• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Greater London Niemagiczny Londyn Klinika magicznych chorób i urazów v
« Wstecz 1 2
[kwiecień, 1972] Gdzie wsadziłeś rękę?! – F. Ollivander&R.Rowle

[kwiecień, 1972] Gdzie wsadziłeś rękę?! – F. Ollivander&R.Rowle
Olbrzymka
Draco dormiens nunquam titillandus.
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Patrzysz i zastanawiasz się, czy masz do czynienia z olbrzymem, który zgubił się w Londynie. Barczysta, wysoka na blisko dwa metry, o twardych rysach twarzy. Dopiero później, jak już przyzwyczaisz się do jej wyglądu, zauważasz pewne drobnostki. Kartoflany nos zdobi poprzeczna blizna, przebiegająca na jego grzbiecie. Miodowe oczy spoglądają na świat ze spokojem, który ociepla serce i daje odetchnąć. Włosy ciemnobrązowe, prawie wpadające w czerń, skręcają się i falują, jeżeli ich właścicielka wypuści je z niedbałego warkocza. Olbrzymka zdaje się mocno stąpać po ziemi, ale znać w tym kroku delikatność.

Regina Rowle
#1
16.01.2023, 02:26  ✶  

— Nawet nie wyobrażasz sobie, jakie było moje zdziwienie, kiedy na progu powitał mnie twój ojciec, warczący „czego”. A na pytanie o to, gdzie znajdę jego syna, odpowiedział, że w świetym Mungu.

Te słowa wypowiedziała dwumetrowa kobieta, przestępując przez próg szpitalnej sali. Wbrew pozorom nie kierowała ich do posiwiałego czarodzieja, czytającego Czarownicę, ani też do czarownicy, która ocierała łzy nad jakimś romansidłem.

Miodowe oczy wpatrywały się w leżącego nieco dalej, pod białą pościelą Fergusa, do którego Rowle adresowała te słowa. Zatrzymała się przy łóżku i z konsternacją wymalowaną na twarzy, zmierzyła młodego Ollivandera nieprzychylnym spojrzeniem.

— Twój ojciec mówił coś o, cytuję, cholernym Flincie, zgubie całego rodzinnego dorobku i nawałnicy nieszczęść, jaka spada na tak wspaniałych wyrobników, jak Ollivanderowie.

Podeszła do stojącego nieopodal krzesła, przesunęła je bliżej Fergusa i usiadła z miną, która jasno wyrażała dezaprobatę oraz „mów, co takiego się wydarzyło”. Ponieważ nie do końca panowała nad wyrazem twarzy, po ciężkim westchnięciu, spytała:

— Jak się czujesz i co takiego się stało, Fergie?

Serce Rowle na chwile zamarło, kiedy usłyszała, że młody rzemieślnik znajduje się w szpitalu. Jego ojciec nie mógł podać jej zbyt wielu szczegółów, prócz tego, że uległ on jakiemuś wypadkowi i spędzi w klinice kilka najbliższych dni.

Widok bladego jak ściana znajomego, z podkrążonymi oczami i z ręką grubo owiniętą bandażami tym bardziej ją zmartwił. Nie wyglądał, jakby miał spędzić w Mungu kilka dni, a co najmniej tydzień lub dłużej.

Wypadek przy pracy? Jeżeli tak to jaki? Nie miała zielonego pojęcia o tworzeniu różdżek, tak jak Fergus nijak się nie znał na anatomii bahanki. Dlatego tym bardziej zastanawiała się, co takiego wydarzyło się w warsztacie, że potrzebował aż pomocy uzdrowicieli.

"Toby"
There's a starman waiting in the sky
He'd like to come and meet us
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Fergus jest dość wysoki, bo mierzy metr osiemdziesiąt wzrostu, a do tego dość chudy. Patrząc na niego, ma się wrażenie, że może się złamać na pół. Ma długie, wiecznie rozczochrane włosy, które związuje, kiedy musi się skupić lub nad czymś pracuje i brązowe oczy w odcieniu czekolady. Zazwyczaj jest dosyć nerwowy i intensywnie gestykuluje, kiedy mówi. Jest leworęczny.

Fergus Ollivander
#2
17.01.2023, 19:37  ✶  
Leżał jeszcze na oddziale ratunkowym, gdy odwiedziła go Regina. Dopiero wieczorem mieli go przenieść na wypadki związane z klątwami, gdzie miałby więcej prywatności ze względu na niski współczynnik pacjentów. Czarodziej czytający Czarownicę został ledwie ugryziony przez żądlibąka, ale już wracał do siebie, skoro nie lewitował nad łóżkiem i był w stanie skupić się na artykułach. Wiedźma z łóżka obok pomyliła eliksiry i nieco się podtruła. Nijak nie porównywalne z tym, w jakim stanie trafił tutaj Fergus.
- Brzmi jak mój ojciec - odparł, uśmiechając się lekko do olbrzymki. Nadal był zbyt osłabiony, by pozwolić sobie na jakiś wysiłek, a podsłuchiwanie rozmów innych obecnych w tej sali osób zaczynało go nudzić. Naprawdę się cieszył, że ją widział, zwłaszcza po całym poprzednim dniu spędzonym w towarzystwie swoich rodziców. - Stwierdził, że jestem wspaniałym wyrobnikiem? - zaśmiał się, nie wierząc w to, co słyszał. W oczy w życiu by mu czegoś takiego nie powiedział. Najwyraźniej musiał prawie umrzeć, by ojciec jakkolwiek go docenił. - Co jeszcze gadał na temat Castiela? - dopytał jeszcze, już nieco bardziej ponuro, bo nie podobał mu się taki obrót spraw. Nawet jeśli sam się na niego nieco irytował, jego ojciec nie powinien się w tej sprawie w ogóle odzywać. A najwyraźniej rozpowiadał na prawo i lewo o wypadku Fergusa. Chociaż faktem było, że umówił się z Reginą, a nigdy się na tym spotkaniu nie pojawił, skoro wylądował w Mungu. Nadal był skołowany po utracie krwi i wyleciało mu z głowy, by spróbować do niej napisać. - Przepraszam, że nie dałem znać.
Jej mina pełna niezadowolenia nieco go przerażała, ale obserwował czujnie, jak przysuwa sobie krzesło i usadawia się na nim, przykuwając tym uwagę czarownicy od eliksirów. Zgromił ją wzrokiem, a ta speszona wróciła do lektury romansidła.
- Chciałbym powiedzieć, że bywało gorzej, ale chyba bym skłamał. Ogólnie jest już lepiej, jak widać żyję - wyjaśnił i podciągnął się z pozycji leżącej, by oprzeć się o poduszki i lepiej widzieć Reginę. Zresztą bolały go już plecy od tego ciągłego leżenia, gdzie nie mógł ułożyć się na swoim ulubionym boku, bo nadwyrężałby zranioną rękę. - W sumie nie stało się nic takiego, ugryzł mnie wampiryczny artefakt. - Wzruszył od niechcenia ramionami, powstrzymując się przed histerycznym śmiechem. Tylko w ten sposób ratował się przed totalną paniką, w jakie bagno mógł się wpakować. Prosto do grobu, przynajmniej zostałby w końcu tym pieprzonym duchem. Żaden wypadek przy pracy, żaden atak śmierciożerców. Po prostu czysta głupota w wykonaniu Fergusa Ollivandera.
Olbrzymka
Draco dormiens nunquam titillandus.
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Patrzysz i zastanawiasz się, czy masz do czynienia z olbrzymem, który zgubił się w Londynie. Barczysta, wysoka na blisko dwa metry, o twardych rysach twarzy. Dopiero później, jak już przyzwyczaisz się do jej wyglądu, zauważasz pewne drobnostki. Kartoflany nos zdobi poprzeczna blizna, przebiegająca na jego grzbiecie. Miodowe oczy spoglądają na świat ze spokojem, który ociepla serce i daje odetchnąć. Włosy ciemnobrązowe, prawie wpadające w czerń, skręcają się i falują, jeżeli ich właścicielka wypuści je z niedbałego warkocza. Olbrzymka zdaje się mocno stąpać po ziemi, ale znać w tym kroku delikatność.

Regina Rowle
#3
18.01.2023, 04:22  ✶  

— Wampiryczny artefakt?

Powtórzyła, jakby po raz pierwszy słyszała te słowa lub też nie dowierzała, że Fergus je wypowiedział. Z nadal wymalowanym pytaniem na twarzy sięgnęła do kieszeni płaszcza i wyciągnęła z niej papierową torbę.

— Nim dopytam, dlaczego miałeś do czynienia z jakimś wampirzym artefaktem czy czymś takim, to proszę, podobno słodycze pomagają zdrowieć.

Podała pakunek Ollivanderowi, w którym znajdowały się najróżniejsze słodycze. Kilka czekoladowych żab, paczka kajmakowych eklerek, świeża krajanka z melasą, chyba trzy piernikowe traszki i pięć dyniowych pasztecików.

— Nie wiedziałam, co lubisz, więc po drodze zgarnęłam wszystkiego po trochu, co było na straganie. Są tam czekoladowe żaby, ale jak trafisz Cronka, to chętnie się wymienię.

Uśmiechnęła się i z powrotem usiadła na krześle.

— Widzę, że żyjesz i masz szczęście, bo jakbym miała robić interesy z twoim ojcem, to chyba bym cię ożywiła tylko po to, żeby cię zabić. Nawet nie wiesz, jak podobny jest do mojego. — zażartowała i zaraz też dodała z poważniejszą miną. — Skąd miałeś ten artefakt i czemu zamieszany jest w to Castiel Flint?

O wspomnianym mężczyźnie nie wiedziała zbyt wiele. Z początku nazwisko Flint nic jej nie mówiło, ale w miarę jak szła do świętego Munga, zębatki w głowie obracały się coraz szybciej i szybciej. W końcu jakaś zapadka wskoczyła na swoje miejsce i Regina przypomniała sobie, że to Castiel był Śpiącą Królewną wśród stada lunaballi. Ale co miał wspólnego z Fergusem i jakimś krwiożerczym artefaktem?

— I nie, nie mówił więcej o Flintcie. Narzekał po prostu, że przez niego jesteś w szpitalu, więc tym bardziej chcę wiedzieć, co się wydarzyło i czy masz z tym facetem jakieś problemy?

Problemy, które mogłabym rozwiązać, gdybyś poprosił, dodała w myślach, patrząc na Fergusa badawczo, by wyłapać z jego mimiki rzeczy, których być może nie chciał mówić. Z młodym Ollivanderem łączyła ją nić porozumienia i chociaż nigdy o niej nie rozmawiali, to czuła, że są w podobnej sytuacji z rodzinnymi oczekiwaniami, którym nie potrafią (i nie chcą) sprostać.

"Toby"
There's a starman waiting in the sky
He'd like to come and meet us
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Fergus jest dość wysoki, bo mierzy metr osiemdziesiąt wzrostu, a do tego dość chudy. Patrząc na niego, ma się wrażenie, że może się złamać na pół. Ma długie, wiecznie rozczochrane włosy, które związuje, kiedy musi się skupić lub nad czymś pracuje i brązowe oczy w odcieniu czekolady. Zazwyczaj jest dosyć nerwowy i intensywnie gestykuluje, kiedy mówi. Jest leworęczny.

Fergus Ollivander
#4
18.01.2023, 19:58  ✶  
Skinął głową na potwierdzenie swoich własnych słów, choć wypowiedziane na głos nie brzmiały już tak zabawnie, jak w jego głowie. Z drugiej strony, biorąc pod uwagę, że przyjaźnił się z wampirem… Tyle że Sauriel nigdy nie próbował wyssać z niego całej krwi, a przeklęta szkatuła i owszem.
Posłał jej zaskoczone spojrzenie, gdy wyciągnęła z kieszeni płaszcza pakunek, który mu podała. Natychmiast zajrzał tam z niemalże dziecięcą ciekawością, by sprawdzić zawartość prezentu i uśmiechnął się na tyle, na ile pozwalał mu wciąż doskwierający ból głowy.
- Merlinie, dziękuję! Nie musiałaś przecież – zawołał, ale w myślach dopowiedział sobie, że nawet gdyby chciała zwrotu słodyczy, już by jej nie oddał. Zwłaszcza że gdy nie miał dostępu do papierosów, zażerał się czekoladą. – Mam Artemisię Lufkin i Gryffindora, ale tego drugiego nie oddam, bo wysłałem znajomemu, który dał mi czekoladowe żaby. Grał Godryka w spektaklu u Selwynów, więc uznałem, że sprawi mu frajdę, jak poproszę o autograf – zaśmiał się, wracając wspomnieniami do marca, kiedy wszystko wydawało się prostsze a jedynym, co miał na głowie, to stworzenie rekwizytów teatralnych dla Lovegooda, ewentualnie drinki późnym wieczorem u Nory.
- Oni nie chodzili czasem razem do szkoły? – dopytał na wzmiankę o podobieństwie ich ojców. Rzeczywiście mieli ze sobą sporo wspólnego, przede wszystkim wygórowane oczekiwania względem własnych dzieci. Niespecjalnie kojarzył znajomych ze szkoły swojego ojca z wyjątkiem Floriana Fortescue, który otworzył swój lokal niedaleko nich. Jego ojciec raczej nie utrzymywał zbyt wielu kontaktów towarzyskich zbyt pochłonięty pracą i rodziną. Wystarczali mu sąsiedzi z Pokątnej i rozsiewanie plotek. – Ale nie zabijaj mnie, nie chcesz spędzić reszty życia z dementorami z mojego powodu – dodał jeszcze, ale zaraz się nachmurzył, gdy padły kolejne pytania. – Jest klątwołamaczem i pracował nad tym artefaktem, a ja jestem debilem i dałem się złapać w pułapkę.
Wzdrygnął się na samo wspomnienie tej rzymskiej szkatułki, na którą Castiel tak bardzo się cieszył, a którą Fergus rozwalił w zaledwie dwie minuty. Miesiące starań o sprowadzenie artefaktu, który miał rozbroić poszły na marne. A wszystko przez to, że zostawił Ollivandera samego, a ten z kolei zbagatelizował niebezpieczeństwo, podchodząc zbyt blisko przedmiotu. I trach, prawie stracił rękę, jeśli nie życie.
- On wiecznie tylko narzeka – burknął, wiedząc, że jeśli pojawi się tu również i dzisiaj, Fergus nasłucha się sporo na temat tego, że powinien być teraz w pracy i załatwiać drewno na różdżki, które musieli odnowić po tamtej nieszczęsnej kradzieży. – Castiel nie sprawia mi żadnych problemów! – dodał szybko, może nawet zbyt szybko. – My… przyjaźnimy się. Po prostu mieliśmy pecha, to wszystko.
Nie potrzebował pomocy z Flintem. Nawet jeśli ten się na niego wściekał, w co Fergus wierzył, biorąc pod uwagę, że mężczyzna w ogóle go w szpitalu nie odwiedził. Doceniał jednak troskę Reginy i bardzo cieszył się, że wpadła. Potrzebował odskoczni od towarzystwa rodziców i uzdrowicieli, a Rowle mogła mu ją chociaż przez chwilę zapewnić.
Olbrzymka
Draco dormiens nunquam titillandus.
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Patrzysz i zastanawiasz się, czy masz do czynienia z olbrzymem, który zgubił się w Londynie. Barczysta, wysoka na blisko dwa metry, o twardych rysach twarzy. Dopiero później, jak już przyzwyczaisz się do jej wyglądu, zauważasz pewne drobnostki. Kartoflany nos zdobi poprzeczna blizna, przebiegająca na jego grzbiecie. Miodowe oczy spoglądają na świat ze spokojem, który ociepla serce i daje odetchnąć. Włosy ciemnobrązowe, prawie wpadające w czerń, skręcają się i falują, jeżeli ich właścicielka wypuści je z niedbałego warkocza. Olbrzymka zdaje się mocno stąpać po ziemi, ale znać w tym kroku delikatność.

Regina Rowle
#5
22.01.2023, 19:40  ✶  

— Miły gest z tym Godrykiem. I tak, nasi kochani ojcowie chodzili razem do szkoły. Jestem ciekawa czy też chodzili na te same zajęcia z narzekania na swoje dzieci, czy może nabyli tę umiejętność z wiekiem.

Zażartowała i posłała Fergusowi zdawkowy uśmiech. Ich relacje z rodzicielami były podobne, chociaż nigdy o tym wprost nie mówili. Bardziej wiedziała to z półsłówek i jakichś wtrąceń, którymi i ona sama się dzieliła.

— Może i kusząca propozycja, ale nie przepadam za dementorami i kamiennymi celami. Wracając do Castiela, pomagałeś mu z tym artefaktem czy jak?

Zmarszczyła brwi, próbując zrozumieć, co też się wydarzyło. Szybka odpowiedź Fergusa wzbudziła jej podejrzenia co do tego, czy rzeczywiście Flint nie sprawia mu problemów i czy młody Ollivander nie wpakował się w jakąś szemraną sprawę.

— Słuchaj, mieć pecha a wylądować ledwo żywym w szpitalu to dwie różne rzeczy. — nachyliła się w stronę rozmówcy i nieco ciszej dodała. — Za to przyjaźń przyjaźnią, ale w coś się wplątałeś z tym Flintem lub wplątaliście się w coś razem?

"Toby"
There's a starman waiting in the sky
He'd like to come and meet us
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Fergus jest dość wysoki, bo mierzy metr osiemdziesiąt wzrostu, a do tego dość chudy. Patrząc na niego, ma się wrażenie, że może się złamać na pół. Ma długie, wiecznie rozczochrane włosy, które związuje, kiedy musi się skupić lub nad czymś pracuje i brązowe oczy w odcieniu czekolady. Zazwyczaj jest dosyć nerwowy i intensywnie gestykuluje, kiedy mówi. Jest leworęczny.

Fergus Ollivander
#6
22.01.2023, 21:52  ✶  
- Myślisz, że w latach trzydziestych i czterdziestych prowadzili zajęcia z tego, jak mieć wygórowane oczekiwania i uprzykrzać życie swojemu potomstwu? - zastanowił się, drapiąc przy tym po głowie, co wyglądało nieco teatralnie. - Mam wrażenie, że stworzyłbym podręcznik wyłącznie na podstawie tego, co mówili do mnie przez te wszystkie lata rodzice.
Wiedział, że i Regina nie miała w życiu łatwo. Może właśnie dlatego tak bardzo się ze sobą dogadywali, mimo tego, że widywali się wyłącznie podczas spraw związanych z pracą. Dlatego też tak bardzo zdziwiło go, gdy przeszła przez drzwi oddziału ratunkowego, ale wciąż pozostawał wdzięczny za tę wizytę. I za torbę ze słodyczami, którą odłożył na komodę tuż przy łóżku, bo nie wypadało jej całej rozpakować i pożreć przy gościu. A może powinien jej zaproponować poczęstunek? Sam już nie był pewien.
- Chyba nikt nie przepada za kamienną celą, zimno i twardo w dupę - stwierdził i wzruszył ramionami. O samych dementorach wypowiadać się nie musiał. Nie istniała na świecie ani jedna osoba, która czułaby się dobrze w ich towarzystwie. Wyzwalali przykre emocje i gdy y Fergus miał na któregokolwiek z nich w najbliższym czasie natrafić, ten pewnie miałby z niego przyzwoitą pożywkę. - Nie pomagałem, chciałem go zabrać z roboty, żeby nie siedział nad tym przedmiotem całą noc.
A potem zignorowałem jego prośby o to, żebym uważał i zbyt blisko podszedłem. Ale tego już nie dodał, obawiając przyznać do własnej głupoty. Nie spodziewał się, że to coś nosi w sobie tak silne zaklęcia, by omotać jego umysł i zmusić do dotknięcia szkatuły, tym samym ją uruchamiając.
- Ja tam wciąż nazywam to pechem. Chodzące szczęście nie zostałoby nawet draśnięte - odpowiedział jej. Miał dziwne wrażenie, że jeśli ta rozmowa zostanie dalej pociągnięta, wyda się więcej niż chciałby powiedzieć. Regina była sprytna, to musiał jej akurat przyznać. Jako jedyna kwestionowała jego relację z Flintem i ich wspólny udział w wypadku. - Co masz na myśli, mówiąc „wplątaliście się”? - zapytał, nie do końca rozumiejąc jej rozumowanie. Owszem, wplątał się w coś z Castielem i to wróżyło spore kłopoty, ale raczej nie w kierunku złowrogich planów czy knowań z kryminalistami. Spoglądał na nią z przestrachem w oczach, czując ciepło napływające do policzków. Dlaczego, na Merlina, czerwienił się, myśląc o tym? Mógł tylko modlić się w duchu, by Rowle tego nie dostrzegła albo wzięła to za reakcję na zdenerwowanie. Lub gorączkę.
Olbrzymka
Draco dormiens nunquam titillandus.
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Patrzysz i zastanawiasz się, czy masz do czynienia z olbrzymem, który zgubił się w Londynie. Barczysta, wysoka na blisko dwa metry, o twardych rysach twarzy. Dopiero później, jak już przyzwyczaisz się do jej wyglądu, zauważasz pewne drobnostki. Kartoflany nos zdobi poprzeczna blizna, przebiegająca na jego grzbiecie. Miodowe oczy spoglądają na świat ze spokojem, który ociepla serce i daje odetchnąć. Włosy ciemnobrązowe, prawie wpadające w czerń, skręcają się i falują, jeżeli ich właścicielka wypuści je z niedbałego warkocza. Olbrzymka zdaje się mocno stąpać po ziemi, ale znać w tym kroku delikatność.

Regina Rowle
#7
18.02.2023, 05:18  ✶  

— Więc postanowiłeś odciągnąć go, trafiając do szpitala? — jedna z bujnych brwi powędrowała w górę. — Wybacz, słaby żart. Po prostu nie potrafię pojąć, jak to się stało, że znalazłeś się tak blisko przedmiotu, nad którym pracował licencjonowany klątwołamacz.

Regina zaczęła już podejrzewać, że Fergus jest dłużnikiem Castiela lub ów przedmiot należał właśnie do Ollivandera juniora i okazał się bardziej niebezpieczny, niż zatrudniony przez niego klątwołamacz uważał. Jeżeli pójdziemy tą drogą, to skąd Fergus w ogóle miał ten przedmiot? Nieudany zakup u Borgina i  Burkesa?

— Nic konkretnego, po prostu nie chciałabym pewnego dnia usłyszeć, że wyrobnik różdżek postanowił się przebranżowić na łamanie klątw nie magią, a własnym ciałem. Tym bardziej nie chciałabym usłyszeć, że Flint zmusił cię do sprawdzenia, jak bardzo niebezpieczne jest to coś.

Tego by jeszcze brakowało, by Fergus nawet nie z własnej woli, ale na czyjeś polecenie lub prośbę sprawdzał jakieś niebezpieczne magiczne przedmioty. Potarła skroń, nadal zastanawiając się nad przyczyną całego tego zdarzenia i podniosła wzrok na Ollivandera. Widząc jego czerwieniejące poliki i szerzej niż zwykle rozwarte oczy, od razu spytała, pochylając się w jego stronę:

— Wszystko w porządku? Czujesz się gorzej Fergusie? Mam zawołać lekarza? Coś z ręką? Gorączka? Może naprawdę zawołam lekarza?

"Toby"
There's a starman waiting in the sky
He'd like to come and meet us
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Fergus jest dość wysoki, bo mierzy metr osiemdziesiąt wzrostu, a do tego dość chudy. Patrząc na niego, ma się wrażenie, że może się złamać na pół. Ma długie, wiecznie rozczochrane włosy, które związuje, kiedy musi się skupić lub nad czymś pracuje i brązowe oczy w odcieniu czekolady. Zazwyczaj jest dosyć nerwowy i intensywnie gestykuluje, kiedy mówi. Jest leworęczny.

Fergus Ollivander
#8
19.02.2023, 20:35  ✶  
Zaśmiał się, bardziej z nutą złości niż radości. Fakt, żart był dość kiepski, chociaż Fergus miał powoli do siebie dojść, więc prędzej czy później rzeczywiście będzie mógł się z całej tej sytuacji nabijać.
- Zawsze to jakiś sposób, co nie? – mruknął i wzruszył ramionami. Przynajmniej tyle mógł robić bez naruszania obolałej ręki. – Wszedłem do gabinetu, w którym pracował nad tym przedmiotem. Ot, cała filozofia. Chwila nieuwagi i dałem się złapać durnej klątwie. Przynajmniej ty nie obwiniaj Flinta, bo to naprawdę nie jego wina. Jedynie moja własna głupota.
Tłumaczył już tę sytuację tak wiele razy, a mimo to wciąż było to dosyć trudne. Całe to przypominanie sobie, co się po kolei wydarzyło. Wspomnienie uczucia bólu i przerażenia. Myśl o tym, jak bardzo Castiel musiał być teraz na niego wściekły. I fakt, że naraził nie tylko ich dwójkę, ale również Brennę i Danielle Longbottom. Jak miałby przejść nad tym do porządku dziennego?
- Do niczego mnie nie zmuszał – warknął, trochę aż nadto się unosząc. Westchnął, próbując się uspokoić. Regina nie zasłużyła sobie na takie traktowanie. Powinien być dla niej milszy, skoro odwiedziła go, ofiarowując torbę słodyczy i towarzystwo w tym nad wyraz nudnym otoczeniu. – Sam tego dotknąłem. Szczerze? Uratował mi życie. To jedyne jego przewinienie.
A może bardziej zasługa? Biorąc pod uwagę to, jak w ostatnim czasie wyglądała codzienność Fergusa, chyba wolałby naprawdę zostać duchem. Wystarczyło chociażby wspomnieć kłótnię jego ojca z Elliottem Malfoyem tuż nad łóżkiem, w którym leżał młody Ollivander. Większego wstydu nigdy się nie najadł.
- Co? Nie, nie potrzebuję lekarza, wszystko ze mną w porządku – zapewnił ją i przyłożył dłoń do policzka, uświadamiając sobie, że rzeczywiście był trochę aż nadto ciepły. – Nic mi nie jest. Uzdrowiciele twierdzą, że zdjęli całą klątwę. Może zmieńmy temat? Jak tam Cymbał?
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek:
Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Fergus Ollivander (1567), Regina Rowle (971)




  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Przydatne linki
Kolejeczka
Tryb normalny
Tryb drzewa