Wczoraj, 18:16 ✶
Mieszkanie Aarona, Camden
Po całym dniu, Aaron Andrew Moody zasiadł z głośnym sapnięciem za stołem kuchennym. A przynajmniej próbował zasiąść, bo na krześle akurat drzemał jego kot. Taki szarobury, że łatwo było go pomylić z pluszową tapicerką, którą Aaron obił dawno temu krzesła… Zwłaszcza, gdy skupiało się na potężnej dyni niesionej w ramionach. Moody gotował się do wykonania świątecznego lampionu dla swojego najlepszego przyjaciela, więc na pstrokatą tapicerkę, to znaczy, na kota, nawet nie zerknął. Kotowi się to nie spodobało. Wydawszy z siebie obrażone miauknięcie, umknął w stronę salonu, skąd po chwili dobiegł Aarona szczebiot Lorien. Mówiła do kota po włosku. Wyłapał "micetto", czyli "koteczek", ponieważ brzmiało bardzo podobnie do "mio tetto", czyli "mój dach". To była jedna z niewielu rzeczy, jaką zapamiętał z włoskich rozmówek, skądinąd bardzo okrojonych, jeżeli chodziło o terminy architektoniczne. W poszukiwaniu takowych Aaron zawzięcie kartkował swój przewodnik gdy ostatnio byli z Lorien we Włoszech: próbował dowiedzieć się bowiem od lokalnego kustosza, jak do licha starożytni zdołali wznieśli tak potężną kopułę bez użycia współczesnych rozwiązań.
Lorien tylko przewracała oczami, musząc tłumaczyć techniczną dyskusję z angielskiego na włoski i z włoskiego na angielski: w żadnym języku nie brzmiała bowiem zrozumiale.
Dzisiaj jednak Aaron nie musiał dumać nad rozwiązaniami architektonicznymi starożytnych Rzymian. Dzisiaj po prostu miał wydrążyć dynię na lampion. Nie byle jaki lampion! Specjalnie zostawił robotę na wolniejszy wieczór, żeby szkaradztwo jakieś wyciąć, takie w sam raz na Samhain, klimatyczne: myślał, myślał, i umyślił, że gębę straszną w dyni wytnie. Niełatwe miał zadanie, bo tylko takie w Rejwachu przesiadywały. Oprawił jednak porządnie warzywo, i zabrał się do pracy.
rzut na rzemiosło ◉◉◉○○, na wykonanie świątecznego lampionu z dyni
Rzut Z 1d100 - 94
Sukces!
Sukces!
I am the righteous hand of Justice
and I am ready to strike in her name
and I am ready to strike in her name