20.04.2026, 21:03 ✶
W pierwszej chwili świat wokół niej zamarł. Analiza składników, przeprowadzana przez kubeczki smakowe wzmocnione magicznym dziedzictwem krwi, była procesem niemal mechanicznym. Ceolsige odsunęła dłoń od twarzy, błądząc nieobecnym spojrzeniem w pustce nocy. Jej rysy, nie skrywane specjalnie przez maskę, rozluźniły się w wyrazie głębokiego, niemal sennego zamyślenia. Przez ułamek sekundy w jej umyśle układała się mozaika: stara woda różana, księżycowa rosa... a potem uderzył w nią mrok.
Wizja krwi odebranej siłą, metaliczny posmak cierpienia jednorożców i odór ektoplazmy wdarły się do jej świadomości jak macka makabrycznego koszmaru. Mieszanina obrzydzenia, upodlenia i degeneracji, która towarzyszyła pojawiającej się świadomości kolejnych składników budziła w niej poczucie jakby smakowała zapis morderstwa a nie eliksir.
Oczy kobiety odzyskały momentalnie ostrość spojrzenia i rozszerzyły się gwałtownie ogniskując się natychmiast na twarzy Anthony'ego. Rysy twarzy stężały w grymasie bólu, a dłoń odruchowo wystrzeliła w górę, zakrywając usta. Cera Ceolsige, i tak jasna, w jednej sekundzie przybrała trupi, niemal siny odcień, a jej gardło poruszyło się w serii konwulsyjnych, odwróconych parodii połykania.
Wtedy poczuła szarpnięcie. Piskliwy głos ogrodowego elfa przeciął narastający szum w jej uszach, a nagły ból u nasady czaszki, gdy stworek pociągnął ją za kosmyk włosów szybko nadał kierunek myślom i cel działaniom. Odzyskując rezon, Ceolsige stłumiła pierwszy odruch wymiotny siłą woli, której nie podejrzewała u siebie po tak ciężkim wieczorze. Nie rzucając towarzyszom ani słowa wyjaśnienia, obróciła się w stronę, w którą szarpał elf. W cieniu krzewu wypatrzyła wysoką pustą donicę. Nie zwlekając, w akompaniamencie szelestu eleganckiej szaty, dwoma szybkimi krokami, niemal skokami wyprzedziłą elfa i dotarła do pojemnika.
Pochyliła się nad nią gwałtownie, wspierając wolną ręką o chropowaty brzeg naczynia i uwalniając zasłonięte do tej pory usta. Dwa suche, bolesne kaszlnięcia były jedynym ostrzeżeniem. Chwilę później ciszę ogrodu rozdarł charakterystyczny dźwięk odruchu wymiotnego, któremu towarzyszyło maziowate chlapnięcie o dno donicy. Kwasy żołądkowe, zmieszane z resztkami bankietowych rarytasów i posmakiem tego przeklętego, nekromantycznego wywaru, uderzyły o ceramikę.
Po pierwszym skurczu Ceolsige gwałtownie wciągnęła powietrze. Charczący oddech brzmiał jakby się nadal dławiła czy wręcz dusiła. Z trudem łapała szybkie, urywane oddechy, kuląc się nad krawędzią donicy w gotowości na kolejną falę. Z dziwną, niemal surrealistyczną ulgą przyjęła fakt, że elf – w swojej obsesji na punkcie czystości ogrodu – wciąż mocno trzymał kępkę jej włosów, odciągając je do tyłu i chroniąc przed zabrudzeniem.
Nawet w takiej chwili było w jej ruchach jednak coś dziwnie estetycznego, niemal zaplanowanego. Srebrzyste pasma, uwolnione z misternego upięcia, migotały teraz w mroku niczym pajęcze nici, tworząc wokół jej pochylonej głowy nienaturalną, świetlistą aureolę, podtrzymywaną przez kwietnego cherubinka. Białe pióra migoczące srebrzystymi refleksami lampionów na wygiętych w łuk plecach kontrastowały z niemal zupełnie rozpływającą się w cieniach czernią sukni. Ledwie butelkowa zieleń szarfy zdradzała potencjalnie ludzka sylwetkę schowaną pod lśniącym, ptasim kształtem.
Wizja krwi odebranej siłą, metaliczny posmak cierpienia jednorożców i odór ektoplazmy wdarły się do jej świadomości jak macka makabrycznego koszmaru. Mieszanina obrzydzenia, upodlenia i degeneracji, która towarzyszyła pojawiającej się świadomości kolejnych składników budziła w niej poczucie jakby smakowała zapis morderstwa a nie eliksir.
Oczy kobiety odzyskały momentalnie ostrość spojrzenia i rozszerzyły się gwałtownie ogniskując się natychmiast na twarzy Anthony'ego. Rysy twarzy stężały w grymasie bólu, a dłoń odruchowo wystrzeliła w górę, zakrywając usta. Cera Ceolsige, i tak jasna, w jednej sekundzie przybrała trupi, niemal siny odcień, a jej gardło poruszyło się w serii konwulsyjnych, odwróconych parodii połykania.
Wtedy poczuła szarpnięcie. Piskliwy głos ogrodowego elfa przeciął narastający szum w jej uszach, a nagły ból u nasady czaszki, gdy stworek pociągnął ją za kosmyk włosów szybko nadał kierunek myślom i cel działaniom. Odzyskując rezon, Ceolsige stłumiła pierwszy odruch wymiotny siłą woli, której nie podejrzewała u siebie po tak ciężkim wieczorze. Nie rzucając towarzyszom ani słowa wyjaśnienia, obróciła się w stronę, w którą szarpał elf. W cieniu krzewu wypatrzyła wysoką pustą donicę. Nie zwlekając, w akompaniamencie szelestu eleganckiej szaty, dwoma szybkimi krokami, niemal skokami wyprzedziłą elfa i dotarła do pojemnika.
Pochyliła się nad nią gwałtownie, wspierając wolną ręką o chropowaty brzeg naczynia i uwalniając zasłonięte do tej pory usta. Dwa suche, bolesne kaszlnięcia były jedynym ostrzeżeniem. Chwilę później ciszę ogrodu rozdarł charakterystyczny dźwięk odruchu wymiotnego, któremu towarzyszyło maziowate chlapnięcie o dno donicy. Kwasy żołądkowe, zmieszane z resztkami bankietowych rarytasów i posmakiem tego przeklętego, nekromantycznego wywaru, uderzyły o ceramikę.
Po pierwszym skurczu Ceolsige gwałtownie wciągnęła powietrze. Charczący oddech brzmiał jakby się nadal dławiła czy wręcz dusiła. Z trudem łapała szybkie, urywane oddechy, kuląc się nad krawędzią donicy w gotowości na kolejną falę. Z dziwną, niemal surrealistyczną ulgą przyjęła fakt, że elf – w swojej obsesji na punkcie czystości ogrodu – wciąż mocno trzymał kępkę jej włosów, odciągając je do tyłu i chroniąc przed zabrudzeniem.
Nawet w takiej chwili było w jej ruchach jednak coś dziwnie estetycznego, niemal zaplanowanego. Srebrzyste pasma, uwolnione z misternego upięcia, migotały teraz w mroku niczym pajęcze nici, tworząc wokół jej pochylonej głowy nienaturalną, świetlistą aureolę, podtrzymywaną przez kwietnego cherubinka. Białe pióra migoczące srebrzystymi refleksami lampionów na wygiętych w łuk plecach kontrastowały z niemal zupełnie rozpływającą się w cieniach czernią sukni. Ledwie butelkowa zieleń szarfy zdradzała potencjalnie ludzka sylwetkę schowaną pod lśniącym, ptasim kształtem.