• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Greater London Ulica Pokątna v
« Wstecz 1 … 5 6 7 8 9 Dalej »
Kwiecień 1972 | Magiczne Muzeum | Aaron & Viorica

Kwiecień 1972 | Magiczne Muzeum | Aaron & Viorica
Vibes don't lie
call me later, i'm too busy making stupid people famous
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Pisarzyna, uzależnieniec. Niski, ale o przystojnych rysach twarzy, przysłoniętych prostym faktem, że nie dba o siebie w taki sposób, jakiego oczekuje się od osób na jego stanowisku. Ma długie, często roztrzepane włosy i nieelegancki zarost. Artysta - pierwsza myśl po zobaczeniu go na jakimś przyjęciu.

Aaron Skeeter
#1
22.01.2023, 04:21  ✶  
Z lekkim westchnieniem odłożył filiżankę na stół, skupiając się raz jeszcze na artykule, który maglował od dłuższej chwili. Ołówek sunął po tekście, w kilku miejscach zaznaczając fragmenty, które nie przypadłby mu do gustu. Zarówno ze względu na treść, jak i dobrane słownictwo. No naprawdę. Mógłby się bardziej przyłożyć — rzucił w myślach do samego siebie, kręcąc przy tym lekko głową.
Niewiele rzeczy potrafiło sprawić, żeby sięgnął po egzemplarz Czarownicy. Oczywiście zdarzało mu się pisać tam artykuły, raczej nieoficjalnie, ale jednak starał się nie pokazywać z tym... czasopismem w miejscach publicznych. I chociaż zazwyczaj trzymał się tej zasady dość mocno, pewne sytuacje wychodziły poza tę regułę.
Nie potrafił odmówić sobie zakupienia egzemplarza, gdy pojawiało znane mu się nazwisko, czy w tym przypadku — pseudonim. Podczas gdy dla większości pozostawał tajemnicą, Skeeter znał jego personalia. Ba, znał go osobiście. Tajemniczym twórczą był nie kto inny jak Darcy Lockhart, jego kuzyn. I chociaż jego towarzystwo musiał sobie rekompensować sporą dawką eliksirów uspokajających — od których swoją drogą absolutnie nie był uzależniony — nawet go lubił. Na tyle, że od czasu do czasu spędzali razem czas, głównie na dyskutowaniu o najnowszych wydarzeniach. Aaron wręcz na to naciskał, wiedząc, że jeśli zacznie słuchać jego losowych mądrości, głowa prawdopodobnie mu wybuchnie od nadmiaru Darcy'ego, jeśli można to tak ująć. Ciekawiło go, czy spotkają się dzisiaj. Szczerze wątpił, ale z Lockhartem nic nie było pewne. W końcu dzisiejszą atrakcją miało być odsłonięcie serii dzieł kilku wybitnych artystów świata magicznego. Innymi słowy — nuda dla większości ludzi. Po cichu liczył, że jego kuzyn pomyśli właśnie w ten sposób. Aaron chciał bowiem zakręcić się przy kilku osobistościach, które miały się zjawić i zadać im pytania, których ci unikali już od jakiegoś czasu, a skoro już o tym mowa, trzeba było się zbierać.
Złożył gazetę w równy prostokąt, po czym odłożył ją na stolik. W końcu nie mógł się pokazać z czymś o tak wątpliwej rzetelności na wydarzeniu na tę skalę. Byłoby to co najmniej kompromitujące. Och, był przekonany, że sama Czarownica z rozkoszą napisałaby o tym, że jest ich czytelnikiem. Obrzydliwe. Rozejrzał się jeszcze po lokalu, ale nie dostrzegłszy nic godnego jego uwagi, zostało mu tylko wstać.
Gdy już to zrobił, przeciągnął się lekko, mimowolnie przy tym ziewając. Cóż, spędzony tutaj czas był wyjątkowo nudny.
Po wyjściu z kawiarni poprawił nieco płaszcz, po czym ruszył w stronę muzeum. Co prawda od oficjalnego rozpoczęcia dzieliła ich ponad godzina, ale tylko leniwi i głupi pojawiali się dopiero na czas. W końcu wszystko, co ciekawe działo się w trakcie przygotowań. Nerwowe komentarze, uwagi, niespodziewane zwroty akcji, wszystko to, co dziennikarze kochali.
Było już całkiem sporo osób, ale z tego, co zdążył zauważyć, brakowało tych, na których faktycznie mu zależało. Westchnął lekko, skupiając wzrok na tym, co miał do wyboru i o dziwo, coś, czy raczej ktoś przyciągnął jego uwagę. Młoda, ładna kobieta, której zdecydowanie nie znał. Wspaniała okazja, żeby zadać kilka pytań, kto wie, może natrafi na kogoś ciekawego?
Zgarnąwszy po drodze dwa kieliszki szampana od kelnera, podszedł do nieznajomej.
— Nie przeszkadzam? — zaczął z miłym, uprzejmym uśmiechem, przy okazji oferując jej jedno z posiadanych szkieł. Następnie, czekając na jej decyzję, postanowił lekko się przedstawić.
— Niech mi pani wybaczy, gdzie moje maniery. Aaron Skeeter, jest mi niezmiernie miło — rzucił, skinąwszy jej przy tym lekko głową. Może było to nieco zbyt formalne, ale wciąż nie wiedział, z kim ma do czynienia. Ludzie z wyższych sfer potrafili być niezwykle czepliwi, gdy przychodziło do manier. — Przyszłaś podziwiać wystawiane dzieła, czy może masz z nimi coś wspólnego? — zagaił jeszcze, nie potrafiąc się powstrzymać od chociaż jednego pytania, przynajmniej na ten moment.
Fanka kamieni szlachetnych
I'm addicted to shiny things
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Pierwsze co rzuca się w oczy to burza czarnych, kręconych włosów. Okalają jasną twarz usianą licznymi piegami. Osadzone w niej szarozielone oczy często mają w sobie psotną iskrę. Viorica ma 167 centymetrów wzrostu, jest lekko tu i tam zaokrąglona, co nadaje jej pewnego uroku. Zwykle ubrana w kolorowe, wygodne ubrania. Nie boi się krótkich sukienek czy większych dekoltów, choć do pracy zawsze stara ubierać się stosownie. Zwykle ma na sobie jakiś element biżuterii. Najczęściej wykonany właśnie przez nią, czasem ukradziony lub "pożyczony". Niemal zawsze ma krótkie paznokcie, jej pace często są przybrudzone od metalu, z którym pracuje. Czasem zdarza jej się nosić specjalny monokl, który ułatwia jej pracę z drobną i wymagającą powiększenia biżuterią. Ma przyjemny, słodki głos, zwykle chodzi przez świat pewnym krokiem i z uśmiechem na ustach. Często pachnie metalem i różanymi perfumami.

Viorica Zamfir
#2
24.01.2023, 18:28  ✶  
Jej kroki rozbrzmiewały, gdy uderzała butami na małym obcasie o granitową podłogę sali muzeum. Rzadki to dzień, kiedy miała wolne, nie chciała jednak spędzać go w domowej pracowni ani na kompletnej prokrastynacji. Pierwsze oznaczało brak wolnego, przez drugie zaś pewnie z nudów zaczęła robić to pierwsze, szczególnie biorąc pod uwagę jej plany na Beltane. Miała sporo do zrobienia, wolała jednak pracować po nocach, niż odmawiać sobie słodkich chwil braku siedzenia w zapyziałych pomieszczeniach pochylona nad metalem i kamieniami. Lubiła to, kochała, ale jednocześnie miała czasem dość.
Dlatego wybrała się do muzeum. Miało tego dnia odbyć się otwarcie wystawy, wśród pokazywanych eksponatów miała pojawić się tez biżuteria, Viorica uznała więc, że równie dobrze może przypatrzeć się prawdziwym arcydziełom. Chciała kiedyś takie tworzyć.
Na razie zostawało jej jednak bawienie się w grzecznego pracownika. Przynajmniej, póki nie zdobędzie renomy i środków na własne miejsce.
Muzeum wypełniały głównie obrazy i rzeźby. Nie, żeby nie twierdziła, że są piękne, bo kunszt ich wykonawców rzucał się w oczy od razu, nie do nich należało jednak jej serce. Owszem, zdarzało jej się kraść w przeszłości takiego rodzaju dzieła sztuki, nigdy jednak nie cieszyła się z tych wypadów tak jak inni. Co innego w przypadku podwędzania błyskotek.
Wizyta w takie miejsce przynosiła w sumie pewne wspomnienia. Odruchowo sprawdzała nawet ułożenie wejścia, eksponatów i to, jak działa ochrona. Wielokrotnie odwiedzała muzea przed skokiem, pomagając w planach całej akcji. W biały dzień znajdowała to, co warto było ukrasć - przy czym też co da się rozmontować lub sprzedać bez niszczenia, po czym wracali nocą. Obchodzili zabezpieczenia, zabierali przedmioty, które wcześniej zostały wytypowane i znikali. A potem do ich sakiewek wpływały pieniądze.
Lubiła tamto życie. Adrenalinę, obcowanie z przedmiotami, których nie powinna mieć w rękach, pieniądze uzyskane w tak słodki sposób.
Bała się jednak, że skończyłoby się ono przez to szybciej, niżby chciała.
Dlatego siedziała teraz ze stałą pracą na głowie, poświęcając się rzemieślnictwu na, ile tylko mogła.
Przyglądała się właśnie portretowi, bardzo ładnemu tak nawiasem mówiąc, nie skupiła się jednak na rysach kobiety, która została na nim przedstawiona. Zamiast tego wpatrywała się w kolię, niezwykle misternie wykonaną, z wieloma kamieniami oprawionymi w srebrne ramki, splecione ze sobą w opadający na obojczyki wzór. Szafiry, diamenty i granaty, jeśli miałaby strzelać. Kolii jednak zapewne nie będzie jej dane zobaczyć na żywo, by utwierdzić się w przypuszczeniach. Nie mogła jej dotknąć, nie wiedziała nawet, czy przedmiot ten gdzieś jeszcze w ogóle istniał, ani czy kiedykolwiek w ogóle został stworzony. A mimo to, był niesamowity. Chciała go. Wiedziała, że nigdy go nie dostanie.
Z przygnębiającej myśli wytrącił ją głos. Spojrzała na mężczyznę, unosząc brwi w lekkim zdziwieniu, widząc wyciągniętą lampkę szampana, szybko się zreflektowała i obdarzyła nieznajomego uroczym uśmiechem.
- Nie, nie przeszkadza Pan - odpowiedziała, biorąc mały łyk alkoholu. Charakterystyczny posmak uderzył jej kubki smakowe, wraz z dziesiątkami bąbelków.
Również skinęła głowa w odpowiedzi na jego przedstawienie się.
- Viorica Zamfir i też myślę, że mi miło. W końcu widać, nie będzie mi dziś dane samotnie podziwiać te wszystkie piękne dzieła - odpowiedziała, dostosowując swój styl mowy do tego, którym została uraczona przez Skeetera. Ten zaś zapewne nie miał co robić, czekając na innych gości, przez co postanowił zagadać do pierwszej lepszej osoby. Choć samej Vior jego nazwisko coś mówiło, choć nie była pewna co.
- Raczej tylko podziwiam, dobre jednak miejsce na szukanie inspiracji, w końcu sztuka i rzemiosło potrafią być ponadczasowe - spojrzała na mężczyznę. - A Pan? - zapytała, nie kryjąc swojej ciekawości. Twórca, obserwator, zaciągnięty przez kogoś nieszczęśnik? Kim był jej rozmówca?
Vibes don't lie
call me later, i'm too busy making stupid people famous
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Pisarzyna, uzależnieniec. Niski, ale o przystojnych rysach twarzy, przysłoniętych prostym faktem, że nie dba o siebie w taki sposób, jakiego oczekuje się od osób na jego stanowisku. Ma długie, często roztrzepane włosy i nieelegancki zarost. Artysta - pierwsza myśl po zobaczeniu go na jakimś przyjęciu.

Aaron Skeeter
#3
03.02.2023, 02:30  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 03.02.2023, 02:31 przez Aaron Skeeter.)  
Imię i nazwisko nie brzmiało znajomo. Z pewnością nie należała do żadnej z większych czarodziejskich rodzin, ale niekoniecznie działało to na jej plus. Jej osoba miała w sobie więcej tajemnic, a te Aaron zdecydowanie lubił odkrywać. Starczyło do tego dodać jej ponadprzeciętną urodę, żeby stała się dla niego obiektem zainteresowań. To, na jak długo jeszcze się okaże, ale przeczuwał, że ta wystawa będzie ciekawsza od poprzednich, chociażby przez wzgląd na to, że nie spędzi całego czasu nad notesem, od biedy zadając kilku osobom wścibskie, niewygodne pytania. Faktycznie cieszyło go to, że przyjęła tę dość śmiałą propozycję konwersacji oraz kieliszek. Wyglądałby naprawdę głupio, gdyby postanowiła go spławić.
— Och, cała przyjemność po mojej stronie. Co zaś tutaj robię... w sumie dość podobnie. Szukam inspiracji, która pozwoliłaby stworzyć mi coś nowego — odpowiedział, celowo unikając przy tym nazwania wykonywanego zawodu, co zresztą nie było jakoś szczególnie dziwne. Dość często starał się zostawiać tę informację na koniec, głównie dlatego, że przy dziennikarzach większość ludzi odruchowo nabierała wody w usta.
Następnie postanowił chwycić się nieco napoczętej już rozmowy.
— Sztuka z pewnością jest przyjemna, ale faktycznie docenić można ją dopiero w towarzystwie. Jasne, można stwierdzić, że jakieś dzieło jest piękne, ale to dopiero rozmowa i wymiana opinii sprawia, że zaczynamy ją faktycznie rozumieć - zaczął, poprawiając przy tym lekko włosy, które naszły mu na oczy. — To fascynujące, do jak różnych wniosków potrafimy dojść, patrząc na tę samą rzecz — dokończył, upijając po tym łyk szampana.
— Weźmy na przykład ten obraz. Autor z pewnością jest uzdolniony, ale wielu krytyków go pomija. Twierdzą, że jego kreacje są zbyt proste i w sumie. Patrząc na samą modelkę, można stwierdzić, że jest dość pospolita, ale jeśli spojrzymy na detale takie jak ubranie czy chociaż kolię! Wtedy można dostrzec jego prawdziwy kunszt, przyłożenie do najmniejszych detali — zaczął się rozwodzić, ale nagle przerwał, zdając sobie sprawę z tego, że zaczyna robić z tego nieco zbyt mocno monolog. Jeszcze przed chwilą jego twarz wyrażała dość sporo pasji i zaangażowania w to, co mówił, teraz było mu głupio.
Spojrzał na nią przepraszającym wzrokiem, nieco niezręcznie się przy tym uśmiechając.
— Proszę wybaczyć, nieco mnie poniosło. Mam nadzieję, że nie zdążyłem odstraszyć? — rzucił, zerkając na nią pytająco. Miał nadzieję, że kobieta postanowi dorzucić swoje trzy grosze, a rozmowa się nie rozpadnie w wyniku jego nieuwagi. Ostatnimi czasy miał tak mało rozrywki, że naprawdę nie chciał kończyć tej rozmowy przedwcześnie.
I chociaż zdawał się w tym wszystkim dość otwarty, nie do końca było to prawdą.
Nie powiedział jej jednak wszystkiego. Przybycie tutaj miało nie tylko służyć natchnieniu do nowych tworów. Pełniło jeszcze jedną, skrzętnie ukrywaną przed wszystkimi funkcję. Miał nadzieję, że pomoże mu z projektem, który utknął wiele miesięcy temu.
Szajka przestępców, która kradła dzieła sztuki oraz kosztowności. Policja opisywała ich jako profesjonalistów, którzy znali się na swoim fachu i cóż, chyba faktycznie tak było, skoro nigdy nie zostali złapani. Akurat ta część nie interesowała Skeetera aż tak bardzo. Jego uwaga skupiona była bardziej na tym, że on sam nie był w stanie ich wytropić, co zdecydowanie stanowiło ujmę na jego dotychczasowej karierze. Miał szerokie kontakty, potrafił dość dobrze manewrować w półświatku, zdobywając informację, a jednak oni potrafili mu umknąć. Sama świadomość tej niemocy była dla niego irytująca. Wielu zdążyło już o tym wszystkim zapomnieć, on wciąż przesiadywał nad niedokończonym tekstem, próbując odnaleźć brakujące kawałki układanki.
Starał się zachować względny optymizm, czuł, że powoli traci szanse na cokolwiek. Łudził się, że na wystawie znajdzie kogoś, kto wzbudziłby jego podejrzenia, dał trop, którym mógłby podążać. Na razie się na to nie zapowiadało. Chociaż tyle, że znalazł towarzystwo, z którego pomocą mógł się oderwać od ponurych myśli, chociaż na chwilę.
Gdyby tylko wiedział, jak bardzo się mylił.
Fanka kamieni szlachetnych
I'm addicted to shiny things
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Pierwsze co rzuca się w oczy to burza czarnych, kręconych włosów. Okalają jasną twarz usianą licznymi piegami. Osadzone w niej szarozielone oczy często mają w sobie psotną iskrę. Viorica ma 167 centymetrów wzrostu, jest lekko tu i tam zaokrąglona, co nadaje jej pewnego uroku. Zwykle ubrana w kolorowe, wygodne ubrania. Nie boi się krótkich sukienek czy większych dekoltów, choć do pracy zawsze stara ubierać się stosownie. Zwykle ma na sobie jakiś element biżuterii. Najczęściej wykonany właśnie przez nią, czasem ukradziony lub "pożyczony". Niemal zawsze ma krótkie paznokcie, jej pace często są przybrudzone od metalu, z którym pracuje. Czasem zdarza jej się nosić specjalny monokl, który ułatwia jej pracę z drobną i wymagającą powiększenia biżuterią. Ma przyjemny, słodki głos, zwykle chodzi przez świat pewnym krokiem i z uśmiechem na ustach. Często pachnie metalem i różanymi perfumami.

Viorica Zamfir
#4
25.02.2023, 12:51  ✶  
Cóż, nie, nie pochodziła ze znanej rodziny. Ot, wnuczka emigrantów z południowo-wschodniej Europy, mugoli do tego, którzy zostali obdarzeni córką będącą czarownicą. Do tego nosiła nazwisko właśnie od tej części rodziny, bo ojca nigdy na oczy nie widziała. Ot, była nikim. Okruchem, który starał się jakoś przeżyć w czarodziejskim społeczeństwie, bez zmiecenia przez potężniejsze, mało przez nią rozumiane siły.
Okruchem o wielu tajemnicach, których większość nie miała ujrzeć.
Nie spodziewała się, że dziś ktoś ją zaczepi. Na początku nawet myślała, że Skeeter szybko od niej odejdzie, tracąc zainteresowanie jej osobą, powoli jednak powoli wciągał ją w rozmowę. Miała zresztą wrażenie, że mogli nawet trochę się rozumieć.
- Więc praca kreatywna? A może tylko hobby? - zapytała, zerkając z lekkim zaciekawieniem. Nawet wyglądał na artystę. Bardziej kogoś, kto operuje pędzlami, piórem albo komponuje, niż tak jak ona zajmuje się sztuką użytkową. Tyle przynajmniej mogła stwierdzić, gdy zerknęła na jego dłonie. Różniące się od jej, z krótkimi paznokciami i palcami pokrytymi drobnymi rankami oraz odciskami.
Zastanowiła się nad jego słowami, odwracając wzrok znów na obraz, biorąc kolejny łyk szampana. A może po prostu dziś się upije? Zawsze też jakiś sposób na spędzenie dnia.
Szybko jednak wróciła myślami do sytuacji obecnej.
- Myślę, że masz rację. Choć ważne są też emocje, które odczuwamy, patrząc na dane dzieło. To one powinny wyjść na pierwszy plan, później dopiero możemy przedyskutować to, jak na nas ono wpłynęło. Bo na tym opiera się przecież sztuka, prawda? Na odczuciach. - Jej spojrzenie utkwiło znów wbite w kolie. Napawała się nią, dopiero po chwili przenosząc je na całość obrazu. Rysy twarzy kobiety, jej nieśmiały uśmiech, niewinne oczy i pozornie ułożone włosy, z których jeśli się przyjrzało, wymykały się pojedyncze kosmyki, niczym rozwiane przez wiatr.
- Te detale nie tylko mówią o jego kunszcie. Właśnie za ich pomocą próbuje pokazać historię. Tu widzę na przykład dziewczynę, którą ktoś uwięził za pomocą kosztowności w ciele dobrze ułożonej damy, choć kryje się w niej pewna niewinna dzikość nieokrzesanej dziewczynki. Widzę to w szczególności w jej oczach i pozornie eleganckiej pozie, z której jednak jakby miała za chwilę się wyrwać, zniecierpliwiona całym grzecznym siedzeniem. - Uśmiechnęła się, czując pewne zrozumienie dla anonimowej duszy utrwalonej na obrazie. Zerwij się i biegnij przed siebie, śmiej się i baw. Właśnie to chciałaby jej przekazać. Tylko zostaw mi tą kolię.
- I wcale cię nie poniosło, ciekawie z kimś porozmawiać. - Lekko wzruszyła ramionami. Czasem po kradzieży oglądali to, co udało im się zdobyć. Nie raz dyskutowali o dziełach, które mogli dotknąć, potrzymać i cieszyć się ich bezpośrednią bliskością. Choć nie raz narzekała, pamiętała, że naprawdę lubiła te chwile, gdy wymyślali najbardziej absurdalne teorie dotyczące znaczenia obrazów czy rzeźb. Nigdy by się nie przyznała na głos, ale lubiła też, gdy śmiali się z niej, gdy z pasją mówiła o kolejnym skradzionym naszyjniku, choć tak naprawdę słuchali jej z zaciekawianiem.
- Szczerze,  w tych wszystkich eksponatach chyba zawsze najbardziej pasjonowała mnie czyhająca za nimi historia. - Lubiła sobie wyobrażać, co czuł malarz, gdy tworzył dzieło. Albo kto nosił ten piękny pierścionek i czego był on świadkiem.
Wciągnęła się w rozmowę. Skeeter mógł to zauważyć, w jej spojrzeniu, uśmiechu i zapomnianej lampce szampana.
Nie wiedział jednak zapewne, że właśnie rozmawia z osobą, która była jednym z serc sprawy, która tak go interesowała. Viorica jednak trzymała ten fakt schowany dość głęboko w swojej głowie. Chciała zamknąć ten rozdział, najlepiej na kilka spustów. Choć średnio jej się udawało, wyrwać z chaosu, w który żyła tyle lat. Chaosu, który w pewien sposób kochała.
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości
Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Aaron Skeeter (1215), Viorica Zamfir (1164)




  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Przydatne linki
Kolejeczka
Tryb normalny
Tryb drzewa