
krew
czysta
genetyka
—
zawód
Szef OMSHM-u
187 cm | 75 kg | oczy szare | włosy płowo brązowe Wysoki. Zazwyczaj rozsądny. Poliglota. Przystojna twarz, która okazjonalnie cierpi na bycie przymocowana do osoby, która myśli, że pozjadała wszelkie rozumy.

Anthony Shafiq
#12
28.04.2026, 22:02  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 15.06.2026, 20:44 przez Dearg Dur.)  
W słowach swojej towarzyszki odnalazł pewną obietnicę. Magiczne właściwości krwi czarodziejskich rodów wciąż pozostawały owiane tajemnicą, ale nie byłby wytrawnym kolekcjonerem, gdyby nie wiedział, że część z Burków nie ma możliwości sprawdzić… upewnić się co do autentyczności dzieła, przynajmniej pod kątem kruszcu, czy też… Zdawało się że jeden Burke pracował u nich w Magicznym Urzędzie Celnym i miał wątpliwą przyjemność pełnić funkcję „podczaszego” upewniając się, że przewożone wielkie dostawy nie zawierają czegoś, czego zawierać nie powinny i nie mogły. Pewność z jaką smukła wiedźma ujęła fiolkę, jej entuzjazm w głosie… Czyżby i ona dysponowała tą językową sprawnością? Czyżby mieli aż tyle szczęścia?

Przypatrywał się poczynaniom Ceolsige z mieszaniną podziwu, grozy, obrzydzenia i och tak, zdecydowanie - bezbrzeżnej ciekawości. Jej determinacja w dążeniu do poznania prawdy, jej brawura… to było ujmujące na swój sposób, na sposób w jaki mogłyby go ujmować kobiety. Gdy jednak reakcja ciała przyszła sama z siebie, a z pomocą ruszył malutki elfik, posłał Jonathanowi wiele mówiące spojrzenie, które z zewnątrz być może przypominało rzut oka jak jeden z wielu, dla przyjaciół od trzech dekad z łatwością Selwyn mógł odczytać wezwanie do działania.
- Panno Burke, natychmiast ruszam zorganizować dyskretny transport w bezpieczne miejsce. Myślę, że dla nas ten bal właśnie się skończył - mógł zapytać, ale podjął decyzję, nawykiem lidera, który przejmuje kontrolę w sytuacjach kryzysowych. - Pozostawiam panią w rękach Jonathana, proszę się nie obawiać, bez wahanie powierzyłbym mu i swoje życie, gdyby taka była potrzeba. - Truizm, banał w wyznaniu płynącym prosto z serca, który jednak dla niezbyt dobrze znajomej kobiety musiał paść, Shafiq bowiem nie chciał i nie zamierzał czynić dla niej tej sytuacji jeszcze bardziej stresującej niż to co właśnie przejęło kontrolę nad jej ciałem.

Sam dał sobie zadanie zapewnienia transportu, bo w przeciwieństwie do Selwyna był częstym gościem rezydencji, z Lestrengami od czasu ślubu z Edith dbał o pozytywne relacje i choć dom w Dolinie był mu bliższy, tak i tu często finalizowały się jego ścieżki. W końcu jego biuro zajmowało się dostawami zewnętrznymi dla Kliniki, a nigdzie się nie załatwiało interesów przyjemniej niż w cichości prywatnych, domowych gabinetów. Teraz jednak nie myślał o Dorindzie, nie myślał o Victorii czy Rodolphusie, nie chciał ich szukać pośród roześmianych zamaskowanych postaci. Nie myślał również o tym z jaką gracją i finezją jego towarzyszka dokonywała tak obrzydliwej czynności, którą niewątpliwie były wymioty. Z pewnością później tego wieczoru powróci do tego wspomnienia, zastanawiając się przy tym, jak osoba tak elokwentna i charyzmatyczna skończyła na Nokturnie. Albo dlaczego zdecydowała się nigdy go nie opuszczać? Na to jednak jeszcze przyszedłby czas. Teraz liczył tylko na jedno - zapewnić im powrót, najlepiej na Aleję Horyzntalną. Wierzył, że tak wysoce sytuowany ród nie miał problemów z odnowieniem swojego kominka (o ile ten w ogóle był w Spaloną Noc zniszczony). Bezpieczne miejsce a potem… Był poważny i był skupiony na swoim zadaniu, ale piekła go ciekawość doprawiona dumą, że wybrana przezeń partnerka okazała się właściwą osobą na właściwym miejscu. A jej słowa… mogły okazać się nader cenne.

Czarodziej
Some legends are told
Some turn to dust or to gold
But you will remember me
Remember me for centuries
wiek
43
sława
V
krew
czysta
genetyka
aurowidz
zawód
Zastępca szefa OMSHM-u
Wysoki (191 cm), szczupły i zawsze zadbany brunet, który ewidentnie poświęca dużo czasu na to, by wyglądać najlepiej jak tylko się da. Najczęściej stroi się w wysokiej jakości szaty, garnitury i koszule. Niemal zawsze uśmiechnięty.

Jonathan Selwyn
#13
15.06.2026, 19:42  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 15.06.2026, 19:44 przez Jonathan Selwyn.)  
Prawdę mówiąc to aura kobiety nieco odciągnęła jego uwagę od jej innych poczynań. Jonathan ledwo skończył przyglądać się szmaragdowej otoczce Ceolsige, a czarownica już pokazała mu kolejne aspekty swojego charakteru, malując mu dodatkowe detale krajobrazie jej osobowości. Bo najwyraźniej panna Burke nie tylko bez jakiejkolwiek obawy grzebała w ziemi. Panna Burke jeszcze bez jakiejkolwiek obawy, a przynajmniej nie pokazywała tego, zlizywała z palców podejrzany eliksir. Jonathan zerknąłby na Anthony’ego z uniesioną brwią, gdyby nie to, że ich obie twarze zakrywały maski. To znaczy… I tak zerknął na Tony'ego, bo każda okazja aby spojrzeć na niego była dobra. Po prostu złoto okrywało jego brwi.
 
– Oh na Merlina – wydusił z siebie, gdy okazało się że Ceolsige niestety nie zareagowała za dobrze na swoje eksperymenty. Ignorując wszelkie obrzydliwie dźwięki, które miały swoje zwieńczenie w jednej z ogrodowych donic, Jonathan skinął głową Anthony'emu na znak że zajmie się czarownicą i szybkim krokiem podszedł do poszkodowanej, mając nadzieję, że to wszystko skończy się tylko na nieprzyjemnych torsjach. Był jednak mimo wszystko wdzięczny, że to ogrodowy elf przejął na siebie obowiązek trzymania blond włosów.
– Skandal. Co ci Lestrange'owie mają w tych ogrodach. I że też jeszcze nikt nie zrobił z tym żadnego porządku – wyrzucił z siebie, jednocześnie odpinając ze swoich ramion czarno-złoty płaszcz, tabarro, w weneckim stylu, aby zarzucić go na ramiona kobiecie, gdy już skończy załatwiać swoje doniczkowe sprawy. Potem natomiast zaoferował jej swoje ramie s ramach wsparcia.– Anthony zaraz wróci. Jak się pani czuje? Co się wydarzyło? Potrzebuje pani usiąść?
Paserka z Nokturnu
Nagroda przynależy zuchwałym, a splendor zwycięzcom.
wiek
30
sława
IV
krew
czysta
genetyka
—
zawód
Skup, sprzedaż, pośrednictwo.
Wysoka na 175cm i szczupła kobieta o długich blond włosach luźno okalających nieco podłużną twarz o chłodnej cerze, błękitnych oczach i rubinowych ustach. Ubrana zazwyczaj schludnie i klasycznie w długą spódnicę i pasującą koszulę, którą okrywa tradycyjną szatą. Całość najczęściej w barwach czerni i zieleni z deseniami czerwieni i fioletu oraz kontrastującym eleganckim dodatkiem. Jej uroda idealnie współgra z melodyjnym głosem, bezbłędną dykcją oraz naturalną gracją ruchów. Niezależenie od miejsca i sytuacji sprawia wrażenie jakby zawsze była właściwą osobą we właściwym miejscu.

Ceolsige Burke
#14
20.06.2026, 06:40  ✶  
Ceolsige trwała jeszcze przez kilka uderzeń serca pochylona nad krawędzią donicy. Jej palce kurczowo zaciskały się na chropowatym rancie wypalonej gliny, a pod warstwami czarnego materiału i piór klatka piersiowa unosiła się w powolnych, głębokich i wymuszonych oddechach. Kwietny elf, który wciąż podtrzymywał jej kosmki, wykrzywił twarzyczkę w grymasie głębokiego niezadowolenia. Z wyraźną ostentacją puścił srebrzyste pasma jej włosów, odrzucając je gwałtownym ruchem rączki na plecy czarodziejki, po czym bez słowa wzbił się w powietrze. Szum jego skrzydełek szybko utonął w gęstwinie roślin.
Słowa Anthony’ego o poszukiwaniu transportu i ucieczce z balu nie wywołały żadnej widocznej reakcji. Czy go nie dosłyszała, czy też zbyt skupiona była na własnym wyzwaniu by reagować na jego działania. Ostrożnie puściła jedną dłonią krawędź donicy, opuszczając ją swobodnie wzdłuż ciała. Powoli namacała ukrytą w fałdach spódnicy kieszeń. Jej palce dotknęły chłodnego, sztywnego drewna berberysowej różdżki, by natychmiast wysunąć się z powrotem. W palcach trzymała teraz nienaturalnie gładką, niemal migotliwą w blasku lampionów chusteczkę. Uniosła ją do twarzy, maskując usta i nos szybkim, precyzyjnym ruchem.
Kiedy chwilę później wyprostowała się i dumnie uniosła głowę, odgarniając opadające pasma włosów na boki, po lśniącej tkaninie nie było już śladu. Jej postawa, nienaganna i wyniosła, w żaden widoczny sposób nie zdradzała niedawnej niedyspozycji. Jedynie nienaturalna bladość cery, odcinająca się od ciemnego mroku ogrodu, pozostała jak znak niedawnej słabości.
W tym samym momencie na jej ramiona opadła dodatkowa warstwa ciężkiego materiału. Czarno-złoty płaszcz Jonathana, zapachniał luksusem i salonowym ciepłem, odcinając ją od wilgoci październikowej nocy. Ceolsige obróciła głowę w stronę złotej maski Selwyna. Na jej twarzy wykwitł uprzejmy, nienaganny uśmiech, choć jej oczy wciąż zachowywały drapieżną, chłodną ostrość. Odruchowym ruchem obu dłoni chwyciła za połowicę okrycia, naciągając je mocniej na ramiona i szczelniej otulając się przed chłodem.
– Skandal, doprawdy – podjęła gładko, a w jej głosie z wolna kiełkowała dawna, przekorna melodyjność. Uniosła lekko podbródek, celowo kierując wzrok w stronę krzewów, w których zniknął mały pomocnik. – Choć trzeba przyznać, że to małe, latające stworzonko okazało się nadzwyczaj pojętne w kwestii etykiety. Bez jego interwencji, ucierpiałoby znacznie więcej niż tylko dno tej nieszczęsnej donicy.
Zwiewnym, wyćwiczonym na salonach ruchem przyjęła oferowane przez Jonathana ramię. Mimo pewności gestu, naturalnego dla niej jak oddech dało się wyczuć w jej dłoni niewielkie drżenie powstrzymywanych dreszczy.
– Jestem panu niezmiernie wdzięczna, panie Selwyn. Proszę wybaczyć tę chwilową słabość – powiedziała cicho, pozwalając, by ich kroki zrównały się na żwirowej ścieżce. – Zapewniam, że czuję się już zdecydowanie stabilniej. Cóż… wegetariańskie smaki najwyraźniej zupełnie nie trafiają w moje dość sprecyzowane gusta. Zielona dieta to zdecydowanie nie moja domena.
Słysząc jego uwagę o rychłym powrocie Anthony’ego, Ceolsige zwolniła krok. Przechyliła się nieznacznie w stronę towarzysza, opierając się ramieniem o jego bark z naturalnością kogoś, z kim dzieli się najgłębsze sekrety. Jej wolna dłoń powędrowała w górę, spoczywając uspokajająco i opiekuńczo na ramieniu Jonathana.
– Niech pan się zupełnie nie martwi, Jonathanie – zamruczała cicho, celowo skracając dystans i używając jego imienia z ciepłą, niemal przyjacielską poufałością. – Jestem najzupełniej pewna, że doskonale poradzi pan sobie z zadbaniem o to, by chwilowe zniknięcie Anthony'ego nie rzuciło się cieniem na jego honorze. A już na pewno… – zawiesiła na chwilę głos, spoglądając na niego zza piór swojej maski z nutą łagodnej obietnicy – …nie na mojej opinii o nim. - W geście tym zawarła tyle swobody ile tylko mogła. Tak by dla postronnego obserwatora, który mógłby ich minąć na zakręcie żwirowej alejki, wyglądali jak para dawnych, bliskich przyjaciół, uciętych w pół słowa podczas niezobowiązującego, wieczornego spaceru pośród róż.
the web
Il n'y a qu'un bonheur
dans la vie,
c'est d'aimer et d'être aimé
wiek
43
sława
VI
krew
czysta
genetyka
—
zawód
Szef OMSHM-u
187 cm | 75 kg | oczy szare | włosy płowo brązowe Wysoki. Zazwyczaj rozsądny. Poliglota. Przystojna twarz, która okazjonalnie cierpi na bycie przymocowana do osoby, która myśli, że pozjadała wszelkie rozumy.

Anthony Shafiq
#15
29.06.2026, 14:33  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 16.07.2026, 21:52 przez Anthony Shafiq.)  
Zwykle było działać elegancko.

Czasem trzeba było działać możliwie szybko.

Niewidzialna karoca dysponująca całkiem widzialnymi dla obojga czarodziejów testralami była do dyspozycji Shafiqa i jego partnerki. Anthony i tak chciał opuścić to miejsce, nie mając najmniejszej przyjemności w szaradzie maskowej, tym bardziej, że osiągnął swój cel. Znaleźli eliksir. A panna Burke okazała się być utkana z najznamienitszego materiału, w którym ciekawość i odwaga był mocniejszą nicią niż obrzydzenie.

Powrócił do pary w ogrodzie i pożegnał się w kilku słowach z Jonathanem, jakby mieli się widzieć dopiero za kilka dni w biurze, a nie za godzinę dwie w mieszkaniu młodszego czarodzieja. Przyjemność musiała być jeszcze odroczona tymbardziej, że Shafiq na wyciągnięcie dłoni miał też inny owoc do degustacji. Tajemnicę.

Zatem byli już w magicznej karocy, wyborna sprawa i możliwość skupienia się na rozmówczynie. Dostępne zakorkowane wino musujące było tym co Anthony wybrał na przepłukanie wrażliwych kubeczków smakowych podając kryształowy kieliszek tak sobie jak i jej. Jego maska księżycowa leżała obok, maska w niej zawarta skutecznie zmazała makijaż uzupełniający przebranie. Mogli rozmawiać. Swobodnie. W miarę swobodnie.

– Muszę przyznać, że przeszła pani moje najśmielsze oczekiwania. Współpraca przed laty z pani ojcem była przyjemnością, ale jest we mnie przekonanie, że nie tylko odziedziczony talent ale i wielkie przymioty charakteru czynią z pani wybitną osobę w swojej dziedzinie. – Zaczął miękko, przypatrując jej się z troską ale i nieukrywanym szacunkiem. – Tajemnica tych róż… niepokoi wiele osób, a mam dziwne przekonanie graniczące z pewnością, że jest pani obecnie bliżej jej rozwiązania niż ktokolwiek mi znany. – Czuć, nie oznaczało co prawda wiedzieć, a sekrety powinny być tak drogocenne to niebezpieczne. – Proszę się nie niepokoić, w posiadłości wiadomym jest, że otrzymałem niezwykle pilne wezwanie do Ministerstwa w sprawie ładunku Kambodżańskiego, przy którym potrzebowałem pani ekspertyzy. Jakże jest to bliskie prawdy, skoro rzeczywiście pani wiedza i ocena sytuacji stanowi dla mnie przedmiot zainteresowania, choć niekoniecznie w sprawach zagranicznych, a całkiem lokalnych… – wyłożył przed nią ofertę, w mało dyskretny sposób, wciąż jednak czas był kluczowy, a zaraz, za moment mogli się rozejść i nie mieć w najbliższym czasie okazji do rozmowy. Do tak bezpośredniej rozmowy. Podaj swoją cenę - to byłoby tak bardzo nieeleganckie, wypowiedzieć te słowa brutalnie na głos. Ale i tak zawieszał je, niewidzialny niczym uchodzące z trunku bombelki, w samym szampańskim aromacie interesów robionych o zmierzchu, na zetknięciu dwóch światów.

Paserka z Nokturnu
Nagroda przynależy zuchwałym, a splendor zwycięzcom.
wiek
30
sława
IV
krew
czysta
genetyka
—
zawód
Skup, sprzedaż, pośrednictwo.
Wysoka na 175cm i szczupła kobieta o długich blond włosach luźno okalających nieco podłużną twarz o chłodnej cerze, błękitnych oczach i rubinowych ustach. Ubrana zazwyczaj schludnie i klasycznie w długą spódnicę i pasującą koszulę, którą okrywa tradycyjną szatą. Całość najczęściej w barwach czerni i zieleni z deseniami czerwieni i fioletu oraz kontrastującym eleganckim dodatkiem. Jej uroda idealnie współgra z melodyjnym głosem, bezbłędną dykcją oraz naturalną gracją ruchów. Niezależenie od miejsca i sytuacji sprawia wrażenie jakby zawsze była właściwą osobą we właściwym miejscu.

Ceolsige Burke
#16
02.07.2026, 21:23  ✶  
Jeszcze przed przekroczeniem progu magicznej karocy, Ceolsige z dystyngowanym, powolnym uśmiechem zsunęła z ramion ciężkie, czarno-złote tabarro. Oddała płaszcz Jonathanowi, muskając palcami chłodny materiał w geście niosącym ze sobą wspomnienie wdzięczności. Skinęła głową postaci w złotej masce na pożegnanie dziękując za towarzystwo.
Gdy podeszła do transportu zorganizowanego przez Shafiqa, jej wzrok na ułamek sekundy powędrował ku dyszlom. Nie zdradziła jednak żadną reakcją co takiego zobaczyły jej oczy. Płynnym krokiem wstąpiła do wnętrza eleganckiego pojazdu.
Ceolsige zajęła miejsce naprzeciwko Anthony’ego. Usiadła z naturalną, salonową gracją, swobodnie zakładając nogę na nogę. Ciemny materiał jej sukni ułożył się w miękkie fałdy wokół kolan. Uniosła dłonie do głowy i płynnym ruchem zdjęła wymyślne nakrycie z piór. Srebrzysty dziób i popielate skrzydła maski spoczęły na skórzanym siedzeniu obok niej, uwalniając kaskadę jasnych, lekko rozwichrzonych po niedawnym incydencie włosów.
Z uprzejmym uśmiechem przyjęła oferowany kryształ. Uniósłszy kieliszek na wysokość ust, zawahała się na ledwie dostrzegalne uderzenie serca. Koniuszkiem języka dotknęła pierwszych kropel musującego trunku. Pozwalając by zmysły odkryły naturę podawanego napitku. Raczej z ostrożności przed reakcją własnego organizmu niż z braku zaufania. Pozwoliła sobie na głębszy, powolny łyk. Odsunęła szkło, delikatnie kołysząc kryształem.
Słuchając potoku komplementów, przechyliła lekko głowę na bok. Na jej ustach wykwitł ciepły uśmiech, który wraz z kolejnymi słowami Anthony’ego płynnie przeszedł w bardziej dla niej typowy. Wyraz uprzejmego zainteresowania wykwitł na jej twarzy w towarzystwie drapieżnego spojrzenia, którym pochlebnie oceniały swojego niespodziewanego kontrahenta.
Nie śpieszyła się z odpowiedzią. Odstawiła kryształ na mały stolik i bez pośpiechu wysunęła z głębokich fałd swoją różdżkę. Zakręciła nią w powietrzu dwa niewielkie, ciasne kółka. W odpowiedzi na ten niemy rozkaz, z zamaskowanej w fałdach jej szaty kieszeni wyłoniła się wysłużona, elegancka fajka z ciemnego dębu, towarzyszący jej skórzany woreczek oraz przybornik. Przedmioty te, poruszane subtelną magią, przystąpiły do swojego tradycyjnego, cichego tańca tuż nad jej lewą dłonią. Podczas kilku płynnych orbit tytoń został ubity w cybuchu, a przybory z powrotem, z cichym szelestem, zanurkowały w fałdach materiału. Dopiero kiedy fajka płynnie wsunęła się w jej dłoń, Ceolsige odpowiedziała.
– Z pewnością przekażę rodzicom pańskie wyrazy uznania, panie Shafiq. Będą bez wątpienia uradowani, słysząc, że ich wysiłki wychowawcze przyniosły tak dystyngowane owoce – zaczęła gładko, a w jej melodyjnym głosie dało się wyczuć zaczepną nutkę sarkazmu. – Co do naszej nagłej ucieczki… sprawność, z jaką zorganizował pan ten dyskretny odwrót, w pełni przystoi czarodziejowi o pańskim statusie. Przyznam, że nie spodziewałam się po panu niczego mniej.
Zbliżyła ustnik fajki do warg, nie zapalając jej jeszcze. Jej zaczepne spojrzenie badawczo przepłynęło po widocznych rysach twarzy Anthony'ego.
– Obawiam się jednak, że przecenia pan skalę moich umiejętności oraz samo znalezisko. Z pełną dozą pewności mogę panu powiedzieć jedynie, czym ten specyfik nie był. Otóż, panie Shafiq… to nie był eliksir. - Była w tym zamaskowana prawda ale celowo skierowana na niepewność jakiej w gruncie rzeczy nie czuła.
Zawiesiła głos na krótką pauzę dając przestrzeń domysłom na przyswojenie skali niepewności wynikającej z wygłoszonego stwierdzenia.
– To było wspomnienie. A raczej – duch wspomnienia, bądź wspomnienie ducha, zależnie od tego, jak głęboko zechce pan wnikać w naturę ektoplazmy. - celowo pozwoliła wypływać własnym domysłom i wątpliwością, nadając wypowiedziom wszelkie cechy prawdy i całej prawdy. Uznawała, że świadome ryzyko zmniejsza skalę ewentualnego rozczarowania w kontaktach. A i liczyła, że jej wysoka ocena towarzysza podróży nie okaże się zawyżona.
Przechyliła się nieznacznie w jego stronę, wspierając łokieć na oparciu i obserwując jego reakcję.
– Wiedza o tym, co kryje ten mroczny zapis, może okazać się nadzwyczaj ryzykowna dla tych, którzy ją poznają. W obecnych czasach zdecydowanie bezpieczniej jest pozostać z takimi sekretami zupełnie anonimowym. Niemniej… – na jej bladej twarzy wykwitł lekki, porozumiewawczy uśmiech – …mam nieodparte wrażenie, że dokładnie na taki obrót spraw pan liczył. Uznajmy więc, że uczciwym rewanżem za tę całą, niezwykle urokliwą z pewnością, szczęśliwie przypadkową sytuację w ogrodzie będzie postawienie pana przed faktem dokonanym. Jestem przekonana, że w tej sprawie – zawiesiła na moment głos, badając go wzrokiem zza rzęs – połączy nas szczególne zaufanie.
Żywiła naturalny szacunek, dl ludzi, którzy znali zasady gry nie bali się w nią zanurzyć. Niewielka, nienazwana jeszcze przysługa była przystającym rewanżem dla domniemanej pułapki. Pułapki, której istnienie lub nie nie miałoby wpływu na jej działania. Mimo to sytuacja zasługiwała na zagranie takich właśnie kart.
the web
Il n'y a qu'un bonheur
dans la vie,
c'est d'aimer et d'être aimé
wiek
43
sława
VI
krew
czysta
genetyka
—
zawód
Szef OMSHM-u
187 cm | 75 kg | oczy szare | włosy płowo brązowe Wysoki. Zazwyczaj rozsądny. Poliglota. Przystojna twarz, która okazjonalnie cierpi na bycie przymocowana do osoby, która myśli, że pozjadała wszelkie rozumy.

Anthony Shafiq
#17
16.07.2026, 22:05  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 03.08.2026, 20:59 przez Anthony Shafiq.)  
Nie spieszył się również z przynaglaniem jej do odpowiedzi, nawet jeśli wewnętrznie drżało w nim pewne zniecierpliwienie. Gra wymagała mistrzowskiego opanowania, a gdy obaj gracze byli świadomi przesypującego się w klepsydrze piasku, nie zamierzał pannie Burke przypominać, cóż może się wydarzyć, kiedy nie zdąży.

Słuchał jej słów z uwagą i zaangażowaniem, przyjmował komplementa z taką samą ogładą i umiarkowaniem gestu co ona. Łagodnie zmrużył oczy by przyglądać się jej rysom tak jak podziwiało się dzieło sztuki w niemym oczekiwaniu, by rzeźba tak do cna realistyczna ożyła i wypowiedziała słowa. Konkretne słowa których szukał.

– Wspomnienie… To bardzo interesujące szanowna pani, musiało być to wspomnienie bardzo burzliwe, skoro wzburzylo nie tylko ducha i ciało. – czy Burke byłaby w stanie posmakować czyiś wspomnień? Na ile mógł poszczycić się swoją rozległą wiedzą, wspomnienia nie posiadały materialnej konsystencji. Czy możliwe aby jej talent rozwinął się w tak nieoczekiwanym kierunku? Może to wpływ krwi po kądzieli, półwysep skandynawski potrafił zaskakiwać. Zaraz jednak rozważania przerwała mu kolejna informacja, podbicie stawki, przyjemny układ, który nie był zaskoczeniem zbyt wielkim. Pozyskiwaczka z Nokturna prosiła go o przysługę, jako cenę za informację, która spoczywała na jej podniebieniu. Jego uśmiech złagodniał, rozszerzył się, sam Shafiq rozsiadł się nieco wygodniej w powozie, bo chodź tą obietnicą to on stawał się zobowiązany, to och jakże przecież mógł nie być mile połechtany wiarą kobiety w jego moc sprawczą.

Pycha kroczyła przed upadkiem, a próżni pochlebcy mogli okazać się wydmuszkami czekającymi by wlać truciznę do ucha. Czasem jednak lubił posmak złota, lubił posmak sprawczości, lubił wzajemny warkocz zależności, zwłaszcza teraz gdy Nokturn się radykalizował w obliczu społecznego kryzysu.

– Ależ oczywiście droga pani. Nasza dyskrecja i moje zaskoczenie, gdy pewnego dnia otrzymam od pani fakt dokonany. – Mówił cicho, nie mógł jednak ukryć, że jest zadowolony z takiego obrotu spraw. A może pozwolił sobie na odrobinę otwartości, by przyjęła to za dobrą monetę i nie marnowała cennych sekund, które spędzali w powozie. Dalej więc nic nie mówił, dalej tylko czekał, by na wagę zdarzeń położyć informacjami, którymi dysponowała jego towarzyszka, jedna z lepszych inwestycji tego kwartału.


Paserka z Nokturnu
Nagroda przynależy zuchwałym, a splendor zwycięzcom.
wiek
30
sława
IV
krew
czysta
genetyka
—
zawód
Skup, sprzedaż, pośrednictwo.
Wysoka na 175cm i szczupła kobieta o długich blond włosach luźno okalających nieco podłużną twarz o chłodnej cerze, błękitnych oczach i rubinowych ustach. Ubrana zazwyczaj schludnie i klasycznie w długą spódnicę i pasującą koszulę, którą okrywa tradycyjną szatą. Całość najczęściej w barwach czerni i zieleni z deseniami czerwieni i fioletu oraz kontrastującym eleganckim dodatkiem. Jej uroda idealnie współgra z melodyjnym głosem, bezbłędną dykcją oraz naturalną gracją ruchów. Niezależenie od miejsca i sytuacji sprawia wrażenie jakby zawsze była właściwą osobą we właściwym miejscu.

Ceolsige Burke
#18
17.07.2026, 17:25  ✶  
Słysząc ciche, satysfakcjonujące zapewnienie ze strony Anthony’ego, Ceolsige pozwoliła sobie na chwilę rozluźnienia. Odchyliła się swobodniej na siedzeniu, opierając plecy o miękkie oparcie karocy. Srebrzysto-szare pióra jej peleryny zaszumiały cicho pod wpływem tego ruchu, układając się wokół jej ramion niczym skrzydła wielkiego ptaka.
Uniósłszy dłoń, na której jeszcze przed chwilą spoczywały resztki przedziwnego płynu. przyjrzała się jej przez ułamek sekundy z uwagą. Przebiegła opuszkami palców po czystej już skórze, po czym odetchnęła głęboko, wypuszczając powietrze w wyrazie nieco teatralnego, salonowego żalu.
– Cóż… muszę z przykrością stwierdzić, panie Shafiq, że trunki serwowane u Lestrange’ów zdecydowanie szkodzą zdrowiu – rzuciła z lekkim, kpiarskim uśmiechem, obracając niedawną niedyspozycję w żartobliwą anegdotę o kiepskim bankiecie.
– Z racji osobliwej natury tego zjawiska… - płynnie i bez wysiłku wróciła do głównego wątku ich rozmowy. Jej ton stał się lżejszy, niemal niedbały, jakby rozmawiali o błahych plotkach z „Proroka Codziennego”, a nie o zakazanej czarnej magii. - moje skromne umiejętności pomogły o tyle tylko, że dały mi pewne podstawy, by w ogóle poważyć się na podobny krok. – wyjaśniła gładko, a w jej melodyjnym głosie pobrzmiewała nuta absolutnego spokoju. – Bardzo prawdopodobne, że każdy, kogo skusiłaby ciekawość i dotknął podniebieniem tego specyfiku, poznałby dokładnie to samo wspomnienie. Odnoszę wrażenie, że nie jest to zjawisko, które szczególnie dba o swoją tajemniczość.
W tym momencie uniosła wzrok, celując wyzywającym spojrzeniem prosto w oczy Anthony’ego. Uniosła brwi w niemym, teatralnym geście przygany. Dopiero po tej krótkiej, wymownej pauzie kontynuowała swoją opowieść.
- Bazą… - spojrzenie opuściła przygana a stało się skupione i celowe. Jakby nakierowane na przykucie do siebie uwagi rozmówcy. - wydawała się być stara, przeleżała woda różana wymieszana z  odrobiną zmielonych kwiatów księżycowej rosy. Następnie pojawiła się krew. Krew różnych istot i jednorożców, której towarzyszył charakterystyczny posmak czarnej magii użytej do zakończenia żywotów tych ofiar. Po tym przyszedł intensywny odór starego mięsa i ektoplazmy. Tu pojawiają się wątpliwości. Ektoplazma raczej jest objawem zjawiska niż elementem składu zawartego we wspomnieniu eliksiru.
Delikatnym gestem dłoni zatańczyła smukłymi palcami tuż obok swojej twarzy. Jakby odruchowo rozgarniała jakiś zapach lub rozpraszała hipnotyczny trans.
– Natura tego zjawiska nie zdradza absolutnie nic na temat samego procesu przetwarzania czy łączenia owych składników. Ledwie ich sucha lista wydaje się w nim zawarta.
Przełożyła wolno nogę na nogę, sprawiając, że butelkowozielona szarfa w jej talii lekko się naprężyła, a dół sukni zaszeleścił cicho o skórzaną tapicerkę. Przechyliła lekko głowę patrząc na Anthony'ego z wyrazem łagodnego ostrzeżenia.
– Jak Pan wiec widzi opinia o szczególnych zyskach z moich zdolności mogła być w tym przypadku nieco przesadzona. Z tej właśnie okazji… – uśmiechnęła się kącikiem ust – …postaram się nie nadużywać owego „faktu dokonanego”.
Dopiero wtedy, wykonując minimalny, niemal niezauważalny ruch berberysową różdżką trzymaną w palcach, wywołała maleńki, pomarańczowy snop iskier bezpośrednio nad cybuchem swojej dębowej fajki. Tytoń zajął się z cichym, przyjemnym dla ucha skwierczeniem, uwalniając bogaty, głęboki aromat. Ceolsige ułożyła gładki ustnik między wargami, zaciągnęła się powoli, po czym z dystyngowaną gracją wypuściła z ust idealne, malutkie kółeczko dymu. Patrzyła, jak wiruje ono przez chwilę w przestrzeni między nimi, zanim rozproszyło się w powietrzu.
– Skoro jednak jesteśmy przy tak… osobliwych zjawiskach – podjęła leniwie, kołysząc lekko fajką w palcach. – Czy słyszał pan może, panie Shafiq, o innych podobnych spotkaniach ze wspomnieniami bądź duchami w Maida Vale? Pomyślałam, że mogłabym rzucić na nie nieco mojego własnego… kontekstu.
the web
Il n'y a qu'un bonheur
dans la vie,
c'est d'aimer et d'être aimé
wiek
43
sława
VI
krew
czysta
genetyka
—
zawód
Szef OMSHM-u
187 cm | 75 kg | oczy szare | włosy płowo brązowe Wysoki. Zazwyczaj rozsądny. Poliglota. Przystojna twarz, która okazjonalnie cierpi na bycie przymocowana do osoby, która myśli, że pozjadała wszelkie rozumy.

Anthony Shafiq
#19
03.08.2026, 21:16  ✶  
Skłamałby, gdyby powiedział, że nie przypadła mu do gustu. Skłamałby, gdyby powiedział, że to co usłyszał przed momentem, nie zrobiło na nim piorunującego wrażenia.

Krew jednorożców zabitych czarną magią… U Lestrange'ów. W ogrodzie.

Tam wciąż bawili się ludzie. Tam wciąż śmiali się i błądzili pośród czarnych róż, które tak bardzo, tak przerażająco pokazywały, że coś jest nie tak.

Ciężko mu było się dziwić, że Selwyn żywił tak głęboko osadzoną awersję do tych kwiatów. Najpierw czarne wesele. Teraz to.

W jego stalowych oczach odbijały się światła mijanych budynków. Podróż musiała dobiec końca, a on musiał przystać na jej warunki. Ba! Chciał przystać na jej warunki, żałując przy tym, że nie odnowił tej relacji wcześniej, a zaaranżowanie całości było raczej dziełem przypadku, niż jego zadbaniem o tę stronę szachownicy.

Skinął głową, gdy skończyła mówić, każde słowo otulając miękkimi pasmami najwyższego poziomu uważności ze swojej strony.
– Nie dysponuję tego typu informacjami, nie jestem typem… florysty. – Coś w jego tonie sugerowało, że całkiem niedługo, całkiem prawdopodobnie się stanie takowym. – Spróbuję przekonać gospodarzy do kontaktu z widmowidzem w tej strawie – Zdawało mu się to jedynym słusznym tropem, choć czy rzeczywiście słusznym? Było tak wiele spraw, tak wiele pytań, zadań, zobowiązań. Odgonił naprędce swój coraz bardziej napięty harmonogram, który musiał przyjąć kolejne rewelacje. Momentalnie na jego szczupłej twarzy zakwitł życzliwy uśmiech, poparty wyciągnięciem dłoni. Nie ucałował jej jak przed balem, nie potrzebowali teraz kurtuazji, a potwierdzenia targu, który dotyczył tej jednej transakcji z wielkim życzeniem kontynuacji.
– Dam znać mojemu asystentowi, na wypadek gdybym akurat znajdował się poza granicami kraju. Jestem przekonany, że pani doświadczenie w materii usługowo-handlowej pozwoli właściwie wycenić wspomniany fakt. – Handel przysługami. Czasami miał poczucie, że jest to element, który w tym wszystkim najbardziej go bawi. Dzisiaj zaś, nawet w obliczu straszliwych informacji, których stał się również współposiadaczem, owe przeczucie nie graniczyło z pewnością, a było nią w najczystszej formie.

Koniec sesji
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek:

Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Anthony Shafiq (2558), Ceolsige Burke (3806), Eutierria (145), Jonathan Selwyn (756), Pan Losu (205)


Strony (2): « Wstecz 1 2


  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Spis Treści
Zakładki
Tryb normalny
Tryb drzewa