No i uwielbiała pracę dziennikarki. Uwielbiała chaos, który potrafiła zasiać w głowach swoich czytelników, uwielbiała zdumione spojrzenia rozmówców i uwielbiała ich rozplątane języki. Wiedziała, że w pewnych sprawach pozostawała zaskakująco mało obiektywna, ale nigdy jej na obiektywizmie specjalnie nie zależało. Ludzie rzadko byli na tyle ciekawi, by na dłużej się nimi zainteresować.
Zanim Daisy weszła do klubokawiarni Nory, chwilę stała po drugiej stronie ulicy. Chłonęła wielkimi, rozmarzonymi oczami różowy i ozdobiony kwiatami budynek. W wyobraźni mimowolnie zrównywała go najpierw z latającym w powietrzu, przerażonym bobrem a później z zapłakaną kobietą siedzącą pod ścianą.
Wiedziała, że to w żadnym wypadku nie była jej sprawa. Ale jakoś tak trochę to jednak była jej sprawa. Może dotarło do niej w chwili, w której wywoływała zdjęcia z balu u Longbottomów?
Dziennikarka nacisnęła na klamkę i weszła do środka.
- Dzień dobry! – przywitała się takim tonem, jakby Nora była jej najlepszą przyjaciółką przynajmniej od dekady. Rozejrzała się z zainteresowaniem po wnętrzu. Na dłużej zawiesiła wzrok na samej właścicielce lokalu. – Ależ tu ładnie. Tak różowo i różano. Chciałabym kupić coś smacznego. Do redakcji. Dla siebie i kolegów. Może jakieś pączki? – zaryzykowała. Wpatrzyła się w wystawę, szukając czegoś, co jakoś mocniej przykuje jej uwagę. – Albo muffinki? Co się pani dzisiaj szczególnie udało? – zaćwierkotała.